Co ja zrobiłem...
*6 godzin wcześniej*
Naofumi właśnie bandażował głowę Raphtali. Dziewczyna Nadal była nieprzytomna . Znajdowali się teraz w zaułku niedaleko od zamku. Nie było to najlepsze Miejsce na postój, ale był całkowicie wyczerpany ciągłym biegiem, oraz chciał zająć się jej raną. Krew przestała ściekać jakiś czas temu, ale powinna zostać i tak przynajmniej obandażowana by uniknąć infekcji. Karcił się w myślach za to że po prostu nie zostawił Raphtali Motoyasu. Widocznie działał wtedy pod wpływem stresu i emocji. Może nawet udałoby mu się odejść, bez wspominania o tym co powiedział do króla. Zastanawiał się czy nie lepiej byłoby zgłosić się do straży i przekazać im Raphtalie. Czuł jednak, że jeśli to zrobi to król i księżniczka dowiedzą się o tym szybciej niż bohaterowie a szczególnie włócznik, i nie zawahają się jej zabić tylko po to by dodatkowo oskarżyć go jeszcze o morderstwo. Zastanawiała go także kwestia dwóch pozostałych bohaterów. Dzięki temu że Itsuki zatrzymał Motoyasu, a także temu, że to prawdopodobnie Ren zablokował czar od Myne, był wstanie uciec. Jak już chcieli mi pomóc,to mogli interweniować wcześniej, a nie na sam koniec, a przynajmniej zabrać ode mnie tego dzieciaka.- Naofumi skrytykował ich w myślach patrząc cały czas na Rapthalię Gdy skończył opatrunek, ponownie wziął ją na ręce i przygotował się do dalszej drogi, gdy zauważył blask światła nadchodzącego od strony ulicy.
"cholera"
Naofumi odsunął się od ulicy i zanurkował za nieopodal stojącą skrzynie. Była ona na tyle duża by go ukryć, ale musiał usiąść co powodowało że nie był gotowy do potencjalnej ucieczki. Wychylił głowę zza skrzyni i ujrzał maszerujących po ulicy rycerzy z lampami w dłoniach. Wśród nich był włócznik, ale teraz bez swojej drużyny. Naofumi cofnął głowę i modlił się by żadnemu z nich nie przyszło na myśl by sprawdzić ten zaułek.
"Naofumi draniu!. Wyłaź ze swojej kryjówki i oddaj pannę Rapthalię,wiem że ukrywasz się gdzieś blisko!"- Naofumi słyszał krzyki Motoyasu gdy mijali zaułek w którym się ukrywał, był pod podziwem tego jak bardzo miał on teraz rację. Dziwiło go czemu zwracał się z takim szacunkiem do małej dziewczynki. W książkach średniowieczu jakie czytał zanim jeszcze trafił do tego świata, rycerze wybierali damę za którą gotowi byli oddać życie. Może z nim było podobnie, albo w jego świecie było to normalne. W końcu każdy z nich pochodził z innej rzeczywistości. Światło lamp zaczęło zanikać a okrzyki Motoyasu cichnąć.
Naofumi ponownie wychylił głowę i był to błąd. Jego oczy spotkały się z oczami młodego chłopaka który szedł na końcu drużyny. Błyskawicznie cofnął głowę, ale wiedział że mógł go widzieć. Naofumi nasłuchiwał kroków, a strużka potu spłynęła z jego czoła. Z zaułka nie było innego wyjścia jak tylko na ulicę. W najgorszym przypadku będzie musiał przedrzeć się przez strażnika i zgubić pościg w uliczkach co nie będzie należeć do najprostszych.
" Hej młody co tak stoisz? Nie widzisz że reszta poszła już dalej?" Zawołał głos z daleka. "Już, już biegnę Panie Sierżancie, upuściłem lampę i poturlała się do zaułka."-odpowiedział chłopak niepewnym tonem głosu.Gdyby upadła mu lampa napewno bym to zobaczył i usłyszał, czemu kłamiesz.. "A sprawdziłeś go przy okazji? Reszta drużyny go ominęła, więc musimy to zrobić"-Naofumi usłyszał tupot ciężkich butów i dźwięk blaszanego pancerza który zbliżał się teraz do wejścia na ulicę z zaułka.cholera idzie tu, na szczęście jest ich tylko dwóch. Jeżeli reszta poszła dalej to powinienem dać sobie radę.
"Nie, nic tam nie ma, tylko bezpański kot, ale już uciekł."- chłopak starał się brzmieć poważnie, ale czuć było to że nie jest pewny tego co mówi.
"hmmmm…Ehhh młody... wiem,że jestem od ciebie starszy stopniem, ale pochodzimy z tej samej wioski i znamy się z widzenia. Jakby był to normalny dyżur to powinieneś odzywać się
do mnie z należytym szacunkiem, ale teoretycznie powinniśmy być już dawno w łóżkach. Więc uspokój się trochę. A teraz chodź, musimy dogonić resztę. "Do- dobrze.."-chłopak wraz ze swoim przełożonym oddalili się od jego miejsca kryjówki. Naofumi nie tracił czasu na dalszą ostrożność i szybko wyszedł zza skrzyni i przyparł do muru by obserwować dwójkę strażników. Zachowywali się normalnie, nie biegli anie nie rozmawiali. W oddali widział światła które należał prawdopodobnie do reszty strażników. Naofumi odetchnął z ulgą. Nie byli jeszcze bezpieczni, ale przynajmniej udało mu się znowu wymknąć. W tym momencie poczuł przenikliwy chłód. Stres i adrenalina zeszły z niego a w jego miejsce zawitało zimno nocy. Mimo tego że w tym świecie panowało teraz lato to noce nadal potrafiły być chłodne. Nie tylko jemu było zimno. policzki Raphtali były czerwone od zimna a jej skóra utraciła kolor. Naofumi ściągnął z pleców swoją zieloną pelerynę i okrył ją. Była cienka i nie chroniła dobrze przed zimnem, ale przynajmniej było to zawsze coś. Ostatni raz spojrzał w prawo oraz w lewo i wyskoczył z zaułka najszybciej jak mógł.
Normalnie nigdy by nie trafił w konkretne miejsce o tej porze. Większość ulic nie była oświetlana i jeżeli nie mieszkało się w mieście lub nie miało jego planu to zgubienie się nie było wielkim wyczynem. Na szczęście drogę do sklepu kowala znał tak dobrze że trafiłby tam z zamkniętymi oczami. Nie był pewny czy to najlepsze miejsce, do którego może się udać, ale z pewnością jedyne gdzie mógł dostać pomóc. Wieści z zamku prawdopodobnie nie dotarły jeszcze do przestrzeni publicznej, więc o niczym nie wie. Poza tym Naofumi był jego stałym klientem, a także widać było że polubił Raphtalie i nie odmówiłby mu pomocy ze względu na nią. Innym miejscem do którego Naofumi chciał się udać by namiot Handlarza Niewolników, ale obawiał się że będzie to pierwsze miejsce gdzie będą go szukać. Miał tylko nadzieje że miał rację i jego bieg do sklepu nie jest bezsensowny. Wkrótce bez już większych problemów dotarł pod kuźnie. Sklep oczywiście był nieczynny ale widział jak z komina kuźni obok wydobywa się dym. Wygląda na to że staruszek pracuje w kuźni po nocach, to by wyjaśniało czemu tak szybko radził sobie z każdym zamówieniem. Naofumi podszedł do drzwi. Były one wykonane z żelaza co pewnie miało no celu zredukowanie dzwięku podczas pracy a także stanowić dodatkową przeszkodę dla potencjalnych złodziejów.
Naofumi kopnął mocno parę razy w żelazne drzwi. Zwykłe pukania by nie usłyszał a po zatym nie miał wolnej ręki. Po chwili usłyszał reakcje Erharda. Kimkolwiek jesteś lepiej byś miał naprawdę dobry powód bo inaczej szykuj się na-. W tym momencie kowal otworzył drzwi a na jego zazwyczaj uśmiechniętej twarzy gościł teraz grymas złości . "To ty dzieciaku? Czego chcesz ode mnie o tej porze. Jeśli chodzi o zbro-"
"Musisz mi pomóc"-Naofumi przerwał Erhardowi.
"Co?"-Grymas złości zmienił się w zdziwienie i zaskoczenie. Dopiero wtedy zauważył leżącą na jego rękach Raphtalię. Wyglądała słabo i miała zabandażowaną głowę.
"Co. Co jej się stało? zostaliście zaatakowani? jeśli tak to lepiej było by powiadomić strażników. Jeśli chcesz to możesz tu poczekać a ja pójdę poszukać patrolu.
Erhard mimo że był tylko w swoim fartuchu nie zawahał się wyjść na zewnątrz, nie udało mu się minąć jednak stojącego w drzwiach Naofumiego. "Hej co jest z tobą, chciałeś żebym ci pomógł to, więc przesuń się.
"Nie możesz iść do strażników"
"Co?"
"Idź i prosze znajdz lekarza czy uzdrowiciela. kogokolwiek kto zna się na leczeniu i przyprowadź go tu, ale nawet nie próbuj mówić że chodzi o mnie"
Jego zachowanie było podejrzane i kowal to zauważył. Nie mógł on stracić teraz jego zaufania bo inaczej byłby skończony.
"Wszystko ci opowiem obiecuje, tylko zrób to o co proszę. Zapłacę ci potem tyle ile będziesz chciał tylko proszę cię zaufaj mi. Naofumi czuł w tej chwili odrazę do siebie. Prosił kogoś by mu zaufał, ale sam nie był w stanie nikomu zaufać. Musiał to jednak teraz powiedzieć by zwiększyć swoja szansę na przetrwanie. W tym momencie Oboje spojrzeli sobie w oczy i trwali tak przez parę sekund w ciszy, którą przerwało westchnienie kowala.
"Pieniądze zachowaj lepiej dla medyka, bo pewnie policzy ekstra. Nie gwarantuje że uda mi się kogoś przyprowadzić, ale spróbuje." Erhard wyjął z kieszeni fartucha klucz do drzwi i wręczył go Naofumiemu."Masz, na piętrze jest wolne łóżko, połóż ją tam i rozgoście się. Niedługo będę z powrotem" Naofumi tym razem dał wyjść kowalowi z kuźni. "Nie boisz się że cię okradnę ?"-Naofumi zapytał się odchodzącego Erharda. "A znasz oprócz mnie kogoś kto sprzeda i naprawi ci sprzęt" Te pytanie nie wymagało odpowiedzi.
Naofumi otworzył drzwi sklepu i wszedł do pomieszczenia za zasłonami obok lady. Był to mały połączony z kuchnią, w którym mieściły się dwa fotele, stół i ognisko. Na prawo od wejścia znajdowały się schody prowadzące na górę. Wszedł po nich a i znalazł się na piętrze z dwoma parami drzwi. Jednymi na prawo i drugimi na lewo. Podszedł najpierw do tych na lewo, ale okazały się zamknięte. Prawdopodobnie to jego pokój, ciekawe poco je zamknął skoro i tak zamknął sklep. Spróbował otworzyć drzwi na prawo. Dźwięk przekręcania klamki upewnił go że to ten pokój. Wszedł i jego oczom ukazał się mały ale przytulny pokój z dwoma łóżkami i łazienką. W pokoju był także mały stolik i para krzeseł oraz palenisko.W pokoju znajdowało się także okno na ulicę przed sklepem. Naofumi położył Raphtalie do łóżka. Mimo że byli już w środku to dziewczyna nadal była blada, i miała wypieki na policzkach. Dotknął jej czoła. Miała gorączkę, dodatkowo cały jego peleryna oraz jej ubrania były mokre od potu. Niechętnie ściągnął z niej ubrania zostawiając wyłącznie w bieliźnie. Okrył ją pierzyną i rozpalił ognisko. Użył do tego drewna które znajdowało się w skrzynce obok.Powiedział rozgoście się więc mam nadzieje że nie będzie mieć problemu jeśli rozpalę ogień. Gdy skończył postawił przy oknie krzesło i usiadł na nim po czym zaczął obserwować ulicę. Teraz mógł już tylko czekać na przybycie kowala.
10 minut później
Przed wejściem do sklepu pojawił się Erhard razem z innym Staruszkiem. Był to to ten sam staruszek u którego sprzedawał zioła a potem lekarstwa. Wkrótce znaleźli się w pokoju.
"Zazwyczaj nie fatyguje się do moich pacjentów, a szczególnie nie o tej porze, ale dla ciebie chłopcze mogę zrobić wyjątek."-Powiedział po czym wziął drugie krzesło i usiadł nad Raphtalią i zaczął ją badać. Starzec nie był zdziwiony widokiem Naofumiego co mogło znaczyć, że wiedział kogo się spodziewać. "Powiedziałeś mu że tu jestem?!"-Powiedział ze złością wstając przy tym ze krzesła.
"Nie było innego wyjścia, dopóki nie powiedziałem mu, że chodzi o bohatera tarczy to nie chciał nawet otworzyć drzwi, a co dopiero przyjść udzielić pomocy!"-Zaczął tłumaczyć się.
"Ciszej tam! Jak chcecie się kłócić to wyjdźcie na zewnątrz, albo zamknijcie się i dajcie mi pracować!" Alchemik ściągnął bandaż z jej głowy i przyjrzał się ranie. To samo zrobiła pozostała dwójka, która teraz za jego pleców obserwowała dziewczynę. Naofumi odruchowo syknął. Myślał że skoro rana przestała krwawić to wszystko z nią w porządku, ale jej widok nim wzdrygnął. w miejscu krwawienia pojawił się szczątkowy strup w którym znajdowały się posklejane od krwi włosy. Widać w nim było żółto-zielone plamy świadczące o ropie. Dodatkowo skóra była mocno zaczerwieniona i spuchnię ęgnął do torby, którą przyniósł ze sobą i wyjął z niej parę płóciennych rękawiczek a także niewielki nożyk oraz małą butelkę z przezroczystą cieczą i bandaż.
"Jak już tu jesteście to przydajcie się na coś. Przynieście mi kawałek jakiegoś materiału, może być cokolwiek, bylę czyste, i naczynie z wodą."
"Zaraz ci to przyniosę"- Kowal szybko zniknął z pomieszczenia i wrócił z tym o co go prosił.
"Co chcesz jej zrobić?"-Spytał go Naofumi. W jego głosie panował spokój, ale było w nim czuć to że martwi się o dziewczynę.
"Rana przestała krwawić, ale zaropiała a także napuchła. Muszę ją rozciąć i upuścić trochę krwi."
"Naofumi posłał mu podejrzliwe spojrzenie"
"Spokojnie nic jej nie będzie. Nawet niczego nie poczuje. Po ranie nawet prawdopodobnie nie będzie śladu. A nawet jeśli to będzie niewidoczna"
Starzec nalał płynu do naczynia i wsadził do niego nożyk oraz namoczył rękawiczki. Było czuć z niego intensywny ostry zapach alkoholu. To samo zrobił z kawałkiem lnu które przyniósł Erhard. Przetarł ranę z zaschłej krwi a następnie zeskrobał nożykiem tworzącego się strupa. Następnie wykonał niewielkie cięcie i ścisnął okolicę nacięcia. Popłynęła gęsta struga czarnej krwi. Znowu przetarł ranę i znowu nacisnął. Robił to aż Opuchlizna znacznie zeszła a także krew nabrała zdrowego czerwonego koloru."Gdy skończył założył nowy opatrunek. "To by było tyle jeśli chodzi o jej głowę. Rana zagoi się w przeciągu tygodnia."
"Alchemik wyjął z torby 2 buteleczki, w jednej znajdował się zielonkawy płyn z fragmentami ziół, a miał kolor bursztynowy"Zmieniaj jej opatrunek raz dziennie i przemywaj ranę tym płynem a powinno być dobrze."-Powiedział wskazująć na zielony płyn."A tu masz coś na jej gorączkę. To raczej nic poważnego, zwykłe wyziębienie, ale dla pewności możesz ją nasmarować tym olejkiem. Tą ją rozgrzeje, i dobrze się wypoci."-Rzekł wręczając mu buteleczkę z bursztynowym płynem.
"Dziękuję..ile jestem panu winien?"
"Za butelki będzie 5 srebrników"
"A za resztę?"
"Potraktuj to jako spłatę długu"
"hę?"-Naofumi przyjął zdezorientowany wyraz twarzy
"Podczas ostatniej fali ty i ta dziewczyna uratowaliście wioskę w której mieszka moja rodzina. Chciałbym dać ci też te lekarstwa, ale nie stać mnie na to. Ale przyjdź potem do mnie to dam ci coś co mi się już nie przyda, ale tobie pewnie tak."
"Naofumi był zdumiony. Pierwszy raz ktoś był mu wdzięczny za to co zrobił. Osobiście nie uważał że należą mu się jakiekolwiek podziękowania. Po Prostu wykonywał swoją pracę jako bohater za którą miał otrzymać pieniądze. Mimo to poczuł niewielkie ciepło w środku. Szybko jednak się go pozbył. Bał się tego uczucia, bał się że jeśli znowu poczuje dobroć to znowu mu ją odbiorą i zostanie tylko żal i pustka. Tak jak było gdy przybył tu po raz pierwszy, lub gdy odebrali mu Raphtalię i kazali walczyć. Naofumi Pogrążył się w myślach stojąć nad Raphtalią. Nie zauważył nawet momenty w którym wyszedł alchemik a wraz z nim Kowal.
Naofumi usiadł na krześle koło łóżka i obserwował dziewczynę. Nie wiedząc czy to przez zmęczenie czy opary alkoholu wydobywającego się z naczynia obok zaczął dostrzegać zamiast małej dziewczynki dojrzałą kobietę. Nie mógł jednak dobrze się przyjrzeć. Z trudem utrzymywał oczy otwarte a jego głowa zrobiła się niezwykle ciężka. Wkrótce spał oparty ciałem na jej nogach.
Obudziły go hałasy z dołu. Był to tupot ciężkich żelaznych butów. Wydawały mu się one dziwnie znajome. Błyskawicznie wyrwał się z resztek snu. Żołnierze, ale jak? Skąd wiedzieli, że tu jestem? Chyba że..
Drewniane drzwi otworzyły się z głośnym hukiem, a do środka wpadła grupa rycerzy. Za nimi do pokoju wszedł Kowal.
"To on prawda? to jego szukacie tak? Zabierajcie to ścierwo z mojego domu! Ukradł mi kluczę i jeszcze miał czelność zrobić TO tutaj."
Naofumi nie mógł uwierzyć temu co słyszał i widział. Ze wszystkich osób, do których miał jakiekolwiek resztki zaufania, to właśnie on go zdradził. Poczuł ogromną falę emocji przepełnionych strachem, żalem i gniewem. "Ten potwór..On*snob*, zmusił mnie do skoku i zabrał tu, nie byłam wstanie nawet się bronić gdy.. Gdy*snob* gdy on.. "- Dziewczyna leżąca na łóżku miała zakrytą dłońmi twarz i mówiła cichym przepełnionym wstydem głosem.
Przez ręce przelatywały jej łzy i często pociągała nosem. Dodatkowo była całkowicie naga i zakrywała się wyłącznie kołdrą. Podeszła do niego dwójka rycerzy i złapali go za ramiona. Próbował się wyrwać, ale nie był wstanie. Jego ciało było jak z waty. Próbował krzyczeć, ale zamiast tego wydobywał się jedynie cichy jęk." Dlaczego? Rapthalia, Erhard. Czemu mnie zdradziliście? Czemu wszyscy w tym świecie mnie nienawidzą, czemu wszyscy chcą mojego cierpienia... Parę łez popłynęło po jego twarzy.
Naofumi spuścił twarz. Miał już dość. Wszyscy byli przeciwko niemu, nawet ci, o których myślał, że przynajmniej są jego najbliższymi osobami. Mimo to znowu to się stało. Znowu został oskarżony, o coś, czego nie zrobił, i znowu nikt mu nie uwierzy...
"W naszym królestwie nie potrzebujemy bohatera tarczy"
Na te słowa naofumi uniósł głowę i popatrzył się na kowala, jego twarz zaczęła się drastycznie zmieniać. wykrzywiała się w nienaturalny i przerażający sposób aż przybrała twarz króla. Następnie zaczął słyszeć głośny śmiech Raphtali. Obrócił się w jej kierunku. Dziewczyna śmiała się a z każdą sekundą jej twarz oraz śmiech przypominały śmiech księżniczki merlomarcu. TO ZNOWU WY! TO ZNOWU WASZA WINA. TO PRZEZ WAS JESTEM SAM W TYM ŚWIECIE, TO PRZEZ WAS TO WSZYSTKO MI SIĘ WYDARZYŁO.
"zabije was, zabije słyszycie, zabije" Naofumi starał się krzyczeć jak najgłośniej ale nie był wstanie. Zaczął wyrywać się z rąk rycerzy i o dziwo nie stawiali oni teraz oporu. Wszystko wydawało się jakby zamarznąć w czasie, jedyna rzecz, jaką teraz była to śmiech. Ten głośny i paskudny śmiech, który wwiercał się w jego mózg z ogromnym bólem. Naofumi skoczył w kierunku Myne i ścisnął jej gardło. Śmiech jednak nie ustępował."mocniej"-Powiedział tajemniczy głos. Ścisnął jeszcze mocniej, ale sprawiało to, tylko że jeszcze głośniej się śmiała."Musisz ścisnąć tak mocno jak tylko potrafisz, inaczej nigdy się nie zamknie" Ścisnął najmocniej jak tylko potrafił. Poskutkowało. Dźwięk stopniowo ustępował, a na jego twarz pojawił się uśmiech. Był to straszny uśmiech. Powodowany satysfakcją z zadawania bólu. Nie przeszkadzało mu to jednak. Czuł się naprawdę dobrze, że niedługo jego największy obiekt nienawiści zamilknie na wieki." Dobry chłopiec, jeszcze tylko chwila a wszystko odejdzie, ból, nienawiść, to będzie tylko wspomnienie." Poczuł wtedy jednak silne uderzenie prosto w twarz. Nie poczuł bólu, ze względu na swoją obronę, ale cios był na tyle silny, że przewrócił się i wylądował na ziemi. Wtedy też się ocknął. Przed oczami zobaczył wściekłego kowala, który patrzył się na niego oczami pełnymi furii. Coś do niego krzyczał, ale Naofumi nic nie słyszał. Jego całkowita uwaga skupiona była teraz na trzymającej się za gardło Raphtali. Miała łzy w oczach i trzęsła się ze strachu.
Co ja zrobiłem...
