OoO
Harry był zaskoczony faktem, że po długim kazaniu, obecni w pokoju socjalnym autentycznie pilnowali go. Co jakiś czas dopytywali się, czy jest mu wygodnie i czy nic go nie boli. Uspokoił ich wszystkich i oparł się o kanapę, senny i zadowolony. Chcąc nie chcąc zapadł w drzemkę.
Zbliżał się czas zamknięcia, kiedy Frankie przyszedł go odszukać. Delikatnie położył mu dłoń na ramieniu i powiedział cicho:
— Harry, czas wracać do domu. Chodź, pomogę ci się ubrać.
Harry ostrożnie przetarł oczy. Musiał je zakropić, soczewki zaczynały mu przeszkadzać.
— Nie śpię. Po prostu... odpoczywałem. Oczy mnie pieką. Czy widzisz gdzieś moje krople?
Frankie rozejrzał się, ale nie zauważył buteleczki. Jeden z pracowników podał mu opakowanie jednorazowego użytku, mówiąc: — Proszę, te powinny pomóc. Są uniwersalne.
Harry wpuścił płyn do oczu i zamrugał. Od razu poczuł ulgę.
— Lepiej. — Próbował zrzucić nogi z kanapy, ale zdał sobie sprawę, że jest zaplątany w koc. — Cholera! Możesz mi pomóc? Nie umiem się uwolnić. — Frankie jednym ruchem zdjął koc z Harry'ego i pomógł mu wstać.
— Nic ci nie jest?
— Nie. Już wszystko dobrze. Dzięki. — Harry zrzucił szlafrok i usiadł z powrotem, tym razem na niskim taborecie, i zaczął ściągać grube skarpetki. Frankie podał mu jeansy i chłopak szybko je wciągnął.
Ubrał się szybko, a następnie z nieco zakłopotanym uśmiechem po raz kolejny podziękował mężczyznom, którzy się nim zaopiekowali. Po dłuższej chwili powiedział Frankiemu, że jest gotowy do wyjścia.
Frankie wyprowadził go przez frontowe drzwi, dołączając do Johnny'ego. Wracali do mieszkania w ciszy. Harry nie rozumiał za bardzo, dlaczego tak jest, ale zostawił ich w spokoju. Dowie, kiedy będą gotowi. Zawsze nienawidził nalegań Dumbledore'a, gdy dyrektor żądał odpowiedzi na pytania, na które Harry nie był gotowy odpowiedzieć.
Po chwili Johnny się odezwał.
— Bardzo mi przykro z powodu tego, co się stało, Harry. Sprawdziłem grafik i ten idiota, Henderson, po prostu wstawił inicjały osób pracujących jako żywe wyposażenie. Nikt nie zdawał sobie sprawy z tego. Oprócz ciebie pracował dziś Hank Peterson. Na domiar złego, opiekun, który miał na ciebie uważać, źle się poczuł i po niecałej godzinie pracy musieliśmy go puścić do domu z grypą. Przekazał cię komu innemu. Od początku do końca fuszerka na całego. Zamierzam poważnie porozmawiać z ekipą Rudolpha, bo tak być nie może. To ci mogę obiecać. Jeśli po tym, co zaszło, nie będziesz chciał pracować jako wyposażenie, zrozumiem. I pamiętaj, coś ci się nie podoba, albo masz inną koncepcję, powiedz. Nie chcielibyśmy, żebyś zrobił coś, czego nie chcesz i wykonujesz to tylko dlatego, że myślisz, że tego chcemy, rozumiesz? Chcemy ci pomóc, żebyś rozwinął skrzydła, dzieciaku.
Harry uśmiechnął się w ciemności. Naprawdę rozumiał. Ci mężczyźni naprawdę się o niego troszczyli i chcieli dla niego tego, co najlepsze. W przeciwieństwie do innych nie traktowali go jak pionka w grze. Nie podobało mu się to, co nagle zrozumiał. Nikt wcześniej nie słuchał tego, co mówił. Nawet się nie starał. Frankie i Johnny nie tylko go słuchali, ale i wykorzystywali jego pomysły dla poprawy sytuacji w klubie.
Nie spieszył się z odpowiedzią.
— Tak, rozumiem. Nie wiem, czy się zdecyduję na bycie stolikiem, ale pomyślę o tym. Zdaję sobie sprawę, że Paul musi wstać z kolan, tylko że to niekoniecznie wyszło. — Harry pokręcił głową, słysząc stłumiony chichot. — Nie chcę się wtrącać, ale czemu nie może tańczyć? Sami mówiliście, że kolana mu w tym nie przeszkadzają… Choruje na coś?
Johnny westchnął.
— Niestety dość wczesne stadium zapalenia stawów, a parę lat temu grał w piłkę nożną i myślał o zawodowstwie. Sam rozumiesz, kolana ma w kiepskim stanie. Może chodzić i tańczyć, ale nie powinien na nich klęczeć. Paul jest dumny i ciężko pracuje, utrzymuje siebie i swoją mamę, Bidulka sama choruje i wymaga opieki. Dlatego sądziliśmy, że zamiana z tobą okaże się pomyślna dla was obu. Frankie i ja musimy znaleźć rozwiązanie tej sytuacji. Nie chcemy stracić Paula. Jak na coś wpadniesz, daj znać, Harry.
Ten skinął głową.
— Jasne. Pomyślę. Moglibyśmy usiąść jutro i przeprowadzić burzę mózgów. To wasz interes i decyzja koniec końców należy do was. A, i dzięki za możliwość spróbowania czegoś nowego.
Frankie szturchnął lekko Johnny'ego w bok, zanim ten powstrzymał zapędy chłopaka. Coś mu mówiło, że Harry potrzebuje tego w równym stopniu co oni.
— Dobra, chłopaki. Koniec gadania. Oświadczam, że ja nie mam zamiaru wstawać bladym świtem. W przeciwieństwie do ciebie, Harry. Ty jesteś rannym ptaszkiem. Mam prośbę do ciebie, jak wstaniesz wcześnie, rób, kochanie, co chcesz. Idź pobiegać, do klubu. Jutro nas nie budź. Spróbuję zatrzymać tego pana tutaj w łóżku nieco dłużej. Sam rozumiesz.
Harry tylko się roześmiał.
— Załatwione. Chyba się domyślam, co planujesz. Bawcie się dobrze. Dobranoc!
Frankie i Johnny spojrzeli na siebie, można by pomyśleć, że rozmawiają ze sobą bez słów. Po krótkiej chwili pożegnali swojego współlokatora i ruszyli do sypialni. Harry zaakceptował ich styl życia niemal od razu, a miał zaledwie kilkanaście lat. Czasami można było zapomnieć o tym, że wciąż był bardzo, bardzo młodym człowiekiem.
OoO
Profesor eliksirów, Severus Snape, był w naprawdę złym humorze. Myślał, że Neville Longbottom był najgorszym uczniem, jaki zawitał do jego klasy. Niestety trzeci rok Puchonów i Krukonów okazał się równie zdolny w tworzeniu wybuchowej mieszanki z całkiem niegroźnej mikstury leczniczej. Doprowadzenie klasy do używalności trwało do wieczora, a teraz jeszcze Dumbledore nalegał, by poszedł szukać Pottera.
Głos Snape'a był cichy, lecz niezwykle zdecydowany, gdy mu odmawiał:
— Dyrektorze, nie sądzę, żebym go znalazł o tej porze. To zwyczajnie nie ma sensu. Nie wiem, gdzie szukać. Chłopak nie używa magii, którą mógłbym namierzyć. Poza tym jestem bardzo zmęczony chodzeniem bezsensu po ulicach. Może myślisz, że gdzieś ukrywam tego durnego smarkacza?! Zapewniam cię, że nie.
Dumbledore z niepokojem przetarł oczy.
— Przepraszam, mój chłopcze, wiem, że próbujesz go odnaleźć. Po prostu czuję się taki bezradny. Musimy znaleźć Harry'ego. On jest jedyną nadzieją naszego świata i jeśli stracimy nad nim kontrolę…
Snape zmarszczył brwi, wcale mu się to nie podobało. W obrazie Dumbledore'a jako wspaniałego, mądrego i potężnego czarodzieja jasnej strony pęknięcia były coraz bardziej widoczne. By wyrachowany i teraz coraz trudniej mu było to ukrywać, o czym Severus doskonale wiedział. Nie był niepotrzebnie okrutny, ale miał na względzie dobro ogółu świata czarodziejów i nie wahał się używać każdego dostępnego narzędzia. W jego oczach Severus Snape i Harry Potter byli niezwykle cennymi i przydatnymi pionkami. Nie chciał stracić żadnego z nich, jednak czasem trzeba poświęcić coś, aby odnieść zwycięstwo.
— Zobaczę, co będę mógł zrobić innym razem, dyrektorze. Obawiam się, że naprawdę nie jestem w stanie wiele dziś zrobić. Wracam do swoich kwater, i muszę zażyć eliksir łagodzący skutki Cruciatusa. Dobrej nocy. — Ostatnie słowa zostały wycedzone z pewną ostatecznością, a stanowcze zamknięcie drzwi musiało zaimponować nawet komuś takiemu, jak Albus Dumbledore. Ktoś inny trzasnąłby nimi z taką siłą, że mogłyby wyskoczyć z zawiasów.
— Dobranoc. — Dumbledore usadowił się w fotelu, by rozmyślać kolejne ruchy i planować. Niestety nic konkretnego nie zrobi, dopóki nie znajdą Harry'ego.
OoO
Harry obudził się i wracając myślami do wieczornej rozmowy, uśmiechnął się szeroko. Postanowił wykorzystać wolny czas rano na stworzenie sobie pewnej rutyny. Medytacja, jogging i kata. Podziękował w duchu Frankiemu i Johnny'emu za udostępnienie mu bezpiecznej przestrzeni, kiedy znalazł się na jasno oświetlonej scenie i skupił na ćwiczeniach. Wrócił do mieszkania na czas, by zjeść z nimi śniadanie. Po posiłku spędzili trochę czasu, dyskutując, co zrobić z Paulem. Harry był zdania, że powinni pozwolić mu tańczyć. Johnny po zastanowieniu zgodził z nim, stawiając jednak warunek, że Paul musi zasłonić w jakiś sposób tatuaż na czas występu. Frankie z drugiej strony nie był tak restrykcyjny. Obaj mężczyźni postanowili zostawić decyzję widowni. Tego wieczoru Paul miał wystąpić na próbę, a ilość oklasków i napiwków, jaką zbierze, pomoże zdecydować o tym, czy zatańczy ponownie, czy nie.
Harry był zachwycony, chociaż oznaczało to, że znów był stolikiem. Postanowił spróbować ponownie i wtedy dać Johnny'emu odpowiedź, czy się decyduje na to stanowisko, czy jednak nie.
Johnny był zadowolony, że chłopak nie skreślił szansy na lepszy zarobek po fatalnym początku. Frankie trochę się martwił, że Harry to robi tylko dlatego, że bał się, że go wyrzucą, jeśli tego nie zrobi. Może tak nie myślał, ale wszystko mogło być możliwe. Postanowił porozmawiać z nim, więc poszedł do jego pokoju.
— Harry?
Harry odłożył książkę na bok i uśmiechnął się. Domyślał się, o czym będzie rozmowa. To było naprawdę dziwne uczucie, być wysłuchanym przez kogoś dorosłego.
— Tak, Frankie? Chyba wiem, o czym chcesz porozmawiać.
Mężczyzna uśmiechnął się, siadając na łóżku.
— Na pewno chcesz spróbować raz jeszcze? Jeśli nie czujesz się na siłach, albo obawiasz, że po odmowie wylądujesz na ulicy…
— Nie. Ja… Frankie, nauczyłeś mnie, że przyjaciele nie robią sobie takich rzeczy. To szantaż, prawda? Chcę spróbować dla siebie. Żeby się przekonać. Ale jedno ci powiem. Nie proponujcie mi pracy w pokojach na tyłach klubu. Za żadne skarby nie będę. Na samą myśl mam gęsią skórkę. Może to przez to, że fatalnie znoszę własną bezradność i zdanie na czyjąś łaskę. Przepraszam, ale… przeraża mnie to.
Frankie spojrzał na Harry'ego z dumą.
— Dobrze. Jestem z ciebie dumny, że czujesz się na tyle bezpiecznie, żeby wyznaczyć granice. Rozumiem cię, Harry, choć nadal mam nikłą nadzieję, że zmienisz zdanie. Byłbyś gwiazdą, Wiem, wiem. Wiązanie cię nie rajcuje. Nie naciskam. W kwestii finansowej, masz szansę na większe napiwki, więc musimy porozmawiać o twoim wkładzie we wspólne mieszkanie. Nie chcę, żebyś szalał, Harry, bo już robisz, co powinieneś, a nawet więcej. Pomyślimy o tym, jak podliczymy wszystko.
Harry skinął głową.
— Jasne. Nie mam nic przeciwko wykonywaniu dodatkowych obowiązków, ale czułbym się lepiej, gdybym mógł zapłacić przynajmniej część opłat. — Frankie objął go i przytulił mocno, a Harry nie protestował. Rzadko miał okazję na takie uściski. — Wybacz. Muszę przeczytać większość tej książki. Szansa na powrót do mojej szkoły jest niemal równa zeru, ale muszę być przygotowany.
Frankie uśmiechnął się i wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi. Szkoda, że nie udało się przekonać chłopaka, ale nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Musiał porozmawiać z Johnnym.
Harry wrócił do swojej książki, ale nie przeczytał więcej niż dwie strony, zanim Johnny zapukał w drzwi jego pokoju i oznajmił, że przyszedł Zgredek . Harry wstał, żeby go przywitać.
— Zgredku, jak się masz? — Chłopak skinął na elfa, by usiadł na krześle przy biurku, a on sam opadł na łóżku.
— Bardzo dobrze. Cieszę się, że widzę panicza Harry'ego Pottera.
— Myślałem, że zajrzysz do dojo. — Harry westchnął, rozluźniając się.
— Zgredek wie, że dojo jest zamknięte. Dlatego zjawił się tutaj.
Harry zamrugał i potrząsnął głową. Nie miał pojęcia, skąd Zgredek wiedział to wszystko, ale nie pytał. Skrzaty domowe dysponowały nieznaną czarodziejom magią i używały jej w zupełnie inny sposób, niż ludzie. Przekonał się o tym, że czasem lepiej nie pytać Zgredka o pewne rzeczy.
— Nie wiem, jak się dowiedziałeś, ale nawet nie pytam. Masz swoje sposoby. Dowiedziałeś się czegoś ciekawego?
Zgredek oznajmił z zadowolonym wyrazem twarzy, że dowiedział się, jak ministerstwo śledzi różdżki poprzez Namiar.
— Zaklęcie śledzące koncentruje się na wibracjach podczas używania magii. W ten sposób śledzą danego młodego czarodzieja. Chodzi o te czary, o których rozmawialiśmy ostatnio. Jeśli panicz się powstrzyma, to nie zostanie namierzony. Zgredek uważa, że panicz Harry Potter bardzo dobrze wie, żeby nie używać magii czarodziejów. Użyje jej i uwolni wystarczającą ilość wibracji. Jak zapach perfum w powietrzu. Zgredek proponuje, aby panicz Harry korzystał ze skrzaciej magii. Jej nie można wyśledzić.
Harry pomyślał ostrożnie. To, co powiedział Zgredek, miało sens.
— Tak, masz rację. Tak będę musiał zrobić. Nie chcę ryzykować że po znalezieniu będę odesłany z powrotem do Dursleyów. Oni mnie zabiją. I naprawdę chcę się nauczyć tego świetnego zaklęcia, którym potraktowałeś Malfoya parę lat temu, pamiętasz?
Zgredek wyglądał na nieco zdezorientowanego.
— Zgredek pamięta dzień, kiedy wspaniały panicz Hary Potter uwolnił go od strasznego czarodzieja. Ale nie pamięta żadnego specjalnego zaklęcia. Elfy nie mogą rzucać klątw, jeśli o to chodzi paniczowi Harry'emu. Karą za to jest los gorszy od śmierci.
Obaj wzdrygnęli się na samą myśl.
Harry westchnął i potarł twarz. Okrucieństwo Dursleyów było niczym w porównaniu z traktowaniem skrzatów domowych przez niektóre rodziny czarodziejów.
— Nie wiem, co to było, Zgredku, ale efekt był genialny. Malfoy przeleciał pół korytarza, zanim padł na ziemię. Tego widoku nigdy nie zapomnę.
Zgredek uśmiechnął się.
— Och, to! To zwykły czar do przesuwania większych przedmiotów, na przykład mebli.
Odpowiedź wprawiła chłopaka w osłupienie i przez chwilę siedział z szeroko otwartymi ustami.
— Co? Zaklęcie do przesuwania mebli?!
— Tak. Zgredek użył go któregoś dnia, żeby przenieść regał dla panicza Harry'ego.
Harry nie wytrzymał. Zaczął się śmiać, aż łzy pociekły mu po twarzy. Zgredek zamrugał, przez chwilę zdziwiony. Młody czarodziej zdołał wykrztusić:
— Malfoy… zaklęcie do przesuwania mebli… Zgredku, masz genialne poczucie humoru. Kocham skrzacią magię. — Wtedy skrzat zrozumiał. Jego piskliwy chichot sprawił, że Harry śmiał się jeszcze mocniej.
OoO
Ron w końcu zdołał spotkać się z Hermioną w kuchni Hogwartu. Zgodziła się, więc teraz siedzieli przy małym stoliku w kącie. Korespondowali wcześniej dość intensywnie przy pomocy Świnki, bo Errol praktycznie przeszedł na emeryturę.
— Ron, masz pomysł, gdzie Harry mógł się udać? Jakikolwiek.
Ron skubał udko kurczaka, co oznaczało, że się martwił. Zwykle rzucał się na jedzenie. Żuł przez chwilę, zamyślony, po czym westchnął.
— Niestety i czuję się paskudnie, bo nie wiem, co robić. Wiesz, Harry kiedyś opowiadał mi o nastolatkach uciekających z domu. Jak to powiedział, że są… eee, na gigancie? W każdym razie mówił, że życie na ulicy nierzadko zmusza ich do uprawiania seksu za marne pieniądze. Inaczej nie mają szans na przetrwanie. Harry nigdy by tego nie zrobił, prawda?
Hermiona westchnęła.
— Nie wiem. Myślę, że Harry zrobi wszystko, aby przeżyć. Z drugiej strony, w niemagicznym świecie seks z byle kim jest piekielnie niebezpieczny i może mieć poważne konsekwencje. Już nie mówiąc o tym, że może fatalnie trafić. Ron, to jest przerażające. Nie mogę go znaleźć. Posłuchaj, żeby znaleźć kogoś przy pomocy zaklęcia szukającego, trzeba znać jego sygnaturę magiczną. Niestety nie znam Harry'ego. Ani nawet jak się tego dowiedzieć.
Ron przygryzł wargę.
— Nie podoba mi się to. Malfoy złożył mi Przysięgę Czarodzieja, że nie żywi złych zamiarów względem Harry'ego. Co prawda to nie Wieczysta, ale jestem pewny, że jej nie złamie. Nawet gdyby mógł. Jest zbyt dumny. Palant. Niestety też nie znam tej sygnatury Harry'ego. Jesteśmy za młodzi, by znać wszystkie zaklęcia i ich wymagania, Miona. Założę się, że Snape, Dumbledore i być może Malfoy ją znają.
Hermiona skinęła głową. Była jedną z najlepszych uczennic Hogwartu, ale wciąż wiedziała za mało. Czuła, jakby jej wiek i to, co pozwalano jej przyswoić, nie pomagały wcale w odnalezieniu przyjaciela.
— Na pewno. Zastanawia mnie dlaczego Harry nie mógł pójść do banku Gringotta, żeby wybrać trochę pieniędzy.
Ron spojrzał na nią i pokręcił głową.
— Gobliny nie wydałyby mu złamanego knuta, a na pewno przekazałyby go niemal od razu Dumbledore'owi. Wylądowałby z powrotem u mugoli. Harry wciąż jest niepełnoletni, a co gorsze, nie wiem, czy ktoś w świecie magii ma prawa do opieki nad nim. — Nagle Ron zmarszczył brwi, przypominając sobie rozmowę z Lucjuszem. — Wydaje mi się, że Malfoy coś knuje, ale nie wiem co. Dziwnie ze mną rozmawiał. Chyba on nie sądzi, że… Niemożliwe. Po prostu absurd… Nie. — Pokręcił głową, odsuwając niepokojące myśli. — Sałatki?
Hermiona nałożyła sobie, starając się nie myśleć o intrydze Lucjusza Malfoya.
OoO
Harry zdołał przetrwać jeszcze jedną noc jako stolik, ale wiedział, że to nie dla niego. Jego medytacja pomogła mu przetrwać dwugodzinną zmianę, ale mimo to czuł, że się dusi. Pozwolił, żeby jeden z potężnych ludzi Rudolpha odpiął uprząż i uwolnił go. O własnych siłach dotarł do pokoju, gdzie wypoczywali pracownicy. Od razu wręczono mu ciepłe skarpetki i gruby szlafrok, a po kilku minutach pił dobrą, rozgrzewającą herbatę.
Rozgrzanie się nie zajęło mu dużo czasu. Kiedy wstał, by zmienić ubranie, jeden z pracowników pomógł zdjąć obcisłe spodenki, podając mu jednocześnie inną parę do założenia.
— Johnny polecił ci powiedzieć, żebyś pokręcił się po klubie. Uśmiechnij się, zagadaj. Faceci, którzy do nas przychodzą, nie zawsze chcą zabaw w pokojach, czasami całkiem normalna rozmowa wystarczy. W tym twoja rola. Uważaj na pijących, choć oni nieźle płacą za towarzystwo.
Harry spojrzał na rozmówcę nieco podejrzliwie.
— Towarzystwo?
— W twoim wypadku to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Johnny i Frankie by nam łby pourywali, jakby ktoś ci proponował robienie striptizu albo kołysanie bioderkami nad klientem. Ja chcę swoją jeszcze zachować. Musisz nabrać pewności siebie w nieco bliższych kontaktach z gośćmi. Niewiele musisz robić, po prostu wysłuchać, jacy są nieszczęśliwi i takie tam. Zebranie kilku, którzy będą przychodzili tu dla ciebie nie powinno sprawić ci kłopotu. Ich napiwki podniosą ci gażę, a potem będziesz miał fanów, jeśli zechcesz tańczyć. Właściwie to kiedy. Wtedy będą ci rzucać pieniądze na scenę. Rozumiesz? Niektórzy tancerze pozwalają na wsuwanie banknotów za pasek i klienci wtedy mogą dotknąć tancerza.
— Nie jestem pewny, czy to dotykanie mi się podoba…
Mężczyzna tylko się uśmiechnął.
— Ty stawiasz granice, młody. Nie chcesz, to nie. Frankie pewnie sam będzie miał na ciebie oko poprzez monitoring. No, zmykaj i baw się dobrze.
Harry skinął głową. To nie było trudne zadanie i nie miał nic przeciwko temu. Skończył na dziś, więc teraz zabijał czas do powrotu do domu. Poza tym faktycznie, mógł się wiele nauczyć.
W ciszy i ostrożnie zakradł się za kulisy sceny. Głośne owacje i muzyka oznaczały, że ktoś występował. Sądząc po okrzykach zachwyconej publiczności całkiem z powodzeniem.
Harry obserwował tancerza i zdał sobie sprawę, że to Paul. Był bardzo dobry, a publiczność okazała swoje uznanie, rzucając na scenę sporo banknotów. Co prawda, nie do końca widział nominały, ale ilość go zaskoczyła. Paul skończył swój taniec i wycofał za zasłony.
— Harry! Jak tam? Widzisz te pieniądze? W teorii po występie tancerz wychodzi po raz kolejny i je zbiera, ale ja nie mam jeszcze formy. Jestem cały spocony i co gorsza makijaż mi spływa z tego pieprzonego tatuażu. Tak wyjść nie mogę. Co tu zrobić? Masz pomysł?
Harry zerknął na udo Paula, makijaż rzeczywiście rozmazał się na tyle, że można było dostrzec, co się pod nim kryje.
— Słuchaj, może ja wyjdę i pozbieram pieniądze dla ciebie. Nie umiem tańczyć, ale chętnie ci jakoś pomogę.
— Dzięki, Harry. Problem w tym, że nikt poza tancerzami nie powinien być na scenie. — Paul zmarszczył brwi, zerkając niespokojnie na kotarę, która miała się za chwilę unieść. Nagle rozpromienił się i uśmiechnął szeroko — Wiem! Może wejdziesz na scenie, tak jak cię uczyłem? Pamiętaj, kocie, seksowne ruchy, co ty na to? W ten sposób pozbierasz banknoty i utrzymasz się w roli, wiesz, zgodnie z twoim strojem i kłódeczkami. Będę ci winny 5 funtów za tę przysługę.
Harry uśmiechnął się do niego. Paul wiedział, że on nie potrzebuje pieniędzy, ale zaraz był kolejny występ. Kiwnął głową i jeśli kierownik sceny nie miał przeciwskazań, był gotowy.
Mężczyzna w średnim wieku gestem pozwolił mu wejść na scenę, jednocześnie rozmawiając z następnym występującym. Harry niewiele myśląc, wpełzł na czworakach, wykonując to, czego nauczył go Paul. Skupił się na tym, żeby poruszać się powoli, zmysłowo, niczym kot i zbierać leżące na parkiecie pieniądze. Czuł się idiotycznie i miał tylko nadzieję, że nie zostanie wygwizdany.
Najwyraźniej jednak wzbudził zaciekawienie, bo niektórzy mężczyźni sięgali w jego kierunku wsuwając banknoty do kieszonek szortów. Pozwalał im na to, bo żaden nie próbował go złapać, a on zebrał wszystkie pieniądze. Zszedł ze sceny i wręczył je Paulowi. Próbował też dać mu pieniądze wystające ze spodenek. Paul odmówił z uśmiechem.
— Nie ma mowy! Te są twoje. Pokaż je Frankiemu, będzie zachwycony. Nikt nigdy wcześniej nie dostawał napiwków przy samym zbieraniu pieniędzy. No, leć! Sio! — Paul machnął ręką na Harry'ego, popędzając go.
— Frankie? Spójrz! — Harry wręczył Frankiemu pieniądze, które dostał od. — Tyle dostałem za zbieranie pieniędzy po występie Paula.
Frankie wziął pieniądze i liczył, podczas gdy Harry wyjaśniał, co się stało.
— Dobrze zrobiłem? Nie chcę, żeby miał kłopoty, ale po występie było widać tatuaż, bo makijaż spłynął. — Chłopak przeczesał palcami włosy, które powoli sięgały mu ramion.
— Nie tak, młody człowieku! Poburzysz je i grzywka będzie dalej cię denerwować. Trzeba je przyciąć. Wracając, nieźle zarobiłeś, jak na tak krótkie wyjście. Większość dostaje najwyżej pięć funtów, a tutaj jest piętnaście. Świetna robota. Mam jeszcze pytanie, jak minęła zmiana?
Harry westchnął.
— Nie lubię tego. Mogę to zrobić, jeśli potrzebujesz zastępstwa, ale nie chcę tego robić na pełny etat. Wolałbym raczej bar. Wiem, że wiązałeś ze mną duże nadzieje, ale... Fuj. Proszę, nie namawiaj mnie, żebym robił to w pełnym wymiarze godzin.
Frankie nie krył swojego rozczarowania, ale przypuszczał, że tak będzie.
— Cóż, przykro mi, że ci się nie podoba. Szkoda. Nie to nie, Harry. W barze nie zarobisz tak dobrze, z drugiej strony, piętnaście funtów za zebranie banknotów na scenie bez przygotowania? Będziesz zabójczym tancerzem. Mogę ułożyć dla ciebie układ i poćwiczysz go razem ze swoim kata. Chcesz spróbować?
Harry skinął głową.
— Jasne. A jeśli Paul będzie chętny, mogę nauczyć go żonglować butelkami, żeby mógł też zająć się barem. W ten sposób będziemy mieć obsadę na tym stanowisku w razie czego. Co o tym sądzisz?
— Świetny pomysł. Za godzinę będzie wiadomo, czy Paul będzie tańczyć. Nasz kierownik sceny liczy jego napiwki, i wyda opinię na temat poziomu aplauzu, co jest czynnikiem decydującym. No, uciekaj. Pokręć się i pomęcz kogoś.
Harry zaśmiał się z tego i wyszedł, żeby przez chwilę przeszkadzać Waldo. Dowie się, czy Paulowi się udało, kiedy będą wracali do domu.
OoO
— Zdradźcie wreszcie, Paul sobie poradził? Naprawdę mam nadzieję, że będzie tańczyć, tak bardzo tego chce.
Johnny tylko spojrzał na Frankiego. Harry rozbrajał ich swoją lojalnością i dobrym sercem.
— Naprawdę? Nawet jeśli to oznacza, że zajmujesz się barem i pilnujesz drzwi?
— Jasne. Potrzebuje tego o wiele bardziej niż ja. Musi się opiekować mamą, prawda? — Harry odskoczył do tyłu, twarzą do dwójki przyjaciół.
— To prawda. I udało mu się, ale niestety straciliśmy kolejnego tancerza. Upadł w domu i skręcił sobie kolano. Przykra kontuzja i na co najmniej sześć miesięcy jest wakat. Wygląda na to, że wam obu się udało. Waldo bardzo cię potrzebuje przy barze, ale tylko przez pierwszą część wieczoru, będziesz robić swój okaz barmański, a potem przebierzesz się i ruszysz na scenę. Co ty na to?
Harry wykonał szalony taniec radości, przez co Frankie się skrzywił, bo te podrygi mogły źle się skończyć.
— To świetnie. W ten sposób nie zostawiam Waldo z całą robotą. On naprawdę potrzebuje, żebym przygotował wszystko. Pierwsi klienci przeważnie chcą lekkie drinki. Robię im pokaz żonglowania butelkami i spędzają czas, przyglądając się. To daje Waldo i mnie czas na przyrządzenie drinków. Są zbyt zajęci obserwowaniem mnie, żeby się niecierpliwić. A ty musisz wkrótce policzyć moje napiwki. Słoik robi się naprawdę pełny.
Johnny tylko się roześmiał.
— Czy nikt ci nie powiedział, że masz przynieść słoik jednemu z nas w niedzielę?
Harry potrząsnął głową.
— Nie, Waldo tylko coś wspomniał, że trzeba je policzyć. Nikt mi nie powiedział, kiedy. Przyniosę ci to jutro, dobra?
— Oczywiście. Ciekawe, ile tam jest.
Frankie westchnął. Zaśnięcie zajmie im wieki. Harry był podekscytowany. Johnny i on również. Spojrzał na partnera i mruknął:
— Zamawiam dobre kakao, jak tylko wejdziemy do domu. Jestem tak podekscytowany sukcesem Harry'ego, że nigdy nie zasnę.
Młody czarodziej zrobił kakao i po wypiciu poszedł do siebie. Zaaplikował sobie kroplę Bezsennego Snu, zanim wsunął się pod przykrycie. Wiedział, że bez tego nie ma szans na zaśnięcie.
