Rozdział 3: Todoroki Shouto
Shouto miał fetysz związany z tatusiem.
A Shouta był bardziej niż chętny, by być jego tatusiem.
Wiedział, co robił z nim Endeavour, w jaki sposób go naznaczył, wewnątrz i na zewnątrz. Shouto nigdy mu o tym nie mówił, ale biegł do łóżka Shouty, przychodząc do niego zamiast do ojca. Szczęśliwy Shouta akceptował go, brał do łóżka, pozwalając, by kończyny Shouto splątały się z jego własnymi, pozwalając wtulić się w jego ramię i pocałować w szyję, jakby nie tylko tego chciał, ale potrzebował, aby znów poczuć się cały, aby być kompletny. Tutaj było bezpiecznie. Obaj to wiedzieli. Shouta miał tylko nadzieję, że Shouto wiedział o tym lepiej, niż ktokolwiek inny.
Shouta spał nago. Żadnych ubrań. Bez bielizny. Tylko skóra i mnóstwo koców.
Shouto szybko nauczył się, aby zdjąć ubranie, zanim wejdzie do łóżka Shouty. Mężczyzna nigdy mu tego nie nakazał, ale nastolatek i tak to robił. Shouta nie miał problemu ze spaniem z kimś, kto był w ubraniu, ale nie próbował powstrzymać Shouto; zamiast tego co noc obserwował, jak chłopiec zrzucał ubrania, odsłaniając kilometry bladej skóry. Od jego długich nóg po gruby członek i drobne biodra, aż po ślad dwukolorowych włosów, które prowadziły aż do pępka – Shouta brał to wszystko, obserwując ze swojego miejsca na łóżku, jak Shouto się rozbierał.
Czasami myślał, że Shouto może dawać mu przedstawienie. Ale nie był tego całkowicie pewien. Nie było mowy, żeby Shouto mógł przegapić to, jak Shouta patrzył wygłodniałym wzrokiem na jego ciało.
Był taki ciepły, pomimo lodowatej strony, kiedy wsuwał się do łóżka z Shoutą, nie tracąc ani chwili, by owinąć swoje nagie ręce i nogi wokół senseia. Shouta był z natury osobą, której było zawsze zimno, która potrzebowała wielu koców do spania, aby utrzymać ciepło, a Shouto był jak jego własny grzejnik, owinięty wokół niego i ogrzewający go, aż do kości.
Ich kończyny zaplatały się mocno i w tym ciemnym pokoju, uczeń w łóżku nauczyciela – Shouto szeptał chrapliwym, potrzebującym głosem…
— Tatusiu.
Kutas Shouty drgnął na to, automatycznie reagując na proste słowo. Tatuś. Shouto potrzebował tatusia. Shouta dał mu wszystko, czego chciał. Wszystko, czego potrzebował. Przytknął usta do ciepłej szyi Shouto, obejmując ich penisy dłonią, głaszcząc je, szepcząc słodkie rzeczy do chłopca. Shouto był już twardy, a Shouta był w połowie drogi do tego stanu. Mężczyzna gładził powoli ich penisy, aż osiągnął pełną erekcję.
A wszystko to podczas szeptania do Shouto. Jakim był dobrym chłopcem. Jak dobrze sobie radził. Jak bardzo Shouta go kochał. Mówił to wszystko, szepcząc w małym pokoju, gdy biodra Shouto poruszały się obok jego własnych. Między nimi był bałagan z preejakulatu, który dał poślizg ich biodrom, ułatwiając dłoni Shouty przesuwanie się po ich erekcjach. W górę i w dół, ściskając na wszystkie właściwe sposoby.
Drugą ręką gładził Shouto po głowie, odgarniając rude włosy z twarzy, żeby móc zobaczyć pozostawioną na niej bliznę. Przycisnął do niej kciuk, a oczy Shouto podążały za jego ręką w miarę możliwości.
— Czy to nadal boli? — zapytał, chociaż znał odpowiedź na to pytanie.
Shouto pokręcił głową, otwierając usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale Shouta wiedział, czego chciał. Przesunął dłoń niżej, przesuwając kciukiem po bladej skórze do ust. Shouta gładził jego wargi zgodnie z rytmem ręki poruszającej się na ich penisach. Shouto otworzył szerzej usta, wysuwając język i przesuwając nim po opuszku kciuka Shouty. Wreszcie mężczyzna poddał się, wsuwając palec w usta Shouto.
Usta nastolatka natychmiast się zamknęły, a powieki lekko opadły, gdy ssał.
Shouto wygląda tak spokojnie – uznał Shouta, przyciskając biodra do brzucha Shouto. W odpowiedzi chłopak jęknął cicho i mocniej ssał kciuk senseia. Jego język przesuwał się po jego czubku, jakby Shouta miał w ustach jego penisa zamiast palca.
— Dobry chłopak — szepnął do niego Shouta uśmiechając się.
Jego chłopak, przytulony do niego mocno, ssąc kciuk, desperacko pchając swojego penisa do uda Shouty, podczas gdy jego nauczyciel gładził ich obu. Jest piękny – pomyślał Shouta. Szczególnie w ten sposób, gdy był najbardziej bezbronny, kiedy był całkowicie otwarty, wystawiając się na pokaz dla Shouty, jak przypięty motyl. Tylko dla jego oczu. Był taki piękny i tylko Shouta mógł go takiego widzieć.
Shouta przejął kontrolę, dostosowując tempo. Jego biodra uderzały o Shouto, każde pchnięcie powodowało, że ocierał się o smukłe ciało nastolatka, plamiąc je spermą. Brudząc jego brzuch, biodra, uda i penisa. Shouto jęczał, sapał i wił się przed Shoutą, desperacko poruszając nogami. Shouta miał uda między jego nogami, dając chłopakowi coś, o co mógł się ocierać. Biodra Shouto poruszały się w niemal niekontrolowany sposób. Polegał na nauczycielu, który wyznaczał tempo, całkowicie się mu poddając.
Shouto zawsze dochodził pierwszy. Shouta prowadził go przez to, głaszcząc go, jakby cały akt był terapią. Może tak było, przynajmniej częściowo. Shouto dochodził ze zduszonym krzykiem, jego nogi zaciskały się wokół bioder Shouty, gdy to robił, jego erekcja ocierała się o jego uda, gdy mężczyzna wciąż nie przerywał głaskania go, aż przeżył do końca swój orgazm.
Shouta uśmiechnął się i pochwalił go:
— Co za dobry chłopiec.
Puścił Shouto, ale tylko na chwilę, tylko na tyle długo, by przewrócić chłopca na brzuch, wciskając go w materac. Shouto jęknął, a z jego kutasa wyciekły ostatnie krople spermy. Shouta pieścił swojego penisa, przyciskając go do oczekującej dziury chłopca i doszedł mocno, wystrzeliwując spermę w jego dziurę i na uda. Shouto rozłożył nogi, witając go, jęcząc jeszcze głośniej, gdy gorąca sperma Shouty znalazła się w nim, oznaczając go bez pieprzenia go.
Potem obaj leżeli w łóżku Shouty, nasłuchując odgłosów dobiegających z akademików nauczycieli, obejmując się rękami i nogami, zaplątani w sieć skomplikowanej miłości.
