Sonea i Akkarin podróżowali przez wiele godzin. Mężczyźnie zależało na szybkim dotarciu do celu, zaś Sonea nie mogła doczekać się dłuższego odpoczynku. Była obolała, przestała stosować uzdrawianie jakiś czas temu, bo wolała skupić się na jeździe. Nie potrafiła w pełni zaufać zwierzęciu i ono chyba czuło się podobnie względem niej. Żałowała, że nie mogli pozwolić sobie na statek - podróż trwałaby za długo, ale byłoby mniej boleśnie.
Wraz z nadejściem wieczoru, Sonea poczuła się jeszcze mniej pewnie. Nigdy nie bała się ciemności, jednak o tej porze las wydawał się bardziej złowieszczy. Wyobraźnia płatała jej figla i wydawało jej się, że za drzewami czaiło się niebezpieczeństwo. Wokół słychać było tylko szum wiatru i ta nienaturalna cisza tylko wzmagała jej niepokój. Postanowiła trzymać się jeszcze bliżej Akkarina, który wydawał się niczym nie przejmować. Wpatrywała się w jego szerokie plecy, ukryte pod obszerną, czarną szatą. Jego długie włosy, spięte aksamitną wstążką były w nienagannym stanie, zaś jej przykleiły się do szyi, sprawiając że było jej jeszcze bardziej gorąco.
Było już bardzo późno, gdy Akkarin raptownie zatrzymał konia i rozejrzał się.
- Za chwilę dotrzemy do Coldbridge - oznajmił, a Sonea westchnęła z ulgą. - Powinniśmy się przebrać. Ludzie nie przepadają za Magami.
Zsiadł z konia i pomógł Sonei. Zaczął szukać czegoś w jednej z toreb, po czym podał jej proste, jasne spodnie i kremową koszulę.
- Byłoby łatwiej gdybyśmy od razu się w to ubrali - powiedział, po czym zaczął się rozglądać. - Możesz iść tam - wskazał jej ciemne miejsce, między drzewami. Sonea zmarszczyła brwi.
- Mam tam iść sama? - Spytała, a Akkarin zaśmiał się cicho.
- Mam ci pomóc w przebieraniu się? - W jego oczach zobaczyła iskierki rozbawienia.
- Nie o to mi chodzi! - Obruszyła się. - Po prostu… tam jest tak ciemno i jakoś tak…
- Soneo, jesteś Magiem - przypomniał jej cierpkim tonem.
- A mógłyś stać gdzieś w pobliżu?
Akkarin westchnął i poprowadził ją w głąb lasu. Przystanął przy drzewie i spojrzał na nią wyczekująco.
- No ale mógłbyś się jednak odwrócić - stwierdziła.
- Na pewno? Powinienem mieć oko na ewentualne niebezpieczeństwo.
- Akkarinie - pokręciła głową, a on odwrócił się, śmiejąc się cicho.
Pospiesznie pozbyła się szaty i ubrań. Przebrała się w strój, który dał jej Akkarin i poczuła ulgę. Było lżejsze i żałowała, że nie zrobili tego na samym początku podróży.
- Okej, już - powiedziała, odwracając się do Akkarina. Zamarła, widząc, że jeszcze nie skończył i stał w samych spodniach. - Przepraszam - bąknęła, zakłopotana.
- Nie ma za co - odparł. - To tylko ciało.
Zaczerwieniła się i poczekała aż skończy. Wrócili do koni, po czym kontynuowali podróż. Sonea nie mogła się skupić, bo przed oczami miała wciąż półnagiego Akkarina.
Gdy dotarli do Coldbridge, była już noc. Miasteczko było zdecydowanie mniejsze niż Imardin i mniej urokliwe. Nie widzieli zbyt wielu ludzi, tylko pijani mężczyźni wracali do domów, często krzycząc głośno i zaczepiając innych przechodniów. Akkarin zatrzymał się przed gospodą i przywiązał konie. Ściągnął ich bagaż i poprowadził Soneę do środka. Przywitał ich starszy gospodarz, który nie wyglądał na zbyt zachwyconego wizytą gości o tak późnej porze. Sonea poczekała aż Akkarin załatwi nocleg i usiadła na krześle.
- Czy byłaby możliwość dostarczenia ciepłego posiłku do pokoju? - Spytał Akkarin, a gospodarz już otworzył usta, by zapewne odmówić, jednak Akkarin wsunął mu kilka monet do ręki.
- Oczywiście - odpowiedział mężczyzna, po czym zmierzył wzrokiem Soneę i wręczył Akkarinowi klucz.
- Chodź - powiedział Wielki Mistrz i ruszyli do pokoju, który znajdował się na pierwszym piętrze.
- Śpimy w jednym pokoju? - Spytała zaskoczona, gdy otwierał drzwi.
- Tak będzie bezpieczniej - stwierdził. Weszli do środka, a Sonea zauważyła dwa pojedyncze łóżka przysunięte do siebie. Akkarin spojrzał na nią i zaśmiał się krótko. - Przynajmniej są dwa, a nie jedno.
Z jednej strony poczuła ulgę, ale z drugiej, nie miałaby nic przeciwko, żeby spali w jednym łóżku.
Pokój był niewielki i skromnie urządzony, ale najważniejsze, że było czysto.
- To jedyny pokój, który posiada prywatną łazienkę - odezwał się Akkarin. - Jednak i tak nie jest wart swojej ceny.
- To kto idzie pierwszy do łazienki? - Spytała.
- Wszystko zależy od tego, czy masz ochotę na długą kąpiel, czy na szybki prysznic.
- Zdecydowanie długa kąpiel - odpowiedziała bez wahania.
- W takim razie, pójdę pierwszy - wstał z krzesła i zaczął grzebać w torbie, w poszukiwaniu czegoś. Wyciągnął spodnie do spania i spojrzał na Soneę. - Będzie ci przeszkadzać, jeśli będę spał tylko w spodniach? Jest strasznie gorąco.
- Nie - odparła, czerwieniąc się.
Akkarin zniknął w łazience, a ona zaczęła zastanawiać się, czym skończy się ich wyprawa.
Długa kąpiel pozwoliła jej się zregenerować i zrelaksować. Po kilkunastu godzinach spędzonych na jeździe konnej, to było jedyne o czym marzyła. Przebrała się w koszulę nocną i wróciła do pokoju, gdzie zastała Akkarina, który czekał na nią, siedząc na łóżku. Na małym stoliku, który przesunął, stały dwie miski z zupą i dwa talerze z mięsem i ziemniakami. Był też dzbanek z herbatą, którą Akkarin nalał im do kubków.
- No nareszcie, prawie wszystko wystygło - odezwał się, a ona usiadła obok niego na łóżku. Czuła się dziwnie, będąc obok niego tak blisko, w takiej sytuacji. Jakby zupełnie zatarły się między nimi granice, jakby byli dobrymi przyjaciółmi, spędzającymi razem noc. Jakby nie miało znaczenia, że był Wielkim Mistrzem, jej pracodawcą, a ona jego Asystentką. Jakby większa odległość od Gildii sprawiła, że mogli się do siebie zbliżyć. Nie wiedziała co o tym myśleć, jednak postanowiła czerpać z tej sytuacji ile się dało. Być może była to jedyna okazja, aby się do niego zbliżyć. Była w nim zakochana i zdawała sobie sprawę, że jej sytuacja była beznadziejna. Nie mogła sobie jednak odmówić tej odrobiny bliskości.
Kiedy skończyli jeść, Sonea poczuła, że oczy same jej się zamykają. Stłumiła ziewnięcie i spojrzała z tęsknotą na łóżko. Akkarin posłał moc, odsuwając stolik pod ścianę, a także jedno z łóżek, na którym się położył. Sonea poszła w jego ślady. Opierając głowę na łokciu, spojrzała w jego stronę. Miał zamknięte powieki, jednak chyba poczuł na sobie jej wzrok, bo je otworzył, spoglądając na nią z lekkim uśmiechem.
- Dobranoc, Soneo - powiedział cicho.
- Dobranoc, Akkarinie - odparła.
Obudził ją głośny jęk. Nie była pewna, czy nadal śni, jednak gdy sytuacja się powtórzyła, otworzyła oczy i zaczęła szukać źródła hałasu.
- Nie, nie… NIE! - Krzyknął Akkarin, rzucając się na łóżku. Sonea wstała pospiesznie i podeszła do niego, zastanawiając się, co zrobić. Prawdopodobnie dręczył go koszmar, ale nie była pewna, czy powinna go budzić. Może poczuć się zakłopotany lub zły, bo nie był typem człowieka, który chciałby pokazywać swoją słabość.
- Akkarinie - powiedziała delikatnie i położyła rękę na jego ramieniu, którą natychmiast odsunęła, gdy poczuła tarczę. Zmarszczyła brwi. Kto osłania się tarczą podczas snu? Rozmasowała obolałą dłoń, po czym zawołała głośniej, bo obawiała się, że zaraz przyjdzie do nich gospodarz. Akkarin jednak wciąż nie reagował, więc krzyknęła głośniej. Akkarin otworzył nagle oczy i spojrzał na nią takim wzrokiem, że przeszedł ją dziwny dreszcz. Zamarła z wyciągniętą ręką i już miała otworzyć usta, gdy Akkarin posłał w jej stronę uderzenie mocy. Nie miała szansy na wzniesienie tarczy, więc uderzyła plecami o ścianę, po czym spadła na podłogę. Jej ciało promieniowało przejmującym bólem i przez chwilę nie była w stanie złapać nawet oddechu, jakby siła uderzenia wyrwała jej powietrze z płuc.
- Soneo! - Usłyszała przerażony krzyk Akkarina, który zerwał się z łóżka i pochylił nad nią ze zmartwioną twarzą. - Jesteś cała? - Chwycił jej ręce, sprawdzając, czy czegoś nie złamała. - Strasznie cię przepraszam, ja po prostu myślałem, że wciąż śnię i… Nie jestem najlepszy w Uzdrawianiu. Złamałaś coś?
Sonea odzyskała oddech i posłała magię, by sprawdzić ewentualne obrażenia. Miała kilka stłuczeń i zwichnięcie, które zaczęła od razu leczyć. Gdy już poczuła się lepiej, usiadła i w końcu spojrzała na Akkarina, który wciąż wydawał się zdenerwowany i przejęty.
- Już jestem cała - posłała mu słaby uśmiech. - Już teraz wiem, że nie należy cię nagle budzić.
- Przepraszam - powtórzył. - Ale dlaczego mnie obudziłaś?
- Strasznie hałasowałeś i bałam się, że zaraz ktoś tu przyjdzie, a raczej nie powinniśmy wzbudzać zainteresowania.
- No tak. Miewam… koszmary. Dotychczas zawsze spałem sam, więc nikomu nie przeszkadzałem.
- Te koszmary pojawiają się regularnie?
- Niestety tak.
- Czego dotyczą?
- To osobista sprawa, Soneo - stwierdził ostrym tonem, po czym jego głos złagodniał. - Śnię o moim czasie w niewoli. Nie chcę dzielić się szczegółami, są dla mnie zbyt bolesne.
- Rozumiem. Jeśli chciałbyś przespać spokojnie noc, to powiedz. Uzdrowiciele potrafią przygotować eliksir na oczyszczenie umysłu, dzięki czemu sny nie przychodzą…
- Nie. Ja… jest jeden pozytywny aspekt tych snów i nie chciałbym z niego rezygnować - pomógł jej wstać i odprowadził do łóżka. - Śpij dalej, Soneo. Po śniadaniu wyruszamy w dalszą drogę.
Sonea zasnęła niemalże natychmiast, jednak Akkarin nie potrafił już zmrużyć oka. Czuł się głupio, że znów okazał się słaby. Sny dotyczące niewoli w Sachace przychodziły do niego co noc, jakby chciały go zmusić, by wciąż przeżywał to na nowo. Mimo, że były brutalne i wykańczające, pojawiała się w nich ona. Gdy umarła, obiecał sobie, że już nigdy więcej się nie zakocha, a jego Ukochana pozostanie na zawsze w jego sercu. Codziennie, zanim zasnął, przywoływał z pamięci jej twarz. Przez lata mu się to udawało, było pewnego rodzaju rytuałem, który go uspokajał i wyciszał. Od pewnego czasu jednak jej twarz stawała się coraz bardziej niewyraźna, zacierały się szczegóły, co go przestraszyło. Nie był gotowy na to, by po prostu zniknęła. Pojawiała się jednak w snach, czasami z delikatnym uśmiechem, piękna i pełna życia, a czasami zniszczona przez niewolę i zrezygnowana.
Akkarin spojrzał na Soneę i westchnął. Gdyby nie był naznaczony przez przeszłość… Gdyby nie był jej mentorem… Gdyby potrafił dawać innym szczęście i miłość… Być może mieliby szansę. Uważał jednak że Sonea zasługiwała na kogoś o wiele lepszego.
Wstał z łóżka i postanowił pójść na spacer. Ubrał się, po czym wyszedł z pokoju, upewniając się, że Sonea była pogrążona w głębokim śnie.
Noc była dosyć ciepła, choć temperatura była o wiele przyjemniejsza niż w dzień. Miasteczko było puste i czuł się dziwnie nie na miejscu. W Imardinie nawet w nocy zawsze ktoś się kręcił po ulicach.
Cieszył się jednak, że mógł choć na chwilę wyrwać się z Gildii. Wszyscy dziwili się, dlaczego sam Wielki Mistrz chciał przeprowadzić śledztwo w Elyne, zamiast posłać tam Wojowników. Prawda była taka, że musiał to zrobić, bo czuł, że się dusi. Jako świeżo upieczony Mag, wyruszył w podróż, by odkrywać tajemnice magii. Mimo iż teraz był starszy, ten głód przygody nigdy nie zniknął, wciąż w nim tkwił, a jako Wielki Mistrz miał tyle obowiązków i pracy, że nie mógł sobie pozwolić nawet na kilka dni urlopu. Wziął ze sobą Soneę, by głód przygody nie przysłonił mu zdrowego rozsądku. Wiedział, że Sonea była na tyle silna, by go powstrzymać, a poza tym była świetną towarzyszką, mimo swojej niechęci do jazdy konnej.
~ Akkarin! - Usłyszał w swojej głowie przestraszony głos Sonei. Natychmiast zawrócił i zaczął biec w stronę gospody. Szpieg? Niemożliwe, żeby ich tutaj znalazł… A może zatrzymał się tu w drodze do Imardinu?
Wpadł do pokoju jak burza, przygotowany do walki, ale od razu rzuciła się na niego Sonea, tuląc się do jego piersi. Zamarł, niepewny tego, co powinien zrobić.
- Co się stało? - Spytał, zmieszany. - Myślałem, że Szpieg…
- Zostawiłeś mnie. Obudziłam się, a ciebie nie było. Pomyślałam, że byłeś na mnie zły i postanowiłeś pojechać dalej sam…
- Soneo, nie zrobiłbym czegoś takiego. I nie jestem na ciebie zły, raczej to ty powinnaś być na mnie zła - na jego twarzy pojawił się półuśmiech, kiedy wreszcie ją objął. Poczuł jej zapach i przez chwilę zatracił się w jej bliskości. Położył dłoń na jej policzku, a ona podniosła wzrok, patrząc mu w oczy. Zawsze wydawało mu się, że Sonea miała brązowe oczy, jednak teraz, w blasku magicznej kuli światła, widział w nich plamki zieleni. Czuł, że traci kontrolę, że zaraz stanie się coś, czego tak długo sobie odmawiał, czego kategorycznie sobie zabronił. Już raz zasmakował jej miękkich, słodkich ust. W jego głowie spierały się ze sobą dwa głosy - jeden mówił: „Zrób to, przecież tego chcesz", zaś drugi krzyczał: „Zatrzymaj się, póki jeszcze nie jest za późno".
Gdy ich usta się zetknęły, poczuł elektryzujący dreszcz, który przebiegł jego ciało. Był delikatny, oczekując, że Sonea go odepchnie, ale nic takiego się nie stało. Przez chwilę drażnił się z nią, jednak gdy był już na skraju wytrzymałości, zagarnął jej usta swoimi wargami, tym razem namiętnie, bez cienia zawahania. Sonea mruknęła coś cicho i objęła go, wplatając palce w jego włosy. Położył ręce na jej pośladkach i przycisnął ją do swoich bioder. Gdy delikatnie się o niego otarła, warknął i przygryzł jej wargę. Sonea ponowiła ruch, tym razem śmielej. Zrobiło mu się niewyobrażalnie gorąco. Jedną ręką wciąż przyciskał ją do siebie, zaś drugą wsunął pod jej koszulę nocną, dotykając jej gładkiego uda. Stracił nad sobą kontrolę i jedyne czego pragnął to być jak najbliżej Sonei, dotknąć każdego fragmentu jej skóry, całować ją do utraty tchu i połączyć ich ciała w jedno.
