Napisałam to jakiś czas po wyjściu Przebudzenia Mocy. Ostatnio przeczytałam to z nudów i naprawdę mi się historia podoba. Czy to opowiadanie jest dokończone? Nie. Czy coś do niego dodam? Także nie. (Nie pamiętam, jak to chciałam zakończyć.)

Mam nadzieję, że się wam spodoba. Miłej lektury!


Na Finalizerze jedyną rozrywką, jaką w godzinach pracy mogli cieszyć się dowódcy przebywający na mostku, była nieustanna dyskusja, którą zażarcie toczyli ze sobą ich generał i rezydujący na statku Lord Sithów.

- Wiesz, że mógłbyś zatrudnić kogoś, kto będzie sprawdzał wiadomości za ciebie?

Hux powstrzymał się przed wzdrygnięciem, gdy usłyszał przefiltrowany przez maskę głos tuż koło ucha. Odwrócił się powoli, by stanąć nos w nos, a raczej nos w maskę, z Kylo Renem. A bardziej dokładnie i podsumowująco, z wrażliwym na moc dzieciakiem, który mimo braku samokontroli i skłonności do niszczenia drogiej elektroniki zdołał zostać pupilem Snoke'a, a także jednym z dwóch ludzi, którzy mogli kontaktować się ze Snoke'm i jedynym człowiekiem na statku, który przed nim nie odpowiadał.

To było bardzo irytujące.

- Po co, żeby zatajał przede mną informacje? Jak rozumiem, szkolisz się w pradawnej sztuce Sithów, jaką jest podkradanie się do ludzi od tyłu? - powiedział Hux spokojnie, patrząc wyzywająco.

- Sithowie nie praktykowali tej sztuki, tak samo jak rycerze Ren. Jakbyś zapomniał, rycerze Ren nie są Sithami. - nawet przez filtry słychać było wymówkę w głosie Kylo.

- Oh, zgadzam się, ty nim na pewno nie jesteś. - stwierdził gładko Hux, wpatrując się w szklany okular hełmu, za którym, jak wiedział, kryły się ciemne brązowe oczy.

- Zaiste. Istnieje wiele różnic między tymi ścieżkami Ciemnej Strony. - poinformował Kylo generała, w pełni gotów je wymienić.

- Które sam wymyśliłeś. - wytknął mu Hux.

Pomimo że maska nie pozwalała wyśledzić zmian na twarzy ucznia Snoke'a, martwa cisza upewniła generała, że Lord Ren próbuje zamordować go wzrokiem. Cóż, lepiej wzrokiem niż mieczem świetlnym.

Hux uśmiechnął się do niego lekko, zadowolony. W odpowiedzi Kylo obrócił się na pięcie. Generał obserwował, jak odchodzi.

- Primadonna. - mruknął pod nosem, gdy wróg zniknął z pola widzenia. Ulżywszy sobie w ten sposób, stwierdził, że dość marnowania czasu na dziś i wrócił do przeglądania wiadomości.

Stojący za nim podwładni wymienili spojrzenia bez słowa. Zwykły postronny obserwator nazwałby te rozmowy wieczną kłótnią, jednak kwiat armii dawnego Imperium miał na ten temat własne zdanie.

Tego, że flirt dwóch przywódców istnieje tylko w ich głowach, nie brano nawet pod uwagę. Każdy, kto mógł nazwać Kylo Rena rozhamowanym bachorem i nie zostać przecięty na pół przez czerwony miecz świetlny, cieszył się jego względami. Fakt, że po nazwaniu mowy generała "stekiem banalnych frazesów pisanych na kolanie" Lord Ren nie zniknął w tajemniczych okolicznościach, uznano za rozstrzygający.

Panujące przekonanie, że generał Hux i lord Ren mają się ku sobie, przedziwnym sposobem nie przedostało się do świadomości samych zainteresowanych. Generałowi można było wybaczyć braki w jego wszechwiedzy na temat statku i jego mieszkańców, ponieważ nikt nie miał odwagi go poinformować. Jakim cudem generał, pod innymi względami nader światły, mógł brać ten oczywisty flirt za podkopywanie autorytetu przez wroga, pozostawało tajemnicą. Wszystkich jednak dziwił Lord Ren, o którym było wiadomo, że potrafi czytać w myślach. Dopiero po kilku spędzonych w kantynie wieczorach doszło do ogólnej zgody, że Lord Tantrum nie zagląda do umysłów swych podwładnych, a nawet jeśli, to nie przejmuje się tym, co tam znajduje.

Może byłoby lepiej, gdyby się przejmował, mówili. Wtedy może zrobiłby jakiś zdecydowany ruch w tym kierunku, w końcu on to wszystko zaczął, a niewiedza generała wciąż wydawała się nieuleczalna. Rycerz Ren wciąż jednak nie wychodził poza słowne utarczki.

/

- Jeśli nie chcesz mieć sierści na ubraniu, to nie zbliżaj się do mojego kota. Masz na nią zły wpływ.

- Nie muszę się do niej zbliżać, sama do mnie przychodzi. Bo mnie lubi.

- Wcale cię nie lubi, po prostu ma kuwetę w twoim pokoju.

- To nie jest kuweta.

- Powiedz to Milicencie. Ja nie widzę różnicy.

- Co to za imię, Milicenta.

- Nie obchodzą mnie twoje gusta w wyborze imion, Lordzie Ren. I nie spodziewałem się, że jesteś gotów wykorzystać nawet mojego kota, by mnie antagonizować.

- To nie gusta. Ona woli imię Kredyt, generale.

- Słucham? Najgłupsze imię, jakie słyszałem, a słyszę twoje na co dzień. Od kiedy próbujesz wszystkich przekonać, że rozumiesz myśli kotów?

- Nie rozumiem. Wyczuwam jej emocje. Lubi dźwięk tego słowa. Reaguje na nie.

- Nikt nie będzie wołał na moją kotkę Kredyt, z tobą włącznie.

- Nie sądzisz, że ona ma rozstrzygający głos w tej sprawie?

- Lordzie Ren? - zagadnął stojący obok i przysłuchujący się wymianie zdań pułkownik Mikata, wykorzystując fakt, że generałowi Huxowi z powodu tak durnego argumentu na moment zabrakło słów.

Mikata miał rozkaz od Lorda, by wieści o misji przekazywać natychmiast i prosto do dowódcy, nie zważając na sytuację. Jednak gdy przód czarnego hełmu obrócił się w jego stronę, Mikata poczuł, że opuszcza go cała odwaga. Bał się mrocznego ucznia najbardziej ze wszystkich mieszkańców statku, tylko trochę bardziej niż generała (nie miał koneksji, więc nic nie przeszkadzało, by zniknął bez wieści). Pewnie dlatego generał i Lord Ren zawsze wybierali go do nadzorowania dla nich misji o osobistym znaczeniu, takiej jak ta.

- Lordzie Ren, melduję, że misja zakończyła się sukcesem. Nagranie holowideo zostało przechwycone. - oznajmił Mikata i wyciągnął przed siebie rękę z przekaźnikiem niby tarczę. Prawie spodziewał się, że ręka zaraz zostanie ucięta czerwoną klingą miecza świetlnego, ale Ren po prostu spokojnie wyjął mu zapis z dłoni.

Kylo zwrócił się do Huxa, podczas gdy pułkownik próbował uspokoić swe walące panicznie serce.

- Generale, sądzę, że chciałbyś to zobaczyć. - stwierdził uprzejmie. Poszedł do najbliższego komputera.

- A co to takiego? - generał zmrużył oczy podejrzliwie, podchodząc bliżej, gdy Kylo włączał zapis.

- Spodoba ci się. Unikalne nagranie, prawie niemożliwe do zdobycia, z czasów Wojen Klonów, gdy Anakin Skywalker...

- Wychodzę. - oznajmił Hux.

- Nie, poczekaj! - chciał go zatrzymać Kylo. Widząc, że generał chce opuścić mostek, szybko nacisnął przycisk "start".

- ...Trzeba będzie się przegrupować. - powiedziało holowideo. Kylo uśmiechnął się lekko, gdy Hux obrócił się o 180 stopni.

- Czy to był... - w głosie generała zabrzmiało niedowierzanie - Czy to jest Wielki Moff Tarkin?

Kylo zdjął maskę z donośnym kliknięciem, tak że teraz wszyscy mogli zobaczyć jego szeroki uśmiech.

- Wtedy jeszcze kapitan Tarkin. - powiedział spokojnie.

Hux podszedł powoli i stanął obok Rena, obserwując holowideo. Mężczyzna koło trzydziestki, w stroju dowódcy krążownika z Wojen Klonów, przemawiał do otaczających go żołnierzy, omawiając plan zdobycia jakiejś dawno zapomnianej placówki. Cóż, dla wszystkich poza Huxem. W Akademii uczyli się o wszystkich przywódcach dawnego Imperium, ale Huxowi nie wystarczyły wiadomości z zajęć. Generał wiedział o Tarkinie wszystko.

Cóż, prawie wszystko.

- ...gdy dojdziemy do rozwidlenia, generał zajmie się kamerami, by... - Tarkin przerwał, gdy głowa droida bojowego przeleciała mu przed nosem. O dziwo, żołnierze nie wydawali się zbytnio zaskoczeni.

- O jakich kamerach mówisz?- zapytał ktoś z boku, wyraźnie w dobrym humorze.

Hux nie rozpoznał głosu, ale wystarczyło spojrzeć na Kylo Rena, by wiedzieć, kto się właśnie odezwał. Czy on też miał taką rozanieloną minę, zastanowił się generał, gdy usłyszał Tarkina?

- Moff Tarkin walczył ze Skywalkerem. - zauważył sucho. - Jak miło wiedzieć, że mój poprzednik także musiał znosić napady złości przerośniętego dzieciaka.

- Ha! - padł jedyny, jakże oryginalny komentarz Rena.

- Mistrzu Skywalker, jak dobrze, że do nas dołączyłeś. - odezwał się Tarkin, urywając wszelkie rozmowy w czasie rzeczywistym – Rozumiem, że problem z kamerami jest już nieaktualny?

- Mniej więcej. - skinął głową Anakin, rzucając jakiś przedmiot w Tarkina, który tamten zręcznie złapał. Jedi spojrzał w bok, gdzieś poza zasięg kamery. – Teraz, dla odmiany, mamy na karku droidy bojowe. - wskazał ręką.

- Cudownie. - westchnął Tarkin, raczej zirytowany niż zaniepokojony takim rozwojem akcji – Separatyści jak zwykle dbają o zapewnienie nam rozrywki.

- Czy to był żart, kapitanie? - spytał Skywalker, zapalając swój miecz świetlny – Bo jeśli tak, to się nie udał, Separatyści dokładnie to robią. Chociaż przyznam, że...

W tym miejscu Jedi wybiegł z kadru i jego głos stał się niewyraźny, ale przy odpowiednim skupieniu można było poprzez odgłosy upadającego żelastwa usłyszeć "wybór tych rozrywek nie jest za duży!"

- Dobrze wiedzieć, że są tacy Jedi, którzy rozumieją się na wojennym rzemiośle. - stwierdził Tarkin z niejaką aprobatą, trochę bez związku z sytuacją.

- Na generale Skywalkerze można polegać, kapitanie. - potwierdził jeden ze szturmowców.

- Dobrze to słyszeć, kapitanie Rex. Podczas, gdy generał zajmuje się droidami, my wykorzystamy widok z kamer, by przeprowadzić dywersję...

Głos Tarkina niósł się po całym mostku, ale nie miał tak hipnotyzującej mocy jak za życia. Pułkownik Mikata, który nie ośmielił się odejść bez odprawienia, a poza tym był zwyczajnie ciekawy, oderwał wzrok od niepokojących nawet przez holovideo oczu Wielkiego Moffa, by spojrzeć na swoich przełożonych, i doznał szoku. Zarówno Lord Ren, jak i generał Hux wpatrywali się w błękitne obrazy w nabożnymi minami, chłonąc każde słowo.

Nie był jedynym, który zauważył niecodzienne zachowanie dowódcy krążownika i jego niechcianego gościa. Było słychać ciche mruczenie i szelesty, gdy ludzie poszturchiwali sąsiadów i pytali, czy widzą to, co oni. Nikt nie ośmielił się przerwać tej chwili.

Idyllę zakończyła Phasma. Objęła wzrokiem całą sytuację i uznała, że trzeba kuć żelazo, póki gorące.

Podeszła i wyłączyła nagranie. W odpowiedzi usłyszała głośne "Hej!" Lorda Rena i nieokreślony odgłos protestu, urwany w połowie, gdy generał uświadomił sobie, co robi. Cały mostek wstrzymał oddech, zdumiony odwagą ich kapitana.

- Zaraz miało być najlepsze! - ofuknął ją Ren. Hux zamrugał. Nie wiedział, co miało się wydarzyć na filmie, ale z niejakim przerażeniem stwierdził, że zgadza się z Kylo. Chciał obejrzeć więcej Tarkina.

- Widzieliście dość, by wyciągnąć odpowiednie wnioski. - odpowiedziała Phasma beznamiętnie na fuknięcie współdowodzącego. - Zresztą masz już nagranie, zrób kopię generałowi i obejrzyj resztę u siebie. Tamujecie ruch na mostku.

Na generała podziałało to jak kubeł zimnej wody.

- Dziękuję, kapitanie, oczywiście masz rację. Obawiam się, że pokaz kompetencji w wykonaniu Skywalkera wyprowadził wszystkich z równowagi, ze mną włącznie.

Hux spojrzał ostro na podwładnych, tak że szybko się odwrócili, nagle bardzo zajęci sprawdzaniem odczytów na monitorach.

- Jestem kompetentny. - oznajmił głośno Kylo.

- W którym miejscu?

- Wcale mnie nie dziwi, że Skywalker wyprowadził ich z równowagi. Wyglądał całkiem nieźle. - powiedziała Phasma spokojnie, wykolejając tor ich myśli i rozmontowując szyny. Hux spojrzał na nią z czystą zgrozą, zdumiony, że jego kapitanowi nagle zabrakło piątej klepki i być może trzeba będzie go wymienić. Za to Kylo nie był w szoku; wyglądał, jakby się zastanawiał, czy Phasma popełniła właśnie świętokradztwo, czy może jednak nie.

- Nawet jeśli niektórzy mogli go wtedy uważać za "całkiem niezłego" – wycedził Hux, korzystając z tego, że Ren stracił mowę – to przestał taki być, gdy półżywy i w kawałkach wyczołgał się z lawy na Mustafar, zdany na łaskę i niełaskę Imperatora, co, jak kilka razy wykazał mi Lord Ren, przypieczętowało jego przejście na Ciemną Stronę. Doprawdy, dziwię się, że, znając twoje zamiłowanie do Dartha Vadera, sam jeszcze tego nie zrobiłeś, komandorze.

- Myślisz, że powinienem, generale? - spytał Kylo, nagle zadumany.

Hux poczuł, że otaczają go idioci. Spojrzał na Rena.

- Nie. - powiedział mu dobitnie – A teraz, jeśli można, Lordzie Ren, wynocha z mojego mostka. Niektórzy tu pracują. Pułkowniku, ty jeszcze tutaj? Dobrze, weź nagranie i zrób kopię.

- Chcę to mieć z powrotem. W nienaruszonym stanie. - wtrącił Lord Ren swoje trzy grosze.

Przerażony, że uwaga obu jego przełożonych skupiła się na nim, Mitaka popatrzył na Phasmę w poszukiwaniu wsparcia. Ta przechyliła głowę na bok, a pułkownik mimo maski nabrał nagle pewności, że kapitan właśnie do niego mrugnęła.

Przekonany, że cały świat oszalał, Mitaka z radością uciekł z mostka.

/

Wszyscy myśleli, że to koniec wrażeń na dziś. Rzeczywiście, nic specjalnie ciekawego nie zaszło aż do obiadu, gdy wydarzyła się kolejna, pozornie niezwiązana z poprzednią, sensacja. Phasmie udało się zaciągnąć generała Huxa do wspólnej stołówki.

Doprawdy, odwaga ich kapitana nie miała granic.

- Jestem twoim przełożonym i nie masz obowiązku ani prawa zaciągać mnie gdziekolwiek. - narzekał Hux, żałując teraz, że dał się przekonać Phasmie i jej mowie o spontanicznym przeglądzie szturmowców w niezobowiązującym środowisku – Do licha, to krążownik bojowy, tu nie ma niezobowiązującego środowiska!

- Nie marudź. - zganiła go Phasma, w ogóle niezmieszana. Poświęcała podejrzanie mało uwagi swojemu talerzowi, rozglądając się z uwagą po kantynie. Nagle znalazła to, czego szukała. Zaczęła machać ręką, najwyraźniej, by ktoś ją zauważył i się przysiadł.

Hux zmrużył oczy i podążył wzrokiem za jej spojrzeniem. Oczywiście, w przejściu stał Lord Ren, przystanąwszy w swej wędrówce na mostek, gdzie, gdyby świat nie stanął dzisiaj na głowie, generał właśnie opuszczałby posiłek.

- Co ty knujesz, Phasmo? - spytał generał, odwracając się do swojego wyraźnie spiskującego kapitana.

- Właśnie, Phasmo – dołączył się Kylo, który z prędkością nadświetlną znalazł się przy ich stoliku – Od kiedy spędzasz przerwę obiadową w towarzystwie generała? Który w dodatku nie udaje, że może żywić się powietrzem?

- To ty udajesz, że to potrafisz, Ren.

- Nie udaję. Potrafię czerpać energię z Mocy. Ale wolę tego nie robić.

- Oh, doprawdy? A to dlaczego?

- Moc jest bez smaku.

- Poważnie zastanawiam się nad założeniem dziennika, w którym zapisywałbym twoją najgłupszą uwagę dnia. Ta byłaby pierwsza. Nie, wybacz, druga, zaraz po "Potrzebujemy armii klonów."

- Skoro zdrowy rozsądek uważasz za głupotę...

- I ty masz czelność...

- Dołącz do nas, Lordzie Ren, muszę z tobą porozmawiać. - przerwała Phasma nadchodzącą kłótnię – Powiedziałam "do nas", generale, z tobą też muszę pomówić. Z wami obojgiem.

Hux opadł z powrotem na krzesło. Szczerze mówiąc, nie wiedział, dlaczego zgadza się na takie traktowanie. Może dlatego, że Phasma była najlepszym kapitanem, jakiego kiedykolwiek miał. Ale nikt nie jest przecież niezastąpiony.

Zdecydował się na ostrzegawcze spojrzenie, by uświadomić Phasmę, że ostatni raz zgadza się na jej nieregulaminowe zachowanie. Duch kapitana był jednak tak twardy jak jej zbroja i nie dał się zastraszyć.

Kylo usiadł naprzeciw Huxa i zdjął maskę, drugi raz tego dnia. Generał uważał za głupi sam pomysł noszenia maski przez Rena (nie miał ku temu żadnego powodu, a te, które podawał, były durne), więc to zignorował. Ludzie w kantynie przyjęli to mniej spokojnie, zerkając z nad talerzy na najwyższą trójkę.

- Przemyśleliście to sobie? - spytała Phasma, przechodząc od razu do sedna. Odpowiedziało jej pełne godności milczenie, gdy obaj mężczyźni nie chcieli się przyznać, że nie wiedzą, o co jej chodzi.

Westchnęła.

- To nagranie. - dopowiedziała – Co zauważyliście?

- Phasma, nie jesteśmy uczniami w Akademii, a ty nigdy nie aspirowałaś do roli nauczyciela. Powiedz, o co ci chodzi. - Hux miał dość bycia traktowanym jak dziecko. Phasma wyczuła, że tym razem generał mówi poważnie.

- Tarkin i Skywalker byli podobni do was, a umieli ze sobą współpracować. Moglibyście wziąć z nich przykład. - oznajmiła głośno.

- Przykład. - powtórzył sucho Hux.

- Naprawdę sądzisz, że...

- Nie, nie jesteś podobny do Dartha Vadera, nawet z tym wiadrem na głowie. Dziękuję za komplement, kapitanie, ale nie przypominam Wielkiego Moffa Tarkina.

- Nawet nie próbujecie się porozumieć. - zauważyła Phasma, przemilczając oczywistą nieprawdę słów generała. Tak się złożyło, że akurat przelatywali przez tereny, gdzie kiedyś znajdował się system Hosnian.

- Bo to niemożliwe. - rzucił Hux ostro.

- Generale, nie myślałam, że kiedyś to od ciebie usłyszę.

- Co więc proponujesz? Widzę wyraźnie, że coś ci chodzi po głowie.

- Wasi poprzednicy dobrze radzili sobie razem w terenie... - powiedziała kapitan znacząco.

Hux zrozumiał dopiero po chwili.

- Nie mam zamiaru zostawiać statku na pastwę losu, by...

- Nigdzie go nie zabieram. - odezwał się nagle głośno Kylo, który dotychczas milczał, obrażony uwagą o wiadrze.

Phasma, Hux i kilka najbliższych stolików spojrzało na niego z niedowierzaniem.

- Od kiedy ty się ze mną zgadzasz? - zapytał generał.

- Oświeć nas, Lordzie Ren. - dołączyła Phasma. Twarzą okazywała zainteresowanie, ale jej duch został zdradzony. Czy Lord Ren odrzuca jej propozycję? Czyżby nie chciał mieć skrzydłowego?

Ren spojrzał na nią i lekko skinął głową, jakby zamierzał się tłumaczyć, ale także, jakby odpowiadał na jej nieme pytanie.

Jej myślowe "Ale sam jesteś w tym do niczego!" nie doczekało się reakcji.

- Lepiej, żeby generał został na statku. - wyjaśnił Ren, i Hux byłby całkiem zadowolony z takiej odpowiedzi, gdyby Kylo nie dodał: - Tu jest bezpiecznie i nic mu się nie stanie.

- Słucham? Czy chcesz powiedzieć, że nie potrafię o siebie zadbać? - Hux spojrzał Rycerzowi Ren prosto w oczy. Jego pytanie zabrzmiało jak groźba.

- Mówię tylko, że takie misje są pełne niewiadomych, generale. - Kylo odwzajemnił spojrzenie – Próby współpracy można podjąć wszędzie, także na statku. Niepotrzebne narażanie się uważam za bezsensowne.

- Jak dobrze, że się w czymś zgadzamy, Lordzie Ren. - wycedził Hux.

Patrzyli na siebie przez chwilę. Ren odwrócił wzrok pierwszy.

- Dziękuję za sugestię, kapitanie – zwrócił się rycerz do Phasmy – ale teraz muszę odejść do swoich zajęć. Widzimy się potem.

- "Odejść do swoich zajęć". - mruknął Hux, gdy Ren wcisnął hełm na głowę i odszedł nie zaszczycając generała swoją uwagą – Bardziej "iść coś zniszczyć". "Moc jest bez smaku", ze wszystkich durnych... - mruknął z potępiającą miną, po czym westchnął - No dobrze, kapitanie, ja też jestem zajęty, dziękuję za posiłek. Proszę, na przyszłość skupiaj się więcej na pracy niż na kontaktach przełożonych.

- To JEST część mojej pracy. - powiedziała Phasma do pleców generała, gdy ten wstał i odszedł na mostek, zostawiając nietknięty talerz jedzenia. Hux udał, że tego nie słyszy.

Gdy upewniła się, że dowódca odszedł, kapitan rozejrzała się dookoła. Kilka osób na nią patrzyło, więcej wpatrywało się w swoje talerze, ale wszyscy nasłuchiwali, co powie.

- Próbowałam. - powiedziała Phasma tłumowi – Koniec przedstawienia, żołnierze, przerwa obiadowa prawie się skończyła, widzę was wszystkich za dziesięć minut w sali treningowej.

W ten niesatysfakcjonujący sposób zakończyło się ostatnie wydarzenie tego dnia. Wprawdzie Kylo Ren odpokutował minutę dojrzałości emocjonalnej zniszczeniem trzech konsol, ale ostatnio zdarzało się to dość często (niszczenie konsol, nie dojrzałość emocjonalna). Nikt nawet nie próbował mu współczuć – tylko idiota odrzuciłby Phasmę jako skrzydłowego.

Starali się tylko nie myśleć tego w pobliżu rycerza.

/

Dwa dni po spotkaniu w stołówce Kylo Ren został wezwany przed oblicze Snoke'a. Sam. Cały mostek zgodził się, że generał całkiem dobrze ukrywa irytację z tego powodu.

Pół godziny później Kylo Ren wrócił na swe stałe miejsce przy boku generała, ale zamiast wrócić do sprzeczki, którą toczyli wcześniej, zaczął w ciszy wpatrywać się w gwiazdy przez wielkie okno. Generał wytrzymał w cichym towarzystwie czarnej figury dość długo, bo dziesięć minut, ale nie można wiecznie ignorować wyglądającej jak Śmierć postaci, która chodzi za tobą jak cień.

- Mamy jakieś rozkazy, Lordzie Ren? - spytał wreszcie Hux, nie do końca spodziewając się odpowiedzi. Rozmowa ucznia i jego mistrza mogła dotyczyć treningu Kylo, o którym generał nie musiał i nie chciał nic wiedzieć.

- Ja mam. - odpowiedział Ren w zadumie.

- O których powinienem wiedzieć? - przypomniał się generał, gdy wyglądało na to, że Kylo zapomniał odpowiedzieć. Rycerz spojrzał na niego, jak zdawało się generałowi, z rozdrażnieniem. Zgadywał, bo Ren miał oczywiście swój garnek na głowie.

- Mam udać się z misją na Korelię. - powiedział w końcu rycerz dość markotnie.

Hux zrozumiał teraz zniechęcenie Kylo. Korelia była ojczyzną Hana Solo. Szmugler z pewnością zabrał kiedyś syna w odwiedziny do krewnych spod ciemnej gwiazdy. Jakąkolwiek misję miał Kylo, nie mogła ona oznaczać dobrych wieści dla tej planety.

Nie można też było zapomnieć, że Korelia znajduje się pod jurysdykcją rządu Nowej Republiki, w jednym z najbardziej strzeżonych systemów na dokładkę. Samo dotarcie na planetę będzie wielkim kłopotem. Krążownik na pewno się nie przedrze, to nie podlegało dyskusji.

- Jak chcesz się tam dostać? - spytał Hux spokojnie.

- Promem kosmicznym starszej daty. Lambda używa się wszędzie w galaktyce, nie będą nic podejrzewać. Odlatuję za parę godzin. - przerwał na chwilę – Nie wiem, na jak długo.

- Jak miło. - stwierdził sucho generał, nagle poirytowany – Nie będę kończyć każdego dnia przeglądaniem rachunków za aparaturę, którą zniszczyłeś. Mój biedny statek odpocznie trochę od twojej obecności.

- Odpocznie, rzeczywiście. – warknął Ren, a przynajmniej tak to brzmiało przez modulator hełmu - Ale nie gwarantuję, że nie będziesz przeglądał rachunków. Snoke rozkazał jednemu z moich rycerzy przybyć w zastępstwie.

- Słucham?

- Mam nadzieję, że nie będziesz wchodził mu w drogę, generale. A teraz wybacz, muszę się przygotować do podróży.

- W zastępstwie czego? Co ty niby robisz, że potrzeba dla ciebie zastępstwa, Ren, NIE UCIEKAJ, GDY DO CIEBIE MÓWIĘ!

Ale Kylo Ren już zniknął za rogiem. Hux fuknął i przez moment chciał iść za nim, ale potem sobie przypomniał, że jest w środku swojej wachty. Nie powinien opuszczać mostka.

Obrócił się na pięcie i wszyscy oficerowie jak jeden mąż odwrócili wzrok. Mieli szczęście, bo generał i tak na nich nie patrzał. Podszedł tylko do okna i zaczął wpatrywać w gwiazdy w poirytowanym milczeniu.

Lord Ren, zanim odleciał, na do widzenia zdemolował swój pokój. Phasmie, która dowiedziała się o całym zdarzeniu od plotkujących szturmowców i przyszła z ciekawości okazać wsparcie, wydało się, że usłyszała, jak ktoś za drzwiami pociąga nosem. Nie można udowodnić, że to Lord Ren, rozumowała. Ktoś inny mógł przyjść do kwater rycerza, siąść i się rozpłakać. To nie jego wina, że przez ten modulator od hełmu strasznie głupio to brzmi. Odeszła najciszej, jak mogła.

Generał nie przyszedł odprawić Lorda Rena przed misją. Nie było powodu.

/

Stuk.

Kończył się kolejny spokojny i nudny dzień na Finalizerze. Na mostku, pod czujnym okiem generała, wszystko grało jak w zegarku. Co się tyczy szturmowców, Phasma nigdy w swojej karierze nie miała tak dużo wolnego czasu – jej żołnierze zachowywali się wzorowo i nie musiała spędzać wieczorów na przeprowadzaniu karnych szkoleń.

Stuk. Stuk.

Dostali misję od Najwyższego Lidera – dostarczenie surowców z pobliskiej planety do jednej z ich baz wojskowych – ale trzeba było czekać, dopóki nie rozwiąże się pewnych niedogodności prawnych związanych z dostarczeniem i przewozem ładunku, można było więc powiedzieć, że cały statek miał swego rodzaju wakacje. Oprócz generała, który brał udział w rozwiązywaniu wspomnianych problemów i mógł cieszyć się ogólnym poczuciem produktywności i nieniknącym bólem głowy. Wakacje zostały stworzone do oddzielenia słabych od wytrzymałych, a on, Hux, nie okaże się słaby. Innymi słowy, wszystko było dobrze.

Stuk. Stuk. Stuk.

- Mistrzu Ren, czyżby coś cię martwiło? - spytał generał spokojnie, podnosząc głowę znad swojego pada.

Czarna postać w masce oderwała wzrok od stołu. Stukania palców o blat ustało.

- Nie, generale, wszystko w porządku. Nie chcę pana odciągać od pracy. - powiedział Rycerz Ren spokojnie.

Hux pamiętał imię, które przypisano rycerzowi w dostarczonym mu raporcie, ale doprawdy nie widział sensu w używaniu go. Siedząca przed nim postać była jednym z wielu agentów Snoke'a, osobą w czarnej pelerynie, nieodróżnialną od pozostałych. Hux nie dostrzegał w rycerzu żadnych przebłysków osobowości, co świadczyło o dobrym wyszkoleniu. Nie zauważył także potrzeby wykazania się czy rozpoznania, tak charakterystycznej dla tych, którzy hołdują idei indywidualności. Siedział przed nim wywołujący uczucie aprobaty, idealny żołnierz.

Hux kiwnął lekko głową i wrócił do czytania wiadomości.

Stuk.

- Wiadomo może... – spytał Hux ponownie, delikatnie odkładając pada na stół – ...kiedy twój mistrz raczy wrócić do naszych systemów?

Ren pokręcił głową przecząco.

- Nie mieliśmy od mistrza żadnych wiadomości od dobrego miesiąca. Zresztą, będąc bezpośrednim, wątpię, żebyś był upoważniony, by otrzymywać takie informacje, nawet gdyby się odezwał. - rycerz wzruszył lekko ramionami.

- Miesiąca. - powiedział sucho Hux, ignorując uwagę o upoważnieniach – Tak, można się było tego spodziewać. Nie niepokoi was to?

- Nie. - zaprzeczył Ren – Gdyby coś złego stało się mistrzowi, na pewno byśmy wiedzieli.

- Ah, no tak. Moc.

Rycerz nic nie odpowiedział i rozmowa się urwała. Hux wrócił do przeglądania wiadomości, ale jakoś nie miał do tego głowy. Jego myśli wciąż błąkały się wokół siedzącego obok rycerza. Dokładniej, generał zastanawiał się, dlaczego ten konkretny Ren chodzi za nim od miesiąca jak cień, jakby nie miał nic innego do roboty (szczerze mówiąc, prawdopodobnie nie miał). Nie narzucał się, nie przerywał rozmów, nie przeszkadzał w pracy, jednak Hux zawsze widział go kątem oka, jak stoi w pełnej szacunku odległości kilku kroków od niego. Na początku nie zwrócił na to specjalnej uwagi, później uznał, że może rycerz próbuje go w jakiś sposób wyeliminować, teraz jednak był pewny, że Ren najzwyczajniej w świecie go pilnuje. Może nawet chroni, kto wie. Bo kto czekałby miesiąc, by kogoś wyeliminować, zwłaszcza, jeśli był chroniony rozkazami? Nie czatował wprawdzie przy jego kwaterach, ale zameldowano mu, że rycerz co noc, zanim uda się do siebie na spoczynek, błąka się w okolicach pokoju generała.

Ta podróż na planetę, mająca ostatecznie rozwiązać wszystkie problemy z zadaniem, tylko we dwoje i z Phasmą w charakterze pilota, miała być ostatecznym testem. Na razie wyglądało na to, że rycerz Ren chce go na śmierć zirytować. Cóż, póki nie używał miecza świetlnego lub Mocy, miał u generała czystą kartę. W końcu nie był pierwszą osobą, która go denerwowała.

Hux wstał i zniknął w łazience. Gdy tylko za generałem zasunęły się drzwi, Ren opuścił swoje miejsce i udał się do kabiny pilota.

Rycerz z westchnieniem opadł na siedzenie kopilota obok Phasmy. Kapitan spojrzała na niego z ciekawością.

- Co się stało? Kazał ci się odczepić?

- Nie, poszedł tylko do łazienki. - powiedział rycerz ponuro, zagłębiając się w fotelu.

- W takim razie spędzi tam pół godziny. - zawyrokowała Phasma – Ściągaj ten hełm, mamy całkiem ładny widok na pole asteroid.

- Hełmy Zakonu Ren nie są jak hełmy szturmowców, wszystko przez nie widać. - powiedział rycerz, ale hełm zdjął. Phasmie ukazała się twarz dość przystojnej kobiety o matczynym wyglądzie. Ciężko było uwierzyć, patrząc na nią, że jest wytrenowana w sianiu zniszczenia. - Pytał mnie, czy mam jakieś wieści od Kylo.

- Naprawdę? - zdumiała się Phasma – Już po miesiącu?

- Chyba go zdenerwowałam, ale uczciwie, nie mam pojęcia czym. To bardzo dziwne, wygląda zupełnie spokojnie, a cały czas wyczuwam, że chce mnie trafić krzesłem. - zignorowała parsknięcie Phasmy – Rzuć to krzesło, człowieku, i daj sobie z tym spokój!

- Dalej mówimy o Huxie? - spytała kapitan. Rycerz uniosła ręce w obronnym geście.

- Dobrze, w porządku, nie lubię go. Wiem, że to twój przyjaciel, ale ja nie znoszę takich elegancików. - Phasma starała się nie udusić ze śmiechu – Uh. Na moją obronę, on też mnie nie cierpi, a ja Nie. Wiem. Dlaczego.

- Prawdopodobnie dlatego, że nie jesteś Kylo Renem. - stwierdziła Phasma, gdy udało jej się uspokoić.

- E tam. Nie wierzę w ten cały romans. Generał to za zimna ryba, by polubić mistrza.

- Oh, w towarzystwie Lorda Rena Hux zachowuje się całkiem inaczej. Ale – w głosie kapitan zabrzmiało zmartwienie – naprawdę sądzisz, że z tego może nic nie być? Na Finalizerze wszyscy uważamy ich za parę, ale może świeże spojrzenie z zewnątrz...

- Zapomniałaś, czemu tu jestem? - przerwała jej rycerz – Kładę się spać po całym dniu treningów i nagle koło północy budzi mnie droid i informuje o połączeniu międzyplanetarnym.

- Tak, wiem, Lord Ren kazał ci...

- ...Zostać podrzędnym ochroniarzem. - dokończyła Nylo. Westchnęła. - Odrywa mnie od szkolenia nowego pokolenia wojowników i zleca TAKIE zadanie? Znaczy, tu nie jest źle, a z tobą się dobrze rozmawia, ale zostawiłam na planecie swojego padawana!

- Ten rozkaz na pewno oznacza, że Renowi zależy na generale. - powiedziała Phasma ze zdecydowaniem.

- Wiesz, rozkaz o ochronie generała mógł wyjść od Snoke'a, a mistrz był tylko pośrednikiem. - zauważyła rycerz.

Spojrzenie, które rzuciła jej kapitan, rozmroziłoby górę lodową.

- Tak myślisz? - powiedziała z pasją w głosie, która zaskoczyła nawet ją.

- Nie. - stwierdziła Nylo spokojnie – Ale to możliwe. Nie patrz się tak, mistrzowi na pewno zależy na generale. Ale nie wiem, czy jest zainteresowany w romantycznym sensie. Z mistrzem trudno powiedzieć.

- Jednak mu zależy. - odetchnęła Phasma z ulgą.

Patrzyły chwilę obie na przepływające obok statku asteroidy. Widok rzeczywiście był piękny. Trudno było uwierzyć, że takie małe i nieważne okruchy mogły istnieć w ogromnym kosmosie, gdzie to, co nieprzydatne, niszczono.

- Kylo codziennie mnie pyta, czy wszystko w porządku.- odezwała się Nylo - Przez Moc, znaczy. Trudno to nazwać rozmową. Nie mam pojęcia, co się tam u niego dzieje.

- Lord Ren pyta o generała? - podchwyciła Phasma – W jaki sposób? Wysyła ci panikę, a ty mu spokój, czy jak?

- Z domieszką irytacji, tak. - Ren spojrzała na kapitana ze zmarszczonymi brwiami – Jesteś pewna, że nie jesteś wrażliwa na Moc? - spytała podchwytliwie.

Roześmiały się obie. W końcu Nylo poklepała Phasmę po ramieniu i podniosła swój hełm.

- Generał zaraz wróci, lepiej wrócę na swoje miejsce.

Kapitan kiwnęła jej głową. Niedługo mieli lądować, lepiej było przełączyć się z autopilota na ręczny.

Ledwie rycerz włożyła swój hełm i usiadła z powrotem przy stole, wkroczył Hux, odświeżony i gotowy do destrukcji negocjacji. Zajął swoje miejsce akurat, gdy Phasma przez głośnik poinformowała, że zaraz będą lądować.

- Mistrzu Ren, byłeś kiedyś na tej planecie? - zagadnął generał.

- Niestety nie. - rycerz pokręciła głową przecząco. - Dobrze poznawać nowe miejsca. - dorzuciła na znak dobrej woli.

- Zaiste. - potwierdził generał. Wrócił do sprawdzania wiadomości. Przez chwilę panowała cisza.

Stuk.

Nylo odczuła płynącą od generała konfuzję, gdy Hux pytał sam siebie, dlaczego chce rzucić w idealnego żołnierza swoim starpadem.

/

Misja na Korelii zajęła dwa tygodnie. Zdobycie klucza do odszyfrowania informacji zajęło miesiąc. Ucieczka przed przypadkowymi piratami, a potem przed strażą galaktyczną trwała dwanaście dni. Błąkanie się po Nieznanych Rejonach trwało, dzięki Mocy (w dość dosłownym sensie), tylko tydzień. Wycieczka zakończyła się wybuchem jakiejś stacji kosmicznej, gdy Kylo napotkał bardzo zdeterminowanego anty-fana.

Nie powinno dziwić, że gdy Kylo zszedł po rampie swojego (trzeciego w trakcie tej misji) statku na szare płyty Finaliziera, poczuł coś w rodzaju ulgi. Ulgę tę wyczuł wyraźnie u dwóch szturmowców, którzy towarzyszyli mu podczas całej misji. Jeden z nich wysłał nawet bardzo wyraźną myśl "Nareszcie w domu". Ren był w dobrym nastroju, dlatego postanowił nie wysyłać go do reedukacji.

Dobry humor rycerza doznał niejakiego uszczerbku, gdy ten przy wejściu do hangaru wyłapał kątem oka plamy czerni i wściekłego pomarańczu. Kylo westchnął i ruszył w ich stronę. Tak jak się spodziewał, po paru chwilach plamy zmieniły się w bardzo zirytowaną Nylo i równie zirytowanego, ale nie pokazującego tego po sobie generała Huxa.

- Generale. Nylo Ren.

- Mistrzu. - przywitała się rycerz i nie dając dojść do głosu Huxowi, dodała bez wstępów – Do jasnej cholery, Kylo, gdzieś ty się szlajał tak długo? Czy ten statek jeszcze się do czegoś nadaje?

- Nie. - stwierdził Ren bez ogródek – Będziesz musiała wziąć inny. Tylko złóż mi raport. Twój padawan wytrzyma jeszcze te parę godzin.

Nylo nie wyglądała na zadowoloną, ale postanowiła wstrzymać się od dalszych uwag.

-A tyle to trwało, bo rząd Korelii nie wie, gdzie trzyma swoje tajne informacje. - dodał Ren. Prędzej przyłączyłby sie do Ruchu Oporu niż przyznał , co działo się podczas tej podróży.

- Taa... - Nylo kiwnęła głową, wyraźnie mu nie wierząc – Mogę chociaż poszukać jakiegoś wolnej jednostki?

- Jak dla mnie możesz. - zgodził się Kylo.

- Bawcie się dobrze, chłopcy. - pożegnała się Nylo i ruszyła żwawym krokiem w stronę techników na drugim końcu hangaru. Obejrzała się jeszcze przez ramię, najwyraźniej z ciekawości.

Kylo się jej nie dziwił. Sam wyczuwał płynącą od Huxa falę konfuzji, niezadowolenia i irytacji, połączoną z trudnym do nazwania uczuciem zrobienia z siebie durnia i... ulgą?

- Wszystko w porządku, generale? - spytał Ren zaniepokojony.

- Oczekuję raportu, komandorze. - oświadczył Hux, nic po sobie nie pokazując – Zawierającego prawdę, Ren. Spodziewam się też, że wyjaśnisz Nylo Ren...

- Oh, jej się nie da wyjaśnić. - stwierdził Kylo beztrosko.

- Nie zmieniaj tematu. Wyjaśnisz Nylo Ren, że jej pobyt tutaj był zupełnie niepotrzebny. Nie działo się tu nic, co wymagałoby uwagi rycerza Ren. Ciężko także uznać g... ją za zastępstwo dla ciebie.

Kylo patrzył na niego przez chwilę.

- Nie masz żadnych przyjaciół, prawda? - zapytał sucho. To było pytanie retoryczne. - O tym, czy była przydatna, decyduję ja. I wybacz, generale, ale wątpię, byś wiedział, kiedy moi rycerze są potrzebni, a kiedy nie. W końcu uważasz nas za marnowanie zasobów.

- Z grzeczności nie zaprzeczę. - Hux zmrużył oczy, patrząc w okular hełmu Rena i nie dając się wytrącić z równowagi – I byłbym wdzięczny, gdybyś nie używał przypadkowych przytyków osobistych jako środka do zmiany tematu. Chociaż nie powinienem być zaskoczony – taka nieprofesjonalna strategia bardzo do ciebie pasuje.

- Widzę, że trafiłem w czuły punkt. - skomentował Ren, nieurażony. Uśmiechnął się nawet lekko pod maską (bądź co bądź, większość ich rozmów opierała się na wymianie złośliwych uwag pod swoim adresem) – A propo przytyków osobistych, jak się miewa Kredyt?

- Jeśli kiedyś usłyszę, że zwracasz się tak do Milicenty, to przysięgam, że skonfiskuję twoją gigantyczną popielniczkę, Snoke czy nie Snoke. - powiedział Hux dobitnie rycerzowi.

- Oh, generale, nie bądźmy dziecinni. - Kylo uśmiechał się teraz otwarcie, zadowolony, że generał nie może tego zobaczyć.

- Mówi człowiek z garnkiem na głowie. - powiedział Hux, z twarzą przenikliwą jak deska.

- Kto jest teraz nieprofesjonalny? - rzucił Ren, z satysfakcją odczuwając irytację u generała. Postanowił jednak dłużej nie naciskać, powrót z długiej podróży to nie powód, by radować się z widoku współdowodzącego. - Cóż, generale, wiem, kiedy nie jestem mile widziany...

- Od kiedy? - zdziwił się Hux grzecznie, patrząc, jak Ren obraca się na pięcie, słusznie uznając to za koniec konwersacji.

A przynajmniej tak powinno być. Zamiast odejść w kilku szybkich, długich krokach i pozwolić swojej szacie i malowniczym resztkom peleryny powiewać za sobą przez całą drogę do swojego pokoju, Kylo najzwyczajniej w świecie się przewrócił. Huknęło, gdy hełm rycerza uderzył o podłogę.

Hux, który jakoś dziwnie podskoczył, gdy Kylo upadł, po paru chwilach wziął się w garść i spojrzał na rozciągniętego na podłodze Rena.

- Zamierzasz tu tak leżeć? - zapytał z uniesionymi brwiami generał.

- Na moim statku mogę leżeć, gdzie mi się podoba, generale. - oznajmił rycerz, nie czyniąc żadnych wysiłków w kierunku uzyskania pozycji pionowej. Hux zauważył, że rozciągnięty na ziemi, Ren wyglądał podejrzanie jak kupka szmat z rozrzuconymi dość przypadkowo patykami dookoła, wszystko zalane atramentem.

- To MÓJ statek i NIE możesz na nim tak leżeć!

- To jak mam leżeć, przepraszam ja ciebie? - spytał Ren i, nie zważając na dzwonienie w uszach (niewątpliwie wywołane zetknięciem hełmu z podłogą), przewrócił się na plecy, jakimś sposobem zajmując jeszcze więcej miejsca – W ten sposób? Wystarczająco estetycznie?

- Nie zachowuj się jak przeklęty dwulat... czy to krew?

Bez wątpienia była to krew. Nie było jej dużo, jednak kapała na podłogę bez chwili przerwy, będąc na dobrej drodze do stworzenia kałuży i dodania koloru do zwykle czarno-białego wizerunku Rena.

Kylo zaklął cicho i podniósł się do pozycji siedzącej.

- Pięknie, któraś rana musiała się otworzyć. - stwierdził z irytacją. - A dodatkowe bandaże mam u siebie. Dobrze, że na czarnym krwi nie widać...

- Któraś rana? - Hux miał dość dziwną minę – Ty idioto, takie rzeczy trzeba obejrzeć od razu. Domagam się raportu z misji. Na piśmie, bo nie chcę cię widzieć częściej niż to konieczne. A teraz marsz do szpitala.

- Nie mów mi, co mam robić, generale. - prychnął Ren, ale z mniejszą werwą niż zwykle. Wstał ciężko i stał chwilę, wyraźnie zastanawiając się nad swoją sytuacją. Po chwili machnął ręką – Co mi tam, mogę iść do szpitala. - stwierdził, wzruszając ramionami (skrzywił się pod maską, bo naruszył któreś ścięgno, które w jego sytuacji nie powinno być naruszone).

Hux ze zmarszczonym czołem przyglądał się, jak Kylo powoli kieruje się do wyjścia z hangaru. Nie podobało mu się, że rycerz wydaje się rozkojarzony (pewnie dzięki połączonym wysiłkom hełmu i podłogi), ani że Ren znowu prawie się przewrócił. Generał podjął decyzję.

- Mostek jest w drugą stronę, generale. - zwrócił Ren uwagę Huxowi, gdy ten do niego dołączył.

- Odprowadzę cię. - oznajmił Hux – Nie ufam ci i nie mam zamiaru tłumaczyć się Snoke'owi, że jego protegowany wykrwawił się we własnym pokoju.

- Umiem zająć się swoimi ranami, Hux.

- Jakoś nie widziałem "wykwalifikowany pielęgniarz" w twoim portfolio, Kylo.

- Mam portfolio? I dla twojej wiadomości, naprawdę zamierzam udać się do szpitala, bo nie chcę marnować własnych bandaży.

- Ah, więc twoje skąpstwo jest większe niż twoja nieodpowiedzialność, dobrze wiedzieć. Oraz tak, masz portfolio, każdy ma.

- Każdy ma? I specjalnie przejrzałeś moje? Aww...

Hux przewrócił oczami.

- Jak mocno uderzyłeś się w tę głowę? Czy możesz ściągnąć ten hełm?

- A mogę obejrzeć twoje portfolio?

- Nie.

- Więc nie.

- Jesteś dziecinny, Kylo. Jak znowu się przewrócisz w tym hełmie, możesz dostać wstrząsu mózgu.

- Wiesz, to nie byłby pierwszy raz...

Szli przez chwilę w ciszy, mijając posterunki szturmowców.

- W porządku, niech ci będzie. - stwierdził w końcu Ren, który widać dość obrazowo przypomniał sobie owe wstrząsy mózgu.

Patrolujący szturmowcy mieli okazję zobaczyć, jak Kylo Ren po raz kolejny ściąga niepotrzebny mu hełm, tym razem z pewną pomocą ich generała. Minęli się z przełożonymi w przejściu i nawet obejrzeli za siebie, gdy dobiegło ich "Nie, Kylo, nic mnie nie obchodzi, że jesteś ranny, butów ci ściągać nie będę". YZ-6462 i YZ-3527 spojrzeli na siebie. Słowa nie były potrzebne.

Dużo do powiedzenia mieli za to medycy, do których, ku rozczarowaniu niektórych, Ren ostatecznie trafił. Hux został z rycerzem, gdy temu ostatniemu opatrywali rany, i przez prawie godzinę robił Kylo wymówki. Ren odszczekiwał się z bezczelnym uśmiechem na twarzy, który niepomiernie Huxa irytował.

Wyglądało na to, że Kylo Ren może, wbrew wszelkim przewidywaniom, wiedzieć, co robi. To, że Hux nie zauważył, że zaczął zwracać się do rycerza po imieniu, postanowiono generałowi wybaczyć.

KONIEC


I to by było na tyle! Cóż, historia miłosna Kylo i Huxa nie została ukończona, ale przynajmniej zobaczyliśmy jakiś postęp!