2 listopada 1996 roku, Hogwart

Choć od zakończenie meczu minęło kilka godzn, to Damian wciąż nie był w stanie opanować towarzyszącej mu eforii. Na jego nastrój z pewnością wpływały reakcje Puchonów, którzy zachwycali się jego grą. Wszyscy podchodzili do niego, by mu pogratulować świetnego występu. W pewnym momencie naprzeciw niego stanął Ernie, którzy rzekł:

— Nie śpieszyło ci się z tym łapaniem znicza. Przez ciebie chyba się przeziębiłem.

— Sam przed meczem mówiłeś, bym się cieplej ubrał. Mogłeś skorzystać ze swojej rady — zripostował Damian

— Po prostu przeceniłem twoje umiejętności — rzekł Ernie, puszczając oczko.

Damian pokręcił głową, jak tu nie lubić tego irytującego skurczybyka? Następnie Ernie spoważniał:

— Dawno nie widziałem tak brutalnego pojedynku szukających. Cud, że żadne z was nie doznało poważnej kontuzji.

Damian skinął głową. To była naprawdę twarda rywalizacja, która mogła zakończyć się naprawdę niebezpiecznie.

Chwilę później podeszli do niego Justin oraz Susan.

— Byłeś niesamowity! Słyszałam, że umiesz świetnie latać, ale w życiu nie spodziewałam się czegoś takiego! — odparła Susan, która miała ślady paznokci na policzkach.

— Zgadzam się, to był wyjątkowy pokaz latania — odparł Justin, dumnie wskazując na swój kapelusz.

Po wielu dyskusjach na temat meczu,, które minęły Damianowi wyjątkowo szybko, do Pokoju Wspólnego weszli Nick z Eurigiem.

— Ognista Whisky dla wszystkich! — krzyknął Nick, stawiając stos butelek z alkoholem na stół.

— Czyś ty zwariował?! Miałeś kupić piwo kremowe! — krzyknęła zszokowana Sarah

— Po co latać Zmiataczem jak można Błyskawicą? — oświadczył Eurig z uśmiechem

— Kto wam to, do wściekłego hipogryfa, sprzedał? — spytała Ellen.

Uczniowie Hogwartu, nawet po ukończeniu pełnoletności, nie mogli kupować i spożywać legalnie Ognistej Whisky. Ten przepis został wprowadzony dopiero w 1976 roku, kiedy Syriusz Black i James Potter zostali przyłapani na byciu w stanie wskazującym podczas lekcji wróżbiarstwa. Jak obydwaj stwierdzili: "Dzięki temu można dostrzec znacznie więcej". Najciekawszy w tej sytuacji był fakt, że zakaz picia alkoholu przez uczniów uznawano za taką oczywistość, że do tamtej pory nie uwzględniono go w oficjalnym statucie szkoły.

— Znajomy barman w Gospodzie pod Świńskim Łbem — rzekł Nick, który z lubością wpatrywał się w butelki Ognistej Whisky.

Sarah spojrzała na butelki z lekkim niesmakiem, lecz po chwili na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

— Kieliszek do pełna, proszę — rzekła w kierunku Nicka

— Kieliszek dla najlepszej ścigającej w Hogwarcie — rzekł Nick, rozlewając alkohol.

Kiedy Sarah wzięła kieliszek została otoczona przez tłum.

— Ona naprawdę chce to wypić? — szepnęła dziewczyna z drugiej klasy do swojej koleżanki

Sarah powąchała trunek. Wyczuła charakterystyczny zapach dymu oraz nutkę owoców. Podniosła kieliszek do góry:

— Wznoszę toast za najlepszą i najfajniejszą drużynę quidditcha na świecie jaką jest Huffelpuff!

Następnie, przy burzy oklasków, wypiła kieliszek i położyła go dnem do góry.

— Ale mocne! — syknęła, krzywiąc się i wzdrygając.

— No pewnie, że mocne! Nalewam wszystkim uczniom od szóstej roku w górę! — oznajmił Nick. Uczniowie piątego roku wydali z siebie zbiorowy jęk zawodu.

Kiedy Nick podał Damianowi kieliszek z alkoholem, Damian poczuł panikę. Naprawdę nie chciał pić alkoholu!

— Nick, proszę, nie zmuszaj mnie do tego! — rzekł, prostując przy tym dłonie.

Nick uśmiechnął się promiennie:

— Widziałem twoją randkę z Sarah w Hogsmeade. Ta impreza to fantastyczna okazja, by się do niej zbliżyć. Wypij jednego na odwagę, a reszta pójdzie sama.

Damian poczuł ukłucie w żołądku. Spotkanie w Hogsmeade było dla niego spełnieniem marzeń, ale od tamtej pory nie znalazł w sobie odwagi na posunięcie relacji naprzód. Może alkohol wyzwoli w nim więcej śmiałości?

— Może faktycznie wypiję jedną kolejkę…— rzekł Damian, sięgając po kieliszek

Damian natychmiast poczuł niezwykle silną woń dymu. Tak mocną, że o mało co nie stracił powonienia.

Czy na pewno powinienem to zrobić? — pomyślał, a następnie spojrzał na roześmianą Sarah, otoczoną przez kilku uczniów z siódmego roku.

Z jakiegoś powodu widok Sarah wśród innych chłopaków wzbudził w nim wściekłość. Nie chciał, by znajdowała się w ich towarzystwie.

Damian zatkał sobie nosi i wypił zawartość kieliszka. Poczuł smak spirytusu, który nim wzdrygnął. Po chwili przez jego organizm przeszła fala ciepła. Nagle poczuł przypływ odwagi. Natychmiast podszedł do Sarah, gdy do niej dotarł położył dłoń na jej ramieniu, szepcząc:

— Porozmawiamy na osobności?

Sarah odwróciła się i szeroko uśmiechnęła:

— Bardzo chętnie

Poszli w kierunku dormitorium chłopców, które w tamtej chwili było niemal całkowicie opuszczone.

Kiedy usiedli na łóżku Damiana, chłopak rzekł:

— Nie sądziłem, że naprawdę wypijesz whisky

— Ja za to jestem zaskoczona, że ty również to zrobiłeś. — rzekła Sarah, muskając pościel dłonią.

— Skąd wiesz, że to zrobiłem? — rzekł zdumiony chłopak

Sarah pokręciła głową, na jej policzkach pojawiły się dołeczki.

— Podszedłeś do mnie pomimo tego, że byłam otoczona wieloma ludźmi. To jest kompletnie nie w twoim stylu.

Damian natychmiast się zaczerwienił. Sarah czytała w nim jak w otwartej książce! Jednak błyskawicznie odzyskał rezon.

— Po prostu bardzo chciałem z tobą porozmawiać

— Interesujące, kontynuuj. — rzekła Sarah, spoglądając mu w oczy.

Damian dopiero wtedy dostrzegł jak piękne są jej brązowe oczy. Poczuł niesamowite podekscytowanie, którego nie można było porównać z niczym innym. Z każdą upływającą sekundą tracił poczucie miejsca i czasu, liczyła się tylko siedząca naprzeciwko niego Sarah.

— O! Tutaj jesteście! Przynieść wam po kieliszku?! — spytał Zachariasz, który prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu był uśmiechnięty od ucha do ucha.

— Nie, dzięki. Później sobie weźmiemy — rzekła Sarah

Damian miał ochotę uderzyć dłonią w łóżko. Zachariasz kompletnie zrujnował towarzyszące im napięcie. Kiedy wyszedł, Sarah spytała Damiana:

— Co powiesz na mały spacer po Hogwarcie?

Damian przytaknął, czując przygnębienie.

Jednak wyjście z Pokoju Wspólnego nie było takie proste. Musieli przeciskać się przez tłum uczniów, który tańczył do piosenki" The Seven Wishes of Witches".

— Może się do nich przyłączymy? — rzekł Damian, który z ciekawością obserwował bawiących się znajomych. Z tego co zaobserwował, Nick nie tylko był świetnym kapitanem, ale również bardzo dobrym tancerzem. Damian nie mógł uwierzyć w płynność ruchów Nicka podczas tańca z Ellen.

Sarah zbyła jego pytanie machnięciem ręką:

— Jest zbyt głośno, wolę cichsze miejsca.

Po wyjściu z Pokoju Wspólnego Damian zorientował się, że Sarah chwyciła go za prawą dłoń. Przez chwilę chciał się zapytać dlaczego to zrobiła, ale zmienił zdanie. Wolał czerpać radość z tej chwili. Wtedy zdał sobie sprawę jak drobną dłoń miała Sarah. Bez najmniejszych problemów objął ją w całości.

Przez dłuższy czas szli bez wymieniania ze sobą słowa. Nie pytali się wzajemnie o to gdzie idą. Po prostu przemierzali przed siebie, podziwiając otaczające ich korytarze. Najciekawsze w tym wszystkim było to, że Damian nie czuł żadnego skrępowania. Cisza pomiędzy nimi w żaden sposób mu nie przeszkadzała. W końcu, Sarah odparła:

— To mój ostatni rok tutaj. Będzie mi brakować Hogwartu. Już za nim tęsknię, choć opuszczę go dopiero za kilka miesięcy. Trochę dziwne, prawda?

Damian nie widział w tym nic dziwnego. On również pokochał Hogwart. Uwielbiał jego architekturę będącą połączeniem stylu gotyckiego i romańskiego. Cały czas zadziwiał go ogrom budynku oraz ilość niezwykłych rozwiązań w nim zastosowanych. Jednak najbardziej do Hogwartu przekonali go ludzie, którzy w zdecydowanej większości byli niezwykle mili i przyjaźnie nastawieni.

— Nie widzę w tym nic dziwnego. Przez siedem lat bardzo przywiązałaś się do Hogwartu. Im mocniej człowiek jest do czegoś przywiązany, tym trudniej to opuścić.

— Mądre słowa, naprawdę inteligentny chłopak z ciebie.

— Przy tobie czuję się jak dziecko. Mam wrażenie, że znasz mnie lepiej niż ja sam.

— Po prostu jesteś wyjątkowo prostoduszny. Z twojej twarzy można wyczytać wszystkie emocje.

Następnie dodała:

— Uważam to za wspaniałą cechę. Twoje reakcje są w pełni szczere i wiem, że mówisz to, co myślisz.

Na twarzy Damiana pojawił się szeroki uśmiech. Nigdy nie myślał o sobie w taki sposób.

— Teraz już wiem dlaczego moim patronusem jest pies.

Sarah kiwnęła głową, patronus zazwyczaj ukazywał osobowość czarodzieja.

— Za to moim patronusem jest lis

— Lisy są bardzo inteligentne i dysponują niesamowitym urokiem. Zupełnie jak ty — oświadczył, patrząc jej w oczy.

Tym razem to na twarzy Sarah pojawił się rumieniec. Zaskoczona komplementem, wymamrotała:

— Dziękuję...To naprawdę, naprawdę…

Jednak Damian nie dał jej szansy na dokończenie zdania. Spojrzał na Sarah i wtedy jego instynkt podpowiedział mu, że to jest ten moment. W tej konkretnej chwili wiedział czego Sarah naprawdę pragnie. Zbliżył się do niej, dotknął jej rozgrzanych policzków i pocałował.

Co?! Co?! Co?! — pomyślała zszokowana Sarah, której świat zamienił się w chaos.

Damian delikatnie poruszał ustami, muskając usta Sarah. Po dłuższej chwili Sarah odwzajemniła ruch i zaczęli wymieniać się pocałunkami. Damian czuł narastającą euforię, nigdy wcześniej nie zaznał tak cudownej rozkoszy. Miękkie usta i delikatne ruchy językiem Sarah sprawiały, że Damian stracił zdolność do jakiekolwiek myślenia.

Kilka minut później przerwali serię pocałunków. W tym momencie twarz Sarah nabrała barwę krwistej czerwieni. Zawstydzona dziewczyna zasłoniła dłońmi policzki.

— Coś ty narobił?! — krzyknęła, trzymając dłonie na twarzy.

— Nie podobało ci się? — rzekł Damian, u którego euforia pękła niczym bańka mydlana.

— Nie w tym rzecz! — powiedziała, kręcąc głową. Następnie głęboko odetchnęła:

— Nie spodziewałam się, że zrobisz coś takiego. Chciałam tego, marzyłam o tym, ale nigdy, przenigdy nie myślałam, że się na to odważysz!

Damian również w to nie wierzył. Ognista Whisky miała moc wydobywania odwagi z najgłębszych zakamarków duszy.

— To co, jesteśmy ze sobą? — spytał Damian wyjątkowo frywolnym tonem jak na tak zaskakujący zbieg okoliczności.

— Tak, zdecydowanie tak — oświadczyła Sarah, która poczuła ogromną radość i ulgę.

6 listopada 1996 roku, Chudley

Matthew przybył do domu Władysława, by omówić strategię przygotowań na mecz przeciwko Zjednoczonym z Puddlemere. Po krótkim powitaniu, Władysław spytał Matthew o wyniki meczów międzynarodowych, w których brali udział zawodnicy Armat.

— Wynik Anglii zapewne już znasz — rzekł Matthew

Władysław skinął głową. Anglicy rozgromili Bahamy 560:50, a spory wkład w ten rezultat miał Jimmy, który schwytał znicza w 129 minucie spotkania.

— Parker mądrze zarządza składem, po dwóch wyczerpujących meczach przeciwko RPA i Jordanii wystawił kilku zmienników na słabszego rywala. — rzekł Matthew

Przy tak zatłoczonym terminarzu mądra rotacja składem jest podstawą do osiągania dobrych wyników. Wystawienie tego samego składu w 3 meczach na przestrzeni 7 dni byłoby samobójstwem dla każdego zespołu. — pomyślał Władysław, rozmyślając nad użyciem rezerwowych w dalszej części sezonu.

— Francja wygrała z Wenezuelą 400:100. Diaby kolejny raz rozegrał całe spotkanie.

Władysław miał mieszane uczucia. Z jednej strony był dumny, że jego zawodnik błyskawicznie zdobył zaufanie francuskiego selekcjonera, jednak rozegranie trzech spotkań w tak krótkim odstępie czasu mogło znacząco wpłynąć na jego dyspozycję fizyczną.

— Natomiast Japonia zwyciężyła w meczu z Kanadą 350:70. Suzuki zdobył osiem bramek i zanotował kilka pięknych asyst.

— A co u Nicolla? W poprzednich dwóch meczach grał w podstawowym składzie juniorskiej reprezentacji Anglii.

— Tym razem nie grał. Prawdopodobnie uznali, że nie wytrzyma trzech spotkań z rzędu.

Władysław przez kilka sekund stukał knykciami o stół, po czym rzekł:

— Przejdźmy do Zjednoczonych. Jakie są twoje obserwacje z ich meczu przeciwko Harpiom?

— Zacznę od gry pałkarzy. Bardzo często używają skośnych uderzeń oraz mają tendencję do uderzania tłuczka przez ramię. Znacznie rzadziej uderzają po linii prostej. Ponadto ich kapitan, David Watkins, słynie z długiego przetrzymywania kafla. Bardzo często próbuje zdobyć przewagę poprzez minięcie kryjącego go rywala.

Władysław wpadł na pomysł utrudnienia Zjednoczonym życia.

— Trzeba przekazać chłopakom, by podwajali Watkinsa. Zawodnicy tego pokroju zazwyczaj koncentrują się jedynie na przejściu najbliższego rywala i niedostatecznie obserwują pole gry. Bardzo często nie dostrzegają, że inny zawodnicy mają znacznie lepszą pozycję od nich. Wykorzystamy to, by wywrzeć na nim większą presję i zmusić go do stracenia kafla.

— Ponadto warto zwrócić uwagę na leworęcznego Andy'ego Douglasa. Facet ma niezwykle mocny rzut i często trafia spoza pola bramkowego.

— W takim razie musimy wężej ustawić się w obronie. Wtedy w pełni zasłonimy światła pętli i znacząco zmniejszymy jego szanse na skuteczny rzut.

— Jednak ich największą gwiazdą jest Jacob Johansen. Facet ma 34 lata, ale nadal posiada sokole oko i błyskawiczną rękę.

Johansen od piętnastu lat był podstawowym szukającym reprezentacji Norwegii. Kiedy przed sezonem Zjednoczeni kupili go za milion galeonów część mediów uznała, że jest już za stary na grę w Brytyjsko-irlandzkiej Lidze Quidditcha. Jednak Johansen złapał znicza we wszystkich dotychczasowych spotkaniach i miał sporą szansę na uzyskanie tytułu najlepszego zawodnika sezonu.

— Musimy szybko uzyskać wysoką przewagę, by uniemożliwić mu zmianę wyniku.

— Możemy również zastosować Kontrujący Strzał Armatni. Dawno tego nie używaliśmy. — dodał Matthew, który cały czas był podekscytowany niezwykłym zagraniem.

— Ten manewr trzeba stosować z głową. Wystarczy, że na drodze tłuczka będzie stał jeden z naszych i sami uszkodzimy sobie zawodnika.

Matthew pokiwał głową z uznaniem. Władysław jak zawsze myślał o wszystkim.

6 listopada 1996 roku, Puddlemere

Oliver Wood czuł narastającą w nim frustrację. To był już jego trzeci sezon w Zjednoczonych z Puddlemere, a nadal bronił tylko w rezerwach. Kiedy przed dwoma laty został zrekrutowany przez skautów Zjednoczonych wierzył, że jego los potoczy się zupełnie inaczej. Miał nadzieję, że po dobrych występach w drużynie rezerw dostanie szansę treningów z pierwszą drużyną i będzie mógł powalczyć o miano numeru jeden. Niestety, w tym samym czasie klub kupił nowego rezerwowego bramkarza — byłego reprezentanta Stanów Zjednoczonych — Dana Hanksa. Dla Olivera jedyną szansą na treningi z pierwszym zespołem były przerwy reprezentacyjne, w czasie których podstawowi zawodnicy wyjeżdżają na zgrupowania. Podczas nich starał się jak najwięcej nauczyć od Hanksa. Codziennie obserwował postawę doświadczonego obrońcy, który imponował mu czytaniem gry. Amerykanin nie miał już tego samego refleksu co kiedyś, ale dzięki znakomitemu ustawianiu się nadal potrafił bronić większość rzutów.

— Patrz i się ucz, a niedługo zostaniesz tutaj numerem jeden. — rzekł Dan do Olivera po efektownej paradzie, podczas której sięgnął kafla końcówkami palców.

Oliver postanowił zdobyć się na chwilę szczerości. Zazwyczaj rzadko mówił o swoich zmartwieniach, ale w tamtym momencie miał naprawdę kiepski nastrój.

— Jestem tutaj już trzeci sezon, a moja sytuacja jest taka sama jak na początku. Nie wierzę, bym kiedykolwiek zagrał w lidze.

Niespodziewanie dla Olivera, po jego słowach Dan położył dłoń na jego ramieniu i rzekł:

— Dobry żeglarz jest przygotowany na sztorm, gdy na niebie świeci słońce.

7 listopada 1996 roku, Puddlemere

Niespodziewanie dla Olivera, pomimo powrotu podstawowego bramkarza Zjednoczonych i Reprezentacji Anglii — Marty'ego Greena — został zaproszony na trening pierwszego zespołu. Oliver był niezwykle podekscytowany, wreszcie miał okazję bronić rzuty tak świetnych zawodników jak Watkins czy Douglas. Obydwaj rzucali z siłą jakiej Oliver jeszcze w życiu nie spotkał. Kafel spod ich dłoni frunął niczym kamień, będąc nieuchwytnym dla jego rąk. Po kolejnej nieudanej interwencji, Green odparł:

— Musisz uważniej patrzeć na ułożenie ciała oraz kierunek wzroku przed rzutem. Wtedy zyskasz bezcenne ułamki sekund.

Chwilę później ponownie stanął oko w oko z Andym Douglasem. Dostrzegł, że ścigający niezwykle mocno przechylił ciało w swoją prawą stronę, a wzrok skierował na prawej pętli.

Na pewno rzuci w moje lewo! — pomyślał Oliver, przechylając miotłę ku swojej lewej stronie. Jednak w tym momencie Douglas opuścił lewą rękę do poziomu bioder, wyprostował ją i potężnym rzutem skierował kafla do przeciwnej pętli!

Jasna cholera! Ależ ten facet ma umiejętności! — pomyślał Oliver, uświadamiając sobie jak wiele brakuje mu do gry na profesjonalnym poziomie.

Pod koniec treningu Oliver obronił kilka rzutów, jednak ogólny bilans wpuszczonych bramek był wręcz kompromitujący. Kiedy zbierał się do pójścia w kierunku szatni, trener obrońców rzekł:

— Oliver, boss chce z tobą rozmawiać. Czeka na ciebie w swoim gabinecie.

Neil Graham był menedżerem Zjednoczonych z Puddlemere od 5 lat. Wsławiał się niezwykłą charyzmą oraz żelaznym podejściem do dyscypliny w zespole. Nikt nie zwracał się do niego po imieniu, nawet najbliżsi asystenci, pracujący z nim od wielu lat.

Zdumiony Oliver miał nerwy niczym postronki

Czego on może ode mnie chcieć?! Pewnie planuje mnie ochrzanić za postawę na treningu. Wpuściłem mnóstwo goli.

Gabinet menedżera znajdował się na pierwszym piętrze klubowego budynku. Oliver wszedł po schodach, przeszedł przez długi korytarz, na ścianach którego widniały fotografie z meczów sprzed lat. Następnie skręcił w prawo, stanął przed drzwiami, zaczerpnął powietrza i zapukał.

— Proszę wejść — oznajmił szorstki głos

Graham siedział na czarnym, skórzanym krześle, otoczony meblami z czarnego dębu. Na widok Olivera delikatnie się uśmiechnął:

— Wood, mam ważną informację dla ciebie.

Oliver czuł zdenerwowanie zmieszane z ogromną ciekawością. Kiedy ułożył się na krześle naprzeciw Grahama, zapytał:

— Czego ona dotyczy?

— W sobotę Green ma ślub, a żona Hanksa termin porodu. Będziesz naszym obrońcą podczas meczu z Armatami.

— Że co?! — krzyknął Oliver podrywając się z krzesła.

Dzisiejszy trening utwierdził go w przekonaniu, że prawdopodobnie nigdy nie będzie dość dobry, by zagrać w profesjonalnym meczu, a tymczasem…

To jakiś obłęd! — pomyślał Oliver, nerwowo czesząc się po głowie.

— Okoliczności są faktycznie nietypowe. — odparł Graham, unosząc lekko brew. Następnie dodał:

— To twoja szansa. Nie zmarnuj jej — rzekł Graham, obracając się plecami do Olivera, co oznaczało koniec spotkania.