Rozdział 115: Pierwsze kroki
Osiem miesięcy minęło niczym z bata strzelił. Greg prawie zapomniał, jak to było. Bycie ojcem noworodka było wyczerpujące, niesamowite i pełne przygód. Po każdym wschodzie słońca wydawało się, że działo się coś wspaniałego i każdego dnia był dumnym i kochającym ojcem małego Olivera.
Oliver rósł błyskawicznie. Szybko się uczył, co wcale nie zdziwiło Grega, ale i tak był zszokowany, widząc o ile szybciej chłopiec wszystko łapał. Często żartował, że były to geny Holmesów w nim. Oliver bardzo przypominał z wyglądu Lestrade'a. Duże brązowe oczy, za pomocą których uzyskiwał wszystko, czego chciał, i ciemne włosy, które z pewnością dostał od strony Grega. Jednak starszy mężczyzna kochał cechy, które wyraźnie były przypisane do rodziny Holmesów, które wyraźnie wskazywały, że Mycroft również był jego ojcem. Faworytem Grega były piegi, bez względu na to, jak bardzo polityk wzdychał z powodu odziedziczenia ich przez Olivera.
Oliver był bardzo spostrzegawczym dzieckiem. Siedem miesięcy po narodzinach testował swoje małe nóżki. Greg wiedział, że ich świat będzie pełen kłopotów, kiedy stanie się mobilny. Oliver używał niskich stolików i krzeseł, a także kolan obu ojców, aby się podnieść i rozejrzeć się z ciekawością swoimi błyszczącymi oczami, co tak bardzo przypominało Gregowi Sherlocka, że było to trochę przerażające. Chwytał swoimi małymi palcami i chwiał się, czasami z powodzeniem utrzymując się na nogach, a w innych przypadkach upadając kilka sekund później. Greg mógł przysiąc, że w tych momentach Oliver sapał i spoglądał z urazą na swoje nogi.
To, co zaczęło się jako spokojny, normalny wieczór w domu Lestrade-Holmesów, bardzo szybko stało się gwarne. Właśnie skończyli posiłek i Greg siedział w salonie z Oliverem. Leżał na kanapie, podczas gdy dziecko siedziało na podłodze bawiąc się pluszową pszczołą, która dał mu wujek Sherlock, intensywnie rozmawiając z nią w swoim dziecięcym języku. Po kilku chwilach Oliver rozejrzał się po pokoju, jakby czegoś szukał. Jego spojrzenie utkwiło w stoliku do kawy, który stał nieco dalej.
Oliver odłożył pszczołę i odwrócił się, jakby miał zamiar poraczkować w tamtą stronę, ale potem zamarł. Na początku Greg po prostu zauważył kątem oka ruch. Zawsze obserwował na wszelki wypadek chłopca. W końcu był szybki niczym błyskawica. Jednak Greg szybko zwrócił na niego pełną uwagę, kiedy Oliver uniósł tyłek w górę i zmusił się do wstania, zamiast raczkowania.
Będąc tak zdziwionym, Greg na moment zapomniał jak oddychać. Leżał jak sparaliżowany na kanapie, z ustami rozchylonymi w zachwycie, aż lekko przestraszył się, gdy Oliver zrobił niepewny, ale udany krok naprzód. Wystarczyło tylko kilka, aby dostać się do stolika, gdzie sięgnął po klocki, które na nim leżały.
— Myc! — wrzasnął Greg siadając. — Myc, chodź tutaj!
Mycroft wypadł z kuchni kilka sekund później. Jego jasnoniebieskie oczy były szeroko otwarte z powodu natychmiastowego zaniepokojenia po tym, jak usłyszał brzmienie głosu Grega. Inspektor musiał przyznać, że brzmiało to tak, jakby panikował. W pewnym sensie przypuszczał, że tak było. Ale to było w pełni uzasadnione, ponieważ ich syn właśnie robił swoje pierwsze kroki.
— O co chodzi Gregory? — zapytał Mycroft, rozglądając się po pokoju, aby zobaczyć, co spowodowało taką reakcję jego męża.
Oczywiście nie zauważył niczego niezwykłego. Oliver wydawał się w porządku.
— Ollie, on… Spójrz. — Greg wskazał ręką, nie musząc wyjaśniać, gdy Oliver odwrócił się i cofnął się do koca, na który opadł i ponownie podniósł swoją pszczołę. — Myc, on szedł — powiedział Greg, szczerząc się radośnie, niemal podskakując na kanapie.
Żadna z jego córek nie nauczyła się tak samodzielnie chodzić, dopóki nie osiągnęły dziesięciu miesięcy. Jak zawsze ich Oliver był szybszy, jeśli chodziło o ogólny rozwój. To było szalone.
— Oczywiście, Gregory — uśmiechnął się Mycroft, wchodząc na kilka kroków do salonu, przyglądając się z czułością synowi.
— Jego pierwsze kroki. Mój Boże.
Nastąpiła chwila ciszy i brew Mycrofta uniosła się.
— Właściwie, Gregory, zrobił kilka kroków na początku tego tygodnia — skomentował Mycroft, spoglądając na męża z lekko zmarszczonymi brwiami.
Greg zamarł, wpatrując się w niego z otwartymi ustami.
— Nie powiedziałeś mi o tym? — zapytał całkowicie zaskoczony.
Przegapił faktyczne pierwsze kroki ich syna? I nie miał o tym pojęcia? Mycroft poruszył się, zerkając na Olivera, a potem z powrotem na Grega.
— Czy… powinienem? — zapytał młodszy mężczyzna, szczerze zdezorientowany.
Greg chciał być trochę zdenerwowany i przypuszczał, że był, ale… Wyraz twarzy Mycrofta wymazał wszelki gniew, który mógłby poczuć. Jego spojrzenie złagodniało. Jego mąż był ojcem po raz pierwszy, a Greg wiedział, że dzieciństwo jego i Sherlocka nie zawsze było normalne, więc…
— Nie ma sprawy — powiedział Greg, wstając.
Podszedł do Mycrofta i pochylił się, żeby go czule pocałować.
— Przepraszam, Gregory. Nie byłem świadomy…
— Wiem. W porządku, kochanie. Skoncentrujmy się tylko na fakcie, że teraz, gdy Ollie zaczyna chodzić, nasze życie oficjalnie dobiegło końca. — Greg uśmiechnął się, mrugając. Mycroft zaśmiał się.
— Tak. Myślę, że tak jest.
