Rozdział 117: Zazdrość

— Greg Lestrade, czy to naprawdę TY?!

Głos przemawiającego był głośny i szczerze mówiąc, nieco niepokojący. Mycroft i Greg prowadzili miłą rozmowę, a wypowiedź polityka została przerwana, gdy mężczyzna wzrostu Grega podszedł z szerokim uśmiechem na twarzy. Mycroft zamrugał, wpatrując się w intruza z uniesioną brwią i lodowatym spojrzeniem.

— Ja… Jason? — zapytał Greg, nieco zaskoczony widokiem mężczyzny, ale najwyraźniej z nim zaznajomiony.

Starszy mężczyzna poruszył się na swoim miejscu, co Mycroft uznał za niewielką niezręczność i oderwał swoje spojrzenie od nowo przybyłego, aby zamiast tego skierować wzrok na swojego partnera.

— Tak! Chłopie, jak się masz? Dziwnie cię tutaj widzieć, tyle lat minęło. — Mówił ten Jason, klepiąc ramię Grega, ściskając je trochę zbyt poufale.

Gdyby Mycroft był kotem, to jego sierść zostałaby nastroszona. Jego oczy zmrużyły się na ten kontakt.

— W porządku — odpowiedział Greg, uśmiechając się uprzejmie.

— To wspaniale! Widziałem, że jesteś teraz inspektorem. Dobrze dla ciebie. Kim jest twój przyjaciel?

Mycroft musiał fizycznie powstrzymać się przed jeszcze większym najeżeniem się i powiedzeniem czegoś raczej niegrzecznego. Greg posłał mu błagalne spojrzenie.

— To mój chłopak — odpowiedział, a brwi Jasona uniosły się.

— Tak? Cóż, gratulacje stary. Masz szczęście być z Gregiem. — Jason zwrócił się teraz do Mycrofta. Polityk spojrzał na niego.

— Rzeczywiście — zmusił się w końcu do komentarza.

— Czy nadal robi tą rzecz w łóżku gdzie on…

— Wystarczy, Jas, dzięki, ale wystarczy — przerwał mu Greg.

Mycroft wpatrywał się w niego gniewnie. Najwyraźniej były kochanek, a może nawet były chłopak. Wydawał się również raczej nieświadomy sytuacji. To było irytujące.

— Och Greggie — zamruczał intruz, obejmując ramieniem Grega, ściskając go.

Był to o wiele bardziej intymny gest, niż było to konieczne, a zachowanie Jasona sugerowało, że nadal był zainteresowany Gregiem. Odważne posunięcie, biorąc pod uwagę, że Mycroft właśnie tam siedział, dokładnie na przeciwko. To samo w sobie było najprawdopodobniej ostatnią kroplą goryczy.

— Gregory, najdroższy, czy zechciałbyś przynieść mi dolewkę herbaty? — zapytał Mycroft uśmiechając się delikatnie do swojego partnera.

Greg spojrzał na niego ostrożnie, jakby już uchwycił tok jego myśli, ale skinął głową i wstał. Podniósł pustą filiżankę Mycrofta i pochylił się, by pocałować go w policzek, po czym podszedł do baru.

— Jasonie, dlaczego nie usiądziesz — zaproponował Mycroft z wyraźnym naciskiem tak, że był to rozkaz, a nie prośba.

Mężczyzna zawahał się, ale powoli opadł na miejsce zwolnione przez Grega.

— Nie usłyszałem chyba twojego imienia — powiedział niezręcznie Jason, ale wciąż próbując porozmawiać.

Jasnoniebieskie spojrzenie Mycrofta stało się onieśmielające, a oczy Jasona otworzyły się nieco szerzej ze strachu.

— Ponieważ go nie podałem — powiedział Mycroft, niewypowiedziane „bo nie chciałem" wisiało w powietrzu. Splótł palce dłoni i położył je na stole. — Czym się zajmujesz, Jasonie?

— Um… wieczorami pracuję jako barman, a… w ciągu dnia na poczcie — padła odpowiedź.

Mycroft mruknął z ewidentnie fałszywym zainteresowaniu.

— Rozumiem — skomentował. — Czy podoba ci się twoja praca?

— Ta… Tak — przytaknął Jason.

Mycroft znowu mruknął, spoglądając na swoje ręce, jakby zamyślony. Kiedy uniósł wzrok, jego spojrzenie płonęło jeszcze intensywniejszym zagrożeniem.

— Sprawa wygląda tak — powiedział, a jego głos obniżył się, brzmiąc nieco głębiej. — Dobrze by było, gdybyś przerwał wszelkie próby podrywu i flirtowania, które podejmujesz obecnie wobec Gregory'ego.

— Nie… — zaczął protestować Jason, praktycznie przerywając Mycroftowi.

Polityk podniósł smukłą dłoń, nakazując ciszę, którą natychmiast uzyskał.

Przestaniesz, ponieważ, jak doskonale wiesz, jest zajęty i nie odwzajemni twoich awansów. Jeśli lubisz swoją pracę i chciałbyś mieć przyszłość w którejś z nich, to odejdziesz. Teraz. Bez prób zainicjowania czegoś, co mogłoby w przyszłości skutkować ponownym spotkaniem z Gregory'm. Czy wyraziłem się jasno?

— Grozisz mi? — zapytał Jason, jakby ignorując wszystko, co właśnie zostało powiedziane.

Mycroft westchnął. Normalni ludzie byli tacy nużący.

— Grożenie oznacza niezdolność do podjęcia działań. — Mycroft spojrzał na niego ostro. — Nie, Jasonie, to jest ostrzeżenie. A teraz wyjdź.

Jason siedział przez chwilę z otwartymi w szoku ustami. Spojrzenie Mycrofta stwardniało i to wystarczyło, by mężczyzna wstał i opuścił lokal.

Chwilę później Greg wrócił ze świeżą dolewką herbaty i usiadł, przesuwając po stole filiżankę do Mycrofta. Miał porozumiewawczy i rozbawiony wyraz twarzy.

— Widzę, że Jason nie został — skomentował świadomie, szczerząc się.

Mycroft tylko uśmiechnął się uprzejmie.

— Doszliśmy do porozumienia.

Greg zaśmiał się cicho.

— Jestem pewien, że tak. — W jego brązowych oczach lśniły figlarne iskierki. — Jesteś gorący, kiedy grozisz ludziom. Kiedy jesteś zazdrosny.

— Nie mam pojęcia, o czym mówisz — skomentował jego wypowiedź Mycroft, przechylając nieco głowę. Uśmiech Grega stał się większy.

— Oczywiście.