Rozdział 104: Więź rodzinna

— Gregory, poznanie twojej siostry było naprawdę cudownym wydarzeniem — skomentował Mycroft, kiedy wsiedli do samochodu, wychodząc z restauracji, w której zjedli obiad z Emily Lestrade.

Greg mruknął cicho, owijając ramię wokół pleców młodszego mężczyzny i wślizgujac się do samochodu. Pogłaskał ramię Mycrofta i uśmiechnął się, składając pocałunek na jego policzku.

— Nie mogłem się doczekać, aż ją spotkasz. - Uśmiechnął się dumnie. — Byliśmy jedynymi dziećmi w średnim wieku, więc trzymaliśmy się razem.

— Wasza więź jest godna podziwu — skomentował Mycroft, sięgając po drugą rękę Grega i splatając ich palce. Uścisnął ją delikatnie. — Jest bardzo widoczne, że wasza dwójka kocha się wzajemnie i że zawsze tak było.

Greg uśmiechnął się. Kiedy Mycroft mówił, patrzył na niego, nasłuchując i czując dumę z tego spostrzeżenia. Skinął głową, otwierając usta, by coś powiedzieć, kiedy coś w wyrazie twarzy partnera sprawiło, że się zatrzymał. W oczach polityka i wąskiej linii jego ust było coś w rodzaju tęsknoty. Spojrzenie Grega złagodniało.

— Wszystko w porządku, Myc? — zapytał cicho, ściskając jego dłoń i przesuwając się bliżej.

— Tak, nic mi nie jest. Nie musisz się martwić, Gregory — odparł Mycroft, ale ton jego głosu nieco się zmienił.

Greg przejrzał jego postawę. Ponownie ścisnął jego dłoń i przyciągnął do siebie Mycrofta, całując go w czoło.

— Porozmawiaj ze mną kochanie — wyszeptał cicho. Jego wargi muskały skórę Mycrofta. Młodszy mężczyzna westchnął.

— Przypuszczam, że kłamałbym, gdybym zaprzeczył, że nie jestem w najmniejszym stopniu zazdrosny o wasz związek — westchnął tęsknie. — Ty i Emily macie coś, co można by zaklasyfikować jako normalny związek między rodzeństwem.

Greg uśmiechnął się ze smutkiem. Nie było dla niego tajemnicą, że Mycroft żałował, że między nim a Sherlockiem sprawy nie układały się lepiej. Nigdy o tym nie mówił, ale Greg miał wrażenie, że kiedyś byli bardzo blisko. Nie miał pojęcia, co ich rozdzieliło ani co stworzyło między nimi przepaść, ale… Mycroft bardzo troszczył się o Sherlocka, tak jak robiłby to starszy brat i widział towarzyszący temu ból. Nawet jeśli młodszy mężczyzna dobrze to ukrywał.

— Tak mi przykro, kochanie — westchnął, pocierając biceps Mycrofta. — Nienawidzę stanu w jakim jest twój związek z Sherlockiem. Czy naprawdę nie da się tego naprawić? Co się stało, że się tak podzieliliście?

Greg zamarł lekko. Może nie powinien był o to pytać. Nigdy tak naprawdę nie poruszali w ten sposób tematu Sherlocka, mimo że Mycroft powierzył mu wszystkie szczegóły swojego życia, nagle poczuł się trochę zdenerwowany.

— Myśli, że go porzuciłem — powiedział cicho Mycroft po kilku chwilach napiętej ciszy. — Kiedy opuściłem dom, by pójść na studia. Wcześniej był w zasadzie moim cieniem. Zajmowałem się nim bardziej niż nasi rodzice i nie przeszkadzało mi to. Zawsze go szczerze kochałem. Potem odszedłem, a on… Ciężko to przyjął. Nigdy nie miał przyjaciół, jak mogę sobie wyobrazić. Gdy mnie nie było, nie miał nikogo. Oczywiście próbowałem wracać do domu, kiedy tylko mogłem, ale nie zdarzało się to często. Miałem wiele obowiązków i egzaminów, które musiałem zdać, więc chociaż udawało mi się większości przyjeżdżać do domu na ważne święta, prawie w ogóle nie wróciła między nami ta więź.

Greg nic nie powiedział, tylko skinął głową i ścisnął biceps Mycrofta. Przykro było to słyszeć. Mógł tylko sobie wyobrazić, jak bardzo zraniło to jego partnera. Jak bardzo zraniło obu braci Holmes. Greg mógł do pewnego stopnia współczuć im. Jego najmłodszy brat, Jonathon był nieco oderwany od reszty, ale… To nie przypominało bolesnego rozstania, przez które musieli przejść bracia Holmes.

— Za każdym razem, gdy wracałem do domu, był coraz bardziej odległy - westchnął Mycroft. - Aż pewnego dnia w ogóle nie opuścił swojego pokoju. Nie odpowiadał na moje pukanie. Kiedy próbowałem z nim porozmawiać przez drzwi, zaczął grać na swoich skrzypcach w okropny sposób, ale tak zręcznie, aby uciszyć mój głos. Coś, co robi do dziś.

— Przepraszam — szepnął Greg.

Mycroft potrząsnął głową i wyprostował się, kiedy podjechali pod ich dom.

— Dlatego jestem wdzięczny, że ty i Emily jesteście tak blisko. Masz tę rodzinną więź, którą straciłem. Dobrze, że przynajmniej jeden z nas ją ma.

Greg patrzył, jak Mycroft wysiada z samochodu. Poruszył się, żeby pójść w jego ślady. Chwycił go za nadgarstek i delikatnie obrócił.

— Również ją masz. Może nie z Sherlockiem, którego bardzo nienawidzę i chciałbym mu coś zrobić, ale… — Greg podszedł bliżej i trącił ich nosy o siebie, zanim pochylił się, by delikatnie pocałować mężczyznę. — Masz to z Ems. Należysz do naszej rodziny, Mycrofcie.

— Kocham cię, Gregory — westchnął Mycroft z serdecznym uśmiechem.

Zwykle nie był tym, który pierwszy to mówił, więc Greg mrugnął z zaskoczenia, ale po chwili uśmiechnął się szeroko.

— Też cię kocham Myc. A teraz chodź. Idziemy do łóżka.