Nagato no yume no dēto

Rok dwa tysiące dwudziesty pierwszy, w odmętach brutalnej rzeczywistości, która codziennie przygniata młode istnienia i ciężko odnaleźć nadzieje, ludzie starają się żyć swoim codziennym życiem. Nagato właśnie wracał z pracy, pot na jego czole jeszcze nie zastygł, kiedy słońce zachodziło za horyzont odbijając się w jego szczero-szmaragdowych oczach. Lekko przymrużając oczy zaczął rozmowę z samym sobą.

-Dlaczego, dlaczego mimo ogromnego zmęczenia, zawsze doceniam ten jeden widok? – myślał Nagato, gdy łza wzruszenia napływała mu do oka. Przecierając ją, tylko pokiwał głową w geście przyjęcia swojej wrażliwej duszy.

Zajście głównej gwiazdy odsłoniło piękne niczym nieskalane nocne niebo, które pokazywało wielkość całego wszechświata. W przeświadczeniu tej wielkości, postanowił przysiąść na chwile na trawie.

- Ciekawe czy kiedyś spotkam miłość, która będzie patrzyła na te same gwiazdy co ja i będzie nimi tak samo zafascynowana… - mówił sobie pod nosem, przez chwile zwieszając głowę w dół.

Kontemplacja trwała dłuższą chwilę, kiedy zauważył, jak zbliża się do niego światło. Następny samochód minął go, czasami siadając tak lubił je liczyć, często dochodząc do liczby sto sześć, wtedy wstawał i szedł dalej do domu.

Wchodząc do domu jak zwykle przywitał się z pustą, ledwie umeblowaną przestrzenią, lubił minimalizm, nie przeszkadzało mu wiele wolnego miejsca. Nie pamiętał już, kiedy widział rodziców, właściwie byli dla niego tylko wyblakłym zdjęciem lub wypaloną kliszą, a jego siostra wiecznie była poza domem. Sytuacja taka jak te przypominała mu o tej przytłaczającej samotności, której całymi dniami doświadczał.

- To społeczeństwo tylko pędzi, nie patrząc na innych, wystarczy jedna chwila, jedno potknięcie i zostaniesz zdeptany przez innych, nie chce tak żyć, chce byś inny, chce być wolny i… - mówił, leżąc na łóżku, gdy w pewnym momencie zasnął, nie dokańczając swojej myśli.

- Obudź się, proszę obudź się – usłyszał głos kobiety, ale nie potrafił zidentyfikować go z żadnym sobie znanym. Otworzył szeroko oczy w przerażeniu, leżał nad brzegiem morza, pamiętał ten widok, bardzo często to właśnie zachód słońca nad tą plażą śnił mu się najczęściej w przeciągu kilku lat, jednak pierwszy raz nie jest w nim sam. Spojrzał na osobę, która go wołała jednak nie potrafił jej rozpoznać, była odziana w tajemnice, której nie przenikały jego zaspane oczy.

- Proszę, nie porzucaj tego co niedługo nadejdzie, nie uciekaj… - to ostatnie co pamięta, ze snu, który sprawił, że jego piżama była cała mokra od potu. Obudził się przestraszony i od razu się podniósł. Do pokoju wpadało mętne światło z latarni, która stała przed domem. Ocierając pot z czoła rozglądał się po pokoju, by mieć pewność, że był to tylko sen. Chwilę zajęło mu by nasłuchiwać czy w domu ktoś jest, ale słyszał jedynie własne serce, które biło jak szalone po tym niezwykle realistycznym śnie. Wstał z łóżka i poszedł do łazienki.

Przemywając twarz myślał

- Kim ona jest, ten głos był taki ciepły i miły, ale… nie znam go.

-Nie ważne, to nie mogło być prawdą – powiedział do siebie i obmył twarz. Gdy podnosił głowę znad umywalki i otworzył oczy miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Rozejrzał się po całej łazience nerwowo, ale nikogo nie zauważył. Postanowił się tym nie przejmować i kontynuować już raz przerwany sen.

Wreszcie przyszedł ranek, Nagato miał jeszcze przed sobą ostatnią klasę szkoły średniej zanim oficjalnie mógł zakończyć edukacje. Wstał z tą myślą i wyjął wyprasowaną wcześniej koszulę i spodnie.

- Ech, znowu tam, wolałbym zostać w domu – mówił pod nosem, zapinając guziki swojej koszuli, zaczął wiązać krawat, jednak nie lubił go więc nie zaciskał pętli pod samą szyją, a zostawił pewien luz by nadać swojemu wyglądowi trochę indywidualności.

- Do zobaczenia – zawsze to mówił wychodząc z domu, nie ważne już, że to tylko do ścian, był to dla niego swoisty rytuał, który pozwalał mu wejść w każdy następny dzień.

Idąc do szkoły nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jest obserwowany, co jakiś czas oglądał się za siebie, ale nie mógł nikogo dostrzec, w końcu nie mogło się to skończyć inaczej i zderzył się z jakąś osobą.

-Ej trzeba uważać, jak się chodzi. – powiedział z wyraźną irytacją rozmasowując sobie bolące na głowie miejsce

- Mogłabym powiedzieć to samo – powiedziała dziewczyna, również rozmasowując swoje obolałe miejsce.

W tym momencie Nagato poczuł dziwne deja vu, nie mógł uwierzyć, ale to chyba ten głos słyszał we śnie dokładnie tej nocy, albo to jego wyobraźnia już płatała mu figle. W wyniku tej sytuacji strasznie się zestresował.

- P-p-przepraszam – rzucił i pobiegł w stronę szkoły, nawet dokładnie nie przyglądając się tej dziewczynie.

-Przestań, to nie może być prawda, zaczynasz świrować, czemu tak bardzo chcesz dopisać to do swojego snu? – zadawał sobie w głowie pytania, jednak odpowiedzi na próżno było tam szukać. Napływały do niego co chwile myśli, czego miał nie odrzucać, tak jakby, ktoś zakodował mu wiadomość w głowie i czekał na jej aktywacje.

Wreszcie dotarł do szkoły, osoby w niej zdawały się dla niego obce, nigdy nie nawiązał, żadnej relacji nawet z osobami z klasy. Usiadł w swojej ławce przy oknie, jak zawsze nieobecny, jak zawsze wpatrzony w przestrzeń za oknem.

-Ten znowu w swoim świecie

-Zawsze będzie takim głupkiem?

-Po co on tu w ogóle przychodzi, skoro i tak nie słucha?

Dochodziły szepty z różnych krańców sali lekcyjnej. Możliwe, że je słyszał, ludzie zawsze lubili o nim mówić, bo nikt nie wiedział nawet dokładnie, gdzie mieszka, co robi po szkole, a jednak zawsze potrafił mieć dobre oceny.

- Nagato…Nagato, halo słuchasz mnie?! Jaki będzie wynik? – usłyszał głos poddenerwowanego nauczyciela, wyrywając się z letargu. Szybko spojrzał na zadanie, rozpisywane na tablicy nieudolnie przez jego rówieśnika.

- Równanie ma błąd, został pominięty jeden minus, przez co wynik wyszedł odwrotnie do prawidłowego. – powiedział i skulił głowę w stronę ławki. Czuł, że cała klasa na niego patrzy i chce go zabić za swoje umiejętności, przez co zrobił się czerwony na twarzy.

-Rzeczywiście, masz racje, ale na przyszłość uważaj, zaraz egzaminy końcowe, wtedy możesz nie mieć tyle szczęścia! – powiedział nauczyciel.

- T-tak jest – odpowiedział ciszej, można by rzec ledwie słyszalnie.

Po chwili ciszy wszyscy obecni w sali usłyszeli pukanie do drzwi.

- Ach tak, zapomniałem, dzisiaj przywitamy się z nową uczennicą z wymiany. Proszę wejść! – powiedział nauczyciel.

Gdy drzwi się otworzyły, przeszła przez nie dziewczyna, jeszcze w tym momencie główny bohater nie zwracał na nią uwagi.

- Witajcie, nazywam się Yatogami Tohka i przeprowadziłam się tutaj z Japonii. – powiedziała, przyjaznym, melodyjnym i bardzo delikatnym głosem do wszystkich.

W tym momencie Nagato poczuł potrzebę spojrzenia się w jej stronę. Jego oczom ukazało się dziewczę o nieskazitelnej jasnej cerze. Mimo niskiego wzrostu odznaczała się pięknymi, długimi włosami w kolorze ciemnego fioletu. Nagle zauważył coś jeszcze, kiedy przekręciła głowę w jego stronę ujrzał jej oczy, mix niebieskiego i fioletowego koloru sprawił, że gdy ich spojrzenia się spotkały jego serce szybciej zabiło, czuł się jakby tonął w nich, jego serce zaczęło bić mocnej, a jednocześnie on sam czuł się jakby to spojrzenie dawało mu bezpieczeństwo. Nie zdawało mu się, ona również zawiesiła na nim wzrok, jednak trwało to krótszą chwilę niż w jego odczuciu.

-Tak…Co mogę powiedzieć o sobie, lubię dobre jedzonko, gorące źródła i wygrane maskotki z maszyn do gier, a moją ulubioną maskotką jest duży chlebek sojowy, który wygrałam parę lat temu. – powiedziała radośnie.

- Dobrze, witamy Cię u nas w klasie Tohko, z kolegami i koleżankami poznasz się później, a teraz proszę Cię o zajęcie miejsca. – powiedział nauczyciel, a ona skinęła głową.

Nagato już nie patrzył w jej stronę, tylko w zeszyt, który leżał na ławce, a w którym jeszcze nic nie zapisał od początku lekcji, kiedy nagle znowu poczuł na sobie wzrok. Niepewnie spojrzał się w swoją lewą stronę i znowu ją ujrzał.

- Mogę się przysiąść? – zapytała niewinnie z lekkim uśmiechem na ustach.

Nagato w chwilę zrobił się cały czerwony, miał wrażenie jakby jego serce zaczęło bić szybciej i miało zaraz wylecieć z klatki piersiowej.

- Ch-ch-chce usiąść ze mną? Nikt nigdy ze mną nie siedział, a dodatkowo nigdy nie była to dziewczyna. AAAA nie myśl o tym tylko szybciej odezwij się, bo wyjdziesz na kompletnego dziwaka – mówił do siebie w myślach i starał się samodzielnie uspokoić.

Jednakże nie potrafił nic z siebie wydusić, tylko przytaknął. Gdy usiadła obok poczuł jej zapach, w jego głowie znowu poczuł się jakby siedział na plaży i oglądał zachód słońca. Dodatkowo z tej odległości było widać jak zadbane i gęste ma włosy. Zbierał się by coś do niej powiedzieć i w chwili, gdy już łapał oddech usłyszał dzwonek

- Koniec lekcji, pakujcie się i idźcie do domu – powiedział nauczyciel, a Tohka posłusznie wykonała to polecenie.

Koniec części pierwszej.