8 listopada 1996 roku, Puddlemere
Już jutro zagram swój pierwszy profesjonalny mecz - pomyślał Oliver Wood, który wpatrywał się w zachód słońca. Ogromna pomarańczowa kula znikała za horyzontem, a Oliver zastanawiał się, co powinien jeszcze zrobić przed największym wyzwaniem w swoim życiu. Postanowił jeszcze raz przeczytać notatkę od trenera obrońców, który przygotował mu rozpiskę rzutów i kombinacji ścigających Armat. Choć czytał ją już przynajmniej dwadzieścia razy, cały czas miał wrażenie, że nie pamięta wszystkiego wystarczająco dobrze. Kiedy ją otworzył, przeczytał na głos:
- Suzuki rzuca kafla na jeden z czterech sposobów. Kiedy używa całej siły, zazwyczaj decyduje się na kierunek przy lewej pętli. Lubi również zamarkować silny strzał i zwolnić rękę, poruszając delikatnie nadgarstkiem w górę. Rzadziej oddaje rzut do swojej prawej pętli lub przekłada kafla do lewej dłoni, by wybrać lewą stronę. Natomiast podczas rzutów karnych lubi wykonać rzut w pierwsze tempo, bez markowania zagrania. Zazwyczaj wybiera lewą pętlę, lecz czasami zwalnia rękę i rzuca bezpośrednio nad obrońcą.
Czyli Suzuki preferuje rzuty do mojej prawej i błyskawiczne wykonanie rzutu karnego. - pomyślał Oliver, skupiając się na zapamiętaniu informacji.
Najdłuższa rozpiska dotyczyła Raheema, którego arsenał zagrań wydawał się wręcz nieskończony. Po ósmym rodzaju rzutu Oliver, pomyślał:
Może zamiast rozpisywać mi każdy jego rzut, powinniście napisać, że facet umie wszystko! - pomyślał Oliver, odczuwający niepokój. Dobrze wiedział z kim jutro się zmierzy. Raheem jest mocnym kandydatem do miana Najlepszego Gracza Ligi, a Suzuki i Diaby to kadrowicze Japonii i Francji, które dotarły do fazy ćwierćfinałowej ostatnich Mistrzostw Świata. Każdy zły ruch z jego strony zostanie bezlitośnie wykorzystany przez rywali.
Z drugiej strony, to właśnie o grze w takich meczach marzyłem. — pomyślał Oliver, napawając się perspektywą występu przed wielotysięczną widownią.
8 listopada 1996 roku, Hogwart
Kto wygra mecz na szczycie?
9 listopada o godzinie 16:00 na United Stadium Zjednoczeni z Puddlemere zagrają przeciwko Armatom z Chudley. Gospodarze zajmują pierwsze miejsce w tabeli z 1410 punktami na koncie, natomiast goście są drudzy z dorobkiem 1390 oczek. Armaty pod wodzą Władysława Zamojskiego są prawdziwym czarnym koniem rozgrywek. W ostatniej kolejce rozgromili Sroki z Montrose 590:40, co wstrząsnęło światem quidditcha. Natomiast Zjednoczeni wygrali wszystkie dotychczasowe spotkania, udowadniając, że są jednym z głównych faworytów do tytułu. Który z zespołów wygra mecz na szczycie i usadowi się na fotelu lidera?
— Jak myślicie, kto wygra w meczu Zjednoczonych z Armatami? — zapytał Nick, odkładając Proroka Codziennego na stół Puchonów w Wielkiej Sali.
— Moim zdaniem Armaty. Opanowali podawanie kafla bez chwytania go, co kompletnie zmienia oblicze meczu. Strzelą mnóstwo goli zanim Johansen zdąży złapać znicza. — rzekła Sarah, podczas nakładania sałatki na talerz.
— Ktoś tu nie docenia najlepszego szukającego w lidze — rzekł Zachariasz, szczerząc zęby w złośliwym uśmieszku.
— A ty nie doceniasz pałkarzy Armat. Jak zrobią Kontrujący Strzał Armatni, to Johansenowi Święty Boże nie pomoże. — oświadczyła Ellen.
— Neil Graham jest znacznie bardziej doświadczonym trenerem od Władysława Zamojskiego. Jestem pewien, że opracuje jakiś dobry plan na ten mecz. — rzekł Eurig, który za pomocą różdżki sterował samolocikiem złożonym z serwetek.
— A ty, Nick, co o tym myślisz? — zapytała Sarah Nicka.
Nick podrapał się po brodzie, po czym oświadczył:
— Zjednoczeni mają więcej doświadczonych graczy. W takich spotkaniach jest to decydujące, ponieważ starzy wyjadacze lepiej radzą sobie z presją. Ponadto mają atut swojego boiska. Jestem niemal pewien, że wygrają.
W tym momencie Damian nieśmiało podniósł rękę:
— Dlaczego nikt się mnie nie spytał o zdanie?
— Przypomnisz mi, kto jest trenerem Armat? — zapytał Zachariasz
— Mój tata — odrzekł zaskoczony Damian, który nie wiedział do czego pytanie zmierza.
— To już znasz odpowiedź — rzekł Zachariasz, puszczając oczko.
9 listopada 1996 roku, United Stadium, szatnia Zjednoczonych z Puddlemere
Drużyna Zjednoczonych przed każdym meczem u siebie przychodziła na stadion półtorej godziny przed rozpoczęciem meczu. Kiedy Oliver pojawił się w szatni o wyznaczonej godzinie, pomieszczenie było już zapełnione przez pozostałych zawodników.
— Jest i on, nasza dzisiejsza gwiazda! — rzekł kapitan zespołu — David Watkins.
— Włożyłeś galeona do lewego buta? — zapytał Andy Douglas
Oliver uśmiechnął się. Wielu zawodników quidditcha miało swój rytuał, który przynosił im szczęście. On również takim dysponował.Przed każdym meczem zakładał bokserki w swoim ulubionym kolorze. Będąc kapitanem Gryffindoru zastanawiał się dlaczego, pomimo świetnego składu z Harrym Potterem włącznie, jego dom nie mógł zdobyć Pucharu Quidditcha. Po dogłębnych analizach, w których rozpisał szczegóły meczów i treningów z kilku ostatnich lat, uświadomił sobie, że w kluczowych momentach brakowało im szczęścia. Wtedy postanowił spisać wszystkie rzeczy zakładane podczas przegranych i wygranych meczów. Wyszło z niej, że podczas wygranych spotkań nosił wyłącznie czerwone bokserki, a w przegranych niebieskie! Ten zdumiewający zbieg okoliczności był co najmniej zastanawiający, dlatego wyrzucił ze swojej garderoby wszystkie bokserki innego koloru niż czerwony. Od tamtej pory, choć minęły trzy lata, nie przegrał żadnego meczu.
— Zrobiłem coś znacznie lepszego — rzekł Oliver do zaskoczonego Douglasa
9 listopada 1996 roku, United Stadium godzina 16:00
— Już za chwilę rozpocznie się wyjątkowo ekscytujące starcie. Czy drużyna Zjednoczonych odniesie kolejne zwycięstwo, a może Armaty po raz kolejny zadziwią świat? — zapowiedział spotkanie Nick Paterson, komentujący spotkanie Zjednoczonych z Puddlemere od ponad dwudziestu lat.
— A oto składy! Zacznę od drużyny gospodarzy. W roli obrońcy wystąpi…— zaskoczony Paterson zawiesił głos i poprawił okulary, by upewnić się, że ujrzał właściwe nazwisko na kartce.
— Oliver Wood
Podekscytowany Oliver marzył o tym momencie przez całe życie. Spiker zapowiada jego nazwisko, on wlatuje na płytę boiska, po czym kibice zaczynają skandować….
— Oliver kto?! — ryknął niemal cały stadion.
— Gdzie są Green i Hanks?! — krzyknęła grupa osób siedzących wokół tunelu, z którego Oliver wleciał na murawę.
Oliver pokręcił głową, nie tak wyobrażał reakcję fanów na jego wejście.
Zrobię wszystko, by za kilka godzin wszyscy zapamiętali moje nazwisko. — pomyślał podczas lotu do pętli.
Mecz rozpoczął się od ataku ścigających gości. Raheem przejął kafla, a następnie zatrzymał się przed kryjącym go Davidem Watkinsem. Raheem zamarkował podanie do Suzukiego i minął Watkinsa, który wyciągnął dłoń do przechwycenia kafla. Kiedy Raheem wleciał w pole bramkowe, Oliver poleciał ku niemu, by zmniejszyć ścigającemu kąt rzutu. Po chwili Raheem oddał lekki rzut. Oliver widzący kafla lecącego w jego kierunku instynktownie wyciągnął prawą rękę, lecz Raheem błyskawicznie złapał piłkę, przełożył ją do drugiej dłoni i wleciał z nią do prawej pętli!
— Na brodę Merlina, co za fenomenalny gol! — ryknął podekscytowany komentator.
Fani Armat, którzy siedzieli za pętlami strzeżonymi przez Olivera, oszaleli z radości, śpiewając:
— Raheem jest naszym królem, on talent ma na pięć, swą grą doprowadza obrońców do łez, nas zresztą też! Przybył do nas kompletnie nieznany, lecz geniusz to niezrównany! Śpiewaj to z nami koleżanko, kolego, bo nie ma na świecie drugiego takiego!
Co się stało?! Przecież kafel leciał wprost do mojej ręki, a potem kompletnie zmienił kierunek! Czyżby Raheem jakoś go podkręcił? — pomyślał zszokowany Oliver.
— Niech to szlag, młody rzucił się jak smok na baraninę. Całą swoją uwagę przeniósł na kafla, przez co nie dostrzegł ruchu przeciwnika. Raheem wykorzystał instynkt obrońcy przeciwko niemu — rzekł Neil Graham do swojego asystenta, Nicka Taylora.
— Ten gol może pozbawić Wooda pewności siebie — powiedział Taylor.
— Prawdziwy obrońca potrafi wyrzucić takie rzeczy z głowy i skupić się następnych akcjach. To jest cecha profesjonalistów. Zobaczymy czy on naprawdę nim jest. — oświadczył Graham, zapalając swoje cygaro.
Tymczasem ścigający Armat zaczęli swoją kanonadę. Błyskawicznie przechwycili kafla rozgrywanego przez Zjednoczonych, a potem wykonali kilka podań bez złapania piłki.
Tylko spokojnie! Wystarczy, że skupimy się na kryciu swoich zawodników, to damy radę nadążać za ich podaniami — pomyślał Andy Douglas, frunący za Diabym. Niespodziewanie, ścigający Zjednoczonych poczuł, że się z kimś zderza! Był to Suzuki, który poleciał do tyłu, by wykonać zasłonę! Dzięki temu Diaby uwolnił się od krycia i frunął do pola bramkowego!
Tym razem obronię, choćby nie wiem co! — pomyślał Oliver, który postanowił wykorzystać jeden ze swoich popisowych manewrów defensywnych.
Diaby wleciał w pole bramkowe. Dostrzegł przy tym, że obrońca przesunął się blisko jednej z bocznych pętli.
Tak bardzo zdenerwował się golem Raheema, że zupełnie odkrył lewą pętlę! Muszę to wykorzystać! — pomyślał Diaby, oddając mocny rzut do lewej pętli.
Oliver, który zobaczył wzrok Diaby'ego skierowany w prawo, pomyślał:
Kupił to!
Następnie, kiedy Diaby wykonywał rzut, błyskawicznie pofrunął do prawej pętli. Dzięki temu idealnie wpasował się do lotu kafla i złapał go jedną ręką!
Tysiące kibiców Zjednoczonych ryknęło z zachwytu. Oliver wzniósł pięść w geście triumfu.
Natomiast Władysław był w znacznie gorszym nastroju:
Ta akcja może zdecydować o przebiegu meczu! Gdyby Diaby ją wykorzystał, obrońca straciłby zaufanie do swoich umiejętności. Jednak taka interwencja doda mu wielkiej pewności siebie. Diaby popełnił podstawowy błąd. Przestał patrzeć na Wooda przed oddaniem rzutu. Najlepsi ścigający obserwują obrońców do samego końca, dzięki czemu potrafią w ostatniej chwili zmienić kierunek rzutu.
Ofensywna szarża Armat trwała nadal. Odbijanie kafla połączone z wykonywaniem zasłon wprawiało popłoch w drużynie Zjednoczonych. Tym razem to David Watkins odbił się od Suzukiego, co dało Raheemowi kolejną okazję do zmierzenia się z Oliverem. Obrońca Zjednoczonych kolejny raz postanowił skrócić kąt. W tym samym czasie Raheem wziął potężny zamach, lecz w ostatniej chwili delikatnie zwolnił rękę, przez co kafel poleciał wysokim lobem ponad Oliverem.
Nie pozwolę się pokonać! — pomyślał Oliver, natychmiast obracając miotłę..
Jednak pomimo błyskawicznego lotu do pętli kafel cały czas był daleko od dłoni Olivera. Dlatego wyciągnął z kieszeni różdzkę i dźgnął nią kafla od spodu, który pofrunął na górną część obręczy, a następnie odbił się w kierunku obrońcy Zjednoczonych!
Chwilę później zabrzmiał gwizdek sędziego. Arbiter poleciał do Olivera, mówiąc:
— Złamałeś szóstą regułę gry. Używanie różdżek przeciwko piłkom jest niedozwolone. Rzut karny dla drużyny gości.
Najważniejsze, że nie ma gola. Karny to jeszcze nie bramka — pomyślał zadowolony z siebie Oliver.
Do wykonania rzutu karnego został wyznaczony etatowy wykonawca w zespole Armat - Yoshiro Suzuki.
Reprezentant Japonii wleciał w pole bramkowe, zaś Wood ponownie skrócił kąt między sobą, a ścigającym. Suzuki zdecydował się na zamarkowanie rzutu. Przeciwnicy z pewnością mieli szczegółowe informacje na temat jego techniki, która polega na szybkim rzucie do lewej pętli. Dlatego był przekonany, że obrońca zrobi jakiś ruch, który ułatwi mu wybranie przeciwnego kierunku. Tymczasem Oliver nie drgnął choćby o centymetr! Postawa Wooda mocno zaskoczyła ścigającego Armat.
Co teraz? Jaką stronę powinienem wybrać? — pomyślał Japończyk, który po dłuższym namyśle zdecydował się na rzut do prawej pętli. Jednak w ostatniej chwili dostrzegł, że obrońca również tam zmierza. Dlatego zmienił zamiar, rzucając ku środkowej pętli. Lecz Oliver wyciągnął prawą rękę do środka i odbił piłkę!
Fani Zjednoczonych wpadli w euforię, cały stadion zaczął skandować:
— Wood! Wood! Wood!
Nie mogliście tak od początku?! — pomyślał Oliver.
Nieudany rzut karny Suzukiego sprawił, że gra w odbiorze Armat stała się jeszcze bardziej zajadła. Zjednoczeni nie mogli utrzymać kafla w dłoniach dłużej niż przez kilka sekund.
Oni są nienormalni! — pomyślał David Watkins, kiedy Raheem i Diaby kolejny raz pofrunęli we dwójkę, by zabrać mu piłkę. Kątem oka dostrzegł niepilnowanego Patricka O'Neila. Rzucił do niego wysokie podanie ponad ręką Diaby'ego. W tym momencie przy O'Neilu pojawił się Suzuki, który zagarnął kafla i błyskawicznym zagraniem uruchomił Raheema. Przed Marokańczykiem pojawił się Andy Douglas, lecz Raheem minął go znakomitym balansem miotły i kolejny raz stanął oko w oko z Oliverem Woodem.
W tym momencie świat dookoła Olivera całkowicie umilkł i znacząco zwolnił. Nie słyszał okrzyków tysięcy kibiców, ani głosów kolegów z zespołu, zupełnie jakby wpadł w jakąś próżnię. Natomiast Raheem zbliżał się ku niemu z zaskakująco wolną prędkością. Oliver poczuł, że zniknęły jego wszystkie przedmeczowe zmartwienia. Ze spokojem oczekiwał na rzut.
Raheem nie zamierzał kombinować. Silny rzut w prawą pętle powinien załatwić sprawę. Odchylił tułów w prawo i machnął z całej siły. Kafel oderwał się od jego dłoni z niesamowitą prędkością. Płynął przez powietrze niczym kamień.
To będzie wspaniały gol! — pomyślał Raheem, wyczekując na okrzyki fanów Armat.
Oliver dostrzegł jak Raheem odchyla się w jego lewą stronę. Ułożenie ciała ścigającego uniemożliwiało mocny rzut w inną pętlę niż lewa. Precyzyjnie widział każdą fazę zagrania Raheema. Od spojrzenia na niego, po ułożenie ciała oraz wyprost ręki. Kiedy kąt pomiędzy łokciem i przedramieniem zmniejszył się do 60 stopni, Oliver pofrunął w prawo. Następnie obserwował piłkę, która leniwie pokonywała każdy metr.
Mam mnóstwo czasu — pomyślał Oliver, lecąc do pętli. Kiedy tam dotarł wystawił rękę i poczekał aż wolno lecąca piłka dotknie jego dłoni. Kiedy wreszcie poczuł kafla na swojej dłoni, świat stał się nieznośnie głośny.
— Are you serious?! — ryknął komentator, łapiąc się za głowę,
Stadion zadrżał w posadach. Podekscytowani fani krzyczeli i kręcili głowami z niedowierzaniem. Nawet koledzy z zespołu patrzyli na Wooda z ogromnym zaskoczeniem.
Dlaczego wszyscy są tacy podekscytowani?! — pomyślał Oliver, dla którego była to bardzo łatwa interwencja.
Chwilę później Armaty miały kolejną okazję. Ścigający Armat ponownie oszukali gospodarzy i wyprowadzili Suzukiego do pojedynku z Oliverem.
Wiem, co muszę zrobić. Ten rzut jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. — pomyślał Japończyk, uważnie obserwując położenie Olivera.
Poprzednio obroniłem jego rzut do lewej pętli. Jestem pewien, że teraz wybierze prawą. — pomyślał Oliver, przygotowując się do lotu w prawo.
Tymczasem kafel poleciał w zupełnie innym kierunku. Zaskoczony Oliver dostrzegł, że piłka zmierza powyżej jego lewego ramienia. W tym momencie świat Olivera ponownie zwolnił. Kafel stracił na prędkości, a instynkt Olivera podpowiedział, co powinien zrobić.. Kiedy piłka minęła jego lewe ramię, przechylił miotłę w dół, zaś obydwie nogi wyrzucił do góry. Poczuł uderzenie na lewej pięcie. Kafel pofrunął poza obręb pola bramkowego.
Publiczność wpadła w ekstazę. Cały stadion krzyczał:
— Wood! Wood! Wood!
Zszokowany Władysław krzyknął w stronę Jamesa:
— Co tu się, do cholery, dzieje?! Refleks tego obrońcy jest kompletnie nienormalny!
James podrapał się po brodzie:
— Chyba wiem, o co chodzi. Najprawdopodobniej dzieciak jest w "strefie".
— W czym jest? — rzekł Władysław, który nigdy nie słyszał takiego pojęcia.
James podrapał się po brodzie. Tłumaczenie czarodziejowi zawiłych pojęć z psychologii pozytywnej było dość trudnym zadaniem.
— Mugolscy naukowcy odkryli, że niektórzy sportowcy pod wpływem niezwykłego skupienia wpadają w stan umysłu umożliwiający dokonywanie niesamowitych rzeczy. Dzięki ogromnej koncentracji na danej czynności mózg reaguje tak szybko, że czas wydaje się zwalniać, a wszystkie dźwięki cichną. Następuje również poprawa pola widzenia oraz pojawia się poczucie pełnej kontroli nad wszystkimi wydarzeniami. Umożliwia to grę na zupełnie innym poziomie od reszty zawodników.
Władysławowi zabrało dech:
— Czyli dla niego mecz jest znacznie wolniejszy niż w rzeczywistości?
— Dokładnie
— Istnieje jakiś sposób na to diabelstwo?! — zapytał Władysław, nerwowo kręcąc wąsem.
James bezradnie wzruszył ramionami, na co Władysław uderzył dłonią w czoło.
Podczas następnych trzydziestu minut spotkania Oliver notował kolejne fenomenalne parady. Między innymi obronił trzy rzuty Raheema, który po ostatnim z nich zaczął kląć po arabsku. Zadowolony z przebiegu wydarzeń Graham, pomyślał:
Co z tego, że podajecie kafla najszybciej na świecie skoro nie potraficie wrzucić go do pętli?
W 103 minucie spotkania Jacob Johansen wyparzył znicza na wysokości czterdziestu stóp. Błyskawicznie ruszył w pościg za złotą piłeczką, zyskując wyraźną przewagę nad Jimmym Barnesem. Równolegle, March i Harris kiwnęli głowami i wykonali Kontrujący Strzał Armatni. March poczuł niezwykle mocne drżenie pałki świadczące o tym, że tłuczek został trafiony w idealnym momencie.
Udało się! — pomyślał pałkarz Armat, obserwując tłuczka szybującego w kierunku Jacobsena.
Jednak radość Marcha była przedwczesna, ponieważ tłuczek trafił w sędziego! Arbiter się zagapił i stanął na drodze rozpędzonej piłki. W tym samym czasie Johansen, który był nieświadomy rozgrywanych za nim wydarzeń, pochwycił znicza.
— Koniec meczu! Zjednoczeni wygrywają 150:10 i stawiają kolejny krok w drodze do upragnionego mistrzostwa! — oświadczył komentator, oklaskując obydwa zespoły.
Kilka minut później wszyscy zawodnicy Armat przebywali już w szatni. Panowała w niej kompletna cisza. Wszyscy byli zbyt zszokowani, żeby wykrztusić z siebie słowo. Większość zawodników siedziało ze zwieszonymi głowami. Władysław odczekał chwilę, po czym oświadczył:
— To był ostatni raz.
Gracze spojrzeli na niego z wyczekiwaniem. Atmosfera natychmiast uległa zmianie.
— To był ostatni raz, kiedy się tak czujecie.
