Wróciłam, mam wszystko co trzeba. - Krzyknęłam zamykając drzwi. Odpowiedziała mi głucha cisza. - Tato? - dalej nic, zaczęłam się niepokoić przecież miał na mnie czekać. „Elena go wezwała czy jak?" przeszło mi przez myśl. Poszłam zobaczyć do kuchni.
Tato? AAAA!
- To tylko zły sen, to był tylko zły sen. - Mówiłam do siebie kiedy otworzyłam oczy, niestety po dłuższej chwili uświadomiłam sobie, że to nie był koszmar tylko JAWA. Byłam w pałacu a przy łóżku siedziała Elena z opuchniętymi od płaczu oczami. - Błagam powiedz, że to tylko koszmar, że tata żyje. - chyba sama w to nie wierzyłam.
- Przykro mi Carla. - Królowa usiadła obok mnie i objęła mnie ramieniem. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu, Elena to zauważyła i położyła moją głowę abym mogła wypłakać się w jej ramię. - Chciałabym aby to był tylko koszmar. - powiedziała łamiącym się głosem.
- Ale dlaczego? Kto to zrobił?
- Nie wiem, użyłam mocy aby zobaczyć kto za tym stoi, nawet to nie pomogło.
- Dlaczego mnie nie zawołałaś?
- Uwierz mi, to ostatnia rzecz jaką chciałabyś widzieć. - Tu pewnie miała rację wystarczyło mi już, że to ja go znalazłam. Leżał w kuchni, w kałuży krwi z poderżniętym gardłem a jego tamborita leżała zniszczona, to było 3 dni temu a ja wciąż nie mogłam tego przyjąć do siebie, że go już nie zobaczę, że ktoś mi go brutalnie odebrał.
- Co teraz będzie? - Powiedziałam wycierając oczy.
- Na razie zostaniesz tutaj, nie możesz być teraz sama. - Powiedziała do mnie z troską w głosie.
Minęło kilka tygodni a ja nadal mieszkałam w pałacu, nie potrafiłam wrócić do domu na dłużej niż kilka minut. Nie potrafiłam tak dłużej żyć, musiałam coś zmienić jednak wszystko w mieście przypominało mi o tacie. Wniosek nasunął się sam MUSZĘ WYJECHAĆ, nie wiedziałam jeszcze gdzie ale nie było innego wyjścia aby wrócić do normalności. Długo zastanawiałam się jak powiedzieć o tym Elenie ale w końcu zebrałam w sobie odwagę.
- Jesteś tego pewna Carla? - Zapytała z troską kiedy przekazałam jej swoją decyzję.
- Tak. Chciałabym zostać ale nie potrafię tu normalnie żyć, kiedy coś przypomni mi tatę wpadam w histerię. Tak będzie lepiej.
- Rozumiem. - Podeszła do mnie i przytuliła. - Proszę cię tylko o jedno, przyszykuj się solidnie do tego wyjazdu.
- O to możesz być spokojna.
Tydzień później postanowiłam ruszyć w drogę jednak dzień przed wyjazdem Elena wezwała mnie do sali obrad.
- Nie nakłonisz mnie do zmiany decyzji. - Powiedziałam gdy tylko drzwi się zamknęły.
- To akurat wiem. Chciałam ci to dać. - Podała mi bransoletkę. - Zrobiliśmy ją razem z Mateo, drugą mam ja.
- Są magiczne?
- Będą kiedy kiedy razem je wypełnimy magią. Jeżeli się uda będziemy mogły informować się nawzajem. - Spojrzałam zdziwiona w jej stronę. - Powinna świecić przy użyciu, każda ilość błyśnięć będzie oznaczała co innego.
- Chcesz mnie kontrolować? - Zapytałam ze złością w głosie.
- Nic z tych rzeczy, to ma być jakbyś czegoś potrzebowała albo chciała porozmawiać. - Zastanawiałam się chwilę.
- W takim razie musimy ustalić kod. - Puściłam jej oczko a ona tylko się uśmiechnęła. Udało się bransoletki były połączone i działały, ustaliłyśmy też co dana ilość będzie oznaczać.
Kiedy skończyłyśmy poszłam do swojej sypialni i spojrzałam w rzeczy, które miałam zabrać, wzrok padł na portret naszej rodziny z czasów zanim mama wyjechała aby zostać malvago. W tym momencie postanowiłam sobie, że jeżeli kiedyś się zakocham zrobię wszystko aby nie być jak matka. Poza portretem i niezbędnymi rzeczami wzięłam jeszcze ulubioną książkę kucharską taty i dwie księgi magii, które należały do mamy. Nie chciałam aby ktoś je zabrał, uznałam że będą przy mnie bezpieczniejsze. Elena przystała na to abym ich pilnowała choć widziałam, że boi się użycia prze zemnie któregoś zaklęcia. Następnego dnia pożegnałam się ze wszystkimi, wzięłam pieniądze, które dała mi Elena oraz konia i ruszyłam w drogę. Minęło kilka godzin nim zrobiłam pierwszą przerwę. Kiedy stanęłam nad rzeką rozejrzałam się. „Ale tu pięknie, pewnie z góry będzie lepszy widok". Po chwili postanowiłam wjechać na górę i jeszcze raz spojrzeć na okolice rzeki. Miałam rację widok był znacznie lepszy i o wiele piękniejszy. „Mogłabym tu zostać." - stwierdziłam po czym dostrzegłam miasteczko stosunkowo niedaleko. Postanowiłam tam pojechać i znaleźć nocleg. Po 30 minutach dojechałam na miejsce, przywiązałam konia i poszłam do sklepu. Wtedy usłyszałam krzyk na placu.
- ZŁODZIEJ! - Krzyknął młody chłopak mniej więcej w moim wieku. Niewiele myśląc pobiegłam w stronę uciekiniera i go wywaliłam.
- Oddaj co ukradłeś. - Rzuciłam z gniewem w głosie.
- Wybacz smarkulo ale nie zamierzam. - rzucił i podbiegł do mnie próbując okładać pięściami
- Celniej nie potrafisz? - Spytałam sarkastycznie kiedy zrobiłam koleiny unik ale napastnik się zdenerwował i wyciągnął sztylet. Nie chcąc aby ktoś ucierpiał przeszłam do ataku i obezwładniłam go. - Teraz kto inny się tobą zajmie. - Powiedziałam wykręcając mu rękę. - A to jest chyba ich. - Podałam chłopakowi skradzione pieniądze.
- Dziękuje w imieniu całej rodziny Pani...
- Po prostu Carla. - Odparłam z uśmiechem, muszę przyznać, że wpadł mi w oko.
- Hector, nie widziałem cię tu wcześniej.
- Dopiero przyjechałam.
- Może mógłbym się jakoś odwdzięczyć. - zapytał z uśmiechem.
- Wiesz gdzie mogłabym dostać nocleg?
- Coś szczególnego?
- Nie, mogłabym spać w jakiejś stodole, aby po prostu mieć dach nad głową.
- Postaram się coś dla ciebie załatwić. - Odparł z uśmiechem i zniknął w jednym z budynków, ja w tym czasie wróciłam do Pioruna. Hector wrócił po kilku minutach razem z kobietą.
- To ona. - Powiedział do niej wskazując na mnie.
- Dziękujemy za pomoc. - Uśmiechnęła się serdecznie.
- Nie ma o czym mówić, to drobnostka.
- Syn wspominał, że szukasz noclegu. Zapraszamy do nas.
- Nie chce sprawiać kłopotu.
- To żaden kłopot.
- Dziękuje.
Wzięłam Pioruna i poszliśmy do rodzinnego domu Hectora. Kiedy dotarliśmy gospodyni pokazała mi pokój i kazała się rozgościć. Zdrzemnęłam się na godzinę po czym zeszłam na dół i poszłam do kuchni.
- Może pani pomogę? - Zapytałam gdy przeszłam przez drzwi, kobieta była w trakcie przygotowywania kolacji.
- Jesteś miła ale nie chce cię wykorzystywać.
- Mimo wszystko dołączę, uwielbiam gotować. - Odparłam z uśmiechem, wzięłam od niej nóż i zaczęłam kroić warzywa.
- Skończmy z tym „pani". Jak się nazywasz?
- Carla. - Odparłam szybko.
- Ale jaka? Musisz mieć jakieś nazwisko.
- Przedstawiam się jedynie z imienia, moje nazwisko się źle kojarzy ludziom więc przestałam go używać. - Kobieta zobaczyła, że ta część rozmowy jest mi nie na rękę więc przejęła inicjatywę.
- Jestem Ashlay ale możesz mi mówić Ash.
- Błagam wszystko tylko nie Ash, źle mi się kojarzy. Wolałabym mówić do pani pełnym imieniem. - Powiedziałam z błagalnym wzrokiem.
- W porządku nie mam nic przeciwko. - Powiedziała bez żalu po czym spróbowała kolacji.- Czegoś mi tu brakuje. - Wzięłam od niej łyżkę i sama spróbowałam.
- Osobiście dodałabym więcej ziół. - Wrzuciłam trochę i chwile później ponownie spróbowałyśmy.
- Teraz jest pyszne, dziękuje. Od dawna gotujesz?
- Od dziecka pomagałam tacie w kuchni. - Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Odwróciłam głowę i szybko je wytarłam.
- Wszystko w porządku? - Zapytała z troską kładąc mi rękę na ramieniu.
- Tak, po prostu... kilka tygodni temu ktoś mi go brutalnie odebrał.
- Przepraszam nie wiedziałam. - Powiedziała zmieszana.
- Nic się nie stało, dokończmy kolację.
