Francis, oddychając ciężko przez usta, drżącymi palcami otworzył wolno księgę i zaczął ją przeglądać. Kartki, sztywne i pomarszczone, wyglądały, jakby ktoś zalał je kawą, a potem próbował osuszyć.

Dwudziestokrotnie.

– Co wyście zrobili – jęknął pobladły Francja. – Zniszczyliście je...! Moje dziecko! Dziecię mego pióra, które kocham równie mocno, co dzieci moich lędźwi...!

Feliks pochylił się ku Estonii.

– My się nie rozmnażamy, nie? – upewnił się szeptem. – Znaczy, w tradycyjny ludzkiemu rodzajowi sposób...

– Jak dotąd nikomu się nie udało – odparł Estonia, posyłając rozpaczającemu autorowi krótkie spojrzenie i wracając do gry. Boss, z którym walczył, właśnie zaatakował, przyzywając okazałego narwala stworzonego w całości z wody; Estonia zmarszczył brwi, gdy zorientował się, że nie zdąży uciec.

– I dobrze – burknął Anglia pod nosem. – Wystarczy, że jeden taki się pojawia pośrodku niczego, drugi go w dobrej wierze adoptuje – zerknął na Amerykę, wiszącego nad Estonią i jego laptopem. – A potem taki niewdzięcznik...

– Myślę, że powinniśmy go przeprosić – Litwa lekkim szarpnięciem głowy wskazał lamentującego Francisa. – Włożył w to... mnóstwo pracy – Taurys zawahał się lekko, jakby niepewny, czy napisanie tak bezczelnej kroniki erotycznych przygód ich gatunku można było nazwać pracą.

– Rzeczy często używane szybko się wysługują – odparł beztrosko Polska. – Grzbiety książek się łamią, rogi kartek zaginają... Czytanie tego samego egzemplarza z wolna go niszczy, takie jest prawo dżungli, krąg życia, hakuna matata...

– Zdajesz sobie sprawę, że rozlewanie kawy nie jest elementem czynności czytania, prawda?

– Szczegóły...

– Barbarzyńcy! Jak mogliście być tak nieostrożni!

Feliks lekko osunął się na krześle, by ominęło go rozognione spojrzenie, którym Francis szaleńczo obrzucał kolejne personifikacje.

– Mówiłem, że to się tak skończy – odezwał się Niemcy, nawet nie unosząc oczu znad stosu papierów. – Jeśli już musicie czytać ten sza... – Ludwig zerknął na Francję, który właśnie spoglądał na niego wyczekująco, i odkaszlnął. – Ten... tom, to nie tutaj. I nie podczas konferencji. Mamy tu o wiele ważniejsze...

– Możemy w końcu przestać udawać, że mamy jakikolwiek wpływ na sprawy polityczne, gospodarcze czy inny szajs, który omawiamy na tych konferencjach? – Polska zwinnie wstał z krzesła, odebrał z rąk Francisa zmaltretowaną książkę i lekko poklepał autora po ramieniu. – Bo, jak dotąd, nasza robota składa się z siedzenia tu godzinami, wrzasków, walenia pięściami w stół i picia hektolitrów kawy, a płacą mi za to najniższą krajową.

– Naprawdę tak mało? – zapytał zbity z tropu Ludwig. Nawet Francja przestał na moment rozpaczać.

– Mon cher, jest aż tak źle? – zapytał zatroskany. – Czy mogę ci jakoś pomóc podreperować budżet? Nie udzieliłbyś wywiadu na wyłączność, Pologne? – Oczy Francisa nagle pojaśniały, a palce jego dłoni poruszyły się niecierpliwie. – Cykl wywiadów bez cenzury, romantyczna polska dusza, masz przecież tyle historii i doświadczeń... Moglibyśmy to spisać, opublikować... Zapewniam, zdobylibyśmy szturmem listę bestsellerów!

– Z chęcią, ale nie zgadzam się, by Prusak znowu ilustrował – zastrzegł Feliks, zerkając na książkę trzymaną w ręku i pośpiesznie odkładając ją na stół, zaraz obok filiżanki wypełnionej gorącą kawą. – Koleś chyba pomylił linijkę z suwmiarką!

– Co to znaczy? – Niemcy z rezygnacją odłożył dokumenty na bok.

Polska spurpurowiał i odwrócił głowę, dając jasno do zrozumienia, że nie odpowie na to pytanie.

Francja zrobił to za niego.

– Zamiana centymetrów na milimetry była zabiegiem czysto artystycznym, Pologne, nie ma co się obrażać.

– Chodź, idziemy – Polska ruszył do drzwi. – Łap za pióro, póki się nie rozmyślę.

Gdy drzwi się za nimi zamknęły, Litwa spojrzał na Estonię.

– Czy on teraz nie miał przedstawiać prezentacji?

– Miał – Estonia zminimalizował grę i zerknął na plan konferencji. – Ale szczerze mówiąc... nie sądzę, by ktokolwiek miał coś przeciwko przerwie.

Taurys otworzył usta, ale nim cokolwiek powiedział, gorąca kawa rozlała się po blacie; w ostatniej chwili złapał za leżącą przed sobą teczkę.

– Nie – odparł cicho, patrząc jak Niemcy klnie pod nosem, próbując opanować sytuację za pomocą chusteczek higienicznych. – Nie sądzę.

– Dwudziesty pierwszy raz zalaliście tę książkę – odezwał się wesoło Ameryka, odrywając w końcu oczy od laptopa. – To jakaś gra?

Dyplomatycznie przemilczeli.