Rozdział 5: Kaminari Denki
Kaminari to kolejny z zabawnych. Shouta niszczył go codziennie, zmieniając chłopca w jąkający się, bełkoczący bałagan, prawie taki sam, jak wtedy, gdy nadużywał swojego daru. Biedactwo, tak mało potrzeba było, żeby taki się stał. Shouta pieprzył go prawie każdego dnia, przestrzegając swojej nowej osobistej mantry, że bycie rżniętym przynajmniej raz dziennie było dobre dla Kiminariego. To trzymało go w ryzach. Pozwalało mu pozbyć się całego chaosu, frustracji i podniecenia. Z tego powodu był lepszym uczniem, a wszystko to z powodu codziennego pieprzenia przez Shoutę.
W trakcie Kaminari dyszał i krzyczał. Zatem Shouta nie mógł go pieprzyć w szkole, tak jak innych, ponieważ był po prostu za głośny. Cała szkoła mogłaby go usłyszeć bez względu na to, gdzieby go pieprzył. Nie, Shouta musiał zabrać go do własnego łóżka, z dala od wścibskich uszu i oczy innych uczniów. Potrafił sobie wyobrazić spojrzenia, jakie by dostał. Zazdrosne i wiedzące, gdyby inne dzieciaki usłyszały nieustanne głośne jęki Kaminariego. Nie zamykał się. Był głośny od samego początku do końca seksu i jak zawsze dotykanie i przesuwanie się ich ciał o siebie tworzyły ładunki elektryczne na jego skórze.
Kaminaru brał wszystko, co dawał mu Shouta, każdą ilość spermy do oczekujących ust. Wysuwał język, liżąc całą resztę wokół ust, wszystkie pozostałości, nie chcąc marnować ani kropli, podczas gdy Shouta kazał mu klęczeć na drewnianej podłodze i posłusznie ssać kutasa nauczyciela. Tak jak chłopiec go prosił. Był taki posłuszny. Tak dobry dla niego, kiedy byli sami w pokoju Shouty.
Shouta dawał mu klapsy i policzkował go, kiedy ten go o to błagał. Na początku czuł się z tym trochę źle, ale potem Kaminari zdenerwował go do tego stopnia, że Shouta chętnie wziął go na kolana i sprawił mu lanie, chwytając jego twardego penisa między uda, nie pozwalając mu dojść. Shouta dał mu dwadzieścia klapsów, zmuszając Kaminariego, żeby je liczył. Raz za razem kładł rękę na jego tyłku, aż Kaminari płakał i błagał Shoutę, mówiąc, że przeprasza. Shouta zatrzymał się dopiero, gdy osiągnął magiczną liczbę dwudziestu, głaszcząc płonący, czerwony tyłek Kaminariego, wiedząc, że jutro będzie tam ogromny ślad. Na pośladkach już tworzył się siniak.
Shouta pchnął go na ziemię, na kolana, a następnie wyciągnął swojego penisa i powiedział Kaminariemu, aby otworzył usta. Sposób, w jaki robił to chłopak, naprawdę miał wpływ na Shoutę. Sposób, w jaki nawet tego nie kwestionował. Sposób, w jaki otwierał szeroko usta i czekał wciąż ze łzami w oczach od wcześniejszego lania. Shouta doszedł w tym momencie, na całą twarz Kaminariego, a chłopak tylko jęczał, biorąc to, pozwalając Shoutcie ubrudzić całe swoje lico. Na jego twarzy była sperma, przyklejająca się do rzęs i splatająca jego włosy. Niewystarczająca ilość wylądowała w jego ustach, ale było to w porządku, ponieważ język Kaminariego wysunął się i zlizał każdą kropelkę ze swojej twarzy, do której mógł dosięgnąć.
Następnego dnia Kaminari był cicho. Zdobył 100 punktów w praktycznym quizie. Shouta był zdumiony. Stwierdzenie, że był pod wrażeniem, to mało powiedziane.
Uświadomił sobie coś…
Tego chłopca trzeba było kontrolować. Nie tylko tego chciał. Potrzebował tego.
W końcu Shouta kupił mu obrożę. Specjalną. Tylko dla niego. Cienki, ciemnoniebieski materiał z medalikiem w kształcie błyskawicy z wygrawerowanym napisem: „Własność Aizawy Shouty". Była przechowywana w mieszkaniu Shouty i zapinana na nagiej szyi Kaminariego za każdym razem, gdy chłopak do niego przychodził. To była pierwsza rzecz, którą robił, zanim jeszcze Kaminari zdejmował buty. Najpierw obroża, a potem wszystko inne. Zawsze tak było.
Gdy tylko drzwi zostały zamknięte, Kaminari klękał, wyciągając szyję do góry i odsłaniając gardło przed sensei. Shouta pochylał się, muskając ustami szyję, cienki pasek wzdłuż gardła i gryzł go w kark, zawsze zostawiając na nim swój ślad. Dopiero wtedy, ostrożnie owijał kołnierz wokół szyi Kaminariego, zapinając go z tyłu. Później przez chwilę podziwiał go.
Kaminari uwielbiał ten kołnierz. Shouta również. Wyglądał tak idealnie na bladej szyi, ciemnoniebieski mocno kontrastował ze skórą chłopaka. Mała błyskawica znajdowała się na środku jego obojczyka, dokładnie tam, gdzie Shouta mógł odczytać wygrawerowany napis. I za każdym razem odczytywał go na głos, powodując jęk u Kaminariego. Przypominał mu, kim był i do kogo należał. Do Shouty. Tylko do Shouty.
Bez względu na to, kto jeszcze będzie pieprzył Kaminariego, zawsze będzie należeć tylko do Shouty i tylko do niego. Nie miało znaczenia, do kogo jeszcze się uda. Nigdy nie będzie tak samo, jak z Shoutą. Obaj o tym wiedzieli. Kaminari był jego i tak się zachowywał. Potrafił pieprzyć się z innymi uczniami, nawet innymi nauczycielami lub nieznajomymi z ulicy, ale zawsze wracał do Shouty, ponieważ ten był jedynym, który mógł go właściwie kontrolować. Kimś, kto mógł zmusić go do posłuszeństwa.
Kaminari zmieniał się w momencie założenia obroży. Stawał się cichy, przekształcał się w milutkiego kociaka, który nie chciał niczego więcej, jak tylko zadowolić swojego pana. Shouta musiał tylko przypiąć smycz, by Kaminari podążał za nim jak zagubiony szczeniak. Był (prawie) doskonale posłuszny, robił wszystko, co kazał mu Shouta, niezależnie czy było to klęczenie godzinami na podłodze, czy pozwolenie Shoutcie pieprzyć się, aż tracił zmysły.
I Shouta uwielbiał go tak pieprzyć. Czasem w swoim łóżku, innym razem na kuchennym stole, albo na blacie, czy pod prysznicem. Jeśli w mieszkaniu Shouty była jakaś powierzchnia, to bez wątpienia pieprzył na niej Kaminariego. Był pewien, że cały akademik nauczycieli słyszał krzyki chłopca i jego błagania: „więcej, błagam, mocniej", ale nie przejmował się tym. Po prostu rościł sobie prawo do tego, co było jego, pomagając Kaminariemu, usuwając z niego wszystkie frustracje i rozproszenia.
Kaminari był kociakiem Shouty. Jego (w większości) posłuszny, (bardzo) głośny kociak.
— Otwórz usta.
To wszystko, co Shouta musiał powiedzieć, aby Kaminari ssał jego czekającego kutasa i wkrótce potem sperma mężczyzny spływała do gardła jego kociaka.
