21 listopada 1996, godzina 9.40 czasu strefowego UTC-04:00; Pentagon

- Żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Prezydent ukrył w dłoniach zmęczoną i bladą twarz, która postarzała się w ciągu ostatnich kilku dni. Sekretarz obrony patrzył się nieprzytomnie w bliżej nieokreślony punkt za oknem. Jedynie administratorka NASA zdawała się jeszcze trzymać w pionie.

- Co robić? – zapytał słabo prezydent – co robić, profesorze Hawking?

- Nie wiem – odpowiedział krótko Stephen Hawking – oni mogą myśleć w odmienny sposób. Inaczej interpretować sygnały. Teraz każdy ruch może być ryzykowny.

- Dostałem telefon z Chin. Po cichu się zbroją – sekretarz odwrócił posiwiałą głowę od okna – Rosja wie, ale nie mam informacji co szykują.

- A Europa?

- Rozmawiałam z Europejską Agencją Kosmiczną. Czekają na nasze decyzje – administratorka dopiła zimną kawę, już czwartą tego dnia.

- Granie w skradanki i podchody nie mają sensu – westchnął ciężko profesor – statki wkrótce będą widoczne przez amatorskie teleskopy. To nie Roswell. Nie ukryjecie tego.

- Nie powiemy ludziom. Wybuchną zamieszki, których stawione w gotowości wojsko nie będzie mogło pacyfikować – głos sekretarza był szorstki, ale słychać w nim było zmęczenie i wahanie.

- Wybuchną zamieszki. Wybuchnie panika. Być może któreś państwo minutę temu podało oficjalną informację, wówczas za minut piętnaście zobaczymy ludzi na ulicach…

Po ciężkich słowach profesora zapadła jeszcze cięższa cisza. Prezydent powoli wstał z krzesła i otarł pot z czoła.

- Czy mamy… jakieś szanse? – zapytała powoli i ostrożnie administratorka, powstrzymując się od dodania złowieszczych słów „na przetrwanie".

- Jeśli zaatakują, absolutnie. Strzelanie do ich statków głowicami nuklearnymi będzie jak rzucanie zapałkami w czołg. A obawiam się, że raczej zaatakują niż przyniosą światłość i zbawienie.

- Ale mówił pan, że to są kompletnie odmienne istoty i nie ma co przykładać naszych szablonów myślowych do ich działań – zauważyła kobieta.

- Tak. To prawda. Ale prawa fizyki są wszędzie takie same, wobec tego ewolucja biologiczna musi wszędzie przebiegać podobnie. A dzięki badaniu jej wiemy, że drapieżniki są zawsze bardziej inteligentne od ładnych roślinożerców. To drapieżniki mają szansę na wykształcenie świadomości i inteligencji, bo te ułatwiają polowania. Szczerze wątpię, by ONI pochodzili od łagodnych kosmicznych krów. Zresztą, cóż mogło ich tutaj przywieść? Pragnienie eksploracji i chęć stworzenia wielkiego kosmicznego państwa? Dobroduszna chęć przekazania nam technologii, o jakiej nawet nie śnili producenci Star Treka? Leków na wszystkie choroby? – Hawking zatrzymał się na chwilę, myśląc o swojej chorobie, która na zawsze przykuła go do wózka – Może nawet jak jest. Może są naukowcami i chcą tylko badać i odkrywać. Tak jak Europejczycy chcieli badać i odkrywać rdzenne ludy Ameryk, Azji i Afryki. Minęło już paręset lat od tamtych wydarzeń, i jak widzicie, drodzy państwo, nie ma już prawie rdzennych ludów Ameryk, Azji i Afryki. Ale mimo wszystko mam nadzieję, że się mylę. Jestem tylko skromnym astrofizykiem, nie egzobiologiem.

Znów nikt nic nie mówił, jedynie prezydent skrobał łyżeczką dno filiżanki.

- Głowice nuklearne… - wymamrotał cicho i wziął głęboki oddech, jakby szykował się do czegoś naprawdę trudnego – proszę państwa, my mamy coś jeszcze oprócz głowic nuklearnych. Nie wiem, na ile będzie przydatne w tej sytuacji, ale…

Zamilkł, bo ponury obraz wiszący w kącie się poruszył.