Alfa i Omega
Zilidya D. Ragon
ROZDZIAŁ I a
Hartowanie do odpowiedzialności
― Jest pan Alfą, panie Potter.
Harry zamrugał, nie pojmując ani słowa z tego stwierdzenia.
― Eee…? Słucham? ― Pewnych nawyków nie potrafił pozbyć się nawet po latach, zwłaszcza w momentach zaskoczenia, takich jak w tej chwili.
Kobieta uśmiechnęła się wyrozumiale, wyraźnie przyzwyczajona do tego typu reakcji. Odłożyła, trzymany dotąd przez młodego aurora, artefakt do specjalnego pudełka i zamknęła go dokładnie. Dała w ten sposób czas mężczyźnie, aby przyjął otrzymaną informację.
Wyprostowała się za swoim biurkiem.
― Spokojnie, panie Potter. To rutynowe badanie. Nie jest pan jedyną Alfą.
― I chwała Merlinowi ― mruknął. ― Zbrzydło mi bycie tym Wybranym.
Każdy znał historię Harry'ego Pottera, więc i urzędniczka uśmiechnęła się wspaniałomyślnie.
― Przejdę do rzeczy, bo widzę, że nie lubi pan niejasności.
― Będę bardzo wdzięczny.
― W wieku dwudziestu jeden lat u sporej liczby czarodziei uaktywnia się pewien dodatkowy atrybut. Jest to cecha wyróżniająca pana spośród innych.
― A miało być tak pięknie ― westchnął ciężko.
Kobieta przemilczała wtrącenie i kontynuowała:
― Jest pan Alfą. Osobnikiem dominującym nad Omegą. To akurat nie powinno pana zaskakiwać, skoro potrafi pan doskonale dowodzić w tak młodym wieku. Alfy zwykle są na wysokich stanowiskach, to po prostu ich żywioł. Pan, panie Potter, musi tylko przyjąć do wiadomości odpowiedzialność za bycie Alfą ― dała mu krótką chwilę i zaczęła mówić dalej: ― Omegi od teraz zaczną na pana reagować.
― Reagować? ― dopytał, chociaż spodziewał się już tylko kolejnych nowości.
― Tak. Będą posłuszne, ale w granicach swoich własnych preferencji. Żeby było jasne; Omegi nie padną panu do stóp i nie będą wielbić. Ma pan tylko trochę większy na nie wpływ. Poza tą jedną, jedyną Omegą.
― Jedyną?
― Widzi pan, panie Potter, każda Alfa ma swoją Omegę. Może jej nigdy nie znaleźć i też będzie szczęśliwy, ale gdy ją znajdzie, to cały świat się zmieni. Dla Omegi pan może jej nigdy nie pokochać, ale ona już nigdy nie spojrzy na nikogo innego poza panem. I tu musi się pan nauczyć odpowiedzialności. Bo, gdy Omega odkrywa swoją Alfę, staje się pan za nią odpowiedzialny.
― Dlaczego?
― Bo tak działa magia. Było tylko kilka przypadków, gdy Alfa odrzuciła Omegę i we wszystkich przypadkach skończyło się to śmiercią Omegi.
― Czyli mam być uwięziony do końca życia z osobą, której na przykład nienawidzę, bo jest moją Omegą?
― Na całe szczęście nie. Omega wymaga tylko uwagi przez jakiś czas. Nie trzeba się z nią od razu wiązać. Czasami wystarczają najzwyklejsze spotkania, by Omega osiągnęła równowagę. Po prostu chce zobaczyć swego Alfę i to jej wystarcza. Mam udokumentowane przypadki, gdy Omega spotyka się ze swoją Alfą raz do roku na kawie. Wystarcza jej fakt, że Alfa żyje.
― Co się dzieje, gdy Alfa umiera?
― Czy to ważne?
― Dla mnie raczej tak. Zwłaszcza przy mojej pracy.
― Omega cierpi przez dłuższy czas. Przeżyje, gdy połączenie nie jest silne.
― A jeśli jest?
― Chyba jest pan w stanie się domyśleć. To magia. Gdy odkryje pan tę szczególną Omegę i nie będzie pan potrafił sobie poradzić, proszę przyjść.
― Jest pani w stanie coś zaradzić? ― spytał, mając nadzieję na rozwiązanie.
― Nie, ale będę rozumieć problem. Są odpowiednie instytucje szkolące Omegi i Alfy, więc polecam udać się do którejś po resztę informacji. Zwłaszcza, że czasami są przypadki, gdy to Alfa cierpi bardziej po odrzuceniu niż Omega.
Te ostatnie słowa nie pocieszyły Harry'ego ani trochę. Za dobrze znał swoje życie, żeby nie odczuć od razu zaniepokojenia. A jego intuicja działała ponad przeciętną.
OOO
Draco umył dłonie i spojrzał na swojego pacjenta. Wyglądał o wiele lepiej niż gdy go tu dostarczono.
― Dobra robota, panie Malfoy.
― Dziękuję.
― Kawa i eliksir pieprzowy czekają już w dyżurce. Zajmę się resztą. Proszę odpocząć.
Uśmiechnął się do mediwiedźmy, która przejęła od niego chorego. Nie było już wiele do zrobienia, ale leczenie wyczerpywało.
Opadł na fotel w dyżurce z westchnieniem. Dał sobie chwilę, nim sięgnął po eliksir. Kącik ust uniósł się lekko, widząc znajomy podpis na fiolce.
― Pamiętasz, że o szesnastej masz wizytę u aurorów? ― Snape stanął w drzwiach, jakby wyczuwając, że ktoś o nim w tej chwili pomyślał.
― To już dzisiaj? ― jęknął załamany, wskazując mu drugi fotel.
― Przypominam, że sam złożyłeś aplikację na uzdrowiciela aurorów.
Mężczyzna potarł szyję, minimalizując dyskomfort zdrętwiałych ramion.
― Znów dokucza?
― To tylko odrętwienie. Ostatnio zamówienia są duże. Granger może i jest dobra, ale i ona jest tylko jedna.
― Przyjmij więcej pomocników.
― A zapłacisz im? Ciągle słyszę tylko o ponoszonych kosztach. Dyrektor Munga ma we krwi coś z goblinów.
Draco parsknął.
― Wybacz, ale matka zabiłaby mnie. Majątek Malfoyów ma zostać przekazany tylko i wyłącznie owocowi moich lędźwi.
― Nadal nie jest świadoma, że z wnuków raczej nici?
― Powiem jej, jak nie będzie w stanie unieść różdżki.
Cichy śmiech Severusa rozbawił też Draco. Potem westchnął i sięgnął po kawę.
― Iść z tobą? ― zapytał nagle Snape.
― Po co? To rutynowa kontrola. Przestań mi matkować ― burknął. ― I tak, jestem świadomy, że dziewięćdziesiąt procent aurorów to Alfy. A ty oczywiście wierzysz, że lecę na aurorów. Te rozbudowane klatki piersiowe i władza. Severusie, proszę cię… ― jęknął, widząc jego szyderczy uśmiech.
― To może jednak pójdę z tobą. Jeszcze się na jakiegoś biedaka rzucisz.
― Gdzie podział się Postrach Hogwartu? ― jęknął Malfoy, rzucając w niego poduszką.
― Nagini go zeżarła. Potem zdechła na niestrawność. Przyjdę za godzinę. Wykąp się, cuchniesz krwią.
― Tu wszystko nią cuchnie. To szpital.
Gdy mistrz eliksirów opuścił dyżurkę, pewnie po to, by sprawdzić, co wyczynia Granger w jego laboratorium, Draco dopił powoli kawę. Westchnął ciężko.
Życie Omegi było o wiele prostsze, gdy o tym jeszcze nie wiedział. Za to teraz rozumiał kilka rzeczy, które wcześniej wydawały mu się dziwne.
Dlaczego w pewnych sytuacjach lekarze unikali ojca? Dlaczego mediwiedźmy uwielbiały go?
Lucjusz Malfoy pewnie przewraca się w grobie. Jego syn Omegą. Wszystko może byłoby jeszcze znośne, gdyby Draco preferował kobiety. Ale nie. To nie mogło być tak proste. Gdzieś tam na świecie był jakiś Alfa, który zdominuje spadkobiercę Malfoyów, a on będzie z tego zadowolony.
Merlin ma dziwne poczucie humoru.
Prychnął, odstawiając kubek. Zgłosił zejście z dyżuru i poszedł się wykąpać. Miał pół godziny, nim Severus po niego przyjdzie. Bo, że z nim pójdzie, był całkowicie pewien. Ostatnio uwielbiał patrzeć, jak Draco kompromituje się przy Alfach.
Zdecydowanie za długo, nawet jak na niego, poświęcił uwagę włosom, nim wyszedł z łazienki. Powinien je ściąć, ale jakoś nie mógł się zdecydować.
― To nie randka.
Skwitowanie w ten sposób przez Severusa jego osoby dobiło go jeszcze bardziej. Ten dzień już nie mógł być gorszy.
No żeż, na gacie Merlina, jak bardzo się mylił. Gdyby wiedział, nie ruszyłby się palcem za bramy świętego Munga. Albo lepiej, za bramy Malfoy Manor. Nie, ogólnie to nie wstawanie z łóżka powinno być jego pierwszą i ostatnią decyzją.
OOO
Severus Snape uważał ten dzień za całkiem udany. Oglądanie chrześniaka w otoczeniu kilku Alf było zabawne. Nawet ogólne przyglądanie się obcym ludziom uważał za niezłą rozrywkę. Alfy nie mogły skrzywdzić Omegi, a te starały się zbytnio nie zbłaźnić w ich obecności.
Teraz było podobnie.
Draco starał się ze wszystkich sił utrzymać powagę w tej niekomfortowej dla niego sytuacji.
Rutynowe badania.
Otoczony przez roznegliżowanych do pasa aurorów, czekających aż przyjdzie na nich kolej.
Draco, lekko zarumieniony, wiercił się na krześle, gdy kolejny auror usiadł przed nim. Zaklęcia diagnostyczne były idealnie wykonane, tu nikt nie mógł Draco zarzucić najmniejszego uchybienia. Jego zachowanie to już inna sprawa. Wcale nie musiał tak dokładnie obmacywać klatek piersiowych swych pacjentów.
Severus układał na stos kolejne zwoje z diagnoz, obserwując te zmagania. Nie musiał tego robić, nie był przecież mediwiedźmą, ale wszyscy w świętym Mungu już się przyzwyczaili, że towarzyszy Draco, gdy w pobliżu znajduje się więcej niż jeden męski Alfa.
― Co tu się wyprawia? ― Ostro wydane pytanie zmroziło wszystkich w miejscu.
Snape uniósł głowę, ciekawy kto był w stanie wywołać postrach u tylu Alf jednocześnie. Niestety parawan zasłaniał mu widok na wejście. Głos wydawał mu się znajomy, ale nie potrafił dopasować go do kogoś ze znanych sobie z ministerstwa osób.
― Dlaczego nie przydzielono osobnego pokoju do badań? Kto za to odpowiada?
― Nie poprosił… ― jęknął któryś z aurorów. ― Parawan…
― Cisza! ― zagrzmiał dobitny głos. ― Przebadani natychmiast wyjść. Chcę was widzieć za chwilę na arenie. Pięćdziesiąt okrążeń.
Wspólny jęk rozszedł się po sali.
― Sześćdziesiąt!
Zapanowała natychmiastowa cisza, przerywana szybkim szuraniem, gdy część aurorów opuściła salę.
― Tak wam ciepło? ― zwrócił się do pozostałych. ― Brakuje nam chętnych do patroli w lodowej części Zakazanego Lasu. Mogę zaraz was tam przydzielić.
Kolejny zbiorowy szelest oznaczał szybkie ubieranie.
Ktokolwiek to był, doskonale opanował wszystkich bez wyjątku, Snape uniósł brew, gdy zerknął na Draco.
Siedzący przed nim auror siedział prosto jak struna. Natomiast Draco precyzyjnie wykonał czar. Zero rumieńca, zażenowania, jakiejkolwiek reakcji, że ma przed sobą Alfę.
― Merlinie… ― szepnął, rozpoznając oznaki.
W sali, tuż za parawanem, był Alfa Malfoya.
Badanie tego aurora dobiegło końca i Snape mógł wyjść po kolejnego, a także jednocześnie sprawdzić kim był nieznajomy.
― Następny.
Pozostało czterech aurorów, ale żaden nie wyglądał na tego, który uporządkował grupę.
― Czy mam przydzielić pokój? ― odezwał się jeden z czwórki. ― Przepraszamy, że nie zapyta…
― Nie trzeba. Zostało was już tylko tylu i to niepotrzebnie przedłuży tylko sprawę. Kto to był? ― Wskazał na drzwi, domyślając się, że interesująca go osoba opuściła salę.
― Nasz nowy strateg dowodzący. Przybył początkiem tygodnia.
Nie dowiedział się więcej. Aurorzy zamilkli jak zaklęci.
Wrócił za parawan, kontynuując układanie dokumentów. Przypuszczał, że był to jego ostatni raz. Omega miał swego Alfę, nie będzie reagował już na inne. To akurat duży plus dla Draco. Czasami było to dosyć uciążliwe dla dumnego Malfoya.
Teraz wypadało się dowiedzieć kim jest strateg aurorów i jakoś zorganizować spotkanie, póki nie uaktywnią się efekty uboczne.
OOO
