XIV
Lunch przebiegał całkiem sprawnie, Lucius wziął na siebie ciężar konwersacji, więc Hermiona w większości milczała. Jedzenie w tej restauracji było wspaniałe, ale jej żołądek był ściśnięty i zjadła zaledwie kilka kęsów. Dla odmiany raczyła się winem i nie umknęło to uwadze obu mężczyzn.
W którymś momencie Blake i Lucius podeszli do baru i Hermiona została sama z Nicolasem, czego bała się najbardziej.
"Co cię łączy z Luciusem?" To bardzo bezpośrednie pytanie zostało zadane bardzo niewinnym tonem między kęsami. Hermiona zakrztusiła się winem i popatrzyła na niego lekko zszokowana.
"Praca." Wykrztusiła, a on przewrócił oczami. Chyba jej nie uwierzył.
"Praca?" Uniósł brew, a ona poczuła, że robi jej się gorąco. Ten człowiek miał więcej tupetu i był bardziej bezczelny niż Lucius.
"Tak, praca." Potwierdziła cedząc przez zęby, co Nicolas skwitował szerokim uśmiechem.
"Wspaniale. W takim razie mogę cię zaprosić na randkę i się zgodzisz." Wpakował kolejny kęs do buzi i zaczął żuć.
Hermiona była zszokowana i nie umiała odpowiedzieć niczego sensownego, co Nicolas zgrabnie wykorzystał.
"Przyszły tydzień ci pasuje?" Zaproponował, kiedy popijał winem. Hermiona poczuła, że robi się czerwona jak burak i już miała coś odburknąć, kiedy do stolika wrócili Lucius i Blake. Blake usiadła, a Lucius spojrzał na Hermionę i zorientował się, że coś się wydarzyło między nią a mężczyzną.
"Nie masz nic przeciwko, żeby Hermiona poszła ze mną na randkę?" Tym razem Nicolas zwrócił się do Luciusa, a ten z trudem utrzymał kamienną twarz.
"Słucham?" Jego wzrok stwardniał i Hermiona wiedziała, że Nicolas igra z ogniem. Ale najwyraźniej lubił to robić i nie bał się brawurowych posunięć.
"Pytam zapobiegawczo, czy nic was nie łączy poza pracą." Jego niewinna mina zupełnie nie pasowały do treści słów i Hermiona miałą ogromną ochotę rzucić w niego Drętwotą. Ale oczywiście nie mogła.
"Zaręczam, że nic." To suche zdanie spowodowało, że Nicolas przyklasnął i zwrócił się do Blake, "Może zorganizujemy podwójną randkę, co ty na to, Blake?"
Blake przechyliła głowę i wzięłą łyk drinka. Po chwili milczenia, z uśmiechem, przekornym tonem powiedziała w stronę Luciusa:
"Nie chciałbyś towarzyszyć mi w któryś wieczór w przyszłym tygodniu?"
Lucius był wściekły, kiedy pojawili się w Malfoy Manor i pierwsze kroki skierował do barku. Hermiona była również wyprowadzona z równowagi i kiedy nalewał sobie whisky, poprosiła o porcję dla siebie. Nie skomentował tego, tylko nalał jej do szklanki solidną porcję i podał.
"Nie zamierzam się tłumaczyć." Ostrzegła go, gdy podawał jej szklankę, ale on tylko wzruszył ramionami.
Wychylił alkohol jednym haustem i nalał ponowną porcję. Hermiona wypiła więcej przy obiedzie, więc powstrzymała ochotę wyzerowania.
Opadła na sofę i przymknęła oczy. Stanęło na podwójnej randce w teatrze, w najbliższy piątek.
"Podoba ci się chociaż?" Jego oschłe pytanie zmusiło ją do otworzenia oczu. Spojrzała na niego i przechyliła głowę.
To było dobre pytanie i nie znała na nie odpowiedzi. Owszem, Nicolas był bardzo przystojny, miał ciemne oczy, ciemne włosy i ten błysk w oku. Ale czy było to dla niej wystarczające, skoro jego charakter był…
Wzięła łyk whisky i rozkoszowała się słodko-gorzkim posmakiem. Lucius stał oparty o barek, widziała, że jest wyprowadzony z równowagi. Jego ciało było napięte, bo widziała wyraźnie jak żyła na jego szyi pulsuje. Patrzył na nią i odniosła wrażenie, że jest gotowy do ataku. Po raz kolejny widziała, że jego zwyczajna maska nie jest tak szczelna.
"A tobie podoba się Blake?" Odparowała i uważnie obserwowała, jak jego twarz stężała.
Oho, to był grząski grunt, ale nie mogła odmówić sobie tej przyjemności.
Widziała, że wypił drugą szklankę do dna i odłożył ją z trzaskiem. Widziała, że rzucił jej tylko mroczne spojrzenie i wyszedł z pokoju.
Hermiona oblizała wargi i przymknęła ponownie oczy. Alkohol przyjemnie krążył w jej organizmie, powodując szum w uszach i wirowanie.
Nie wiedząc kiedy, zasnęła.
Obudził ją chłód i ciemność. Zmarzła, bo nie miała żadnego koca, a sądząc po godzinie, drzemka trwała dłuższą chwilę. A ona miała na sobie tylko cienką sukienkę. Potarła oczy i gdy odzyskała ostrość widzenia, wstała z sofy.
Była lekko głodna, więc skierowała się do jadalni. Ze zdziwieniem odkryła, że Lucius je kolację. I na dodatek towarzyszy mu Draco.
Gdy ją spostrzegli, Draco rzucił w jej kierunku tylko, "Granger', na co ona skinęła głową.
Lucius milczał i nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem.
Nalała sobie herbaty i wzięła kilka łyków, bo od mieszania wina i whisky zaschło jej w gardle. Nałożyła sobie trochę jajecznicy i zaczęłą ją jeść, co zostało skomentowane przez Luciusa:
"Już nie tosty?"
Młodszy Malfoy uniósł brew, bo to była dziwna uwaga w ustach ojca.
Hermiona nie skomentowała tej uwagi, tylko jadła w ciszy, słuchając o czym rozmawiają. oczywiście dotyczyło to firmy, ale jakimś dziwnym trafem Lucius nawet nie zająknął się o randce.
Gdy skończyła swoją porcję wstała i popatrzyła na nich, chcąc coś powiedzieć.
"Nie krępuj się, panno Granger. Lubisz wściubiać nos w nie swoje sprawy." Lucius popatrzył na nią badawczo, a ona westchnęła.
"Spadaj, panie Malfoy."
I wyszła, zostawiając Draco w szoku.
Nie mając lepszego zajęcia Hermiona zaczęła wertować bibliotekę, wciąż mając nadzieję, że znajdzie książkę. Niestety na półkach nic nie znalazła, ale zauważyła, że w pomieszczeniu znajduje się sejf. I był on zamknięty bardzo mocnymi czarami.
Nie udało jej się ich zdjąć, ale bardzo ją zaciekawił. Tylko nie miała szans, aby zapytać o to Luciusa. A już na pewno nie dzisiaj. Wolała go unikać, bo mógłby rzucić na nią klątwę. Lub ona na niego.
Wiedząc, że zbliża się wieczór, wzięła jedną z książek i udała się do swojej komnaty.
Tam sprawdziła jeszcze eliksir, ale potrzebował jeszcze jednej nocy, aby być zdatnym do użytku.
Hermiona rozważała czy położyć się bez niego, ale ostatecznie po krótkim namyśle, poprosiła Lissy o buteleczkę.
Wypiła ją, położyła się i zasnęła. Obudziła się dopiero rano ze świadomością, że absolutnie nic jej się nie śniło.
Następnie dni przemknęły praktycznie niezauważone, bo Lucius uparcie ignorował Hermionę, a ona jego. Sprawiali wrażenie obrażonych, jedno na drugiego.
W końcu Hermiona nie wytrzymała i wybuchła.
"Ja to robię dla waszej firmy." Wycedziła, a Lucius nawet nie uniósł głowy znad dokumentów.
"Doprawdy?" Nie wysilił się nawet na dłuższe zdanie, co jeszcze bardziej ją zdenerwowało.
"Jesteś dupkiem." Wyrwało jej się, a on odłożył dokumenty i spojrzał na nią po raz pierwszy dłużej niż dwie sekundy. Nie spodziewała się, że wstanie i podejdzie do niej, ale to zrobił. Zachowawczo wstała, ale nie miała wielkiego pola do ucieczki.
Lucius Malfoy zawsze był doskonały w osaczeniu ludzi i miażdżeniu ich swoim chłodem.
Gdy się zbliżył do niej, cofnęła się o kilka kroków, do momentu w którym poczuła ścianę. Nie przeszkodziło mu to w pochyleniu się nad nią do chwili, w której dzieliły ich centymetry.
Hermiona poczuła zapach jego perfum i to uświadomiło jej w jak niekomfortowej znajduje się pozycji.
Świdrował ją wzrokiem, ale nie miała zamiaru poddać się bez walki. Przybrała wyzywająca minę, a on był wściekły. Jego oczy były rozognione, chorobliwie błyszczące, dzikie. Jakby poruszyła bardzo wrażliwą rzecz.
"Jeśli jestem dupkiem, panno Granger, śmiało. Może pani iść do Shacklebolta i błagać o zabranie. Ja pani nie bronię." Jego głos był lodowaty, a ich nosy prawie się stykały. Jego prawa dłoń wylądowała koło jej głowy na ścianie. "Obawiam się jednak," Wyartykułował każde słowo podczas przewiercania jej wzrokiem. "Że może się okazać większym dupkiem."
Hermiona przełknęła ślinę i chciała uciec, ale jego lewa dłoń złapała ją za ramię.
"Niż ja." Czuła na policzkach jego oddech i wiedziała, że robi to wszystko po to, aby ją osaczyć. Ale już wcześniej próbował to zrobić.
"Proszę się odsunąć, panie Malfoy, bo pana…" Urwała, bo zauważyła w jego oku niebezpieczny błysk.
"Igrasz z ogniem." Zacisnął mocniej palce na jej ramieniu i Hermiona wiedziała, że pewnie zostanie siniak.
"Przecież nie obchodzi cię co się ze mną dzieje, przyznaj to. Jestem tylko kulą u twojej nogi." Odpowiedziała, czując, że jego złość wypływa na nią. Irytacja narastała z każdą kolejną sekundą. "Po co się wysilasz - ja się nie pchałam do interesów twojej cholernej firmy. Nie moja wina, że jesteś ode mnie zależny."
Ostatnie słowo sprawiło, że Lucius się skrzywił i poluzował uścisk, ale jej nie puścił. Przechylił głowę i obserwował, jak Hermiona ciężko oddycha, jak jej klatka piersiowa faluje. Jak jej usta są rozchylone, a oczy błyszczą z wściekłości. Hermiona mimowolnie oblizała wargi i to było najgłupsze, co mogła zrobić.
Patrzył na nią, a ona czuła się coraz bardziej niezręcznie.
"No dalej, panno Granger." Wyszeptał, a w jego głosie pojawiła się nutka rozbawienia. "Czekam."
Wiedziała doskonale, że jeśli tylko odważy się do ugryźć, to powstrzyma ją bardzo sprawnie.
Zmrużyła oczy i szybko skalkulowała swoje opcje.
Miała do wyboru ugryźć go i uciec, kopnąć go i uciec, albo… Inaczej odwrócić jego uwagę, bo cały czas trzymał twarz blisko jej.
Przełknęła ślinę i stwierdziła, że musi coś zrobić. Pochyliła się więc w jego kierunku i kiedy ich usta dzieliły milimetry, mocno kopnęła go w łydkę.
Puścił ją, a ona wybiegła z jego biura.
Jej serce waliło jak oszalałe, bo po raz kolejny musiała zrobić coś głupiego, aby odzyskać panowanie nad sytuację. Na domiar złego była krok od pocałowania Malfoya.
Niedorzeczność.
Cały weekend Lucius unikał jej i nie spotkali się nawet na moment. Hermionę cieszyła ta perspektywa, bo raz dziennie brała książki i czytała je u siebie w sypialni.
Ostatnio była wypoczęta, bo przesypiała całe noce dzięki powodowało, że była mniej zestresowana, nie licząc spięcia z Luciusem.
Usłyszała pukanie sowy w szybkę - wpuściła ją i przeczytała liścik. Momentalnie wstała i zeszła do jadalni, która była pusta. Tak samo biuro czy biblioteka. To oznaczało, że Lucius był w swoich komnatach.
Nie mając za wielu opcji, poszła do jego skrzydła i stanęła przed drzwiami sypialni. Zapukała i czekała, aż nastąpi jakaś reakcja. Po chwili usłyszała kroki i Lucius otworzył jej drzwi.
Bardzo się zdziwił, kiedy ją zobaczył.
Hermiona spojrzała na niego i uniosła brew. Ze względu na późną porę Lucius ubrany był w luźne spodnie dresowe i t-shirt, tak zupełnie obce dla niej.
"Jeśli już skończyłaś mnie lustrować to czemu zawdzięczam tę późną wizytę?" Przywitał ją kwaśno, a ona sapnęła i zmrużyła oczy.
"Jutro rano musimy pojawić się w centrum Londynu. Muszę się z kimś spotkać." Oznajmiła sucho, a on nie powstrzymał riposty.
"Z Nicolasem?" Prychnęła w odpowiedzi i pokręciła głową.
"Z Ginny." Przygryzła wargę, bo zastanawiała się, czy zdradzić coś więcej. Ale darowała sobie tłumaczenie. "O dziesiątej."
Za pięć dziesiąta Hermiona pojawiła się przy schodach, a Lucius już na nią czekał. Nie powiedział ani słowa, tylko skinął głową i wyciągnął dłoń. Hermiona podała mu dłoń i wylądowali w Londynie, w jednej z kawiarnii, którą znała z dzieciństwa. Stwierdziła, że mugolskie miejsce będzie dużo lepszym wyborem, zwłaszcza, że obecność Luciusa wywoływała sensację.
Ginny siedziała już przy stoliku i wstała, gdy weszli do lokalu. Hermiona uśmiechnęła się i przytuliła się na powitanie. Lucius tylko kiwnął głową i powiedział,
"Panno Weasley."
Ginny lekko się spłoszyła, ale odpowiedziała, "Panie Malfoy."
Usiedli i złożyli zamówienie u kelnerki. Lucius czuł się niekomfortowo, aż w końcu Hermiona sapnęła w jego kierunku,
"Poranna prasa leży przy tamtym stoliku, możesz zmienić miejsce i dać nam chwilę." Lucius prychnął, ale wstał i widziała wyraźnie, że czuje ulgę. Usiadł w pobliżu i zaczął przeglądać gazety. Jednak co jakiś czas zerkał w ich kierunku.
"Wow." Ginny była lekko zszokowana, ale Hermiona machnęła dłonią.
"Długa historia. Nie mogę być cały czas miła i grzeczna, bo bym oszalała."
Ginny przechyliła głowę i uśmiechnęła się szelmowsko, "Nie musisz mi się tłumaczyć. Po prostu nigdy nie widziałam, żeby ktoś się tak do niego odzywał." Hermiona przewróciła oczami i wyznała jej, co zrobiła podczas ich dyskusji.
Oczy Ginny zrobiły się wielkie jak spodki i zaczęła się niekontrolowanie śmiać. Hermiona kątem oka zauważyła, że twarz Luciusa tężeje, a jego dłoń zaciska się na gazecie. W końcu rudowłosa się opanowała i wyjęła spod stolika pudełko.
"Nie do końca wiem, czy o to ci chodziło." Hermiona otworzyła pudełko i szybko je zamknęła.
"Miała być skromna, Ginny." Rudowłosa zachichotała w odpowiedzi.
"I jest, miałam tylko kilka godzin na poszukiwania, bo… Chyba Harry chce mi się oświadczyć." Wydusiła, a Hermiona pisnęła w odpowiedzi.
"To wspaniała wiadomość" Wykrzyknęła, a Ginny lekko opuściła głowę, zarumieniona.
"Nic pewnego, ale wiem, że coś kombinuje. I chyba jest w zmowie z mamą." Hermiona złapała ją za dłoń i uśmiechnęła się.
"Cieszę się, że wam się układa." Przełknęła ślinę i westchnęła. Uśmiech z twarzy Ginny zaczął stopniowo znikać i Hermiona czuła, o co chce zapytać, gdy wzrok przyjaciółki prześlizgnął się na Luciusa.
"Jak się trzymasz?" Zadała pytanie, którego nie mogła zadać podczas ostatniego pobytu Hermiony w Norze.
Hermiona uśmiechnęła się słabo i odpowiedziała cicho, "Raz lepiej, raz gorzej. Nie jest to łatwa relacja, ale radzę sobie."
Przecież nie mogła wyznać Ginny jak wygląda to naprawdę. Jak każdego dnia walczy ze sobą, z Luciusem, z Kingsleyem i czasem całym światem.
"Trzymam kciuki, ile wam zostało, trzy miesiące?" Hermiona chciała coś odpowiedzieć, ale podeszła do nich kelnerka z zamówieniem, więc przez chwilę milczała.
"Dziesięć." Wzięła łyk kawy, a Ginny zakrztusiła się swoją. Hermiona wzruszyła ramionami.
"Przecież... " Ginny próbowała zebrać myśli. "Jak masz znieść kolejne dziesięć miesięcy?"
To było dobre pytanie, na które Hermiona nie znała odpowiedzi.
Wieczorem wysłała taki sam raport jak ostatnio i czekała, aż Kingsley straci cierpliwość i ją wezwie. Do piątku to się nie stało, a piątek oznaczał randkę.
Randkę, której ani ona, ani Lucius nie chcieli. Ale oboje nie mieli wyboru, bo od tego wiele zależało.
Hermiona wypakowała sukienkę od Ginny i pogładziła gładką satynę dłonią. Była elegancka, ale wyważona. Idealna do teatru.
Na dnie pudełka zobaczyła jeszcze naszyjnik i bransoletkę i karteczkę od Ginny.
Powodzenia xx G
Wzięła kąpiel, ułożyła delikatnie włosy i jedyne, na co się zdecydowała to odrobina tuszu i błyszczyk. Nie chciała sprawiać wrażenia, że jej zależy. Bo jej nie zależało.
A już na pewno nie miała zamiaru podrywać Nicolasa.
Gdy spojrzała na siebie w lustrze, nakładając błyszczyk, westchnęła.
Dokąd prowadziło jej życie?
Wzięła płaszcz w dłoń i zeszła na dół.
Tak, jak zawsze, Lucius stał i czekał na nią.
"Gotowa na wieczór, Hermiono?" Po raz pierwszy zwrócił się do niej po imieniu, więc uniosła brew, niepewna, co to ma znaczyć. Możliwe, że tylko ćwiczył wypowiadanie jej imienia przed wieczorem.
"To pytanie nie ma prawidłowej odpowiedzi, Luciusu." Odpowiedziała wyzywająco, a on skrzywił się.
"Mogłabyś się trochę wysilić. Doskonale zdaje sobie pani sprawę, panno Granger, że dzisiejszy wieczór będzie festiwalem udawania. Musimy udawać."
"Nie mam zamiaru już dla pana udawać, panie Malfoy." Narzuciła płaszcz na ramiona i podała mu dłoń, mimo że nie wystawił swojej.
Popatrzył na nią, a ona rozchyliła usta i powiedziała butnie,
"Mam zamiar się wspaniale bawić."
Kłamała, ale w tej chwili to już nie było najważniejsze. Jej dłoń wisiała w powietrzu, kiedy w końcu ją złapał i przyciągnął. Przez kilka sekund patrzył na nią i pochylił się, tak, że dzieliły ich milimetry.
Przeszedł ją dreszcz, kiedy jego druga dłoń znalazła się na jej plecach. Tego zupełnie się nie spodziewała.
Jej serce waliło w piersi, a on patrzył na nią twardym, dzikim wzrokiem. Czuła jego perfumy i ciepły oddech. Miała wrażenie, że chce ją pocałować.
Oblizała usta, a on w tym samym czasie zjechał niżej lewą dłonią, która znalazła się na linii pleców. Mimowolnie wygięła się w jego stronę, sprawiając, że ich usta praktycznie się dotknęły.
I w tym momencie usłyszałą CRACK! i poczuła znajome szarpnięcie.
