Rozdział 122: Myśliwy

— Nie rozumiem tego fenomenu.

Greg usłyszał mruczenie Mycrofta pewnego popołudnia. Inspektor burknął z zaciekawieniem, niezupełnie podnosząc głowę znad swojej papierkowej roboty, którą próbował skończyć. Mycroft przyszedł, żeby mogli zjeść razem obiad, ale nadinspektor zabiłby Greg'a, gdyby te dokumenty nie zostały wypełnione i szybko nie leżałaby na jego biurku. Na szczęście prawie skończył i…

Greg zamarł, kiedy w końcu spojrzał na swojego partnera. Jego usta otworzyły się w szoku. Czy naprawdę to widział…? Tak. Na pewno to widział. Po drugiej stronie swojego biura, obok wieszaka, który stał blisko drzwi, stał Mycroft trzymając cholerną czapkę myśliwską. Jego blade oczy były zmrużone i najwyraźniej patrzył na każdy najmniejszy szczegół nakrycia głowy. Wydawało się, że to była bardzo poważna sprawa.

— C… co masz na myśli? — Greg'owi w końcu udało się zadać pytanie. Całkowicie zapomniał o piórze w dłoni i o dokumentach.

— Co w tym jest? — zapytał Mycroft, zerkając na Greg'a z ukosa, po czym z powrotem skupił się na czapce. Obracał ją w jedną stronę, potem w drugą, a następnie obrócił ją do góry nogami, żeby zajrzeć do środka. — Wygląda absurdalnie. Nie rozumiem, dlaczego cały Londyn wydaje się uwielbiać, kiedy mój brat ją nosi.

Czy to się faktycznie działo? Greg nie mógł zdecydować, czy było to śmieszne czy urocze. Może było to jedno i drugie. Odchrząknął i wreszcie odłożył pióro, składając ręce jedną na drugiej.

— W pewnym sensie jest to symbol — próbował wyjaśnić Greg. — Ta czapka nadała mu symboliczny wygląd, którego z jakiegoś powodu nie nadał mu jego płaszcz i kości policzkowe. Myślę, że po prostu utknął z tym.

Mycroft mruknął, słuchając go, unosząc przy tym brwi. Następnie bez ostrzeżenie podniósł czapkę i nałożył ją na głowę. Szczęka Grega opadła jeszcze bardziej. Nie sądził, że może być bardziej zdziwiony. Mycroft był… O mój Boże.

— To nakładka na ucho — skomentował Mycroft, odwracając się, by spojrzeć na Grega.

Teraz, kiedy miał pełny widok na Mycrofta Holmesa noszącego czapkę myśliwską, Greg nie mógł się powstrzymać. Zamrugał jeszcze kilka razy, a potem wybuchnął śmiechem. Rozłożył się na biurku, wciąż się śmiejąc. Mycroft sapnął lekko zirytowany.

— Nie rozumiem, co jest takie zabawne — skomentował bez rozbawienia, zdejmując czapkę z głowy, wracając do dziwnego wpatrywania się w nią.

Greg… nie mógł przestać się śmiać. W jego oczach pojawiły się łzy, a kiedy śmiech zaczął cichnąć, obraz Mycrofta w czapce znów do niego powrócił i atak wesołości rozpoczął się od nowa. Mycroft westchnął ciężko.

— Naprawdę, Gregory, to nie jest takie zabawne. Jesteś niedorzeczny.

— Nieprawda, śmiesznie jest… widzieć cię… w tym — zachichotał Greg, wycierając oczy i biorąc głęboki oddech.

Mycroft tylko się na niego gapił.

— Czyli wyglądałem zabawnie? I dlatego ludzie lubią, kiedy Sherlock ją nosi? — zapytał Mycroft, wciąż usiłując dotrzeć do sedna tajemnicy, która się za tym kryła.

— Nie, to po prostu… To znaczy, pewnie niektórzy wyglądają w tym śmiesznie, ale nie jest tak dla ogółu społeczeństwa. Tylko dla ciebie w takiej czapce. Nigdy nie myślałem, że doczekam tego dnia.

Ten obraz będzie bawić Greg'a i to przez wiele lat. Może będzie miał szczęście i pewnego dnia zrobi zdjęcie Mycroftowi w czapce myśliwskiej.

— Zanim zapytasz, nigdy nie zrobisz zdjęcia, na którym będę ją miał na głowie — powiedział Mycroft, jakby czytając w jego myślach i odwrócił się, by odłożyć czapkę myśliwską z powrotem na wieszak, na którym wcześniej się znajdowała. Greg nie mógł stłumić chichotu.

— A może? — powiedział, drażniąc się.

— Nie. Czy możemy teraz iść na lunch? Zanim zmusisz mnie do założenia tej przeklętej rzeczy — zapytał Mycroft, chwytając parasol.

— Jasne — powiedział Greg, przecierając oczy, gdy nadal nie mógł przestać się śmiać z tego powodu.

Boże, to był naprawdę niesamowity widok. Napisał swoje nazwisko w miejscu, w którym miało znaleźć się w dokumentach, zebrał je i chwycił płaszcz. Wyszli razem z biura, a Greg wrzucił paczkę papierów do szczeliny przed drzwiami biura nadinspektora.

— Czy na pewno już cię w niej nie zobaczę? — zapytał rozbawiony Greg.

— Nie zobaczysz — odpowiedział stanowczo Mycroft.

— Nawet raz?

— Absolutnie tego nie zrobię.

— Nawet jeśli będziemy obaj nadzy?

— Jesteś… dziwnym człowiekiem.

— Ale kochasz mnie.

— Boże dopomóż mi, ale tak.