Connor po raz kolejny przetarł zmęczone oczy wierzchemchem ręki na zegarek. Prawie dwudziesta trzecia trzydzieści. Dawno już trzeba uporać się z raportem i położyć do łóżka. Nawet Sumo pochrapywał szczęśliwie na daniu i pod, złożonym na panelach, pyskiem utworzył się mała plama śliny. Niestety, od czasu rewolucji androidów objętych miesiącem temu, ilość przydzielonych mężców rozciąga się na stały się rosnącą stertą gówną, która jest nie malała. Częstoby zarywał kolejne noce nad dokumentacją, wszystko piętrzyło się i przygniatało go. Do tego, po swoim ostatnim niefortunnym „wypadku", wciąż pozostawał pod czujnym spojrzeniem kapitana Fowlera.
Wzdrygnął się i podskoczył, kiedy niespodziewanie ktoś zadzwonił do drzwi. Sumo leniwie podniósł się ze swojego miejsca i szczeknął.
- Kogo o cholery niesie w środku nocy? - warknął, wstając i pospiesznie idąc odtwarzać.
- Sumo, spokój. - Nie chciał, żeby pies lub kolejny dzwonek obudziły Nicolasa. Jestem młodszy brat i tak nie spał wiele przez ciągłe koszmary. Nic jednak nie przygotowało go na gościa, którego zastał na progu swojego domu.
- Poruczniku Anderson, nazywam się Hank. Jestem androidem przydzielonym jako twój partner. Szukałem cię na stacji, ale nikt nie wie gdzie jesteś Powiedzieli, że prawdopodobnie poszedłeś do domu. Miałem szczęście twój adres w polityce opartej na danych.
Connor przez chwilę gapił się na androida w osłupieniu, starając się obudzić swój na wpół uśpiony umysł. Android ... Przysłany, by być jego partnerem ...
- Po co? - ostatnie pytanie zadał na głos przyglądając się mężczyźnie.
Wyglądał zdecydowanie starzej, niż androidy, które zwykle można było zobaczyć na ulicach. Gdyby był człowiekiem, Connor dałby mu jakieś pięćdziesiąt lat. Włosy zgarnięte są w małej kitce, z przodu kilka pasm opadł na kwadratową szczękę ze schludnie przyciętym zarostem. Nie miałam na sobie oficjalnego stroju, który do niedawna musiała zawierać wszystkie androidy, ale też Connor nie spodziewał się tego odkrycia reklamowanego w wolnymi, żywymi istotami. Mimo wszystko biała koszula, czarna marynatka i idealnie zawiązany krawat nadawały mu formalnego kształtu.
- Zostałem wysłany jako twój partner do badań masowych zaginięć i morderstw androidów. Pojawiło się nowe doniesienie. Morderstwo oraz dostępny porwanie, na przedmieściach. - Connor miał ochotę walić głowę we framugę. Nienawidził nocnych wezwań, nie kiedy od dwóch dni nie zmrużył oka. Pokręcił głowę, chcąc odgonić napływające zmęczenie.
- Jasne ... Tak, zaraz będę gotowy ... Daj mi tylko chwilę. - Wrócił do kuchni pozostawiając drzwi otwarte, by dać androidowi sygnał, by się gdzieś rozsiadł. Wolał nie wychodzić z domu bez mocnej transmisji kofeiny. Nie, kiedy czuł się jak gówno. Dopiero w kuchni zdałam sobie sprawę, w jak okropnym stanie znalazłem się połączony z kuchnią salonu.
Kanapa od kilku dni w pełni dla niego roli łóżka i była teraz zawalona wymiętą, na pół zrzuconą na podłogę, kołdrą oraz poduszkami. Na małym stoiku do kawy, a nawet na przykład tuż przy drewnianych nogach Stała połowa kubka pasuje do domu. Druga połowa zaśmiecała stół w kuchni razem z porozrzucanymi aktami ze spraw.
Conor jęknął ukrywając twarz w dłoniach, podchodząc do szafki i szukając, wykorzystując czystego kubka ... Tak jak się spodziewasz, nie było go. Pięknie ...
Szybko chwycił pierwszy kubek, który mu się napatoczył i przepłukał go pod zlewem, drugą ręką obsługi ekspresu do kawy. Kiedy naszykował wszystko, rzucił się do swojej sypialni po ubraniach. Kiedykolwiek będziesz się w korytarzu, stanął jak wryty.
Android nadal był przy otwartych drzwiach na progu domu.
- Boże ... - jęknął jeszcze raz przeciąć zmęczone oczy. - Właź do środka, zanim całkiem wychodzisz dom. Usiądź gdzieś, zajmij się czymś ... Nie wiem, po prostu się rozgość.
Miotał się po domu niezorganizowany, nie pewny co robić.
- Chryste, dzieciaku, uspokój się, bo nie mogę być już na patrzeć ... - Odwrócił się gwałtownie i spojrzał na dostępne ściany androida, który z krzywym uśmieszkiem rozłożył się na zapalniczkę, który się obracał między palcami. Drzwi do domu były podzielone, a migający płomień i dochodzenie z kuchni światła były używane, co rozświetlało pogrąży w ciemności korytarz.
- Ty ... co? - Drastyczna zmiana zachowania Hanka całkowicie wytrąciła go z równowagi. Teraz był taki ... znudzony. Sposób w jaki zbliżasz się do ścian, jak metalowa, stara zapalniczka włącza się między jego placami i czasem otwierając się i wypuszczając żółty język ognia ... Jakby był blisko starszego rangą detektywistycznego, przydzielonego przydzielonego świeżo upieczonego szczeniaka, który jakimś cudem dostał się do policji i teraz miał plątać mu koło nogi w nadziei, że może coś się nauczy.
- Weź głęboki wdech i zastanów się, co chcesz zrobić. Boże, jesteś tak niezorganizowany ... - Zrzędliwy android, zamiast sztywnej maszyny bez emocji ... Cóż, na pewno nie polepszało jego sytuacji. Niczym wisienka na wielkim gównianym torcie, otworzyły się drzwi drugiej sypialni i progu stanął Nicolas.
– Connor? Stało się coś? – Zaspany trzynastolatek przetarł oczy, a potem wbił gniewne spojrzenie w Hanka. – Co tu robi android?
Connor zmusił się do delikatnego uśmiechu i stanął przed bratem, zasłaniając mu widok.
– Nie bądź niegrzeczny Nico – skarcił delikatnie. – Najwyraźniej od dzisiaj będziemy razem pracować. To nic wielkiego, naprawdę, ale dostałem wezwanie i muszę iść. Postaram się wrócić do rana, ale gdybym nie zdążył w lodówce masz kanapki na śniadanie i do szkoły. Poradzisz sobie z dojazdem autobusem?
Chłopiec zmarszczył brwi i przekrzywił głowę. Roztrzepane od snu, brązowe włosy odstawały mu na wszystkie strony, a czekoladowe oczy nadal były lekko zamglone.
– Jasne... Tylko... Connor? Uważaj na siebie i... nie przesadź tym razem, dobrze? – Coś ciemnego mignęło w oczach Andersona. Coś jak strach, lub... ból? Potem jednak uśmiechnął się szerzej i poczochrał włosy brata.
– Obiecuję, przecież mnie znasz... – powiedział odwracając się na pięcie i ruszając do swojej sypialni. Kiedy zniknął za drzwiami, Nicolas został z Hankiem sam.
– To przez ten ostatni wypadek, prawda? To dlatego przydzieli cię do pracy z moim bratem – zgadł chłopak. Android popatrzył na niego ciekawie, ale pozwolił dziecku kontynuować.
– Tak bardzo się starał... Przez tyle lat... nie miał ani jednego niepowodzenia, ani jednej nierozwiązanej sprawy. Był najlepszy! Jedno potknięcie, jeden błąd i co?! Przydzielają mu blaszaną nianię... – Twarz trzynastolatka wykrzywiła się gniewnie. – Miał jedno załamanie, a ludzie już myślą, że mu odbiło! Miał prawo! Miał prawo po tym, co nas spotkało! Pracuje każdego dnia, daje z siebie wszystko, ale czy kogoś to obchodzi?!
– Właściwie, dzieciaku... – Hank w końcu przerwał tyradę, ani trochę nie wzruszony wściekłością dziecka. – Przydzielono mnie tutaj, w ramach tego absurdalnego programu asymilacji androidów. Zostałem partnerem twojego brata właśnie dlatego, że jest najlepszy. Jeśli były jakieś inne powody, nigdy mi ich nie podano.
Nicolas przez chwilę gapił się z otwartymi ustami, a potem drzwi znowu się otworzyły i na korytarz wyszedł Connor. Grymas na twarzy, zmarszczone brwi ... Był zły.
- Connor ja ... - Nico zaczął się tłumaczyć, ale jego brat po prostu pokręcił głowę.
- Wracaj spać, Nico ... Wrócimy do tej rozmowy, kiedy skończę pracę.
Chłopiec skrzywił się, spuścił głowę i bez słów zniknął w pokoju. Po domu rozniósł się huk zamykanych drzwi. Ze zmęczonym westchnieniem Connor zwrócił się w stronę androida.
- Idziemy?
Kiedy zamykał za sobą drzwi kawa i kubek pozostały w kuchni. Zapomniane.
* dewiant / dewiacja - wiem, że w oryginalnym tłumaczeniu gry, słowo defekt, ale po takich ilościach anglojęzycznych ficków i przepięknej wersji, gdzie występuje słowo „deviant" wolałam to zamienić na,, Przepraszam, jeśli ktoś jest przywiązany do języka tłumaczenia ...
