Rozdział 7: Szarża na wroga
Harry nie powiedziałby, że życie pozostało dokładnie takie samo, jak przed Dashem - po pierwsze, liczba gapiących się na niego ludzi była większa niż kiedykolwiek - ale zaczęło mieć swoją własną rutynę.
Profesor Lupin prowadził różnego rodzaju lekcje, które Harry lubił. Dowiedzieli się o wszelkiego rodzaju niebezpiecznych, mrocznych magicznych stworzeniach oraz o sposobach przeciwdziałania ich mocy i upewnienia się, że nikogo nie skrzywdzą, jeśli będą musieli stawić im czoła. Harry czasami musiał filtrować wiele komentarzy Dasha, kiedy odrabiał pracę domową, ale na zajęciach Dash był tak samo cichy i uważny jak każdy z uczniów.
Dopiero gdy ze swojego miejsca na szyi Harry'ego widział i czytał jego wypracowania, zaczynał być lekceważący. Coś takiego, jak zwykłe Zaklęcie Potknięcia, łączące nogi, mnie nie powstrzyma.
Oczywiście, że nie — odparł Harry i zaczął poprawiać pisownię ostatniego zdania, które napisał. Miał trudności z niektórymi słowami. Hermiona nie miała z tym problemów, ale ona nie miała problemów z niczym, jeśli chodziło pracę domową. A Hermiony tutaj nie było, jak zwykle w ostatnim czasie. Nie masz stóp.
Nie tylko z tego powodu. Dash owinął się powoli wokół jego gardła i opuścił ogon na pergamin. Kiedy dowiesz się czegoś o bazyliszkach? Na początek o tym, jacy jesteśmy piękni i gwałtowni.
Harry roześmiał się, co sprawiło, że Ron który pracował obok niego nad esejem, podskoczył. Ale sekundę potem przyjaciel przewrócił oczami i wrócił do pisania. On i inni Gryfoni dość łatwo przystosowali się do Harry'ego, który prowadził rozmowy we własnej głowie, a czasami śmiał się, parskał głośno lub dziwnie reagował.
Wiesz, że większość ludzi nie pomyślałaby, że te dwa określenia idą w parze — powiedział Harry i potarł knykciami głowę Dasha. Dash lubił, kiedy delikatnie pocierało się podstawę jego pióropusza, a potem jeszcze delikatniej w górę. Powiedział, że pióropusz nie znosi nieostrożnego obchodzenia się z nim. Albo nie pomyśleliby, że to dobra rzecz, gdyby tak zrobili.
Dash machnął językiem, poruszając głową w przód i w tył, jakby chciał złapać subtelne zapachy przemykające przez dormitorium Gryffindoru. Z jakiegoś powodu wydawał się szczególnie skupiony na łóżku Rona. To dlatego, że większość ludzi nie rozumie, jak cudowne są bazyliszki — powiedział, rozproszony. Twój profesor obiecał, że nauczy cię więcej o moim gatunku. Dlaczego tego nie zrobił?
Harry machnął ręką w stronę swojego wypracowania. Uczy nas innych rzeczy.
Jestem głodny — jęknął Dash, nie zwracając uwagi na słowa Harry'ego, co było pewnym znakiem, że naprawdę tak było.
Harry skrzywił się lekko. Ostatnim razem, tydzień temu, gdy Dash był głodny zabrał go do Zakazanego Lasu i znów go nakarmił, ale tym razem McGonagall ich przyłapała. Cicho i dobitnie, dała jasno do zrozumienia, że wymykanie się poza szkołę po ciszy nocnej nie będzie tolerowane. Przydzieliła Harry'emu szlaban, podczas którego musiał pisać linijki o odpowiedzialności i niebezpiecznych zwierzętach, aż sądził, że jego palce odpadną.
Dash spędził ten szlaban spokojnie odsypiając swój posiłek w kącie, co było jednym z niewielu razy, kiedy był w pomieszczeniu nie pokładając się na Harrym. Nie rozumiał, dlaczego dłonie Harry'ego były potem obolałe i nie mógł go pogłaskać, aż osiągnie wymaganą satysfakcję.
Teraz Harry nie był pewien, co zrobić. McGonagall powiedziała mu, że skrzaty domowe mogą przynosić jedzenie Dashowi, ale Harry sądził, że nawet skrzaty zawetują martwe króliki. A raczej żywe króliki, ponieważ Dash lubił sam je zabijać.
Harry, czy ty mnie słuchasz?
Tak — powiedział Harry i potrząsnął głową. Cóż, miał trening quidditcha za pół godziny, ponieważ Oliver nie myślał o niczym poza Pucharem Quidditcha. Mógłby zabrać ze sobą Dasha i wtedy go nakarmić, ponieważ przynajmniej byliby na zewnątrz.
Jestem głodny — nalegał Dash, a potem ześlizgnął się z ramion Harry'ego na podłogę, rozkładając się ruchem tak płynnym, że Harry'emu zajęło chwilę, aby zorientować się, co się dzieje. Jeśli w pokoju jest jedzenia, a ty mi go nie dajesz, to jest nadużycie wobec bazyliszka.
Harry otworzył usta, by odpowiedzieć, po czym zamarł i zamrugał. Ron zamarł totalnie, jak zawsze, gdy Dash zsunął się z Harry'ego. O czym ty mówisz? Jedzenie w pokoju? Nie sądzę, żeby pojawiły się tu jakieś stworzenia z Zakazanego Lasu. W całej Wieży Gryffindoru nie było już żadnych pająków, ku radości Rona.
Nadużycie wobec bazyliszka — powtórzył stanowczo Dash i ruszył w kierunku łóżka Rona.
Harry zerwał się na równe nogi. Właśnie zdał sobie sprawę, co prawdopodobnie miał na myśli Dash, a Ron nigdy by mu nie wybaczał, gdyby Dash posunął się tak daleko. Dash…
Rozległ się przerażony pisk. Dash skoczył, a Parszywek wybiegł spod łóżka Rona i pobiegł jak szalony do drzwi.
Dash uniósł górną połowę ciała - nie musiał unosić się w całości, kiedy jego rozmiar był już tak imponujący, uznał Harry - a za przezroczystymi powiekami, które zakrywały jego oczy, pojawił się charakterystyczny błysk.
— Nie rób tego — powiedział Harry. Nie wiedział nawet, że potrafi brzmieć tak rozkazująco w wężomowie.
Oczywiście, jedyny raz, kiedy naprawdę spróbował jej używać w taki sposób miał miejsce wtedy, gdy mówił wyczarowanemu wężowi Malfoya, by odsunął się od Justina.
Dash powoli odwrócił głowę w stronę Harry'ego, który zdał sobie sprawę z tego, że wstaje. Skrzyżował ramiona i zmarszczył brwi, patrząc na Dasha. Nie boję się ciebie — powiedział przez więź. Wiem, że mógłbyś mnie zabić spojrzeniem, ale byś tego nie zrobił, bo oznaczałoby to, że nie miałbyś już z kim się drażnić.
Dash poruszył się z przerażającą prędkością i owinął się wokół Harry'ego od podłogi w górę, tak że jego głowa unosiła się na poziomie oczu Harry'ego. To nie jedyny powód, dla którego bym cię nie zabił. Nigdy bym cię nie zranił. Nie chciałbym cię skrzywdzić.
Harry zachował swój surowy wygląd przez kilka chwil, po czym uśmiechnął się i potarł pióropusz Dasha. W porządku. Ale zraniłbyś mnie, gdybyś skrzywdził Rona lub zniszczył moją przyjaźń z nim.
Dash wykonał głową zawiły taniec obrzydzenia. Czy postawiłby tę brzydką istotę, której jedyną wartością jest bycie dla mnie kęsem, ponad twoją przyjaźń z nim?
Jest do niego przywiązany. W sposób, w jaki ja jestem przywiązany do ciebie.
Dash posłał Harry'emu obraz po obrazie obrzydzenia, brudu, łajna i oślizgłych rzeczy za porównanie go do Parszywka. Harry zignorował go i odwrócił się, aby zobaczyć Rona tulącego ochronnie Parszywka do swojej klatki piersiowej.
— Nic mu nie jest? — zapytał Harry, czując się trochę winny.
Powinien był wcześniej wiedzieć, co zamierzał Dash i powstrzymać go. Parszywek prawdopodobnie przeżył tak długo w Wieży Gryffindoru z wężem tylko dlatego, że zwykle się ukrywał, a Dash podążał za Harrym i nie wchodził w interakcję z Parszywkiem.
— Tak myślę. — Ron spojrzał w górę, a jego wzrok był groźny. Harry nigdy go takiego nie wiedział. — Nie, dzięki tej rzeczy.
Harry odetchnął głęboko, przełykając swój gniew. Dash mógł zabić Parszywka. Było bardzo mało prawdopodobne, żeby Parszywek mógł zranić bazyliszka, albo żeby Ron odważył się zaatakować Dasha, więc wąż nie był w niebezpieczeństwie.
— Przepraszam — powiedział.
Ron odpowiedział, ale Harry go nie słyszał. Jego umysł był wypełniony brzęczeniem głosu Dasha. Dlaczego szczur pachnie człowiekiem?
Harry przez chwilę patrzył tępo na Dasha. Ponieważ Ron go trzyma? — odpowiedział w końcu. Proszenie Harry'ego o pomoc w sprawie dotyczącej zapachów nie było w stylu Dasha. Harry z pewnością nie mógł konkurować z nim w wąchaniu rzeczy, a Dash był zwykle tym, kto mówił Harry'emu, kiedy coś wyczuł.
Nie, to coś więcej. Dash wił się w górę, aż spory kawałek jego ciężkiego ciała spoczął na czubku głowy Harry'ego. Chłopiec chrząknął i zniósł to. Nie była to najbardziej niezręczna pozycja, w jakiej postawił go Dash. Sam pachnie jak człowiek. Jak nazywają się ludzie, którzy mogą zmienić się w szczury? Czy dobrze smakują?
Harry spojrzał na Dasha, który odwzajemnił jego spojrzenie, odchylając głowę na boki, aż prawie całe jego ciało zsuwało się z czoła Harry'ego niczym korona. Co? Czy odkryłem coś nowego? Czy nie wiedziałeś, że istnieją ludzie, którzy mogą zmienić się w szczury?
Harry odwrócił się na chwilę od Dasha, chociaż położył jedną ręką na zgięciu jego ciała, by pokazać, że nie został zapomniany i wyszeptał:
— Ron? Czy mogę z tobą porozmawiać na dole?
Ron skinął głową, wyglądając na zdezorientowanego. Zaczął wychodzić z pokoju niosąc Parszywka.
— Nie! — krzyknął Harry i uznał, że musiał brzmieć na zbyt spanikowanego, ponieważ Parszywek nagle zerwał się, ugryzł Rona w palec i upadł na podłogę, gdy ten jęczał.
Biegł prosto do drzwi, a zdesperowany Harry wyciągnął rękę, chociaż wiedział, że kiedy szczur wyjdzie z pokoju, prawdopodobnie nigdy go nie znajdą.
Dash płynie rzucił się z czubka głowy Harry'ego, jakby miał skrzydła. Wylądował między Parszywkiem a drzwiami i kołysał się w przód i w tył, jak kobra, sycząc, choć Harry wiedział nie były to słowa w wężomowie, tylko przypadkowe, groźne dźwięki. Parszywek zamarł. Jego nogi zablokowały się pod nim, gdy piszczał gorączkowo.
— Co się do jasnej cholery dzieje? — ryknął Ron, machając palcem i rozpryskując krew we wszystkich kierunkach. — Parszywek, wracaj tu natychmiast!
Pobiegł do szczura, który zrobił unik i uciekł w kierunku łóżka Rona.
Harry w końcu rzucił zaklęcie Potknięcia, o którym pisał w eseju dla Lupina. Nie miał w głowie żadnego innego zaklęcia, a to zadziałało wystarczająco dobrze, głównie omijając Parszywka, ale wciąż wysyłając jego ogon na głowę.
Dash sunął do przodu mrucząc: Musimy coś zrobić z różnorodnością zaklęć, które znasz, zwłaszcza jeśli chodzi o klątwy, kiedy Ron wskoczył między niego i Parszywka i chwycił szczura. Dash zatrzymał się, obserwując Rona przez powieki. Harry prawie widział, jak Ron trząsł się, ale przyjaciel się nie poruszył.
Jest odważny — powiedział z podziwem Dash. A może kocha tego człowieka, który jest również szczurem. Czy wie, kto to jest? Zapytaj go o to. To jest interesujące.
Harry zamknął oczy. Musiał to zrobić, chociaż wolałby pójść do profesor i przyprowadzić ją tutaj. Ale uznał, że zanim by to zrobił, Ron wypuściłby Parszywka, a ten uciekłby gdzieś, a próba znalezienia szczura w zamku tej wielkości nie była czymś, o czym Harry chciał myśleć.
— Ron — powiedział i poczekał, aż jego przyjaciel zwróci uwagę na niego zamiast na Dasha, chociaż trochę to zajęło. — Dash twierdzi, że Parszywek nie jest szczurem.
— Czym więc on niby jest? — powiedział Ron i jeszcze bardziej zacisnął swój uścisk na Parszywku.
Wydawało się, że szczur znów odzyskał zmysły, ale skulił się przerażony. Harry miał nadzieję, że miało to coś wspólnego ze spojrzeniem Dasha, nawet przytłumionym. Czytał gdzieś, że niektóre węże potrafią zahipnotyzować swoją ofiarę wzrokiem.
Wydaje się to głupim posunięciem. Śledzisz ją, a potem zabijasz trucizną lub ciałem. Nie hipnotyzujesz.
Harry, uspokojony solidną pogardą Dasha, wziął głęboki oddech i powiedział.
— Dash twierdzi, że pachnie jak człowiek. Sądzę… czy to możliwe, że jest animagiem?
Ron patrzył na niego, jakby oszalał. Ale Parszywek udowodnił twierdzenie Harry'ego, w jego opinii, skacząc na ramię Rona i desperacko wyskakując w powietrze w stronę Harry'ego.
Harry nie miał pojęcia, co Parszywek zamierzał zrobić. Czy próbował go ugryźć, czy po prostu wykorzystać go jako trampolinę i uciec. Ale ręka Harry'ego uniosła się odruchowo. W końcu Parszywek nie był dużo większy od znicza. W sekundę miał garść wijącego się futra w postaci Parszywka próbującego go dziabnąć, a potem Dash prześlizgnął się obok niego, a szczur znowu znieruchomiał.
Dysząc, Harry powiedział Dashowi: Przyznaj się. Możesz zahipnotyzować kogoś, patrząc na niego przez powieki. Jedna z mniej znanych mocy bazyliszka.
Brzmisz jak ta książka, którą czytałeś dziś po południu na lekcjach Lupina. Dash przechylił głowę na bok i rozwarł szczęki, ziewając. Harry zdał sobie sprawę, że coś mokrego i śmierdzącego spływa mu po palcach i zmarszczył nos. I nie zahipnotyzowałem go. Jest po prostu tak tchórzliwy, że nie może znieść przebywania ze mną w tym samym pokoju.
Harry miał zamiar coś powiedzieć, ale ostatecznie tego nie zrobił. Prawdą było, że odkąd Dash z nim zamieszkał, rzadko widywał Parszywka. Po prostu myślał, że to obecność Dasha jest powodem. Krzywołap wciąż próbował go zaatakować.
Ten kot jest mądrzejszy niż na to wygląda.
Harry potrząsnął głową i zwrócił się do Rona, który maszerował w jego stronę, pytając;
— Co robisz z moim szczurem?
— Posłuchaj — powiedział Harry. Ron zatrzymał się i skrzyżował ręce, ale niechętnie słuchał. — Dlaczego zwykły szczur miałby panikować, kiedy mówię o zejściu na dół bez niego? Dlaczego miałby wykonać taki skok, kiedy zapytałem, czy jest animagiem? — Parszywek piszczał żałośnie i machał łapkami w powietrzu, ale znów znieruchomiał, gdy Dash na niego spojrzał. Harry przytaknął. Musiał sięgnąć ponad własną głowę, by pogłaskać bazyliszka po nosie, ale tym razem nie miał nic przeciwko temu, że ktoś był wyższy od niego. — Widzisz? — dodał Harry. — Szczury nie rozumieją ludzkiej mowy. Chyba, że nie są szczurami.
— Twój cholerny wąż rozumie angielski — powiedział Ron, patrząc w nieprzyjazny sposób na Dasha.
Harry niecierpliwie wyjaśnił.
— To dlatego, że jest ze mną związany i rozumie słowa, których używam. Nie byłby w stanie przeczytać ani zrozumieć tego, co kto mówi, gdybym nie był z nim. — Dash syknął na zgodę, sprawiając, że Ron podskoczył. — Ale Parszywek nie powinien zrozumieć ciebie ani mnie. Czyż nie? Chyba, że potajemnie jesteś gryzomówcą i nigdy mi o tym nie powiedziałeś.
Wywołało to krótki, niechętny uśmiech Rona, ale wciąż potrząsał głową.
— W porządku, to dziwne. Ale zawsze myślałem, że Parszywek to magiczny szczur. Żyje już bardzo długo. Dużo dłużej niż większość szczurów powinna.
Harry spojrzał na niego w milczeniu, a Ron zaczerwienił się.
— Nadal może być magiczny! — upierał się.
— Albo może być animagiem — powiedział Harry.
— Dobra. Nie musisz brzmieć tak, jakbyś myślał, że to oczywiste, jaki jestem głupi. Twój wąż na początku go nawet nie wyczuł. — Ron spojrzał na Dasha.
Do dzisiaj nie mogłem wyczuć indywidualnego zapachu tego cholernego stworzenia. Był zawsze na kocach lub w rękach człowieka, które również pachniały ludźmi.
Harry uznał, że nie musiał tego mówić tak podniesionym głosem.
— Przepraszam, że brzmię tak, jakbym uważał, że jesteś głupi. Nie myślę tak, ale sądzę, że jest animagiem. I potrzebujemy kogoś, kto może to potwierdzić. Kogoś, kto zna zaklęcie, które może zmusić animaga do powrotu do ludzkiej formy albo coś podobnego.
Po raz pierwszy odkąd Harry miał Dasha, on i Ron wpadli na ten sam pomysł jednocześnie.
— McGonagall — powiedzieli na raz i pobiegli w stronę schodów.
Dash pełzł za nimi w towarzystwie luster Dumbledore'a. Potkniesz się na schodach, jeśli będziesz trzymać coś w jednej ręce, Harry. Mógłbym nosić dla ciebie Parszywka. Może w moich ustach — zaoferował niewinnie.
Harry przewrócił oczami i biegł dalej. Ron był tuż obok niego i spoglądał co rusz na Parszywka, co sprawiło, że Harry zrozumiał dlaczego tak się zachowuje. Świadomość, że być może animag spał z tobą w tym samym łóżku przez lata, a ty o tym nie wiedziałeś, nie mogła być komfortowa.
Może McGonagall mogłaby się przemienić i wytropić go, jeśli uda mu się uciec, uznał z nadzieją Harry. Naprawdę liczył, że to wszystko nabierze sensu.
Nie powinna go zjeść — powiedział posępnie Dash tuż za nim. To ja pierwszy wybrałem go na posiłek.
OoO
Profesor McGonagall, kiedy otworzyła drzwi do swojego biura, spojrzała na nich w sposób, który sprawił, że Harry się skurczył. Zastanawiał się, czy się pomylił, czy nie powinni byli sami spróbować sobie z tym poradzić, zamiast iść do nauczyciela.
Ale wtedy profesor McGonagall spojrzała na szczura w rękach Harry'ego i uniosła brwi.
— Czy przyprowadziłeś mi zwierzaka pana Weasleya, abym go uzdrowiła, panie Potter? — zapytała. — Obawiam się, że nie wiem tyle o zwierzętach, ile powinnam. Profesor Hagrid byłby lepszym wyborem.
— Nie — powiedział bez tchu Ron. Harry był zadowolony, że to on podejmuje się wyjaśnienia. — Uważamy, że mój szczur może być animagiem, a Harry powiedział, że… są zaklęcia, że…. może pani użyć zaklęcia, które pokaże, że nim jest?
McGonagall wyprostowała się.
— Rzeczywiście, istnieją takie zaklęcia. Ale dlaczego uważasz, że twój szczur jest animagiem, panie Weasley?
Jej wzrok powędrował do Dasha. Harry skinął głową i dotknął szyi bazyliszka.
— Powiedział, że Parszywek pachnie człowiekiem. A potem Parszywek zaczął się dziwnie zachowywać, jakby rozumiał angielski, gdy o tym rozmawialiśmy. Ponadto żyje długo jak na szczura.
Brwi McGonagall opadły.
— Zobaczmy — powiedziała cicho, sięgnąwszy lewą ręką po Parszywka, a prawą unosząc różdżkę.
Parszywek wykonał jeszcze jeden desperacki skok w kierunku drzwi. Dash ruszył za nim, ale drzwi już się zamknęły. Zdumiony Harry uznał, że to musiała być jakiegoś rodzaju niewerbalna magia. Profesor Lupin wspominał o tym, ale powiedział również, że nauczą się tego dopiero na szóstym roku.
— Homorfo! — powiedziała McGonagall, imponująco spokojna mimo okoliczności.
Powietrze wokół Parszywka zamigotało. Piszczał z czymś, co brzmiało jak przenikliwa rozpacz, gdy magia zepchnęła go na podłogę, a potem odwrócił się i zaczął rosnąć.
Ron cofnął się, wyglądając na chorego. Harry złapał go za ramię i ścisnął mocno. To było tyle pocieszenia, ile mógł mu teraz zapewnić, kiedy ich zafascynowane spojrzenia wciąż były utkwione w szczurze, który był Parszywkiem.
W mężczyźnie, który był Parszywkiem. Harry widział, że był teraz mężczyzną. Był nagi, paskudny i brzydko pachniał. Włosy opadały mu wokół twarzy. Głowę miał spuszczoną i obgryzał paznokcie. McGonagall machnęła różdżka i prawdopodobnie ponownie użyła jakieś niewerbalnej magii, bo nagle mężczyzna był ubrany w brązowy płaszcz, który zakrywał go od klatki piersiowej do podłogi. Wydawał się być w szoku.
McGonagall odetchnęła na tyle gwałtownie, że Harry pomyślał, że brzmiała tak, jakby sama się zraniła.
— Peter Pettigrew?
Harry wpatrywał się z bijącym szybko sercem. Ron wydał z siebie odgłos niedowierzania.
— Nie… Nie…
— Jak w przypadku czarodzieja, którego rzekomo zabił Syriusz Black, kiedy oszalał i zabił tych mugoli.
McGonagall rzuciła kolejne zaklęcie, jej oczy były tak szeroko otwarte, że Harry nie mógł w to uwierzyć. Nigdy nie sądził, że cokolwiek może tak zaskoczyć McGonagall.
— Nie rozumiem… nie. Teraz, kiedy wiem, że jest szczurzym animagiem, rozumiem. — Zrobiła krok do przodu i rzuciła kolejne zaklęcie, a wokół Petera pojawiły się liny, które go unieruchomiły. — Mów, Peter.
Pettigrew, jeśli to był on, jęknął i próbował potrzeć ręce, ale linie wokół jego kończyn utrzymywały je na miejscu i nie mógł tego zrobić.
— Ja… uciekłem. To był cud. Ale… zbyt bałem się wrócić, kiedy Black był na wolności i…
— Black był w więzieniu przez dwanaście lat — powiedziała McGonagall. Jej głos był spokojny i Harry zdecydował, że mimo wszystko dokonali właściwego wyboru, powierzając to profesor. — Nawet wtedy bałeś się wrócić i powiedzieć Ministerstwu, co się stało?
Pettigrew nic nie powiedział, tylko przykucnął i pisnął. Spojrzenie McGonagall było odległe. Nagle wykonała ostry ruch różdżką. Rękaw płaszcza na lewym ramieniu Pettigrew podwinął się.
Harry wpatrywał się w głęboki, czarny jak węgiel znak na lewym ramieniu Pettigrew, nie rozumiejąc. Wyglądał jak wąż i czaszka…
A wąż nie jest bazyliszkiem — powiedział Dash, wijąc się tak, że jego ogon był owinięty wokół nóg Harry'ego. Co za strata. Gdybyś miał zaprojektować symbol z wężem, dlaczego nie miałbyś użyć bazyliszka?
Harry dotknął czubka głowy Dasha, czując się zagubiony. Nie rozumiał, co się działo. Spojrzał na McGonagall, która była blada i trzymała bok biurka, jakby potrzebowała wsparcia, by nie upaść. To przeraziło Harry'ego bardziej niż cokolwiek do tej pory, nie czuł się tak nawet wtedy, gdy myślał, że Parszywek ucieknie.
— Śmierciożerca — wyszeptała McGonagall.
Tym razem to Ron pisnął.
— Wy… wyznawca Sam-Wiesz-Kogo? — zapytał, a McGonagall skinęła głową.
Harry wpatrywał się w węża i czaszkę, zastanawiając się, co powiedzieć. Nie wiedział, czy może w ogóle coś powiedzieć. Jego usta były suche i chciał uciec gdzieś i zwymiotować.
— Wygląda na to — powiedziała McGonagall prawie jąkając się — że było… dwóch śmierciożerców wśród przyjaciół pańskich rodziców, panie Potter. — Spojrzała na Harry'ego z taką litością, że ten musiał odwrócić wzrok. — Albo to, albo coś poszło tu bardzo nie tak i uwięziliśmy…
Jej broda drżała. Miała zarumienioną twarz i Harry był zdumiony, widząc błysk czegoś, co mogło być łzami w kącikach jej oczy. Ale wtedy McGonagall odwróciła się szybko i Harry mógł udawać, że wcale ich nie wiedział, co było wygodniejsze.
— Biuro profesora Lupina — zawołała McGonagall, rzucając proszek Fiuu w płomienie. — Tak, Remusie. Przepraszam, że przeszkadzam, kiedy oceniasz prace, ale mamy tutaj… niezwykłą sytuację. Czy możesz przyjść do mojego biura? Tak, natychmiast, proszę. Daj mi chwilę, aby połączyć się z dyrektorem. — Zamknęła połączenie Fiuu i zawołała: — Albus Dumbledore, dyrektor!
Wydawało się, że odpowiedź dyrektora zajęła więcej czasu. McGonagall odwróciła się do Harry'ego i Rona z lekko zmarszczonymi brwiami.
— Powinniście iść, chłopcy…
Dash obrócił się z wdziękiem i syknął szorstko i groźnie, obnażając kły. McGonagall zamarła.
— Jest w porządku — powiedział pospiesznie Harry, odciągając z powrotem Dasha. — Chodzi tylko o to, jak u licha możemy odejść? Był szczurem Rona! A jeśli ma coś wspólnego z moimi rodzicami, to naprawdę chcę zostać. Proszę, profesor McGonagall — dodał, kiedy chciała się odezwać. — Nie wiem o nich nic poza tym, że mój tata był dobry w quidditchu i zginęli w mojej obronie.
McGonagall zamierzała coś na to odpowiedzieć, ale głos Dumbledore'a dobiegł z kominka:
— Tak, Minerwo, o co chodzi?
— Dobrze, możecie zostać — stwierdziła McGonagall z miną kogoś, kto udziela pozwolenia ze świadomością, że będzie tego żałować i ponownie obróciła się.
Machnęła od niechcenia różdżką, przemieniając dwa małe kufry w krzesła.
Ron usiadł na jednym z krzeseł, nie odrywając wzroku od Pettigrew. Harry usiadł na drugim i pociągnął Dasha obok siebie. Nie sycz na nikogo innego.
Ale to dzięki mnie możesz zostać — powiedział Dash i owinął ogon wokół talii Harry'ego, co było prawie uściskiem. Czy teraz, gdy jest w ludzkiej postaci, mogę go zjeść?
