Długo mnie nie było wiem... to były ciężkie miesiące i nie wiem kiedy będą kolejne aktualizacje. Przepraszam... ta historia rozpoczyna się od kilku historii nowych i obecnych postaci. Postaram się też żeby rozdziały były dłuższe.


Mina

Minie już ponad 3 lata odkąd tu jestem. Nie potrafię wyobrazić sobie co działoby się ze mną teraz gdyby nie Nala…

3 lata temu….

-hej Mina zróbmy cos szalonego mam spreje- powiedziała Ad

- znasz mnie ja zawsze – roześmiałam się mam naprawdę fajnie życie zero ograniczeń zero odpowiedzialności. Nie mam nikogo więc nie muszę się nikogo słuchać. – tylnia ściana tego więzienia

- idealnie- powiedział Eric i poszliśmy zrobić nowe grafity. Nagle jednak zauważyła nas Akme zaczęliśmy biec ale niestety mi się nie udało. Nienawidzę tej baby jest straszna cały czas nas bije tym razem zarobiłam po twarzy.

- idziemy do dyrektorki- powiedział ten babsztyl i zaciągnęła mnie do gabinetu.

- pani Akme co panią sprowadza… rozumiem proszę nas zostawić – powiedziała ta dyrektorka to spoko babka żal mi jej trochę ale taka już jestem co poradzę – och Mina trzeci raz w tym tygodniu – powiedziała podchodząc do mnie- powiedz mi czemu ty to robisz jesteś zdolna i mądra mogłabyś dużo osiągnąć dlaczego- zapytała patrząc mi w oczy

- i tak już nic nie osiągnę po tej dziurze- zażartowałam

- wiesz że nie zostawiasz mi wyboru jeżeli nie zmienisz zachowania to będę zmuszona cię przenieś do innego ośrodka wychowawczego zastanów się – powiedziała

- mogę już iść

- tak możesz – powiedziała po czym wyszłam. Nie wiem co ona się tak mną przejmuje. O ja… nie mam ochoty żyć jak każdy dzieciak nauka obowiązki kąpiel jedzenie łóżko zajęcia dodatkowe i szkoła. Chcę żyć pełną życia.

Kilka dni później

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Magowie ognia mają stawić się w Sali nr 5. No nie jakieś kolejne kontrole cudownie. Weszłam do 5 i rozejrzałam się nie było żadnych lekarzy tylko młoda kobieta i nasza pani dyrektor.

- mam nadzieje że to już wszyscy to jest księżniczka Nala przyjechała do nas ponieważ jest nową strażniczką ognia i szuka sobie obrońcy i ucznia. Za chwilę wszyscy z was pokażą co umieją. Tylko podejdziemy na salę gimnastyczną – powiedziała. Świetnie pokazówka tego mi trzeba poczekam z boku może nikt nie zauważy. Siedziałam na trybunach aż do momentu kiedy podeszła do mnie ta księżniczka

- ej chyba zostałaś nam już tylko ty spróbujesz

- czemu nie –powiedziałam wstając zaczęłam od prostej kuli z ognia i pokazu kolumn. Nic nadzwyczajnego. Potem zaczęłam tworzyć mały wir ognia i po jakimś czasie płomienie stawały się w nim niebieskie. Uda mi się. Powiedziałam do siebie i wtedy nastąpiła eksplozja. Obudziłam się w gabinecie higienistki tylko był pewien problem nigdzie jej nie było. Była tylko ta kobieta stojąca nade mną i bandażująca mi rękę.

- obudziłaś się to dobrze oparzenia są niegroźnie zagoją się zanim zauważysz jak się czujesz – zapytała

- chyba ok

- byłaś wspaniała naprawdę rzadko widzi się taki talent chcesz żebym pokazała ci ten ruch

- a możesz… a mogłaby pani

- mów mi Nala za piętnaście minut na sali gimnastycznej.

- dobrze- powiedziałam i wyszłam z gabinetu przebrałam się w coś lepszego do ćwiczeń i spięłam włosy. Kiedy weszłam Nala już czekała.

- jesteś myślałam że się nie doczekam popatrz – powiedziała i zaczęłyśmy.

Następnego dnia

Po szkole mieli ogłosić kto pójdzie z Nalą. Nie nastawiałam się jakoś bardzo. Wiem że Sara bardzo chce z nią pojechać i że zrobiłaby wszystko żeby tylko to zrobić. Pewnie ulegnie jej wdziękowi jak zwykle.

-hej Mina jak się czujesz – zapytała Sara wychodząc z za rogu

- nie chcę problemów odejdź

- a je nie przyszłam na ciebie kablować chcę tylko coś załatwić – powiedziała po czym jeden z jej sługusów złapał mnie i zaczął mnie bić. – stolica będzie moja rozumiesz i nikt a zdecydowanie nie ty mi w tym nie przeszkodzi Tom daj jej nauczkę – powiedziała i ten chłopak znów zaczął mnie okładać.

- co tu się dzieje – usłyszałam głos dalej nie wiem co się działo. Obudziłam się kilka dni później w szpitalu. Dookoła mnie nikogo nie było rozejrzałam się jeszcze raz i zobaczyłam że mam rękę w gipsie podnieść ale nie mogłam. Zaczęłam panikować rozglądać się na boki i desperacko szukać wyjścia. Wtedy ktoś wszedł. Zamarłam.

-Mina spokojnie ej nie ruszaj się tak bo możesz sobie zrobić krzywdę. Spokojnie wszystko jest dobrze jesteś w szpitalu nikt cię tu nie skrzywdzi. – powiedziała Nala gdy tylko zauważyła moją panikę.

- co się stało –powiedziałam gdy siadała koło mnie.

- Masz poważnie złamane żebra i rękę dlatego te wszystkie bandaże. Do szpitala trafiłaś zaraz po napadzie. Gdy cię znalazłam. – powiedziała kładąc mi rękę na głowie od razu próbowałam się odsunąć

- zabieraj łapę – krzyknęłam

- widzę że przed nami dużo pracy. Jak pewnie się domyślasz moja decyzja była taka że to właśnie ciebie zabiorę ze sobą ale zanim zaczniemy ćwiczyć musisz wyzdrowieć i zaczniesz wyglądać normalnie to znaczy zero kolorowych włosów.

- czemu mam to zrobić

- mam dla ciebie pewien układ. – powiedziała i uśmiechnęła się – słyszałam że grozi ci poprawczak jeżeli zostaniesz ze mną przez trzy lata i twoje zachowanie w tym czasie będzie odpowiednie po tym czasie będziesz mogła odejść a ja wymaże to zagrożenie poprawczakiem.

- a jeśli się nie zgodzę

- proste po wyjściu ze szpitala zostaniesz zabrana do poprawczaka.

- trzy lata i ani dnia więcej

- to zależy od ciebie zgoda

- zgoda

Teraźniejszość

I tak zaczęła się moja przygoda minęły ponad trzy lata a ja na razie się nigdzie nie wybieram. Od samego początku była bliżej mnie niż ktokolwiek w moim życiu, jakbyśmy się wyczuły czy coś. Mimo tego że Nala jest wymagająca, nawet bardzo wymagająca zawsze się o mnie troszczyła. Po jakimś czasie zaczęłam ją nawet traktować jak matkę. Pomimo tego że po między nami jest tylko 5 lat różnicy. Pamiętam moje pierwsze dni to był koszmar.

3 lata temu

Minął chyba dzień odkąd się zgodziłam i to była średnio mądra decyzja. Trudno to tylko 3 lata dam radę.

- Mina jak się czujesz – usłyszałam głos Nali

- dobrze

- co dziś robiłaś

-a co cię to interesuje – powiedziałam. Ona tylko się na mnie popatrzyła – próbowałam czytać tę książkę którą mi dałaś – powiedziałam po chwili milczenia

- Mina czemu ty jesteś taka – zapytała chciałam jej wszystko powiedzieć ale coś mnie powstrzymywało

- ja… uwierz mi próbuje ale… - zaczęłam ale nie potrafiłam skończyć aż w pewnym momencie łzy naleciały mi do oczu

- ty płaczesz- powiedziała moja mentorka

- nie… to… nie…

-obiad – usłyszałam głos pielęgniarki z wózkiem wyrywający mnie i Nalę z niezręczniej ciszy. Moja nowa mentorka wstała i zabrała jedzenie. Po chwili postawiła łóżko.

- proszę spróbuj zjeść dobrze – powiedziała Nala

- ok – powiedziałam i zaczęłam próbować zjeść lewą ręką ale trochę mi to nie szło.

- wszystko w porządku

-tak tylko nie za bardzo radzę sobie z jedzeniem lewą ręką

- pokaż – powiedziała i wzięła łyżkę

- ej nie musisz mnie karmić nie jestem małym dzieckiem

- ok jak wolisz zawszę możesz się trochę pomęczyć – powiedziała z lekkim uśmieszkiem

- nie poczekaj w porządku

- co w porządku

- mogłabyś mi pomóc – zapytałam

- oczywiście – powiedziała i zaczęła pomagać mi ze zjedzeniem obiadu. To było miłe. Nawet bardzo miłe. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do jej obecności. Czasami po prostu przymnie siedziała i czytała książkę a ja potrafiłam zasnąć. Po ponad 2 tygodniach wypisano mnie ze szpitala i pojechałam z moją mentorką do jej domu. Tak jak jej obiecałam przefarbowałam włosy na mój naturalny kolor. Po drodze Nala powiedziała że kupiła mi coś do ubrania. Przyznaje bałam się że to będzie dziecinne ale bardzo się myliłam Nala kupiła mi świetną dżinsową sukienkę i kilka białych podkoszulków do niej. Jeśli mogę chodzić w takich rzeczach to może nie będzie aż tak źle. Pewnego dnia dostałam straszną wiadomość od dziewczyny mojego brata Mikael zmarł przez nie uwagę mojej matki. Chciało mi się płakać. Dlaczego właśnie on. Był tak dobrym i troskliwym bratem obiecał mi nawet że jak skończy studia to zabierze mnie do siebie. Nie to nie może być prawda. Płakałam przez kilka godzin i dochodziła północ ale nie potrafiłam przestać. W końcu to mój kochany brat.

- Mina co ty wyprawiasz dochodzi 12 – usłyszałam głos Nali w jednym z tych ostrzejszych tonów. Nie potrafiłam przestać płakać. Usłyszałam że Nala siada koło mnie i poczułam jej miękką rękę na moim ramieniu- Mina co się dzieje.- zapytała zmartwiona mam już dość ukrywania tego wszystkiego więc opowiedziałam jej całą moją historię.

- Nala widzisz moi rodzice wcale nie zginęli w wypadku samochodowym.

- jak to nie

- mój ojciec zaginął jak miałam 9 lat a po tym moja matka zaczęła pić pewnego dnia powiedziała że nigdy nie chciała mięć córki i oddała mnie do sierocińca mówiąc że moi biologiczni rodzice zmarli w wypadku samochodowym. Miałam brat obiecał mi że jak skończy studia to mnie do siebie zabierze. Widzisz dziś… - próbowałam wydusić z siebie to że mój brat nie żyje.

- dzisiaj jest rocznica tego gdy cię porzuciła

-nie dziś dowiedziała się że mój brat nie żyje.- wykrzyczałam i zaczęłam z powrotem płakać. Nic nie mówiła po prostu mnie przytuliła. Przyznaje na początku chciałam ją odepchnąć ale po chwili zrozumiałam że to właśnie było mi potrzebne, więc wtuliłam się w nią. – dlaczego właśnie on – mówiłam przez łzy.

- tak bardzo mi przykro kochanie – powiedziała przytulając mnie mocniej – uwierz mi wiem jak to jest stracić kogoś kogo bardzo kochasz, ale ja zawszę już będę tu dla ciebie i obiecuje cię chronić wiem że nie zastąpię ci brata. Nikt nie może tego zrobić. Mina jesteś dla mnie jak siostra może nawet i córka. – płakałam jeszcze przez długi czas aż w końcu zasnęłam jej ramionach. Nie wiem ile spałam ale kiedy obudziłam się rano dochodziła 10. Byłam mocno zdziwiona że budzik nie zadzwonił. Szybko zebrałam się i zbiegłam na dół gdzie czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka. Nala nie była w szpitalu tylko w domu.

- Nala… przepraszam że dopiero wstałam budzik mi nie zadzwonił i… już wychodzę- powiedziałam zabierając jakieś owoce z lodówki.

- ale ja specjalnie wyłączyłam budzik i nie budziłam cię. - jej odpowiedź mnie z szokowała.

- co

- uznałam że powinnaś przez kilka dni zostać żałoba po kimś z rodziny nie jest przyjemna. Więc z tobą zostanę możemy robić co chcesz oprócz malowania grafity i tego typu rzeczy.

-naprawdę tak myślisz

- tak i lepiej żebyś w tym czasie nie była sama.

- dziękuję. – powiedziałam i mocno ją przytuliłam. Nie była na to przygotowana i było to widać bo strasznie ją to zaskoczyło. Chyba jednak nie miała nic przeciwko.

-chciała bym ci coś pokazać - powiedziała poszłam z nią do szpitala i skręciłyśmy na oddział intensywnej terapii. – opowiedziałaś mi swoją historie to teraz czas na mnie. Urodziłam się w rodzinie królewskiej jako pierwsze dziecko. Kilka miesięcy po moim urodzeniu w rodzinnym świecie mojego ojca wybuchła wojna. Moja matka urodziła mnie mając 16 lat. Co oznacza że jestem o rok starsza iż ona wtedy. Były to jej pierwsze lata jako królowa. Chciała dużo zmienić więc odstawiła rodzicielstwo na bok. Kiedy miałam 5 lat moja matka ponownie zaszła w ciąże ale mój ojciec nigdy nie dowiedział się o tym bo go złapano i nigdy więcej go nie widziałam. Przez te wszystkie lata opiekowały się mną na zmianę przyjaciółki moje matki, aż w końcu zostałam adoptowana przez jej najlepszą przyjaciółkę z dzieciństwa Marę. Adoptowała mnie nie długo po ogłoszeniu że będę jej następczynią. Przez te wszystkie lata Mara ze swoim mężem wychowywali mnie jak swoje dziecko, więc nic nie czułam gdy moja biologiczna matka zapadła w śpiączkę. Miałam wtedy 10 lat. Dwa lata wcześniej urodziła się pierwsza córka Mary, a trzy lata później druga córka. Tuż po jej urodzinach jej mąż okazał się zdrajcą i zamieszkałyśmy same. Mara właśnie wprowadziła mnie do dwóch światów które stały się w późniejszym czasie bardzo ważne w moim życiu. Zaszczepiła we mnie miłość do ognia i zainteresowanie ludzkim ciałem. Dwa miesiące przed moim odebraniem dyplomu, została zaatakowana, kazała mi wtedy obiecać że zaopiekuje się jej córkami będę odpowiedzialna i będę walczyć o dobro i wolność naszego świata. Mówiła to jakby wiedziała co zaraz się stanie. Trafili ją z broni biologicznej do tej pory tu leży. Mięło prawie 5 lat od tego wydarzenia. Nie mogłam dotrzymać wszystkich tych obietnic. Jej córki Charllote i May mieszkają w internacie dla czystych genetycznie. Charllote wyjdzie stamtąd za 4 miesiące, May za rok. – mówiąc to podeszłyśmy do szyby przy jednym z pokoi – chciałabym ci przedstawić Mara Black, moja mentorka i matka.

Po tym zajściu zaczęłam rozumieć Nalę i trochę bardziej jej ufać. W gruncie rzeczy byłyśmy nawet podobne. W końcu mogłam z kimś porozmawiać i poprosić o radę. Nala jest też świetną nauczycielką i magiem więc po jakimś czasie ( jak skończyła z treningami wytrzymałościowymi) ćwiczenia stały się proste i przyjemne. Postępy które robiłam zaskakiwały mnie do tego stopnia że przecierałam oczy ze zdumienia za każdym razem gdy przypominałam sobie jak zachowywałam się wcześniej i jak wyglądały moje umiejętności w walce.

Teraźniejszość

Nala walczyła o mnie każdego dnia. Walczyła o to abym wyrosła na wartościową osobę. Starała się bym miała dobry start w przyszłość jestem jej za to bardzo wdzięczna nauczyła mnie przede wszystkim, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. I nie należy się poddawać zwłaszcza jeśli chodzi o naszą przyszłość. Zawsze należy szukać naszych życiowych szans. Była jedną z najlepszych rzeczy które mnie w życiu spotkały.