– Radziu – Feliks opuścił ramiona w geście rezygnacji, wpatrując się w siostrę; ta założyła ręce na piersiach. – Czy nie mogłabyś... raz jeden... w moje święto... powstrzymać się od defenestracji? Czy to takie trudne?
Kilkanaście osób zgromadzonych w kawalerce, przybyłych na dwudzieste w tym roku imieniny Feliksa, w zaskakującej ciszy i bezruchu śledziło rozmowę dwójki personifikacji. Okno w kuchni było otwarte na oścież i nikt nie chciał się do niego zbliżyć.
Czechy wzruszyła ramionami.
– Wiesz doskonale, że to silniejsze ode mnie. Otwarte okno, wkurzający gość... i ta lokalizacja. Działałam automatycznie. To odruch.
Kupno kawalerki na warszawskiej Pradze chyba było błędem.
