Notka Autora: Kochani czytelnicy, oto nowe opowiadanie, spod mojego skromnego -i zaiste młodego- pióra. Opowiadanie to, jest -jak zapewne niektórzy z was się już domyślili- zwieńczeniem dążenia księcia Dracorda di Britannia, do spełnienie swojego marzenia, jakim było stworzenie własnego imperium i spuścizny, którą mogliby władać jego następcy.

W dziele tym, zawarłem osobisty komentarz, do większości demagogów i porywających mówców, jacy istnieją na tym świecie. Mianowicie, mają na ustach hasła o lepszym świecie, lub o w własnej (w domyśle lepszej) wizji przyszłości, oraz dają nam gotowy sposób do jej osiągnięcia, podczas gdy tak naprawdę (w znakomitej większości wypadków) realizują własne interesy, lub w najlepszym wypadku własne marzenia, tak jak Dracord.

Mam szczerą nadzieje, że opowiadnie spodobało wam się. Niemniej jednak, zachęcam was do konstruktywnej krytyki w recenzjach, bowiem pomoże to mi się polepszyć, i tym samym dostarczyć wam pracę o dużo większej jakości.

Z góry przepraszam, za ewentualne błędy gramatyczne lub interpunkcyjne. Jeśli jakieś są, to proszę o wspomnieniu o tym recenzji, a tym czasem zapraszam do lektury, jak również życzę miłego dnia.


Kuźnia Hefajstosa, miejsce oferujące osobom w niej przebywającym niewyobrażalną -wręcz niepojętą- dla zwykłego człowieka moc i możliwości, w kształtowaniu i przekuwaniu wszechświata wedle własnej woli. Moce i energie -jakie niegdyś zasilały to miejsce- były na tyle potężne, że mógłby spokojnie zaspokoić potrzeby energetyczne całej ludzkości na całe miliardy lat.

Jednakże, nawet tak potężne miejsce, zna ograniczenia. O ile, osoby korzystające z Kuźni Hefajstosa, zawsze miały możliwość niemal nieograniczonego przekuwania i kształtowania całego wszechświata, o tyle nikt nie mógł zmienić w żaden sposób zasad rządzących wszechświatem. Dodatkowo, Kuźnia Hefajstosa nie mogła być używana bez przerwy, bowiem zbyt drastyczne zmiany w zbyt krótkim odstępie czasu, groziły zapadnięciem się całej rzeczywistości, tym samym, zniszczeniem wszechświata. Jakby tego było mało, kuźnia nie działała od wielu wieków, i nie było gwarancji żę kiedywkolwiek zacznie ponownie funkcjonować. Energię wszechświata, z których kuźnia czerpała całą swoją moc, były nieaktywne przez całe wieki, w skutek czego również możliwości kuźni były jedynie cieniem jej dawnej mocy i potęgi. Jednakże, mimo tych limitów i dość sporych ograniczeń -względem niegdysiejszych możliwości- miejsce to mogło być potężnym narzędziem -lub nawet bronią- w rękach tych którzy mieli kompletną wizję na wykorzystanie tego.

Dotarcie na Plan Astralny i możliwości wejścia to Kuźni Hefajstosa, nie było czymś egalitarnym, ani ekskluzywnym. Dostęp do tego miejsca, można w skrócie opisać jako hiper ekskluzywny, bowiem wymagania były trzy: posiadanie mocy Geass lub Kodu Geass, przynajmniej połowiczna obecność krwii Atlantydów w żyłach i do tego odpowiednio skalibrowanę wrota.

Pierwsze wymaganie, a więc posiadanie mocy Geass lub kodu Geass było dane naprawdę wąskiej grupie ludzi. Jednakże, drugi wymóg był jeszcze trudniejszy, niewielu ludzi bowiem posiada tak wysoki poziom nadludzkiej krwii w żyłach. Od zniszczenia i zatonięcia Atlantydy, dawni mieszkańcy tej wyspy rozpierzchli się na wszystkie strony Terry, i tylko garstka z nich zachowała silnę stężenie krwii swoich przodków. Ostatni wymóg, był zdecydowanie najtrudniejszy, jedyne wrota -które mogły pozwolić na wkroczenia do Planu Astralnego- istniały wiele wieków temu i przepadły wraz z zagładą Atlantydy.

Jednak, istniała możliwość by człowiek z statusem półkrwii -lub też człowiek nie posiadający ani kropli krwii Atantydów- został przekuty przy użyciu kuźni, do statusu czystej krwii Atlantyda, krwii uważanej przez wielu za krew nadludzi, krew homo superior.

Jednakżę, proces przekucia ludzi w ciągu ostatnich piędziesięciu lat, miał miejsce tylko raz. Efekt, użycia Kuźni Hefajstosa do przekucia człowieka, właśnie przenosił się do miejsca nazywanego kuźnią. Miejsca, znajdującego się znacznie dalej, niż jakikolwiek zwykły człowiek mógłby przypuszczać, na Planie Astralnym, daleko ponad rzeczywistość.

Dracord di Britannia, czwarty książę imperium Brytani, wielki diuk Teksasu, hrabia Austin i ręka imperatora, dostał się na plan astralny za pośrednictwem Windy Gwiezdnej, zbudowanej przez swoich ludzi i umiejscowionej w podziemiach Smoczej Skały, wielkiego i majestatycznego pałacu, z wieloma motywami nawiązującymi do smoków i zbudowanego na polecenie Srebrzystego Smoka.

Winda Gwiezdna, którą ludzie księcia Dracorda budowali przez wiele lat, zbudowana została z myślą o tej chwili. Same wrota, były niezwykle podobne do Wind Myśli, konstrukcji rozsianych po całym świecie i połączonych bezpośrednio ze zbiorową nieświadomością ludzkości.

Książe, wstępował na Plan Astralny z pewnością swojego triumfu, zadowolony z tej jednej chwili, na którą czekał wiele lat. Chwili, w której jego ojciec - i zarazem cesarz Brytani- rozpocznie realizację swojego wielkiego Połączenia Ragnarök. Wielki plan, który na papierze miał przynieść światu ludzi wieczny pokój, w praktyce doprowadziłby do stanu nieustannej stagnacji, w dodatku z góry skazany był na porażkę. Jednakże, to nie miało żadnego znaczenia dla człowieka, nazywanego przez wielu Srebrzystym Smokiem. Dla księcia Dracorda, znaczenie miała tylko realizacja jego własnego planu, jego marzenia, którego realizacja pozwoliłaby mu stać się całkowicie wolnym, wzlecieć na skrzydłach, niczym smok, i to wszystko przy akompaniamencie krzyków palonych na popiół wrogów.

-Jak dobrze wreszcie trafić do miejsca, którego niegdyś używali moi przodkowie, i które teraz będzie służyło mojemu planowi zapisania się na kartach historii, przy jednoczesnym pozostawieniu po sobie wspaniałej spuścizny. -Rzekł dumnie książę, z niespotykanym dla niego uśmiechem, pełnym wielkiej pasji, charakterystycznej dla człowieka podążającego za swoim marzeniem, bez względu na koszty, jakie musiałby ponieść w trakcie dążenia do swego ostatecznego celu.

Wtem, jego ciało zamanifestowało się wewnąrz Planu Astralnego. Książę zmienił się przez te kilka miesięcy, odkąd stoczył swoją wielką walkę na Hokkaido i odkąd brutalnie spacyfikował Czarną Rebelie. Niegdyś krótkowłosy i wiecznie groźnie wyglądający młodzieniec, stał się długowłosym mężczyzną o pozornie apatycznym wyrazie twarzy. Jego włosy były oślizgłe, podobnie jak jego nienaturalnie mocno blada skóra. Jego niegdyś jasno-fioletowe oczy, teraz były zbliżone do oczu trupa, z których całkowicie zniknęło wszelkie życie. Niegdyś wiecznie groźny i przerażający tyran, który emanował swoją nieludzką obecnością, stał się spokojnym i pełnym ogłady człowiekiem, który zdawał się emanować na wszystko wokół swoją wielką pasją, ale dalej pozostawał olbrzymem, którego wzrost to ponad dwa metry wzrostu. Nie nosił już garnituru, tym razem, jego garderoba była dużo bardziej imponującą, i zarazem niespotykana w dzisiejszych czasach. Książę Dracord, zastąpił ekstrawagancki i jasnoszary garnitur przez płytową-ale niespodziewanie lekką zarazem- zbroją, wykonaną w całości z wysokiej jakości srebra, z głową smoka na napierśniku, zwróconą w lewą stronę. Przy pasie, nosił piękny rapier, wykonany tak samo jak zbroja, z wysokiej jakości srebro, i jednocześnie ozdobiony smoczymi motywami, ten sam, który wiele lat temu otrzymał od dawno zmarłej cesarzowej Marianny na urodziny. Trzeba przyznać, żę ubiur księcia, w połączeniu z jego jasno-szarymi włosami, wydawał się naprawdę czynić go Srebrzystym Smokiem.

Obserując wszystko wokół, książę spostrzegł, żę jego otoczenie to w zasadzie niemal wyłącznie ciemna przestrzeń kosmiczna, którą rozświetlają miliony -a może nawet i miliardy- ciał niebieskich, skoncentrowanych w gwiazdozbiory, lub inne gromady. Jednakżę, było coś, co czyniło to miejsce prawdziwą kuźnią, było to proste i stalowe kowadło, umiejscowione na samym środku kuźni. Srebrzysty Smok, po krótkim zachwycie, zaczął zmierzać do centrum, do kowadła, by skorzystać z cząstki mocy, jaką w tym momencie oferował mu Plan Astralny. Nawet w swoim uśpionym i przytłumionym stanie, kuźnia pozwalała na wiele możliwości temu który był w jej centrum i próbował korzystać z jej mocy.

Dracord zatrzymał się przed samym kowadłem, po czym w sposób teatralny i iście dramatyczny, położył rękę na nim, a już po szybkim mrugnięciu, jego oczy się zmieniły. Fioletowe kule na białym tle, zostały błyskawicznie zastąpione przez srebrzyste skrzydła przypominające ptaka w locie, na ciemno purpurowym tle. Nieomylnu znak, żę książę aktywował swojego Geass, który z powodu jego nadludzkiej krwii był wyjątkowy, inny od reszty, ale nie unikatowy.

-Niech obecna tutaj cząstka energii samego wszechświata podda się mej woli!" Rozkazał, a jego rozkaz brzmiał jak ryk prawdziwego smoka. Echo niosło się przez jeszcze kilka sekund, i zdawało się rozbrzmiewać w całej rzeczywistości. Srebrzyste ptaki z jego oczów wyruszyły, i już po chwili kowadło zaczęło zmieniać swój kolor, z metalicznego i surowego na ciemno niebieski, wydający się mieć w swej istocie coś magicznego. Dokonał się coś, co nie miało miejsca od wielu wieków, człowiek zaczął używać mocy i energii pochodzącej wprost z wszechświata. Jednakżę, książę Brytnai nie tracił czasu na zachwycanie się własnym triumfem, zamiast tego nakazał kuźni ukazać mu to, co ma obecnie miejsce w Mieczu Akaszy, bowiem wydarzenie z tamtego miejca, miały dla niego znaczenie kluczowe, zwłaszcza w kontekście realizacji jego ostatecznego planu, i zarazem marzenia.

Było to w pewnym sensie ironiczne, bowiem książę Brytani bardziej przejmował się wydarzeniami o charakterze nadnaturalnym, niż trwającą obecnie wojną cesarstwa z Czarnymi Rycerzami i Federacją Narodów Zjednoczonych, która powstała zaledwie kilka dni temu. Nie obchodziła go detonacja głowicy Freyja, w samym środku Osady Tokijskiej, ani nawet cywile lub żołnierze, którzy zginęli w trakcie bitwy. Nie. Prawdziwym obiektem zainteresowania księcia, była finalizacja jego wielkiego marzenia, o posiadaniu własnego imperium, własnej spuścizny, dzięki której zostałby zapamiętany aż do końca świata. Spuścizny, którą będzie mógł przekazać swoim następcą. Spuźcizny, którą ostatecznie otrzyma krew z jego krwii.

Nawet nie zauważył, jak za jego plecami manifestuje się potężny byt, który pod względem mocy przewyższał nawet jego. Opiekun Czasoprzestrzeni, Zbiorowa Świadomość Wszechświata, Uosobienie Wszechświata, Obrońca Wszechświata, to tylko niektóre nazwy, jakie zostały tej istocie nadane na przestrzeni wieków. Byt, który od wielu mileniów stał na straży równowagi we wszechświecie, dbając o jego równowagę, pilnując, by nigdy nie został zniszczony.

Srebrzysty Smok, choć początkowo nie zauważył długoletniej przyjaciółki jego dawno zmarłej matki, był po chwili w stanie ją wyczuć.

-Więc przybyłaś, Diano. Miło jest znów cię spotkać, minęło wiele miesięcy- przemówił, po czym obrócił się w jej stronę, z całą swoją godnością i majestatem. Imię Diana, zostało nadane opiekunowi przez samego księcia Dracorda, bowiem byt ten, miał w tym momencie wygląd pięknej kobiety, o kruczo czarnych włosach, które swoją długością sięgały do połowy szyi, z wyjątkiem kilku, przednich kosmyków, które swoim rozmiarem sięgały znacznie poniżej szczęki. Srebrzysty Smok zdecydował, że imię Diana, będzie dla tego bytu najlepsze, Opiekun Czasoprzestrzeni nie protestował i zaakceptował to imię, pomimo własnej bezpłciowości. Było to dosyć zaskakujące. Być może, Opiekunka Czasoprzestrzeni chciała w ten sposób upodobnić się do człowieka. Być może, Opiekunka Czasoprzestrzeni próbowała coś w ten sposób zyskać. Trudno spekulować cokolwiek na temat zamiarów Opiekuna Czasoprzestrzeni, bowiem jedynym pewnym jest jej chęć do podtrzymania wszechświata w stanie istnienia.

-Wygląda na to, żę twoje marzenie wkródce się ziści." Odpowiedziała z niewielką dozą radości na jego przywitanie. Książę przez wiele lat pomagał jej utrzymać istnienie wszechświata, po przez eliminowanie osób zagrażających jego równowadzę, było więc naturalnym, żę postanowiła odwdzięczyć się mu po przez drobną pomoc. Przez wiele lat dostarczała mu istotne materiały wywiadowcze, w skutek czego Dracord wiele razy był w stanie uniknąć porażki, lub sytuacji która byłaby dla niego niezwykle kłopotliwa. Jednakżę, pomimo tych wszystkich zalet i benefitów, które wprost wynikają ze współpracy z Dianą, ta współpraca mogła również być niezwykle kłopotliwa. O ile likwidacja osób zagrażających równowadze we wszechświecie nie była zbyt dużym problem, to jednak czasem opiekun czasoprzestrzeni miał tendencje do zagadkowego opisywania celu, przynajmniej w najlepszym razie.

Dracord uśmiechnął się namiętnie i arogancko zarazem. - W istocie, Diano, -po czym odwrócił się do niej plecami, raz jeszcze spoglądał na kowadło, które w swym wykonaniu było niezwykle proste, można wręcz powiedzieć że było prostackie i pozbawione jakichkolwiek ozdób lub kunsztu, jednak dla Srebrzystego Smoka fakt ten pozostał bez znaczenia, nawet gdy pierwszy raz pojawił się w tym miejscu.

-W rzeczy samej, wkrótce cel, który przyświecał mi od śmierci mojego brata bliźniaka zostanie osiągnięty. -Oświadczył z mocą, jednak bez znacznego podnoszenia głosu. Po czym uniósł rękę, która w niemal w całości pokryta była srebrzystym pancerzem, a w nielicznych miejscach wolnych od srebra dostrzec można było szarą skórę. -Przeznaczenie, które sam dla siebie wybrałem wkrótce stanie się faktem. Chwila, w której mój ojciec spróbuje użyć energii Miecza Akaszy, do przeobrażenia całej ludzkości wedle własnej woli, będzie chwilą mojego triumfu. Z ingerencją Leloucha w to co nastąpi, lub też bez tego.

Po tych słowach, książę szybko zdjął rękawice ze swojej prawej dłoni, ukazując tym samym jego rękę, równie oślizgłą co jego twarz. Jednakżę, dłoń jego poza tym żę była równie blada i oślizgła co twarz, to była również pokryta licznymi i czarnymi od stężenia ropy strupami, czy innego rodzaju bąblami i ranami, wszystko wypełnione przez czarny płyn, nieomylny znak postępującej od dzieciństwa choroby, skutecznie osłabiającej jego ciało i czyniącej jego wygląd odrażający. Jakby tego było mało, pod paznokciami również zgromadzona była znaczna ilość czarnej cieczy, której zapach był niemożliwy do zapomnienia.

-Nareszcie pozbędę się tej przeklętej choroby, którą nieświadomie przekazała mi moja matka. - Dodał po chwili, z oczywistą nutką pretensji w tonie głosu, uśmiechając się przy okazji na samą myśl o naprawie własnego ciała.

Diana westchnęła gdy tylko usłyszała pretensjonalność w tonie głosu księcia. -Wiesz równie dobrze jak ja, Dracordzie, żę Rhalla nie miała zamiaru skażać cię tym defektem, gdy sprowadzała się do świata żywych.

Opiekun czasoprzestrzeni, wprost odnosił się do momentu narodzin Srebrzystego Smoka. Gdy książe został urodzony, jednak nie przyszedł na świat żywy, zamiast tego pozbawiony iskry życia. Niemniej jednak, nie narodzony człowiek miał sporo szczęścia, bowiem Geass jego matki, był umiejętnością sprowadzenia martwych z powrotem do świata żywych, jednak za cenę własnego życia.

-Wiem o tym, Diano. -Odpowiedział beznamiętnie Dracord. -Wiem żę moja matka, Rhaella di Britannia, poświęciła swoje życie bym mógł żyć, i sprawiać by moje życie kwitło. Szkoda tylko, żę nie przewidziała tego żę po pewnym czasie, moje ciało zacznie stopniowo i powoli obumierać.

-To już bez znaczenia, książę. -Stwierdziła chłodno Diana. -Wkrótce naczynie przechowujące twoją duszę zostanie zrekonstruowane, wraz z procesem wykucia twojego kodu Geass. Proces obumierania twojego ciała zostanie powstrzymany i całkowicie odwrócony.

Dracord zachichotał gdy tylko usłyszał jej słowa. -Czyżby w historii było więcej przypadków takich jak ja? -Zapytał, po czym odwrócił się i spojrzał prosto w oczy opiekuna, niewątpliwie żądając odpowiedzi.

-Przynajmniej dwa, -Diana odpowiedziała beznamiętnie. -Jeden z nich miał miejsce pod koniec złotej ery ludu Atlantydów, drugi i ostatni przypadek tego typu, zaistniał na krótko przed wielkim kataklizmem.

Dracord jedynie mruknął w odpowiedzi i raz jeszcze, jego uwaga została skupiona na kowadle. Książe zbliżył się, zrobił kilka kroków przed siebie, po czym położył swoją zdewastowaną dłoń na szczycie kowadła, nawiązując tym samym bezpośrednie połączenie z kuźnią i jej mechanizmami, a raczej systemami kuźni.

Na całej powierzchni metalowego przedmiotu, natychmiast pojawiły się dziesiątki -a może nawet i setki- połączeń, które emitowały ciemno-niebieskie światło, narzucając całej najbiedniejszej przestrzeni swoją barwę.

Niesamowita i niepowtarzalna atmosfera wypełniła cały Plan Astralny. Nawet te drobne resztki dawnej mocy kuźni były wystarczająco potężne by niemal wprawić księcia w stan osłupienia, jednak jego skoncentrowanie i skupienie na celu jego obecności w tym miejscu, było bardziej niż wystarczające by Dracord nie został przytłoczony.

Chwilę później, na horyzoncie i przed kowadłem, pojawiło się coś, co można porównać do mgławicy gwiezdnej. Jednak to co wydawało się z pozory być mgławicą, zaczęło niezwykle szybko przeobrażać swoją formę, a gdy już proces ten dobiegł końca, to ujrzeć można było kilka platform, lewitujących pośród nieba i zachodzącego słońca. Jedna z platform, ta najwyżej położona, pokryta była dosyć sporą ilością gruzu, który zdawał pojawić się w wyniku zawalenia starogreckiej konstrukcji, jednak na wspomnianej platformie, stał -niczym potężny i wielki tytan pośród chmur- wysoki i szeroki mężczyzna, ojciec księcia Dracorda, Charles zi Britannia.

Człowiek, który swą wolą zaczął igrać z rzeczami niezrozumiałymi dla niego w pełni, był niezwykle zadowolony z siebie, i bardziej niż pewny powodzenia własnego planu.

Dracord chytrze i dumnie uśmiechnął się, zrobił to raz jeszcze, był bardziej niż zadowolony z siebie. -Wkrótce cel zostanie osiągnięty, mój genialny ale jednocześnie niesamowicie głupi brat z konfrontuje się z naszym ojcem. Oczywiście, rezultatem będzie triumf Leloucha, nie mam w tej jednej kwestii żadnych wątpliwości.- Książę arogancko zachichotał, jego oczy choć zmęczone osłabieniem, zaczęły drgać a uśmiech na twarzy smoka pogłębił się, jednak nie stał się maniakalny czy szalony. Był to po prostu uśmiech, należący do człowieka, który był bliski realizacji swojego życiowego celu. -Rodzi się nowa era. Era Cesarstwa Europejskiego, mojego opus magnum i celu mej egzystencji, celu, który sam sobie nadałem, tak jak każdy prawdziwy nadczłowiek, i konsekwentnie dążyłem do jego realizacji.

Diana patrzyła na niego z obojętnym wyrazem twarzy. Przez wiele lat przodkowie Dracorda z którymi współpracowała robili przeróżne zbrodnie, gdy dążyli do realizacji swoich celów. Jednak widok człowieka, który najpewniej wielokrotnie popełnił większość czynów jakie ludzkość uznała za zbrodnie, nie wzbudził u niej ani odrazy ani sympatii.

-Jakie to uczucie? -Zapytała, a jej obojętny ton głosu zdawał się doskonale odzwierciedlać jej wyraz twarzy. -Jakie to uczucie? -Powtórzyła pytanie raz jeszcze, gdy tylko zadowolony z siebie książę odwrócił się, spojrzał prosto w jej oczy, nie okazując ani odrobiny zmartwienia czy zaniepokojenia.

-Całkiem przyjemne. -Odpowiedział szybko i krótko, jednak to nie był koniec. -Czekałem na ten moment od śmierci Phobosa, mojego brata bliźniaka. Czekałam na ten moment, w którym będę mógł wznieść się ponad resztę ludzkości i stać się cesarzem własnego imperium. Odkąd w dwa tysiące trzynastym roku zostałem wysłany by pokonać istniejącą jeszcze wtedy Rosję, minęło niecałe pięć lat, to był ciężki czas, jednak dzięki pomocy nieśmiertelnego przyjaciela mojej matki i możliwości posiadania kompetentnych sług, udało mi się pokonać wszelkie przeciwności losu. -Wyraz twarzy Dracorda stał się z chwili na chwilę zimny, surowy i nieludzki, idealnie uwidaczniając jego najpotężniejszą moc, moc strachu, z której korzystanie było dla niego podstawą. Jego Geass, pozwalał mu efektywnie zastraszać wszysktich wokół, lub tych do których przemawiał, i nie zostali z jego woli wyjęci spod działania jego mocy.

-To było niemal pięć lat nieustannej walki, intryg, knucia, intensywnego planowania i przewidywania wszystkich potencjalnych zmiennych. -Mówił dalej, wspominając jednocześnie wszystkie swoje osiągnięcia i czyny. Wspominał wszystkich których w trakcie tego całego czasu poświęcił, ponieważ było to opłacalne, w krótkie lub też dłuższej perspektywie czasu. -Wiele poświęciłem by zrealizować moje marzenie, moje najgłębsze i najskrytsze pragnienie. Nie mam zamiaru się cofać, nie mam zamiaru żałować tych wszystkich śmierci, które były niezbędne dla osiągnięcia mojego celu, nie mam do tego prawa.

Diana spoglądała na niego z niekrytym zainteresowaniem, do tej pory ci którzy wykonywali jej polecenia i jednocześnie dążyli do zachowania równowagi wszechświata, byli w tym punkcie obsesyjni w kwestii swojego marzenie, od którego realizacji dzielił ich dosłownie rzut kamieniem, jednak nie Srebrzysty Smok. -Czy czegoś żałujesz? -Zapytała go z niekrytym zainteresowaniem, zawsze to robiła, gdy ktoś z utrzymujących równowagę we wszechświecie był w tym punkcie swojego życia. Do tej pory, wszystkie odpowiedzi na jej pytanie były zawsze takie same, nie.

Dracord nie odpowiedział od razu, niemniej w końcu to zrobił. -Nie mogę, nie mam prawa by żałować, nie gdy tylu zginęło dla realizacji mojego ostatecznego. -Odpowiedział tym samym tonem głosu, czynią całą sytuację dla Diany dużo bardziej interesującą. Do tej pory. Każdy, kto do tej pory został zapytany przez nią o to czy żałuje, odpowiedział szybko i beznamiętnie żę nie. Teraz jednak, miejsce miało coś zupełnie innego. Coś, co autentycznie zaskoczyło zbiorową świadomość wszechświata, i sprawiło żę jej personifikacja uniosła brew. Człowiek, który dążył przez wiele lat do realizacji swojego marzenia, odpowiedział żę nie ma prawa żałować swoich czynów.

-Dlaczego? -Zapytała, a jej zaintrygowanie słowami księcia stawało się coraz większe. Głównie dlatego, żę te słowa księcia stały w całkowitej sprzeczności ze wszystkimi jego działaniami, które do tej pory podjął. Przez wiele lat, książę Dracord di Britannia, poświęcił wiele dziesiątek tysięcy osób -czasem byli to nic nie znaczący dla niego żołnierze lub innego rodzaju podwładni, czasem zaufani towarzyszę z którymi nierzadko spędził wiele godzin- zawsze dążył do celu, nie ważne jak krwawe by to było, książę zawsze miał cel, do którego dążył z pasją i zaciekłością godną fanatyka religijnego. Takie oświadczenie, było co najmniej zaskakujące.

-Ponieważ jako nadczłowiek, który dąży do swojego marzenia, koniecznie i bezdyskusyjnie muszę pozostać wierny temu do czego dążę, jak również upewnić się, żę wszystkie ofiary jakie złożyłem lub poniosłem nie pójdą na marne. Jestem to winien każdemu, który stracił życie z mojego powodu, to jest mój obowiązek. -Odpowiedział beznamiętnie, nawet nie zamrugał, zupełnie tak jakby tego pyta właśnie się spodziewał. Jego wzrok był dumny i zarazem pełen niczym nie niekrytej przebiegłości. Diana doskonale zdawała sobie sprawę, że w tym momencie Dracord jest z nią całkowicie szczery. Rozmawiała z nim przez wiele lat, czasem rzadziej a czasem częściej, niemniej jednak Srebrzysty Smok nigdy nie mówił o czymś takim jak obowiązek w kategorii innej niż szydercza, przynajmniej aż do tego momentu.

-Zawsze sądziłam... -Zaczęła Diana, po czym jej twarz przybrała figlarny i złośliwy wyraz. Jej głos również stał się bardziej figlarny i złośliwy, niemal prowokacyjny. -Żę wszystko co robisz i wszystkich których poświęcasz są dla ciebie niewiele znaczącymi detalami, którymi nie trzeba się przejmować, które można odrzucać i posyłać w zapomnienie tak jak ma się na to ochotę.

Jeśli zbiorowa świadomość -i zarazem strażnik- wszechświata chciała mówić coś dalej, to teraz straciła taką możliwość, bowiem Srebrzysty Smok sam zaczął prawić. -Gdybym był tym za kogo mnie do tej pory miałaś, i gdybym posyłał w zapomnienie wszystkich których posłałem pośrednio lub bezpośrednio do grobu, to nie byłbym homo superior, dążącym do czegoś więcej, do własnego marzenia, a zamiast tego byłbym destrukcyjnym i niebezpiecznym dla świata psychopatą, w dodatku z mało ograniczoną władzą, pozwalającą robić mi niemal tylko i wyłącznie to na co mam aktualnie ochotę. Jednakżę, nie jestem samodestrustkcyjnym i zwyrodniałym głupcem, który jedyny co robi to niszczy wszystko i wszystkich wokół siebie dla własnych żądzy. Nie, ja niszczę i poświęcam rzeczy, jak również ludzi, którzy stoją na drodze do osiągnięcia mojego marzenia. Wszystko to w jednym i konkretnym celu, osiągnięcie mojego marzenia. Poświęciłem miliony istot ludzkich aby to osiągnąć, jedna konkretnego osoba wyryła się w moim umyśle szczególnie.

Dracord natychmiast sięgnął pamięcią do momentu śmierci swojego osobistego, rycerza, dowódcy Eskadry Club i co najważniejsze przyjaciela, prawdziwego przyjaciela. Ray Beurling, lub po prostu Rai, jak prawdopodobnie brzmiało jego prawdziwe imię.

-Wciąż go wspominasz?- Zapytała Diana, choć bez tak wielkiego zainteresowania jak wcześniej, odpowiedź księcia wyraźnie ją usatysfakcjonowała i ugasiła jej ciekawość.

-Tak, -Choć odpowiedział pewnie, to jego oczy straciły na surowości i zamiast tego zaczęły powoli stawać się nieco szkliste i mokre. Było jasnę, żę temat ten jest dla niego niezwykle bolesny. -Pośrednio doprowadziłem do śmierci mojego przyjaciela. -Po tych słowach jednak zachichotał, jednak był to smutny śmiech. -To w pewnym sensie zabawne, śmierć członków rodziny lub brata bliźniaka nie wywołała u mnie płaczu, nawet śmierć mojej matki nigdy nie doprowadzał mnie do łez, ale śmierć Raia już tak. Najwyraźniej prawdziwy przyjaciel jest wart więcej niż tysiąc krewnych. To prawdopodobnie była najważniejsza lekcja w całym moim życiu, której nie zapomnę aż do końca moich dni.

Dracord wpatrywał się w Diane jeszcze przez jakiś czas, po czym skierował swój wzrok na wizje ze świata C. Miecz Akaszy był już aktywny, dosłownie o krok od zabicia zbiorowej nieświadomości ludzkości i tym samym uczyniania z całego gatunku homo sapiens jednej masy, pozbawionej jakichkolwiek cech indywidualnych. Dwie osoby stały tyłem do tak zwanego miecza, mężczyzna i kobieta, Charles zi Britannia i zmarła cesarzowa Marianna vi Britannia. Dla księcia obecność zmarłej cesarzowej nie była żadnym zaskoczeniem, doskoanele wiedział, żę dusza cesarzowej wciąż znajdowała się wśród żywych. Mniej więcej rok temu, Srebrzysty Smok to odkrył, miało to miejsce w trakcie pacyfikowania Czarnej Rebelii, gdy spotkał szóstego Rycerza Okrągłego Stołu, Anne Alstreim.

Jednakżę, przed parom cesarkich małżonków stały trzy inne osoby. Młodzieniec skąpany we fiolecie, drugi młody człowiek, tym razem jednak niemal całkowicie skąpany w bieli, oraz kobieta o jasno-zielonych włosach. Najważniejszy, był jednak mężczyzna w fioletowym garniturzę, wściekły, ale również pełen łez, które lały się z jego oczu niczym wodospad, po czym spadały na jego ekstrawagancki ubiór. Jednak to było nieistotnę, bowiem znaczenia miały słowa młodzieńcia.

-To czego chcę to przyszłość!- Ryknął z pasją, jednak ciężko stwierdzić czy była to bardziej wściekłość, czy może była to rozpacz, być może, było to jedno i drugie zarazem, tylko żę pomieszane i zmiksowane, niczym owocowy koktail.

-Twoje życzenie zostało wysłuchane, bracie. -Oznajmił Dracord, a uśmiech ponownie zagościł na jego twarzy, po czym położył ręke na kowadlę raz jeszce, z siłą i mocą, która zdawała się odzwierciedlać jego osobistą potęgę. Po czym miecz Akaszy zaczął się rozpadać, równie prosto co domek z kart -Teraz, dzięki energii która powstaje w wyniku upadku miecza przywróce kuźni cząstkę jej dawnej chwały, wykuję mój własny kod Geass, a następnie przekuję niektóre fragmenty Terry, wedle własnych upodobań.

XXX

-Mam co do tego złe przeczucia.- Szepnął wyraźnie zaniepokojony Michał Augustus, adiutant arcyksięcia Augusta Henrego Highlanda, swe obawy, skierował bezpośrednio do swojego zwierzchnika, z którym przebywał w gmachu Izby Lordów.

Arcyksiążę Euro Brytanii, August Henry Highland, przebywał wraz ze swoim adiutantem i wieloletnim przyjacielem na posiedzeniu parlamentu, które zostało pospiesznie zwołane, jednak nie przez arcyksięcia, ale zamiast tego bezpośrednio przez księcia Dracorda di Britannia. Srebrzysty Smok, zarządził posiedzenie nagle i niespodziewanie, dwa tygodnie od bitwy w Osadzie Tokijskiej, która w wyniku bitwy została w znacznym stopniu zniszczona, a spora część jej populacji została poddana eksterminacji, wszystko to za sprawą głowicy Freja. Użycie wspomnianej broni, wywołało niemałe poruszenie na całym świecie, spora część deputowanych dyskutowała o tym z wielką namiętnością i nic dziwnego, bowiem oto powstała broń zmieniająca całkowicie balans sił, być może, na stałe i w sposób nieodwracalny, być może, jedynie na kilka lat, ciężko orzec.

August zasiadał na swoim złotym tronie w dosyć nowocześnie wyglądającej i zasadniczo ciemnej sali posiedzeń, nie chodzi o to, żę cała sala była spowita niemal nieprzeniknioną i depresyjną szarością, a bardziej o ogólne zaciemnienie i przewagę barwy niebieskiej. Po prawicy arcyksięcia, stał Michał Augustus, adiutant jak zawsze był niezwykle postawny i wyprostowany, pomimo tego, żę był już po piędziesiątce.

Adiutant arcyksięcia swoim czujnym wzrokiem przeczesywał całą sale, on i August, z wielkim trudem powstrzymywali się od westchnienia, wszystko z powodu obecnej sytuacji. Odkąd w Euro Brytanii doszło do nieudanego zamachu stanu -przeprowadzonego przez Shina Hyuga Shainga, zmarłego wielkiego mistrza Zakonu Świętego Michała- autonomia satelity imperium została bardzo poważnie ograniczona, czego najlepszym przykładem było nadanie najwyższej władzy w państwie osobie, która aktualnie miała pozycję ręki imperatora, w skutek czego książę Dracord di Britannia był aktualnie w zasadzie niemal absolutnym władcą tego państwa satelickiego. Takie wzmocnienie władzy czwartego księcia Brytani, było czymś co w momencie wejścia w życie wywołało niemałe poruszenie, cały dwór cesarski był w szoku, a inne cesarskie dzieci wzburzone do granic możliwości. Deputowani z Izby Lordów również byli tym faktem zaskoczeni, niektórzy być może nawet i niezwykle wzburzeni, jednak nikt nie ośmielił się wyrazić swojej dezaprobaty względem księcia Dracorda, głównie z powodu ze strachu przed brutalnymi represjami z jego strony. Bez wątpienia, kluczowa, do skutecznego i długotrwałego zastraszenia wszystkich najważniejszych szlachciców -nie tylko z Europejskiej satelity imperium- była zbrodnia którą książę popełnił przed laty, rzeź, jednego z potężniejszych rodów Teksańskich.

Głowy rodu Bluefire, posiadały tytuł hrabiego Austin, praktycznie odkąd Teksas został przyłączony do ziem imperium, jednak kilka lat temu, ostatni przedstawiciel rodu postanowił sięgnąć po więcej, zaraz po stłumieniu buntu, a jego ambicja okazała się przyczyną zniszczenia niegdyś potężnego rodu. Książę Dracord, osobiście rozkazał przeprowadzenie brutalnych egzekucji wszystkich buntujących się szlachciców, jednak śmierć okazywała się często łaskawym wyrokiem, bowiem tortury które prowadziły do śmierci były żywcem wyjęte ze średniowiecza, takie jak gotowanie ludzi żywcem, kawałek po kawałku, lub dosłowne obdzieranie ludzi ze skóry i wrzucanie ich do słonej wody, nikt nawet nie próbował tego ukryć. Ale najgorszy los spotkał ostatnich przedstawicieli rodu Bluefire, bowiem książę osobiście nakazał swojemu lokalnemu rycerzowi, sir Brutusowi Strong, rozerwanie głowy dziedzicowi rodu, brutalne śmiertelne w skutkach zgwałcenie dwóch córek hrabiego, oraz jego żony, wszystko to na oczach głowy upadłego rodu, po czym człowiek ten został powieszony na strunie fortepianowej. Książę Dracord, wszystko to obserwował ze stoickim spokojem, i ani razu nie wyglądał na niepewnego lub przestraszonego własnymi czynami, jednak nie był również z nich ani zadowolony, ani tym bardziej dumny.

Jednakżę, władanie przez Srebrzystego Smoka Euro Brytanią, abolutnie nie było największym problemem arcyksięcia i jego adiutanta, wręcz przeciwnie, August i Dracord byli sojusznikami, to książę zaproponował obecnego arcyksięcia na tę posadę w momencie, w którym niezwykle dochodowe kopalnie złota w księstwie Alaski wyczerpały się, co uratowało ród Highland od upadku. Od momentu objęcia przez Augusta posady arcyksięcia Euro Brytanii, głowa rodu Highland stała się najwierniejszym sojusznikiem księcia, dzięki czemu ród ten cieszył się przychylnością księcia, co z kolei jeszcze bardziej wzmacniało serdeczne stosunki pomiędzy tą dwójką. Nie, to nie książę był w tym momencie głównym zmartwieniem arcyksięcia, bowiem jego głównym zmartwieniem były następstwa pogłosek, o rzekomym zaginięciu -lub może nawet i śmierci- cesarza Charlesa zi Britannia. Wystarczyło zaledwie kilka niepotwierdzonych plotek, by zapoczątkować reakcję łańcuchową, starzy wrogowie albo rzucili się sobie do gardeł, albo zaczęli nawiązywać strategiczne sojusze. Spisków i nici powiązań było wiele, jednak wszystkie one prowadziły do trzech rywalizujących ze sobą szlachciców, diuka de Tartuffe, hrabiego von Dachau, oraz diuka Redfielda. Cała trójka wspomnianych arystokratów, dzierży w tym momencie największą władzę w całej Euro Brytanii, a wraz z podbojami w trakcie trwania ostatniej wojny z UE, ich ziemie i strefy wpływów uległy podwojeniu. Niemniej jednak, wszyscy oni są z jakiegoś powodu niezdolni do połączenia sił i utworzenia wspólnego frontu, przeciwko Arcyksięciu oraz Dracordowi, zupełnie tak, jakby ktoś stosował przeciwko nim zasadę divide et impera, skutecznie eskalując stare spory i prowokując powstanie nowych, arcyksiążę i jego adiutant nie mieli wątpliwości, co do tego kto jest za to odpowiedzialny.

-Też mam co do tego złe przeczucia, Michale. -Odpowiedział z pomrukiem arcyksiążę, gdy obserwował dyskutujących między sobą członków izby lordów, a raczej stado walczących między sobą szczurów, a przynajmniej tak postrzegał ich wszystkich. -Niedobrze mi się robi, gdy jestem zmuszony obserwować wszystkie te szczury, które już teraz, nawet w obliczu niepotwierdzonych plotek, rozpoczęły zażartą walkę o władzę i wpływy. Wszyscy oni myślą tylko o własnych korzyściach, nikt nie patrzy na rację stanu i interes wspólny, to co najmniej odrażające i godne pogardy.

Arcyksiążę nieczęsto wypowiadał podobnę słowa, dla osoby na jego stanowisku bezpieczniej było niektórych rzeczy nie mówić, jednak jako człowiek honoru nie mógł się powstrzymać od pogardy dla trójki najważniejszych arystokratów w państwie, nie licząc oczywiście jego samego.

August rozejrzał się raz jeszcze po gmachu, w którym miało obradować plenum Izby Lordów. Arcyksiążę szybko zwrócił uwagę na jeden subtelny fakt, mianowicie, na niezwykle liczną obecność piechurów w jasnoszarych pancerzach i kombinezonach tej samej maści pod nimi, oraz z naniesionym srebrzystym smokiem na napierśniki, był to nieomylny znak, żę posiedzenia pilują Smoczy Rycerze, czyli żołnierze podlegający pod księcia Dracorda. Nikt nie zwrócił na to większej uwagi, aż do teraz, jednak poza arcyksięciem wszyscy zignorowali ten fakt. Mózg Augusta natychmiast zaczął działać, szybko zdał sobie sprawę żę Dracord coś panuje. Jednak co? Trudno powiedzieć, niemniej tuż po chwili, August zwrócił uwagę na dziwne i niemożliwe do ukrycia połączenie, pomiędzy tym wydarzeniem, rozpoczęciem walki o wpływy w Euro Brytanii, a plotkami o śmierci cesarza Charlesa.

Nagle, oczy arcyksięcia rozszerzyły się z szoku, gdy tylko zrozumiał do czego to najprawdopodobniej zmierza, jednak na całej sali tylko on zdał sobię sprawę z tego, co najprawdopodobniej niedługo nastąpi. Książę chciał rozpocząć to zwołane przez samego siebie posiedzenie przez przemówienie, jednak celowo spóźnił się, wymuszając tym samym oczekiwanie, i dając najbardziej wpływowym osobom czas na knowanie i prowadzenie spisków, być może licząc na jakąś awanturę.

Michał spojrzał na zegarek, orientując się tym samym żę książę jest już spuźniony, bardzo spuśniony, po czym zmarszczył brwii ze zdziwienia.

-Jego wysokość powinien był tu być co najmniej kwadrans temu. -Stwierdziłsztywno i z zachowaniem wyprostowanej postawy, po czym spojrzał na arcyksięcia. -Czy powinniśmy zacząć bez jego wysokości?

August nie odpowiedział od razu, skutecznie tłumiąc wszelkie oznaki szoku, jednak wewnętrznie wcale nie był spokojny, jego wcześniejsze uczucie nie zostało w żadnym stopniu stłamszone. Był wewnętrznie rozdarty, bowiem z jednej strony, mógł pozostać wierny swemu dobrodziejowi i wieloletniemu sojusznikowi, i co za tym idzie, zgodzić się na wszystko co człowiek ten chciał uczynić, nawet jeśli sam August się z tym nie zgadzał, lub też, mógłby rozpocząć posiedzenie Izby Lordów bez Dracorda, jednak być może oddając tym samym chwilowo los Euro Brytanii w ręce skorumpowanej i zdeprawowanej części arystokracji, która niewątpliwie byłaby wstanie go przegłosować. Żadna z tych opcji nie była idealna. Arcyksiążę westchnął, po czym zdecydował się zrobić to, co według niego było mniejszym złem.

-Bożę, błogosław księcia Dracorda i jego umysł. -Wyszeptał cicho, zamykając na krótką chwilę oczy, po czym powieki rozsunęły się, ukazując pełne zdecydowania oczy arcyksięcia. -Nie rozpoczniemy posiedzenia bez przemówienia księcia. -Zwrócił swój wzrok na adiutanta. -Czekamy na jego wysokość. Wszystko to jest filmowane przez kamery, i najpewniej pokazywane na całym świecie. -Stwierdził z żelazną determinacją w głosie, jak również na twarzy. Oparł się wygodnie na krześle, kładąc przy okazji dotychczas złożone ręce na oparciach, po prawej i lewej. Jego wzrok padł na salę obrad w której atmosfera zaczynała stawać się coraz bardziej gęsta.

-To nie skończy się dobrze.- Wyszeptał Michał, tak ciho, żę arcyksiążę tego nie usłyszał. Pot zaczął spływać po jego twarzy a szczęka zacisnęła się mocno i szczelnie. -Zawsze gdy zaczyna się ostra dyskusja w tej sali, modlę się skrycie by deputowani nie przestawali hałasować i wyszydzać się wzajemnie, bo może być katastrofa.

Z jednej z pierwszych ław, powstał wielki i niesamowicie spasiony mężczyzna o długich włosach w blond barwie, o gładko ogolonej i tłustej twarzy, odziany w wymyślny i ekstrawagancki garnitur barwy purpurowej. Spojrzenie tego człowieka, było przepełnione wyższością względem innych i dużo mówiło o nim samym. Rzeczywiście, diuk de Tartuffe, był pyszny niczym paw, i równie rozrzutny co Madame Deficit, jednak był również niezwykle przebiegły i obłudny, co zapewniło mu jego obecną pozycję.

-Szanowni deputowani, -Odezwał się, swoim niezwykle spokojnym i urzekającym głosem, który doskonale maskował jego prawdziwą naturę. Po czym zwrócił się do Augusta i w jego kierunku. -Arcyksiążę, chciałem zwrócić uwagę na nieobecność jego wysokości, księcia Dracorda di Britannia, obrońcy imperium i ręki cesarza. Jest to niezwykle niefortunne, bowiem to właśnie jego wysokość, miał swoim przemówieniem rozpocząć jego obrady naszej zacnej i dostojnej izby. Proponuję zatem rozpoczęcie obrad, nie zważając tym samym na obecność Srebrzystego Smoka, który to najwyraźniej jest zajęty polowaniem na ofiary swoich zapędów, niekoniecznie na polu bitwy.

Ostatnie słowa zostały wypowiedziane z wyraźną nutą złośliwości i ironii, na co część sali odpowiedziała śmiechem, najwyraźniej czując do czego tak naprawdę zmierza ich lider. Jednakżę, druga część zgromadzonych deputowanych, odpowiedziała po przez wygwizdanie słów diuka, który w międzyczasie ponownie zasiadł na swoim miejscu.

Wtedy to, ze swojego miejsca powstał pewien mężczyzna po czterdziestce, o mocnych rysach twarzy, oraz krótkich i czarnych włosach, ubrany ekstrawagancko, jednak z wyraźną przewagą czerni w swoich szatach. Diuk Redfield, tak właśnie zwał się ten mężczyzna, był absolwentem najbardziej prestiżowej akademii wojskowej, zlokalizowanej na obrzeżach Pendragon, Fort Ricardo, tak właśnie zwała się ta akademia, ta sama do której uczęszczał swego czasu książę Dracord.

-To była skandaliczna wypowiedź, w dodatku pod adresem członka rodziny cesarskiej! -Wrzasnął z wściekłością, jednak dla większości z obecnych tu deputowanych było jasnę, żę są to jedynie pozory, prezentowane przed nimi na pokaz, bowiem diuk Redfield był znany z obłudy ponad wszelką miarę. Adekwatnym jest określenie go jako pragmatyczny oportunista, jak również jako zbrodniarza wojennego, bowiem człowiek ten słynął z notorycznego łamania wszelkich konwencji międzynarodowych. Żołnierze diuka, niejednokrotnie palili całe wioski lub miasta, a miejscowa ludność była mordowana i gwałcona, taki los spotkał Smoleńsk, gdzie podobno na pamiątkę tego wydarzenia diuk kazał zasiać brzozę, która stanowiła jego herb rodowy. Ponad to, diuk Redfield niejednokrotnie sprzedawał sprzęt wojskowy na czarny rynek, w skutek czego oddziały którymi dowodził często pozbawione były -w pewnym stopniu- niezbędnego wyposażenia.

-Nie dość żę diuk obraża księcia imperium, swoją niewyparzoną i arogancką gębą, to jeszcze śmie zakłócać ustalony porządek obrad! -Po czym zwrócił się do arcyksięcia. -Wnioskuję o wyłączenie tego człowieka z dalszej dyskusji i odebranie mu dalszej możliwości zasiadania w tej szlachetnej izbie!

Słowa Redfielda wywołały lawinę krzyków i gwizdów, zarówno z różnym wydźwiękiem. Jednak był to tylko początek, bowiem miejscami doszło między deputowanymi do szarpaniny, toteż strażnicy zmuszeni byli interweniować i uspokoić awanturników.

-Arcyksiążę! -Odezwał się tym razem dość szczupły i wysoki mężczyzna, o długich, prostych i rudych włosach, ubrany dość skromnie, jak na standardy szlacheckie. Był to hrabia von Dachau. Z całej trójki, wydawał się być pozornie najbardziej porządnym, jednak ci którzy znali go dobrze doskonale wiedzieli, żę podobnie jak diuk Redfield i diuk Tartuffe, nie stronił od stosowania obłudy i podstępu dla własnej korzyści. Jakby tego było mało, istniał jeszczę pewien fakt, który znała jedynie wąska grupa osób, bezpośrednio związana z hrabią, mianowicie, jego dosyć wyjątkowe, ale absolutnie nieakceptowane przez większość społeczeństwa pociąg seksualny w stosunku do nieletnich, niezależnie od płci.

-Arcyksiążę! -Powtórzył, jednak dużo głośniej niż wcześniej, i ze zdecydowanie większą mocą w tonie głosu, zwracając na siebie uwagę całej sali, i powodując żę wszelkie trwającę kłutnie zostały chwilowo zażegnane. -Wnoszę o przynajmniej pięć minut przerwy. Burzliwość, która miała miejsce przed chwilą winna zostać uspokojona przed przybyciem księcia, ktoś o jego pozycji nie powinien stawać przed izbą, w której deputowani nie kontrolują swoich emocji.

Hrabia niewątpliwie chciał coś jeszcze rzec, jednak taka możliwość została mu niezwykle szybko odebrana, gdy drzwi na salę zostały otwarte, a do środka wkroczyło najpierw dziesięciu uzbrojonych piechurów, jednak ich kombinezony pod pancerzami były ciemnofioletowe, następnie zaś, do sali wkroczył książę Dracord di Britannia. Arcyksiążę i jego adiutant wpatrywali się w księcia, szybko dostrzegli pewną zmianę, jaka zaszła w jego wyglądzie fizyczny. Srebrzysty Smok, nie był już tak blady jak jeszcze kilka tygodni temu, jego do tej pory kanciaste rysy twarzy uległy zdecydowanemu wygładzeniu, jego włosy nie były już ułożone proste, ale wydawały się być bardziej skręcone w loki, niemniej jednak, nadal spływały poniżej szyi, na jego plecy i klatkę piersiową. Oczy jego, choć nadal fioletowe, to jednak zmieniły się znacznie, bowiem choć z pozoru wydawały się ludzkie, to jednak po przyjrzeniu się im, łatwo można było spostrzec żę wcale nie są ludzkie, a zamiast tego gadzie. Ponad to, książę przestał nosić swoją wykonaną ze srebra zbroje, i zamiast tego przywdział jasnoszary i skórzany garnitur, z białą chustą pod szyją, ciemnofioletową peleryną na plecach i złotymi epoletami na ramionach. Była również jeszcze jedna i nie mniej istotna zmiana, książę, nie roztaczał już wokół siebie nieludzkiej obecności i aury.

-Panowie! -Zabrzmiał jego głos, gdy tylko stanął na mównicy, w samym środku sali. Przed mównicą, położony został stół z carskim berłem, którego nikt nigdy nie zabrał, odkąd odwołany z roli doradcy wojskowego został lord Juliusz Kingsley. Od tamtego właśnie momentu, berło cesarskie znajdowało się w gmachu izby lordów, przypominając tym samym wszystkim deputowanym o ich poddańczej roli względem imperium.

-Szanowni deputowani, lordowie. -Książe mówił dalej, jego pojawienie się sprawiło, że dosłownie cała sala zamilkła i zmarła, nawet mucha nie ośmieliłby się lecieć o zakłócić ciszy. -Arcyksiążę, czy mogę rozpocząć mowę, i tym samym obrady izby?

-To nie do mnie należy udzielanie jakiegokolwiek pozwolenia członkowi rodziny cesarskiej i księciu Brytanii. -Odpowiedział arcyksiążę, nie kryjąc jednocześnie własnego zaskoczenia. Udzielił tym samym pozwolenie na mowę księcia.

Dracord skinął głową, po czym rzucił na całą salę specyficzne spojrzenie. Było to specyficzne, ponieważ wyraz jego fioletowych oczu stanowił pewną mieszankę, zarówno własnej wyższości jak i pogardy, w stosunku do większości zgromadzonych. Książę obserwował i rozglądał się przech chwile po sali, po czym skrzyżował ręce za plecami, i wciąż rozglądając się od czasu do czasu, zaczął mówić.

-Panowie, szanowni lordowie, szlachetni członkowie tej dostojnej izby. Jest dla mnie wielki zaszczytem, możliwość występowania przed tym szacownym gronem. Spoglądając na was, widzę, żę dzięki ostatnim podbojom Euro Brytania i jej klasa rządząca, dokonała znaczącego postępu w tym, w czym jest najlepsza. Powiem szczerze i od mojego smoczego serca, żę chciałbym widzieć znaczące postępy na tle ekonomicznym we wszystkich waszych domenach, jednak oczywiście, nie zawsze okoliczności są tak sprzyjające by postęp byłby taki jak byśmy sobie tego życzyli. -Mówiąc, dosłownie mierzył każdego deputowanego wzrokiem, pilnie przyglądał się każdej duszy, jaką jego czujny i smoczy wzrok napotkał.

Przemowa księcia wywołała kilka oklasków, jednak było to raptem kilka osób, zdecydowana większość deputowanych zachowała wstrzemięźliwość w tym zakresie, ograniczając się do obserwowania i okazjonalego skinięcia głową, pokazując swoje poparcie dla mowy księcia, jednak w sposób niezwykle ograniczony.

-Jednak,- tym razem jego głos był nieco cichszy, zupełnie tak, jakby chciał wszystkich ich uspokoić i rozładować jakiekolwiek napięcie. -Od powstania Euro Brytanii, byłem niezaprzeczalnie sponsorem tego państwa satelickiego, sfinansowałem wiele projektów publicznych i inwestycji, przeniosłem tutaj wiele setek fabryk, wyposażonych w nowoczesne linie produkcyjne. Tym samym, kładąc mocne fundamenty pod dobrobyt naszych obywateli i siłę naszej armii. Moje fabryki, wyprodukowały, produkują i będą produkować najwyższej jakości sprzęt, dla armii Euro Brytanii. Dałem ludziom domy, odbudowując je w zniszczonych miastach i budując nowe. Ludzie żyjący lub osiedlający się na terenie tego państwa otrzymywali nierzadko niskooprocentowane pożyczki, które po niszczycielskiej wojnie pomogły im stanąć na nogi. Zainicjowałem budowę nowych miast i nowych nici komunikacyjnych. Dbając o dobrobyt niższych i średnich warstw społecznych, położyłem podwalinę pod potęge tego kraju, zostawiając jednocześnie wam, na szczycie pełną swobodę działania, którą zaprawde wykorzystaliście do granic możliwości.

-Niemniej jednak, szanowni lordowie, muszę się wam z czegoś zwierzyć. -Jego głos ze słowa na słowo zaczynał przybierać na sile i zdecydowaniu, aż w końcu stał się niemal przerażający, a na pewno wzbudzający szacunek. -Dając wam swobodę, szczerze liczyłem na to, żę wasze osobistę interesy i ambicje, będą dla was drugorzędne, podczas gdy interesy obywateli tego państwa będą dla was nadrzędne, oraz żę będziecie starać się ze wszystkich sił poprawić życie poddanych naszego cesarza, rozwijając tym samym nasze społeczeństwo, poprzez czynienie je silniejszym.

Po sali rozeszły się pomruki, czasem niespokojne, czasem jednak ociekające wręcz przerażeniem. Trójca najpotężniejszych ludzi w Euro Brytanii, rzuciła sobie niespokojne spojrzenia, szczególnie zaniepokojony był diuk de Tartuffe, który bardzo szybko zaczął się pocić.

August patrzył na księcia ze stoickim spokojem, już zrozumiał plan księcia, wiedział do czego dąży Srebrzysty Smok. Po krótkiej chwili obserwowania swojego dobrodzieja, zamknął oczy i westchnął. -Więc cesarz naprawdę nie żyje. -Wyszeptał, jednak nikt nic nie usłyszał, ani jego westchnienia, ani tym bardziej jego szeptu.

-To jednak okazało się być tylko moim pobożnym życzeniem, wyrażonym swojego czasu w trosce o nasze społeczeństwo, oraz przyszłe pokolenia. -Ciągnął dalej, rzucając każdemu chłodne, autorytatywnę i niebezpiene spojrzenie, tak jakby chciał rozerwać każdego na kogo spojrzał. -Gdy przyszedłem tutaj, szybko spostrzegłem jak wykorzystaliście daną wam swobodę. Frakcyjne walki o władzę i wpływy, nepotyzm, oportunizm, korupcja, i wreszcie rozczarowująco fatalne zarządzanie własnymi domenami, nierzadko doprowadzając do głodu i śmierci tysięcy obywateli.

Jakiś deputowany z pierwszego rzędu ziewnął, najpewniej z powodu zmęczenia i znudzenie, niefortunnie się złożyło, żę zrobił zaraz po tym jak książę skończył mówić. Dracord nie tracił czasu, zdjął jedną ze skórzanych rękawiczek, i z siłą cisnął nią w deputowanego, zaskakując tym samym wszystkich zebranych.

-Zdrada! -Ryknął wściekle, jednak jego głos dość szybko wrócił do zimnego spokoju i opanowania. -Nie można całej tej sytuacji określić inaczej, bowiem dosłownie rozrywacie to państwo na strzępy, kosztem zwykłych ludzi i ich dobra. Nie jestem w parlamencie, ale w zwykłym i pospolitym kasynie, w którym dziesiątki graczy walczą o pieniądze.

-Skandal! -Krzyknął jeden z deputowanych, po czym powstał, był to diuk Redfield, który wyraźnie stracił nad sobą kontrolę. -Te głupie oskarżenia są bezpodstawne i niezgodne księcia imperium. Jesteś szalony.

Dracord tylko czekał na takie słowa, ale powstrzymał się od złośliwego i wyniosłego uśmiechu. -A ty jesteś ścierwem, Redfield! -Powiedział nieco głośniej niż dotychczas , jednak nie był to krzyk. -A to nie jest parlament, ani tym bardziej szanowna izba, co najwyżej najlepszy dowód na to, żę system feudalny już dawno stał się przestarzały i pełen wypaczeń.

Po tych słowach, położył ręce na swoich bokach, i z butą oraz dumą zaczął oświadczenie. -Niniejszym rozwiązuje tą izbę, jak również ogłaszam oderwanie Euro Brytanii od imperium. Sir Hans!

Nagle -dosłownie jak na zawołanie- do sali wszedł wysoki mężczyzna, ubrany w jasny szary i dwu tunikowy mundur, jak równie zarzuconą na prawe ramię pół pelerynę, w barwy cesarskiej purpury i zawieszonej na srebrnym łańcuchu. Jego włosy, proste i w barwie ciemnego blondu, dosłownie spływały po jego plecach. Jego niebieskie oczy, były równie surowe i pozbawione emocji jak twarz i usta. Człowiek ten, wszedł na salę plenarną w towarzystwie dwudziestu uzbrojonych piechurów. Takie działanie, wywołało natychmiast niepokój wśród deputowanych, którzy albo zaczęli panikować, albo rzucać obelgi w kierunku Dracorda.

-Wasza wysokość. -Powiedział sir Hans, gdy tylko stanął twarzą w twarz ze swoim suzerenem. Wyraźnie oczekiwał rozkazów od księcia.

Dracord rzucił mu tylko przelotne spojrzenie, po czym odwrócił się, tylko po to by patrzeć bezpośrednio na arcyksięcia. -Wyprowadzić ich wszystkich! -Rozkazał autorytatywnym i groźnym zarazem głosem. Nikt z jego ludzi nie ośmielił sprzeciwiać się jego rozkazom.

-Tak, wasza wysokość.- Odpowiedział sir hans, i po oddaniu pełnego szacunku pokłonu, rozkazał ludziom pod swoim dowództwem przystąpić do działania. -Poczynać!

Piechurzy, którzy przybyli wraz z nim, jak również ci którzy zabezpieczali salę plenarną, natychmiast zaczęli podchodzić do zgromadzonych, nakazując im natychmiast opuścić salę, i siłą wyprowadzając co bardziej opornych ludzi. Jednego z deputowanych, który był szczególnie chamski w stosunku do żołnierza, trzeba było potraktować kolbą karabinową, by móc go względnie spokojnie wyprowadzić. Jednakżę, poza jednym przypadkiem w zasadzie nikt nie sprawiał większych trudności, nawet arcyksiążę i jego adiutant dali się spokojnie wyprowadzić. Mimo to, co i róż z ust wyprowadzanych padały liczne obelgi i groźby, w większości całkowicie bez pokrycia, o czym najlepiej świadczył fakt żę niczego nie zmieniły, i już po chwili, pierwsza połowa deputowanych została wyprowadzona, zaś druga, była na prostej drodzę do opuszczenia sali plenarnej.

Dracord wpatrywał się w tą wszystko milcząco, jedynie okazjonalnie zmieniał miejsce w które spoglądały jego gadzie oczy. Patrzył na wszystko z poczuciem wewnętrznej satysfakcji, bowiem czekał na ten moment przez wiele lat, moment, w którym wreszcie będzie mógł sięgnąć po władzę, stworzyć swoją własną spuściznę, tym samym spełniając swoje marzenie, wyrosłe w nim od śmierci jego starszego brata bliźniaka. Teraz cel, który książę wyznaczył sobie wiele lat temu, nareszcie dochodził do skutku. Jednak w tym momencie, książe przypomniał sobie o jednym detalu.

Srebrzysty Smok, z niekrytym i potężnym obrzydzeniem spojrzał na cesarskie berło. Wiedział, żę wszystko co do tej pory robił, było puszczane i pokazywane na całym świecie.

-Czas zrobić drobną scenę dla publiczności. -Wyszeptał cicho i z figlarnym błyskiem w oczach. Po czym podbiegł do stołu, na którym cesarskie berło zostało położone. I nie tracąc ani sekundy ujął ję w prawą ręke. -Precz z tym symbolem starego i wypaczonego świata! -Cisnął tak berłem o ziemię, jak i obelgą na cały głos. Scena, choć dla wielu szokująca, zwieńczona została tylko głośnym trzaskiem berła o podłogę sali plenarnej.

Nie minęło nawet pięć minut, a cała sala była opustoszała. Wszyscy deputowani, w sumie sto osób, zostało wyprowadzonych do innych pokoi, w zależności od tego czy książe wydał na nich wyrok śmieci czy nie.

Na niemal pustej sali plenarnej, pozostało tylko sześciu piechurów, sir Hans von Rudersdorf, oraz książę Dracord di Britannia.

Srebrzysty Smok nie tracił ani sekundy, tak jak miał to w swoim zwyczaju. Raz jeszczę stanął na samym środku mównicy, kierując swój wzrok bezpośrednio do pobliskiej kamery. Sir Hans, stanął pośpiesznie z tyłu, za księciem, nie zdradzając jednocześnie ani grama uczuć.

-Obywatele Euro Brytani, oraz wszyscy inni, których zaszczytem jest oglądanie transmisji z posiedzenia Izby Lordów, właśnie byliście świadkami końca epoki, oto bowiem ja, książę Dracord di Britannia, zadeklarowałem rozwiązanie skorumpowanego i słabego parlamentu, którego członkowie pomimo iż miał za zadanie zapewnić obywatelom powszechny dobrobyt, to starali się zrównać niższe klasy społeczne w nędzy i nieszczęściu, torpedując tym samym moje działania. -Dracord przemawiał niezwykle energicznie, jego wyraz twarzy był iście autorytatywny -i nieznoszący najmniejszego nawet sprzeciwu- głos jego, niezwykle zdecydowany i pełen nadludzkiej siły, książę niewątpliwie był żywym obrazem samego Marsa lub Jowisza, był jak tytan Atlas, który dla odmiany trzyma na swych barkach odpowiedzialność za losy całego kraju i jego obywateli. -Obywatele! Zwracam się do was w tych mrocznych czasach, wojennych zawieruch i śmieci, która istniała od początku historii naszego gatunku, jednak teraz, przybrała rozmiar niespotykany, i stała się równie masowa oraz powszechna, jak oddychanie czy branie łyku wody. Zapewne zastanawiacie się kogo winić. Kto jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy, w którym osoby ze szczytu drabiny społecznej, pławią się w swojej władzy, oraz złudzeniach, na temat własnej nietykalności i nieomylności, niszcząc przy okazji wszystkich pod sobą, hamując tym samym rozwój społeczeństwa. Kto jest winny?

Książe pozwolił sobie na kilka sekund ciszy, tylko po to by pytanie to zawisło w powietrzu, niczym miecz nad Damokles, który tym razem, wprawił w głęboki niepokój zarówno obywateli Euro Brytanii, jak i całego świata.

-Odpowiedź jest prosta, obywatele. -Kontynuował, a jego głos przybrał na sile. -Obrzydliwe indywidua, pokroju mojego ojca.

Raz jeszczę pozwolił, by jego słowa oraz idący za nimi przekaz zawisnął ciężko i mocno w powietrzu, na całym świecie, ludzie wstrzymali oddech. Jedno jest pewne, książę doskonale wiedział, jak zaszokować absolutnie wszystkich, niezależnie gdzie oni by się nie znajdowali, i w jakim kraju by nie żyli.

-Tak obywatele. Indywidua, takie jak mój ojciec, Charles zi Britannia. Ludzie, którzy porzucili swój obowiązek wobec tych, za których są odpowiedzialni, uginając się jednocześnie pod ciężarem coraz cięższej i trudniejszej rzeczywistości. Przez takich właśnie ludzi, cała ludzkość miast rozwijać się, systematycznie słabła, a jej rozwój był tłamszony, doprowadzając jednocześnie nasz gatunek na skraj upadku. -Po tych słowach, książę rozłożył ręce i uniósł je wysoko do góry. -Obywatele! Jako książę największego imperium na świecie, jako osoba odpowiedzialna za los tych, którzy podążają za mną zawsze i wszędzie, ale przede wszystkim jako człowiek, nie mogę pozwolić na dalsze postępowanie, tego powolnego i obrzydliwego rozkładu. Jednak spaczenie, które sięga na całym świecie najwyższych szczebli władzy i najważniejszych ludzi, musi zostać powstrzymane i zniszczone, bowiem mając zdeprawowane elity jako władców, nikt nigdy nie doczeka się niczego naprawdę dobrego. W związku z powyższym, deklaruję, świadom całej odpowiedzialność, jaka niedługo spadnie na moje barki, żę Euro Brytania nie będzie nigdy więcej państwem satelickim zdeprawowanego i pełnego patologii imperium. Obywatele, niniejszym deklaruję przekształcenie państwa satelickiego, jakim dotychczas niewątpliwie była Euro Brytania, w pierwsze w naszej krótkiej historii, cesarstwo Europejskie, nowoczesnego państwa, w pełni pozbawionego feudalnych naleciałości, oraz złożonego z dawnych terenów Federacji Rosyjskiej, Białorusi, Ukrainy, Finlandii, krajów bałtyckich i kaukaskich, a ja, Dracord di Britannia, będę cesarzem nowego imperium, jak również gwarantem praw wszystkich obywateli nowego państwa.

-Jednakżę. -Dracord w tym momencie opuścił ręce. -Nie pozwolę, by przeszłość wpływała na mój osąd i utrudniała mi podejmowanie słusznych decyzji, które nierzadko będą niezwykle trudne i bolesne, dlatego też oświadczam, że nigdy więcej nie będę znany jako Dracord di Britannia, bowiem odrzucam swoją przeszłość, która nie ma już znaczenia. Obywatele, od dnia dzisiejszego, aż do końca świata i dłużej, będę znany jako Dracan von Europe, pierwszy cesarz, Cesarstwa Europy.

Książę raz jeszcze wstrzymał się, odczekał kilka chwil, po czym kontynuował przemówienie, uprzednio ponownie rozkładając ręce.

-Obywatele, użyczcie mi swojej siły, bym był wstanie poprowadzić was do nowej, wspaniałej i dostatniej przyszłości! -Brzmiało to niemal jak rozkaz, ale biorąc pod uwagę wcześniejsze słowa i potężne napięcie, to ponad dziewięćdziesiąt procent obywateli nowego imperium nie odważyłaby się wyrazić najmniejszego nawet sprzeciwu.

-Obywatele, dziś kończy się przeszłość, a zaczyna przyszłość. Niniejszym deklaruje powstanie Cesarstwa Europy! Nowe tworu, wolnego od wypaczeń wszelkich poprzednich systemów. Jednakże, niektórzy nie chcą, byśmy ewoluowali, lub też rośli w siłę, są to odrażające skamieniałości starego porządku rzeczy, które nie mogą się pogodzić z nadejściem nowych czasów. Tacy ludzie, niewątpliwie odmówią nam prawa do istnienia, jednak nie ma to znaczenia, bowiem i tak zwyciężymy. -Po tych słowach, cesarz spuścił na dół lewą rękę, a prawą uniósł wysoko do góry, po czym zacisnął ją w pięść. -Sieg, Europe! -Ryknął z wielką determinacją i pasją. Sir Hans oraz obecni na sali piechurzy, również unieśli swoje prawe ręce i zacisnęli dłonie w pięści.

-Sieg Europe!

-Sieg Europe!

-Sieg Europe!

Nagle, Dracan zażądał ciszy, poprzez uniesienie rąk, na co niezwłocznie zareagowali obecni tu żołnierze, oraz sir Hans, a wraz z nimi wiele milionów istnień.

-Obywatele! Nie wykluczone, że może czekać nas długa i krwawa walka, być może największa w historii całej ludzkości, jednak to nie ma znaczenia, bowiem zwyciężymy! Jednakże, jeśli mamy zostać zniszczeni to pociągniemy ten świat za sobą, prosto w mordercze płomienie!

-Sieg Europe!

-Sieg Europe!

-Sieg Europe!

Wraz z nimi, salutowała niemal cała populacja nowopowstałego imperium, siła i determinacja ich przywódcy, sprawiła że tylko nieliczni byli w stanie powstrzymać się od salutu lub entuzjazmu, zwłaszcza w obliczu ostatnich słów cesarza.

I tak oto właśnie, rozpoczął się nowy rozdział w historii ludzkości, napisany przez Srebrzystego Cesarza.