W sali konferencyjnej zapadła grobowa cisza. Polska oparł głowę o dłoń i westchnął ciężko.
– Chcę wiedzieć, który polityk wpadł na ten idiotyczny pomysł? – zapytał zrezygnowany, zerkając przez palce na pozostałych, równie nachmurzonych, uczestników spotkania. – Nas nie zamyka się w jednym miejscu na dłuższy czas! Białowieża Anno Domini dwa tysiące siedemnaście niczego ich nie nauczyła?
– Felek, na pewno nie było wtedy tak źle... – zaoponowała Ukraina. – O co chodzi? Czemu tak na mnie patrzycie?
– Ciebie tam nie było, siostra – burknął Nikolai. – Było gorzej niż źle.
Prusy, który właśnie przeglądał jakieś czasopismo motoryzacyjne, siedząc na krześle obok brata – powód, dla którego przychodził na zebrania, mimo że ich nie cierpiał, wciąż pozostawał dla personifikacji tajemnicą – uniósł głowę.
– Chciał mnie wywieźć do Jakucji! – zawołał z oburzeniem, wskazując palcem Iwana.
– Przecież chciałeś, Prussija...
– Nie chciałem! Niczego od ciebie nie chciałem, oprócz wkręcenia tej bandy w...
– Cisza! – Ludwig skorzystał z siły fizycznej w częściowo społecznie akceptowalny sposób i uderzył pięścią w stół. Filiżanki zadrżały, a łyżeczki z brzdękiem spadły ze spodeczków. Anglia najpierw zerknął na zalany herbatą stół, a potem posłał Niemcom gniewne spojrzenie. – Politycy nie znają szczegółów tamtego przeklętego wyjazdu. Było, minęło, teraz musimy skupić się na tym, co teraz...
– Zawsze tak mówisz...
– Raz jeden się zgodzę z Niemcem. – Feliks odsunął dłoń od twarzy i uniósł palec. Natychmiast w jego kierunku padły zdumione spojrzenia. – Nie wspominamy o żałosnej jakości prankach rusprusowych. – Ludwig poderwał się i zasłonił Gilbertowi usta dłonią, nim ten zdążył zaprotestować. Wania jakby zapadł się w sobie. – Dziwnych substancjach znajdujących się w kanapkach całkowitym przypadkiem. – Nikolai rozłożył ręce. – Bieliźnie w jednorożce w moim pokoju. – Arthur miał tyle przyzwoitości, by odwrócić wzrok. Francja nie znał tego pojęcia. – Podpalaniu Puszczy Białowieskiej i...
Ukraina przyglądała Feliksowi szeroko otwartymi oczami. Litwa spojrzał ponuro w pusty kubek po kawie, a Nikolai zamruczał pod nosem coś o wydawaniu cennych zapasów wódki białoruskiej milicji.
– No... Nie wspominamy o tym. – zakończył Feliks nieco kulawo. – Ja tym razem nie będę organizować żadnej imprezy, zapomnijcie.
– Ja też nie. – Taurys poderwał głowę znad kubka. Białoruś mu zawtórował, dodatkowo posyłając wszystkim dookoła mrożące krew w żyłach spojrzenie.
– Oj tam, Dziady wyszły całkiem spoko. – Prusy uwolnił się w końcu od próbującego go zakneblować brata i uśmiechnął się szeroko. – Trochę nas ponawiedzało, ale... końcóweczka była wyśmienita, Polen...
–To było wtedy, gdy obudziliśmy się skacowani w domku nad jeziorem, a tej dwójki nie było – wyjaśnił cicho Litwa nieco skołowanemu Ludwigowi. Ten zmarszczył brwi, a potem skinął głową.
– Pamiętam – odparł szeptem Niemcy. – Znalazłem go potem w akademiku, jak rozwodził się nad swoim smutnym losem i robił... to... tę dziwną profanację alkoholu.
– Kociołek Panoramixa.
– No właśnie.
– Ale to nie była oficjalna integracja z polecenia góry! – jęknął tymczasem Feliks. – Takie nigdy mi nie wychodzą! Niech ktoś inny się tym zajmie! Wymyślcie coś, razem mamy dobrych parę tysięcy lat doświadczenia! To musi być coś takiego, na co zezwoli góra, a my przy okazji nie zanudzimy się na śmierć albo się nie zatłuczemy. Zamknięcie nas w jednym budynku odpada, to musi być coś na świeżym powietrzu...
– Wiem! – Prusy uśmiechnął się szeroko. – Zróbmy kolejne zawody w paintballu! Machnie się górze referat o zacieśnianiu więzi przy grach zespołowych czy o innych bredniach, to się zgodzą od razu, a my sobie postrzelamy, każdy z nas to lubi!
– Znowu przyniesiesz panzerfausta zamiast markera? – zapytał sceptycznie Litwa.
Gilbert wywrócił oczyma.
– Chciałem urealistycznić rozgrywkę – burknął, zakładając ręce na pierś. – Ma ktoś lepszy pomysł? Bo jak nie, to ja się tym zajmę, znam fajne pole.
Zapadła długa cisza, podczas której Prusy triumfował, rozglądając się dookoła z rodzącym się na ustach krzywym uśmieszkiem. Ukraina pokręciła głową, Arthur sięgnął w końcu filiżankę herbaty, decydując się zignorować zalany spodeczek, a Wania entuzjastycznie rzucił, że paintball będzie wspaniałą zabawą.
Pozostali mniej lub bardziej entuzjastycznie się z nimi zgodzili.
– Niech będzie znowu paintball – powiedział w końcu Feliks. – Ale tym razem trzy razy się upewnię, że wasze markery naprawdę strzelają farbą.
Entuzjazm jakby nieco opadł.
