2000

Następne dni i tygodnie niewiele różniły się od poprzednich, Hermiona była przyklejona do boku Luciusa i podążała za nim jak jej zostało przykazane. Zazwyczaj kończyło się to awanturą, bo i jedno, i drugie słynęło z wybuchowych charakterów.

Lucius próbował wrócić do normalnego życia, ale obecność Hermiony nie ułatwiała mu tego procesu. Szczególnie, że w początkowej fazie towarzyszyła mu zawsze, zostawiając tylko przestrzeń w jego prywatnych komnatach.

Gdy pracował w jadalni lub biurze, salonie - każdym innym miejscu - była przy nim. Najczęściej po prostu patrzyła na niego, co bardzo dobitnie wyprowadzało go z równowagi.

"Panno Granger." Chrząknął, kiedy w niedzielny wieczór prawie zasypiała na fotelu, podczas gdy on pracował. "Może pani iść do swoich komnat." Jego głos był zirytowany, bo próbował się skupić, ale jej obecność go rozpraszała.

"Nie mogę." Ziewnęła, ale uparcie siedziała w fotelu bez ruchu. Lucius zacisnął wargi.

Każdego wieczoru ta dyskusja wyglądała podobnie - siedział i pracował do późna, a panna Granger zasypiała w fotelu. Żadne argumenty do niej nie trafiały. Była uparta jak osioł.

Lucius stwierdził, że ma dość na dzisiaj i wstał, odkładając pióro. Hermiona natychmiast otworzyła oczy, ale on tylko ją minął i warknął: "Dobranoc." Zatrzasnął drzwi i wyszedł.

Hermiona usiadła na fotelu i potarła zaspane oczy. Ostatni tydzień prawie w ogóle nie spała, dręczyły ją koszmary, stare i znane. Dlatego też z taką łatwością zasypiała wieczorami, kiedy jej wyczerpany organizm łaknął chociaż odrobiny snu.

Ale przecież nie mogła tego powiedzieć Malfoyowi. Dla niego była niczym denerwująca osa brzęcząca tuż nad uchem. Zresztą co miałaby powiedzieć? I po co?

Potrząsnęła głową i wstała, aby udać się do swojego pokoju. Po umyciu zębów i przebraniu się w piżamę, położyła się na łóżku czekając na sen.


Czwarty tydzień minął, pierwszy pełny miesiąc. Z każdym kolejnym dniem miała ochotę zamordować Kingsleya, za to, w co ją wpakował. I chociaż rzeczywistość póki co nie była ohydna, to daleko było Hermionie do jakiegokolwiek komfortu.

Malfoy to nadal był Malfoy. Śmierciożerca, który stawiał tylko i wyłącznie siebie na piedestale.

W poniedziałkowych raportach dokładnie opisywała aktywności minionego tygodnia i nim się spostrzegła, faktycznie wysłała czwartą sowę do Ministerstwa. Za każdym razem dostawała tylko krótką notkę od Kingsleya - tym razem towarzyszyło jej dodatkowe zdanie.

"Możesz mieć jeden dzień wolny w następnym tygodniu."

Hermiona spojrzała na kartkę i westchnęła. Zadrżała jej dłoń i ze stalówki spadło kilka kropel atramentu na biurko. Przejechała po nim palcem, zostawiając ciemną smugę.

"Fantastycznie" Mruknęła i powiedziała "Lissy!"

Skrzatka pojawiła się za jej plecami i Hermiona łagodnym głosem poprosiła o pomoc. Lissy chętnie jej pomogła i powiedziała, że kolacja została podana w jadalni.

Hermiona skinęła głową i poczuła lekkie mrowienie w dłoniach. Przemęczenie stawało się coraz wyraźniejsze - brak snu, ruchu i bodźców, do tego koszmary, z których budziła się z krzykiem.

Zeszła na dół i zobaczyła, że Lucius już je. Weszła do pomieszczenia i skinęła w jego kierunku, mówiąc: "Dobry wieczór."

Kiwnął głową, ale milczał. Widziała, że koło jego talerza leży stos listów, część jeszcze nieotwartych.

"Shacklebolt wysłał mi informacje, że należy ci się dzień wolny w przyszłym tygodniu." Hermiona potwierdziła, a on patrzył na nią uważnie. "Rozumiem, że przez ten dzień zmuszony jestem pozostawać w Malfoy Manor."

"Zapewne." To była jedyna odpowiedź Hermiony, która poczuła, jak jej lewa ręka drętwieje. Zaczęła ruszać palcami, aby ją rozruszać, ale nic nie dawało efektu.

Lucius obserwował, jak Hermiona dziwnie się zachowuje. Miał wrażenie, że ta cholerna dziewczyna w ogóle nie spała i nie jadła. A przecież dosadnie jej powiedział na początku ich znajomości , że nie zamierza być jej niańką.

"Może powinna pani poprosić Lissy o jakiś eliksir na sen?" Wbrew sobie zapytał, a Hermiona zbladła słysząc jego pytanie. Zaraz jednak nabrała kolorów i usłyszał jej ripostę:

"Nie pański interes, panie Malfoy."

Jej odpowiedź zabrzmiała dużo ostrzej, niż zamierzała, ale ostatnie o czym marzyła w tej chwili to były słowne utarczki z Malfoyem. Ręka nadal była odrętwiała i nic nie pomagało.

Lucius w odpowiedzi wzruszył ramionami i dodał tylko: "Mam jutro spotkanie w Ministerstwie. Zakładam, że będzie mi pani towarzyszyć." Jego głos był beznamiętny, ale wiedziała doskonale, co jego słowa oznaczają.

"Oczywiście."

Wstał, zebrał koperty i ruszył w kierunku schodów. Spojrzał na nią i chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. Wyszedł i Hermiona została sama w jadalni.

Spojrzała na jedzenie i chociaż wiedziała, że powinna coś zjeść, nie była w stanie przełknąć ani kęsa.

Wzięła łyk herbaty i to wystarczyło. Ręka powoli odpuszczała, więc mogła wrócić do sypialni.

Jutro czekał ją ciężki dzień.


Powrót po miesiącu do Ministerstwa Magii był dziwny. Szczególnie, że była tu tylko na chwilę i za kilka godzin ponownie miała wrócić do klatki .

Atmosfera o poranku była bardzo gęsta, Malfoy najwyraźniej był wyprowadzony z równowagi od samego przebudzenia i jej ponury nastrój nie pomagał żadnej ze stron. Na śniadanie przełknęła tosta z dżemem, ale momentalnie rozbolał ją brzuch od niego. Malfoy za to zjadł jajecznicę, tosty oraz popił mocną, czarną kawą na zapach której Hermionę mdliło. Zapach kawy był bardzo drażniący i z trudem przychodziło jej opanowanie swoich zmysłów.

Hermiona przez chwilę zastanawiała się, co dokładnie Malfoy ma za spotkanie. Ale zostało rozwiane to w momencie przybycia - Lucius Malfoy miał spotkanie z nikim innym, tylko Kingsleyem Shackleboltem.

Gdy oboje stanęli przed jego gabinetem, Hermiona poczuła się bardzo nieswojo. Ostatnia jej wizyta tutaj zaowocowała zaistniałą sytuacją.

Jakby została wysłana w ciemność.

"Panie Malfoy." Głos pełen rezerwy wyłonił się zza półprzymkniętych drzwi. "Zapraszam do środka."

Lucius zrobił krok, a Hermiona została odprawiona przez dodatkowe zdanie Ministra Magii "Hermiono, nie jesteś nam potrzebna." I zamknął drzwi przed jej wzrokiem, co oczywiście odebrała jako policzek.

Nie jesteś nam potrzebna.

Jak gorzko brzmiały te słowa w jej uszach, skoro doskonale wiedziała, że jest im potrzebna. Tylko wtedy, gdy im to odpowiadało, na ich warunkach.

Obstawiała, że spotkanie zajmie co najmniej godzinę, więc postanowiła skierować się do bufetu, z nadzieją, że spotka jakieś znajome twarze.

Jak bardzo się myliła.

Gdy szła korytarzami Ministerstwa, słyszała szepty innych osób, widziała ich wzrok. Oceniający, jakby to ona popełniła jakieś przestępstwo i została skazana na więzienie.

Wszyscy wiedzieli.

Hermiona poczuła, jak zalewa ją fala złości, jak wypełnia każdy centymetr jej ciała, każdą komórkę. Ręka jej zdrętwiała, a sama poczuła mrowienie wokół ust. Ciemna poświata zaczynała migotać przed jej oczami.

"Hermiona?"

Głos Harry'ego był zdumiony, nie spodziewał się jej spotkać w Ministerstwie o takiej godzinie. Albo w ogóle.

Hermiona zamrugała kilka razy i wzięła głęboki oddech: "Harry?"

Uśmiechnęła się do niego słabo, na co on uśmiechnął się szeroko.

"Wróciłaś już do pracy, do Ministerstwa?" W jego głosie usłyszała odrobinę nadziei, ale ta zgasła, gdy Hermiona potrząsnęła głową.

"Niestety. Jestem tutaj, bo Malfoy ma spotkanie z Shackleboltem." Skrzywiła się, wypowiadając te słowa. Harry nie skomentował jej słów, ale subtelnie zmienił temat:

"Jadłaś już coś? Właśnie szedłem do bufetu."

Nie znała dobrej odpowiedzi na to pytanie, więc po prostu dołączyła do niego. I tak się kierowała w tamtą stronę.

Bufet Ministerstwa Magii przypominał szkolną stołówkę niż restaurację, ale spełniał swoją funkcję. Można tu było zjeść śniadanie, napić się kawy czy herbaty czy też kupić lunch. Harry nie miał nic swojego, więc musiał się zaopatrzyć.

"Kupić ci coś do jedzenia, kawa, herbata? Wyglądasz blado."

"Czarną herbatę, jeśli możesz." Nie miała ochoty jeść, ale aby uniknąć badawczego spojrzenia, zdecydowała się na jedną z opcji.

Usiedli przy stole i Harry zaczął opowiadać co się działo przez cały zeszły miesiąc. Najwyraźniej świat magii radził sobie bez niej doskonale, tak samo jak Ministerstwo.

"Ginny dostała się do drużyny, wyjeżdża niebawem. Nie masz żadnej wolnej chwili, aby wpaść do Nory?" Harry wziął kęs kanapki, a Hermiona przełknęła ślinę.

"W przyszły tygodniu mam wolny dzień, ale muszę ustalić który." Nie musiała dopowiadać z kim ma poczynić ustalenia, bo Harry od razu się skrzywił.

"Wyślij sowę do Ginny, jak już się dowiesz." Powiedział z pełnymi ustami, co rozczuliło Hermionę. Wróciła myślami do czasów, kiedy siadali tak codziennie. Z jednym, konkretnym zmartwieniem, a nie milionem małych, podstępnych.

"Pewnie, Harry. Tak zrobię." Uśmiechnęła się i wzięła łyk herbaty. Gładko przeszedł przez jej gardło, obecność Harry'ego najwyraźniej działała kojąco na jej żołądek. Wypiła całość duszkiem, aż przyjemne ciepło nie wypełniło jej przełyku.

"Chyba chciało ci się pić." Podsumował Harry jak gdyby nic, a ona nie zaprzeczyła.

Rozmawiali jeszcze przez chwilę, po czym Hermiona stwierdziła, że powinna wracać. Pożegnała się z Harrym i obiecała mu, że zobaczą się w następnym tygodniu.

Niemalże biegiem dotarła pod gabinet Ministra Magii, ale wydawał się być już pusty. Nie dochodziły żadne odgłosy ze środka, co również potwierdziła sekretarka Shacklebolta.

Gdzie jest ten cholerny Malfoy?

W momencie w którym już miała poczynić kroki, ujrzała jak Malfoy stoi nieopodal w towarzystwie Ministra Magii i Naczelnego Maga Wizengamotu. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć i tylko drganie brwi zdradzało, że jego humor nie należy chyba do najlepszych.

Nie słyszała ich dyskusji, ale gdy się zbliżyła, powitały ją słowa: "Do zobaczenia, panie Malfoy."

Malfoy przez dłuższą chwilę zaciskał dłoń na lasce, którą dzisiaj miał przy sobie. Nie był świadomy, że Hermiona go obserwuje. Jak tylko się zorientował, to jego twarz przykryła maska pogardy.

"Panno Granger, możemy wracać do Malfoy Manor." Jego głos był rozdrażniony i wiedziała, że pilnuje się, aby na nią nie naskoczyć

Skinęła głową i podążyła za nim do najbliższego kominka. Milczeli do momentu, w którym każde z nich podążyło do swoich komnat.


Lissy przekazała Hermionie liścik od Luciusa, w którym prosił ją o obecność podczas kolacji. Zdziwiła ją ta prośba, zazwyczaj nie zaprzątał sobie głowy jej obecnością podczas posiłków. A szczerze wątpiła, że robi to bez wyraźnego powodu.

Jadalnia, poza biurem, była ostatnio jedynym miejscem ich spotkań. Lucius zazwyczaj urzędował w swoich komnatach, żeby - jak to stwierdził - unikać oddechu Granger na swoim karku.

Hermiona weszła, a Lucius siedział i wydawało jej się, że czekał na nią.

"Panno Granger." Suchy ton jego głosu nie odbiegał od normy, do jakiej przyzwyczaiła się przez cały zeszły miesiąc. "Który dzień chce mieć pani wolny?"

Nie spodziewała się takiego pytania. Odsunęła sobie krzesło i usiadła naprzeciwko niego i zanim odpowiedziała, minęła dłuższa chwila. Cały czas patrzył na nią wyczekująco, a ona nie spieszyła się z odpowiedzią.

"Wtorek?"

"Czy to jest pytanie czy stwierdzenie?" Hermiona uniosła brew, bo wydawało jej się oczywistym, że termin musi być ustalony przez obie strony.

"Stwierdzenie." Uściśliła, a Lucius kiwnął głową, akceptując jej odpowiedź.

"Zatem wtorek. Jedna kwestia ustalona."

Na stole pojawiła się kolacja, ale żadne z nich nie zaczęło jej jeść. Hermiona widziała wyraźnie, że Malfoy ma jeszcze coś do powiedzenia, ale najwyraźniej ta perspektywa była dla niego niekomfortowa.

"Miałem dzisiaj spotkanie z Shackleboltem, jak sama pani wie." Zaczął, a ona zauważyła, jak w jego oczach pojawia się pogarda. "Minął równo miesiąc odkąd uczestniczymy w tej inicjatywie," wypluł ostatnie słowo. "I podobno moje postępy są niezadowalające. Tak wynika z raportów."

Hermiona zbladła, a Lucius patrzył na nią świdrującym wzrokiem.

"To kłamstwo." Wtrąciła słabo, ale on parsknął i roześmiał się głośno gorzkim śmiechem.

"Kłamstwo czy nie - to nie pani podejmuje decyzje. Pani odpowiada za napisanie raportu, ale nie ma pani wpływu na decyzje tego, który je przeczyta ."

Malfoy miał rację i ta świadomość była przerażająca. Cały ten miesiąc, kiedy właściwie żyła w odosobnieniu, spowodował, że na moment zapomniała dlaczego tu jest. I ta świadomość uderzyła ją teraz niczym pocisk.

"Dostaliśmy dodatkowe pół roku, panno Granger. Mam nadzieję, że rozgościła się pani już w Malfoy Manor." Słowa Malfoya były ostre niczym brzytwa i cyniczne.

"Przecież nie ma prawa…" Poczuła, jak jej się robi słabo i gorąco, jak nie może złapać oddechu. Jak panika wypełnia jej płuca.

"Naprawdę pani uważa, że nie ma? A do tej pory wszystko robił zgodnie z prawem?"

Hermiona wstała i czuła, jak ciemność otacza ją zewsząd. Nie zważając na jego pytające spojrzenie, wybiegła z jadalni. Zatrzymała się przy schodach i próbowała się uspokoić, ale macki otaczały jej szyję, zaciskając się coraz mocniej i mocniej.

Kucnęła, próbując złapać oddech, ale nie dawało to efektu. Dodatkowo słyszała wokół siebie krzyki. Te nieludzkie krzyki, mrożące krew z żyłach. Błaganie o litość, błaganie o życie.

Wdech. Wydech.

Puste słowa.

Obrazy przed jej oczami.

Poczuła, jak łzy napływają do jej oczu, jak panicznie chce krzyknąć, ale nie może. Bo z jednej strony dusiło ją przerażenie, z drugiej strach.

Otoczyła kolana rękami i zaczęła się bujać, próbując opanować stan, w jakim jeszcze nigdy nie była.

Po kilku minutach bujania pętla na szyi zaczęła się rozluźniać, głosy ucichły, obrazy rozpłynęły się w ciemności.

Wstała i czuła się, jakby była pijana, z trudem utrzymując równowagę. Po kilku głębszych oddechach wróciła do jadalni.

Malfoy jadł i tylko rzucił w jej kierunku przelotne spojrzenie. Ich rozmowa najwyraźniej została już zakończona.

Hermiona wzięła do ręki tosta i dżem. Jej dłoń drżała, kiedy smarowała pieczywo konfiturą.

"Czy pani jada cokolwiek poza tostami i dżemem?" W normalnej sytuacji prawdopodobnie potraktowałaby jako zwykły przytyk, ale w obecnej sytuacji jej język był szybszy niż głowa.

"Czy pan może przestać bawić się w moją niańkę? Ustaliliśmy, że nie chce pan nią być." Jej głos był jeszcze ostrzejszy niż wczoraj, ale zupełnie nie zrobił na nim wrażenia.

Patrzył na nim tym pustym wzrokiem, zupełnie obojętnym, wypranym z emocji.

"Jak sobie pani życzy, panno Granger."

Po powrocie, Hermiona usiadła przy biurku i wyjęła piórko, aby nakreślić szybko notkę do Ginny. Potrzebowała tego dnia oddechu i cieszyła się, że będzie mogła zobaczyć znane twarze.

W międzyczasie Krzywołap wskoczył na jej kolana i wtulił się. Ostatnie dni spędzał bardzo aktywnie. Wędrowanie po Malfoy Manor było dla niego tak samo fascynujące, jak Hogwart.

Niestety nie miała swojej sowy, więc musiała użyć jednej z sów Malfoya.

Dla relaksu postanowiła poczytać książkę, która od tygodni leżała w jej kufrze. Gdy tylko usiadła w fotelu i zaczęła przerzucać strony, poczuła, jak morzy ją sen.


Następnego dnia otrzymała dwie sowy - jedna była od Ginny, która wyraźnie ucieszyła się na wiadomość, że Hermiona żyje. Potwierdzili wtorek i Hermiona nie mogła się już doczekać tego spotkania i chwili wytchnienia.

Druga sowa pochodziła z Gringotta i była to informacja, że jej miesięczne wynagrodzenie zostało przekazane do skrytki.

Kwota na kwitku była śmieszna za ten rodzaj obowiązków, ale ostatecznie teraz nie wydawała prawie nic. W gruncie rzeczy wszystkie jej koszty pokrywał Malfoy, a ona sama nie miała za wiele okazji na wydawanie gotówki.

Był to jeden z niewielu plusów tej sytuacji.

W kolejnym tygodniu niewiele się działo, Lucius pracował całe dnie w biurze i przez większość czasu Hermiona mu towarzyszyła. Czytała książki i robiła notatki. Nadrabiała czas na poszerzanie wiedzy.

Chociaż większość czasu zazwyczaj przesypiała.

Lucius przestał zwracać na to uwagę i zadawać pytania. Śpiąca Granger była mniej irytującą wersją siebie i preferował taką sytuację. Jeśli koniecznie musiała z nim siedzieć w jednym pomieszczeniu.

Widział, że chodzi blada i niewyspana, mało jadła. Ale jak już ustalili - nie był jej niańką.

Poniedziałek był pracowitym dniem dla Malfoya, miał kilka ważnych biznesowych spotkań w różnych częściach Londynu, więc cały dzień spędzili na podróżach. Oczywiście Hermiona, zgodnie z regułami, tkwiła przy jego boku niczym najwierniejsza sekretarka. Właściwie część kontrahentów tak ją traktowało, co dodatkowo ją wyprowadziło z równowagi.

Jak większość nocy, niewiele spała, niewiele zjadła, a obcesowe uwagi obcych mężczyzn spowodowały, że cały dzień chodziła rozdrażniona, na granicy wybuchu. Po powrocie do Malfoy Manor zorientowała się, że musi wysłać raport. A kolejny dzień miała wolny.

Malfoy zignorował ją jak zawsze i poszedł do siebie, więc usiadła w jadalni i rozłożyła papiery. Gdy tylko spojrzała na rubryczki w raporcie, poczuła ścisk w żołądku.

Pani odpowiada za napisanie raportu, ale nie ma pani wpływu na decyzje tego, który je przeczyta.

Słowa Malfoya rozbrzmiały w jej uszach, kiedy przyłożyła stalówkę do papieru. Poczuła narastającą złość, która zamieniła się w bezsilność.

Cholerny Kinsgley.

Długo zastanawiała się, co wpisać, w końcu zaczęła wypełniać raport jak zazwyczaj. I chociaż było to niczym gorzka pigułka, nie miała wyjścia. Pisała zgodnie z prawdą, bo przecież…

To i tak nie miało znaczenia.

Przy samym końcu, literki zaczęły się rozmazywać przed jej oczami i zanim się zorientowała, położyła twarz na stole i zasnęła.

Lucius przełożył ostatnią kartkę i uświadomił sobie, że jutro Granger ma wolne. Zmarszczył czoło i westchnął. Musi przełożyć spotkanie na środę. Stwierdził, że poinformuje ją dzisiaj, żeby nie była zaskoczona w środowy poranek.

Wszedł do skrzydła, w którym mieszkała, ale nikt nie odpowiadał na pukanie. Może spała?

Zszedł na dół i zauważył, że jest w jadalni.

Otworzył drzwi i już miał coś powiedzieć, kiedy zorientował się, że leży na stole i… śpi.

Ale to nie był zwykły sen, bo drżała na całym ciele, głośno oddychała i jęczała. Wypowiadała jakieś słowa w języku podobnym do angielskiego, ale nie były one jasne. Widział też, że jest spocona.

Zmrużył oczy - jego pierwszą myślą było, żeby ją obudzić. Ale wiedział, że to nie jest jego interes.

Po raz kolejny z jej ust rozległ się przeraźliwy, przeciągły jęk. Nieludzki, jakby pochodzący z głębi duszy.

Wycofał się i widział, jak drży na ciele, zupełnie nieświadoma tego, co się dzieje

Czyżby Granger miała ataki paniki?

Wyszedł z jadalni i gdy zamykał drzwi usłyszał rozdzierający krzyk, który zmroził go na moment. Ostatnio takie krzyki słyszał… podczas tortur.

Usłyszał rumor i upadające kartki. Granger się obudziła.

Lucius był zaskoczony zaistniałą sytuacją, ale cóż.

Granger była dorosła, chyba umiała sobie poradzić sama ze sobą.