Palący ból w ranie zadanej mu przez Dakovę nie dawał mu chwili wytchnienia. Gorący grunt tylko pogarszał jego stan, jednak nie był w stanie się poruszyć. Głód i pragnienie, które odczuwał od wielu dni, całkiem odebrały mu siły.
- Nie zbliżaj się do mojej własności, ty psie gildii. – warknął do niego jego pan, a zza jego pleców wpatrywała się w niego Saliha – jedyne światło w jego mrocznym życiu. W jej oczach widział łzy i prośbę o przebaczenie, chociaż nie miała go za co przepraszać. Znał ryzyko, kiedy się do niej zbliżył.
Tego dnia Dakova znęcał się nad nią, pozostawiając wiele ran na jej ciele. On, chcąc skorzystać z nieuwagi Ichani, zaprowadził ją w bezpieczne miejsce na skraju obozu i uleczył jej rany, wykorzystując moc, której nie zdążył odebrać mu Dakova. Niestety, wydał ich jeden z wiernych niewolników
Poczuł potężne uderzenie magii, które rzuciło nim dalej od Ichaniego.
- Jeszcze raz się do niej zbliżysz, a zabiję ją na twoich oczach!
Akkarin dobrze wiedział, że tak się stanie. Przechodził przez to zbyt często, rozpamiętując ten moment w swoich koszmarach. A mimo to, za każdym razem próbował uciec i zabrać ją ze sobą. Gdyby tylko ona się na to zgodziła…
Wieczorem na pustynnym terenie szybko robiło się zimno, jemu jednak kojarzyło się to z domem, Kyralią. Gdyby nie przebywał w niewoli, zapewne z zachwytem spoglądałby w gwieździste niebo oraz ogromny księżyc, który oświetlał cały obóz. W tym jednak momencie był w stanie patrzeć tylko na Salihę, która trzymała jego drżące dłonie i patrzyła mu głęboko w jego czarne oczy, tak odmienne od jej złotych.
Wiedział, że muszą się śpieszyć. W innym razie lada chwila pojawi się Dakova, a ona zostanie tylko wspomnieniem w jego szarym życiu. Tyle, że ona tego nie rozumiała.
-Akkarin, spójrz tam. – Wskazała na coś w oddali, a on niechętnie obejrzał się w tamtym kierunku. Początkowo nie zauważył nic szczególnego – dopiero po chwili uświadomił sobie, że na skraju jaskini znajduje się skupisko magii. W tym momencie blask księżyca padł na postać ubraną w kyraliańskie szaty maga.
Nagle znalazł się z powrotem w swojej sypialni. Był dziwnie otępiały, a zmiana w jego śnie wywoływała w nim mieszane uczucia. Saliha przeżyła, do czego nigdy wcześniej nie doszło, jednak nie zwróci jej to życia. Jego uwaga skupiła się bardziej na tajemniczej postaci, prawdopodobnie z gildii. Szaty, jakie na sobie miała, przypominały mu te noszone przez magów, lecz nie mógł dojrzeć ich barwy. Z daleka wyglądały na czarne, co wskazywało na wielkiego mistrza, tyle że ani Akkarin, ani jego poprzednik nie byli tak drobni...
Westchnął zrezygnowany. Jeszcze tego brakowało, żeby analizował każdy swój sen. Musiał zająć się ważniejszymi sprawami. Złodziej znowu poinformował go o szpiegu z Sachaki, którego póki co nie udało mu się odnaleźć, a dokonującego wyjątkowo wielu morderstw.
Na wspomnienie Ceryniego jego myśli popłynęły ku Sonei. W ciągu ostatnich kilku tygodniu spotykali się coraz częściej, aby jak najszybciej doprowadzić do otwarcia lecznicy. Akkarin polubił te spotkania i tajemniczość swojej towarzyszki. Już na początku zauważył, że oznaczała się dużym zaangażowaniem i od razu załatwiała ważniejsze sprawy. Niepokoił go tylko fakt, że dalej nie udało mu się odnaleźć źródła jej dziwnego zachowania. Mimo to, zauważył, że czuła się przy nim coraz swobodniej i wiedział, że będzie musiał to wykorzystać.
Na myśl, że niedługo ich spotkania się skończą, poczuł dziwne ukłucie smutku, ale szybko je odegnał.
Sonea stała w sali od alchemii, w której znalazła swojego mentora. Zajęcia już dawno się skończyły, ale Rothen nawet jej nie zauważył, stojąc pochylony nad pracami uczniów piątego roku. W końcu chrząknęła znacząco, zwracając na siebie jego uwagę.
- Soneo. – uśmiechnął się do niej.- Miło cię widzieć. Coś się stało?
Dziewczyna zaśmiała się i usiadła naprzeciwko.
- Nic się nie stało, po prostu dawno się nie widzieliśmy i stęskniłam się za moim mentorem. – Spojrzała na egzaminy. – Widzę, że nie dajesz im wytchnienia.
- Jak chce się zostać alchemikiem, trzeba się przyzwyczajać. Jak idą spotkania z wielkim mistrzem?
- Wspaniale, jak będziemy pracować w tym tempie, to już niedługo lecznica będzie otwarta. – odparła radośnie. Mimo początkowych obaw, Akkarin niczego się nie dowiedział. Czasami zachowywał się, jakby chciał ja na czymś przyłapać, ale było to tak dyskretne, że Sonea nie była pewna, czy sobie tego nie wymyśliła.
Niestety, jej również nie udało się od niego więcej wyciągnąć, a przeszukiwanie tuneli nic nie dało, nie licząc ogólnego zmęczenia i bladości, którą wypomniało jej kilku uzdrowicieli.
- Rothenie, powinieneś zrobić sobie przerwę. Nie zrozum mnie źle, ale wyglądasz na zmęczonego, a jutro przyjeżdża Dannyl. – jej mentor zerwał się nagle i zaczął zbierać swoje rzeczy.
- No tak, jeszcze rano o tym pamiętałem… - westchnął. – Może przyjdź do mnie na obiad i porozmawiamy przy posiłku? – zaproponował.
- Z przyjemnością.
- I jak odbierasz pracę z Wielkim Mistrzem po tych kilku tygodniach? – Rothen, mimo że nie wierzył w plotki mówione na jej temat, jakoby wdała się z nim w romans w zamian za lecznicę, był zainteresowany samym Akkarinem i jego zachowaniem po bliższym poznaniu.
Szczerze powiedziawszy, nie miała pojęcia, co powinna odpowiedzieć. Im więcej czasu z nim spędzała, tym bardziej przestawał zachowywać się jak poważny, Wielki Mistrz Gildii. Mogłaby się pokusić nawet o stwierdzenie, że go polubiła, gdyby nie te wszystkie, niewyjaśnione sprawy, wciąż wiszące między nimi w powietrzu.
Rothen musiał zauważyć jej zamyślenie i przyjrzał się jej uważniej.
- Wszystko w porządku? Myślałem, że się dogadujecie. – Usłyszała w jego głosie zmartwienie i skarciła się w duchu.
- Oczywiście, że wszystko w porządku. – uśmiechnęła się lekko.- Po prostu, Wielki Mistrz jest specyficznym człowiekiem, spodziewałam się po nim innego zachowania. Ale chyba go polubiłam, nie masz się czym martwić.
Jej mentor zamyślił się przez chwilę.
- Akkarin, przed swoim wyjazdem, był kimś całkiem innym. – zaczął niepewnie. – Od początku zaprzyjaźnił się z Lorlenem. Ta dwójka była prawdziwym utrapieniem dla Margena, mojego mentora. – w tym momencie uśmiechnął się lekko – Gdy tylko władza Gildii trafiła w ich ręce, przeszedł na emeryturę.
- Ale po swoim powrocie – kontynuował- Akkarin był tylko cieniem dawnego siebie. Pamiętam, jakby to było wczoraj – jego powrót po tylu latach wywołał sensację. Wszyscy myśleli, że musiał zginąć w dzikich krainach, choć tak naprawdę nikt nie wiedział, gdzie był. Nawet Lorlen.
- Tego dnia miałem okazję przyjrzeć mu się z bliska. Przybył do Gildii razem z Sachakaninem, który później został jego służącym. Oboje wyglądali na skrajnie wyczerpanych, a w oczach Akkarina pojawiał się lęk, ilekroć ktoś się do niego zbliżał. Nigdy nie widziano go w takim stanie.
- Niedługo po powrocie został wezwany przez starszyznę - chciano dowiedzieć się więcej na temat badań, które miał prowadzić. Słyszałem jednak od Sarrina, że udzielał bardzo ogólnych odpowiedzi, a jego notatki zginęły podczas pewnego incydentu na morzu, o którym nie chciał mówić.
- Niedługo potem zmarł Wielki Mistrz, a Balkan, który przypadkiem podejrzał jego moc, zaproponował Akkarina na to stanowisko. Z łatwością udało mu się pokonać około trzydziestu innych magów i otrzymał je. Jednak jego zachowanie wobec innych zaczęło się oziębiać. Wszystkich traktował z szacunkiem, ale i rezerwą. Nawet jego relacja z Lorlenem wydawała się ulec zmianie, co szczególnie było widać na początku. Odmawiał też ożenku z kobietami, które polecała mu jego matka, a musisz wiedzieć, że tej kobiecie trudno odmówić czegokolwiek – jest przerażająca – Tu zaśmiał się do siebie.
Sonea z skupiła na słowach Rothena całą swoją uwagę, chcąc poznać jak najwięcej faktów z życia Wielkiego Mistrza.
- Dla wszystkim tajemnicą pozostaje nagły wzrost siły Akkarina. Jak wiesz, siła magów nie rośnie w nieskończoność, choć nie da się określić jednoznacznie momentu, w którym nie można już poszerzyć swoich zasobów. Wielu uważało, że u Wielkiego Mistrza moment ten nadszedł później, niż to zwykle bywa, dlatego w czasie podróży mógł ją rozwijać. Inni jednak nie chcieli się z nimi zgodzić. Twierdzili, że w czasie swoich poszukiwań trafił na tajemną, starożytną wiedzę, dawno już nie dostępną dla Gildii. Miała mu ona dać nieskończone moce, które wykorzystał do zdobycia władzy, w przyszłości także królewskiej. Osobiście nigdy w to nie wierzyłem, Akkarin nie wyglądał na człowieka pragnącego takiej odpowiedzialności, dlatego zdziwił mnie fakt, że zgodził się kandydować. Sam Akkarin zaprzeczał tym pogłoskom, a groźna aura, jaką wokół siebie roztaczał, skutecznie zamykała wszelkie dyskusje.
- Z czasem przestano rozmawiać na ten temat, gdyż jako Wielki Mistrz wywiązywał się ze swoich obowiązków i nie nadużywał swej siły w żadnym wypadku. Raz na jakiś czas, gdy Akkarin pokazuje swoje umiejętności, dyskusje na ten temat powracają, jednak po tylu latach, podczas których nikomu nie udało się zdobyć żadnych istotnych informacji, mało kto bierze w nich udział.
- Czyli tak naprawdę nic nie wiadomo o jego życiu w tamtych latach? – spytała zaskoczona.
- Przynajmniej publicznie nie wypowiadał się na ten temat. Być może Lorlen wie coś więcej, chociaż i w to wątpię.
W tym momencie Tania przyniosła obiad i zabrali się do jedzenia.
Podczas posiłku Rothen przypatrywał się jej, jakby chciał ją o coś zapytać, ale się tego obawiał.
- O co chodzi? – zapytała zrezygnowana.
Starszy mag tylko westchnął.
- Jak zachowuje się przy tobie? – zapytał w końcu. Sonea wbiła w niego zaskoczone spojrzenie.
- Cóż, za każdym razem zaprasza mnie na obiad, a później także deser. – zaczęła. – Na początku rozmawiamy o sprawach bieżących Gildii, a dopiero później przechodzimy do lecznicy. Co do jego zachowania, wydaje się swobodniejsze niż przy innych, ale to zrozumiałe.
Rothen wyglądał na lekko zawiedzionego.
- Tylko tyle? Nie chce się z tobą widywać, jak już otworzycie lecznicę?
- Ale dlaczego miałby... – w tym momencie dotarło do niej, o czym myśli Rothen.
- Rothen! Przecież nie wierzysz w te wszystkie bzdurne plotki!
Spodziewała się zawstydzenia z jego strony, jednak on roześmiał się na cały głos.
- Oczywiście, że nie. Przynajmniej nie w te, które zapewne masz na myśli. Chodzi mi tylko o to, że on naprawdę wygląda ostatnio jakoś inaczej, czasami ponoć zachowuje się jak nie on. Musisz wiedzieć, że nawet na dworze królewskim zaczynają pojawiać się spekulacje na ten temat. Od twojego egzaminu coś się zmieniło…
- Magowie i ich zamiłowanie do plotek – warknęła pod nosem. – Dobrze wiesz, że to nieprawda…
- No już, nie denerwuj się, przepraszam. Po prostu, ostatnio widziałem was, gdy spotkaliście się w ogrodach. Nie ukrywam, że sam zacząłem go obserwować uważniej. – tu spojrzał na nią niepewnie, na co ona tylko westchnęła zrezygnowana. – I zdawało mi się, że aż cię wypatrywał wśród uzdrowicieli.
- Tak! Ponieważ chciał mi przekazać pewne informacje związane z lecznicą, żebym mogła załatwić to jeszcze przed naszym następnym spotkaniem. Tyle w temacie.
Już nawet u Rothena nie zaznam spokoju.
- No dobrze, skoro tak mówisz. Ale jesteś dla mnie jak córka, więc to oczywiste, że zwracam uwagę na takie rzeczy. – cała jego postawa wyrażała ojcowską troskę; Sonea uspokoiła się i przytuliła go.
- Wiem. – powiedziała cicho. Nie powinna się na niego denerwować po tym wszystkim, co dla niej zrobił. – I dziękuję ci za to.
Odwzajemnił uścisk i zmienili temat. Jednak Sonea nie mogła przestać zastanawiać się nad jego słowami i sama zadawała sobie pytanie – czego Akkarin od niej chce? Jednocześnie wróciła myślami do sytuacji sprzed pięciu lat i podróży Wielkiego Mistrza. Czuła, że wszystko to zaczyna ją przytłaczać, a ona sama znalazła się w centrum większych wydarzeń, których nie sposób zatrzymać.
Tym razem zaprosił ją na kolacje. Pomyślał, że późną porą łatwiej się rozkojarzy, a on wydobędzie z niej wszystkie sekrety. Z jednej strony czuł się z tym źle, nie zasługiwała na szperanie w jej umyśle, ale już nawet jego własna matka zaczęła go o nią wypytywać, podobnie jak Merin z Lorlenem. I tak pozwolił, by cała ta farsa za długo się przeciągała. Wkrótce pozbędzie się jej ze swojego życia i z głowy. Taką przynajmniej miał nadzieję. Bo przecież, tego właśnie chciał…
Teraz jednak, przypatrując się kobiecie po drugiej stronie stołu, nie był w stanie się za to zabrać. Zgodnie ze zwyczajem, powinni teraz przejść do biblioteki i zająć się lecznicą, on jednak nie miał na to najmniejszej ochoty. Czuł miłe rozleniwienie i skarcił się w myślach, że mimo potencjalnego niebezpieczeństwa z jej strony, czuje się przy niej swobodnie.
- Wyglądasz na zmęczonego. – stwierdziła, nie zwracając się do niego tytułem. Już po paru spotkaniach postanowili z tego zrezygnować.
- Obowiązki Wielkiego Mistrza nie należą do najlżejszych. – wysłał jej swój półuśmiech.
- No proszę, zawsze myślałam, że zajmujesz się tylko piciem wina w salonie i załatwianiem spraw pomniejszych uzdrowicieli. – spojrzała wyzywająco w jego stronę, a on poczuł ukłucie w piersi. Wyglądali prawie jak przyjaciele, mimo że oboje ukrywali przed sobą coś istotnego. Ta myśl przypomniała mu o jego postanowieniu.
- Wolałabyś, żebym się tym nie zajął? Gdyby nie ja, musiałabyś czekać na lecznicę latami. – odpowiedział jej tym samym spojrzeniem, wiedząc, że dzisiaj musi to zakończyć.
- Oczywiście jestem ci wdzięczna, ale musisz przyznać, że przy tej liczbie obowiązków, mój interes tylko zajmuje twój cenny czas, Wielki Mistrzu.
A więc powracamy do tytułów. Nie pokazał po sobie, że zauważył tą zmianę.
- Miło mi, że się martwisz, ale nie ma takiej potrzeby. A lecznica może przydać mi się w przyszłości, o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem.
Nie udało jej się ukryć zaskoczenia, jak z satysfakcją zauważył. Zanim jednak zdążyła o to zapytać, zmienił temat.
- Słyszałem od mistrzyni Vinary, że wykorzystałaś ostatnio swoją zdolność spostrzegania magii, dzięki czemu uratowałaś komuś życie. Zaczyna żałować, że chcesz leczyć tylko Bylców.
Przeczuwała, że zaraz zada to pytanie, a mimo to poczuła dreszcz przerażenia, gdy tylko je usłyszała.
- Jestem pewien, że po swojej ostatniej walce wyczułaś brak magii w swoich przeciwnikach. Dziwne uczucie, prawda? Widzieć maga, nie dostrzegłszy w nim magii…
Cholera jasna! Czuła, jak jej oddech przyspiesza, szybko więc wykorzystała leczenie, aby nic nie zauważył. Niestety, wystarczyło jedno spojrzenie w jego stronę, by wiedzieć, że to na nic. Próbowała się uśmiechnąć, podczas gdy on wbił w nią przenikliwe spojrzenie.
Miesiącami łudziła się, że nic nie zauważył, a on wiedział od samego początku. Na dodatek traktował ją jak bliższą znajomą, aby zdobyć jej zaufanie, a ona głupia jeszcze tłumaczyła jego nietypowe zachowania. Ze wszystkich sił broniła dostępu do swojego umysłu i złapała się jedynej myśli, jaka akurat przyszła jej do głowy.
- Takan pochodzi z Sachaki, prawda? Czy podczas swojej podróży odwiedziłeś ten kraj? – nie była pewna dlaczego zapytała akurat o to, jednak zadziałało.
Po jego twarzy przemknął cień.
- Mój znajomy ze Slumsów widział ostatnio Sachakanina w slumsach, więc pozwolił mi zobaczyć swoje myśli. Nosił przy sobie piękny sztylet, za który dostałby majątek, więc zastanawiał się nad kradzieżą. Wiesz, jak to jest wśród biedoty, więc zapewne cię to nie dziwi. Jednak, gdy go obserwował, zobaczył jak jedną ręką odepchnął od siebie dwumetrowego osiłka. Myślisz, że mógł to być mag? Może Sachaka wysyła do nas szpiegów?
Wiedział, że kłamała. Żaden wysłany niewolnik nigdy się tak nie zachowywał, ale zyskał pewność co do jednego. Wiedziała o szpiegach, więc musiał to zrobić.
- To bardzo niepokojące informacje, lepiej pokaż mi, co dokładnie zobaczyłaś.
Wstał i szybkim krokiem poszedł w jej stronę, a ona próbowała odejść jak najdalej od niego. Już miał dłonie na jej skroni, gdy usłyszał głos Takana.
- Panie, złodziej odnalazł szpiega. Musisz tam teraz iść.
Dlaczego akurat teraz, kiedy prawie ją miał?
-Wejdź do jadalni.
W następnej chwili pojawił się Takan i przekazał mu wezwanie od króla. Akkarin spojrzał przepraszająco na Soneę.
- Musimy dokończyć naszą rozmowę później, twoje informacje mogą być istotne dla naszego bezpieczeństwa. Do zobaczenia, mistrzyni Soneo.
Poczekał, aż wyszła i szybkim krokiem ruszył w stronę tuneli.
Cześć wszystkim!
Wiem, że dawno nie dodawałam nowych rozdziałów, ale niestety nie mam na to teraz czasu - następny też raczej nie pojawi się za szybko :(
Na pocieszenie dodam, że następny wprowadzi historię na właściwe tory (właściwie, to właśnie do niego zaczęłam wymyślać tę historię :D).
Bardzo się cieszę, że opowiadanie się wam podoba :)
Okeyla Kodori Nie ukrywam, trochę chciałam, żeby Akkarin zobaczył Soneę w łóżku z Marie, ale na to było jeszcze za wcześnie xD. Miło mi, że podoba Ci się pomysł z usuwaniem blizn, i dziękuję za słowa od "koleżanki po fachu" ;D. Również z niecierpliwością wyczekuję rozdziałów w twojej historii :)
Dogewa Oczywiście, że będę kontynuować :) Sama cierpię przez te wszystkie niedokończone fanfiki, więc jak tylko znajdę na to czas, będę pisała :D
