Prolog

- Panie profesorze, gdzie jesteśmy? – W głosie dziewczyny pobrzmiewała dobrze ukrywana nuta paniki. – Panie profesorze?

- Dość – odparł profesor Snape cichym, przenikliwie zimnym głosem. Dziewczyna rozglądała się przejęta po pomieszczeniu, w którym byli. Nie rozpoznawała tego miejsca i zdawała sobie sprawę, że nie powinna tutaj być. Panika, którą starała się tłumić narastała w jej żyłach i zaczęła przejmować nad nią kontrolę. Jesteś bezpieczna, powtarzała sobie w duchu, to przecież twój nauczyciel, oddany człowiek Dumbledore'a. Jednak z każdą chwilą, z każdym zdradliwym dreszczem strachu i zachowaniem człowieka, który stał teraz przed nią, odwrócony do niej tyłem, przestawała wierzyć
w swoje własne zapewnienia.

Zawsze wszystkim powtarzała, że ufa profesorowi Snape'owi, bo Dumbledore mu ufa. Gdy Snape przyszedł do biblioteki i przerwał jej naukę, poprosił by z nim poszła, nawet nie protestowała. Zebrała swoje rzeczy i posłusznie ruszyła za nim do wyjścia, później na klatkę schodową i do lochów. Jednak profesor minął swój gabinet i salę eliksirów i poprowadził ją dalej między ciemne korytarze. W pewnym momencie zgubiła rachubę i gdyby miała sama powrócić – z pewnością by zabłądziła. Stali teraz w ciemnym, wilgotnym pomieszczeniu, które musiało pełnić rolę miejsca rzeczy zapomnianych. Wszędzie dookoła walały się stare obrazy, skrzynie oraz regały.

- Granger – odezwał się cicho. Ponury chłód zniknął z jego głosu. Odwrócił się i spojrzał prosto w jej oczy. Zimny dreszcz przebiegł w dół jej kręgosłupa. Widziała
w jego oczach szalony, niezdecydowany błysk. – To musi się skończyć. Raz na zawsze.

- Ale… ale co? – wyjąkała z trudem. W odpowiedzi usłyszała tylko jedno słowo, które przecięło powietrze niczym brzytwa.

- Ty.

Ponownie nastała cisza, która brzęczała jej w uszach. Serce biło zdecydowanie za szybko, panika przejmowała jej ciało. Całkowicie zaschło jej w ustach, przerażenie przejmowało kontrolę.

- Nie rozumiem, panie profesorze – odparła cienkim głosem, odruchowo robiąc krok w tył. Widziała grymas złości na jego twarzy, błyszczące oczy, rzucające błyskawice w jej stronę. Nic nie rozumiała, nie potrafiła ocenić sytuacji, w której się znalazła. Mężczyzna stojący przed nią zachowywał się jak szaleniec, a nie jak poważany, pełen zimnego spokoju nauczyciel, którym był. – Panie profesorze?

Mężczyzna wyciągnął różdżkę, którą skierował prosto w nią. Zdążyła tylko lekko uchylić usta, nim wystrzelił z niej promień jasnego światła.