IX
Teraźniejszość
Draco pojawił się z Haydenem w Oakshire następnego dnia, wyszli z kominka razem z uśmiechami na ustach. Rozmawiali o czymś, co wyraźnie rozbawiło oboje. Dodatkowo Hayden był bardzo podekscytowany faktem otrzymania listu z Hogwartu, co najbardziej bardzo rozczuliło Hermionę.
Sama doskonale pamiętała ten moment w swoim życiu. Wszystko było wtedy takie nieznane, w końcu nie miała w ogóle styczności z magią przez jedenaście lat swojego życia. Hayden wychowywał się w podobnej bańce, chociaż w odróżnieniu od niej, wiedział, że jest czarodziejem. Ale odkrywanie magicznego świata dopiero było przed nim i to chyba najbardziej przerażało Hermionę. Magiczny świat, tak bardzo jak był piękny, był też brutalny. Dodatkowo nosił nazwisko Malfoy, a zważywszy na ich przeszłość…
Hermiona zagryzła wargę i wymusiła uśmiech, wyczuwając obecność męża przy jej boku. Lucius podszedł do Draco i spieszny krokiem przeszli do biura, aby przedyskutować najważniejsze informacje ostatnich dni. Hermiona została z synem w salonie.
„Musimy skompletować Ci rzeczy, których będą ci potrzebne w Hogwarcie." Zaczęła miękkim głosem i jednocześnie podeszła do niego, aby mocno go przytulić.
„Wiem, Astoria wspomniała o tym wczoraj podczas kolacji. Wybierają się na ulice Pokątną w ten weekend." Głos Haydena nagle wydał się Hermione taki dojrzały, zupełnie niepodobny do jedenastolatka.
„Brzmi jak świetny plan." Odpowiedziała i dodała z wahaniem: "Porozmawiam z tatą i może do nich dołączymy?" Jej głos mimowolnie zadrżał, bo ten pomysł ogromnie ją przerażał. Ale musiała być silna dla syna, nie było innego wyjścia. Hayden nie mógł płacić za ich przeszłość.
„Byłoby super!" Oczy chłopca rozbłysły i jego buzię rozjaśnił jeszcze szerszy uśmiech.
Hermiona potarmosila jego włosy i ucałowała w czoło.
"Dobrze, że wróciłeś, synku." Powiedziała delikatnie wzruszona, próbując ukryć emocje przed nim. Hayden spojrzał na nią uważnie i w oczach jedenastolatka zobaczyła idealnie odbicie siebie i Luciusa. Perfekcyjny miks.
"Mamo, ja zawsze do ciebie wrócę. Tak, jak tata." Przytulił się do niej i chwile tak siedzieli w ciszy, przytuleni jak matka z synem.
W salonie rozległo się chrząknięcie i w drzwiach stanęły dwie praktycznie identyczne sylwetki. Jedna wyższa i wyraźnie starsza, druga młodsza. Lucius i Draco patrzyli na nich z uśmiechem i po raz pierwszy Hermiona zrozumiała jak mocno są do siebie podobni. Z biegiem lat podobieństwo stawało się uderzające.
Hayden puścił ją i szybko podbiegł do Luciusa, a ten mocno go przytulił.
Trzy klony o nazwisku Malfoy.
"Mama powiedziała, że możemy iść z wami w weekend na Pokątną, Draco!" Wykrzyknął Hayden, a przez twarz Luciusa przemknął cień. Draco też był lekko zaskoczony słowami młodszego brata.
"Mama tak powiedziała?" Hermiona kiwnęła głowa w odpowiedzi na jego pytający wzrok.
Lucius chrząknął i pozornie lekkim głosem odpowiedział synowi:
"Oczywiście synu. Jeśli mama tak powiedziała, to będziemy towarzyszyć Draco, Astorii i Scorpiusowi w ten weekend. Zakupy na Pokątnej zawsze były dla mnie przyjemnością.
Ostatnie zdanie było nasycone ironią, której Hayden nie rozumiał. Oczywiście nie miał prawa tego zrozumieć, ale słowa Luciusa rozbawiły delikatnie Hermionę.
"Zawsze były przyjemnością, tata ma rację." Jej słowa zabrzmiały jak echo, bo jej wzrok poszybował w nicość. Wiedziała doskonale, gdzie myśli obojga pobiegły.
2000
Wściekłości, jaka rozsadzała Hermionę gdy aportowała się na Pokątną, nie dało się prosto zmierzyć. I chociaż Lucius wyciągnął do niej rękę na zgodę, czuła, że nie był to szczery gest. On po prostu potrzebował jej pomocy, był od niej zależny. Musiał się ugiąć i unieść się dumą, aby osiągnąć cel. Cel, który był tysiąc razy ważniejszy niż ona i zaistniała sytuację.
I chociaż Malfoy ją przeprosił, to były najgorsze przeprosiny, jakie w życiu usłyszała. Nie uwierzyła ani przez moment w czystość jego intencji.
Jego głos był za wściekły, ton za wysoki, a dodatkowo mowa ciała Luciusa mówiła wyraźnie, że jedyne o czym marzy to wyrzucić ją z Malfoy Manor i uciszyć.
Postanowiła jednak unieść dumnie głowę i pogratulować sobie wyprowadzenia go z równowagi. To była niesłychanie cenna umiejętność i zdawała sobie sprawę, że może się jeszcze jej przydać w przyszłości.
Tylko wiedziała, że po raz drugi nie da się zaskoczyć w ten sam sposób.
"Może mnie pani już puścić, panno Granger." Jego lodowaty głos był zadziwiający ciepły tuż przy jej uchu.
Hermiona zorientowała się, że od kilkunastu sekund stoi w bezruchu, mocno ściskając jego dłoń. Puściła ją jak oparzona i odskoczyła od niego na dobre kilka metrów. Jego wzrok przeszywał ją z taką samą dozą sympatii jak poprzednio.
"Idzie Pan przodem?" Niezręczność sytuacji próbowała odwrócić poprzez zmianę tematu.
Kiwnął głową i ruszył, nie oglądając się już więcej na nią. Właściwie nie obchodziło go, czy podąża za nim i czy nadążą.
Jego obecność wzbudziła sensację, wiele osób zatrzymywało się i patrzyło na niego z zaciekawieniem, zdziwieniem czy nawet strachem. Większość z nich ignorował albo taksował wzrokiem, mijając bez słowa i najmniejszego gestu. Widziała, że wydarzenia poranka rozsierdziły go i nadal z trudem panował nad nerwami. Sklep Ollivandera został na nowo otworzony i dokładnie tam zmierzał Lucius.
Hermiona prawie biegła za nim, jego kroki były tak długie i dynamiczne, którym akompaniował szelest jego bardzo drogich szat. Lucius Malfoy powoli wracał do bycia sobą.
Przed sklepem zatrzymał się nagle, co spowodowało, że na niego wpadła z impetem. Syknął, bo nie spodziewał się takiego obrotu akcji.
"Panno Ganger." Warknął na nią, a ona z trudem powstrzymała się przed odpyskowaniem. "Zmiana planów. Najpierw Gringott." Nie był zadowolony z siebie, ale jeszcze mniej cieszyła go perspektywa przyklejonej do niego Hermiony.
"Dobrze, panie Malfoy." Warknęła w odpowiedzi i wygładziła dłońmi swoją szatę. On, tak jak poprzednio, nawet się za nią nie obejrzał, nie obchodziła go.
W banku panowała ponura atmosfera, dużo bardziej przytłaczająca niż kiedykolwiek w Ministerstwie. Sama bardzo rzadko korzystała ze swojej skrytki, bo żadnych większych oszczędności tam nie miała. Hermiona rozejrzała się i zobaczyła, że nic się tutaj nie zmieniło od lat. Tak, jakby wojny i włamania nigdy nie było.
Lucius w międzyczasie podszedł do goblina i przeszedł standardowy proces sprawdzenia tożsamości. Hermiona stanęła przy nim, co spowodowało, że uniósł brew.
"Zapraszam, panie Malfoy, do wagonika." Goblin wyszedł zza biurka i z kluczem w dłoni ruszył w głąb banku. Lucius ruszył, po raz kolejny ją ignorując, więc chrząknęłą znacząco.
"Tak, panno Granger?" Odwrócił się, a ona ruszyła w jego kierunku i rzuciła:
"Chyba pan o mnie zapomniał. Zasady, panie Malfoy."
Zirytowanie przemknęło mu przez twarz, ale ostatecznie wzruszył ramionami i zrobił ruch ręką w jej stronę.
Milczeli, wagonik wspinał się w plątaninie korytarzy. Tylko dźwięk piszczenia stali odbijał się echem od innych wagoników.
W końcu z piskiem, zatrzymali się przed ogromnymi drzwiami, które musiały być skrytką Malfoyów. Hermiona nie miała zamiaru opuszczać wagonika, ale takiego zachowania najwyraźniej procedury nie dopuszczały. Wraz z Luciusem stanęła na ziemi, a wagonik odjechał.
Malfoy wziął klucz od goblina i włożył w zamek, przekręcając. Drzwi uchyliły się lekko i Hermiona mimowolnie powiodła wzrokiem.
Gdyby jeszcze kiedykolwiek przyszło jej wątpić, czy Malfoyowie byli bogaci, to teraz miała jednoznaczną odpowiedź.
"Podoba ci się to co widzisz?"
Hermiona uniosła wzrok i zauważyła, jak na ustach mężczyzny pojawił się ironiczny uśmieszek. Jakby ta sytuacja sprawiała mu dziką radość - fakt, że choć trochę może ją upokorzyć.
"Podoba ci się upokorzanie kobiet, co?" Niewiele myśląc odgryzła się, a on parsknął.
"Niewiele wiesz o życiu panno Granger." Wszedł do skrytki i rzucił do niej jeszcze szyderczym tonem: "Zapraszam, może coś sobie znajdziesz."
Hermiona poczuła jak zalewa ją kolejna już dzisiaj fala wściekłości. Znowu mu się dała podejść, znowu wygrał.
"Dziękuję, nie potrzebuję jałmużny. A już napewno nie z pańskiej strony."
Usłyszała prychnięcie, ale już nie kontynuowała tej dyskusji.
Hermiona nie mogła uwierzyć jak długo można wybierać różdżkę. Lucius był bardzo wybredny i połowa propozycji została niemalże od razu odrzucona. Większość była albo za miękka, albo za twarda, za krótka, za długa. W końcu Hermiona straciła cierpliwość i rzuciła w stronę sprzedawcy.
"Czy macie wiąz, 18 cali, z włóknem ze smoczego serca, nasztywniejszą na świecie?"
Sprzedawca zaprzeczył szybkim ruchem głowy, czerwony ze stresu i cały spocony. Hermiona odwróciła głowę i spojrzała wyzywająco na Luciusa.
"Dziękuję za pomoc, panno Granger." Wycedził w jej kierunku i wycelował różdżką, którą przed momentem testował. "Jest nieoceniona." Zabrzmiało to w jego ustach jak obelga, ale Hermiona nie przejęła się tym. Miała już serdecznie dość, czuła się zmęczona i głodna. Od wczorajszego wieczoru nic nie jadła.
"Możemy zamówić taką różdżkę, panie Malfoy." Sprzedawca nieśmiałym głosem próbował załagodzić sytuację, ale Lucius uciszył go dłonią. Podszedł do Hermiony i wyszeptał jej do ucha coś, co sprawiło, że nie odezwała się już do końca wizyty. Lucius zdecydował się na krótszą różdżkę o podobnych parametrach, która była bardziej giętka.
Gdy wyszli ze sklepu, Hermiona nadal milczała, a Malfoy stwierdził, że musi odwiedzić kilka miejsc.
Kobieta zacisnęła zęby i oparła się dłonią o ceglaną ścianę. Czuła, że jest jej bardzo słabo. Ciemne mroczki zaczęły tańczyć przed jej oczami, a czoło zrosił pot.
Lucius zorientował się dopiero po dłuższej chwili, że jest bliska omdlenia.
"Kurwa." To było jedyne słowo, jakie wymsknęło się z jego wyrafinowanych ust. Najmniej potrzebował teraz uwagi innych ludzi. Podszedł do Hermiony i złapał ją brutalnie za łokieć.
"Mogłaś powiedzieć, że się słabo czujesz." Warknął na nią, a ona spojrzała na niego z uśmieszkiem:
"Miałam milczeć." Pociągnął ją w boczną ulicę i potrząsnął nią, próbując ją otrzeźwić. Ale widział, że jej oczy są szklane, zamglone. Jej ciało zaczęło się osuwać, więc złapał ją mocno.
"Jesteś idiotką, Granger." Jego oczy ciskały pioruny, a głos powinien zmrozić jej krew w żyłach. Ale Hermiona miała zamknięte oczy. Resztkami sił odpowiedziała mu:
"Nie jestem." I zemdlała.
Hermiona obudziła się i przez chwilę nie mogła zrozumieć, gdzie jest. Miejsce, w którym się znajdowała nie przypominało jej londyńskiej kawalerki.
Rozejrzała się po pomieszczeniu i dopiero zaczęła sobie uświadamiać wydarzenia ostatnich dni. I wydarzenie ostatnich godzin.
"Lissy przyniosła zupę." Głos skrzata sprawił, że podskoczyła na łóżku. Zupełnie zapomniała, że w Malfoy Manor pracują skrzaty. "Doktor mówił, że panienka ma zjeść."
"Doktor?" Hermiona wzięła zupę na tacy i postawiła na kolanach, ale jej wzrok był pytający. Skrzatka skinęła głową energicznie i odpowiedziała:
"Badał panienkę, jak panienka spała. Pan zawołał go. Panienka zemdlała na Pokątnej."
Hermiona poczuła jak brakuje jej powietrza. Ostatnie dni były koszmarne.
"Lissy ma przekazać jak się panienka czuje." I zniknęła, a Hermiona spojrzała na zupę. Na stoliczku przy jej łóżku stały jakieś flaszeczki z eliksirami, część opróżniona w połowie.
Wspaniale. Teraz Malfoy znienawidzi ją jeszcze bardziej.
Lucius siedział w biurze i przeglądał dokumenty, które mu zostawił Draco. Nagle w jego pomieszczeniu pojawiła się Lissy.
"Panienka się obudziła. Lissy zostawiła zupę." Lucius kiwnął głową i podziękował skrzatce. Ta zniknęła niemal od razu.
Lucius westchnął. Spodziewał się, że ta dziewczyna będzie ciężarem, kulą u jego nogi. Od samego początku wiedział o ryzyku i tylko dlatego tolerował jej głupie odzywki i wybryki. Dodatkowo nie miał innych alternatyw.
Ale musiał przyznać, że dzisiaj mu zaimponowała i nie mógł jej odmówić odwagi.
Chociaż może to była brawura?
Kiwnął głową i zdjął okulary, zamknął teczkę z dokumentami.
Wolność miała słoną cenę, ale zdawał sobie sprawę, że ta cena jest nieporównywalnie niska.
Pół roku, ani chwili dłużej.
