VIII
Uczucie przekroczenia progu Malfoy Manor należało do najdziwniejszych w jej życiu. Jakby dostała trochę cios w głowę, trochę w brzuch. Momentalnie wróciły wszystkie wspomnienia związane z tym miejscem. Poczuła, jak jej żołądek podjeżdża do góry i gdyby nie to, że kompletnie nic nie jadła, zwymiotowałaby, tam gdzie stała.
Zbierając resztki godności, zawzięła się w sobie i poszła w kierunku głosu, który wydobywał się z pobliskiego pomieszczenia. Przekroczyła próg i zorientowała się, że Lucius zdążył zebrać skrzaty i wydawał im szybkie, zdecydowane polecenia. Skrzaty, jeden po drugim, kiwały głowami i znikały z cichym PYK!. Hermiona poczuła się bardzo słabo, więc po prostu oparła się o ścianę i obserwowała go spod powiek.
Malfoy zdawał się z początku jej nie zauważać, jakby zapomniał już o jej istnieniu. Dopiero po krótkiej chwili i przerażonych minach skrzatów obejrzał się za siebie.
Hermiona była jeszcze bledsza niż wcześniej i wiedział doskonale, że dzielą ją minuty od upadku twarzą na podłogę. Postanowił więc zareagować, chociaż bycie niańką nie było szczytem jego marzeń i aspiracji życiowych.
"Panno Granger." Chrząknął w jej kierunku, a ona z trudem otworzyła oczy. "Czy pani coś zjadła dzisiaj?"
Pokręciła głowa ostatkiem sił w odpowiedzi, a on żachnął się.
"Lissy, zabierz pannę Granger do jadalni i podajcie śniadanie. Zaraz do niej dołączę."
Hermiona chciała zaprotestować, ale głód i zmęczenie okazały się silniejsze od jego niezadowolenia. Bez słowa podążyła za skrzatem, wyraźnie czując jak bardzo jest wyczerpana. Dzisiejsza noc należała do gatunku okropnych i w związku z tym zaspała. Całą noc śniła koszmar z Dołohowem. Raz po raz odtwarzała się scena tortur. Kilka razy wybudziła się z krzykiem, mimo to tkwiąc w matni snu i koszmaru.
W jadalni, bez protestów, usiadła przy stole i czekała, aż pojawi się jedzenie.
Obudziło ją stukanie palców w stół i przerażeniem stwierdziła, że zasnęła i leżała z głowa na blacie. Podniosła ją szybko, aż mroczki pojawiły się przed jej oczami. Zorientowała się, że nie jest sama, a wręcz jej towarzysz wpatruje się w nią wyczekującym wzrokiem, bez żadnej dozy sympatii.
"Ciężka noc?" Jego chłodny ton nie wyrażał żadnego, nawet najmniejszego zrozumienia.
"Absolutnie, spałam jak dziecko." Odparowała szybko i poczuła jak się momentalnie rumieni z zakłopotania
"Oczywiście. " Wzruszył ramionami i wziął sztućce w dłoń. "Smacznego panno Granger."
Była bardzo głodna i postanowiła na moment schować dumę do kieszeni i zjeść. Mimo że jedzenie w jego towarzystwie było ostatnim, na co miała ochotę. Zjedli w ciszy, co było błogosławieństwem i Hermiona zorientowała się, że dawno nie jadła tak pysznego posiłku.
"Proponuje pani odpoczynek, powinna pani odpocząć, panno Granger." Głos Luciusa pojawił się znikąd. "Lissy zabierze panią do pani komnat."
Hermiona chciała zaprotestować, ale Lucius momentalnie zmiażdżył ją wzrokiem:
"Zasnęła pani na stole, jest pani wybitnie beznadziejnym towarzyszem dzisiaj. Jeśli martwi się pani o zasady, panno Granger, to pragnę zapewnić, że nigdzie się dzisiaj nie wybieram."
Przełknęła ślinę i spojrzała na niego twardo, chociaż wiedziała, że ten pojedynek wygrał. Poza tym musiała zająć się Krzywołapem.
Lucius, jakby czytając jej w myślach, dodał: "Jeśli chodzi o pani kota to może śmiało chodzić po całej posiadłości. Na ogrody nałożone są zaklęcia ochronne, więc nigdzie nie ucieknie."
Zbyt dumna, żeby podziękować wstała i zawahała się. Właściwie to gdzie miała iść?
"Lissy jest pani osobistym skrzatem i nie chce słyszeć ani słowa agitacji o wolności skrzatów." Jego wzrok był lodowaty, a ton głosu nieznoszący sprzeciwu.
Czyli wyznaczamy granice, panie Malfoy. Pomyślała i zacisnęła zęby, chcąc coś dodać ale on już zdążył pstryknąć palcami i powiedzieć Lissy . Skrzatka pojawiła się od razu i spojrzała wyczekująco na Hermionę. Ta milczała zirytowana i dopiero zniecierpliwiony syk Malfoya sprowadził ją na ziemię.
"Panno Granger." Zdążył wycedzić jej nazwisko w taki sposób, że poczuł dreszcz przebiegający przez jej kręgosłup. "Obiecałem pani, że w tej relacji nie będzie miejsca na kłamstwo. I jest to nadal aktualne. Z całą moją wątpliwą sympatią do Ministerstwa Magii, nie zamierzam pani sprawiać problemów." Wstał z krzesła i odsunął je stanowczo. Hermiona zrozumiała, że jest na dobrej drodze, aby wyprowadzić go z równowagi. Kobieta stała po drugiej stronie stołu, ale Lucius pochylił się w jej kierunku, aby sens następnych słów dotarł do niej jeszcze bardziej. "Ale nie zamierzam być pani niańką."
Odwrócił się na pięcie i opuścił jadalnię, a Hermiona stała w tym samym miejscu, czerwona ze złości. Jego tupet przekraczał wszelkie granice.
"Panienko…" Cichy głos skrzatki uświadomił Hermionie, że był świadek całej sceny. Po raz kolejny dzisiaj poczuła, że jej żołądek odmawia posłuszeństwa.
"Lissy, pokaż mi moją komnatę." Powiedziała zduszonym głosem i dodała po chwili: "Proszę."
Komnata była większa niż jej całe londyńskie mieszkanie. Właściwie ciężko było powiedzieć, że to była komnata. Tak naprawdę dostała część skrzydła do własnego użytku. Część sypialnianą, biurową oraz łazienkę. Rozejrzała się wokół z podziwem i lekkim uśmieszkiem.
Oczywiście, że jest większe niż moje mieszkanie.
I chociaż robiło to na niej wrażenie, to wiedziała, jaką cenę płaci za to. I wtedy zachwyt zmienił się w złość.
W części biurowej stało biurko i wygodne krzesło. Lissy zdążyła wypakować już część jej książek i ułożyć je na nim. W sypialni stało dość duże łóżko w staromodnym, angielskim stylu. Poza łóżkiem była też szafa na jej własny użytek, miękki dywan oraz kominek. Koło łózka umieszczono jej skrzynię, a niej klatkę z Krzywołapem.
Z okien biura i sypialni widziała ogród i był to jeden z przyjemniejszych widoków w tym miejscu.
Z lekkim zadowoleniem stwierdziła, że na ścianach nie było żadnych obrazów ani portretów. Ogółem jej część nie zawierała żadnych rzeczy należących do właścicieli. Wszystko było bezosobowe i… surowe.
Podeszła do klatki i wypuściła wyraźnie niezadowolonego kota. Miał wyraźnie dość siedzenia w ciasnym miejscu.
Przysiadła na łóżku i patrzyła, jak Krzywołap zwiedza nowe miejsce. Nadal obrażony, dumny, ale ciekawski.
Hermiona weszła do łazienki i zamarła. To pomieszczenie musiało być używane kiedyś przez kobietę. Wszystko nosiło znamiona kobiecej dłoni - od armatury, poprzez wykończenie do najdrobniejszych detali. Zrozumiała coś, co było jasne.
Lucius umieścił ją w danych prywatnych pokojach Narcissy.
Następny poranek był dla Hermiony jednym z cięższych w jej życiu. Nie wiedziała, czego się może spodziewać po Malfoyu. Nie ustalili żadnych zasad co do wspólnego funkcjonowania i wiedziała, że muszą to nadrobić. Zasady były dla Hermiony podstawą egzystencji. Świat bez zasad nie istniał.
Chociaż, jak się ostatnio przekonała, zasady mogły istnieć i mimo tego nie być egzekwowane.
Hermiona z ogromnym wahaniem weszła do łazienki, jakby się obawiała, że z pomieszczenia wyskoczy duch Narcissy. Oczywiście nic takiego się nie stało, ale mimo wszystko czuła się bardzo nieswojo. Wiedziała, że musi tą kwestię poruszyć z Malfoyem.
Ubrała się dzisiaj niezobowiązująco - założyła, że dzisiaj nigdzie nie będą się ruszać z Malfoy Manor. Umyła też włosy i rozpakowała kosmetyki w łazience, żeby poczuć się lepiej w nowej rzeczywistości.
Gdy była gotowa, Krzywołap miauczał przy drzwiach, gotowy na dalsze zwiedzanie. Chociaż on jeden dobrze się bawił w nowej sytuacji. Wypuściła go na korytarz, a sama postanowiła iść prosto do jadalni. Nie wiedziała o której Malfoy zazwyczaj jada - sama była raczej rannym ptaszkiem - a właśnie dochodziła ósma rano.
Weszła do pomieszczenia i zobaczyła, że Lucius Malfoy siedzi przy stole, z filiżanką kawy w dłoni i gazetą. Na nosie miał okulary i wydawał się być pochłonięty lekturą. Trzy lata bez swobodnego dostępu do prasy i informacji musiały być bolesne. Nie żeby ją to obchodziło oczywiście.
W milczeniu podeszła do stołu, odsunęła krzesło i usiadła sztywno. Nie podniósł wzroku, ale powiedział do niej pośrednio:
"Dzień dobry, panno Granger. Mam nadzieję, że dobrze pani spała." Na te słowa wziął łyk kawy i przerzucił stronę.
"Dziękuję, nie najgorzej." Uśmiechnęła się krzywo, ale on nie mógł tego widzieć. Nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem. "A pan, panie Malfoy?" Odbiła pytanie.
Odłożył gazetę na moment i zmierzył ją wzrokiem, ważąc odpowiedź przez chwilę.
"Po trzech latach spania na posłaniu w Azkabanie…" Zaczął znacząco, ale urwał, by ostatecznie odpowiedzieć zupełnie inaczej: "Dziękuję, całkiem dobrze."
Zmieszała się i zacisnęła wargi. Wzięła tosta i nałożyła sobie na niego solidną porcję dżemu. Pachniał wspaniale, ale zorientowała się, że w ogóle nie jest głodna. Nalała sobie herbaty i wzięła łyk.
Zapadła cisza, która była niewygodna zwłaszcza dla niej. Malfoy skończył pić kawę, odłożył gazetę i wstał. Momentalnie Hermiona też wstała, gotowa, aby mu towarzyszyć.
Uniósł brwi w geście zdziwienia i powiedział cierpko, "Nie potrzebuję pani asysty w toalecie."
Po raz kolejny poczuła się potraktowana protekcjonalnie i postanowiła zareagować.
"Musimy ustalić pewne zasady, panie Malfoy." Zaczęła twardo, agresywnie. "Nie jestem tu dla pańskiej przyjemności i jak pan trafnie zauważył, jest pan ode mnie zależny." Uściśliła, a on zatrzymał się i popatrzył na nią z zainteresowaniem. Hermiona nie mogła pozwolić, żeby jego wzrok wytrącił ją z równowagi. "Tak więc przynajmniej oczekuję, że będę traktowana z odrobiną szacunku." Zakończyła zdanie dużo słabszym głosem, niż miała zamiar. Lucius uśmiechnął się drwiąco, przy czym jego oczy pozostały chłodne jak zawsze.
"Oczywiście, panno Granger." Gdyby słowa mogły oddawać temperaturę, wiedziała dobrze, że zamarzłaby w tej sekundzie. "Mówiąc o byciu zależnym, chciałbym, aby mi pani towarzyszyła na zakupach."
Touche .
Niezrażony jej wcześniejszym wywodem, kontynuował: "Jak pani doskonale wie, obecnie nie posiadam różdżki. Chciałbym zakupić nową, aby chociaż w niewielkim stopniu uniezależnić się od pani pomocy ." Patrzył prosto w jej oczy, a z jego słów sączył się pięknie zawoalowany jad.
Widziała, jak w jego tęczówkach igra światło, jak widzi je coraz lepiej i są coraz bliżej…
Z przerażeniem uzmysłowiła sobie, że po raz kolejny Malfoy zgrabnie stosuje technikę osaczenia i tym razem była gotowa się mu przeciwstawić.
Jego twarz zbliżyła się do niej i mogła zauważyć każdą, nawet najdrobniejszą zmarszczkę wokół jego oczu. Siateczkę bladoniebieskich żyłek, które były widoczne pod cienką skórą. Po raz kolejny uśmiechnął się kpiąco i już miał coś powiedzieć, gdy zawył z bólu.
Hermiona wstrzymała oddech, sama będąc w szoku, gdy uświadomiła sobie, co zrobiła.
Lucius Malfoy patrzył na nią z zaskoczeniem w oczach, po raz pierwszy nie miał maski na twarzy. Najczystsze na świecie zaskoczenie. Jego oczy rozszerzyły się i źrenice przypominały duże, czarne, puste koła.
Zorientowała się, że jej paznokcie nadal są wbite w jego szyję i że prawdopodobnie, mimowolnie, ściska jego szyję.
Przestraszona, odskoczyła od niego i wpadła na krzesło, które przewróciło się z hukiem. Ona sama syknęła z bólu, bo mocno uderzyła się w lędźwie.
"Kurwa." Przekleństwo wymsknęło się z jej ust, ale nie poczuła ani odrobiny zażenowania z tego powodu. Usłyszała chrząknięcie i podniosła wzrok.
Malfoy zdążył już przybrać maskę, taką, jak nosił zazwyczaj, ale ślad na jego szyi wyraźnie wskazywał, co się wydarzyło przed chwilą. Był również w pewien sposób wytrącony z równowagi - oddychał zauważalnie szybciej, a jego dłonie zaciśnięte były w pięści.
Jego oczy nie były już tak zimne i obojętne jak wcześniej - widziała ogień, który został wzniecony przez gniew.
A to był niezwykły widok dla Hermiony.
"Może rzeczywiście kurwa jest teraz właściwie użyty słowem, panno Granger." Syknął na nią, a ona prychnęła.
Była wściekła i on też.
