XII
Krzywołap całą noc miauczał i uniemożliwiał Hermionie sen. Kolejna noc, którą przeleżała z otwartymi oczami. Dodatkowo czuła również jak alkohol - a dokładniej whisky - buzuje w jej żyłach. Było to dość przyjemne uczucie, błogość. Dawno nie czuła się błogo. To był cholernie długi dzień, ale sam wieczór był nawet przyjemny. Jeśli picie w towarzystwie Malfoya można tak nazwać.
Krzywołap się nie poddawał i w końcu koło czwartej zrezygnowana otworzyła kotu drzwi i wpuściła go. Wybiegł zadowolony i nawet nie obejrzał się na nią. Hermiona westchnęła i położyła się do łóżka. Krzywołap pokochał Malfoy Manor, nie dało się tego ukryć.
Po tym jak bloga cisza zaległa w pomieszczeniu, Hermiona poczuła, jak ogarnia ją sen.
Smród śmierci ciągnął się za nią jak ogon. Nie umiała poradzić sobie z pozbyciem się go. Obrazy przemykały przed jej oczami - duże blade, wynaturzone twarze. Pokrzywione. Zakrwawione.
Krzyczące.
Zlana potem obudziła się z krzykiem. Całe czoło miała mokre, koszulka była lepka, przyklejona ściśle do jej ciała.
Wdech. Wydech.
Odrzuciła kołdrę i dopadła do okna, otwierając je szybko.
Chłodne wrześniowe powietrze owiało jej twarz, pozostawiając przyjemne uczucie na rozpalonych, wilgotnych policzkach.
Czuła, jak jej serce wali i nie umiała go uspokoić. Dopiero po kilku minutach z zamkniętymi oczami, wymuszonym oddechem i wiatrem poczuła, jak się wycisza, jak atak przemija.
Zegarek wskazywał siódmą.
Hermiona zamknęła okno i poczuła, że czuje się brudna. Wzięła świeżą bieliznę i podążyła do łazienki, aby się wykąpać.
Po ósmej, ubrała się i jak zawsze zeszła na dół. W połowie schodów zauważyła Malfoya. Lucius stał w korytarzu, z teczką i dokumentami w dłoni. Ewidentnie czekał na coś. Co było zaskakującym faktem to to, że był ubrany w bardzo elegancki, zapewne drogi garnitur i białą koszulę. Zupełnie mugolski strój. Wyglądał bardzo ekskluzywnie. I gdyby Hermiona chciała być obiektywna to musiała przyznać, że nawet przystojnie. Chociaż nie był w jej guście przecież. Gdy tylko ją zauważył, rzucił w jej kierunku zniecierpliwionym tonem:
"Spóźniła się, pani, panno Granger."
Hermiona uniosła brew, nie do końca pewna co miał na myśli. Niestety nie dał jej wiele czasu na zastanowienie, bo podszedł i złapał ją za prawą dłoń.
"Nie mamy za wiele czasu."
Pociągnął ja do siebie i gdy złapała równowagę, PYK!, zniknęli.
Wylądowali w gwarnym centrum Londynu, na jednej z głównych ulic i Hermiona przez dłuższą chwile próbowała sobie uświadomić, co właściwie zaszło. I co ona tu robi. Dopiero po chwili dotarło do niej, że najwyraźniej Lucius ma dziś spotkanie. Chyba coś o tym jej wspominał, ale kompletnie zapomniała przez wczorajszy dzień. Zagryzła zęby i zgrzytnęła nimi tak mocno, że aż spojrzał na nią zdziwiony. Lekko zniesmaczony wysyczał:
"Jeśli chce być pani kulą u nogi to dzisiaj jest wybitnie złym czasem. Ostatnie czego pragnę to pani miny, którą można zniechęcić kontrahentów. Jeśli chce się pani dąsać, to może pani poczekać na zewnątrz." Jego głos był podniesiony jak nigdy. Widziała wyraźnie, że jest wytrącony z równowagi, jakby poddenerwowany.
Wyszli z wąskiej uliczki i znaleźli się pod jednym z luksusowych hoteli. Stanęli oboje, jakby czekając na kogoś. Faktycznie kilka minut później pojawił się Draco - wyłonił się z tej samej uliczki. Młodszy Malfoy również miał na sobie garnitur, równie elegancki jak ojca. Gdy do nich podszedł, spojrzał przelotnie na Hermionę i rzucił krótko, kiwając głową w jej kierunku : "Granger."
Na co ona odpowiedziała tylko zdawkowo: "Malfoy."
Widzieli się pierwszy raz od kilku lat, do tej pory nie mieli okazji wpaść na siebie. Dokumenty od Luciusa wysyłała mu głównie sowami.
Przy hotelu zrobił się tłok, więc weszli obrotowymi drzwiami do środka. Portier wiedział, że się pojawią, bo od razu zostali skierowani do sali konferencyjnej na pierwszym piętrze.
Pierwsze piętro było dość przestronne, wyraźnie o charakterze biznesowym. Przeszklone przestrzenie, subtelne, eleganckie zdobienia i nienachalność wystroju wskazywała, że było tu raczej drożej niż taniej, zdecydowanie luksusowo. Oczywiście , pomyślała kwaśno Hermiona, niczego innego się nie mogła spodziewać po kimś o nazwisku Malfoy.
Przy sali konferencyjnej, wydzielonej z korytarza, Hermiona zauważyła dwóch mężczyzn i kobietę. Cała trójka wypatrywała kogoś i gdy ich zauważyli, zaprosiła gestem bliżej. Najwyraźniej to na nich czekali.
Lucius podszedł jako pierwszy i przywitał się z nimi - najwyraźniej wszystkich już znał osobiście. Za to ani Hermiona, ani Draco nie mieli pojęcia kim jest ta trójka. I w drugą stronę podobnie, więc Lucius musiał przedstawić obie strony.
"Oto zarząd firmy iSecr," Powiedział i wskazał kolejno. "Nicolas Cardo, wiceprezes firmy; Alexander Darling, główny księgowy i," Uśmiechnął się w stronę kobiety. "Blake Rivers, pani prezes."
Hermiona stała zszokowana, chyba pierwszy raz w życiu widziała, żeby Lucius uśmiechnął się w taki sposób. Olśniewający, może lekko zniewalający. I co najdziwniejsze - to był szczery uśmiech, bo jego oczy też były pogodne. Było to nad wyraz intrygujące odkrycie.
Nicolas wyglądał jak młody nordycki bóg, może wiking - wysoki, postawny, o blond włosach. Najmłodszy w całym towarzystwie, koło trzydziestu lat. Z szerokim uśmiechem, trochę zalotnym i zawadiackim błyskiem w oku.
Alexander był jego przeciwieństwem - o mrocznej urodzie, ciemnych, prawie czarnych oczy i dłuższych włosach miękko spływających przy twarzy. Ewidentnie starszy, bardziej doświadczony. Wycofany, o raczej chłodnym usposobieniu. Czujnie obserwował wszystkich przybyłych.
Pani prezes - Blake - miała bardzo egzotyczną urodę, trochę wschodniej natury. Oczy w kształcie migdałów i długie ciemne proste włosy sięgające pasa. Na oko miała około czterdziestu lat. Była bardzo pociągająca kobietą, emanująca kobiecą siłą. Przyciągała uwagę zarówno aparycją, jak i energią. Takie osoby nazywano magnetycznymi osobowościami.
Blake skinęła głową i odpowiedziała uśmiechem.
''Luciusu, bardzo dziękuje za przedstawienie naszego zarządu. Sądząc po opowieściach, ten wysoki blondyn to twój syn, Draco. Draco cieszę się, że mam okazję w końcu cię poznać osobiście.'' Jej głos był słodki niczym miód, ale również brzmiał zdecydowanie. Blake wydawała się być bardzo wyważoną kobietą, która potrafi stawiać na swoim.
Draco i przywitał się uprzejmie z całą trójką. Po tym zapadła cisza, bo Blake przeniosła wzrok na Hermionę.
''Miło mi poznać panią…'' Urwała, rzucając spojrzenie w kierunku Luciusa z niezadanym pytaniem.
Lucius zapomniał w ogóle o obecności Granger i miał dosłownie sekundy na wymyślenie prawdopodobnego usprawiedliwienia jej obecności. W końcu podpisywali współpracę między firmami - żadna przypadkowa osoba nie była do tego potrzebna. Z wątpliwą pomocą przyszedł Draco, który pogodnym tonem powiedział:
''To panna Hermiona Granger. Zajmuje się dla nas… szeroko pojętym... doradztwem."
Hermiona poczuła jak ogarnia ją zażenowanie po słowach Draco. Czuła, że jej policzki robią się czerwone ze wstydu. I narastającej złości. Blake nie skomentowała słow Draco, tylko taktownie przyjęła wyjaśnienie i podała dłoń Hermionie, a ta potrząsnęła nią. Wzrok Blake zatrzymał się na jej twarzy i mierzył ją badawczo - Hermiona była prawie pewna, że nie uwierzyła w to ani przez chwilę. Niekomfortową sytuację przerwał Nicolas, który zaprosił ich do przygotowanej wcześniej sali. Ich trójka weszła do środka i przez chwilę byli sami w sali konferencyjnej. iSecr organizował jeszcze coś na zewnątrz.
Korzystając z okazji Lucius od razu warknął na syna.
''Draco, co ty sobie myślałeś? Jakim doradztwem? Skąd ten głupi pomysł?"
Draco zupełnie nie przejął się słowami ojca i ostro odpowiedział w jego kierunku:
"A co - miałem niby powiedzieć prawdę? Że jesteś byłym więźniem z namiarem na kostce? Pod obserwacją Ministerstwa? Uciekli by w popłochu i żadnych interesów już byśmy z nimi nie zrobili."
Jego uwaga była trafna, Hermiona musiała przyznać. Draco wykazał się trzeźwym myśleniem, zupełnie jak nie on. Ale z drugiej strony nie podobała jej się cała ta sytuacja i nie omieszkała o tym powiedzieć.
"Do tej pory uważali ją za sekretarkę. " Głos Luciusa był twardy.
"Nie jestem żadną sekretarką, a zwłaszcza waszą." Wycedziła Hermiona, a oboje spojrzeli na nią zaskoczeni. Zapomnieli, że jest w pomieszczeniu.
Draco parsknął w odpowiedzi na jej słowa, a Lucius ze wszystkich sił powstrzymywał się przed dodaniem czegoś, czego by za chwile gorzko żałował.
"Gdybym miał wpływ na cokolwiek, nie byłoby tu pani, panno Granger." Hermiona przewróciła oczami i musiała się uspokoić, bo zarząd iSecr wszedł do pomieszczenia. Z trudnościami uśmiechnęła się wymuszenie, co nie uszło uwadze Blake. Nicolas, jako jedyny, uśmiechał się do niej zupełnie szczerze i bez ceremoniału mierzył ją wzrokiem. Było to z jednej strony pochlebiające, ale z drugiej sprawiało, że czuła się niekomfortowo.
Blake trzymała w dłoniach plik dokumentów, które zapewne były potrzebne do uzgodnienia zasad ich współpracy.
"Wasza propozycja jest bardzo kusząca, muszę przyznać. Nie musieliśmy się długo nad nią zastanawiać. Jednak jest kilka kwestii, które wymagają dopracowania i to może nam zająć kilka tygodni. Podejrzewam, że spotkamy się na niebawem, aby rozwiać wszelkie wątpliwości i uszczegółowić plan." Blake wyciągnęła pierwszy dokument, który w nagłówku miał napisane list intencyjny.
"Siadajcie." Głos Alexandra był tak samo mroczny, jak jego wygląd i Hermiona poczuła dreszcz. Cały ten czas zastanawiała się czy ta trójka jest mugolami. I chociaż wszystko na to wskazywało, nie mogła być pewna.
"Dziękuję, Blake." Głos Luciusa był nadzwyczaj ciepły. "Jak długo planujecie zostać w Londynie przed powrotem do Nowego Jorku?"
Blake nie wahała się przed odpowiedzią: "Myślimy, że w ciągu miesiąca dopniemy naszą współpracę. Ale jeśli będzie potrzeba, nie ma problemu, zostaniemy ile trzeba."
W międzyczasie każdy z szóstki zajął miejsce i dziwnym trafem, Nicolas zdecydował się usiąść koło Hermiony. Cały czas się do niej uśmiechał.
Draco skinął głową i wziął od Blake kopię dokumentu. Zatrzymał ją dla siebie, a drugą położył przed ojcem. Jedynie Hermiona nie miała swojej - co było dla niej logiczne - ale Nicolas zaraz podał jej egzemplarz.
Hermiona uniosła brew, zdziwiona, ale podziękowała. Musi odegrać swoją rolę, jeśli ma przeżyć. Jeśli zepsuje cokolwiek, Malfoy ją zamorduje z zimną krwią.
"Dziękuję." Powiedziała na głos, po raz pierwszy odkąd przybyli, nie licząc krótkiego dialogu z Malfoyami. Jej głos brzmiał dziwnie, bo musiała panować nad emocjami. A to ostatnio sprawiało jej ogromną trudność.
"Zapoznajcie się proszę z listem." Blake wyjęła z torebki okulary i wsunęła je na nos zgrabnym ruchem. "Jeśli coś budzi wasze wątpliwości, możemy o tym podyskutować."
Hermiona, jako osoba zadaniowa, od razu zaczęła czytać treść i z każdym kolejnym zdaniem marszczyła czoło coraz mocniej.
"Coś nie tak, panno Granger?" Subtelny głos Nicolasa wytrącił ją z równowagi, najwyraźniej cały czas ją obserwował. Hermiona otworzyła szerzej oczy i bezwiednie rozchyliła wargi, po czym energicznie potrząsnęła głową.
"Wszystko jest w porządku." Odchrząknęła i odpowiedziała szybko, może za szybko. Nie rób głupot. Z całych sił powstrzymywała się przed spojrzeniem na Luciusa, bo to wydawałoby się jeszcze bardziej podejrzane niż jej mimika.
Nicolas nadal jej się przyglądał, ale Hermiona bardziej pilnowała swojego wyrazu twarzy. Zupełnie jakby rozmawiała z Kingsleyem. Nienawiść, jaką czuła do tego człowieka, ułatwiała to zadanie.
Plan, który miał Malfoy, był sprytny. I wiedziała, że jeśli się powiedzie, będzie jeszcze bardziej bogaty niż obecnie. Jedyne, co jej nie pasowało, to niejasne zapisy w paragrafie trzecim. Warto byłoby to wyjaśnić przed podpisaniem.
"Wszystko wygląda dobrze, myślę, że możemy podpisywać." Głos Luciusa był spokojny, ale słyszała w nim delikatną nutę podekscytowania. Ulotną, tak dziwną w odbiorze. "Draco, masz jakieś wątpliwości?"
Draco potrząsnął głową i Lucius już miał coś powiedzieć, ale Hermiona uniosła dyskretnie dłoń i wtrąciła:
"Ja mam uwagę, Luciusu." Imię Malfoya zamarło na jej wargach po wypowiedzeniu, sam Lucius wydawał się być lekko zdziwiony. "Paragraf trzeci, ustęp drugi." Jej głos drżał, zupełnie była pozbawiona zwyczajowej odwagi.
Blake popatrzyła w jej kierunku z błyskiem w oku. Jakby oczekiwała takiej uwagi.
"Panno Granger, proszę kontynuować. Coś jest niejasnego?" Pytanie z jej ust było lekko przekorne.
Hermiona rzuciła spojrzenie na Luciusa i widziała, że zacisnął wargi. Ewidentnie nie spodobało mu się, że ma czelność się odezwać. Ale oczywiście nie mógł jej zwrócić uwagi przy zarządzie iSecr. Co nie oznaczało, że nie wróci do tego tematu później.
Hermiona miała doświadczenie w analizowaniu dokumentów, tworzenia prawa i kruczków, jakich można używać. I tutaj widziała taki zapis, więc pewniejszym głosem powiedziała, co sądzi i jak powinno zostać to zmienione.
Draco, po przeczytaniu jeszcze raz paragrafu trzeciego szepnął coś, co brzmiało jak : "Nieźle, Granger." Prawdopodobnie był to komplement, ale przeszedł on bez echa, bo Blake zaczęła skrobać po swoim egzemplarzu.
Po kilku minutach zapis brzmiał tak, że Hermiona była zadowolona. Dalszych uwag nie miała.
Całe popołudnie czuła na sobie wzrok Nicolasa, gdyby miała porównać jego zachowanie to jedyną osobą bliską z charakteru był Syriusz. W sali konferencyjnej zrobiło się nagle duszno, ciężko. Hermiona oddałaby wszystko, aby wyjść i się przewietrzyć.
"Wspaniale." Blake wstała z miejsca i skinęła na Nicolasa i Alexandra. "Przyniesiemy za chwilę wersję ostateczną listu i możemy iść na lunch. Zasłużyliśmy." Uśmiechnęła się i podążyła ku drzwiom.
Gdy cała trójka wyszła, Hermiona wydusiła z siebie zakłopotana:
"Przepraszam."
Lucius milczał i czuła jego ciężki wzrok na swojej twarzy, ale nie miała odwagi unieść oczu. Draco za to rzucił w jej stronę:
"Nie bądź głupia, Granger. Wyłapałaś bardzo istotną rzecz, która mogła nas słono kosztować. W końcu Wiem-To Wszystko do czegoś się przydało."
Do sali wszedł tylko Alexander z podpisaną kopią i podał im. Jednocześnie zaprosił ich do hotelowej restauracji.
Hermiona, gdyby tylko mogła, uciekłaby w popłochu. Ale oczywiście nie mogła tego zrobić
Podczas lunchu każdy kolejny kęs stawał w jej gardle i miała trudności, aby przełknąć jedzenie. Udawała, że je, ale w rzeczywistości jedyne, co robiła to piła wino.
Lucius gawędził od niechcenia z Blake, Draco z Alexandrem, a Hermionie pozostał Nicolas. Postawny blondyn nie zamierzał zrezygnować z okazji i ewidentnie miał ochotę na pogawędkę.
"Możemy przejść na ty?" Zapytał bezpośrednio, a ona popatrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami. Zachichotał i dodał: "Jesteś młodsza niż ja, więc mogę to zaproponować. Wyjść z inicjatywą."
Hermiona uśmiechnęła się słabo i odpowiedziała: "Jestem Hermiona."
"Miło mi, Nicolas, Nico ." Puścił w jej kierunku oko, a ona poczuła, że się rumieni. Ostatni raz była podrywana przez Cormaca McLaggena w Hogwarcie, więc czuła się nieswojo.
"Długo współpracujesz z Malfoyami?" Rzucił od niechcenia, między kęsami lanczu, a Hermiona poczuła gulę w gardle. Wzięła wino w dłoń i wzięła łyk, milcząc przez dłuższy moment. Widziała, jak Nicolas przechyla głowę i uważnie obserwuje jej każdy, najdrobniejszy ruch.
"Chodziłam z Draco do szkoły." Odniosła się do jego pytania wymijająco, mając nadzieje, że nie będzie kontynuował tematu.
"Oh." Zabrzmiało to jakby był zawiedziony, ale tylko przez sekundę.
"A ty długo jesteś w iSecr?" Spróbowała odwrócić jego uwagę od swojej osoby.
"Dziesięć lat. Pomagałem zakładać Blake firmę, kiedy świat jeszcze niewiele wiedział o technologii. Zaczynaliśmy od sprzedaży wielkich komputerów, długa historia." Jego zęby było duże i białe, gdy się uśmiechał, odsłaniały się wraz z dziąsłami. Jej rodzice na pewno zachwycali by się jego uzębieniem.
"Nie wątpię." Hermiona poczuła, że od wina jeszcze bardziej jej gorąco. Czuła się coraz gorzej, a zapach potraw nie pomagał jej. Poczuła na sobie spojrzenie i zebrawszy się na uwagę, jej oczy spotkały się z oczami Luciusa. Patrzył na nią pytająco z narastającą irytacją, a ona potrząsnęła głową.
Najwyraźniej nie przekonała go, bo wstał od stołu i przeprosił Blake, jednocześnie zwracając się do niej:
"Hermiono" Po raz pierwszy użył jej imienia i w jego ustach brzmiało sucho, obco, bezosobowo. "Możemy wyjść na chwilę na taras?"
Skinęła głową i bez słowa do niego dołączył tylko wyszli do lobby hotelowego, z dala od spojrzeń, złapał ją za ramiona i potrząsnął ją mocno.
"Ocknij się, Granger. Miałaś nie przeszkadzać mi w interesach."
Hermiona próbowała się wyswobodzić, ale jego uścisk był stalowy.
"Nie przeszkadzam, Malfoy." Odszczeknęła, ale on zbliżył twarz do jej. Był wściekły, jego oczy były rozognione, chorobliwie błyszczące, a ona nie miała pojęcia dlaczego.
"A to flirtowanie z wiceprezesem? Uważasz, że jest pomocne w negocjacjach?"
Hermiona parsknęła w odpowiedzi i wyzywająco szepnęła:
"A nie jest?"
Potrząsnął nią jeszcze raz, tym razem mocniej, aż ją zabolało. Najwyraźniej grymas przemknął po jej twarzy, bo Lucius ją puścił.
"Wrócimy do tej rozmowy za moment."
I zostawił ją samą, a sam wrócił do restauracji. Hermiona czuła, jak ogarnia ją złość - na niego, na siebie i fakt, że coraz łatwiej daje mu się wyprowadzać z równowagi. Tymczasem Lucius wrócił do gości, stanął przy stole i wyjaśnił, że Hermiona poczuła się słabo i że musi się pożegnać na dzisiaj. Dodał, że zajmie się nią, ale zostawia resztę w rękach Draco. Draco był zdziwiony - mógłby przysiąc, że Granger ma się dobrze - ale nie protestował i nie dał poznać innym, że jest skonsternowany. Blake potrząsnęła głową, życzyła zdrowia i dyskusja skupiła się na młodszym Malfoyu. Jedynie wzrok Nicolasa był nieodgadniony.
Lucius był wyprowadzony z równowagi i nie do końca panował nad swoimi odruchami. Ta cholerna Granger mogła zniweczyć dwuletnie starania o ten kontrakt. Mogła być wiatrem, który zdmuchnie pieczołowicie składany domek z kart.
Gdy wrócił do niej, widział, że już nie jest taka pewna siebie jak była jeszcze chwilę wcześniej. Przesadził z tym potrząsaniem, fakt. I miała prawo czuć się nieswojo. Aby nie przedłużać, złapał ją za ramię, przyciągnął i zniknęli.
Po wylądowaniu w Malfoy Manor, czuł, że zaraz może nastąpić wybuch. Hermiona odsunęła się od niego jak oparzona i już miała coś powiedzieć, gdyby nie fakt, że w jadalni czekała Lissy.
"Lissy ma list dla panieniki. Przyszedł rano, z Ministerstwa. "
Hermiona momentalnie doskoczyła do niej i prawie wyrwała świstek z dłoni. Przełamała lak i przebiegła szybko wzrokiem po tekście.
Lucius zobaczył, jak jej twarz blednie, a dłonie zaczynają się niekontrolowanie trząść. Granger, jak oparzona, wybiegła z jadalni, a on stał i patrzył za nią.
Skłamałby, gdyby powiedział, że nie jest ciekawy treści. Ale z drugiej strony Granger była teraz najmniej istotna. Dopiął interes z iSecr i to było dzisiaj najważniejsze.
Wdech.
Pokonywała schody niemal na pamięć, zamroczona.
Wydech.
Powietrze paliło jej płuca niczym pożar trawiący las. Ogień palił każdą cząsteczkę jej ciała, napełniał dymem jej duszę. Nie mogła złapać oddechu.
Po omacku otworzyła drzwi i zatrzasnęła je z całych sił, osuwając się na ziemię.
Obrazy niczym dementorzy nawiedzali jej umysł, osaczali jak macki. Czuła ich zimne, świszczące oddechy, na karku, na policzkach. Czuła oślizgłe macki, które błądziły po jej ciele, ściskały, odbierały możliwość ruchu.
Wyciągała dłonie, próbując je odpędzić, ale nie wiedziala, gdzie są, z której strony ją otaczają.
Słyszała miliony szeptów, krzyków, błagań, które wypełniały jej czaszkę.
Próbowała wziąć oddech, ale każda próba powodowała, że jęczała z bólu.
Wydech.
Wydech.
Wydech.
Postacie coraz mocniej krzyczały, osaczały ją. Hermiona już czuła, że traci przytomność.
Miau.
Jakieś puszyste ciało wtuliło się w jej bok, połaskotało po nosie.
Wzięła oddech i zaczęła kaszleć, bo zakrztusiła się powietrzem.
Krzywołap.
Była mu wdzięczna jak nigdy, nie miała pojęcia, co się mogło stać, gdyby…
Odczekała chwilę i podniosła się z podłogi, wykończona jak nigdy. Spojrzała jeszcze raz na treść listu i ogarnęło ją obrzydzenie.
P anno Granger,
Z przykrością muszę odmówić Pani spotkania z Ministrem Magii. Minister jest teraz bardzo zajęty.
Pozdrawiam,
Zastępca Ministra Magii,
Arnold Culkin
Zmięła kartkę i rzuciła na podłogę, a Krzywołap uznał to za zaproszenie do zabawy. Zaczął gonić i szarpać ją pazurkami.
