Nota tłumacza: * Talidomid - lek wynaleziony w połowie XX w., który zażywany przez kobiety w ciąży wywoływał malformację i deformację płodu.
OoO
Harry spojrzał na zegarek i uśmiechnął się, wciąż miał mnóstwo czasu. Postanowił spędzić ten dzień tylko na malowaniu. Nadal próbował zdecydować, jakie rośliny umieścić w swoim albumie zadanym na zielarstwie. Tego dnia chciał po prostu cieszyć się samą czynnością. Bardzo lubił technikę mieszaną, połączenie akwareli, ołówka i akryli.
Malując, Harry leniwie zastanawiał się, kiedy Frankie przygotuje mu obiecany układ taneczny. Zastanawiał się, czy byłby dobry jako tancerz. Mył pędzel, kiedy zaskoczył go głos dobiegający od strony drzwi.
— Co panicz Harry Potter robi?
Harry obrócił się w stronę głosu i kilka sekund później dzięki magii zatrzymał strugę brudnej wody w powietrzu, zanim spadła na podłogę
— Cholera, Zgredku, padnę przez ciebie na zawał.
Zgredek machnął jednym palcem i wyrzucił wodę, którą trzymał Harry.
— Zgredek przeprasza. Był przekonany, że panicz Harry Potter słyszy pukanie do drzwi. Pan Frankie mnie wpuścił. — Skrzat wskoczył na łóżko i usiadł wygodnie. — Zgredek myśli, że panowie Frankie i Johnny coś podejrzewają. Są naprawdę mili dla Zgredka, ale rzucają mu bardzo dziwne spojrzenia. Zgredek się martwi, tak, bardzo martwi.
— Wiem. Podejrzewają coś, ale nie powinni nic z tym zrobić. O ile nie narobimy im kłopotów. Po prostu bądź uprzejmy, zgoda?
— Zgredek zawsze jest uprzejmy. Co panicz Harry robi?
— Maluję. Postanowiłem stworzyć album ziół leczniczych i składników eliksirów na zadanie domowe z zielarstwa. A skoro już mowa o miksturach. Czy możesz mi załatwić więcej eliksiru na ból głowy?
Uszy skrzata uniosły się, zatrzepotały jak liście na wietrze, a potem opadły.
— Zgredek przeprasza, ale nie może. Profesor eliksirów Severus Snape warzy... i liczy mikstury. Robi inwentaryzację dwa razy w semestrze i uzupełnia to, czego jest mniej. Liczy wszystko i umieszcza to w swojej księdze. Wszystko się musi zgadzać.
— W porządku. Poradzę sobie. Wezmę paracetamol. A ty bądź przy Snapie naprawdę ostrożny. Jest podejrzliwy, jak mało kto. Nie wpadaj w kłopoty z mojego powodu.
Zgredek pociągnął za uszy, wydając przy tym cichy jęk. Harry niemal od razu i ujął jego dłonie w swoje. Były smukłe i zaskakująco delikatne, jak na tak twardą istotę.
— Zgredku, przestań. Wiem, że chcesz mnie zadowolić, ale naprawdę potrzebuję, żebyś był moim przyjacielem. Potrzebuję przyjaciela bardziej niż sługi.
Zgredek westchnął i skinął głową.
— Tak, Zgredek rozumie i Zgredek jest przyjacielem. Przyjaciele pomagają przyjaciołom. Zgredek jest po prostu bardzo smutny, że nie może pomóc paniczowi Harry'emu.
Chłopak poklepał delikatnie ręce Zgredka, po czym je puścił.
— Zgredku? Mogę cię o coś prosić?
Zgredek zamrugał wielkimi oczami, po czym skinął głową.
— Harry Potter może poprosić o wszystko, o ile Zgredek będzie w stanie spełnić jego prośbę.
Młody czarodziej zarumienił się, ale wypalił:
— Czy mogę dotknąć twoich uszu? — Skrzat wyglądał na nieco zaskoczonego. — Jeśli to coś, czego nie powinienem robić, powiedz.
— Nie, nic podobnego. Po prostu Zgredek jest ciekawy, dlaczego panicz Harry Potter chce dotknąć uszy tak niegodnej istoty?
— Zgredku, wcale taki nie jesteś. Zawsze się zastanawiałem, jakie są w dotyku. To głupie, wiem. Nie musisz się zgadzać…
Zgredek pochylił tylko głowę, żeby Harry mógł sięgnąć.
— W porządku, Harry Potter może dotknąć. Ale bez pociągania.
Chłopak wyciągnął rękę i delikatnie pogładził ucho Zgredka, było miękkie i ciepłe, skóra gładka jak jedwab. Ucho nagle drgnęło i lekko zadrżało. Harry natychmiast cofnął rękę.
— Przepraszam. Zabolało? Nie chciałem, naprawdę.
Skrzat energicznie potrząsnął głową, trzepocząc uszami.
— Nie, panicz Harry Potter nie skrzywdził Zgredka. To było miłe. Czy Zgredek może dotknąć ucha Harry'ego Pottera?
Harry przechylił głowę w stronę Zgredka. Chłodne palce delikatnie pogładziły jego ucho.
— Jest bardzo małe. — Zgredek zachichotał trochę. —Panicz Harry w ogóle nie może nim poruszyć. Szkoda, uszy mogą wiele wyrazić.
Harry usiadł z powrotem na swoim krześle i opowiedział Zgredkowi o tym, co robił, a ten odwzajemnił mu tym samym. Rozmawiali dość długo, aż Frankie wetknął głowę w drzwi.
— Cześć, chłopaki, głodni?
Zgredek zaczął kręcić głową, zdał sobie sprawę, że nie naciągnął kaptura i wydał z siebie przerażony pisk. Frankie tylko pogroził mu jednym palcem i zacmokał.
— Gdybyś powiedział nam, że jesteś dzieckiem talidomidu*, nie gapilibyśmy się tak bezczelnie na ciebie. Nie martwilibyśmy się tak twoimi tajemniczymi wizytami. Jeśli jesteś głodny, zapraszam do kuchni i coś upichcimy.
Harry zamrugał na Zgredka, który tylko wzruszył ramionami i zeskoczył z łóżka.
— Zgredek jest głodny. Możemy coś zjeść, prawda?
— Jasne. Sam zgłodniałem. Chodź.
Zgredek podążył za Harrym do kuchni i stłumił chęć przejęcia pracy. Próba przejęcia kuchni innego skrzata nie była w dobrym tonie. Podejrzewał, że tak samo było z mugolami. Zamiast tego patrzył, jak Johnny gotuje. To były tylko kanapki z grillowanym serem i zupa, ale ruchy mężczyzny były pewne i podczas gotowania sprzątał po sobie. Zgredek uznał, że jest prawie tak dobry jak skrzat domowy.
Johnny z uśmiechem postawił jedzenie na stole.
— Proszę bardzo. Zjadajcie.
Zgredek przypomniał sobie coś, co widział niedawno w gazecie, którą znalazł w pobliżu mieszkania mugoli.
— Harry Po... Harry uczy się tańczyć?
Harry kiwnął głową, przełknął zupę i odpowiedział:
— Frankie opracowuje teraz dla mnie układ. Dlaczego pytasz?
— Dziś wieczorem do miejsca o nazwie Pałac Paszy przyjeżdża bardzo znany tancerz brzucha. Jest bardzo ceniony za swoje umiejętności. Może powinieneś się z nim zobaczyć?
Harry zerknął na Frankiego. Johnny tylko wzruszył ramionami, nie był pewien, czy naprawdę chce, żeby Harry poszedł sam do Pałacu, ale nie miał zamiaru obrazić Harry'ego, traktując go jak dziecko.
— Słyszałem, że Khalil będzie w mieście. O niego ci chodzi, Zgredku?
Skrzat skinął głową, skubiąc skórkę swojej kanapki.
— Tak, to on.
Johnny popijał herbatę.
— Myślę, że byłby to dobry pomysł, żeby Harry mógł go zobaczyć. Co myślisz, Frankie?
Frankie skinął głową, odgarniając kosmyk, który mu przeszkadzał.
— Ja też tak myślę. Nie mamy co prawda czasu, aby pójść tam wszyscy, ale Pałac Paszy to przyzwoite miejsce. — Spojrzał na Harry'ego. — Jeśli chcesz, kupię ci bilet.
Harry skinął głową z błyszczącymi oczami. Nigdy wcześniej nie był na żadnym przedstawieniu.
— Dobra, pierwsze przedstawienie pewnie ma już pełne obłożenie, więc zobaczymy, czy się uda na drugie.
Frankie po chwili wrócił z biletem na drugie przedstawienie. Udało mu się załatwić jak najlepsze miejsce dla Harry'ego.
— Możliwość wydrukowania biletu w domu jest genialna. Drugie przedstawienie o dwudziestej pierwszej. My będziemy w pracy, więc pojedziesz taksówką. Okolica nie jest zła, ale nie chcemy, żeby ktokolwiek pomyślał, że się rozglądasz za klientem.
Harry skrzywił się lekko. Nikt tego nie zauważył oprócz Zgredka.
OoO
Harry poszedł do Silken Cage z przyjaciółmi, choć tego wieczora miał wolne. Pokręcił się trochę i zajrzał do pokoju socjalnego. Tam zawsze ktoś był i nigdy nie było nudno.
Tak się okazało i tym razem. Pracownicy postanowili nauczyć go czegoś, co mogło mu kiedyś przydać. Z dużym naciskiem na „kiedyś". Zaczęło się od lekcji o prezerwatywach, jak je wybierać, jak używać, jak niezauważenie nałożyć gumkę na członek klienta. Słuchając tego wszystkiego, Harry czuł, że rumieni się coraz bardziej. Oczy miał jak wielkie spodki.
Kolejnym tematem był seks oralny. O „robieniu loda" chłopak wiedział tyle, co powiedział mu Doug.
— Przyznam się, że nie wiem wiele. Nie miałem okazji, eee… żeby ktoś mi zrobił, ani samemu tego spróbować, choć było blisko… W każdym razie, po tym jak trafiłem na ulicę, poznałem kogoś, kto się tym zajmował i byłem tylko czujką.
Zebrani rozładowali atmosferę żartami i droczeniem się z Harrym. Po raz kolejny młody czarodziej poczuł się jak w pokoju wspólnym Gryffindoru. Gwizdom i pohukiwaniu nie było końca, gdy odpowiadał pięknym za nadobne.
Gary, który tego wieczora pracował w pokoju socjalnym, uciszył rozochocone towarzystwo i odparł całkiem poważnie:
— W takim razie powinieneś spróbować, Harry.
Chłopak się zająknął, nie spodziewając takiego obrotu sprawy.
— Hm... ja... nie sądzę. To znaczy, nigdy...
Wszyscy znów się roześmiali. Gary potrząsnął głową, wykrzykując:
— Ale nie tak! Chłopie, coś ci powiem. Lubię swoje klejnoty rodowe i chciałbym, aby pozostały tam, gdzie są. Dziękuję bardzo. Nie wiem, co by mi zrobił Frankie, gdybym pozwolił komukolwiek cię dotknąć i wolę nawet o tym nie myśleć. Zaraz przyjdę. — Zniknął i po chwili wrócił, niosąc coś w dłoni. — Harry, poznaj mojego przyjaciela, pana Górka. Uwielbia robienie loda. — Podał mu ogórka japońskiego, którego porwał z baru za zgodą Waldo.
Harry zachichotał, kręcąc głową. Wziął ogórek do ręki.
— Pan Górek do tego powinien mieć gumkę, zgadza się?
Wszyscy obecni zgodnie potwierdzili i Gary pokazał mu jak nałożyć prezerwatywę praktycznie bez wiedzy ewentualnego klienta.
— Jeśli ktokolwiek będzie się czepiał o gumkę, olej gnoja. Poszukaj kogoś innego.
Harry skinął głową. Dobra rada, oby nie musiał z niej korzystać.
— I jeszcze jedno. Harry? Nigdy nie pozwól nikomu nakłaniać cię do zrobienia czegoś, co ci się nie podoba, albo nie jesteś przekonany, że chcesz to zrobić. Nikomu. Nawet miłościwie nam panującym. Wiem, że oni wysłuchają twojego tłumaczenia, ale jeśli ktoś jednak będzie próbował cię do czegoś przymusić… spieprzaj i nawet się nie oglądaj. Dobry z ciebie chłopak i nie chciałbym, żeby ktoś to, tfu, wykorzystał. Wiesz o co mi chodzi?
Harry skinął głową, pogrążony w myślach.
— Tak, dałeś mi trochę do myślenia. Dzięki za radę.
— Dobrze. A teraz posłuchaj. Lodzik nie jest czymś skomplikowanym…
Piętnaście minut później połowa pokoju albo jęczała, albo śmiała się, druga połowa po prostu zaniemówiła. W prezerwatywie było trochę startej skórki. Chłopak zdjął ją jednym ruchem z ogórka i pokazał. Wzbudził tym samym spory podziw.
Uśmiechnął się wrednie do swojej widowni. Następnie odgryzł kawałek ogórka, schrupał i przełknął.
— O... BOŻE! Jak mogłeś zrobić to panu Górkowi?! Harry!
Kilku mężczyzn skrzyżowało nogi lub osłoniło dłońmi krocze. Inni parsknęli i kiwnęli z uznaniem.
— Taki los spotyka kogoś, kto próbuje mnie do czegoś zmusić — powiedział Harry teatralnie złowrogim głosem i roześmiał się, widząc niepewne miny niektórych. Spojrzał na zegar na ścianie. — Dobra, muszę uciekać. Dzięki. Pyszny ogórek.
Wszyscy pożegnali się, rozchodząc. Harry poprosił nowego, który obsługiwał wejście, żeby wezwał dla niego taksówkę. Johnny czekał w pobliżu, żeby go pożegnać.
OoO
Lucjusz Malfoy nie był zadowolony. Spojrzał na prywatnego detektywa mugoli i czekał, aż się wytłumaczy.
— Mamy problem, panie Malfoy. Poszukiwany przez pana chłopak nigdy nie miał zrobionego szkolnego zdjęcia. W ogóle nie ma jego naprawdę dobrego zdjęcia, co bardzo utrudnia. I nie mam pojęcia, do której z około dwudziestu dzielnic czerwonych latarni w Londynie mógł trafić. Rozesłałem wici. Rozgląda się za nim każdy alfons, każda dziwka i każdy glina. Znaczy każdy z tych, których znam. Niestety to trochę potrwa. Uciekinierzy potrafią się zaszyć i zapaść pod ziemię. Nie dowiem się niczego ze szpitali, ani innych ośrodków zdrowia bez odpowiedniej papierologii. Chwilowo utknąłem. Rozglądam się i czekam na sygnał od informatorów, ale niczego nie obiecuję. Naprawdę przepraszam.
— Rozumiem. Bardzo się martwię o mojego podopiecznego. Od lat przebywał pod opieką ciotki i wujka, którzy znęcali się nad nim w sposób, którego nie mogę pojąć. Niedawno na mocy nakazu sądowego to ja zostałem jego nowym opiekunem prawnym. Muszę go znaleźć i uspokoić, że w moim domu będzie bezpieczny.
Detektyw westchnął i potarł twarz.
— Namęczy się pan. Widzi pan, znam takie dzieciaki. Pracuję z nimi cały czas. Nie ufają nikomu. A przekonać go, żeby zaufał panu to będzie wyzwanie. Choć widzę, że nie należy pan do tych, co łatwo rezygnują. Żegnam uprzejmie. Niebawem prześlę panu cotygodniowy raport.
Po tych słowach detektyw wstał i wyszedł. Draco odprowadził go do drzwi i wrócił do biblioteki.
— Cóż, to jest po prostu cudowne. Żadnej magii do wyśledzenia i nawet ten mugol nie może znaleźć Harry'ego. Gdzie on jest, do diabła? Weasley i Granger wariują. Dumbledore doprowadza Severusa do obłędu, ale nic nie jest w stanie wskórać. Wysłałem nawet Crabbe'a i Goyle'a na poszukiwania. Jak wrócili z niczym, poszedłem sam. Prędzej czy później Ktoś nas przyłapie, jak się wymykamy, a nie podoba mi się kara, jeśli zostaniemy złapani.
Lucjusz tylko stukał jednym palcem w biurko, myśląc kwaśno o tym, ile czasu stracili na szukaniu Harry'ego w niewłaściwych miejscach.
— Ufam, że zachowasz się wtedy, jak przystoi Malfoyowi.
— Postaram się najlepiej, jak potrafię, ojcze. Znasz moje ograniczenia fizyczne równie dobrze jak ja. — Kwaśna mina Draco sprawiła, że Lucjusz sam się skrzywił.
— Nie wymagam więcej. Lepiej wracaj teraz do Hogwartu. Robi się wystarczająco późno, by Dumbledore zaczął się niepokoić. Nie byłoby w dobrym tonie nadużywać przywilejów, przynajmniej jeszcze nie w tej chwili. Rozumiesz to, prawda?
Draco lekko pochylił głowę.
— Już idę. Ojcze? — Lucjusz uniósł głowę, aby spojrzeć na syna. — Naprawdę jestem wdzięczny, że mogę częściej wracać do domu. Wcześniejsze zasady były trudne do zniesienia. — Czarodziej tylko się uśmiechnął. — Już mnie nie ma. Do widzenia.
Draco wyszedł z biblioteki i zgodnie z poleceniem ojca wrócił do szkoły. Lucjusz natomiast skupił się na szukaniu rozwiązania całej tej sytuacji. Najlepiej całościowo, bo pojedyncze problemy w trakcie ich wyjaśniania rodziły nowe w zastraszającym tempie.
OoO
Harry usiadł na swoim miejscu i poprosił kelnera o bezalkoholowego drinka, Shirley Temple, z dodatkową wisienką. Kelner poprosił o pokazanie dokumentu potwierdzającego skończone osiemnaście lat, zanim zrozumiał, o co prosi chłopak. Posłał mu przepraszający uśmiech i odszedł. Harry pokręcił głową i mruknął do siebie:
— Po co miałbym zamawiać coś, co zawiera wódkę i ryzykować, że wywalą mnie na zbity pysk jeszcze przed rozpoczęciem przedstawienia. Poza tym alkohol jest naprawdę przereklamowany. Ble.
Podczas pracy w barze skosztował odrobinę z każdego przygotowywanych drinków. Większość z nich zupełnie mu nie smakowała. Ale o gustach się nie dyskutuje, podobno.
Rozglądając się, spojrzał na scenę i spostrzegł, że kotary nie zostały prawidłowo zaciągnięte. Oznaczało to, że mógł podejrzeć przygotowania do występu. Patrzył, jak kilka rekwizytów umieszczono na małym stoliku. Pojawienie się jego drinka rozproszyło go trochę i skorzystał z okazji, by zapytać, czy drugie przedstawienie rozpocznie się o czasie.
Kelner odpowiedział z uśmiechem:
— Tak, choć właściwie sądzę, że zacznie się przed czasem. Widownia jest pełna, a klub już nie wpuszcza nikogo. Nie ma powodu, by czekać. Khalil jest całkiem niezły, a publiczność bez trudu się zorientuje, kiedy zacznie. Muzyka się wtedy zmienia na nieco bardziej arabskie brzmienie, takie dziwne, jękliwe. Ma w sobie urok, ale trzeba się do tego przyzwyczaić.
Gdy kelner odszedł, młody czarodziej zrozumiał. Melodia, jaka usłyszał, lekko zawodziła. Zasłony rozsunęły się i na scenę spowitą w półmroku wyszedł mężczyzna.
Harry nie był pewien, czego się spodziewać, przypuszczał, że może to będzie występ drag queen.
Reflektory rozbłysły, oświetlając gwiazdę wieczoru.
Tancerz emanował męską siłą. Wcale nie był „zniewieściałą ciotą", jakby określił to Vernon. Harry z fascynacją patrzył, jak mężczyzna tańczy. Nie znał nazw większości ruchów, ale naprawdę chciał się ich nauczyć. Khalil z łatwością poruszał mięśniami brzucha, jednocześnie falując biodrami w różnym tempie, wyrzucając nogi raz po raz. Zamrugał, kiedy mężczyzna stał w ostrym świetle, żeby publiczność mogła to zobaczyć, kołysząc biodrami i poruszał mięśniami klatki piersiowej. Chłopak uśmiechnął się, to akurat potrafił. On i Ron denerwowali Gryfonki w ten sposób, gdy się na nich gapiły i podśmiewały. Potrafił też falować mięśniami brzucha. Wiedział, że jak najszybciej musi porozmawiać z Frankiem o układzie tanecznym, bo wpadł na parę ciekawych pomysłów. Miał tylko nadzieję, że nie popsuje wizji choreografa.
Patrzył z taką intensywnością, że Khalil go zauważył. Siedział pośrodku w pierwszych rzędach, Frankie mu załatwił, żeby mógł być jak najbliżej sceny. Po zakończeniu występu Khalil powiedział jednemu ze swoich ludzi, aby poszedł poprosić „pięknego, zielonookiego ifryta", do garderoby.
Młody czarodziej prześlizgnął się między zasłonami i wszedł na zaplecze. Został poprowadzony krętą drogą do korytarza, gdzie mieściły się obszerne garderoby. Wszedł do środka i usłyszał:
— Witaj, mój młody wielbicielu, tańczysz?
Harry uśmiechnął się z wahaniem, czego ten mężczyzna chciał? Tak naprawdę.
— Jeszcze nie. Chcę spróbować swoich sił w Silken Cage. Mam nadzieję, że mi się uda. Pański występ był niesamowity. Genialny.
Kalil uśmiechnął się do Harry'ego.
— Po pierwsze, nie obawiaj się, nie mam żadnych złych zamiarów. Moja ukochana żona po prostu by mnie zabiła, gdybym nawet tak pomyślał. Jesteś w wieku mojego najstarszego syna. — Harry lekko się zarumienił. - Och, nie rumień się tak, mój drogi. Dobrze, że jesteś ostrożny. Po drugie, masz jakieś umiejętności taneczne?
Harry zastanowił się nad tym przez chwilę, po czym przyznał cicho:
— Trochę tak, ale nie wiem, czy to wystarczy.
Khalil tylko wzruszył ramionami. Sam się przekona, ile jego gość potrafi. Ten chłopak z jakiegoś powodu go zafascynował, a kiedy to się stało, zwykle kierował się sercem. Czuł, że musi go uczyć.
— Ha! Zobaczymy. Uprawiasz jakiś sport?
Harry, przypominając sobie swój pierwszy mecz quidditcha, skinął głową.
— Tak, aktualnie trenuję mieszane sztuki walki.
— Bardzo dobrze. Umiesz kontrolować napięcie różnych partii mięśni. Znakomicie, bo w tym tkwi sekret tańca brzucha. Niezależnie od płci tańczącego. Pokażę ci szybki układ.
Khalil włączył mały odtwarzacz CD i przez chwilę tańczył. Zademonstrował trzy lub cztery najłatwiejsze ruchy, proste ruchy bioder, mocne rytmiczne wypchnięcia raz jednym biodrem, raz drugim, następnie delikatne kołysanie nimi, dookoła i na kształt ósemki. Na koniec pokazał szybkie falowanie mięśniami brzucha. Gdy skończył, uśmiechnął się, wskazał na Harry'ego.
— Teraz twoja kolej. Pokaż mi, co potrafisz.
Chłopak stanął obok tancerza i wymamrotał do siebie:
— Nadchodzi wielkie nic.
Khalil musiał go usłyszeć, bo w jednej chwili wyłączył muzykę, podszedł do Harry'ego i delikatnie klepnął go w policzek.
— NIE! Nigdy nie mów takich rzeczy. Jesteś wspaniałym, potężnym młodym mężczyzną pośród morza zwykłych ludzi. I nie wolno ci o tym zapomnieć, ani na chwilkę. Rozumiesz? — Harry pokiwał głową, patrząc na tancerza wielkimi oczami. Khalil nie krzyczał, ale był przerażający. — Wybacz mój wybuch, drogi chłopcze. Kiedy się poniżasz w ten sposób, umniejszasz swoje umiejętności. Oddajesz swoją moc. Nie rób tego! Nigdy i przed nikim!
Harry zastanowił się przez chwilę, po czym uśmiechnął się nieśmiało:
— Tak, rozumiem. W takim razie nadchodzi wielkie coś, lepiej?
Khalil parsknął, ale skinął głową i ponownie włączył odtwarzacz CD.
Harry tańczył najlepiej jak potrafił i zakończył w klasycznej pozie tańca brzucha, którą podpatrzył u tancerzy w Silken Cage.
— Dobrze, całkiem dobrze. Uczysz się bardzo szybko. Zapraszam cię jutro o dziesiątej rano. Weź ze sobą swojego choreografa. Masz takiego, prawda?
— Tak. Mój współlokator, Franklin James, pracuje nad czymś dla mnie. Nie jestem jeszcze pewien, co to dokładnie jest.
Khalil wyglądał na niezwykle zadowolonego.
— Och, gratulacje! Masz niebywałe szczęście, mój drogi. Znam go i jego układy. Frankie jest wspaniałym choreografem. Zatem jesteśmy umówieni. Sam do niego zadzwonię. Teraz jest późno i powinieneś iść. Potrzebuję snu i ty też.
Harry podziękował Khalilowi i wyszedł, czując się nieco oszołomiony tym, co zaszło. Miał tylko nadzieję, że jego przyjaciel nie rozgniewa się, gdy mu opowie.
Frankie skakał z radości, zanim Harry wrócił do domu, Kiedy tylko chłopak wszedł do mieszkania, natychmiast go objął i zaczął pytać:
— Harry, czy naprawdę poprosił cię, żebyś wrócił jutro? Jego asystent zasugerował, że to zrobi. O rany, jeśli Khalil zgodził się udzielić ci choć jednej lekcji, masz sporo szczęścia. Jesteś niesamowity!
— Powiedział, że mam przyjść do niego o dziesiątej rano. Z tobą. I mam się wyspać. Naprawdę mi się udało?
— Harry, powiem ci tak, jeśli się zdecydujesz, możesz u nas tańczyć tak długo, jak będziesz chciał. Uznanie kogoś takiego, jak Khalil to najlepsza dla mnie rekomendacja. — Frankie przytulił Harry'ego ponownie, który odwzajemnił uścisk. — Uciekaj do łóżka, jutro ważny dzień. Pogadamy później.
Chłopak uśmiechnął się i ruszył do swojego pokoju. Johnny zatrzymał go pod drzwiami, przytulając go i gratulując mu sukcesu.
Harry położył się i po paru minutach usiadł nagle na łóżku z cichym jękiem. Zapomniał, że następnego dnia ma też trening u mistrza Liu. Westchnął, sprawdził, czy jego budzik jest nastawiony na ósmą rano i ułożył się z powrotem do snu.
