16 listopada 1996 roku, Hogwart

Podekscytowani Gryfoni świętowali zwycięstwo nad Ślizgonami w pokoju wspólnym. Grupa uczniów śpiewała Weasley jest naszym królem. W tym samym czasie Ginny i Hermiona rozmawiały w dormitorium dziewczyn.

— Jakim cudem dostrzegłaś, że Ron popełnia błąd w locie? Przecież zupełnie nie znasz się na quidditchu!— zapytała Ginny

— Ja nie, ale siedzący obok mnie Damian już tak — rzekła Hermiona z lekkim uśmiechem na twarzy.

— Siedziałaś obok Damiana?! — krzyknęła podekscytowana Ginny, przybliżając się w kierunku Hermiony.

Hermiona pokręciła głową, Ginny wyciągnęła zbyt pochopne wnioski.

— To był zupełny przypadek. Akurat usiadłam koło niego i jego….

Kim dla niego jest Sarah? Koleżanką z drużyny? Przyjaciółką? A może dziewczyną? — pomyślała Hermiona, opierając dłoń na brodzie.

Ginny spojrzała wyczekująco, Hermiona westchnęła:

— Damian prawdopodobnie chodzi z Sarah Powell. Byli ze sobą na randce w Hogsmeade i siedzieli obok siebie podczas meczu.

— Sarah Powell?! Uwielbiam ją! To jest chyba najpiękniejsza dziewczyna jaką w życiu widziałem!

— Znasz ją? — spytała zaskoczona Hermiona

— Wszyscy ją znają. Ron mówi, że jestem zbyt popularna wśród chłopców. Gdybym była tak popularna jak Sarah, napisałby list do mamy, by przeniosła mnie do Durmstrangu!

Hermiona przypomniała sobie reakcję Rona podczas pobytu Fleur Delacour w Hogwarcie. Czy na widok Sarah również by się tak zachowywał?

Chwilę później usłyszała wyjątkowo głośne śmiechy i oklaski z pokoju wspólnego. Poszła w ich kierunku, zobaczyła tłum uczniów tworzących duży krąg, po czym zobaczyła…

Rona całującego się z Lavender Brown.

W tym momencie świat wokół niej się zatrzymał, stracił ostrość i kolory. Widziała tylko Rona i Lavender, którzy obejmowali się tak mocno, że stworzyli niemal jedno ciało. Poczuła niewyobrażalny ból głowy oraz mdłości. Odwróciła się na pięcie i pobiegła. Nie wiedziała gdzie biegła, łzy kompletnie zasłaniały jej drogę. Chciała tylko pozbyć się obrazu, który utkwił w jej głowie. Obrazu Rona całującego się z Lavender.

Ostatecznie nogi poniosły ją w kierunku nieużywanej klasy do transmutacji na czwartym piętrze. Postanowiła wyładować swój smutek i frustrację na Rona podczas rzucania magii iluzyjnej i bezróżdżkowej.

Dlaczego?! Dlaczego on mi to zrobił?! — pomyślała Hermiona, czując, jak ogarnia ją wściekłość na Rona, ale również na siebie samą, że uwierzyła w ich potencjalny związek.

Ogarnięta szałem rzucała wszystkie iluzje jakie przyszły jej tylko do głowy. Rozpoczęła od krzeseł i stołów wokół niej, następnie przeszła do odtwarzania wszystkich książek i przyborów mieszczących się w sali, aż w końcu…

Przed jej oczyma pojawił się komplet szachów używanych przez Rona. Hermiona pokręciła głową, przecież w ogóle o nich nie myślała! Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że podpowiedziała jej to podświadomość. Prychnęła z pogardą, przechodząc do magii bezróżdżkowej.

W górę! — rozkazała w myślach, wskazując na piórko, które do tej pory było wyjątkowo nieposłuszne. Jednak tym razem piórko wzniosło się co najmniej metr nad ziemią.

Unosiła różne przedmioty próbując zapomnieć o świecie wokół to pozwoliło zachować jej spokój. Po dłuższym czasie poczuła, że zaczyna brakować jej tchu, a nogi i ręce rytmicznie drżą. Odetchnęła głęboko, spojrzała w bok i ze zdumieniem dostrzegła, że za oknem widniał zachód słońca. Zaskoczona pokręciła głową, nigdy by nie zgadła, że jej trening trwał tak długo! Zadowolona z siebie uśmiechnęła się szeroko:

Od tej pory będzie już tylko lepiej — pomyślała, idąc w kierunku Wieży Gryffindoru.

Kilka minut później spotkała Ginny.

— Co się stało?! — krzyknęła Ginny. Hermiona wyglądała jakby rozegrała trzy mecze quidditcha jednego dnia.

— Dokształcałam się — rzekła Hermiona ucinając temat.

— Czyżby biblioteka od wczoraj przeszła jakąś modernizację? Zamontowali tor przeszkód do działu z transmutacją? — powiedziała Ginny zgryźliwie.

— Przydałby się, może wtedy więcej uczniów chciałoby czytać — odparła Hermiona, mijając Ginny.

— Hermiono! Może jednak chcesz ze mną… — spytała Ginny, która również widziała pocałunek Rona.

— Nie warto — odparła Hermiona, idąc w kierunku swojego łóżka.

18 listopada 1996 roku, Hogwart

W poniedziałkowy poranek Hermiona postanowiła wstać wcześniej niż zwykle, nie miała ochoty na spotykanie się z Ronem. Po zjedzeniu śniadania poszła w kierunku klasy do transmutacji. Była przekonana, że przed drzwiami nikogo nie zastanie, ponieważ przyszła niemal pół godziny przed rozpoczęciem lekcji. Jednak na korytarzu siedział Damian, który czytał Proroka Codziennego. Zaskoczona Hermiona, spytała:

— Cześć, dlaczego jesteś tu tak wcześnie?

Damian oderwał wzrok od gazety, uśmiechając się do Hermiony:

— Tutaj mogę w spokoju przeczytać wszystkie artykuły. Wszyscy przychodzą na lekcję w ostatniej chwili.

— Są jakieś jakieś ciekawe informacje? — spytała Hermiona w nadziei, że odbędą kolejną ciekawą konwersację.

— Zainteresował mnie artykuł o upadłym geniuszu z Hogwartu.

Hermiona uwielbiała czytać na temat niezwykłych czarodziejów. Poprosiła Damiana o gazetę i zaczęła lekturę:

Wielki upadek Jonathana Prankstera!

Kilka dni temu w mieście Liverhampton aurorzy Ministerstwa Magii aresztowali mężczyznę, który biegał po mieście, krzycząc "Mugole to zrobili, mugole to zrobili!". Zatrzymany czarodziej oświadczył, że było to jedynie "dobrowolne ubezwłasnowolnienie". Tożsamość aresztowanego okazała się dla aurorów prawdziwych szokiem, ponieważ jest nim Jonathan Prankster - czarodziejski geniusz, który 10 lat temu przepadł jak kamień w wodę. Prankster jest najmłodszym absolwentem w historii Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Swoją czarodziejską edukację rozpoczął już w wieku 4 lat, a zakończył ją jako 8-latek! Młody Jonathan osiągnął aż 11 Owutemów z oceną "Wybitny", co uczyniło go najlepszym uczniem w dziejach Hogwartu. Wówczas niemal wszyscy przewidywali, że dzięki swojemu talentowi kompletnie odmieni świat magii. Jednakże, stało się coś absolutnie szokującego. Jonathan Prankster na 10 lat zupełnie zniknął z życia publicznego. Powstało tysiące hipotez na temat jego losów. Niektórzy uważali, że jego dusza została pochłonięta przez czarną magię, jeszcze inni twierdzili, że pracuje nad czymś, co kompletnie zmieni czarodziejski świat. Jednakże, żadna z tych teorii nie była choć bliska prawdzie. Nasze źródła w Ministerstwie ustaliły, że Jonathan Prankster poświęcił 10 lat swojego życia nad opracowaniem…aparatu umożliwiającego wywołanie nieruchomego zdjęcia. Tak, drodzy Państwo, czarodziej uważany za największego geniusza od czasów Merlina zmarnował 10 lat życia nad urządzeniem, które można zakupić w większości mugolskich sklepów.

Kiedy skończyła czytać, Damian odparł:

— Nie wiem, co jest bardziej absurdalne. To, że facet ukończył Hogwart w tak młodym wieku czy to, że poświęcił dekadę swojego życia na coś tak kompletnie bezsensownego.

— Zdecydowanie to drugie. Jest tyle istotnych problemów magicznych do rozwiązania. Mógłby na przykład stworzyć eliksir, który wyleczyłby wilkołactwo…

— Albo zabić Lorda Voldemorta — rzekł Damian beznamiętnym tonem

Hermiona spojrzała na Damiana z rozdziawionym ustami, po czym oświadczyła:

— Masz rację, to na pewno rozwiązałoby sporo problemów.

Chwilę później rozpoczęła się lekcja transmutacji. Hermiona i Damian usiedli w pierwszej ławce, by lepiej słyszeć profesor McGonagall. Kiedy wszyscy uczniowie wygodnie się rozsiedli, opiekunka Gryfonów oświadczyła:

— Na ostatniej lekcji uczyliśmy się zaklęcia zmiany długości włosów. W ramach zadania domowego mieliście je należycie przećwiczyć. Kto z was chciałby zaprezentować efekty?

Hermiona natychmiast podniosła rękę do góry. Już podczas poprzedniej lekcji miała za sobą pierwsze udane próby, lecz wczoraj dopracowała zaklęcie do perfekcji. Profesor McGonagall obdarzyła Hermiona delikatnym uśmiechem:

— Proszę o demonstrację, panno Granger.

Hermiona wzięła głęboki oddech, wyobraziła siebie w krótkich włosach sięgających do końca uszu, wykonała ruch różdżką przypominający literę L i rzekła:

— Mutatio longitudo!

Bardzo dobrze! — pomyślała profesor McGonagall, szykująca się do przyznania Hermionie pięciu punktów za opanowanie zaklęcia.

Jednakże zaklęcie nie zadziałało. Hermiona nadal miała długie włosy.

Niemożliwe! Czyżbym zrobiła coś źle?! — pomyślała zaskoczona dziewczyna.

W klasie zapanowała kompletna cisza. Większość kolegów i koleżanek po raz pierwszy w życiu ujrzało jak Hermiona nie potrafi wykonać zaklęcia.

Jednak najbardziej wstrząśniętą osobą w klasie była Minerwa McGonagall. W ciągu kilkudziesięciu lat nauczania widziała tysiące prób rzucania tego uroku. Stąd wiedziała, że panna Granger zrobiła wszystko jak należy. Lecz zaklęcie, z nieznanego jej powodu, nie zadziałało. Musiała szybko myśleć, jako nauczyciel miała obowiązek wydać jakąś opinię:

— Pani profesor! Mogę spróbować jeszcze raz?! — rzekła zdesperowana Hermiona, pragnąca rehabilitacji.

— Panno Granger, nie trzeba. Sądzę, że ma pani zepsutą różdzkę. To się czasami zdarza.

— To naprawdę możliwe?! — zapytał Ernie, który nigdy nie słyszał, by różdźki psuły się same z siebie.

— Różdżkarze to także ludzie. Czasami podczas produkcji popełniają błędy, które sprawiają, że różdżka traci swoje właściwości.

Prawdę mówiąc, sama niezbyt wierzyła w to, co mówiła. Owszem, początkujący różdżkarze oraz ci, którzy oszczędzają na jakości drewna, czasami czynią takie pomyłki. Jednak wszyscy uczniowie Hogwartu kupują różdżki u Garricka Ollivandera - najlepszego różdżkarza w Wielkiej Brytanii.

Słowa pani profesor trochę uspokoiły Hermionę. Jednak nadal z tyłu głowy towarzyszył jej dziwny niepokój. Nie wiedziała czy był to instynkt czy po prostu strach, ale czuła, że nie potrafi w pełni skoncentrować się na przebiegu lekcji. W pewnym momencie, kiedy cały czas analizowała ostatnie wydarzenia, usłyszała dzwonek oznajmiający koniec zajęć. Dlatego spytała Damiana, który siedział obok niej:

— Damian, mogę przepisać od ciebie treść zadania domowego?

Damian pokiwał głową. Kiedy skończyła przepisywać jego treść,McGonagall oświadczyła:

— Panno Granger, proszę podejść do mnie na chwilę.

Hermiona podeszła do jej biurka, po czym nauczycielka podała jej swoją różdżkę, oświadczając:

— Proszę użyć mojej różdżki. Wystarczy jakieś proste zaklęcie na poziomie pierwszego roku.

Hermiona kiwnęła głową. To był najlepszy sposób na udowodnienie, że jej różdżka jest zepsuta. Spojrzała w stronę stołu, machnęła ku niemu różdżką i powiedziała:

— Wingardium Lewiosa!

Stół nie uniósł się choćby o centymetr. Hermiona poczuła mdłości oraz gorąc policzków. Następnie odwróciła się w stronę drzwi, krzycząc:

— Colloportus!

Ten urok również nie przyniósł efektu.

— Co tu się dzieje? — powiedziała, czując że ma policzki pełne łez.

— Idziemy do profesora Dumbledore'a. Teraz — oświadczyła profesor McGonegall, która wiedziała co się dzieje. Nie było to nic dobrego.

Hermiona za profesor McGonagall bez słowa. Była zbyt przerażona, by o cokolwiek ją zapytać. Po krótkiej chwili znalazły się przed posągiem gargulca:

— Musy-Świstusy — oświadczyła Minerwa McGonagall. Gargulec błyskawicznie zwolnił im drogę do wejścia.

Po drugiej stronie znajdowało się biurko dyrektora, za którym siedział Albus Dumbledore. Hermiona dostrzegła, że na jego środku znajdował się jakiś kamień.

— Albusie, musimy porozmawiać — oświadczyła Minerwa, co sprawiło, że dyrektor przestał obserwować kamień.

— Minerwo! Czymże zawdzięczam taką przyjemną wizytę o tak nieprzyjemnie wczesnej porze?

W tym momencie Hermiona położyła dłoń na ramieniu Hermiony. Wzięła głęboki oddech i powiedziała:

— Panna Granger utraciła magię.

Hermiona drgnęła, czując przy tym bolesne kłucie w klatce piersiowej.

Dumbledore natychmiast poderwał się ze swojego biurka. Podszedł w stronę Hermiony:

— Panno Granger, niech pani opowie na temat swojej sytuacji. Proszę nie pomijać żadnych szczegółów, każdy z nich może być niezwykle istotny.

Hermiona głośno przełknęła ślinę. Musiała opowiedzieć wszystko o swojej nauce magii bezróżdżkowej oraz iluzyjnej. Wszystko, poza udziałem Damiana. Nie chciała sprawiać mu jakichkolwiek problemów.

— Od początku roku szkolnego uczę się magii bezróżdżkowej oraz iluzyjnej. Najpierw zaczęłam od magii bezróżdżkowej, ale przez kilka tygodni nie było żadnych rezultatów, więc postanowiłam się uczyć magii iluzyjnej. Wychodziła mi ona znacznie lepiej, dlatego kontynuowałam naukę. Pewnego dnia postanowiłam ponownie spróbować użyć magii bezróżdżkowej. Niespodziewanie poczułam…— w tym momencie Hermiona spróbowała sobie przypomnieć, co dokładnie czuła w dniu, podczas którego odblokowała w sobie zdolność do rzucania zaklęć do użycia różdżki.

— Niezwykle silną energię przechodzącą przez organizm. — dokończył Dumbledore.

Hermiona skinęła głową, po czym kontynuowała:

— Od tamtego dnia zaczęłam łączyć naukę obydwu rodzajów magii. Ostatnio zauważyłam znaczny postępy w nauce magii bezróżdżkowej. Myślałam, że jestem na dobrej drodze, by ją opanować. Jednak dzisiaj…— Hermionie załamał się głos, poczuła drżenie całego ciała.

Profesor McGonagall przejęła pałeczkę.

— Podczas dzisiejszej lekcji panna Granger próbowała rzucić zaklęcie zmieniające długość włosów. Pomimo tego, że wszystko zrobiła poprawnie, to nic się nie stało. Podczas przerwy pożyczyłam jej swoją różdżkę, by sprawdzić czy nie jest to wina zepsutego egzemplarza. Jednak, choć panna Granger użyła zaklęć na poziomie pierwszego roku, żadna z formuł nie spełniła swojego zadania.

Dumbledore podrapał się po brodzie, po czym zapytał Hermiony:

— Panno Granger, co spowodowało chęć nauki magii bezróżdżkowej?

Hermiona drgnęła. Przypomniała sobie, że po raz pierwszy zauważyła ją w wykonaniu Damiana podczas lekcji obrony przed czarną magią! Nie mogła o tym wspomnieć, musiała powiedzieć coś innego.

— Każdego dnia czytam "Proroka Codziennego". Niemal codziennie są tam informacje o zaginięciach lub morderstwach ze strony Śmierciożerców. Kolejna wojna jest tylko kwestią czasu, dlatego szukałam sposobu na ochronę najbliższych mi osób. W dniu urodzin dostałam od Harry'ego i Rona książkę na temat afrykańskiej magii bezróżdżkowej. To zainspirowało mnie do działania.

Profesor Dumbledore skinął głową, a następnie zapytał:

— A jak, moja droga, odkryłaś magię iluzyjną?

Hermiona postanowiła powiedzieć najlepsze kłamstwo jakie przyszło jej do głowy:

— Rozpaczliwie szukałam rozwiązania, które umożliwiłoby szybszą naukę magii bezróżdżkowej. Weszłam do Pokoju Życzeń i tam znalazłam książkę poruszającą magię iluzyjną.

— Może mi pani wspomnieć tytuł tej książki?

Hermiona drgnęła. Czy Damian kiedykolwiek wspomniał skąd zaczerpnął informacje o magii iluzyjnej? Nie umiała sobie tego przypomnieć.

— Niestety nie mogę, przeczytałam tylko drobny fragment, który dotyczył tego rodzaju magii.

Dumbledore spojrzał na nią przeszywającym wzrokiem. Hermiona nie potrafiła odczytać czy dyrektor uwierzył w jej opowieść. W tym momencie dyrektor odparł:

— Panno Granger, zazwyczaj pochwalam chęć zdobywania wiedzy i udoskonalania mocy magicznej, ale nauka trzech różnych rodzajów magii była z pani strony….bardzo lekkomyślna. Każdy mag, nawet najpotężniejszy, dysponuje ograniczoną ilością energii magicznej w swoim ciele. Dlatego nigdy nie można zużywać większej ilości magii od tej, którą organizm może później zregenerować. Stałe zużywanie wielkiej ilości energii magicznej, zwłaszcza w przypadku aurorów, może skutkować zjawiskiem utraty mocy zwanym…

Damnum — dokończyła Hermiona, która przypomniała sobie, że już czytała o tym zjawisku.

— Albusie! Znasz jakieś rozwiązanie? — zapytała profesor McGonagall.

— Niestety nie wiemy jak zaawansowany jest przypadek panny Granger. Najlżejsze przypadki damnum zostają wyleczone za pomocą kilku tygodni odpoczynku. W bardziej zaawansowanych przypadkach trzeba poszukać rozwiązań, skupiających się na rozwiązaniu podłoża problemu, którym jest przywrócenie źródła mocy w organizmie. — następnie spojrzał w stronę Hermiony, mówiąc:

— Moja droga, sądzę że kilkutygodniowy powrót do rodzinnego domu byłby idealnym rozwiązaniem.

Hermiona oniemiała, nie mogła teraz opuścić Hogwartu, to groziło zawaleniem roku!

— Panie dyrektorze, jeżeli teraz opuszczę Hogwart, to mogę nie zdać roku!

— Panno Granger, z całym szacunkiem do pani poglądu, ale potrzebuje pani całkowitego odpoczynku od myślenia o magii. Pobyt w rodzinnym domu pozwoli na szybszy powrót do sił. Poza tym uczniowie błyskawicznie zauważyliby, że nie używa pani magii, co mogłoby być źródłem wielu problemów.

Niestety, dyrektor miał sto procent racji. Jej obecność w szkole przyniosłaby więcej kłopotów niż pożytku.

— Kiedy i w jaki sposób opuszczę szkołę?

— Proszę przyjść do mnie jutro o godzinie 9:00. Przygotuję świstoklik, którym wróci pani do domu. — rzekł Dumbledore, stukając przy tym palcem o biurko, po czym spytał Hermionę:

— Panno Granger, czy ma pani jakieś pytania do mnie?

Hermiona zastanowiła się. Miała zbyt wielki mętlik w głowie, by o czymkolwiek myśleć.

— W tej chwili nie mam żadnych pytań. Dziękuję za poświęcony czas. — rzekła Hermiona, udając się w kierunku wyjścia.

Niespodziewanie, profesor McGonagall ścisnęła ją za ramię i powiedziała:

— Wszystko będzie dobrze

Hermiona skinęła, lecz zrobiła to bez większego przekonania. Kiedy opuściła gabinet, profesor McGonagall spytała Dumbledore'a:

— Co się z nią stanie?

— Nie wiem, Minerwo, nie wiem, — rzekł Dumbledore.