Rozdział 114: Pływanie w zimny grudniowy dzień

— I poprowadź funkcjonariuszy dookoła bloku, my… — instruował Greg, starając się, aby jego głos był spokojny, gdy gestykulował dookoła drżącą ręką. — Du… dużo biegaliśmy. Nie chcę niczego przegapić.

Sally skinęła głową, zerkając na niego sceptycznie, po czym odwróciła się i zaczęła wykrzykiwać wskazówki do oficerów kręcących się na miejscu zdarzenia. Greg sapnął przez nos i wstał, odprawiając ratownika medycznego, który kręcił się wokół niego. Miał pracę do wykonania.

Zostaw to Sherlockowi, aby ruszył w pościg za podejrzanym w połowie grudnia. Oczywiście Greg musiał go ścigać, ponieważ detektyw wciąż był cholernym cywilem… a także jego przyszłym szwagrem. Greg zawsze był trochę opiekuńczy wobec szalonego młodszego Holmesa, na długo przed tym, zanim związał się z Mycroftem.

A skoro o tym mowa, Mycroft właśnie wkroczył na miejsce zbrodni, wykorzystując swoje długie nogi, aby jak najszybciej zmniejszyć odległość między nimi.

— Gregory, trzęsiesz się.

Było pierwszą uwagą, jaka wyszła z ust Mycrofta. Sięgnął po jaskrawo pomarańczowy koc, który był owinięty wokół ramion Grega i mocniej otulił nim mężczyznę. Inspektor otworzył usta, aby zaprotestować, żeby odsunąć się, ale spojrzenie partnera sprawiło, że pozostał milczący i nieruchomy.

— Myc, wszy… wszystko w porzą... porządku — westchnął, rozglądając się, aby upewnić się, że wszystko szło w dobrym kierunku. Może się trząsł. Tak, okej, był całkowicie przemarznięty. Tak się jednak dzieje, gdy ktoś się poślizgnie i wpadnie do Tamizy i to w grudniu. — Co ty tutaj robisz?

— Przyszedłem zobaczyć, czy nie poszedłbyś napić się kawy, ale teraz chętniej zabrałbym cię do domu - powiedział z rezygnacją Mycroft, przeczesując dłonią w rękawiczce wilgotne włosy Grega, by odsunąć je z jego czoła.

— Nie mogę iść do domu, Mycroft — narzekał Greg. — Mam dużo rzeczy do zrobienia.

— Cóż, powinieneś był o tym pomyśleć, zanim zdecydowałeś się popływać w Tamizie.

— Możesz winić za to swojego brata — niemal warknął Greg.

Nie chciał wyładowywać swojej frustracji na Mycrofcie… Był zestresowany, zmarznięty i trochę wkurzony. Na szczęście jego narzeczony wiedział, że nie był to jego zamiar i spojrzenie polityka natychmiast przeniosła się kilka metrów dalej w miejsce, gdzie stał Sherlock z Johnem. Wydawało się, że lekarz już dawał wykład swojemu współlokatorowi, co sprawiło, że Greg prawie się roześmiał.

— Zamorduję go — mruknął z irytacją Mycroft.

Greg potrząsnął głową i wyciągnął rękę, aby zwrócić na siebie uwagę.

— Nie zrobisz tego, Myc. Nic mi nie jest.

— Jesteś przemarznięty. Zamarzniesz na śmierć, jeśli nie zabiorę cię do domu.

Greg nie zaprzeczył, że gdyby szybko się nie wysuszył i nie rozgrzał, to z pewnością by zachorował. To było coś, czego nie potrzebował. Kiedy o tym myślał, zastanawiał się, czy naprawdę byłoby w porządku, gdyby jego partner zabrał go do domu.

— Donovan! — zawołał, kładąc dłoń przy ustach, by jego głos rozbrzmiał głośniej.

Sierżant odwróciła się i pomachał do niej, by podeszła. Zerknęła na Mycrofta i skinęła mu głową na powitanie, ale nie powiedziała nic bezpośrednio do niego.

— Tak, szefie? — zapytała.

— Czy masz wszystko pod kontrolą? — zapytał Greg, próbując pochwycić koc.

Jego palce były zdrętwiałe. Tak… Musiał się rozgrzać. Dreszcze słabły, ale wiedział, że wciąż było mu zimno, więc nie był to najlepszy znak.

— Tak. To sprawy porządkowe. Wracaj do domu, żebyś poważnie nie zachorował — powiedziała.

Ponownie skinęła Mycroftowi, otrzymując w zamian pełne wdzięczności skinienie, po czym odwróciła się i odeszła, by kontynuować swoją pracę. Greg westchnął, opuszczając ramiona w rezygnacji.

— Wygrałeś. Zabierz mnie do domu, kochanie — wymamrotał.

Mycroft bez wahania zaprowadził go do czarnego samochodu, który w środku był cudownie rozgrzany . Zanim polityk do niego dołączył, Greg usłyszał, jak Mycroft powiedział coś raczej niegrzecznego do Sherlocka, który musiał go zauważyć. Zaśmiał się, gdy jego kochanek wszedł do samochodu. Odjechali.

— Spokojnie tygrysie — drażnił się.

Mycroft zignorował to, wyciągnął nie wiadomo skąd kolejny koc i owinął go wokół inspektora.

— Mój głupi brat zasługuje na coś gorszego za przysporzenie ci tyle cierpienia, Gregory.

— Po raz ostatni, Myc. Nic mi nie jest. Wszystko jest w porządku.

Zamilkli. Mycroft pochylił się, by złożyć ciepły, delikatny pocałunek na zimnych wargach Grega. Zanucił, a jego powieki zatrzepotały, gdy zamknął oczy, oddając pocałunek, czując jak w środku rozpala się odrobina ciepła. Teraz gdyby tylko rozprzestrzeniła się na zewnątrz.

— W domu będzie na nas czekał rozpalony kominek — szepnął czule Mycroft. — I herbata. Może przygotuję ci kąpiel przed snem.

— Nie. Przygotujesz kąpiel dla nas.

— Bardzo dobrze.

Mycroft z uśmiechem pochylił się do kolejnego pocałunku.