XI
Hermiona otworzyła oczy i zamrugała kilka razy. Usiadła na łóżku i wzięła zegarek do ręki, który wskazywał szóstą rano. Wiedziała, że już nie zaśnie.
Dzisiaj spała kilka godzin, bez przerwy. Był to sukces.
Usłyszała miauknięcie, bo ruszyła pościel nogą. Krzywołap spał, zwinięty w kłębek koło jej stóp. Ostatnio zorientowała się, że jest większy i bardziej puszysty. Zdecydowanie był ulubieńcem skrzatów w tym domu. I wykorzystywał to przy każdej nadarzającej się okazji.
Ostrożnie wstała i podeszła do okna. Otworzyła je i wzięła głęboki oddech. W powietrzu było już czuć jesień i ta myśl była w pewien sposób smutna. Jesień zapowiadała zimę i zimne poranki, chłodne wieczory i ciemność.
Ciemności bała się najbardziej.
W ogrodach zauważyła ciemną sylwetkę, która powolnym krokiem spacerowała po wysypanej kamieniem ścieżce.
Hermiona uniosła brew - Lucius już nie spał? Zdziwiło ją to, ale cóż. Też przecież nie spała.
Przymknęła okno i dotarło do niej, że ma wolny dzień. I tyle spraw do załatwienia.
Gdy minęła dziesiąta, a Hermiona nie zjawiła się na śniadaniu, Lucius stwierdził, że pora zająć się ostatni przygotowywaniami do spotkania z Draco. Jego plany delikatnie się zmodyfikowały przez wolny dzień Granger, ale nie było to problematyczne.
Jego reputacja w świecie magii odbiegała od wymarzonej, dla większości cały czas był Śmierciożercą. Sądząc po spojrzeniach, jakie rzucano ukradkiem w jego kierunku, zdawał sobie sprawę, że to nie będzie prosta droga.
I właściwie wcale jej nie oczekiwał.
Podpisując pakt z Shackleboltem zdawał sobie sprawę, jakie niesie on ryzyko. Jednego tylko nie przewidział - nie tylko on zmagał się z problemami przeszłości.
Gdyby powiedział, że martwi go Granger, byłoby to wyraźnym nadużyciem. Zupełnie nie obchodziła go ta dziewczyna, ale jej rozchwianie emocjonalne miało wpływ na niego. Bycie zależnym od jej aktualnego humoru nie brzmiało nadzwyczaj dobrze. A był obecnie zależny wszędzie poza Malfoy Manor.
Dodatkowo Shacklebolt dał mu wyraźnie do zrozumienia, że najdrobniejsze przewinienie z jego strony może go słono kosztować.
A on nie miał zamiaru płacić już nic więcej.
Tylko w obecności Granger i jej impertynencji, głupich odzywek i dziwnych zachowań ciężko mu było się powstrzymywać ze względu na swój charakter. Ale starał się hamować.
I bardzo pomagało mu, że Granger nie ma świadomości jak duży wpływ ma na jego sytuację. Nie mając przy tym żadnego na swoją. Ona sama była zakładnikiem Kingsleya, jakkolwiek brutalnie to brzmiało.
W szybkę jadalni zastukała sowa, Mei, własność Draco. Wpuścił ją i zobaczył staranne pismo swojego syna.
"Spotkajmy się przy obiedzie. Mam wszystkie dokumenty i twoje ulubione whisky."
Lucius uśmiechnął się delikatnie. Nie pamiętał kiedy ostatni raz pił alkohol - w Azkabanie było to niemożliwe z oczywistych względów. A po wyjściu z niego nie miał czasu. Ani ochoty.
Będzie to miła odmiana spędzić czas bez Granger, za to ze szklaneczkę w dłoni.
Hermiona wylądowała na Pokątnej i spojrzała na długą listę, którą odręcznie spisała godzinę wcześniej.
U Weasleyów umówiona była dopiero na obiad.
Nowe ubrania, składniki na eliksiry, kociołek i książki. Chciała też zajrzeć do sklepu z antykami, aby trochę ozdobić swoje komnaty.
Chciała również spotkać się z Shackleboltem, więc wysłała do niego sowę dzisiaj. Liczyła na szybką możliwość rozmowy, bo wczorajsza informacja wyprowadziła ją z równowagi.
Jego tupet zaczynał być przerażający.
Kolejne pół roku. W sumie rok. Z Malfoyem.
Poczuła mdłości na tą myśl, więc ruszyła przed siebie, próbując uspokoić żołądek.
Apteka - weszła do niej i uderzył ją duszący zapach ziół i medykamentów. Podeszła do lady i wymieniła składniki: śluz gumochłona, lawena, waleriana, mieszanka ziół.
Aptekarka nic nie powiedziała i tylko uniosła lekko brew. Gdy podawała jej pakunek dodała, żeby uważać z dawkowaniem Eliksiru Słodkiego Snu.
Następnym punktem był sklep, w którym Hermiona kupiła kociołek specjalnie na ten eliksir, jak i kilka potrzebnych rzeczy, których nie miała w Malfoy Manor.
Gdy stanęła przed szyldem Madame Malkin, zrozumiała, że odkąd wstała, nic nie jadła. Postanowiła zmienić plan i najpierw odwiedzić Dziurawy Kocioł. Zdecydowała się na lekki lunch i kiedy czekała na posiłek, rozejrzała się wokół siebie.
Życie wróciło do normy, ludzie siedzący w pubie śmiali się, żartowali i jedli.
Jak gdyby nic się nie stało.
Hermiona westchnęła, oddałaby bardzo dużo, żeby jej życie było tak beztroskie.
Odpuściła sobie zakup nowych rzeczy i z pełnym żołądkiem udała się bezpośrednio do księgarni. Jak zawsze zapach nowych książek ukoił jej nerwy.
Esy i Floresy były jej ulubionym miejscem na ulicy Pokątnej od najmłodszych lat.
Hermiona podeszła do lady i podała sprzedawcy swoją listę. Ten zmarszczył nos i odpowiedział:
"Obawiam się, że kilku tytułów nie mamy obecnie na półkach. Powinny pojawić się w następnym tygodniu, panno Granger." Zakreślił brakujące tytuły ołówkiem i przy jednym zawahał się i spojrzał na nią uważnie.
"Ten tytuł jest niedostępny. Nie widziałem egzemplarza tej książki od lat." Przełknął ślinę, a Hermiona pokiwała głową. Nie spodziewała się niestety innej odpowiedzi
"Proszę spróbować w Antykwariacie, ale to rzadkość. Obawiam się, że Ministerstwo mogło wycofać ją lata temu."
No tak. Oczywiście.
"Dziękuję za pomoc. Proszę zapakować te, które są. Po brakujące postaram się wrócić w kolejnym tygodniu." Uśmiechnęła się wymuszenie, wyciągając z kieszeni pieniądze.
Gdy wyszła z księgarni, na dworze rozpadało się. Jesienna pogoda nieubłaganie nadciągała nad Londyn. Hermiona przebiegła ten odcinek i wpadła do antykwariatu.
Sklep był zupełnie pusty, nie było w nim żadnych klientów. Z zaplecza rozległ się głos:
"Zaraz podejdę."
Hermiona nic nie odpowiedziała, tylko podeszła do półki z książkami i zaczęła czytać tytuły. Większość z nich była podniszczona, z wyszczerbionymi grzbietami. Pożółkłe strony, wybrakowane rozdziały, pomazane tuszem.
"Czegoś konkretnego szuka pani, panno Granger?"
Hermiona odwróciła się i spojrzała na właściciela, zastanawiając się przez chwilę skąd wie, jak się nazywa. No tak, naiwne pytanie
Przełknęła ślinę i kiwnęła głową.
"Szukam Następstwa po wojnie, pamiętniki. Autor nieznany."
Starszy mężczyzna wciągnął głośno powietrze i pokręcił szybko głową.
"Nie znajdzie nigdzie pani tej książki. Ministerstwo zakazało ją kilka lat temu." Podszedł do półki i wyciągnął dwie inne i podał jej.
"Ale dlaczego?" Zmarszczyła brwi, bo ta informacja była dla niej szokująca. Mężczyzna spojrzał na nią i zmrużył oczy.
"Naprawdę pani się nie domyśla? A z jakich powodów pani jej szuka?" Jego wzrok sprawił, że poczuła się niekomfortowo. Jego obecność była krępująca, a jego oczy jakby przeszywające ją na wylot.
"Ja…" Próbowała coś powiedzieć, ale jakby słów jej zabrakło.
'To nieistotne. Jestem prawie pewny, że wszystkie publiczne kopie zostały zniszczone. Jeśli jakaś przetrwała to w prywatnych archiwach. Tam radzę poszukać."
"To nie ma sensu." Wyszeptała, na co staruszek parsknął w odpowiedzi.
"Gdyby nie miało sensu, panno Granger, już by pani miała tą książkę w swoich dłoniach."
Hermiona zdawała sobie sprawę, że książka musi być mocna. I że jej treść mogla być trochę kontrowersyjna. W końcu jedynym źródłem, w którym o niej widziała wzmiankę, były ręcznie pisane listy Snape'a. Stąd też była wręcz pewna, że musi ją przeczytać. I to jak najszybciej.
Listy były własnością Ministra Magii i miała dostęp do nich, gdy jeszcze pracowała w Departamencie Tajemnic.
"Pan ją czytał." Ton jej wypowiedzi i słowa zabrzmiały niczym oskarżenie, ale staruszek się tym zupełnie nie przejął.
"Owszem. Ale nie posiadam kopii, jeśli to pani ma na myśli." Podszedł do lady i wyciągnął coś z szuflady. "To kamień księżycowy. Przyda się pani."
Hermiona, trzymając obie książki, podążyła za nim i położyła je przy kasie. Kamień księżycowy. Podarowany ukochanej osobie sprawi, że uczucia zostaną przez nią odwzajemnione. Ma również właściwości uspokajające - wycisza i koi nerwy. Wzmacnia poczucie bezpieczeństwa.
"Chyba pan żartuje. Nie chcę tego kupić." Zaczęła wycofywać się ku drzwiom, ale on potrząsnął głową.
"To prezent."
Panika, jaka zaczęła narastać w jej gardle, rosła z każdą mijającą sekundą. Postanowiła uciec ze sklepu jak tchórz.
Draco wyłonił się z zielonych płomieni z Whisky w dłoni i teczką pełną dokumentów. Lucius zaprosił go najpierw na obiad.
Podczas posiłku rozmawiali o najnowszych informacjach, które były istotne dla firmy, którą mieli założyć. Innowacyjne Centrum Technologiczne sygnowane ich nazwiskiem, które miało wspierać odbudowę świata po wojnie i pomagać we wdrażaniu nowych technologii do czarodziejskiego świata. Draco już od ponad roku pracował na tym projektem.
Później przeszli do salonu w części domu, która dawno nie była używana. Draco klasnął w dłonie i z pomocą skrzatów, przygotował whisky. Rozpalili też kominek i wygodnie rozsiedli się w fotelach.
"Umówiłem się z Astorią Greengrass."
Lucius wziął łyk i kiwnął głową.
"Gratulacje, Draco."
Przez chwilę siedzieli w ciszy, popijając bursztynowy płyn. Lucius zmienił temat i następną godzinę zajmowali się czysto biznesowymi rzeczami. Gdy butelka się skończyła, jeden ze skrzatów przyniósł drugą.
Gdy skończyli, oboje już byli lekko wstawieni.
"Jak ci się żyje po wyjściu z Azkabanu?" Pytanie Draco było bardzo nieudolnie zadane, ale nie wiedział, jak je zadać inaczej.
Lucius parsknął w odpowiedzi i roześmiał się gorzko.
"Wspaniale."
Draco potrząsnął głową i cierpliwie czekał, aż ojciec będzie kontynuował. Lucius przez długą chwilę milczał, popijając tylko whisky.
"Jakbym nadal czekał na proces, oskarżony o wszystko." Jego wyznanie spowodowało, że Draco mu się przyjrzał. Wyglądał tak, jak lata wcześniej, w czasach rozkwitu. I tylko pod fasadą chłodu Draco widział zmęczenie.
"Jakbym to ja był winien wszystkiego, co się działo podczas wojny." Jego głos był szyderczy. "Jakbym to ja zamordował Narcissę."
Umilkł i wypił resztę płynu do dna, a Draco lekko zamarł. Nie zdawał sobie sprawy, że jej śmierć może być tak odbierana.
Narcissa ochroniła Draco własnym ciałem podczas walki o Hogwart. Zmarła krótko po niej w wyniku odniesionych ran. Cierpiała tak bardzo, że prosiła o śmierć.
Ale Lucius jej nie zabił.
Minęły ponad trzy lata odkąd została pochowana w ogrodach, ale to nie miało znaczenia.
Rana wciąż była żywa.
"A twoja umowa z Shackleboltem?" Draco dolał mu alkoholu, a Lucius wzruszył ramionami.
"Była wygodna, kiedy miał otrzymać pieniądze i nazwiska. Teraz już nie jest nic warta. Wygasła z momentem opuszczenia Azkabanu." Rozgoryczenie w jego głosie było prawie bolesne. "Oszukał mnie, Draco. Ale to on jest Ministrem Magii, a ja jestem głupcem."
Lucius wstał i uniósł nogawkę, pokazując kajdany na kostce.
"Tylko trzy osoby wiedzą o tym." Uściślił, a Draco siedział zszokowany. Minęła dłuższa chwila nim się otrząsnął i wydusił z siebie:
"Trzy - ty, Shacklebolt i…?"
"Granger."
Nazwisko Hermiony brzmiało w jego ustach jak kara. Skrzywił się na samo jej wspomnienie. Granger kojarzyła mu się z niekończącym się bólem głowy.
"Musisz być silny, Draco." Te słowa miały podwójne dno i Draco zdawał sobie z tego sprawę. Nic dobrego nie działo się w Ministerstwie, działania Shacklebolta były dalekie od etycznych, a na dodatek Lucius wyszedł z więzienia, aby wylądować w innym. Draco zapytał jakie dokładnie są zasady tego programu, a Lucius mu je pokrótce streścił.
"Więc czeka was kolejne pół roku" Sprecyzował Draco, a Lucius potwierdził. "A… Jak w ogóle wam się układa… współpraca?"
Zastanawiał się przez chwilę czy powinien pytać, ale ilość alkoholu w jego krwi skutecznie dodała mu odwagi.
Lucius uniósł brwi, nie spodziewał się tego usłyszeć, a już napewno nie z ust Draco.
"A jak sądzisz?" Zabrzmiało to jak ucięcie tematu i takim właśnie było. Nie miał najmniejszej ochoty rozmawiać z synem o Hermionie, bo na dobrą sprawę nie było o czym.
Draco zrezygnował z ciągnięcia tematu, ale reakcja Luciusa była co najmniej dziwna. Jego pytanie było bardziej wyrazem troski i ciekawości niż… Wsadzaniem kija w mrowisko.
Hermiona weszła do kominka w Norze i odczuła ulgę, gdy wyszła w Malfoy Manor i otoczyła ją cisza. Potrzebowała zmiany otoczenia i dnia wolnego, ale dzisiejsze popołudnie było wyczerpujące.
Kochała Ginny i zrobiła to głównie dla niej. Znosiła uciążliwe pytania Molly, odpowiadała na nie, często wymijająco. Ignorowała wzrok Rona i jego kąśliwe uwagi o pracy dla Malfoya. I o tym, że brata się z wrogiem. Z ciężkim sercem przychodziło jej uśmiechanie się, kiedy Percy i Harry chwalili się sukcesami w Ministerstwie. Jak Artur rozpływał się nad swoją pierwszą wnuczką, Victoire.
Hermiona znosiła to wszystko godnie. Ale każda kolejna minuta sprawiała, że zamiast się radować, otaczał ją smutek.
Bezsilność.
Kroplą, która przelała czarę goryczy były zachwyty nad ruchami Ministra Magii. Molly była zachwycona postępowaniem Kingsleya, a jej wszystkie pochwały doprowadzały Hermionę do białej gorączki.
Z całych sił powstrzymywała się przez wykrzyczeniem jej wszystkiego, co nosiła w sobie, w twarz. Tego, jak jej Kingsley traktuje ją. Jak ja niszczy, z każdym kolejnym mijającym dniem. Jak bardzo złym jest człowiekiem.
Chyba tym razem wylądowała w innym kominku, bo uderzył ją zapach kurzu. Co prawda w pomieszczeniu tlił się ogień w kominku i Hermiona wyraźnie widziała, że ktoś siedzi w fotelu, ale nie wiedziała do końca gdzie jest.
"Jeśli wróciłeś kontynuować temat mojego losu, to wyjdź."
Głos Malfoya był inny niż przywykła - ludzki, normalny, trochę zadziorny. Nie tak lodowaty jak zazwyczaj.
"Nie mam zamiaru niczego kontynuować, panie Malfoy." Odparła chłodno i skierowała się w stronę ognia. Rzut oka na stolik dał jej do zrozumienia, że Malfoy jest pijany. Albo na pewno nie jest wystarczająco trzeźwy.
Zrobiła kilka kroków i spojrzała na Luciusa. Miał zamknięte oczy, w dłoni cały czas trzymał szklankę z trunkiem. Czuła wyraźnie zapach whisky, lekko dymny, drzewny.
"Może whisky, panno Granger?" Jego ochrypły głos wytrącił ją z równowagi. Początkowo miała odmówić, ale…
Lucius otworzył oczy i machnął różdżką. Nowa szklanka pojawiła się na stoliku.
Patrzył na nią spod rzęs, oczy miał nieprzeniknione.
"Udał się pani wolny dzień?" Zaczęła nalewać sobie whisky, kiedy jej dłoń zadrżała słysząc jego pytanie. Nie wiedziała, czy ma skłamać, czy powiedzieć prawdę. Z drugiej strony jaki był sens kłamać Malfoyowi? Obiecali sobie, że nie będą kłamać.
"Niezbyt." Odparła i uniosła szklankę do ust. Whisky smakowało wybornie, zostawiając ciekawy posmak na języku. Lekko pikantne nuty pieściły jej podniebienie. Słyszała, jak Malfoy się cicho zaśmiał. Musiał ją obserwować.
"Niezbyt?" Powtórzył jej odpowiedź jak echo, a ona kiwnęła głową. "Rozumiem."
Usiadła na kanapie i zauważyła, że obok whisky leży pojemnik z lodem. Wrzuciła kilka kostek do szklanki i dolała sobie whisky.
"Widzę, że lubi pani whisky." Prychnęła w odpowiedzi i nie potrafiła się powstrzymać, aby nie dodać:
"Wyrafinowany alkohol to jeszcze nic nadzwyczaj wymyślnego i stać na to większość ludzi, panie Malfoy."
Oczywiście jej uwaga spowodowała, że uniósł brew. Nienawidziła, kiedy unosił brew i milczał. Czuła wtedy, że przegrywa z nim słowną utarczkę. A przegrana bolała bardziej niż kąśliwy komentarz.
Czując, że jest cała czerwona, wzięła i wypiła do dna. Na dnie szklanki zostały tylko kostki lodu.
Zapadła cisza, Malfoy nie skomentował jej słów i tylko patrzył w ogień.
Hermiona poczuła, że jest jej coraz bardziej ciepło, po tym jak whisky dotarło do żołądka. Rozebrała kurtkę i sweter i została tylko w koszulce. Jej wzrok przyciągnęły kostki lodu. Postanowiła wziąć najmniejszą i wsadziła ją do ust.
Chłód lodu był bardzo przyjemny.
Zorientowała się, że po raz kolejny Malfoy ją obserwuje. Zamknęła więc oczy i tylko ssała lód w ustach.
Po chwili usłyszała, że Malfoy wstał i ją minął. Usłyszała tylko krótkie, chrapliwe: Dobranoc, panno Granger.
Teraźniejszość
Hermiona była zaskoczona, kiedy z kominka w salonie wyszła Astoria, bo nie spodziewała się żadnych gości.
"Przepraszam za najście, Hermiono." Blondynka uśmiechnęła się do niej ciepło, a Hermiona potrząsnęła głową i zapytała.
"Coś się stało? Z Draco?" Tym razem Astoria zaprzeczyła.
Hermiona odetchnęła i zaprosiła żonę Draco na taras. Usiadły i z lemoniadą w dłoni, Astoria zaczęła.
"Draco powiedział mi o twojej ciąży. I w związku z tym może dobrym pomysłem by było, żebyś jednak nie szła na Pokątną. My się zaopiekujemy Haydenem, a i Lucius może nam towarzyszyć." Głos Astorii był bardzo melodyjny, uspokajający. "Nie powinnaś się denerwować w twoim obecnym stanie."
Astoria miała rację i Hermiona była jej bardzo wdzięczna za propozycję, ale nie mogła stchórzyć.
"Pojadę z wami, jestem to winna Haydenowi."
Astoria kiwnęła głową i Hermiona ujrzała w jej oczach błysk.
Poranek w Oakshire był dziwny. Hayden od samej pobudki chodził podekscytowany, za to Hermiona przeżywała katusze. Lucius cały czas jej mówił, że może zrezygnować i zostać w domu. Spotykało się to z protestami ich syna, który nie wyobrażał sobie nie mieć ich przy sobie.
Zrobili listę zakupów i korzystając ze Świstoklika przenieśli w boczną uliczkę Pokątnej.
Hermiona poczułą falę ciepła uderzająca ją w twarz, ale momentalnie Lucius złapał ją mocno za dłoń i ścisnął. Spojrzała na niego i wzięła głęboki oddech.
Chwilę później pojawił się Draco, Astoria i Scorpius. Mogli ruszać.
Astoria podeszła do Hermiony i zapytała, czy mogłyby się na moment odłączyć i podejść do sklepu obok Ollivandera. Draco i Lucius byli wystarczająco doskonałymi towarzyszami chłopców podczas wyboru różdżki.
Hermiona nie protestowała, jej serce zabiło mocniej dopiero jak zauważyła szyld Antykwariatu. Astoria miała łagodny uśmiech i otworzyła drzwi, wpuszczając Hermionę jako pierwszą.
Hermiona weszła i poczuła stary, znajomy zapachem.
"Pani Malfoy, pani zamówienie jest gotowe." Na te słowa odwróciły się obie, co spowodowało lekkie zdziwienie na twarzy młodego sprzedawcy, a rozbawienie na twarzy Astorii i Hermiony.
Astoria skinęła głową i powiedziała Hermionie, że za kurtyną są książki, które mogłyby się spodobać Haydenowi. Ta podążyła do drugiego pomieszczenia skrytego za kotarą i odsunęła ją.
Przy oknie stała postać, która najwyraźniej na nią czekała. I chociaż minęło tyle lat, nic się nie zmieniła.
Hermiona poczuła, jak rośnie jej gula w przełyku.
Postać odwróciła się i duże brązowe oczy spojrzały na nią ze wzruszeniem.
"Ginny." Szept Hermiony był ledwie słyszalny, ale to nie miało znaczenia. Łzy popłynęły po jej policzkach, kiedy czerwonowłosa objęłą ją mocno.
"Hermiono, tyle lat."
Tyle lat.
