– Ej – Prusy nagle uśmiechnął się z dzikim triumfem, niespodziewanie rozpoczynając ich starą grę. – Mam dla ciebie zagadkę. Wiesz, dlaczego masz jasne włosy?

– Nie? – Feliks uniósł głowę znad telefonu. Siedzieli we dwóch na jakiejś parkowej ławeczce. Słońce, przemykające między koronami drzew, mile przygrzewało w plecy.

– Bo masz tyle siana zamiast mózgu, że już w środku nie starcza na nie miejsca.

– Większość twojego rodzeństwa to blondyni – odparł spokojnie Feliks, powracając do konwersacji na Messengerze. Próbował dokonać niemożliwego, czyli znaleźć termin imprezy odpowiadający wszystkim pięciu jej uczestnikom.

Prusy otworzył usta, ale szybko je zamknął. Wpatrzony w parkową alejkę, zmarszczył brwi, próbując wymyślić jakąś odzywkę. Polska w myślach już dopisał sobie kolejny punkt, mimo że runda jeszcze się nie skończyła.

– Pasujesz? – zapytał ze złośliwym uśmieszkiem na ustach, zerkając na zegarek. Regulaminowa minuta na odpowiedź z wolna zbliżała się do końca. Dwadzieścia sekund... Dziewiętnaście sekund...

Prusy prychnął.

– Nigdy.

– Więc dajesz... Chyba że nie?

Gilbert wziął głęboki oddech.

– To może oznaczać, że jesteś z nami spokrewniony – wypalił, gdy wskazówka sekundnika minęła jedenastą.

Feliks, oburzony taką insynuacją, wręcz spurpurowiał, ale nie zdążył się odgryźć – czas minął.

– Znowu wygrałem – Prusy założył dłonie za głowę. – W tym miesiącu poniesiesz druzgoczącą klęskę, Polen.

W parkowej ciszy rozległo się kolejne irytujące piknięcie Messengera. Polska, nie patrząc na Gilberta, tylko zerknął na wiadomość informującą go o tym, że Kolia nie mógł wyrwać się, psia ich wszystkich mać, z roboty w ten piątek, i niech tylko spróbują chlać bez niego, to pożałują.

Potem westchnął ciężko.

– Ta gra jest bez sensu. Zawsze czekasz do ostatniej chwili.

– Ty wymyślałeś zasady, oczywiście, że jest bez sensu.

Polska, automatycznym, wyćwiczonym przez wieki gestem, pokazał Prusom wulgarny gest, a potem znów zagłębił się w konwersację.

– A następny piątek ci pasuje? – zapytał po chwili, gdy Litwa nie zgłosił sprzeciwu co do kolejnego terminu i w głowie Feliksa zapaliła się iskierka nadziei.

– Idę pić z Matthiasem.

Polska westchnął ciężko i przełączył widok kalendarza na następny miesiąc.