Nie zawsze prawda była lekka. Czasami wręcz zalegała na sercu i żołądku przez co nie można było nawet wypić swoją ulubioną kawę. Prawda była po prostu bronią, ale też narzędziem tortur. Coś co musiało być wykorzystywane, ale prawie zawsze z ostrożnością.

Filip wiedział o tym już dawno. Kiedy rok temu uświadomił sobie, że nie do końca jest jak jego koledzy, zaczął chować prawdę głęboko i skrupulatnie. Zaczęli wtedy gadać więcej o dziewczynach. Z którą, co, jak i kiedy. Słuchał ich, ale w sumie nigdy nic nie mówił, bo nie czuł potrzeby. Nie czuł pociągu do żadnej dziewczyny czy kobiety. Kiedyś mama powiedziała mu, że do każdego każda rzecz przychodzi w innym tempie i nie jest źle, kiedy idziesz w tym samym tempie, co twoi rówieśnicy, ale nie jest też źle, kiedy masz swoje niezależne tempo.

Podobało mu się to. Niezależność. I wiedział, że jego mamie też. Nie wiedział czy samotne wychowywanie dwójki nastolatków to niezależność, ale wiedział, że to jakie decyzje podejmuje jego mama to była niezależność. Dawno temu odcięła się od rad innych ludzi i ich opinii. To też mu się podobało. Jego mama była bardzo silna, choć płakała na głupich i płytkich romansach, ale była siła, z którą mało kto chciał się zmierzyć.

Kiedyś zastanawiał się czy to też odstraszyło jego tatę. Czy jej siła była dla niego zbyt mocna? Pamiętał, że on też był silny, ale na inny sposób. Fizyczny. A jego mama jest silna psychicznie. To był pojedynek psychiki i siły, psychika wygrała. Jego mama wygrała, a jego tata odszedł bez słowa z kochanką zastawiając podpisane papiery rozwodowe.

Mało, kiedy siedemnastolatek mógł powiedzieć, że jego mama jest jego wzorem, idolem, jakimś guru, ale Filip bez wahania to przyznawał. Nawet, jeżeli to było tylko przed nim… i jego chłopakiem Oliwierem.

Tak. To był jego problem. Jego seksualność. Nie mógł tego na początku zrozumieć. Nie mógł siebie zrozumieć. Wiedział, czym jest homoseksualność, ale chyba jednak nie wiedział. Przynajmniej, dopóki tego w sobie nie zaakceptował. Właściwie nikt o tym nie wiedział. Tylko Oliwier, jego chłopak, który już dawno się ujawnił, Jakub, przyjaciel z sąsiedztwa, który zadziwiająco to dobrze przyjął oraz siostra Oliwiera, która kiedyś nakryła jego i swojego brata na całowaniu w ich domu.

Teraz był zdecydowany powiedzieć swojej mamie. Właściwie był bardzo dawno temu zdecydowany, ale nie zrobił tego. Zawsze zbyt bardzo się bał, ale teraz już nie chciał się chować przed swoją mamą.

Jego mama zawsze była bardzo tolerancyjna i akceptowała wszelkie dziwactwa (przynajmniej do momentu, do którego nic nikomu nie groziło, ale to inny kawałek chleba). Z swoich obserwacji już dawno zauważył, że mama nie ma nic do osób o innej seksualności, ale nadal nie wiedział jak przyjmie to z tak bliska.

Dobrze się patrzy z daleka - mówiła czasem, kiedy patrzyła na małżeństwo swojej najlepszej przyjaciółki jeszcze z podstawówki. Filip wiedział, że tym powiedzeniem nie chodzi jej tylko o to jedno małżeństwo, ale w sumie o całe życie.

Jego mama miała mnóstwo znajomych i każdy z nich był inny. Poznał ich przy paru okazjach i nie raz zadawał sobie pytanie jak to możliwe, że tak dobrze się dogadywali nawet po tylu latach. Może to była jej aura? Coś przyciągało ludzi do jego mamy. Dawno to stwierdził, ale i zawsze go zaskakiwało, kiedy jakaś jej znajoma lub znajomi przychodzili do niej nagle i wsłuchiwała żali drugiej osoby. Czasem opowiadała mu jak dziwnie się czuła z sekretami innej osoby, której nie zna aż tak dobrze na wagę tych sekretów.

Jeżeli kiedykolwiek ktoś popełniłby morderstwo to pewnie jego mama by wiedziała o tym bardzo szybko i z szczegółami. Po pierwsze od razu by pomogła z ukryciem zwłok, a po drugie morderca nawet nie wiedziałby, kiedy, a już wyśpiewałby jej całą prawdę, a ona trzymałaby całą prawdę dla siebie do samego końca.

Tak czy inaczej jego mama miała pełno różnych znajomych i nie każdy był hetero. Kiedyś jego siostra, Weronika, zadała jej pytanie jak to się stało, że ma tylu znajomych o różnych orientacjach, a jego mama wzruszyła ramionami i powiedziała:

- Kiedyś byli wszyscy hetero, a potem poszłam do liceum - roześmiali się mocno z tego, ale teraz wiedział, że to była prawda.

Kiedy byli młodsi nie było żadnych wątpliwości do tego kim są, a potem gdzieś w okolicach szkoły średniej zaczęły się nieskończone pytania i wątpliwości.

Wracając. Mama miała pełno znajomych o różnych orientacjach seksualnych, ale to co innego niż mieć takiego syna.

Z mocno bijącym sercem otworzył drzwi do domu i wiedział, że jego mama już była w domu i gotowała.

Kolejna rzecz, za którą ją podziwiał. Mogła cały dzień lecieć na pełnym trybie. Przynajmniej jakoś do godziny 20, kiedy zaczynała leniuchować na kanapie, ale teraz była ledwo 17 i wiedział, że pewnie co wróciła z pracy, a już stanęła w kuchni z głową pełną pomysłów na późny obiad.

Dzisiaj jej powie. Na pewno.

A może by było łatwiej, kiedy by jednak zaprosił Oliwiera i razem z nim jakoś to przekazał? Może, ale już za późno.

- Cześć Filip! - krzyknęła z kuchni.

- Cześć mamo.

- Jak w szkole?

- W sumie w porządku.

- A sprawdzian z niemieckiego?

- Łatwiejszy niż myślałem, ale nie zapeszajmy - wszedł do kuchni z wahaniem i od razu na niego spojrzała z szerokim i szczerym uśmiechem, ale zmęczonymi oczami.

Przyjrzała się mu i wiedział, że zobaczyła jego napięcie i zdenerwowanie, ale nie zapytała o to. Jak zwykle. Zrobi to po chwili. Nie teraz. Pozwoli mu poczuć się komfortowo i wtedy zapyta.

- Weronika już wróciła?

- Jeszcze nie. Ma wstąpić do babci po drodze i odebrać jakąś paczkę, którą zamówiła na ich adres - Filip wiedzie dział, że jego mamie nie podobało się to jak babcia daje kazania, a robiła to za każdym, kiedy ją widzieli, ale jego mama oczywiście nie dała po sobie znać, że chciałaby, żeby Weronika już wróciła.

- Jak w pracy?

- W porządku. Mieliśmy mały wybuch w laboratorium i…

Opowiadała swoją historię dnia z wielkim entuzjazmem przy okazji doprawiając sos do spaghetti. Teoretycznie kojarzył laboratorium z wieloma zasadami i wielką ostrożnością, ale jego mama trafiła na dział eksperymentacyjny z kilkoma zakręconymi osobami i czasami działy się tam dziwne rzeczy. Mały wybuch z dzisiaj nie był pierwszy i pewnie też nie ostatni. Czasem zastanawiał się czy nie robią tego specjalnie, żeby po prostu mieć się z czego śmiać. On też się śmiał z opowieści swojej mamy.

- Możesz zetrzeć ser? -zapytała.

To był kolejny jej absurd. Prawie nigdy nie krzyczała na niego i Weronikę. Często prosiła o pomoc w obowiązkach, a on wiedział, że chodzi o to, że daje im wybór. Po prostu. Chociaż czasami wybuchała, kiedy nie miała już siły.

- Jasne.

Stali tyłem do siebie. Ona mieszała sos, a on tarł ser. Zawsze jadła spaghetti z serem, a jemu to było obojętne.

- Wydaje mi się, że jesteś zmęczony - powiedziała i już wiedział, że ten moment zbliża się niebezpiecznie i szybko - Napięty grafik w szkole? Czy ludzie są ludźmi?

-Wszystko w porządku. Chyba się nie wyspałem.

Kurwa. Teraz miałeś okazję powiedzieć wszystko. Czemu ją zmarnowałeś?

- W pracy miałam ochotę na jagodzianki i stwierdziłam, że może zrobię dzisiaj.

- Dobry pomysł.

- Była kiedyś taka piosenka "Jagodzianki". Kiedyś to było-westchnęła.

- Posłucham jej później.

- Nie wiem czy ci się spodoba, ale przesłuchaj.

Lubiła wracać do czasów, kiedy była dużo młodsza i nadal w latach dwudziestych tego XXI wieku. Może dlatego tak dużo znajomych z starych czasów trzymała wokół siebie?

- Mam chłopaka - wypalił nagle i spanikował.

Dlaczego to powiedział? Przecież teraz go znienawidzi! Po co jej to mówił? Na pewno będzie wściekła. Nie chciał się odwracać i widzieć jej zawiedzioną twarz. To byłoby straszne. Czekał na jej wybuch i wściekłość. Na nieakceptacje, słowa oburzenia i obrzydzenia.

- Jak ma na imię? - zapytała spokojnie.

- Oliwier.

- Czujesz się przy nim kochany?

- Tak.

- To dobrze. O to chodzi. Jeżeli się z kimś chodzi to trzeba się czuć z nim dobrze i kochanym, a jeżeli nie to może to nie to. Długo z nim chodzisz?

- Trzy miesiące.

- Co?! - krzyknęła zaskoczona, a on napiął się. Podeszła do niego i spojrzała na niego z dołu - Czemu nic mi nie powiedziałeś?

Cały czas patrzyła mu w oczy i westchnął widząc, że nie jest wkurzona.

- Bałeś się, że nie zaakceptuje tego, że masz chłopaka? - co mógł zrobić oprócz pokiwania głową? I tak by wiedziała, że skłamał. Tak odkryła, że już palił - Przecież ja nie jestem zła. Czy dałam ci jakiekolwiek sygnały, że mogłabym tego nie zaakceptować?

- Nie.

- Musiałam gdzieś coś źle zrobić. Posłuchaj Filip. Dla mnie najważniejsze jest, żebyś był szczęśliwy. Nie ważne czy to będzie dziewczyna, chłopak albo tylko pies, dobrze? Zawsze będę cię kochać, ale jeżeli ten Oliwier cię jakoś zrani to może już szykować sobie trumnę.

Zaśmiał się chociaż lekko i cały nadal napięty. Przytuliła go krótko i znowu podeszła do sosu jakby nic ekscytującego się nie wydarzyło.

- Może chcesz go kiedyś zaprosić? Z chęcią bym poznała chłopaka, który skradł serce mojemu synowi.

- Zaproszę.

- Dobrze całuje?

- Mamo!

Roześmiali się i prowadzili zwykłą, lekką rozmowę o takich rzeczach jak plany na weekend. Tak to była akceptacja. Nigdy nie czuł się lżej. Wydawało się być teraz łatwiej. Jego mama nadal była po jego stronie.

- Mamo!-krzyknęła Weronika wchodząc do domu i w butach wbiegając do kuchni - O co chodzi z tym całym synem marynowanym?

Ich mama roześmiała się głośno i szczerze, a oni też lekko się śmiali słysząc jej zaraźliwy śmiech. Po chwili się uspokoiła i spojrzała na swoją córkę z żartem w oczach.

- Babcia by cię zamarynowała, jeżeli by usłyszała takie przejęzyczenie. Syn marnotrawny. Chodzi o to, że…

I opowiedziała im o tej przypowieści i o tym jak jej mama nazywa ją "synem marnotrawnym".

A Filip wiedział, że w mamie ma swojego sprzymierzeńca i zawsze będzie przy nim. W tym momencie kochał ją mocniej i bardziej świadomiej niż wcześniej.

Każdy powinien mieć tą jedną osobę, której może zaufać i choć Filip zakochiwał się powoli w Oliwierze, to jednak jego mama była tą osobą, w której pokładał najwięcej zaufania.