To był pracowity dzień w najlepszej Agencji Detektywistycznej w całej Japonii. Od rana firma była zasypywana kolejnymi sprawami i prośbami o pomoc, tak, że wszyscy cały dzień byli w ruchu. W tej chwili kończyło się spotkanie zorganizowane przez Kunikidę, aby ostatecznie zamknąć i uporządkować wszystkie formalności. Takie spotkania stały się przez ostatni rok rutyną, której początku nikt nie pamiętał. Ostatnim z elementów odprawy było odczytanie przychodzących listów. Czasami zawierały one nowe problemy do rozwiązania (Zaginiony szop pracz!) lub długo wyczekiwane przesyłki (Czekałem na ten notatnik tydzień!). Niekiedy na adres Agencji przychodziły prywatne listy członków, którzy uważali za rozsądniejsze nie podawanie prywatnego adresu.
Kilka tygodni temu wszyscy zgodnie uznali, że takie listy mogą być odczytywane głośno przy wszystkich. Prawdopodobnie zaczęło się to od sprytnie zakodowanej wiadomości od porwanego Dazaia do Naomi. Ta niestety nie zorientowała się o tym, a mężczyzna spędził jeszcze dwa dni w serbskim więzieniu, zanim Ranpo znalazł w koszu pognieciony kawałek papieru.
Od tamtego czasu ogółem zgodzili się na wspólne odczytywanie listów. Najczęściej były to błahe sprawy, takie jak list od niezadowolonego wydawnictwa (To nieprawda, moje opowieści są jak najbardziej interesujące!) albo miłego przyjaciela (Odmawiam przeczytania tego listu! Zawiera on wiele nieodpowiednich zwrotów, których w obecnej sytuacji nie powtórzę!). W każdym razie nie przeszkadzało to nikomu.
Dlatego teraz, jako zwieńczenie całej dzisiejszej pracy, Kunikida zaczął czytać listy. Znaleźli kilka interesujących spraw oraz jedną wyjątkową zagadkę, na którą nawet dotychczas cichy Ranpo zwrócił uwagę i tylko jeden osobisty list. Już sam tytuł zwrócił uwagę grupy, szczególnie Dazaia, który po jego usłyszeniu usiadł, wyraźnie zaciekawiony.
Do najgorszego dupka, jakiego kiedykolwiek spotkałem
Kiedy starszy detektyw otworzył kopertę, ich oczom ukazała się kartka dwustronnie zapisana pajęczym pismem.
- Och. To powinno być zabawne – wyszeptał Ranpo, jako jeden z dwóch członków widzący zapis.
Były nauczyciel chrząknął i zaczął czytać:
To boli.
To tak cholernie boli.
- Chyba jakiś wróg – szepnął zaniepokojony i gotowy do działania Atsushi do siedzącej obok Yosano.
- Bardziej prawdopodobny jest zraniony kochanek – westchnęła kobieta, a jej spojrzenie od razu przesunęło się na leżącego na kanapie Dazaia. Miał on największą reputację łamacza serc z całej Agencji. Doktor podejrzewał, że to może być jakaś nieszczęśliwa osoba, jakimś cudem zwabiona obietnicą podwójnego samobójstwa.
Czasami budzę się o trzeciej lub czwartej rano w szoku, uświadamiając sobie, że Ciebie już nie ma. Nie mogę sobie z tym poradzić. Wyciągam wtedy alkohol i piję do utraty przytomności: aż świat zacznie się rozmazywać, a ja nie będę widział różnicy między rzeczywistością a halucynacjami.
- Ta osoba musiała być naprawdę zraniona – pomyślał Fukuzawa, który specjalnie na tę okazję wyszedł ze swojego biura. – Pewnie jest to niedawne zerwanie. Po dłuższym czasie osoba nie mogłaby poczuć aż tak silnych emocji. – tak uważał dyrektor.
Gin mówi, że wyglądam wtedy żałośnie.
To imię zszokowało wszystkich, a Osamu aż wstał ze zdziwienia. Wszyscy w Agencji przynajmniej raz spotkali Gin Akutagawę – jednego z najniebezpieczniejszych dowódców Portowej Mafii. Użycie jej imienia w liście wskazywało na bliską znajomość z nadawcą.
- Z kim tym razem spałeś? – ze złością zapytał Kunikidawa. – Z kimś z Portowej Mafii? Straciłeś rozum?! – wykrzyczał ostatnią część do Dazaia.
- Ja nic nie zrobiłem – wyjątkowo poważnie powiedział mężczyzna, zagłuszając chichot Ranpo.
- Poczytajmy dalej. Może uzyskamy jakieś wskazówki – zaproponował Kenji, a inni, coraz bardziej zaciekawieni, szybko się zgodzili.
Ona ma rację – to, kim się stałem jest żałosne.
Minął rok, a ja nadal nie mogę iść naprzód.
- Och – westchnęła Naomi, przykładając dłoń do ust. – To jest naprawdę smutne. Ta kobieta wyraźnie kocha Dazai-kuna. Zerwanie musiało być naprawdę przygnębiające dla niej – myślała, współczując nieznanej damie.
- Dlaczego każdy uważa, że to ja zrobiłem? – wymamrotał podejrzany ex-mafioso, ponownie leżący na meblu. Nikt nie zwrócił na niego uwagi.
Próbuję, ale każdy kolejny dzień to nowy ciężar na moich ramionach: nowi ludzie do spotkania; nowe zadania, którym nie mogę podołać; nowe emocje, których w pełni nie rozumiem…
- Ta osoba brzmi tak nieszczęśliwie – pomyślał starszy z rodzeństwa Tanizaki. Nie wyobrażał sobie, jak można tak bardzo kogoś kochać. Było mu także bardzo przykro z powodu emocji tej osoby i trudności w jej życiu.
Fukuzawa zastanawiała się, ile lat ma ta osoba. Musiała być młoda, jeśli jeszcze nie rozumiała przeżywanych emocji. Nie pierwszy raz odczuwał żal z powodu dzieci z Portowej Mafii, którym nie mógł pomóc. Za każdym razem, kiedy spotykał nową osobę na złej ścieżce, zastanawiał się, czy mógłby ich uratować. Jeśli ktoś kiedyś podałby im pomocną dłoń, czy byliby w tak ciemnym miejscu?
Moje niepowodzenia zalewają mnie jak rzeka, która nie chce wyschnąć. Jestem jak jeden z tych żałosnych, więdnących kwiatów, których tyle deptałem – delikatny i spadający z powodu najmniejszego podmuchu wiatru.
Kiedyś byłem drzewem, ale zredukowałeś mnie do słonecznika, rozpaczliwie pochylającego się w stronę bezlitosnego Słońca – powoli wypalający się jego żarem.
- Nadawca jest bardzo poetycki. Musi być naprawdę wrażliwą osobą… - wyraził swoją opinię Atsushi. – Przez to musi być jeszcze bardziej zraniony tym, co się stało. Czy ktoś rzeczywiście mógł skrzywdzić go tak bardzo?
Byłeś moim Słońcem. Od dnia, kiedy się spotkaliśmy, goniłem za Tobą, nieubłaganie się spalając. W pośpiechu zapomniałem, że zwykła gwiazda nie może dorównać słońcu.
- Ta osoba ma o sobie bardzo niską opinię. Jestem pewien, że jest wspaniałym człowiekiem – oświadczył zdenerwowany Kunikida.
- On jest – mruknął zamyślony Ranpo, bawiąc się papierkiem od cukierka.
- On? – zapytała zaintrygowana Yosano.
- Tak. To nie jest oczywiste? – zapytał niedowierzający detektyw. Nie mógł uwierzyć w to, że inni jeszcze nie odgadli tożsamości kochanka. To było naprawdę łatwe, na pewno łatwiejsze od innych rozwiązywanych przez nich spraw.
Niezauważony przez nikogo Dazai Osamu nerwowo wiercił się na swoim miejscu. To nie mogła być ta osoba, o której myślał, prawda?
Pomimo ustawienia nas na tym samym poziomie, byłeś wyżej ode mnie. I udowadniałeś mi to każdym słowem lub działaniem.
- Ta osoba, która go zostawiła, brzmi okrutnie – zawołał nagle Człowiek – Tygrys.
- Zgadzam się – zawtórowała mu Kyouka. – Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś mógłby zranić tak miłą osobę.
Nagle w jej umyśle pojawił się obraz Chuuya-sana. Kiedy była w mafii, był on jedyną osobą chroniącą ją. Kiedyś usłyszała, jak prosił Mori-sana, żeby odpuścił jej kilka misji. Zamiast niej to on pojechał na misję. Pamiętała, jak później tydzień leżał w Sali szpitalnej z powodu przepracowania, a gdy chciała mu podziękować, tylko się uśmiechnął i potargał jej włosy. Potem jeszcze kilka razy się spotkali: czasami pomagał jej w treningu albo po prostu rozmawiali. Chuuya-san nauczył ją, jak chociaż na jakiś czas powstrzymać swoją zdolność. Naprawdę wiele mu zawdzięczała.
Nie pierwszy raz zastanawiała się, dlaczego nie uciekł. Jeśli tak nienawidził swojej pracy, czemu tam został? Ale nigdy nie zapytała go o to, więc postanowiła nie rozmyślać nad tym teraz. Może spyta potem Dazai-sana. Słyszała, że go kiedyś znał.
To ty wymyślałeś plany i wyciągałeś nas z opresji. Ja byłem tylko narzędziem.
Dazai ponownie się skrzywił. To brzmiało coraz bardziej znajomo. Ale Chuuya miał o sobie dużo większą opinię i na pewno nie wpatrywał się w niego. Może to jakaś inna para z Mafii? Ale nikt z Agencji nie miał z nią powiązań, prawda?
Byłeś skrzypkiem, podziwianym i utalentowanym wirtuozem, prawdziwym królem świata, a ja byłem tylko twoim instrumentem – narzędziem w Twoich rękach, dodatkowo łatwo wymiennym. To było tak cholernie żałośnie oczywiste, że nie chciałem tego widzieć. Przekonywałem się, że jestem dla Ciebie ważny, że jestem Twoim partnerem, że nie możesz mnie wymienić albo zastąpić. Że coś dla Ciebie znaczę.
W tym miejscu na papierze widać było zaschnięte łzy i kroplę wina. Kunikidzie jeszcze bardziej zrobiło się przykro z powodu tej osoby. Naprawdę miał nadzieję, że jego partner nie był tak okrutny.
Ale tamtej nocy zrozumiałem, że wierzyłem w kłamstwa.
Teraz Ranpo-san po raz pierwszy poczuł się zainteresowany. Oczywiście wiedział, że list skierowany do Dazai Osamu napisał jego były partner – Nakahara Chuuya, ale nie wiedział, o jakiej nocy pisał. Najbardziej prawdopodobna była noc odejścia starszego. Nikt dokładnie nie wiedział, co się wtedy wydarzyło. Nawet on – najwspanialszy detektyw na świecie nie mógł tego wydedukować z tak małej ilości informacji. Przeczuwał, że pismo rozwiąże tą zagadkę.
Zobaczyłem prawdę: że cokolwiek zrobię, nie będzie wystarczająco dobre oraz że nic co powiem, nie będzie miało dla Ciebie większej wartości.
- Co się wtedy stało? – zapytał Kenji, prawie płacząc. List był tak przesycony smutkiem i rozpaczą, że nie wyobrażał sobie, jak musiała się czuć ta osoba. On sam zapewne umarłby z żalu i bólu serca. – Jeśli kiedykolwiek spotkam osobę, która to zrobiła, nie ręczę za siebie! – wykrzyczał, szlochając. Towarzyszyły mu zadowolone pomruki zgody.
Że to wszystko, co mówili mi inni było prawdą: że jestem kolejną z Twoich wielu zabawek, następną lalką, którą wyrzucisz, gdy ci się znudzi. Następną złamaną obietnicą.
- Nie mogę już tego znieść! – Naomi aż wstała z krzesła. – Ten, ten… potwór! – krzyczała ze złości.
- Czy naprawdę musimy to przerywać? Może po prostu przeczytajmy do końca – zaproponowała smutnaKyouka, w pełni zgadzając się z dziewczyną. Ona też miała dość utrzymującej się atmosfery złamanego serca. Jednocześnie chciał mocno przytulić i pocieszyć piszącą to osobę. To było naprawdę niesprawiedliwe dla niej.
Bawiłeś się mną: wyprowadziłeś mnie z ciemności i pokazałeś świat tylko po to, aby chwilę później pogrzebać mnie jeszcze głębiej. Zamknąłeś wyjście i nie mogę się wydostać. Jestem uwięziony, przeżywając dzień po dniu ten sam koszmar.
- To brzmi źle – ze współczuciem szepnął Atsushi, ale nie przeszkadzał w czytaniu.
Jesteś okrutny – to jest prawda którą oboje znaliśmy. Ale ufałem Ci, że nigdy nie zwrócisz się przeciwko mnie.
Zaufałem Ci we wszystkim, pokazałem swoje słabości i wady. Wyspowiadałem przed Tobą swoje grzechy i zwierzyłem Ci moje tajemnice, marzenia i nadzieje. Pozwoliłem Ci zobaczyć mnie w moich najsłabszych chwilach i pozwoliłem Ci mnie kontrolować.
Świadomie Dazai wiedział, że to, że nadawcą był jego mafijny partner, jest nazbyt realna, ale nie chciał w to uwierzyć. Nie chciał uwierzyć w to, że Chuuya kochał go tak bardzo, bo nie chciał przyznać się, jakie byłyby tego konsekwencje. Że tak mu ufał, że poszedłby z nim. Nie zapytał go, ponieważ mu nie ufał. Mimo, że był on jego partnerem – jedyną osobą, której miał całkowicie zaufać. Poczuł ucisk w sercu na myśl, że tylko Chuuya wziął to na poważnie.
Jak na to nie spojrzysz, w momencie, w którym ufając Twojemu planowi uruchomiłem Korupcję, stałem się bezbronny. Tylko Ty mogłeś mnie zatrzymać i naprawić. Ale wiesz o tym lepiej ode mnie.
Po tym stwierdzeniu w pokoju zaczął panować gwar. Wszyscy wymieniali się opiniami, kto to mógł być. Teraz już wiedzieli, że to jest członek Mafii, a to nieco zawęziło krąg. Jedynie dyrektor i Ranpo siedzieli spokojnie.
Fukuzawa wiedział. Znał tylko jedną osobę, która była w Portowej Mafii i używała niebezpiecznego stanu zwanego Korupcją – Nakahara Chuuya, były partner Dazaia Osamu. Razem kiedyś tworzyli niepokonany duet zwany Double Black. Z tymi informacjami oczywiste było, że adresatem jest mężczyzna siedzący na kanapie. Starszy członek pokręcił głową: zastanawiał się, co on z tym zrobi.
Zaś Dazai nie mógł już się okłamywać. Prawda była napisana czarno na białym: Chuuya go kochał, a on go porzucił. Pamiętał, że jak rok temu opuszczał ich pokoje był przekonany, że jego towarzysz będzie wręcz wniebowzięty z braku konieczności użerania się z nim. Nigdy mu nawet nie przeszło przez myśl, że Chuuya czuje do niego coś poza nienawiścią. A teraz, z perspektywy czasu było to tak oczywiste: jego oddanie i posłuszeństwo, ukryte za ostrymi słowami. Obecnie nie był pewien, czy jeszcze tam są.
Całą reszta Agencji powoli wymieniała znanych sobie członków Mafii, ale ponieważ większość nawet nie spotkała ich osobiście, nie mogli odkryć, kogo miał na myśli list.
Wyłącznie Kunikida zastanowił się, dlaczego przesyłka została doręczona do ich budynku. Potem spojrzał na Dazaia. Nikt nie wiedział, skąd on jest. Czy mógłby…?
- Czytaj już i skończmy z tym – rozkazała zaciekawiona Yosano, a były nauczyciel wypełnił rozkaz surowej lekarki.
To boli, że rok po roku łatałeś moje ciało, żeby potem rozerwać mi serce.
Jestem nikim. Wiedziałem o tym, ale uznałeś za swoje zadanie przypominać mi o tym każdego dnia swoimi drwinami i ostrymi słowami. Odpowiadałem, ale z każdą kolejną literą czułem jakbyś dźgał mnie nożem w serce – wpychał z powrotem do wody, z której dopiero mnie wyciągnąłeś. Jednak zawsze przekonywałem siebie, że to były tylko żarty i zaczepki, ale tamtej nocy udowodniłeś mi, że się okłamywałem. Znudziłeś się mną, pomimo tego, że dla mnie nadal byłeś całym światem.
Pod koniec akapitu narratorowi załamał się głos, a Dazai z każdym zdaniem czuł się coraz gorzej i coraz mniej efektywnie próbował zatopić się w sofie. Nie uszło to uwadze Atsushiego, który od razu zapytał:
- Dazai-san, wiesz kto to napisał? – teraz uwaga wszystkich całej Agencji była zwrócona na nieszczęśliwego samobójcę.
- Nie, Atsushi-kun. Dlaczego tak uważasz? – zapytał szybko bez zwyczajowego śpiewu lub zgryźliwej uwagi.
- Dazai-san, powiedz nam, co wiesz! – krzyknął Kenji. Naprawdę utożsamiał się z pisarzem i płonął gniewem w stosunku do osoby, która go zraniła. Portowa Mafia czy nie, nikt nie zasługiwał na taki smutek!
- Podejrzewam jedną osobę, ale nie jestem pewien… - skłamał mężczyzna.
- Kto to? Czy oni naprawdę są z Mafii? – zaczął pytać podekscytowany Junichirou.
- A co najważniejsze: czy wiesz kto mu to zrobił? – zapytała chłodnym głosem Naomi. Naprawdę nie lubiła Portowej Mafii i uważała, że wszyscy powinni gnić w więzieniu, ale nie zasługiwali na złamane serce. Dziewczyna doświadczyła tego tylko raz, i nie życzyła tego nikomu. Poczucie smutku, zdrady i nadszarpniętego zaufania były wyczerpujące. A znała chłopaka tylko kilka tygodni. Nadawca znał go prawdopodobnie kilka lat, powierzył mu swoje sekrety i pracował z nim. To musiało być tysiąc razy gorsze.
- Nie wiem – strateg wzruszył ramionami. – Nie byłem w Mafii dawno i …
- Kiedy byłeś w Mafii? Czy to byłą jakaś misja? – przerwał zdenerwowany Kunikida. Jako partner Dazaia powinien wiedzieć o wszystkich zadaniach. Czy może…?
- Byłem kiedyś jednym z Egzekutorów Portowej Mafii. Mogę dodać najlepszym i najmłodszym – słowa te stanowiły szok dla znacznej większości pokoju. Tylko Ranpo i Fukuzawa wydawali się niewzruszeni, ponieważ już od dawna byli tego świadomi. Były matematyk zemdlał, a reszta bezskutecznie próbowała pogodzić obraz śmiesznego, nieodpowiedzialnego i nierozsądnego pracownika z bezlitosnym mafiozą.
- Jak… - próbował zadać pytanie Człowiek- Tygrys, który wydawał się najbardziej zszokowany.
- A co powiecie na to! – niewzruszenie zaczął Dazai – Odpowiem na pytania później, a teraz dokończymy list i rozwiążemy zagadkę – zaproponował śpiewnym głosem. Ranpo prychnął na określenie tej żałosnej sprawy mianem zagadki, ale wszyscy inni sztywno pokiwali głowami.
Yosano wstała i wzięła kawałek papieru z rąk odrętwiałego przyjaciela i ponownie zaczęła czytać.
Kiedyś miałem czelność myśleć o sobie jako o asie – ważnej karcie. To dawało mi chyba jakieś poczucie bezpieczeństwa: myślałem, że jestem tak ważny, że Mori nie zabiłby mnie przy pierwszej porażce.
- Czy Mori naprawdę…? – po raz kolejny ktoś przerwał pytanie Atsushiego. Tym razem był to Ranpo:
- Szef portowej Mafii jest bardzo okrutnym i bezwzględnym człowiekiem. Traktuje ludzi jak narzędzia: jeśli któreś nie działa lub się zepsuje, nie marnuje czasu na naprawę, ale wyrzuca je i kupuje nowe – detektyw wzruszył ramionami. – Gdyby nie był tak konsekwentny, nigdy nie stanąłby na czele tej krwawej organizacji.
Atsushi zastanawiał się, skąd detektyw tyle wie o Mafii, ale pomyślał że to nie była teraz najpilniejsza sprawa. Z tego co słyszał, Mori był naprawdę okrutny. Współczuł wszystkim jego podwładnym, ale z drugiej strony pomyślał, że większość sama wybrała taki los. Tylko z innych powodów.
Jakim byłem naiwnym dzieckiem… Pionka na szachownicy bardzo łatwo zastąpić: on jest tylko mięsem armatnim, jednym z dwudziestu bezwartościowych kawałków. Łatwy do poświęcenia.
Najbardziej boli świadomość, że nie zapytałeś. Czy naprawdę uważałeś, że nie poszedłbym?
Młodsza z rodzeństwa Tanizaki pomyślała, że wszystko jednoznacznie wskazuje na Dazaia jako głównego podejrzanego. Przed chwilą dowiedzieli się o jego przeszłości w Mafii: oznacza to, że musiał mieć partnera i że musiał sam dobrowolnie wyjść. To na pewno skrzywdziłoby jego kolegę, szczególnie jeśli był on w nim zakochany albo go podziwiał. A najmłodszy dowódca Mafii to coś osobliwego. Składało się to w nieprzyjemny obraz.
Fukuzawa mocno się zastanawiał. Oczywiście rozumiał przesłanie listu i zaczynał odczuwać coś w rodzaju urazy do nowszego pracownika. Jeśli list mówi prawdę, był on po prostu nadzwyczajnie okrutny i egoistyczny. Ale mężczyzna nie mógł zignorować silnych emocji towarzyszących takiej akcji: paniki, przerażenia, a może nawet rozpaczy. Ludzie podejmują dziwne i często niewłaściwe decyzje kiedy są podparci do muru. Ale później Dazai mógł wrócić po przyjaciela. Więc dlaczego tego nie zrobił?
Gdybyś powiedział słowo, zniszczyłbym całą Portową Mafię, nie pytając o powód. Przecież byłem Twoim psem, a one są znane z lojalności. Nawet Mori po tamtej nocy zapytał mnie, czy jestem zwierzakiem Mafii, czy Twoim?
Obudzony Kunikida pomyślał, że nazywanie człowieka psem jest całkowicie lekceważące i bezczelne, a już dopiero w stosunku do partnera. Jednak był świadomy tego, że Dazai nie szanuje ogólnie przyjętych norm. Z drugiej strony chyba rozumiał, jakie to jest obraźliwe. Musiał, w końcu nigdy nie słyszał, żeby nazywał tak kogokolwiek w ADA. Lubił myśleć, że odejście z ciemnego miejsca (jak lubił dramatycznie mówić o swojej przeszłości) zmieniło go na lepsze. Musiało, prawda?
Jeśli zapytałbyś mnie o to, nie czekałbyś nawet dwóch sekund na odpowiedź. Zniszczyłbym dla Ciebie świat.
Nie byłem nawet wart prawdziwego pożegnania. Głupiego listu albo chociaż ostatniej rozmowy twarzą w twarz. To boli.
Lekarka czytając list czuła smutek i gniew członka Mafii, jakby sama go odczuwała. Potęgowały to niewielkie plamy wina i łez zdobiące rogi kartki i rozmazujące niektóre słowa. Postanowiła sobie, że jeśli winowajcą jest Dazai, to sama zawlecze go do nadawcy. To, co było opisane w liście to najzwyklejsze lekceważenie i pokazywanie swojej wyższości nad innymi. Jako osoba ceniąca wartość życia i godności ludzkiej, gardziła takim zachowaniem i takimi osobami. Nie chciała myśleć o tym, że ich kolega kiedyś tak czynił.
Ale pomimo tego, nadal mam nadzieję, że sobie poradzisz i życzę Ci wszystkiego dobrego, Dazai Osamu.
To jedno zdanie potwierdziło obawy i podejrzenia. Nagle cały pokój (oprócz Ranpo) patrzył się w stronę Dazaia. Każdy z członków miał inną minę: Kenji zmarszczył brwi i wyglądał na naprawdę skonfliktowanego; Kunikida patrzył z niedowierzaniem, jak i lekkim szokiem na twarzy; Naomi wyglądała, jakby w tej chwili chciała go zabić, zaś jej brat miał niezidentyfikowaną maskę. Yosano patrzyła na niego, jakby w tej jednej chwili straciła cały szacunek, jakim go darzyła; Kyouka była odróćona od niego plecami; i wreszcie Atsushi wyglądał jakby ktoś go zdzielił łopatą w głowę. Mocno. Dazai uznał tą sfrustrowaną twarz za interesującą. I jeszcze dyrektor, którego nigdy nie potrafił rozczytać.
Siedzieli tak w ciszy, aż pielęgniarka odchrząknęła i z odrazą przeczytała ostatnie słowa zapisane na kawałku przetworzonego drewna:
Z wieczną miłością
Twój lojalny pies
Chuuya Nakahara
Następnie starannie złożyła kartkę, a na chwilę wszyscy przenieśli na nią swój wzrok. Kiedy odwrócili go sekundę później, gotowi ostro skrytykować Dazaia, mężczyzny już nie było. Zostawił tylko otwarte drzwi.
Ranpo siedział z uśmiechem na ustach. Nikt nie zwrócił uwagi na odmienne pismo na kartce i w liście. Ale to już byłą ich sprawa. Znudzony detektyw wrócił do jedzenia cukierków i wyczekiwania przyjścia Poe-kuna. Obiecał mu nową książkę!
