– Jak myślisz, wyrzucić to? – zapytał Feliks, stojąc pośrodku garażu z rękoma w kieszeni i wodząc dookoła strapionym wzrokiem. W nagłym zrywie energii wziął się za porządki i chyba zaczynał tego żałować.

– A ile tego nie używałeś? – Litwa, po raz tysięczny zastanawiając się, dlaczego asertywność nie jest jego mocną stroną i dlaczego znów spędza wolną sobotę w ten sposób, spojrzał na leżący przed Polską zakurzony prodiż.

– Jakieś trzydzieści lat – Feliks przykucnął i krytycznie przyjrzał się wtyczce. – Przyda się jeszcze kiedyś?

– Wątpię – mruknął Taurys i zerknął na zegarek. Zbliżała się dziewiąta wieczorem, co oznaczało, że spędzili tu już pół dnia. Ponieważ w garażu było coraz ciemniej, Litwa podszedł do ściany i włączył światło. Otoczył ich blady, złoty blask bijący od pojedynczej żarówki u sufitu. – Ale... Z drugiej strony, jeśli ciągle działa, to szkoda wyrzucić...

– No właśnie – jęknął Feliks. – A co będzie, jak... Jak zepsuje mi się piekarnik, a ja będę musiał coś upiec? I będę żałował, że to wyrzuciłem?

– Kiedy ostatni raz coś piekłeś?

– Czternaście lat temu, ale wiesz, nigdy nic nie wiadomo...

– Może sprawdzimy, czy to w ogóle działa? Kto to wyprodukował? – Litwa pochylił się, próbując odczytać wytłoczony na metalu napis. – No tak, made in USSR...

– Czyli działa! – Polska entuzjastycznie pokiwał głową. – Solidny, nieśmiertelny sprzęt od bratniego narodu... – dodał z przekąsem pod nosem, bawiąc się wtyczką. – Tylko nie wiem, czy jak spróbuję podłączyć do prądu, to przypadkiem znowu nie jeb...

– To prodiż na razie zostaw – zasugerował Litwa, nie słysząc ostatniego zdania. – Na wszelki wypadek... Co jeszcze tu masz?

Polska skoczył na równe nogi i zaczął przeglądać zawartość wiszących na ścianach i leżących wprost na podłodze starych szafek, które po remoncie kuchni otrzymały w garażu nowe życie.

– O, popatrz! – Polska zamachał drewnianą figurką tancerki. – Zapomniałem o tym kompletnie! To moja pamiątka z Haiti.

– Czemu ta pamiątka nie ma ręki? – Litwa wziął do ręki figurkę; ręczna robota, stwierdził w myślach, całkiem ładna, szkoda tylko, że uszkodzona...

– A, bo miałem wtedy małą spinę z Francisem – Polska wzruszył lekko ramionami. – Weź mi ją odłóż tam na bok, położę sobie na półce. Może i rękę znajdę, to się sklei... Hej, maszynka! – Z pewnym trudem wyciągnął metalowe ustrojstwo z szafki i krytycznie przyjrzał się mechanizmowi przykręcania do stołu. – Ona zostaje.

– Masz elektryczną – zauważył Litwa. Przyglądał się maszynce, marszcząc lekko brwi.

– Nie będę tym mielił mięsa, Licia, szanujmy się – Polska ostrożnie położył maszynkę na podłodze. – Dalej mi nie chcą dać pozwolenia na broń, to chociaż to sobie na wszelki wypadek wezmę. Wiesz, tak pomyślałem, jak nam kiedyś wybuchnie apokalipsa zombie, to będziemy z nimi walczyć nie bronią palną, a poradzieckim sprzętem kuchennym, tego akurat mamy pod dostatkiem... No nie patrz tak na mnie – dodał obronnie, widząc, jak Taurys kręci głową z politowaniem. – Mam ci przegrzebać piwnicę? Założę się, że znajdę dokładnie to samo, co tutaj.

– I wygrałbyś zakład – Litwa westchnął ciężko i zerknął do szafki. – Niby się już nie przyda, ale wyrzucić szkoda, bo ciągle działa. Mam taki duży samowar, wystarczyłoby go przeczyścić, może wtyczkę wymienić...

– A ja ze dwa radia, co mi Wania kiedyś wcisnął – Feliks machnięciem dłoni wskazał inną szafkę. – Ej, a masz ty jeszcze tego Rubina?

– Mam – jęknął Litwa bezsilnie. – Nie wyrzucę przecież na śmietnik działającego telewizora...!

– To ten, który się kiedyś zaczął palić? – zaciekawił się Polska.

– Ten sam, ugasiłem i dalej działał. Tylko ręce mi się goiły dwa miesiące.

– Widzisz, to było coś, a nie te dzisiejsze sprzęty wywalają się dzień po wygaśnięciu gwarancji, taki szajs... – wymamrotał Feliks i zajrzał do kolejnej szafki. Nagle na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech.

– Licia, patrz, projektor, stary, dobry Rus'! – Z entuzjazmem wyciągnął szare urządzenie, zdmuchnął kurz z plastikowych szpul i zaczął bawić się pokrętłami. – Ja gdzieś miałem taśmy z „Wilka i zająca", dam sobie rękę uciąć... Zostaje, nie ma bata...

– A tutaj co masz? – Litwa minął Feliksa i odsunął zakurzoną folię malarską leżącą w kącie. Jego oczom ukazała się znajoma aparatura. – A no tak, do bimbru...

– Ciszej, bo mi góra zrobi nalot na chatę – Feliks machnął lekko dłonią. – A, tam obok lezą stare części do Malucha, ich też nie ruszaj.

– Nie pozbyłeś się Malucha dziesięć lat temu? – zdziwił się Litwa, znajdując w innym kącie garażu brezentowy namiot o szaroburej barwie. Wyglądał na wczesne lata siedemdziesiąte.

– Jeszcze sobie kupię i odnowię, zobaczysz – Polska dalej grzebał w szafkach. – Tego też nie mogę wyrzucić... Tego też nie, bo Prusak mnie zabije... To też zostaje... O, radziecka sokowirówka...

– Jak działa, to zostaw – Taurys przeglądał z zainteresowaniem znalezioną książkę kucharską, ostrożnie przerzucając złotawe kartki. – Szkoda wyrzucić, to przydatna rzecz.

– Jak ty mnie dobrze rozumiesz, Licia... Dobra, sprawdzę tylko, czy działa. Gdzie to gniazdko?

Niecałą minutę później w garażu nagle błysnęło, nagle huknęło i zapadła ciemność. Litwa drgnął i opuścił książkę na podłogę, słysząc jęk bólu i głośne przekleństwo.

– Jesteś cały?

– Ja tak – rozległ się słaby głos Feliksa. – Ale czy instalacja elektryczna też, to nie wiem.

Litwa westchnął ciężko.

– Miałeś zawołać elektryka po naszym ostatnim... – Zerknął w stronę drzwi garażowych, gdzie leżał kompletnie pusty worek na śmieci i opuścił ramiona w geście rezygnacji. – Wyrzucaniu zbędnych rzeczy – dodał o wiele ciszej. – Myślałem, że się tym już zająłeś, to było pół roku temu.

W garażu nagle zrobiło się jaśniej; to Feliks włączył latarkę w telefonie.

– Chyba mam dość – wymamrotał, potrząsając niezbyt przytomnie głową. – Do... dokończymy to kiedy indziej, dobra?

– Kończymy na dzisiaj, ale daj tę sokowirówkę – Taurys pokręcił stanowczo głową i złapał za worek. – Jej na pewno musimy się pozbyć.

– Nie no, dobra jest jeszcze, tylko wtyczkę wymienić...! – zaprzeczył Feliks, a potem skrzywił się, czując wyraźny smród palonego plastiku. W świetle latarki przyjrzał się sokowirówce. – No, może więcej niż wtyczkę, ale... ale wcale mnie tak mocno nie trzepnęło, mógłbym się przyzwyczaić...

– Feliks! – Taurys podsunął Polsce worek. Jego oczy zapłonęły czystą desperacją.– To się już nie przyda! Mieliśmy wyrzucić zbędne rzeczy z twojego garażu, to nie może być ósmy raz, gdy wychodzimy stąd z pustym workiem! I piąty raz, gdy coś wywala instalację!

Feliks, rozdarty wewnętrznie, wpatrywał się w urządzenie. Litwa czekał cierpliwie; w końcu Polska z wyraźną niechęcią wrzucił sokowirówkę do worka. Taurys odetchnął z ulgą.

Robili postępy.

Może za jakąś dekadę uda im się wyrzucić wszystko.