XIII


Teraźniejszość

Hermiona z trudem przełknęła ślinę, gdy Ginny wypuściła ją z objęć. Czuła lekkie zawirowanie w głowie przez te wszystkie emocje, które jej towarzyszyły.

Ścisk w klatce piersiowej, bałagan myśli. Ginny patrzyła na nią ciepło i w jej oczach Hermiona zobaczyła tęsknotę. Zarówno jej, jak i swoją.

Przyjaciółka pociągnęła ją i usiadły przy stoliku, który był zagracony jak całe to pomieszczenie.

"Tyle chciałabym ci powiedzieć, Hermiono." Głos Ginny drżał, łzy sprzed chwili jeszcze błyszczały na jej rzęsach. "Ale mamy tak mało czasu."

Hermiona złapała ją mocno za dłoń i ścisnęła. Jej obecność znaczyła więcej niż milion słów i była cenniejsza niż najdroższe kamienie świata.

Ginny, tak samo jak ona, dojrzała. Biła od niej łuna wdzięku, ale był to inny wdzięk niż lata temu. Doroślejszy, ewidentnie bardziej matczyny niż dziewczęcy. Zaokrąglona tu i ówdzie, o szerokim ciepłym uśmiechu. Emanowała poczuciem bezpieczeństwa. Była tak bardzo znana i nieznana zarazem.

"Harry nie wie, że tu jestem." Jej głos był cichy, cały czas pełen emocji, które wybuchły niczym wulkan.

Hermiona kiwnęła głową, niezdolna do wydobycia nawet słowa. Czuła, że jeśli cokolwiek powie, zaleje się łzami i wpadnie w niekontrolowane spazmy.

"Ale odkąd Astoria do mnie napisała, wiedziałam, że muszę cię zobaczyć. Że zrobię wszystko, aby cię przytulić."

A więc to był plan Astorii.

"Dziękuję." To słowo brzmiało tak blado na tle słów Ginny, ale na nic innego nie było jej stać. Emocje powodowały ucisk i Hermiona z trudem oddychała. Ginny złapała jej drugą dłoń i ścisnęła obie mocno.

"Tyle lat marzyłam o tej chwili, tyle lat tęskniłam za tobą. Układałam sobie scenariusze co zrobię i co ci powiem. A teraz?" Ginny urwała na chwilę, po raz kolejny ogarnęło ją wzruszenie. "A teraz nie pamiętam absolutnie nic, mam pustkę w głowie. Jednak to nie jest istotne, bo jesteś tutaj. Z krwi i kości."

Dopiero teraz Hermiona zrozumiała, jak bardzo jej brakowało Ginny. I jak mogła tyle lat wytrwać.

Odchrząknęła i wzięła głęboki wdech.

"Ginny." Wyszeptała jej imię i po raz pierwszy uśmiechnęła się słabo. "Wracamy." To było trudne słowo do wypowiedzenia na głos, bo od dłuższego czasu się go bała. "Wracamy." Powtórzyła, tym razem pewniej, chociaż słowo nadal wywoływało dreszcz.

"Hayden idzie do Hogwartu, tak jak James." Ginny spojrzała na nią ze zrozumieniem i doskonale zdawała sobie sprawę, co wymusiło tą decyzję.

"Tak, jak Scorpius." Uściśliła, ale to było oczywiste. Zapadła cisza na moment i tylko patrzyły na siebie i odkrywały upływ czasu. "Dziękuję za listy, Ginny."

Ruda drgnęła.

"Przepraszam, że nigdy na nie nie odpisałam. Nie miałam odwagi ich przeczytać przez te wszystkie lata." Oczy Hermiony zaszkliły się niebezpiecznie. "Dopiero niedawno je przejrzałam." Jej twarz lekko stężała. "Przejrzeliśmy."

Ginny chciała coś powiedzieć, ale nie znalazła odpowiednich słów.

"Przepraszam, Hermiono." Wyszeptała tylko i znów zapadła cisza.

Obie kobiety usłyszały chrząknięcie i kotara lekko się odsunęła. Astoria chciała być bardzo dyskretna i wyważona, więc przed chwilę patrzyła na nie niepewnie. Po czym powiedziała cicho: "Musimy się zebrać, Hermiono. Draco dał mi znak, że już wybrali różdżki."

Ginny wypuściła dłonie Hermiony i obie wstały. Uścisnęły się jeszcze raz.

"Teraz będzie prościej, Hermiono. Jak już wrócicie." Jej ciepły głos wyrażał nadzieję i Hermiona chciałaby, aby miała rację.

Tylko że zupełnie nie była pewna, czy cokolwiek będzie prostsze. Wracali po prawie piętnastu latach, napiętnowani, z bagażem doświadczeń. Z historią, która wstrząsnęła czarodziejskim światem. Z ranami, które się zabliźniły, ale mogły otworzyć się z łatwością.

Z wygnania, które było zbawieniem.

Z synem, dla którego oboje byli gotowi poświęcić wszystko. I obronić go przed balastem przeszłości, nawet za najwyższą cenę.


2000

Jak nigdy dotąd, Hermiona przez resztę tygodnia milczała lub odpowiadała w zdawkowy sposób. Zachowywała się dziwnie do tego stopnia, że Lucius zaczął się zastanawiać, co siedzi w jej głowie. Nigdy w życiu nie przyznałby, że ta cisza jest męcząca. Ale w pewnym stopniu była.

Wieczory stawały się coraz dłuższe, a jesień już na stałe zagościła w Anglii. Drzewa zrzucały liście, poranki były ciemne, a wiatr chłodny i przeszywający. Nastrój otaczającej przyrody stawał się coraz bardziej przygnębiający.

Hermiona nie miała siły na nic, czując, jak zrezygnowanie wypełnia całe jej ciało. Była niczym pokonany zawodnik, zdobywca czwartego miejsca, tuż poza podium. Albo jak zawodnik, który jest zdyskwalifikowany.

Coraz mocniej czuła, że przegrała walkę z Kingsleyem.

Przegrali .

I ta świadomość przestała ją już denerwować, ona ją przerażała. Paraliżowała, pozbawiając tchu. Jasności myśli. I chęci do dalszego życia.

Zgaszona i apatyczna siedziała w fotelu, w biurze Malfoya i wpatrywała się przed siebie.

Lucius pracował w ciszy i w którymś momencie zdjął okulary, chrząknął i spojrzał na nią.

"Mamy poniedziałek, wysłała pani raport, panno Granger?" Przerwał ciszę pierwszy raz od tamtego pamiętnego wydarzenia. Do tej pory milczeli, wymieniając tylko uprzejmości.

Hermiona usłyszała jego pytanie i wzruszyła ramionami. "Nie, nie wysłałam." Jej krótka odpowiedź nie zdziwiła go, wręcz przeciwnie.

"Powinna pani go wysłać." Powiedział w jej kierunku i czekał, czy zaszczyci go chociaż jednym spojrzeniem.

"Nie pana interes, panie Malfoy. Robię to, co uważam za stosowne." Prychnęła i spojrzała na niego. Po raz pierwszy od kilku dni ujrzał w jej oczach iskrę.

Malfoy mierzył ją wzrokiem i widział, że jej buzia hardzieje coraz bardziej.

"Rozumiem, że chce go pani ukarać. Ale… ale to on panią ukarze szybciej, niż pani zdoła go ukarać."

Hermiona wzruszyła ramionami i przygryzła wargę. Malfoy miał rację, musiała to przyznać.

Zerwała się na równe nogi i podeszła do biurka. Lucius uniosł brew, a ona wzięłą pergamin i pióro, które leżało przy kałamarzu.

Napisała 'Raport' i podpisała się pod nim swoim nazwiskiem.

"Taki może być?" Jej pyskatość niekiedy go zaskakiwała, ale dzisiaj spodziewał się dokładnie takiej reakcji.

Patrzył na nią w milczeniu, gdy wsuwała pergamin w kopertę i wołała sowę. Gdy tylko odleciała, Hermiona wróciła do fotela i osunęła się w jego głąb. Lucius miał wrażenie, że to był tylko chwilowy przebłysk.

"Wstań, Granger i chodź za mną." Wstał z biurka i podszedł po lampkę oliwną. Granger przechyliła głowę, nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi.

"Nie testuj mojej cierpliwości." Rzucił w jej stronę i podszedł do drzwi, które do tej pory były zamknięte. Lucius otworzył je po wypowiedzeniu kilku bezgłośnych słów i Hermiona zamarła.

Przed jej oczami pojawiła się jedna z najpilniej strzeżonych bibliotek, jaka była w posiadaniu prywatnej osoby.

Biblioteka Malfoyów, owiana legendami, niedostępna niczym Złoty Graal.

Biblioteka była wypełniona książkami od podłogi aż po sufit, kipiąca niezdobytą wiedzą.

"Niech pani to potraktuje jako swoiste dziękuję za pomoc przy umowie. Może się pani czuć jak u siebie." Słowa Luciusa były ciche, wyważone, ale Hermiona wiedziała, jak dużo go muszą kosztować.

Malfoy nie cierpiał być dłużnikiem nikogo i dzisiejsza akcja była wyrównaniem rachunków, spłaceniem długu, jaki u niej zaciągnął.

Oczy Hermiony zaczęły błyszczeć, a jej usta delikatnie się rozchyliły. Czuła, jak zmieszanie powoli wypiera ekscytacja.

Tyle książek, tyle tytułów, autorów. Tyle wiedzy na wyciągnięcie dłoni.

Lucius patrzył, jak kolory wracają na twarz Granger i westchnął. Wrócił do biurka i obserwował z oddali, jak Hermiona wchodzi nieśmiało do środka biblioteki. Wyglądała jak pijana, lekko się zataczając. W którymś momencie złapała się mocno półki - zachwiała się i oparła czoło o drewno.

Hermiona oddychała coraz szybciej, a jej nozdrza wypełnił zapach starych książek, atramentu i zaduchu. Tęskniła za tym zapachem odkąd opuściła Hogwart. Oparła się czołem i przejechała palcami po grzbietach książek, a literki rozmazywały, przeskakiwały, tworzyły dawno zapomniany bałagan.

Mogłaby zacząć z nimi taniec, gdyby tylko okoliczności były inne. Ale gdyby okoliczności były inne, jej stopa nigdy by nie stanęłą w tym pomieszczeniu.

Z coraz większym zachwytem przemierzała pomieszczenie, wzdłuż i wszerz. Widziała wszystkie te tytuły, o których marzyła. Widziała wszystkie te pozycje, których nie było w Hogwarcie, które były niedostępne dla zwykłych zjadaczy chleba.

Białe kruki, na które nigdy jej będzie stać - te, za które mogłaby spokojnie kupić kilka miesięcy beztroski.

Naglę stanęła niczym rażona piorunem.

A może… a może Malfoy ma tą książkę, o której wspominał Snape w listach? Może gdzieś tutaj jest i musi tylko jej poszukać…

Ta myśl wywołała dreszcz podniecenia i cały jesienny marazm uciekł z myśli Hermiony.

Musi jej poszukać.


Następne dwa wieczory Lucius siedział pochłonięty dokumentami, o które poprosiła Blake. Hermiona oczywiście mu towarzyszyła i odkąd otworzył dla niej bibliotekę, robiła to z ogromnym entuzjazmem, jakiego nigdy wcześniej nie widział.

Całe popołudnia wędrowała między regałami i patrzyła. Dotykała grzbietów, wertowała kartki, czule zamykała i z namaszczeniem odkładała. Ciekawsze pozycje wkładała do koszyka, który później stawiała przy fotelu.

Wyczarowała sobie podnóżek i mały stolik, na którym miała pod ręką filiżankę herbaty.

Pierwszego wieczora skończyła wraz z nim i jedyne, co powiedziała, to "Dobranoc."

Wbrew pozorom wcale nie spała dobrze jej nocy, bo książka, którą czytała w biurze, była o udręczonych duszach. Rozprawa pewnego lekarza pochodzącego z Azji, który zajmował się analizą tego problemu i szukał rozwiązań. Mimo rozległych badań, hermiona nie znalazła nic wartościowego dla siebie. A opis na długo zapadł w jej umysł.

Gdy leżała w nocy i czuła, że już dłużej nie da rady, zawołała Lissy i poprosiła o Eliksir Snu. Poddała się, po raz pierwszy odkąd przybyła do Malfoy Manor.

Słodko-gorzki smak fioletowej mikstury pozostawił ciepły ślad na jej języku i kilka minut później odpłynęła.

Drugi wieczór był dla Luciusa bardzo długi, bo szczegółowy biznesplan, jaki miał przygotować, zabrał mu więcej czasu niż podejrzewał. Skupiony na zadaniu nie zwracał uwagi na Granger, która krążyła między biurem a biblioteką.

Grubo po północy przypomniało mu się, że nie uprzedził Granger o swoich planach.

"Panno Granger," Zaczął mówić, nie unosząc głowy. "Jutro…" Gdy podniósł wzrok, zamilkł.

Hermiona zasnęła w fotelu, z głową wciśniętą w oparcie, książką położoną na piersi i dłonią zaciśniętą na krawędzi. Oddychała miarowo, ale co jakąś chwilę słyszał pojękiwanie. Jęk przybierał na sile, a jej dotąd nieruchome ciało, zaczęły dręczyć drgawki.

Patrzył na nią i kiedy krzyknęła, podskoczył, a ona się obudziła.

Widział, jak otwiera oczy, pełne przerażenia, zamglone, jak z ust wydobywa się jęk, jak próbuje się zorientować gdzie jest. Po kilkunastu sekundach otrzeźwiała i spojrzała na niego bezbronnym wzrokiem. Gdyby tylko miał ochotę, mógłby wedrzeć się do jej duszy w ułamku sekundy i spenetrować aż poczułaby się naga.

To była pociągająca perspektywa, ale wiedział, że nie może.

Odkaszlnął, dając jej jeszcze moment na otrzeźwienie.

"Panno Granger, jutro mamy spotkanie z zarządem iSecr." Powtórzył zdanie neutralnym tonem, ignorując zupełnie poprzednią minutę. "Zaprosiłem ich na lunch. Proszę być gotową koło trzynastej."

Hermiona zamrugała kilka razy i kiwnęła głową. Spłoszona, zerwała się i prawie wybiegła, pozostawiając w pomieszczeniu Luciusa.

Miała nadzieję, że nic nie widział, chociaż to założenie było naiwne. Na pewno widział.


Następny poranek przed zejściem na śniadanie Hermiona poświęciła na uwarzenie eliksiru. Pozbyła się złudzeń, że będzie spała bez pomocy. Przy ostatnich napadach bezsenności i koszmarach, które ją nawiedzały, nie miała wyjścia.

Już czuła, że jest na skraju wytrzymałości fizycznej, a zakładała, że w okresie jesienno-zimowy może być gorzej.

Mrok od dawna był dla niej wyzwalaczem lęku.

Gdy skończyła, Krzywołap wrócił z łowów. Wyglądał na wybitnie zadowolonego z siebie, podszedł do niej, a Hermiona podrapała go za uszami. Spojrzał na nią tylko, miałknął i odszedł. Widziała, że ma zamiar spać.

Westchnęła i wstała, aby w łazience umyć ręce. Przed lustrem spojrzała na swoją twarz i przełknęła ślinę.

Ochlapała ją zimną wodą i wytarła ręcznikiem. Nadal wyglądała jakby ktoś wtarł w jej cerę szarą ziemię.

Zakręciła kran i zeszła do jadalni, która była pusta.

Na stole czekała na nią zwięzła notatka, że Lucius jest w swoich komnatach.

Hermiona zjadła tosta z dżemem i wypiła filiżankę czarnej herbaty.

Gdy wstała, spojrzała na zegarek - była jedenasta. Postanowiła zaszyć się w bibliotece i kontynuować poszukiwanie Dziennika. Może tym razem dopisze jej szczęście.

Za kwadrans pierwsza zorientowała się, że niedługo mają wychodzić. Jak oparzona zerwała się z fotela i pobiegła do komnaty.

Z braku alternatyw i czasu ubrała jedną z sukienek, która należała do Ginny, a nie zdążyła jej oddać. Była dziewczęca, subtelna i - słodka.

Hermiona, gdy spojrzała na siebie w niej wzruszyła ramionami. Nic w tym odbiciu nie pasowało do siebie - sukienka w delikatnym żółtym odcieniu, w stylu lat 70. tylko uwydatniła bladość jej cery i podkrążone oczy. Włosy leżały na jej ramionach w nieładzie i wyglądała, jakby szła na bal przebierańców niż na lunch biznesowy.

Szybko machnęła różdżką i włosy utworzyły luźny węzeł.

Lepiej nie będzie.

Wzięła swoją magiczną torebkę i zawiesiła na ramię. Wzięła głęboki oddech i uniosła głowę.

Lepiej nie będzie.


Lucius czekał na nią przy schodach i gdy schodziła, uniósł brew. Ewidentnie coś było inne w pannie Granger.

"Niech pan daruje sobie uwagi, panie Malfoy." W jej głosie wybrzmiały ostrzegawcze tony, które ostatecznie zignorował.

"Niech pani nie robi głupot dzisiaj, panno Granger." Odpowiedział i podał jej dłoń. Spojrzała na nią z wahaniem, a on parsknął. "Rozszczepienie jest głupotą, ale mieliśmy niedawno już konwersację o tym."

Przewróciła oczami, ale nie protestowała, kiedy mocno złapał jej nadgarstek.

Tym razem wylądowali w ekskluzywnej japońskiej restauracji, o której Hermiona słyszała od rodziców. Na rezerwacje stolika czekało się tu nawet miesiąc.

Hermiona zmarszczyła brwi, kiedy poprowadzili ich od razu do stolika.

"Skąd pan zna tą restaurację? To jest mugolskie miejsce." Wyrwało jej się bezwiednie, a on zaśmiał się cicho.

"Nie tylko pani umie robić rozeznanie, panno Granger." Nie mogła skomentować już jego słów, bo przy stoliku siedziała Blake. Podeszli dość blisko niej i mogłaby usłyszeć coś ryzykownego.

Blake ewidentnie zdziwiła się, gdy zauważyła Hermionę, ale wstała i przywitała ich bez mrugnięcia okiem.

"Alexander nie mógł dzisiaj przybyć, a Nicolas pojawi się do kwadransa."

Lucius usiadł naprzeciwko Blake i Hermiona miała chwilę na decyzję, gdzie usiąść. Ostatecznie usiadła koło Malfoya.

Kelner podał im karty, a kiedy cała trójka zastanawiała się nad daniem, do stolika podszedł Nicolas.

Gdy ujrzał Hermionę na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech.

Chyba gorzej nie będzie.