Szpieg powinien być gdzieś w slumsach. Wiedział to, ale od kilku tygodni nie potrafił go wytropić. Nie zabijał, nie mógł więc zostawiać śladów swojego nieporadnego posługiwania się czarną magią. Ale w końcu musiał zabić i tak się właśnie dziś stało. Naciągnął na głowę obszerny kaptur i wyszedł z podziemi. Jego kontakt - Złodziej - powinien gdzieś tu na niego czekać.

- Psst...

Zauważył go stojącego pod ścianą. Kilkoma długimi krokami zmniejszył dzielącą ich odległość i przyjrzał się twarzy tego niepozornego chłopca. Ile mógł mieć lat? Piętnaście? Osiemnaście? Nie potrafił ocenić, nieodmiennie mylił go jego niski wzrost.

- Miałeś rację, w końcu zabił. Moi ludzie znaleźli ciało dwie godziny temu. A teraz po nie wrócił - powiedział, nerwowo przeżuwając w zębach jakiś cienki przedmiot - wykałaczkę, jak się domyślił.

- Gdzie? - zapytał szybko, nie chcąc tracić czasu.

- Następny zaułek. Czwarte drzwi.

Skinął mu głową i ruszył we wskazanym kierunku.

- A zapłata? - mruknął za nim Złodziej.

- Jak skończę.

Akkarin skręcił w uliczkę i szybko odnalazł miejsce, o którym mówił jego informator. Ceryni, tak miał na imię.

Gdy przekroczył próg, natychmiast otoczył się cienką tarczą. Jeśli szpieg wciąż tutaj był, mógł zaatakować z zaskoczenia.

Pomieszczenie było mroczne i cuchnęło mieszanką stęchlizny, starego mięsa i uryny. Jak większość slumsów, skrzywił się w duchu. Tyle lat tropienia szpiegów, przebywania w najpodlejszej dzielnicy Imardinu, oglądania obrazów, które chętnie wymazałby z pamięci, a on wciąż wzdrygał się na myśl o tym, że tak wielu bylców żyło w tych warunkach.

Usłyszał poruszenie, gdzieś w sąsiedniej izbie i sięgnął do pasa po swój sztylet. Gdyby jego pierwotny właściciel wiedział, ile krwi jego ludzi zostanie przez niego przelane...

Zobaczył go pochylonego nad nieruchomym ciałem. Akkarin zmarszczył brwi. Czego tam jeszcze szukał? Nie wyssał z niego wszystkiego? To niemożliwe. Wtedy mężczyzna odwrócił się i widząc go, w panice przewrócił się do tyłu. Na Akkarinie strach w czyichś oczach nie robił już wrażenia. Przywykł do tego, że ludzie się go bali. Unikali wręcz. Było mu to na rękę. Dzięki temu łatwiej było mu ukryć swój sekret i swoją przeszłość.

Jego niedoszła ofiara spróbowała okryć się tarczą, jednak uniemożliwił mu to jednym, krótkim uderzeniem. Sachakanin próbował jeszcze wstać, ale Akkarin podciął mu nogi wiązką skumulowanej mocy. Mógłby to robić z zamkniętymi oczami - zabijać. Nie reagować na błagalne jęki z ust ofiary, gdy pochylał się nad nią i rozcinał jej skórę.

Zanim odebrał mu całą moc, z gorzką irytacją zauważył, że był to jeszcze chłopak. Nie mógł mieć jeszcze dwudziestu lat. A więc Kariko wiedzie się coraz gorzej, skoro posyła tak niewprawionych szpiegów prosto w jego sidła. A może to był tylko podstęp? Może Kariko chciał uśpić jego czujność?

- Nie. Nie, powiem ci wszystko - jęknął w sachakańskim, gdy Akkarin przyłożył do rany otwartą dłoń.

Jedynie nieprzyjemny dreszcz przeszył jego ciało, gdy usłyszał ten język. Język wspomnień, bólu i przeszłości, której nie mógł wymazać. Poczuł cień litości, podstępnie zakradający się do jego serca. Nie. Chłopak zabił. Musiał zginąć.

Jego moc wpłynęła w niego. Każdą komórkę ciała, przepełniając go tym mdlącym uczuciem odrywania od własnego ja. Zupełnie, jakby część tego szpiega, stała się na chwilę jego częścią.

Bezwładne ciało osunęło się na ziemię. Akkarin westchnął głęboko i uspokoił dudniące w piersi serce. Mdłości minęły. Wyprostował się i ruszył ku wyjściu. Gdy zbliżał się się do miejsca, w którym wcześniej spotkał Ceryniego, usłyszał obcy głos.

- Nie powinno cię tu być - warknął Złodziej.

- Magazyn jest opuszczony, dostałam cynk. Jest tam mnóstwo jedzenia, jeśli nie-

- Wykluczone, zmiataj stąd. Zabiję Harrina za to, że ci powiedział. To nie miejsce dla dziewczyn.

- Ugryź się w język Cery - odpowiedział rozzłoszczony głos.

W tej samej chwili Akkarin wyszedł za zaułku. Ogarnęła go irytacja, że Złodziej dopuszcza się czegoś tak nieprofesjonalnego i pozwala bylcowi podejść blisko miejsca jego pracy. Na widok jego sylwetki rozmawiający zamarli w bezruchu. Akkarin zauważył stojąca obok Ceryniego niewysoką dziewczynę. Miała krótkie włosy i gdyby wcześniej nie usłyszał jej głosu, wziąłby ją za chłopaka. Jej oczy rozszerzyły się w strachu.

- Kto to? - zapytała prawie nie poruszając ustami.

- Mówiłem ci, że nie powinno cię tu być - warknął Złodziej i posłał Akkarinowi błagające spojrzenie, które mówiło nie zabijaj jej, nic nie widziała, o niczym nie wie.

Skrzywił się. Zabijał z zimną krwią, ale nie skrzywdziłby niewinnej dziewczyny, której chyba nikt nie powiedział, że nie wychodzi się z domu w środku nocy. Zacisnął pięść i ruchem głowy dał sygnał - zabieraj się stad. Dziewczyna gniewnie zacisnęła usta, po czym spojrzała na Cery'ego.

- Odpłacisz mi się za to - syknęła i ze złością szturchnęła go ramię. Z chwilą, gdy to zrobiła Akkarin poczuł wibracje... nie-

Niemożliwe.

Zamarł w bezruchu, patrząc na jej oddalające się plecy. Nie mógł się pomylić, wyraźnie poczuł jej...

- Załatwione?

...magiczną prezencję. Ukrytą pod jej oczywistą niewiedzą.

- Kto to był? - zapytał w momencie, gdy dziewczyna zniknęła za rogiem.

- Nikt ważny. Załatwione?

- Tak. Sprzątnijcie ciało. Kto to był?

- Zaraz się tym zajmę.

- Odpowiedź mi - rozkazał, przyszpilając go spojrzeniem.

Ceryni skrzywił się i zaczął błagalnie kręcić głową.

- Akkarin, nie. Ona nic nie wie. Znalazła się tu przez przypadek. Nie wie, kim jesteś, nikomu nie-

- Odpowiedź na moje pytanie - warknął.

Przez dłuższą chwilę Złodziej naprzemiennie otwierał i zamykał usta, a jego spojrzenie wyrażało błaganie. Ale Akkarin musiał wiedzieć.

- Sonea. Znajoma ze slumsów. Zajmuje się włamaniami i kradzieżami z opuszczonym miejsc. Nic wielkiego - odpowiedział na jednym wydechu.

Sonea. Sonea. Sonea. Akkarin wyrył sobie jej imię w pamięci. Widocznie nie była tak niewinna, jak myślał. I nie znalazła się tu przez przypadek, lecz czegoś szukała.

Jeśli tylko Gildia dowie się o jej istnieniu...

Przerwał rozmyślania, zdając sobie sprawę, że Cery wciąż go obserwuje i czeka na swoją zapłatę. Wyciągnął z kieszeni mieszek z monetami i podał mu go, a młody mężczyzna natychmiast ukrył go w wewnętrznej części płaszcza.

- Kontaktuj się ze mną jak zwykle - rzucił i oddalił się w stronę wejścia do tuneli.

Drogę powrotną do Rezydencji przeszedł jak w transie. Jego myśli krążyły wokół tajemniczej znajomej Ceryniego. Jej potencjał magiczny był wciąż ukryty, a dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z drzemiącej w niej mocy. Skoro poczuł jej wibracje, gdy była rozzłoszczona, to tylko kwestia czasu, zanim jej moc się uwolni. Gdy tak się stanie, Gildia zacznie jej szukać. Jeśli ją znajdą, mogą ją przesłuchać, podejrzeć jej wspomnienia... Lub dziewczyna sama coś wygada, gdy tylko zobaczy go zasiadającego na miejscu Wielkiego Mistrza Gildii. A stamtąd już prosta droga do niekończących się pytań - co robił w środku nocy w slumsach, dlaczego rozmawiał ze Złodziejem?

Zamknął drzwi do swojej sypialni. Utrzymywanie tego sekretu było z każdym rokiem coraz trudniejsze. Jak blisko był tego, by odkryć się przed Gildią? By skazać się na śmierć za to, co potrafił? Do czego został zmuszony?

Do drzwi zapukał Takan, lecz odesłał go z irytacją. Głowę zaprzątała mu jednie ta niepozorna dziewczyna ze slumsów. Sonea. Pod skórą przeczuwał, że jej imię odegra znaczącą rolę w jego życiu.

Zasypiał z myślami wypełnionymi niezliczonymi scenariuszami, lecz obudził się z pomysłem, który posłał w jego ciało lodowaty dreszcz. Jesteś złym człowiekiem, pomyślał o sobie z goryczą.


- Chcę się z nią zobaczyć - powiedział Ceryniemu kilka dni później, gdy udało mu się w końcu opuścić Gildię pomiędzy kolejnymi zebraniami Starszyzny.

- Z Soneą? - Bystry chłopak od razu domyślił się, o kogo chodziło. - Wykluczone. Chcesz ją skrzywdzić.

Jego ton znowu przybrał tę błagalną nutę i Akkarin z rozbawieniem zrozumiał, że jego mały Złodziej darzy tę dziewczynę jakimś uczuciem.

- Nie chcę. Chcę z nią porozmawiać. Sonea może okazać się nam... przydatna.

Cery zerwał się ze swojego miejsca i Akkarin zrobiłby to samo, ale znajdowali się w jednej z ukrytych kwater Złodziei. Sufit w tym miejscu był tak nisko, że musiał uważać, by nie uderzyć się w głowę.

- Nie wciągniesz jej w to - oznajmił młodszy mężczyzna i zacisnął usta.

Akkarin wiedział, że w złodziejskim światku Ceryni cieszył się posłuchem. Mimo jego niepozornej budowy i dziecięcej twarzy, miał na swoim koncie czyny, których nie powstydziłby się niejeden przywódca podziemnej mafii. Krążyła plotka, że jednego ze swoich wrogów kazał żywcem zamurować w podziemnej komnacie. Wraz z kilkoma bardzo głodnymi limkami. Akkarin był prawdopodobnie jedyną osobą, której przywódca Złodziei się obawiał. Niewątpliwie miało to związek z faktem, że potrafił zamienić człowieka w kupkę popiołu, gdyby tylko zechciał.

- Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, kim jest twoja przyjaciółka - zadrwił.

Jeśli Ceryni poczuł się zmieszany, nie dał mu tego po sobie poznać. Jedynie zmarszczył brwi i na powrót zajął swoje miejsce za obskurnym biurkiem.

- O czym ty mówisz?

- Wyczułem jej magiczną prezencję.

- Magiczną-co?

- Słuchaj. Nie mam czasu na zbędne wyjaśnienia. Przyprowadź mi ją, a wszystkiego się dowiesz. Dziewczyna jest jedną z nas - dodał, pokazując na czarne szaty, które nosił pod płaszczem.

- Sonea!? To niedorzeczne - parsknął, jednak na widok spojrzenia posyłanego mu przez Akkarina spoważniał. - Jest taka jak ja i reszta bylców. Wychowała się z nami. Nie wyróżnia się niczym, poza... No, poza niczym. Niczym się nie wyróżnia.

Akkarin miał ochotę wywrócić oczami.

- Mogę jej pomóc.

- Eja! Chcesz ją wcielić do Gildii! Nie ma mowy! - oburzył się nagle.

- Nie do końca - mruknął powoli.

Cery podrapał się po brodzie.

- Wyraźnie coś knujesz. Ale niech ci będzie. Przyprowadzę Soneę, ale - wskazał na niego palcem i Akkarin pomyślał, że nikt inny nie odważyłby się zrobić czegoś podobnego, - to ona zdecyduje. Nie będzie chciała mieć z tobą nic do czynienia - pozwolisz jej odejść.

- Zgoda - skłamał.

- Daj mi jeden dzień.

- Jeden dzień, nie więcej.

Akkarin zaczął zbierać się w stronę wyjścia, gdy zatrzymał go głos za plecami.

- Jeszcze jedno - powiedział Złodziej i zaczekał, aż Akkarin na niego spojrzy. - To będzie dodatkowo płatne.

- Oczywiście, Złodzieju.


Myślał, że czas w oczekiwaniu na spotkanie umknie mu gdzieś, jak zwykle, gdy miał dużo pracy. Czekało go spotkanie z Lorlenem w sprawie finansowania nowego projektu Gildii, a następnie kolejne spotkanie ze Starszyzną, którą uparła się, że należy rozwiązać kwestię niewystarczającej liczby miejsc w Domu Uzdrowicieli. Coraz więcej Magów wybierało tę dziedzinę. Powoli zaczynało im brakować Wojowników i Akkarin nie mógł tego zrozumieć. Już jako dziecko marzył o tym, by przywdziać czerwone szaty. Później jednak życie zweryfikowało ten wybór. Może, gdyby nie został Wojownikiem, nie wyruszyłby do Sachaki? Może nie miałby wtedy tyle odwagi? Zostałby w Gildii i nieświadomie zapewniłby jej kolejne stulecie pokoju, zanim Ichani zorientowaliby się, jak słabi w rzeczywistości byli Magowie?

Mimo, że myśli miał wypełnione wieloma sprawami, wciąż wracał do tamtej dziewczyny. Co jeśli odrzuci jego propozycję? Nie mogło do tego dojść.

W końcu otrzymał wiadomość od Takana, że Ceryni chce się widzieć z nim tego wieczora w jednej z podrzędnych spelunek. Odwołał spotkanie z Lorlenem, wymigując się koniecznością napisania listu do Króla Merina. W niebieskich oczach jego przyjaciela pojawiło się niedowierzanie, lecz nie drążył tematu. Odkąd powrócił z Sachaki ich relacja nie była już taka, jak kiedyś. Nie miał więc odwagi, by zapytać, czy Akkarin przypadkiem czegoś przed nim nie ukrywał.

W spelunce jak zwykle było gwarno i duszno. Powietrze wypełniał zapach nieschłodzonego spylu i Akkarin musiał przełknąć gorycz na języku. Odszukał wzrokiem Złodzieja i zauważył go przy wetkniętym w najdalszy kąt stoliku. Obok niego siedziała drobna postać i rozglądała się nieufnie.

Podszedł bliżej i dopiero wtedy go zauważyli.

- Znowu ty - zauważyła, ściągając brwi. Akkarin musiał się powstrzymać, by nie unieść swoich w zdziwieniu. Dziewczyna najwyraźniej nie miała bladego pojęcia z kim miała do czynienia. A może wręcz przeciwnie?

- Znowu ja - powtórzył jej słowa i zajął wolne miejsce.

Ceryni obserwował go bacznie, a jego lewa dłoń spoczywała gdzieś pod blatem, zapewne na rękojeści noża. Zupełnie, jakby w ten sposób mógłby się przed nim obronić.

- Powiesz mi wreszcie o co chodzi? - zapytała Złodzieja, posyłając mu niezadowolone spojrzenie. - Niech zgadnę. Dowiedziałam się o waszym spotkaniu, które miało pozostać tajemnicą? Teraz chcecie się upewnić, że będę milczeć. Nic nie powiem - burknęła, krzyżując ramiona. - Nie mam w tym żadnego interesu.

- Może lepiej porozmawiajmy w nieco spokojniejszym miejscu? - zaproponował Akkarin.

Dziewczyna zacisnęła usta i prawie niezauważalnie przysunęła się do Cery'ego. Nie ufa mi, to oczywiste.

Gdy znaleźli się w kwaterze Cery'ego, ukrytej kilka metrów pod tętniącą życiem spelunką, Akkarin zaczął mówić.

- Cieszę się, że zgodziłaś się spotkać, Soneo.

Posłała mu bystre spojrzenie ciemnych oczu, które na tle jej nie do końca dojrzałej twarzy, wydawały mu się aż nadto dorosłe. No tak, przecież nie przedstawiła się. A mimo to znał jej imię. To tyle jeśli chodzi o wzbudzanie jej zaufania. Będzie musiał to odłożyć na później.

- Przejdźmy do konkretów. Nie interesuje mnie, co robiliście tamtej nocy. Cery ma mnóstwo tajemnic, nie mieszam się w nie. Tak samo, jak on nie miesza się w moją robotę - wycedziła ostatnie słowa, posyłając Złodziejowi sugestywne spojrzenie. Ten mruknął coś pod nosem.

- Masz w sobie moc - powiedział, natychmiast skupiając na sobie jej uwagę. - Magiczną moc.

- C-co? - zająknęła się i nagle w jego oczach miała może dwanaście, trzynaście lat. - A co ty możesz o tym wiedzieć?

- Powiedzmy, - zaczął i przy użyciu magii ściągnął z ramion płaszcz, - że trochę się na tym znam.

Jej oczy rozszerzyły się w przerażeniu, gdy połączyła fakty. Jego czarna szata nie pozostawiała żadnych złudzeń. Mogła żyć w slumsach i nigdy nie zbliżyć się do murów Gildii, ale musiała wiedzieć, kim był Wielki Mistrz. Otworzyła usta, jakby chciała krzyknąć, lecz zamiast tego odsunęła się w panice do tyłu. Potknęła się o własne nogi i zatoczyła, jednak Cery w porę chwycił ją za łokieć.

- Wiedziałeś? - wykrztusiła i zanim jej odpowiedział, rzuciła się do ucieczki.

Nim dotarła do drzwi, Akkarin zagrodził jej drogę i wyciągnął przed siebie ręce w uspokajającym geście. Sonea poleciała do tyłu i upadła.

- Uspokój się proszę, nie chcę cię skrzywdzić...

- Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia! - krzyknęła, odsuwając się pod ścianę.

Poczuł na sobie palące spojrzenie Ceryniego.

- Najpierw porozmawiajmy.

- Odsuń się. Cery, jak mogłeś, wiesz, że-

- Soneo, daj mu szansę - przerwał jej Złodziej.

Wbiła w niego spojrzenie i wstała szybko z podłogi.

- Mag?! Wielki Mistrz?! Współpracujesz z Magiem?!

Akkarin zmieszał się nieco. Wiedział, że Magowi budzili w bylcach strach. Wiedział, że brali udział w corocznych Czystkach, ale nie spodziewał się takiej paniki. Może dziewczyna miała za sobą jakieś wyjątkowo nieprzyjemne doświadczenie? Nie musiał długo czekać na odpowiedź.

- Pamiętasz tamtego chłopca? Podczas zeszłorocznej Czystki?! Usmażyli go żywcem! To mordercy, nie można im ufać!

Szybko przypomniał sobie tamto wydarzenie. Tak, doszło do jakichś zamieszek. Chłopak zaczął się robić zbyt agresywny. Kilkoro Magów chciało go ogłuszyć, ale zamiast tego...

- To był wypadek. Nikt nie chciał go skrzywdzić. Połączone uderzenia ogłuszające zbiły się w jedno uderzenie ogniowe.

- Nie rozumiem połowy słów, które wypowiadasz - syknęła ze łzami w oczach.

Była naprawdę przerażona. Dlaczego Cery go nie uprzedził? A może to właśnie była chytry plan Złodzieja? Zacisnął jedną pięść. Ceryni chyba zapomniał, z kim pogrywał.

- Soneo. Chcę ci pomóc. Wiesz co się stanie, jeśli Gildia dowie się, że w slumsach przebywa nieszkolony dziki Mag?

- Zabiją mnie?

- Nie. Nie wiem. Ale na pewno nie pozwolą ci tu zostać. Ja mogę dać ci wybór.

- Wybór?

- Możesz tutaj zostać. A ja nauczę się wszystkiego, co powinnaś wiedzieć.

Zapadła cisza. Nawet Ceryni nie miał pojęcia o tej części planu i teraz nerwowo poruszył się pod ścianą. Sonea patrzyła na niego wielkimi oczami, jakby za wszelką cenę próbowała go zrozumieć. To jeszcze dziecko, pomyślał. Mogła mieć około siedemnastu lat, nie więcej.

- Możesz też udać się ze mną do Gildii, ale wtedy będziesz musiała pamiętać, by zachować wszystko, co tu się wydarzyło, w tajemnicy. Zostaniesz Nowicjuszką, zamieszkasz tam z innymi adeptami.

- Nie pójdę tam. Nigdy w życiu...

- Więc zostań. I pozwól mi cię szkolić. - Nagle zdał sobie sprawę z szybko bijącego serca w swojej piersi.

Milczała, nie odrywając od niego wzroku. Nigdy nie wziął sobie Nowicjusza. Nie miał pojęcia, jak to było uczyć kogoś od zera, a już tym bardziej robić to wbrew prawu. Szkolić potajemnie dzikiego Maga. Czarnego Maga...

- A jaki ty masz w tym interes? Wolno wam tak robić?

- Pozwól, że na razie zachowam to dla siebie - odparł, czując jak kącik jego ust drgnął nieznacznie. - Ale owszem, w zamian będę miał w wobec ciebie pewne oczekiwania.

- Potrzebuję...

- Czasu. Wiem. Daję ci go do jutra. Jeśli nie otrzymam twojej odpowiedzi, będę zmuszony poinformować kogo trzeba, że w mieście przebywa nieszkolony Mag. Zaczną cię szukać.

- Już o tym mówiłeś. A teraz, zostaw nas samych, proszę - powiedziała przez zaciśnięte zęby.

Ruszył ku drzwiom, lecz wtedy zdał sobie z czegoś sprawę.

- Nie przedstawiłem ci się. Akkarin z rodu Devlon, domu Velan.

- Cóż, Akkarinie - powiedziała, mrużąc oczy. - Moje imię już znasz.


A więc tak. Powracam. Z nowym opowiadaniem, z głową pełną pomysłów. Czekam na wasze wsparcie, albo raczej na cokolwiek, co macie mi do powiedzenia :D. Kolejny rozdział mogę zapowiedzieć najwcześniej za tydzień, NO CHYBA, że mnie zmotywujecie. Dajcie znać, czy jesteście ciekawi, co będzie dalej, bo ja już wiem... ;)