Sonea z narastającą frustracją wpatrywała się w stos notatek, które leżały na biurku przed nią. Egzaminy miały rozpocząć się w przyszłym tygodniu. W pierwszych latach nauki w Gildii poświęcała nauce wiele czasu - inni Nowicjusze jej unikali, potem jej tajemnica wyszła na jaw i Wielki Mistrz zażądał opieki nad nią, przez co stała się jego zakładniczką. Po latach, z uśmiechem na twarzy, wspominała swoją nienawiść i strach wobec Wielkiego Mistrza Akkarina. Uważała go za mordercę, który posługiwał się czarną magią, by zdobyć władzę. No cóż, teraz sama umiała się nią posługiwać.
Zadziwiające było to, jak szybko postanowiła mu zaufać. Nie miała żadnego powodu, by nie uwierzyć w jego historię, która nawet teraz mroziła jej krew w żyłach. Szpiedzy z Sachaki byli dowodem, którego nie dało się podważyć. Pojawiali się raz na kilka tygodni i zazwyczaj Akkarin radził sobie z nimi sam. Wziął ją ze sobą tylko dwa razy - za pierwszym pokazał jej jak czytać myśli wbrew woli, a za drugim wszystko poszło nie tak. Miał pokazać jej jak walczyć ze szpiegami, jednak bardzo szybko musiała zademonstrować swoje umiejętności. Zabiła szpiega. Dzięki temu uratowała siebie i być może Akkarina i choć minęło już wiele miesięcy, nadal czuła się z tym źle. Została w Gildii, żeby nauczyć się uzdrawiania, a nie zabijania.
Od tamtej pory, Akkarin już nie zabierał jej ze sobą do slumsów, jakby uważał, że to coś zmieni. Nie mogła wymazać z pamięci tego, co się stało. Nauczyła się tym żyć i mimo, że czasami nadal prześladował ją widok martwego ciała szpiega, chciała walczyć dalej, ale Akkarin był nieugięty. Nadal uczył ją czarnej magii, choć powoli zaczynało im brakować materiałów do nauki, dlatego Akkarin wplatał w lekcje także naukę sztuk wojennych.
Lekcje z Akkarinem, praktyki w Domu Uzdrowicieli, z każdym dniem coraz więcej prac domowych - to sprawiło, że w ostatnich latach nie miała czasu na systematyczną naukę. Będę musiała zarwać kilka nocek - pomyślała Sonea i westchnęła. Otworzyła podręcznik z uzdrawiania i zaczęła czytać, kiedy rozległo się pukanie do drzwi jej pokoju.
- Proszę - zawołała, nie odrywając wzroku od książki.
- Pani Soneo, Wielki Mistrz chce widzieć panią na kolacji - w drzwiach pojawiła się głowa Takana, sługi Akkarina, który razem z nim zbiegł z niewoli w Sachace. Sonea zastanawiała się kiedyś, jakie tak naprawdę relacje łączyły Akkarina i Takana. Wielki Mistrz zwykle wydawał się zażenowany, gdy Takan traktował go jak swojego Pana.
- Szczerze mówiąc, chciałam sobie odpuścić kolację - stwierdziła Sonea, jednak widząc minę Takana, wstała. Sachakanin kochał gotować i nie chciała mu robić przykrości. - Ale przyda mi się przerwa w nauce.
Nawet jeszcze nie zaczęłam, a już robię sobie przerwę - jęknęła w duchu, jednak posłusznie zeszła za Takanem do jadalni, gdzie czekał już na nią Wielki Mistrz. Jak zwykle, w jego ręce znajdował się kieliszek z winem, ciemnym Anuren, jego ulubionym. Gdy weszła, podniósł na nią wzrok. Jego ciemne, niemalże czarne oczy były nieprzeniknione, choć jego usta wykrzywił doskonale jej znany półuśmiech. Odpowiedziała mu uśmiechem i lekkim ukłonem.
- Dobry wieczór, Wielki Mistrzu - przywitała się.
- Dobry wieczór, Soneo - odpowiedział. - Usiądź.
Zajęła miejsce na przeciwko niego. Mężczyzna nadal się w nią wpatrywał. Kiedyś ją to przerażało, teraz jednak czuła lekki dyskomfort. Miała wrażenie, że Akkarin prześwietla jej myśli, więc odruchowo zamknęła swój umysł. Wielki Mistrz odchrząknął i zabrał się za nakładanie jedzenia na talerz, więc zrobiła to samo.
- Czego się dzisiaj nauczyłaś, Soneo? - Spytał, polewając ryż i mięso sosem.
- Żeby nie odkładać nauki na ostatnią chwilę - burknęła pod nosem, krzywiąc się.
- Proszę? - Akkarin wydawał się rozbawiony, choć nie była pewna, czy ją usłyszał.
- Teraz została nam tylko powtórka przed egzaminami - westchnęła. - Chcą uzupełnić nasze braki z poprzednich lat w tydzień. Niczego nowego się nie nauczyłam.
- Według ciebie powtórka przed egzaminami powinno zacząć się wcześniej?
- Z pewnością by nie zaszkodziło - wzruszyła ramionami. - Od tych wszystkich informacji głowa mi puchnie po każdej lekcji - przewróciła oczami, po czym przeklęła w myślach. To nie było stosowne zachowanie w obecności przywódcy Gildii. Nawet jeśli przez ostatnie miesiące ich relacja była bardziej przyjacielska, nadal pozostawał jej mentorem. I Wielkim Mistrzem.
- Mogę przedyskutować tę kwestię ze Starszyzną Gildii - powiedział, a Sonea zmarszczyła brwi.
- Chcesz zawracać głowę Starszyzny tym co powiedziała Nowicjuszka? - Spytała, po czym szybko dodała - Wielki Mistrzu.
- Jesteśmy sami, nie musisz być taka oficjalna - westchnął. - Chętnie wsłuchuję się w głos młodszych. Mają świeże podejście, zaś Starszyzna Gildii… No cóż, w większości ich umysły nie chcą otworzyć się na nowe rzeczy. Mentalnie tkwią w przeszłości, zresztą sama wiesz - rzucił jej znaczące spojrzenie.
No tak. Gdyby Starszyzna dowiedziała się, że ona i Akkarin znają czarną magię… zostaliby skazani na śmierć. Wielki Mistrz wielokrotnie wspominał jak żałuje tego, że ją w to wplątał. Jednak to ona podjęła decyzję, do niczego jej nie zmuszał. Być może przyjdzie dzień, w którym Ichani zaatakują, a ona nie będzie wobec nich bezbronna. Będzie walczyć u boku Akkarina.
Zapadło milczenie. Wrócili do jedzenia, a Sonea rozpłynęła się nad smakiem potrawki przygotowanej przez Takana. W niczym nie przypominało to bezkształtnej, paskudnej w smaku papki, którą podawano na stołówce. Sługa używał wyjątkowych przypraw, ale przede wszystkim miał ogromny talent kulinarny.
- Soneo - zaczął Akkarin, kiedy skończył jeść. - Za dwa tygodnie oficjalnie zakończysz naukę i zostanie ci przyznany tytuł Mistrzyni. Oznacza to, jak zapewne wiesz, że wyprowadzisz się z Rezydencji i nie będę już twoim mentorem.
Sonea pokiwała głową. Czy dążył do tego, o czym myślała…?
- W związku z tym, musimy się zastanowić jak nadal utrzymać milczenie Lorlena i Rothena.
Ona również się nad tym zastanawiała. Wpadło jej do głowy kilka głupich pomysłów, ale nawet nie śmiała wypowiedzieć ich na głos.
- Możemy wziąć ślub i wmówić Lorlenowi i Rothenowi, że mnie do tego zmusiłeś - zażartowała, jednak ujawniając jeden ze swoich niedorzecznych pomysłów.
- Zastanawiałem się nad tym, ale to źródło dodatkowych problemów. Gildia zaczęłaby dochodzenie w naszej sprawie. Chcieliby wiedzieć, czy nie skonsumowaliśmy związku zanim ukończyłaś Uniwersytet i ogólnie bylibyśmy podejrzani w ich oczach, a na to nie możemy sobie pozwolić…
Sonea powstrzymała się w ostatniej chwili, żeby nie parsknąć śmiechem. Akkarin mówił zupełnie poważnie! Ona żoną Wielkiego Mistrza, dobre sobie. Pochodziła ze slumsów, małżeństwo jej i Akkarina nie było możliwe. Dzieliła ich za duża przepaść, zresztą ten pomysł był zwyczajnie idiotyczny. Chciała kiedyś założyć rodzinę i mieć dzieci, a nie tkwić w fałszywym związku do końca życia.
- Żartowałam - wzruszyła ramionami.
- Wpadłem na inny pomysł - kontynuował Akkarin. - Co prawda, jeszcze nie było takiego stanowiska w Gildii, bo tym zajmował się Administrator, ale mam prawo je stworzyć. Soneo, chciałbym, żebyś została Asystentką Wielkiego Mistrza.
- Że co? - Dobrze, że już nie jadła, bo z pewnością wyplułaby wszystko z powrotem na talerz. - Ale ja wybrałam uzdrawianie, chciałam…
- Spokojnie. Nie będę cię potrzebował przez cały czas. Chodzi mi jedynie o to, żeby Lorlen i Rothen myśleli, że wciąż trzymam cię w garści. Pogodzimy twoją pracę u mnie z pracą w Domu Uzdrowicieli. To najlepszy pomysł jaki wpadł mi do głowy - dodał, widząc jej niezdecydowanie i twarz, na której malowała się rezerwa.
- Lepsze to niż ślub - zaśmiała się nerwowo, a przez jego twarz przeszedł cień. - Ale musisz mi obiecać, że to nie będzie kolidowało z pracą Uzdrowiciela.
- Obiecuję - powiedział z powagą, choć na jego ustach błąkał się uśmiech.
- Na czym będzie polegała moja praca asystentki?
- Będziesz mi pomagać w mojej codziennej pracy - odpowiedział i upił łyk wina.
Sonea zmarszczyła czoło, zastanawiając się, czym u licha Akkarin zajmował się na codzień jako Wielki Mistrz. Wiedziała jedynie, że likwidował szpiegów z Sachaki, ale tego oficjalnie nie było w jego obowiązkach.
- Mam też wiele innych zajęć - odezwał się mężczyzna, wyraźnie rozbawiony jej rozmyśleniami.
- Mógłbyś zostawić moją głowę w spokoju, Wielki Mistrzu? - Oburzyła się.
- Twoje powierzchowne myśli bywają czasami zbyt głośne, by tak po prostu je zlekceważyć - na twarzy Akkarina tym razem pojawił się szeroki uśmiech, ukazujący szereg idealnie prostych zębów. Sonea zamarła na ułamek sekundy, bo nie była do tego przyzwyczajona. Wielki Mistrz zwykle nie zdejmował swojej maski wiecznej obojętności. - Zajmuję się sprawami Gildii. Magowie mają mnóstwo próśb i skarg, które zwykle zrzucam na Lorlena, bo nienawidzę papierkowej roboty. Jednak nasz kochany Administrator zasługuje na chwilę wytchnienia, której nie zaznał od dawna, nawet mając do dyspozycji własnego Asystenta.
- Ale ja się na tym nie znam - zauważyła Sonea.
- Daj spokój, jestem pewny że dasz sobie z tym radę. To nie są skomplikowane rzeczy, takie będę rozwiązywał osobiście. Lub przekażę je Lorlenowi - Akkarin podniósł na nią wzrok. - Skoro wszystko już ustalone, możesz wrócić do nauki. Chyba że tak bardzo spodobało ci się bycie moją nowicjuszką, że zechcesz powtarzać semestr.
Sonea miała ochotę czymś w niego rzucić, ale nie mogła tak po prostu zaatakować Wielkiego Mistrza.
- Dobranoc, Wielki Mistrzu - powiedziała tylko, wstając ze swojego miejsca.
- Dobranoc, Soneo - odpowiedział z półuśmiechem, po czym zaczął dolewać sobie wina.
Ostatnie noce spędzała na nauce, poświęcając na sen mniej niż trzy godziny. Była potwornie zmęczona, jednak wspomagała się magią, bo była w stanie zasnąć w ławce. Pierwszy etap egzaminów składał się z części pisemnej, zaś drugi polegał na praktycznym wykorzystaniu swoich umiejętności. Sonea wybrała uzdrawianie jako swoją dziedzinę, toteż egzamin z niego był najbardziej wymagający. Starała się wypaść jak najlepiej, chociaż myśl, że nie będzie mogła w pełni oddać się uzdrawianiu wcale nie podnosiła jej na duchu. Planowała otworzyć lecznicę w slumsach, ale musiałaby poświęcić temu mnóstwo czasu, dopóki nie znalazłaby uzdrowicieli, którzy zechcieliby jej pomóc. To zaś wydawało jej się niewykonalne - większość Magów wciąż była uprzedzona do slumsów i z chęcią brało udział w Czystkach. Na samą myśl o nich, robiło jej się niedobrze. Jakiś czas temu zawarła z Akkarinem układ, że nie będzie zmuszana do tego, żeby brać w nich udział. Wielki Mistrz będzie na ten czas znajdował dla niej inne zajęcie. Bycie jego Asystentką powinno faktycznie ułatwić sprawę.
Sonea potarła dłonią czoło, na którym lśnił pot. Dzień był wyjątkowo upalny, a ją czekał jeszcze ostatni egzamin praktyczny ze sztuk wojennych, który miał się odbyć na Arenie. Jęknęła w duchu na myśl o tym, jaka temperatura musiała tam panować.
Gdy weszła na Arenę, została mile zaskoczona. Mimo żaru lejącego się z nieba, było tu dosyć chłodno. Zauważyła dwa labirynty, jeden był o wiele bardziej rozbudowany, więc zapewne miał służyć do egzaminowania nowicjuszy, którzy jako swoją dziedzinę wybrali sztuki wojenne. Rozejrzała się i zmrużyła oczy, gdy oślepiło ją słońce. Wydawało jej się, że w oddali, na trybunach, zauważyła postać ubraną na czarno. Mrugnęła jeszcze kilka razy, żeby pozbyć się ciemnej plamy spowodowanej patrzeniem na słońce i spojrzała ponownie na trybuny. Akkarin siedział wraz z Mistrzem Yikmo i bacznie ją obserwował. Jej nauczyciel spostrzegł, że na nich patrzy i uniósł dwa kciuki w górę. Pomachała mu, po czym zwróciła się w stronę Mistrza Balkana, który czekał na pojawienie się wszystkich nowicjuszy.
Mimo chłodu podtrzymywanego przez Magów, Sonea znowu zaczęła się pocić i poczuła zdenerwowanie. Po co Akkarin przyszedł obejrzeć jej egzamin ze sztuk wojennych? A jak powinie jej się noga? Nie chciała go zawieść - w końcu nauczyła się czarnej magii, żeby pomóc mu w walce z Ichanimi. Gdyby zawaliła sztuki wojenne, spaliłaby się ze wstydu i to dosłownie.
Kiedy na Arenie zebrali się już wszyscy nowicjusze, Mistrz Balkan zaczął wyjaśniać reguły egzaminu. Mieli przejść przez labirynt, gdzie mieli pokonać wszelkie przeszkody, posługując się umiejętnościami wojownika. Po wyjściu z labiryntu mieli stoczyć pojedynek z innym nowicjuszem.
Sonea wyszła z labiryntu brudna i zmęczona. Ktoś, kto wymyślił ten egzamin, musiał być nieźle pokręcony. Spojrzała na kolegę z klasy, który czekał na pojedynek. Mistrz Balkan pozwolił jej na kilka minut odpoczynku, po czym ustawił nowicjuszy na przeciwko siebie. Sonea zerknęła przez ramię, by upewnić się, że Akkarin nie spuszcza z niej wzroku, a Yikmo wyciąga szyję, żeby lepiej widzieć. Wykonała ćwiczenia umysłowe Mistrza Yikmo, które oczyściły jej głowę i pozwoliły jej się skupić. Zerknęła na zapasy swojej mocy, które powinny starczyć jej na pojedynek. Uśmiechnęła się duchu, bo pewna myśl przeszła jej przez głowę. Znała czarną magię. Gdyby była nieuczciwa, wzmocniłaby się dodatkowo, pozyskując moc chociażby z jakiegoś budynku. W Gildii wszystko było przesiąknięte mocą, wystarczyło po nią sięgnąć.
Pojedynek zaczął się ogromnym uderzeniem mocy ze strony przeciwnika Sonei. Szybko otoczyła się mocną tarczą, a Neret nie ustawał w ciskaniu w nią potężnych uderzeń. Na początku cierpliwie czekała aż wyczerpie swoje zapasy mocy, ale bezczynność mogła pogorszyć jej wynik z egzaminu. Próbowała sobie przypomnieć lekcje Akkarina, których jej udzielił. Coś co mogłoby się jej teraz przydać… Uśmiechnęła się, przypominając sobie jedną z nielicznych lekcji, kiedy to udało jej się przechytrzyć Wielkiego Mistrza. Skumulowała wokół siebie moc i z satysfakcją patrzyła na tumany piachu, które zaczęły wznosić się w powietrze. Jeden z wirów porwał ją i jej przeciwnik nie miał pojęcia, w którym wirze się znajduje. Sonea ledwo widziała na oczy, ale pozwalała sobie na przerzedzenie piachu, żeby zobaczyć gdzie stał Neret. Atakowała go, a gdy chciał jej oddać, jej wir znikał, by pojawić się z drugiej strony. Tańczyła tak przez wiele minut z uśmiechem na twarzy. Choć kosztowało ją to wiele mocy, to Neret był na skraju wyczerpania. Padł na kolana i podniósł rękę na znak, że się poddaje.
- Wygrywa Sonea - krzyknął Mistrz Balkan, którego nie było widać.
Sonea odetchnęła z ulgą i delikatnie opuściła się na ziemię. Gdy piach również opadł, zdjęła z siebie tarczę.
- Gratulacje, Soneo - usłyszała za sobą głos Wielkiego Mistrza, który patrzył na nią z ledwie widocznym uśmiechem na ustach. - Ciekawa koncepcja na pokonanie przeciwnika.
Dziewczyna odchrząknęła, niepewna, czy mentor się z niej nie nabija. W końcu udało jej się go przechytrzyć właśnie w ten sposób.
- Wyszło bardzo efektownie, powinnaś dostać za to dużo punktów - stwierdził Mistrz Yikmo, patrząc na Mistrza Balkana znacząco, po czym zwrócił się do Sonei. - Szkoda, że wybrałaś uzdrawianie. Byłabyś wspaniałą Wojowniczką.
- Moim powołaniem jest uzdrawianie, a nie walka - Sonea wzruszyła ramionami, a Akkarin zacisnął usta. Jakiś czas temu, podczas jednej z lekcji czarnej magii, próbował ją namówić do zmiany decyzji, ale ona była nieugięta. Kilka lat temu coś sobie obiecała i postanowiła, że dotrzyma słowa. Mogła pomóc bylcom, o których nikt się nie troszczył. Czasami wystarczyłaby odrobina magii, żeby kogoś uratować. Wojownicy byli najliczniejszą frakcją w Gildii. Uzdrowiciele zajmowali się Magami i ludźmi z Domów. Bylcy nie mieli nikogo.
- To był twój ostatni egzamin? - Spytał Akkarin.
- Tak, Wielki Mistrzu - potwierdziła.
- Zatem wróćmy do Rezydencji na kolację - odwrócił się do nauczyciela - Mistrzu Yikmo, dziękujemy za twoją pomoc.
- Do usług, Wielki Mistrzu. Soneo - skinął im głową, po czym oddalił się w stronę Domu Magów.
Sonea i Akkarin zmierzali do Rezydencji w milczeniu. Wielki Mistrz wydawał się zamyślony. A może porozumiewał się z Takanem lub Lorlenem za pomocą krwawego pierścienia?
- Administrator zaszczyci nas swoją obecnością podczas kolacji - powiedział Akkarin, jakby czytał w jej myślach. Sonea zmarszczyła czoło, więc dodał - trzeba mu powiedzieć, że po zakończeniu nauki zamierzasz podjąć się pracy na stanowisku mojej asystentki.
- Przecież jeszcze się nie zgodziłam - zaoponowała.
- Nie? Przecież powiedziałem, że już wszystko jest ustalone - zauważył. - Nie ma innego wyjścia, Soneo. Nie rozumiem skąd twój upór. Przecież nie gryzę.
Sonea ledwo zdołała powstrzymać się od parsknięcia śmiechem.
- Tak, strasznie boję się akurat twoich zębów, Wielki Mistrzu - odparła, rozbawiona.
- Tak właśnie myślałem - na jego twarzy pojawił się półuśmiech, a Sonea nie wytrzymała i roześmiała się. Kiedy się uspokoiła, zauważyła, że Akkarin patrzy na coś w oddali. Spojrzała w tamtą stronę i zamarła, widząc Rothena, który wpatrywał się w nich z niedowierzaniem. Akkarin przeklął pod nosem, chwycił ją za ramię i pociągnął do Rezydencji. Kiedy zamknęły się za nimi drzwi, Sonea wypuściła z ust całe nagromadzone powietrze.
- Powinniśmy się bardziej pilnować - warknął Akkarin. - Muszą trwać w przekonaniu, że jesteś moją zakładniczką.
- Jeśli pozwoliłbyś mi z nim porozmawiać… - zaczęła, ale on od razu jej przerwał.
- Nie, Soneo, przykro mi. Wiesz, że nie mogę. Nie wyniknie z tego nic dobrego.
- A właśnie, że nie masz racji - upierała się. - Zaaranżuję spotkanie z Rothenem tak, żeby pomyślał, że robię to w tajemnicy przed tobą. Powiem mu, że mam plan względem ciebie, ale oczywiście nie zdradzę jaki i że muszę udawać, że się do ciebie przekonuję.
- To go chyba nie uspokoi, Soneo.
- Zostaw to mnie.
- Tego się najbardziej obawiam - westchnął i zaśmiał się, widząc oburzenie na jej twarzy. - Idź do siebie, Soneo. Takan zawoła cię na kolację.
- Wielki Mistrzu - skłoniła się i podążyła schodami na górę, po czym weszła do swojego pokoju.
Usiadła na łóżku i rozejrzała się po pomieszczeniu. Zdążyła się przyzwyczaić do tego miejsca i będzie jej go brakowało. Tego, kuchni Takana, cotygodniowych kolacji z Akkarinem… Miała ochotę się roześmiać. Nigdy nie przypuszczała, że polubi mieszkanie w Rezydencji. W Wielkim Mistrzu widziała chłodnego, nieprzystępnego i groźnego człowieka, który posługiwał się czarną magią. Wiedziała jednak, że to tylko pozory i Akkarin był inną osobą, który na codzień skrywał się za maską. Nie mogła powiedzieć, że dobrze go poznała, ale w jakiś sposób rozumiała. Był niewolnikiem i to na zawsze zmieniło jego życie. Nawet nie potrafiła sobie wyobrazić jakie potworności musiał znosić w Sachace. Jak żył, będąc świadomym, że musiał zabić niewinnych ludzi, żeby się uwolnić? Ona do tej pory źle czuła się z tym, że zabiła człowieka, mimo że był to szpieg, który chciał wyeliminować ją i innych Magów. Czasami, gdy spoglądała w lustro, pytała się samą siebie, dlaczego u licha rościła sobie prawo do zabijania. Czy Akkarin miał podobnie?
Westchnęła i wstała, podchodząc do biurka. Zaczęła porządkować notatki, z których korzystała, ucząc się do egzaminów. Wszystkie ułożyła w równy stos na biurku. Za dwa dni , z samego rana miały pojawić się wyniki z egzaminów, a wieczorem oficjalna gala nadania tytułu Mistrza. Następnego ranka, po gali, miała przeprowadzić się do Domu Magów. Nie musiała martwić się pakowaniem, bo nie zgromadziła przez te lata wiele rzeczy. Nie potrzebowała już szat Nowicjusza, na gali zostanie jej wręczona zielona szata. Na półce miała kilka książek, na biurku notatki i kuferek. Było też kilka ciepłych swetrów uszytych przez Jonnę, które były dla Sonei wyjątkowe. Wiedziała, że ciotka musiała ciężko pracować, żeby sprawić jej taki prezent. Dziewczyna próbowała odwdzięczyć się Jonnie, ale ta nigdy nie chciała przyjmować pieniędzy, więc Sonea wręczała je Ranelowi, który był bardziej skory do przyjęcia pomocy.
Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi. Krzyknęła „proszę", a do pokoju wszedł Takan.
- Pani Soneo, Wielki Mistrz i Administrator czekają na panią w jadalni - oznajmił.
- Już idę, Takanie - odparła. Wzięła głęboki oddech i wyszła z pokoju za sługą.
Od Autora: Cześć. Już od dłuższego czasu chciałam napisać swoją historię o Sonei i Akkarinie - w końcu znalazłam na to czas.
O ile ktoś w ogóle będzie to czytał, to będę wdzięczna za pozostawienie po sobie jakiegoś śladu. Z góry dziękuję :)
