9 listopada 1996 roku, Hogwart

Harry wraz z Ronem grali w eksplodującego durnia oraz czekali na wiadomości sportowe. Obydwaj byli niezwykli ciekawi jak potoczyło się hitowe starcie pomiędzy Zjednoczonymi i Armatami. Kiedy nadeszła godzina 20:00, Ron natychmiast podgłośnił swoje radio.

— Zapraszamy na wiadomości sportowe! Zaczynamy od brytyjsko-irlandzkiej ligii quidditcha. W meczu na szczycie tabeli Zjednoczeni z Puddlemere pokonali Armaty z Chudley 150:10.

Zirytowany Ron rzucił kartami o stół. As pik, zakrzyczał:

— Rzucaj z wyczuciem, jełopie!

Ron zignorował skrzeczącą kartę:

— Jakim cudem zdobyli tylko 10 punktów?! Mecz trwał kilkanaście minut czy jak?

— Bohaterem spotkania okazał się Oliver Wood, który dzięki niesamowitym paradom zatrzymał ścigających Armat i został wybrany Zawodnikiem Meczu! — oznajmił sprawozdawca.

W tym momencie Ron i Harry spojrzeli po sobie. Obydwaj mieli zszokowane miny, lecz po chwili zerwali się z krzeseł:

— Wreszcie to zrobił! — krzyknął Harry, który z niedowierzania złapał się za głowę. Oliver był największym fanatykiem quidditcha jakiego spotkał. Myślał o tej grze od rana do nocy i trenował do upadłego. Dlatego Harry był zszokowany faktem, że Oliver przez kilka lat nie mógł zagrzać miejsca w zawodowej lidze quidditcha. Aż wreszcie….

— Nie mogę w to uwierzyć! A mogłem wziąć od niego autograf…. — odparł Ron, szczerząc się do Harry'ego.

Kilka minut później wieść rozeszła się po całym Pokoju Wspólnym.

— Wiedziałem! Wiedziałem, że ten maniak wreszcie da sobie radę — odparł Dean Thomas, trzymając Ginny za rękę. Będący przy nich Harry poczuł irracjonalny przypływ irytacji.

— To było oczywiste, że sobie poradzi. Armaty wcale nie są takie dobre, jak się o nich mówi. — rzekła Ginny, częstując Rona złośliwym uśmieszkiem.

W tym samym czasie uczniowie Hufflepuffu również rozmawiali na temat spotkania Zjednoczonych z Armatami.'

— Ale numer! Graliśmy przeciwko Woodowi na czwartym roku! — rzekł Nick do Euriga.

Eurig pokiwał głową. Już wówczas Wood był znakomitym obrońcą.

— Pamiętam, przez cały mecz zdołałem mu strzelić zaledwie jednego gola.

— Wyjątkowo niespodziewane rozstrzygnięcie. Rzadko się zdarza, by to obrońca został bohaterem meczu — rzekła Ellen

— Wspominałaś, że Kontrujący Strzał Armatni powstrzyma Johansena. — rzekł Zachariasz, szczerząc zęby ku Ellen.

— Jakbyś słuchał uchem zamiast brzuchem, to byś usłyszał, że tłuczek trafił w źle ustawionego sędziego — warknęła.

Przygnębiony Damian siedział opierając głowę o dłoń. Nie potrafił zrozumieć dlaczego drużyny jego taty miały tyle pecha w decydujących meczach. Prawdopodobieństwo rozegrania meczu życia przez obrońcę oraz trafienia tłuczkiem w sędziego podczas tego samego spotkania oscylowało wokół jednego do miliona.

W tym samym momencie siedząca obok niego Sarah wyrwała go z zamyślenia:

— Ten mecz niczego nie zmienia. Armaty mają unikalny styl gry, który kompletnie zaskakuje rywali. Raz na jakiś czas będą przegrywać, ale zdecydowaną większość meczów wygrają, bo nikt nie ma pojęcia jak z nimi grać.

— Czyli typujesz Armaty jako zdobywców mistrzostwa? — rzekł Zachariasz z ironicznym uśmiechem.

— Definitywnie — rzekła Sarah, kładąc dłoń na ramieniu Damiana.

Równolegle Hermiona ćwiczyła magię bezróżdżkową w nieużywanej klasie do transmutacji. Jej celem było uniesienie piórka na więcej niż 5 cm. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i wskazała na nie palcem.

No dalej, wznieś się! — pomyślała, skupiając całą magią w jej ciele. Piórko oderwało się od stołu, lecz później zatrzymało w powietrzu.

W górę! — rzekła w myślach. Nagle poczuła, że kręci jej się w głowie. Natychmiast przerwała zaklęcia, a piórko spadło na stół.

Dziewczyna usiadła na podłodze, przetarła pot z czoła i pomyślała:

Jeszcze raz, muszę spróbować jeszcze raz!

Wyobraziła sobie, że piórko odrywa się od stołu, a później systematycznie zwiększa swoją wysokość. Następnie skierowała ku niemu palec wskazujący.

Tym razem piórko poderwało się na znacznie większą wysokość. Hermiona skupiła całą energię, by powoli zwiększyło pułap.

Jeszcze troszkę! - pomyślała, walcząc z falą zmęczenia ogarniającą organizm. Kiedy wysokość piórka osiągnęła dwadzieścia centymetrów ponownie poczuła, że świat wokół niej zaczyna się kręcić. Tym razem postanowiła nie dać za wygraną. Z najwyższym trudem ugięła kolana i przesunęła ciało do przodu. Dzięki temu poczuła, że nadal ma grunt pod nogami. Kątem oka zerknęła na piórko:

Wznieś się! — rozkazała w myślach, a niesforne piórko zwiększyło wysokość o kolejne centymetry.

W tym momencie Hermiona poczuła jak ogarnia ją poczucie gorąca. Następnie przed jej oczyma pojawiła się czerń:

— Ja chyba... — szepnęła, po czym bezwładnie upadła.

Chwilę później się ocknęła. Przez moment nie wiedziała co zaszło, lecz szybko sobie wszystko przypomniała.

Dlaczego? Dlaczego magia bezróżdzkowa sprawia mi tyle problemów? — pomyślała Hermiona.

Codziennie czytała wieści, z których jasno wynikało, że Voldemort szykuje się do wojny. Porwania, zabójstwa, gromadzenie zwolenników…Musiała być gotowa nim ona nadejdzie. Magia iluzyjna i bezróżdżkowa miały być czymś, co pozwoli jej ochronić rodziców i przyjaciół. Tymczasem postępy były zupełnie nieproporcjonalne do wysiłku, który wykonywała.

Czy to wszystko naprawdę ma jakiś sens? — rzekła do siebie w myślach.

11 listopada 1996 roku, Hogwart

Harry, Ron i Hermiona usiedli w Wielkiej Sali, by zjeść śniadanie. W tym momencie pojawiło się stado sów, przynoszących uczniom przesyłki. Hermiona pochwyciła egzemplarz Proroka Codziennego i zaczęła przeglądać. Z lekkim zaskoczeniem odkryła, że nie było wzmianki, by ktoś został porwany lub zamordowany.

Rzuciła gazetę w kierunku Rona, który natychmiast zajrzał do działu sportowego.

— Jest! Jest! — krzyknął podekscytowany, pokazując przyjaciołom artykuł ze zdjęciem. Przedstawiało ono fantastyczną obronę nogami Olivera.

Woodwall stopped The Cannons!

Po niesamowitym meczu Zjednoczeni z Puddlemere pokonali Armaty z Chudley 150:10, zaś bohaterem spotkania został obrońca gospodarzy - Oliver Wood. Dziewiętnastoletni zawodnik niespodziewanie zastąpił Marty'ego Greena i Dana Hanksa, którzy nie mogli wystąpić z powodów osobistych. Był to jego debiut w profesjonalnym quidditchu. Spotkanie rozpoczęło się od huraganowych ataków Armat. Tercet ścigających zespołu z Chudley popisał się niesamowitymi umiejętnościami w podawaniu kafla i błyskawicznie stworzył sobie pierwszą sytuację do strzelenia gola. Kiedy Raheem w fenomenalnym stylu ominął Olivera Wooda wydawało się, że Armaty zdobędą mnóstwo bramek. Jednak od tamtej pory Wood nie puścił ani jednego gola! Młody obrońca co chwilę popisywał się kapitalnymi interwencjami, wprawiając wszystkich widzów w osłupienie. Starcie czołowych drużyn stało się pojedynkiem najlepszego tercetu ścigających z młodym obrońcą Zjednoczonych. W 103 minucie meczu Jacob Johansen dostrzegł znicza i zdobył wyraźną przewagę nad Jimmym Barnesem. Równolegle pałkarze Armat wykonali Kontrujący Strzał Armatni, po którym tłuczek trafił w arbitra spotkania. Chwilę później norweski szukający złapał znicza i zakończył to niezwykle emocjonujące spotkanie. Zjednoczeni z Puddlemere umocnili się na pierwszym miejscu w tabeli z 1560 punktami na koncie. Natomiast Armaty z Chudley zajmują czwartą lokatę i mają 1240 oczek.

— Woodwall! Znakomity przydomek — oświadczył uśmiechnięty Ron

— Idealnie pasuje do Olivera — rzekł Harry, czujący poprawę humoru w ten zimny, deszczowy poniedziałek.

— Myślisz, że Oliver zagra w następnym meczu? Green to podstawowy obrońca Reprezentacji Anglii — zapytał Ron Harry'ego

Harry ponownie zerknął na artykuł. Szkoleniowiec Zjednoczonych miał przed sobą trudny dylemat.

— Gdybym był trenerem, to postawiłbym na Olivera. Sadzanie obrońcy po rozegraniu przez niego najlepszego meczu w życiu byłoby wręcz druzgocące. Zawodnicy powinni mieć możliwość awansu do pierwszego składu.

Ron kiwnął głową. Miał nadzieję, że Neil Graham myśli podobnie.

14 listopada 1996 roku, Hogwart

Mecz Gryfonów ze Ślizgonami zbliżał się wielkimi krokami. Jak co roku następowała kampania prowokacji i przepychanek. Uczniowie obydwu domów robili wszystko, by wyprowadzić rywali z równowagi. Najbardziej krewcy adepci sięgali po swoje różdżki, co kończyło się odejmowanymi punktami i szlabanami. Damian zaskoczony skalą nienawiści, zapytał Sarah:

— To jest tutaj normalne?

Sarah uśmiechnęła się szeroko. Damian miał w głowie zbyt wyidealizowany obraz Hogwartu.

— W tym roku jest wyjątkowo spokojnie. Jestem zaskoczona, że jeszcze nikt nie dostał upiorogackiem.

Damian aż się wzdrygnął. Na samą myśl o nietoperzach wylatujących z nosa instynktownie zacisnął dłoń na różdżce.

Najgorzej całą sytuację znosił Ron. Za każdym razem, kiedy słyszał Weasley jest naszym królem w wykonaniu Ślizgonów, stawał się blady jak ściana.

Co gorsze, atmosfera wokół meczu fatalnie wpłynęła na postawę Rona podczas treningów. Przepuszczał łatwe rzuty oraz krzyczał na wszystkich dookoła. Harry próbował znaleźć sposób, by go jakoś podtrzymać na duchu, ale nic nie skutkowało.

— To jakieś szaleństwo, po tym meczu odchodzę z drużyny — oświadczył Ron, a Harry spojrzał błagalnie na Hermionę. Dziewczyna wzruszyła bezradnie ramionami. Również nie potrafiła pomóc Ronowi.

16 listopada 1996 roku, Hogwart

Hermiona nigdy nie przepadała za meczami quidditcha, ale zawsze oglądała je ze względu na swoich przyjaciół. Jednakże śledzenie ich, kiedy Ron, Harry i Ginny grali równocześnie było dla niej dość problematyczne. Po pierwsze, miewała problemy ze zrozumieniem boiskowych wydarzeń. Zaś po drugie, nie miała komu zadać swoich pytań. Wspomniana trójka była jej jedynymi bliższymi znajomymi w Hogwarcie. Zazwyczaj więc siedziała na pierwszym wolnym miejscu obok kompletnie nieznanych uczniów. Czasami to lubiła, przynajmniej nikt nie próbował wyłudzić od niej zadania domowego, co nieraz się zdarzało podczas meczów. Kiedy usiadła, niespodziewanie usłyszała znajomy głos:

— Cześć, Hermiono!

Zaskoczona Hermiona, odwróciła się. Jakimś cudem zasiadła rząd niżej niż Damian! Następnie dostrzegła obok niego wysoką i szczupłą brunetkę.

Ale piękna — pomyślała Hermiona, zerkając na dziewczynę w czarnych włosach, które sięgały jej do pasa.

— Hermiono, to jest Sarah. Sarah, to jest Hermiona — rzekł Damian, który nagle poczuł skrępowanie.

To właśnie z nią Damian był w Hogsmeade! — pomyślała Hermiona. Nagle poczuła, że jest wyjątkowo nieatrakcyjna.

— Miło cię poznać — rzekła Sarah, obdarzając Hermionę uśmiechem.

— Wzajemnie — odparła Hermiona.

— Obok mnie jest wolne miejsce, chcesz usiąść? — spytał Damian, po czym wskazał ręką na siedzenie.

Hermiona kiwnęła głową. Oglądanie meczu wspólnie z Damianem będzie o wiele przyjemniejsze.

Już w pierwszej minucie meczu ścigający Slytherinu ominął Demelzę Robins i pofrunął w pole bramkowe. Następnie oddał mocny rzut w lewą pętlę. Przez chwilę wydawało się, że Ron obroni rzut, lecz kafel ominął jego dłoń i piłka przeleciała przez pętlę.

Sektor Ślizgonów natychmiast zaśpiewał Weasley jest naszym królem!

— Dziwne, myślałem że obrońca to dosięgnie. Czyżby jednak się spóźnił? — odparła Sarah.

Chwilę później Ginny wyrównała po fantastycznej solowej akcji, w której ominęła dwójkę ścigających Slytherinu. Lecz po chwili Ślizgoni ponownie wdarli się w pole bramkowe.

— Tom Collins rzuca! — krzyknął komentator spotkania.

Tym razem kafel pofrunął ku prawej pętli. Ron zbliżył się do kafla i wystawił rękę, lecz piłka ponownie ominęła jego dłoń!

— Co jest z nim? Ma strasznie wolny refleks — oświadczyła Sarah

Damian głęboko odetchnął. Miał inną teorię co do problemów Rona, ale potrzebował jeszcze jednego rzutu, by ją zweryfikować.

Nastąpił on zaledwie minutę później. Demelza Robins podała niecelnie do Ginny, a kafel przechwycił ścigający Slytherinu.

— Zawodnik Ślizgonów oddał rzut do prawej pętli. Ron pofrunął do kafla, lecz piłka minęła jego prawą dłoń o kilkanaście centymetrów. Slytherin strzelił kolejnego gola!

Weasley jest naszym królem! — ryknął sektor Ślizgonów, przekrzykując gwizdy Gryfonów.

— Tak jak myślałem — oświadczył Damian

— To znaczy? — spytała Hermiona, która pragnęła, by koniec meczu nastąpił nim Ron puści kosmiczną ilość goli.

— Problemem Rona nie jest szybkość reakcji. Pod tym względem wszystko u niego w porządku.

— O czym ty mówisz? Przecież jest ciągle spóźniony — odparła zaskoczona Sarah

Hermiona kiwnęła głową. Daleko jej było do zostania ekspertem w quidditchu, ale widziała, że Ron nie nadąża.

Na twarzy Damiana zaistniał szeroki uśmiech.

— Ron za wcześnie wystawia dłoń do obrony piłki. Gdyby rzeczywiście miał spóźniony refleks, to kafel podczas wyprostu ręki byłby za jego dłonią. Lecz piłka mija jego rękę w momencie, gdy są do siebie równoległe! Po prostu Ron zbyt wcześnie przerywa lot, przez co brakuje mu centymetrów. Pod wpływem stresu nie ma opanowania, potrzebnego do zgrania interwencji w czasie. Jeżeli zachowałby spokój i leciał chwilę dłużej, obroniłby wszystkie rzuty.

Jest naprawdę niesamowity. Dostrzegł taki detal z odległości kilkudziesięciu metrów! — pomyślała Hermiona, obserwując Damiana.

Fatalna dyspozycja Rona wpływała na pewność siebie całego zespołu. Ścigający Gryfonów coraz częściej popełniali błędy w rozgrywaniu akcji. Natomiast Ślizgoni znakomicie je wykorzystywali i zwiększali swoją przewagę. Przy stanie 90:40 dla Slytherinu, Harry wziął czas.

I co ja mam im, do cholery, powiedzieć? By ciągle atakowali, bo mamy kukłę zamiast obrońcy? — pomyślał, nerwowo ściskając miotłę.

Równolegle Hermiona, ku zaskoczeniu Damiana i Sarah, zbiegła z trybun w stronę boiska.

Muszę powtórzyć drużynie to, co powiedział nam Damian! — pomyślała Hermiona, nie zważając na zdziwione odgłosy dookoła niej. Pobiegła do zespołu Gryfonów, który zgromadził się przy linii bocznej boiska. Zaskoczony Harry dostrzegł Hermionę:

— Co ty tu robisz?

— Też mnie to ciekawi — rzuciła Ginny, pragnąca zamordować Rona gołymi rękami.

— Ronaldzie — zwróciła się Hermiona do zgarbionego Rona.

Ron drgnął i odwrócił się w stronę Hermiony. Dziewczyna użyła swojej supermocy idealnego powtarzania zasłyszanych informacji.

— Że co? — stwierdził Ron, który był tak zdumiony słowami Hermiony, że nic z nich nie zapamiętał.

— Hermiona dająca rady dotyczące quidditcha. Tego jeszcze nie było. — prychnęła Ginny

Lecz Harry'emu kliknęło w głowie:

— Jak mogłem być taki ślepy?! — krzyknął, szokując wszystkich wokół. Po czym odparł w stronę Rona:

— Nie wiem jakim cudem, ale Hermiona idealnie zdiagnozowała twój problem. Jako kapitan rozkazuję ci, byś dłużej leciał w kierunku kafla.

Następnie rzekł do Hermiony:

— Jesteś niezastąpiona.

Sarah obserwująca naradę zespołu Gryffindoru, powiedziała Damianowi:

— Co za energiczna dziewczyna! Nic dziwnego, że ją lubisz.

Damian zarumienił się, ale nie stracił rezonu:

— Ciebie lubię znacznie bardziej.

— Właśnie to chciałam usłyszeć — rzekła Sarah i pocałowała Damiana w policzek.

Chwilę później mecz został wznowiony. Tom Collins po raz kolejny przekroczył pole bramkowe Gryfonów. Tym razem wybrał rzut do lewej pętli.

Ron uważnie obserwował lecącego kafla. Pofrunął do lewej pętli, myśląc:

Jeszcze chwilę, jeszcze momencik.

Nagle poczuł panikę. Instynkt aż krzyczał, by wyciągnął rękę.

Muszę to powstrzymać! Cały mecz poddawałem się temu uczuciu i nic dobrego z tego nie wynikło! — rozkazał sobie w myślach.

Poczekał ułamek sekundy, podczas którego poleciał kilkadziesiąt centymetrów, a następnie sięgnął po kafla. Piłka pofrunęła wprost do jego dłoni.

— Tak! — krzyknęła Hermiona

Sektor Gryffindoru ryknął z zachwytu. Atmosfera na stadionie uległa kompletnej zmianie. Obrona Rona napędziła resztę zespołu, dzięki czemu Gryffindor w ciągu 15 minut wyrównał wynik spotkania. Kolejne fragmenty meczu toczyły się pod dyktando Gryfonów. Ron wykazywał się znakomitymi interwencjami, Ginny strzelała piękne gole, zaś pałkarze stworzyli sobie ze Ślizgonów ruchome tarcze. Przy wyniku 140:90 dla Gryffindoru, Harry dostrzegł znicza. Złota piłeczka zawisła na wysokości dwudziestu pięciu stóp. Harry błyskawicznie ruszył w jej kierunku. Nagle usłyszał świst wystrzelonego tłuczka. Harry ocenił położenie piłki i postanowił przyspieszyć. Tłuczek ominął witkę Błyskawicy o kilka centymetrów, a Harry zbliżył się do znicza na odległość niespełna metra. Już po chwili poczuł chłód metalu w swojej prawej dłoni, a następnie usłyszał radosne okrzyki nadlatujących członków drużyny.

Równolegle Damian rzekł do Hermiony:

— Niesamowite rozstrzygnięcie. Dzięki tobie twój dom wygrał mecz.

Hermiona zarumieniła się, lecz później odparła:

— Znacznie ważniejsza była twoja spostrzegawczość.

— Najważniejsze było to, że zaciągnęłam Damiana by obejrzał mecz, zamiast pozwolić mu na ente wkuwanie transmutacji — rzekła Sarah, puszczając oczko w stronę Hermiony.

.