Rozdział 106: Tatuaże
Doprowadziły do tego lata wpadnięć na siebie i przyjaznych spotkań. To, co zaczęło się jako związek zawodowy z powodu Sherlocka, powoli przerodziło się w przyjaźń. Wraz z tą przyjaźnią przyszła kawa, wygodne rozmowy i prawdziwy śmiech. Spotkania przy kawie zmieniły się w spotkania podczas lunchu. Lunch przemienił się w obiad. Śmiech stał się bardziej prywatny, bardziej… intymny.
Teraz byli tutaj. Greg obejmował w pasie Mycrofta Holmesa. Całowali się. Chryste, ten mężczyzna potrafił całować. Oczywiście, tu i tam dzielili się prostymi pocałunkami. Zaczęli umawiać się na randki, trzymali się za ręce, a kiedy Greg postarał się, były niewinne pocałunki. Ale to… To było głębokie, namiętne pocałunki. Mycroft przygryzał i skubał jego dolną wargę i było to wspaniałe.
—Wiesz, że kiedy powiedziałem, że możemy wrócić do domu na kawę, nie miałem dosłownie tego na myśli? — wyszeptał cicho Greg, ocierając z uśmiechem ich nosy o siebie.
— Twierdzisz, że nie zaparzysz mi gorącego, kofeinowego napoju? — zapytał Mycroft, otwierając usta w udawanym zaskoczeniu.
— Mądrala — zaśmiał się Greg, żartobliwie szturchając polityka w pierś. Mycroft uśmiechnął się złośliwie.
— Wiem dokładnie, co miałeś na myśli, Gregory. Uwierz mi, kiedy mówię, że ja również tego chcę — wydyszał lekko Mycroft, odchylając się do tyłu, aby zainicjować kolejny namiętny pocałunek.
Powoli przeszli przez mieszkanie. Greg poruszał się po nim z wprawą, dopasowując się do dotyku i do kolejnego pocałunku. Dłonie Mycrofta przebiegały po jego ramionach i bokach, wsuwając się pod koszulę, głaszcząc brzuch, sprawiając, że inspektor zadrżał. W końcu dotarli do sypialni i rozdzielili się na minimalną odległość.
— Mogę? — zapytał dysząc Mycroft, przesuwając spojrzeniem w górę i w dół tułowia Grega. Starszy mężczyzna poczuł mrowienie.
— Tak — szepnął.
Mycroft szybko zaakceptował jego zgodę, chwytając za koszulę Grega i szarpiąc ją do góry. Lestrade uniósł ramiona, a jego wierzchnie okrycie zostało ściągnięte i odrzucone na bok. Milczał, obserwując, jak Mycroft śledził wzrokiem jego nagi tors.
— Gregory masz…
— Tatuaże, tak. — Wzruszył ramionami, lekko pocierając tył głowy.
Gorąca namiętność, która dzielili, nieco przygasła, ale nie została odsunięta na bok. Wyciągając rękę, Mycroft zaczął obrysowywać kontury gitary, którą miał wytatuowaną po lewej stronie. Greg poruszył ręką i obrócił się, żeby młodszy mężczyzna mógł ją lepiej widzieć.
— Jak wiele ich masz? — zapytał ściszonym głosem Mycroft, uważnie przyglądając się gitarze podczas jej badania palcami.
Greg westchnął lekko, gdy poczuł lekkie łaskotanie od tego dotyku. Obrócił głowę, by móc znów spojrzeć na Mycrofta.
— Dlaczego sam nie sprawdzisz, Myc? — zapytał cicho z uśmiechem. — Jestem cały twój.
Spojrzenie, które posłał mu Mycroft, słysząc to oświadczenie, sprawiło, że ogarnęło go gorąco. Przygryzł lekko wargę i przeczesał palcami włosy drugiego mężczyzny, delikatnie gładząc jego kark, ale nie posunął się dalej. Moment, między nimi, był intymny na więcej niż na jeden sposób. Oczywiście wkrótce zostaną pochłonięci przez płomień namiętności. Chodziło jednak również o wzajemne poznanie się na bardziej osobistym poziomie. O wzajemne badanie ciał, z czego Mycroft obecnie w pełni korzystał.
Polityk przesuwał opuszkami palców po skórze, znajdując każdy z sześciu tatuaży zdobiących górną część jego ciała. Mycroft przycisnął swoje ciało do niego podczas eksploracji, całując nagą skórę i oddychając przy niej, wywołując u Grega dreszcze.
— Masz więcej, niż się spodziewałem — powiedział po chwili Mycroft, gdy go okrążył i znów stanął przed Gregiem.
— Miałem też kolczyk w sutku — skomentował, nie do końca pewien, dlaczego to powiedział, ale zaśmiał się, widząc, jak Mycroft uniósł brew.
— W którym? — zapytał, a jego spojrzenie spoczęło na piersi Grega.
— W lewym.
Mycroft pochylił się, przesuwając czubkiem języka po sutku. Greg westchnął cicho.
— Dlaczego się go pozbyłeś? — zapytał, zanim ponownie przesunął językiem po brodawce, wywołując u Grega jęk.
— Nie… nie wiem — sapnął, chwytając Mycrofta za ramię.
— W młodości byłeś dość buntowniczy — powiedział Mycroft, prostując się.
— Tak. — Greg uśmiechnął się, wkładając ręce pod płaszcz Mycrofta, aby zsunąć go z jego ramion. — Razem z moim najlepszym kumplem Jamesem, zawsze chodziliśmy i robiliśmy je razem w salonie.
— Czy powinienem być zazdrosny? — drażnił się Mycroft.
— Nie — odpowiedział Greg, pochylając się, by zainicjować kolejny pocałunek. Ten znów rozpalił ich. Zaczęli się wzajemnie chwytać, gdy ich podniecenie rozkwitło. — Teraz mam ciebie.
