Mężczyzna obudził się ledwo łapiąc oddech. Nie wiedział gdzie się znajduje, nie pamiętał nawet swojego imienia. Ubrany był w czarną szatę i tego samego koloru pelerynę. Wstał z trudem na trzęsących się nogach i rozejrzał wokół siebie.
Panował mrok.
Mężczyzna spostrzegł, że znajdował się w lesie, lecz nie takim zwykłym. Ciemne upiorne drzewa wychylające się w różne strony. Ciężka, jakby namacalna ciemność i nienaturalna cisza sprawiały, że nie czuł się tu swobodnie. Raczej jakby go wszystko przytłaczało i wypychało z miejsca do którego nie należał.
Postanowił sprawdzić co ma w kieszeniach, mając nadzieję że się czegoś dowie. Wpierw trafił na złożoną kartkę na której było coś napisane. Niestety nie mógł niczego odczytać w tych ciemnościach. Następnie znalazł portfel i kawałek drewna, rzeźbiony w jakieś wzory, które wyczuł palcami.
Różdżka.
To słowo pojawiło się w jego głowie nagle, automatycznie, jakby owy przedmiot był czymś stałym i oczywistym, niczym dłoń.
Niedaleko usłyszał pohukiwanie sowy. A przynajmniej miał nadzieję, że to była sowa.
Musiał się wydostać z tego lasu.
Kartka mogła zawierać wskazówki. Podniósł różdżkę i spojrzał na nią w oczekiwaniu. "No dalej, zapal się płomieniem czy coś", pomyślał lecz na nic się to nie zdało. Zdaje się że do różdżki potrzebował jeszcze czegoś.
Zaklęcia.
Kolejne słowo, jakby ktoś mu podpowiedział na ucho coś względnie oczywistego. Jak przez mgłę zobaczył w głowie światło wydobywające się z tego niepozornego kawałka drewna.
— Jak to było? — zapytał sam siebie.
Postanowił spróbować. Wziął więc oddech, jakby miał nurkować i szepnął do różdżki, starając się brzmieć pewnie.
— Lumos.
Ku jego zdumieniu, różdżka rozjarzyła się blaskiem światła. Uśmiechając się nieco nerwowo, rozwinął kartkę i oświetlił ją by przeczytać, być może, coś przydatnego.
Witaj, Minkar Lacol.
Tak, właśnie takie masz imię i nazwisko. Rodzice mieli coś nie tak z głową ale się nie martw. Widzisz tak się składa, że wiem co mówię.
Ten list piszesz w zasadzie Ty sam do siebie. Czy też ja piszę sam do siebie. W sumie teraz jak go czytasz to on jeszcze nie jest napisany.
Ech..
Krótko i na temat.
Przeniosłeś się w przeszłość, zanik pamięci to efekt uboczny. Z czasem stopniowo wspomnienia wrócą, chociaż ciężko dokładnie przewidzieć co i jak, bo jesteś pierwszym takim podróżnikiem. Pierwszym gdyż w 2030 roku już od dawna nie ma ani jednego zmieniacza czasu.
Jednakże na potrzeby ... sytuacji, udało się potężnym zaklęciem wysłać Cię w tę podróż. Niestety to bilet w jedną stronę. Niczym się nie martw i zachowaj spokój. Znalazłeś się pół wieku wcześniej (jeśli się udało), w okolicach Hogwartu (szkoły magii) w tamtejszym Zakazanym Lesie.
Twoje pierwsze zadanie to wydostać się z lasu i zobaczyć zamek. To uruchomi napływ wspomnień i będziesz niemal sobą (hehe). Po tym musisz się deportować i ukryć póki nie wrócą przynajmniej najważniejsze wspomnienia odnośnie misji. Niestety o tym napisać nie mogłem, czy też raczej ty nie mogłeś. Masz przy sobie wszystko czego Ci trzeba, więc dasz sobie radę. Na dole widnieje strzałka, która powinna wskazywać kierunek do szkoły.
Powodzenia!
Przyda mi się...
Po przeczytaniu spostrzegł, że istotnie u dołu kartki widnieje zaczarowana strzałka, wskazująca kierunek.
— Minkar. Minkar Lacol. Niech i tak będzie — rzekł i ruszył wedle zaleceń samego siebie, tam gdzie go prowadziła strzałka.
Po jakichś trzydziestu minutach marszu, w końcu dotarł na skraj lasu. Wówczas ujrzał wspaniały widok. Olbrzymi i majestatyczny zamek, pełen namacalnej wręcz magii i nieopisanej gracji. Kiedy tak z zapartym tchem podziwiał Hogwart, nagle przez głowę przeleciał mu niepohamowany ciąg wspomnień, obrazów, uczuć, myśli, informacji. Już pamiętał. W zasadzie wszystko. Bez szczegółów i nie do końca wyraźnie ale musi dać sobie czas. O misji jednak nadal nic sobie nie przypomniał. Domyślał się jednak, że czasy w których miał się zjawić (jeżeli wszystko poszło dobrze) są wyjątkowe. Bowiem to właśnie w tym roku pewne niespełna roczne dziecko zmieniło świat na lepsze. Jedyny który przeżył, ten który zniszczył największego czarnoksiężnika wszech czasów.
Minkar aportował się przed Dziurawym Kotłem, knajpą dla czarodziejskiej społeczności, która w jego czasach była już niestety tylko wspomnieniem. Postanowił, że to właśnie tutaj się zatrzyma by ze spokojem w pełni wróciła mu pamięć.
Wszedł do zatłoczonego pomieszczenia. "No cóż, nici z dokładnego zwiedzania", pomyślał. Za ladą stał dobrze odżywiony gospodarz, podszedł więc i zapytał.
— Witam, macie jakieś pokoje wolne?
Właściciel lokalu przyjrzał mu się dokładnie, nie widząc nic podejrzanego kiwnął głową.
— Ano mamy, nawet jako taki wybór bo się kilka zwolniło. Jaki standard i na jak długo? — zapytał ważąc słowa i zapewne licząc już sykle w głowie.
— Standard jak najlepszy i na długo, nie wiem jeszcze jak bardzo. Ufam, że wybierze pan dobrze. Jeśli można to prosiłbym też aktualną gazetę gdyż nie jestem na bieżąco.
Starał się brzmieć w miarę neutralnie. Istotnie mimo iż był z przyszłości i znał historie, nie był na bieżąco z dokładną datą.
— Naturalnie, szanowny kliencie — rzekł uradowany gospodarz — Polecę wszystko przygotować, a tymczasem proszę oto gazeta — położył mu najnowszy numer Proroka na ladzie — i chętnie postawię kieliszek Ognistej na mój koszt. Jest co świętować, tym bardziej jeśli nic pan nie słyszał.
— Bardzo chętnie, dziękuję. A cóż jest taką wspaniałą nowiną? — zapytał Minkar, choć już doskonale się domyślał.
— Zaledwie tydzień temu zostaliśmy wybawieni przez młodego zaledwie rocznego chłopca, Harry'ego Potter'a. Sam Wiesz Kto jest pokonany i nareszcie mamy czas pokoju, szczęścia i dobrobytu! — krzyknął coraz bardziej uradowany karczmarz. Po jego wcześniejszej rezerwie nie było nawet śladu.
"No to wszystko jasne ", pomyślał Minkar przeczesując ręką czarne niedługie włosy. Wziął do ręki gazetę. Od pierwszej do ostatniej strony wszystko traktowało o upadku Voldemorta, Chłopcu Który Przeżył i śmierci Jamesa i Lili Potterów. Dobrze znał cała historie.
Pamiętał tak dużo, a jednak luki w pamięci były znaczące pod względem jego misji o której badał nie mógł nic sobie przypomnieć. Postanowił że wypicie jeszcze jednej Ognistej nie zaszkodzi.
W pewnym momencie usłyszał używki rozmowy które go zainteresowały.
— ... mówię ci, ostatecznie Sam Wiesz Kto był potężny ale i szalony — mówił jeden z dwójki starszych czarodziejów, obaj po więcej niż kilku głębszych.
— Fakt! — odpowiedział drugi. — To już od niego wolałem Grindelwalda. On przynajmniej chciał większego dobra!
— A idź na brodę Merlina! Ten też był szalony!
"Grindelwald" to słowo rozbrzmiewało w jego głowie niczym nieustające echo. Wraz za nim zobaczył czarodzieja w średnim wieku. Tak to on. Klucz. Nagle wielki strumień wspomnień wylał się na niego niczym wodospad, aż ugięły się pod nim nogi. Zdołał chwilowo skupić się na tu i teraz. Ludzie patrzyli na niego z nie smakiem.
— Chyba mam dosyć... — powiedział głośno starając się brzmieć jak by wypił więcej niż w rzeczywistości. — Jeśli można klucz? — zwrócił się do gospodarza.
— Taa, już. — odrzekł właściciel i podał mu klucz. — Ostatnie drzwi po prawej.. — Zdążył jeszcze rzucić.
Minkar już był na schodach. Odbijał się na korytarzu od ścian niczym piłeczka, ledwo był w stanie skupić się na dojściu do celu. Po bitwie z zamkiem, kiedy już udało mu się dostać do kwatery, zdążył rzucić najważniejsze zaklęcia zabezpieczające i wyciszające. Wówczas padł na podłogę i krzyknął z bólu. To mogło trwać kilka sekund, a może kilka godzin. Nie wiedział. Za to pamiętał już wszystko. Wszelkie brakujące wspomnienia przeleciała mu przez głowę trafiając tam gdzie ich miejsce.
Sytuacja była niezwykle poważna, musiał dokładnie wszystko przemyśleć. "Ale jak to tak? Leżąc bezsilnie na podłodze?" zapytał sam siebie w myślach.
Zasnął.
oooooooooooooooooooooooooooooo
Obudził się z bólem nie tylko głowy ale i całego ciała. Stopniowo dochodził do siebie. Gdy poczuł, że jest gotów, nałożył cały komplet zaklęć ochronnych i maskujących jakich się nauczył podczas wielu szkoleń.
Teraz dokładnie pamiętał wszystko. W tym swojego mentora, Remusa. Był on potężnym czarodziejem i jednym z nielicznych, który ogarniał sytuację i starał się ją naprawić do samego końca.
Usiadł na krześle i westchnął.
Gdy wszyscy myśleli że świat czarodziejski rozpoczął nową erę, w której miał trwać pokój i dobrobyt, pojawił się on. Grindelwald. Nikt nie wiedział jakim cudem, gdyż powinien od dawna nie żyć z ręki Voldemorta. Wykazał on, że mugole są coraz bardziej zaawansowani, że swoją technologią zagrażają nam. Że czas zrobić porządek byśmy zawsze czuli się bezpiecznie. Że prędzej czy później odkryją nas i być może skradną to czego nie mają. Magię.
Większość mu nie wierzyła, nawet przeciwnicy mugoli. A jednak niedługo później mugolskie organizacje naukowe odkryły magię. Jednocześnie i na całym świecie. Nie można było tego zatuszować. Zaczęły się prześladowania z obydwóch stron. Ministerstwo Magii postanowiło że trzeba przyznać rację Grindelwaldowi lecz pod warunkiem że ten pójdzie na kompromis. Będziemy żyć z mugolami ramię w ramię i pomagać im, oraz łączyć naszą magię z ich technologią dla dobra wszystkich. Grindelwald nie był zadowolony, ale przystał na to. Po kilku latach względnie dobrego wspólnego życia z mugolami, oraz wspaniałych dokonań i odkryć za sprawą łączenia magii z technologią, nastąpiło to o czym nadal pod nosem mówił Grindelwald. Mugol zyskał magię. Jak? Nie wiadomo. Wiadomo jednak że nagle wojna ogarnęła cały świat, a zwycięsko z niej wyszli mugole. Z czarodziejskiej społeczności na całym świecie, oprócz Minkara, przetrwał jego mentor Remus i 14 innych czarodziejów, w tym Grindelwald. Do wykonania rytuału przeniesienia Minkara potrzeba było czarodzieja prowadzącego, Remusa, i 13 czarodziejów, którzy z własnej woli użyczą swojej mocy. Mieli szczęście w nieszczęściu.
A teraz jest tutaj. I musi za wszelką cenę odnaleźć tego kto odpowiada za ten bajzel. Kontinuum czasoprzestrzenne było bardzo zachwianie i ktoś to wykorzystał, bądź też sprawił to przypadek. Grindelwald który miał nie żyć, żył i odpowiadał za całą sytuację.
Przeanalizował sytuację i już wiedział co dalej. Z Remusem mieli wiele planów w zależności od sytuacji, ale niemal każdy uwzględniał wielkiego Albusa Dumbledore'a. Musi się do niego udać, natychmiast.
Minkar podszedł do właściciela Dziurawego Kotła. Byli sam na sam, gdyż w środku nocy zaledwie jeden klient dogorewał daleko w kącie. Wiedział co musiał zrobić, a nie było to łatwe zadanie.
Spojrzał gospodarzowi prosto w oczy i szepnął celując w niego różdżką.
— Sei Gyo Memorial
Oczy obydwu czarodziejów zasłoniła jakby mgiełka. Minkar wymazał co trzeba z pamięci oberżysty i dodał na koniec jeszcze jedno zaklęcie, wykonując przy tym ruchy różdżką jakby się w czymś wiercił.
— Inceptes
Teraz był pewien. Mężczyzna podświadomie nie będzie sobie zawracał głowy tym, że ktoś wynajmuje u niego pokój który zajmował Minkar, nie wynajmie go też innym. Zapomniał o nim, a jednocześnie podświadomie będzie go chronił.
Nim właściciel gospody się zorientował, Lacol deportował się do Doliny Godryka. Patrzył właśnie na dom w którym mieszkał Albus Dumbledore. Słyszał i wiedział o nim bardzo dużo. Jeden z największych czarodziejów wszechczasów. Harry Potter zadbał by wszyscy znali historię tego zasłużonego człowieka. Teraz ON miał rozmawiać z NIM i w dodatku wpierw obudzić go w jego własnym domu.
— Jak mus to mus — powiedział po czym ruszył do drzwi.
Z użyciem odpowiednich zaklęć wszedł do środka bez problemu i po cichu. Dom nie był ani bogato urządzony ani zaniedbany. Miał za to dużo zdjęć na ścianach oraz książek niemal na każdym meblu. Można też było znaleźć osobliwe przedmioty, jak na przykład szkatułka z okiem pośrodku pokrywy, które czujnie obserwowało każdy ruch.
Stał teraz w sypialni Dumbledore'a. Przygotował się, dużo zależało od sukcesu tej misji. Nie miał jednak wyboru.
— Profesorze Dumbledore, niech się pan zbudzi.
Starszy mężczyzna otworzył oczy i chwilę później celował w intruza różdżką.
— Kim jesteś, jak się tu dostałeś i czego chcesz?
Powiedział niezwykle spokojnie, wstając jednocześnie z łóżka by w pełni móc stawić czoło wrogowi.
— Spokojnie — powiedział Minkar unosząc dłonie wraz z różdżką w geście poddania. — Jestem przyjacielem. Przybyłem w ważnej sprawie, dotyczącej dobra zarówno czarodziejów jak i mugoli. Myślę że może mi pomóc jedynie pan i liczę na wysłuchanie. Oddam różdżkę dobrowolnie, choć oczywiście nie chętnie.
Albus przez chwilę spoglądał na niego zdziwiony. Następnie jego mina ukazywała jedynie niepozornego staruszka. Podszedł bliżej, wziął ostrożnie różdżkę Lacola i westchnął.
— W takim razie zapraszam na filiżankę herbaty.
Minkar udał się w kierunku jaki wskazał profesor. Doszli do jadalni, gdzie Albus wskazał mu uprzejmie krzesło, a sam zaczął przygotowywać herbatę.
— Może na początek by się pan przedstawił? Mniemam że, z uwagi na sytuację, wie pan kim jestem.
— Oczywiście. Słynny Albus Dumbledore, który między innymi pokonał Grindelwalda oraz przyczynił się do zniszczenia samego Lorda Voldemorta.
Profesor spojrzał zaskoczony na swojego rozmówcę.
— Och.. Akurat w przypadku tego drugiego pomylił mnie pan z pewnym niespełna rocznym chłopcem. — Oczy Albusa posmutniały. — Proszę.
Minkar wziął z podziękowaniem swoją filiżankę i uśmiechnął się.
— O tym drugim pan jeszcze nie wie, a odnośnie tego pierwszego przybywam prosić o pomoc.
Zdziwienie na twarzy starszego mężczyzny zagościło ponownie.
Minkar westchnął, wziął łyk przepysznej herbaty i powiedział spokojnie.
— Pozwoli pan że opowiem wszystko od początku. Zacznę od tego, że moja opowieść choć dla mnie jest przeszłością, dla pana jest niczym księgi sybillińskie. Prosiłbym też by pozwolił mi pan dokończyć. Zaznaczam, iż biorę pod uwagę wszelkie konsekwencje jakie niesie ze sobą ta rozmowa i zależy mi głównie na pańskiej poradzie, a nawet kilku. — Spojrzał uważnie i z wyczekiwaniem na profesora.
— Rozumiem — odpowiedział Albus, spokojnym głosem, aczkolwiek z nutą rezerwy. — Nie wiem czy powinien pan dzielić się takimi informacjami, nawet ze mną. Jeśli jest jak pan mówi...
— Proszę mi mówić po imieniu — wtrącił Lacol.
Albus spojrzał na niego pytającym wzrokiem.
Przepraszam, proszę kontynuować — odpowiedział zakłopotany.
— Minkar. Ciekawe imię. Nie mniej niż nazwisko. Wracając do tematu, jeśli istotnie użyłeś zmieniacza i przybyłeś z przyszłości to popełniasz błąd, nie ważne jakie masz powody.
— Chyba że nie użyłem zmieniacza, a przybyłem tutaj dzięki potężnemu rytuałowi, który odprawili ostatni żyjący czarodzieje, oraz znam zaklęcie dzięki któremu nie będziemy ryzykować zmian w historii mimo naszej rozmowy. — Lakol spojrzał zadowolony na Dumbledore, którego twarz ponownie wyrażała zdziwienie.
— Muszę przyznać, że nie często spotykam osoby wywołujące u mnie tak wielokrotne zdziwienie — odpowiedział Albus z iskierkami w oczach.
"To te sławne iskierki", pomyślał Minkar.
— Zainteresowałeś mnie. Zaufam ci jeśli mi powiesz jakie to zaklęcie. Bo chyba nie chcesz mi wymazać pamięci? — profesor zmierzył swojego rozmówcę ostrzegawczym spojrzeniem.
— No cóż... W pewnym sensie. Zaklęcie to Sei Gyo Memorial, stworzone przez wielkiego japońskiego czarodzieja. Rzucający więzi dane wspomnienie osoby, na którą rzuca zaklęcie. Nikt nie jest w stanie zniszczyć tej bariery. Jedynie ten kto rzucił czar, może go zdjąć, a właściciel wspomnienia od razu będzie wszystko pamiętał jak gdyby nigdy nic. W ten sposób ukrywaliśmy nasze największe sekrety. Jedynie na zebraniach, nasz przywódca ściągał z nas bariery i aktywował najważniejsze wspomnienia. — wyjaśnił Minkar, na koniec nieco smutnym głosem na wspomnienie o Remusie.
— To naprawdę ciekawe — Albus zdawał się już zdecydować — Dobrze więc. Opowiedz o wszystkim, a ja postaram się pomóc. Ufam ci, w końcu nadal cię nie sparaliżowało — uśmiechnął się na widok niezrozumienia na twarzy Lakola — Dodałem do herbaty eliksir Paraliżu Niegodziwych. Gdybyś chciał mnie oszukać, zaatakować lub po prostu miał byś złe intencje, eliksir zadziałałby. Zgadzam się więc. Jednak ustalmy coś. Nie ma ludzi idealnych, mnie też się to dotyczy. Kiedy poznam historię, która się dopiero wydarzy, mogę chcieć się wycofać z rzucania na mnie zaklęcia. Ty masz do tego nie dopuścić. Rozumiesz? — Dumbledore powiedział to twardo i surowo.
— Profesorze Albusie Dumbledore — powiedział Minkar równie twardo lecz z uśmiechem. — Szkolili mnie najlepsi. Zrobię co do mnie należy — rzekł dodając w myślach "gdyż od samego początku mam przewagę".
Otóż Lakol nie powiedział wszystkiego o zaklęciu kontrolowanego zapomnienia. Można je było rzucić z wyprzedzeniem, jedyne co musiał zrobić to zakończyć formułę. Zanim zbudził Dumbledore, rzucił niewerbalnie pierwszą część czaru, Sei Gyo, dodając ruch różdżką w stronę lewej ręki, która wykonał gest jakby pokazywał komuś palcem wskazującym, żeby spojrzał na sufit. Teraz wystarczyło, że dokończy zaklęcie, Memorial, i wykona gest. Wówczas wspomnienie pomiędzy początkiem, a końcem czaru będzie uwięzione pod jego barierą i kontrolą. Ta modyfikacja zaklęcia była znana nielicznym, zanim jeszcze na świecie słowo "nieliczni" oznaczało czarodziejów.
— Zacznę więc od historii pewnego chłopca, którego doskonale pan kojarzy. Nazywał się on Harry Potter.
oooooooooooooooooooooooooooooo
— Niebywałe — powiedział po raz kolejny profesor Dumbledore.
— Tak — odpowiedział Minkar — Harry był ostatnim horkruksem. I choć pan tak wszystko zaplanował, to nie wiedział pan na pewno czy Potter przeżyje czy nie. Harry opowiadał mi, co mnie zdziwiło bo o tym mówił jedynie nielicznym, że wtedy po zaklęciu zabijającym jakie rzucił na niego Voldemort, znalazł się na nieskazitelnie białym dworcu King Cross gdzie spotkał pana. Rozmawialiście o całej sytuacji. Była tam też cząstka duszy Riddla, która ponoć była odrażająca. Powiedział mu pan wówczas, że do niego należy wybór. Mógł on odejść w spokoju i zostawić misje innym. Zdecydował jednak wrócić. Dzięki temu historia potoczyła się dalej tak jak mówiłem. Wszyscy założyli swoje rodziny i mieli dzieci. Wszyscy, którzy przeżyli. Niestety wielu zginęło za sprawę. Tutaj zaczyna się inna opowieść, dotyczy ona młodszego syna Harrego, Albusa Severusa Pottera oraz syna Draco, Scorpiusa Malfoya. Chcieli oni ocalić Cedrica Diggorego. A pomagała im w tym sama córka Voldemorta. Takiej miny pan jeszcze nie miał, ale ostrzegam, że to dopiero początek.
oooooooooooooooooooooooooooooo
— A to dopiero niebywałe — rzekł profesor na koniec opowieści. — I pomyśleć, że w sumie mogłem ich spotkać tamtej nocy. To straszne, że Harry był świadkiem śmierci swoich rodziców i nic nie mógł zrobić. Wyrósł na niezwykle mądrego czarodzieja. Nie każdy byłby w stanie się powstrzymać. Ja na przykład bym nie mógł. Na szczęście złapali tą Delphi. Kto by pomyślał, że odrodzony Lord Voldemort, przepełniony jeszcze większym złem i wypaczeniem, byłby w stanie spłodzić córkę. Ale domyślam się, że to jeszcze nie koniec, zdaje się że daleko nadal do twoich czasów, prawda? — spojrzał na Lakola.
— Tak — odrzekł Minkar — tutaj dopiero zacznie się właściwa opowieść. Kilka lat po tych wydarzeniach światu pokazał się nie kto inny jak Grindelwald..
— Nie! — Dumbledore bił kolejne rekordy zdziwienia — Przecież mówiłeś, że zginął z ręki Voldemorta gdy ten szukał czarnej różdżki. W dodatku w Numengardzie, więzieniu które sam stworzył. Tam gdzie ja go umieściłem — przez twarz profesora przeminął smutek jak zawsze na wspomnienie o Gellerdzie.
— Owszem i tutaj jest pierwsza nieścisłość. Dziwne jest też to, że jakby nie patrzeć miałby około półtorej wieku na karku, a wyglądał na niespełna czterdzieści lat. To druga nieścisłość. — Minkar zrobił zamyśloną minę i rzekł — W sumie każda kolejna też będzie go dotyczyć.
— Gellert zawsze był potężnym czarodziejem. A ja pokonałem go tylko przez to, że zbyt dużą wagę przykładał do czarnej różdżki. To go zgubiło. Gdyby nie ten błąd, był on zdolny do magii, która nawet dla mnie jest niezgłębiona i potężna. Wiedza jaką dysponował sięgała zawsze coraz dalej. — Albus zamyślił się na chwilę, po czym potrząsnął głową jakby się odganiał od muchy i powiedział już swoim spokojnym głosem — Wybacz, opowiadaj proszę co się działo dalej, noc nie trwa wiecznie, zdaje się że jeszcze sporo masz do opowiedzenia.
— Owszem — powiedział Minkar. Wziął głęboki wdech i kontynuował — Tak więc pojawił się Gellert. I sprawy się skomplikowały.
oooooooooooooooooooooooooooooo
12 Sierpnia 2020 roku, Anglia, Ministerstwo Magii, Główny Hol.
Dziesiątki czarodziejów spieszyło we wszystkie strony w głównym holu Ministerstwa Magii. Kominki szalały zielonymi płomieniami od proszku Fiuu, a z windy co chwilę wylatywały papierowe samoloty. Każdy miał ważną sprawę do załatwienia, nikt i nic nie mogło tego zakłócić, gdyż czas to galeon.
Wtedy na samym środku holu, z głośnym trzaskiem aportował się przystojny czarodziej w średnim wieku. Miał jasne blond włosy, niebieskie oczy oraz uśmiech niczym u młodzieńca, który właśnie zrobił najlepszego psikusa w życiu. Stojąc tak ubrany w bordową szatę, rozłożył ramiona i rzekł głośno.
— Witajcie moi drodzy! Dziesięć galeonów dla tego kto pierwszy powie kim jestem!
Zebrani patrzyli na niego zdziwieni. Nie przez to co mówił, szaleńcy się tu zdarzali, lecz przez to co zrobił. Ministerstwo było pod potężnymi zaklęciami ochronnymi, między innymi przed aportacją i deportacją.
— Na prawdę? — Zapytał blondyn — Nikt mnie nie kojarzy? Może i to do mnie nie podobne, że tak jawnie się pokazałem i to w samym środku ministerstwa, ale liczyłem chociaż na jedną osobę, która mnie rozpozna. Czego was uczą w Hogwarcie?
— Wyglądasz jak .. nie to nie możliwe. — powiedział jeden z bliżej stojących czarodziejów, starszy z okularami na nosie — Jesteś za młody i jesteś żywy. Nie możesz być Gellertem Grindelwaldem.
— Tak! — krzyknął przybysz. — Brawo! Oto i dziesięć galeonów! — Uradowany Gellert przekazał pieniądze wygranemu. — Idź szybko wydaj, to złoto leprokonusów — szepnął mu jeszcze jak najciszej.
— Tak moi drodzy! Wróciłem i zamierzam zapobiec naszemu końcowi. Oto bowiem czas kiedy największe moje obawy się zaczynają sprawdzać. Mugole są na tropie magii jak nigdy. Lada chwila nas odkryją i nie zapobiegniemy temu. Wiem, że w przeszłości nie byłem owiany dobrą sławą — zrobił minę męczennika — Zdaje sobie z tego sprawę i żałuję. Z tego też powodu żyłem w odosobnieniu i byłem martwy dla świata. Lecz teraz nie sposób się ukrywać, gdyż posiadam informacje, których nie mogę zostawić dla siebie. Dlatego też wpierw z całym szacunkiem dla pani minister, najpierw mówię do was.
— Co tu się dzieje na brodę Merlina! — krzyk poniósł się po holu do którego weszła właśnie minister magii, Hermiona Granger. Wraz z nią szedł zastęp aurorów i różni pracownicy ministerstwa, którzy też chcieli się dowiedzieć co się dzieje.
— Ach, witam pani minister — Gellert powitał ją z uśmiechem. — To zaszczyt, słyszałem o pani wiele wspaniałych opinii ...
— A ja o panu żadnych. Kim pan jest? — głos Hermiony niczym stal, uciął zdanie Grindelwalda i zmył wcześniejszy uśmiech z jego twarzy.
— Naprawdę? Ja wszystko rozumiem ale przecież jestem sławny, w złym znaczeniu, ale jednak. No dobrze — westchnął i wyciągnął do niej rękę — Gellert Grindelwald, miło mi. — W tym momencie na jego twarzy znów zagościł uśmiech psotnika. Zaś na twarzy Hermiony niedowierzanie.
Uścisnęła jego rękę, po chwili zdając sobie sprawę z kim ma do czynienia. Odepchnęła jego rękę.
— Jeśli to prawda to jest pan aresztowany. Proszę oddać różdżkę iść dobrowolnie, nie musimy robić z tego jeszcze większego przedstawienia.
Hermiona starała się trzymać fason, choć nie łatwo jej było ukryć te wszystkie emocje. Zdziwienie, strach, niedowierzanie, dziwny pociąg do przystojnego mężczyzny, odraza jednocześnie na myśl o jego przeszłości.
— Oczywiście — rzekł Gellert i niechętnie podał jej różdżkę. — Liczę że mnie pani wysłucha. Wiem, że nie jestem znany z tej dobrej strony ale Albus również miał tą złą.
— Radzę milczeć póki nie pozwolę panu mówić — spojrzała na niego ostro. — I nie porównuj się do Albusa Dumbledore, przy nim jesteś niczym.
Gellert wyglądał jakby dostał piorunem. Mimo tych słów jednak nie mógł ukryć pewnej aprobaty dla jej podstawy.
oooooooooooooooooooooooooooooo
— Dziwne — Albus przerwał opowieść. — Gellert nawet za młodu był, mimo iż psotny i czarujący oraz zabawny, to jednak mroczny i pełen wyższości. Później zmienił się w jeszcze bardziej mrocznego, niemal fanatyka. Ten o którym mówisz nie tylko z wyglądu był inny.
— Istotnie — odrzekł Minkar. — Zaraz rzucę nieco światła na tę kwestie.
oooooooooooooooooooooooooooooo
Gellert siedział na krześle, magicznie splatany. Na przeciwko niego stała Hermiona z maską obojętności, wokół nich zaś aurorzy gotowi do wszelkiego działania.
— Jeszcze raz. Krok po kroku — Minister spojrzała na przesłuchiwanego twardo. — Mówisz, że zaplanowałeś schwytanie swojego sobowtóra, który to siedział za ciebie w Numengardzie oraz zginął z ręki Voldemorta? W tym czasie ukrywałeś się wśród mugoli, których tak nienawidzisz, a gdy ucichło wyruszyłeś poszukiwać i studiować starożytną magię? W ten sposób stałeś się młodszy, a także zgłębiłeś wiele sztuk magicznych dzięki którym między innymi dostałeś się do Ministerstwa? W dodatku zmieniłeś się i zrozumiałeś swoje błędy oraz oczekujesz łaski? — Hermiona mówiła to z coraz większym sceptyzmem. — Wspomniałeś też o jakimś wielkim niebezpieczeństwie.
— Taaak.. — zaczął powoli Grindelwald. — Wiem jak to brzmi. Jednakże wtedy podczas pojedynku z Dumbledorem coś zrozumiałem. Zrozumiałem że nie wygram, a różdżka którą miałem... zbyt mocno skupiłem się na potędze Czarnej Różdżki, ograniczając tym samym samego siebie. — Hermiona poruszyła się na wzmiankę o czarnej różdżce. — Miałem plan awaryjny, którym był mój sobowtór, nie tylko z wyglądu, ale niemal w pełni moja kopia. Jest to jedna z najstarszych magii jakie wówczas znałem. Udało się i mogłem się zaszyć. Jak na ironię, najbezpieczniej było wśród mugoli. Przez to też poznałem ich, co zrobić musiałem by się zaszyć, a przez co zmieniłem poglądy. Później istotnie wyruszyłem na dalsze studia starożytnej magii, gdyż zaniechałem wcześniejszej misji i musiałem znaleźć jakieś zajęcie. Jak widać moje studia i badania dały efekt — uśmiechnął się szeroko, zaraz jednak hamując się pod ciężkim spojrzeniem Hermiona. — Taaak, następnie postanowiłem wrócić gdy odkryłem pewne zagrożenie, o którym musiałem powiadomić świat magiczny.
— Co masz na myśli? — zapytała ostrożnie Minister.
— Mugole mają tak zwane organizacje badawcze. Między innymi od zjawisk dla nich niewyjaśnionych oraz paranienormalnych.. to znaczy para.. paranormalnych. Czyli takich jak magia. Zaczęły ze sobą współpracować przez ostatnie lata. Niestety dla nas, dobrze im idzie. Połączyli się w Unię Badań Zjawisk Nadzwyczajnych, UBZN. Światowa organizacja związana z niemal każdym krajem na świecie, mająca poparcie większości rządów. Tuż pod waszym nosem odkryli nasz świat, na razie jedynie nieoficjalnie, lecz to kwestia dni kiedy to ogłoszą. Nie damy rady temu zapobiec, trzeba więc szykować się na otwartą konfrontację.
— To naprawdę ta szuja! — wypalił nagle jeden z aurorów. — Znowu chcesz wojnę z mugolami wywołać i nad nimi zapanować!? — przestał pod wzrokiem Hermiony.
— Naprawdę nie mam już takich poglądów, lecz sytuacja sama nie pozwala na inne działanie niż pokazanie, iż nie mają z nami szans, by nie było niepotrzebnej wojny i ofiar. — Spojrzał na Minister smutno. — Ich nauka jest niemal jak nasza magia. Tylko czekać, aż zaczną nas zabijać by posiąść to czego nie mają, a czego już pragną. Dla nich posiadanie magii graniczy z byciem bogiem.
— Dosyć — powiedziała spokojnie Hermiona. — Na razie będziesz siedział w areszcie, odprowadzić go.
oooooooooooooooooooooooooooooo
— Herbaty jeszcze? — Zapytał profesor.
— Chętnie, bardzo dobra. — Minkar uśmiechnął się — Dawno takiej nie piłem.
— To niesłychana opowieść. Szkoda że noc się kończy. Powiedz, Gellert mówił prawdę czy to była jego kolejna intryga?
— Niestety jedno i drugie — powiedział Lakol i westchnął.
oooooooooooooooooooooooooooooo
— Szybko, ewakuować rodziny czarodziejskie z centralnego Londynu! Wysłać aurorów do opanowania naszych w zamieszkach w środkowej części Anglii!
— Hermiono! Nie mamy już aurorów, poza tym zamieszki ogarnęły większość hrabstwa Kent i zaczynają się w innych większych lokacjach!
— Pani minister! Unia Europejska i USA planują się jednoczyć w obliczu zagrożenia ze strony czarodziejów!
Harmider w specjalnej sali przeznaczonej na prowadzenie sprawy ujawnienia świata czarodziejów przez mugolów był nie do ogarnięcia. Chaos ogarniał cały świat i magiczny i mugoli.
"Ten sukinsyn miał rację!" Krzyczała w myślach Hermiona. Spojrzała na Harry'ego. Choć nie był przy przesłuchiwaniu Grindelwalda, wiedział dokładnie tak jak i ona, że ten nie kłamał co do swojej osoby. Nie rozmawiał z nim po tamtym przesłuchaniu. Nie wiedziała czemu ale domyślała się że chodziło o Dumbledore.
— Harry! — krzyknęła do niego. — Nie damy rady w ten sposób. Trzeba pogadać z nim. Z Grindelwaldem.
— Niechętnie ale muszę przyznać, że też o tym myślałem — Potter przeczesał włosy ręką. — Idziemy natychmiast.
Ruszyli oboje do aresztu gdzie trzymali Gellerta pod największymi czarami jakie znali.
Siedział tam i czekał, jakby od samego początku wiedział że tak to będzie wyglądać.
— Och nareszcie — rzekł widząc ich. — Już wątpiłem, że w końcu przyjdziecie. Mam wam pomóc czy nie?
— Zamknij się i słuchaj — powiedział twardo Harry.
— Pomożesz nam ogarnąć ten chaos, a w zamian zostaniesz oczyszczony z zarzutów, przynajmniej w Wielkiej Brytanii — oznajmiła Hermiona.
— Hmmm — Gellert teatralnie się zastanawiał. — Wiecie, że to oznacza przejęcie władzy nad mugolami?
— Nie! — krzyknął wściekły Harry. — Mamy inny plan, lecz potrzebujemy twoich znajomości magii o jakich wspomniałeś wcześniej.
oooooooooooooooooooooooooooooo
— Jaka magia to była? — Dumbledore znowu przerwał, a Lakol zastanawiał się czy ktoś mu kiedyś mówił, że staruszek jest taki niecierpliwy. Zawsze słyszał o stoickim spokoju i cierpliwości.
— Niestety nie wszystko wiem. Wiem, że dzięki jego czarom udało się stłumić ówczesną sytuację i dzięki temu dotrzeć do rządów i dogadać się z nimi. Oficjalnie ujawniliśmy się mugolom i staraliśmy się łączyć naszą wiedzę i umiejętności, magię i naukę. Oczywiście nie była to sielanka, wielu zarówno czarodziejów jak i mugoli było nadal przeciwnych ale udawało się. Do czasu...
oooooooooooooooooooooooooooooo
— Mówię wam że to tylko kwestia czasu. Naprawdę świetnie to rozegraliście i mamy względny pokój, ale w końcu dopną swego i któryś mugol zyska magię w jakiś ich naukowy sposób. Co wtedy? — Gellert kłócił się z Radą Wspólnoty Mugolsko Czarodziejskiej. A przynajmniej z jej magiczną częścią.
— Bredzisz, to nie możliwe by w jakikolwiek sposób jakiś mugol zyskał magię. — odpowiedział mu starszy mężczyzna.
— To jak waszym zdaniem rodzą się czarodzieje w mugolskich rodzinach?! — Grindelwald rzucił tym pytaniem i wszyscy zamilkli.
oooooooooooooooooooooooooooooo
— Też się kiedyś nad tym dużo zastanawiałem — wtrącił Albus, lecz pod spojrzeniem Minkar dodał szybko — Wybacz, mów proszę co dalej.
— O tym wiele mówić nie chcę. — Lakol zrobił smutną minę — To bolesne wspomnienia. Niedługo po tamtych słowach Grindelwalda, pojawił się mugol który istotnie zyskał magię. Był potężny. Nazwał siebie bogiem. W kilka lat wojna zniszczyła obie strony lecz najbardziej nasza. Nikt mu nie dał rady. Całe ministerstwo padło, tak jak w innych krajach. Najwięksi czarodzieje polegli, w tym Harry Potter. Nawet Gellert nie mógł się z nim równać i zwiał. Zostało na świecie szesnastu czarodziejów i tamten magiczny mogol jak to go nazywano. Na Gellerta nie mogliśmy liczyć, na szczęście do rytuału wysłania mnie w przeszłość potrzebowaliśmy mojego mentora i mocy trzynastu czarodziejów. Udało się. Sam rytuał poznaliśmy ze skradzionego Grindelwaldowi notatnika. Było tam też trochę o magii genetycznej co daje do myślenia. On za tym wszystkim stał. Lecz i tym razem się przeliczył. Według tego co Gellert wyjawił Hermionie, za młodu dużo badał magię w postaci czystej energii będącej w całej czasoprzestrzeni. Wówczas odczuł dziwne wibracje, które pochodziły mniej więcej z czasów narodzin Harry'ego Pottera. Dzięki temu zobaczył skrawki przyszłości, w tym swój możliwy triumf w moich czasach. Już wiemy, że te wibracje wywołali młodzi chłopcy, Potter z Malfoyem. Kulminacyjnym punktem było przeniesienie się do czasów narodzin Harry'ego. Lecz przyszłość jest elastyczna i Gellert zbytnio się trzymał swojej wizji, która się nie sprawdziła. Ja jestem tutaj by powstrzymać jakoś znany mi rozwój wydarzeń. A także by złapać Grindelwalda, który mógł się przenieść z moich czasów tak jak ja. Teoretycznie rytuał którego użylismy to wykluczał, lecz Gellert może mieć asa w rękawie. Tutaj potrzebna mi pańska pomoc.
— Niezwykła ta noc, chyba najbardziej w moimi życiu — odrzekł spokojnie Albus. — Ale jak mogę ci pomóc?
— Znam rytuał dzięki któremu będę w stanie znaleźć Gellerta, zarówno tego z obecnego czasu jak i tego który by przybył z mojego. Do tego jednak potrzebuje dobrowolnie i świadomie oddanego włosa osoby bliskiej sercem sercu Grindelwalda. Pan jest jedną z dwóch takich osób i jedyną która mi uwierzy i świadomie oraz dobrowolnie zrobi co trzeba.
Dumbledore był w takim szoku, że zaniemówił.
— Rozumiem. Na czym polega rytuał? — mówił już na powrót swoim spokojnym głosem.
— Jest to rodzaj medytacji. Ale bardzo głębokiej. Czas i przestrzeń zanikają więc może minąć kilka dni, miesięcy bądź lat zanim go znajdę. Zależy czy i jak się broni oraz czy używa magii. Dla mnie to będzie nieodczuwalny upływ czasu. Lecz nie można tego przedłużać gdyż grozi to zatraceniem się i zniknięciem w niebycie. Chciałbym też pana opinii na temat potencjalnych miejsc, w których może się ukrywać. Gdy nadejdzie czas odezwę się ponownie do pana, ściągnę zaklęcie więc będzie pan pamiętał tą rozmowę.
— Dobrze więc. Zgadzam się. Mamy już tylko godzinę więc powiem co wiem i mam nadzieję, że będzie to użyteczne. A oto mój włos oddany świadomie i dobrowolnie — machnął różdżką i włos Albusa pofrunął do Minkara.
— Dziękuję bardzo.
oooooooooooooooooooooooooooooo
Minkar wszedł do swojej kwatery. Wiedział już wszystko i miał włos Albusa. Był gotów. Upewnił się że zabezpieczenia działają. Usiadł na środku pokoju w pozycji kwiatu lotosu i wziął w ręce włos Dumbledorea. Postępował według znanych mu instrukcji. Jeszcze nie robił tego na taką skalę.
"Oby udało się w kilka miesięcy maksimum." To było jego ostatnią myśl.
