– Cześć, chłopaki... Ej, co macie takie miny? – Polska zatrzymał się w progu i zmarszczył lekko brwi. Obrzucił wzrokiem bledszą niż zwykle twarz Gilberta, a potem zerknął na Litwę, który dla odmiany przybrał intensywnie czerwone barwy. – Co wyście robili?
Litwa niemrawym ruchem dłoni wskazał na laptop leżący pośrodku biurka. Siedzieli na dwóch przeciwległych krańcach kanapy, wciśnięci w oparcie tak, jakby chcieli znaleźć się od urządzenia jak najdalej.
– Znowu zgubiliście się na Tumblrze?
– Ludzie – W głosie Prus zabrzmiało czyste obrzydzenie. – Mają headcanony.
– Wiem – Polska pokiwał głową. – Mój ulubiony to ten, który mówi, że najpierw robię, a potem myślę.
– To akurat prawda...
Feliks udał, że nie słyszał cichego komentarza Litwy. Z zainteresowaniem przyglądał się pozostałej dwójce.
– Ej, ludzie mają setki headcanonów, mam zapisanych kilkanaście najlepszych. Który z nich was tak zszokował? – odezwał się po chwili, marszcząc lekko brwi. – Nie mówcie, że ta strasznie stara tabelka z centymetrami...?
– To jest gorsze niż tabelka z centymetrami – wymamrotał Taurys.
– Właśnie, ja na tabelkę nigdy nie narzekałem... – zaczął Gilbert, unosząc w górę jeden palec.
– Bo sam sobie dopisałeś te pięć...
– Wcale nie!
– Ej! – Polska, teraz już żywo zainteresowany, oparł się łokciami o oparcie kanapy i przesuwał wzrok z jednego jej krańca na drugi. – Mówcie, co tam jest albo sam sprawdzę w historii wyszukiwania.
– Mówiłem, że trzeba włączyć incognito, technologiczny ignorancie! – Prusy spojrzał na Litwę z urazą. – Teraz będzie grzebał i nie da nam żyć...!
– Feliks, ja nie chcę o tym rozmawiać – jęknął Taurys, czerwieniejąc jeszcze mocniej. – To jest koszmarnie upokarzające.
Prusy, ku zaskoczeniu Feliksa, pokiwał zgodnie głową. To jeszcze bardziej podsyciło ciekawość Polski.
– Chyba wrócę do zakonu – rzucił zduszonym głosem Gilbert. – I będę starał się o tym zapomnieć... Boże, miej mnie w opiece...
Feliks zaczął okrążać kanapę bardzo powolnym krokiem, zupełnie jak skradający się drapieżnik, a gdy mijał podłokietnik, nagle rzucił się do przodu.
– Łap go, Lit! – wrzasnął Prusy, samemu zrywając z kanapy. – Polen, stój!
– Zostawcie mnie! – Polska spróbował się uwolnić, ale dwie pary rąk mocno trzymały go w miejscu. – Co wyście tam znaleźli?! Nie odpuszczę, dopóki się nie dowiem!
Prusy i Litwa wymienili spojrzenia. Feliks przestał się szamotać i przyglądał się obu trzymającym go mężczyznom, czekając na dalszy rozwój wypadków.
– Smak, Polen – wydusił w końcu z siebie Gilbert. – Headcanony o... smaku.
– Smaku? – powtórzył Feliks, kierując wzrok na laptopa. Granatowy layout Tumblra wyglądał całkiem niewinnie. – Jak to headcanony o smaku?! Smaku czego?
Gdy w końcu do niego dotarło, nawet nie zauważył, że został uwolniony. Wpatrując się w ekran szeroko otwartymi oczami, zzieleniał, a potem opadł ciężko na kanapę.
– Ujawnienie się... – wydusił w końcu z siebie Feliks. – to był przeogromny błąd.
