Witajcie, zapraszam na kolejny rozdział.

Chciałbym też życzyć wam wszystkiego najlepszego z okazji świąt Wielkanocnych. Dużo zdrówka, szczęścia, smacznego jajka i mokrego dyngusa!

Zaczarowana: Cieszę się, że ci się podoba i mam nadzieję, że sprostam twoim oczekiwaniom. :D Dziękuje również za te miłe słowa. Mam nadzieję, że rozdział ci się spodoba. Pozdrawiam! Mr_Demon.

Betowała: Elen12 (PanteraMglista)

*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.

Tak jak przewidywał, spotkanie Zakonu to była jedna, wielka kłótnia. Pod ostrzałem był oczywiście nasz kochany Dyrektor. Wszyscy byli oburzeni jego decyzjami i czynami, których się dopuścił. Starzec chyba nie przewidział, że jego ukryte manipulacje kiedykolwiek wyjdą na jaw. Za wszelką cenę chciał przekazać zebranym, że nigdy nie chciał źle dla chłopca.

Najgorszą przeprawę miał oczywiście z Molly Weasley. Wściekła matka siódemki dzieci, była przerażająca. Nawet Czary Pan wydawałby się skruszony, gdyby wysłuchał tej samej tyrady co Albus. Severus był dumny z zachowania kobiety. Tak samo był pod wrażeniem, że tak długo wytrzymała krzycząc. Podeśle jej później jakiś eliksir łagodzący na gardło.

Ogólnie rzecz biorąc, niewiele się dowiedział z tego spotkania. Skupiało się ono głównie na krzykach zebranych i wymówkach dyrektora. Stary Trzmiel twierdził, że Potter`owi nic nie grozi. Miał w posiadaniu przedmioty, które reagowały na magię nastolatka i potrafiły określić jego fizyczny stan. Wykazywały, że poza ogólnym zmęczeniem, Wybraniec jest cały i zdrowy, a informacje w artykule były przesadzone. Minister chciał w ten sposób go pogrążyć.

Przyznał się jednak, że faktycznie nie wiedział o ucieczce chłopaka. Niepokoił się, ponieważ nie był w stanie go zlokalizować, ani dowiedzieć się jak długo radzi sobie sam. Snape miał najwięcej uciechy gdy zasugerował, że Dumbledore swoimi decyzjami stracił zaufanie Pottera i ten w odwecie mógł pójść po pomoc do Czarnego Pana. Ach, nigdy nie widział tak przerażonego starca.

Jego Rycerzyk zaczął myśleć samodzielnie i nic nie mógł na to poradzić. Severus więcej się nie odzywał podczas tego spotkania. Postanowił jedynie obserwować. To co zauważył zaniepokoiło go. Dumbledore grał swoją rolę dobrotliwego dziadka, ale pod tą maską, mężczyzna zauważył chciwość. Ogromne pragnienie, którym obdarza się zakazany skarb. Dyrektor tak zapalczywie walczył o chłopaka, ponieważ czegoś od niego chciał.

Snape był bardzo ciekawy, co takiego posiada Potter.

I jego myśli znów wróciły do tematu dzieciństwa chłopaka. Nawet on zauważył, że nastolatek posiadał bardzo niewiele. Słyszał opowieści o wypełnionym po brzegi skarbcu Potterów, a jednak nastolatek chodził w niepasujących, znoszonych ubraniach. Wyglądem nie przypominał kogoś z dobrego i majętnego rodu. Był zaniedbany, ale jak na kogoś kto całe życie zajmuje się sam sobą i tak prezentował się znośnie.

Za dwa dni będą szesnaste urodziny chłopaka, a tym razem Dumbledore ani razu nie wspomniał o małżeństwie. Severus nie wiedział czy to dlatego, że nie chciał już więcej denerwować zebranych w kuchni osób, czy raczej coś planował. Bo tego, że starzec nie odpuścił, był pewien. Zapewne wróci do tego tematu jutro.

Nie był zaskoczony, kiedy zarządził poszukiwania. To akurat było oczywiste. Niemal cała Magiczna Anglia go szukała. Aurorzy, Śmierciożercy, Zakon Feniksa, a nawet zwykli mieszkańcy Wielkiej Brytanii. Severus był nawet pod wrażeniem tego, że przy takiej ilości zaangażowanych osób, chłopak wciąż się nie znalazł.

Sam również wyruszył na poszukiwania, uprzednio wysyłając do Czarnego Pana list z opisem zebrania Zakonu. Wciąż uważał, że jak już zaryzykował mówić prawdę, pociągnie to dalej. Cokolwiek by się nie działo.

Nie wiedział od jakich miejsc powinien zacząć poszukiwania. Większość takich miejsc jak ulica Pokątna, czy Hogsmede wydawało mu się spalonych. Czuł, że tam chłopaka nie znajdzie. Stawiał na mugolskie dzielnice. Potter wychował się w takim środowisku, dlatego na pewno poruszał się tam swobodnie. Postanowił, że jak tylko się przebierze, sprawdzi najbliższe miasta wokół domu jego wujostwa.

Wiedział, że znalezienie go nie będzie łatwe. Nastolatek od zawsze potrafił dobrze się kryć. Nawet przed nim. Dlatego już drugiego dnia miał powoli dosyć. Był 31 lipca, a o chłopaku dalej nikt nic nowego się nie dowiedział. On sam miał jedną poszlakę, ale nie powiedział o niej nikomu. Chwilami obawiał się wręcz, że będzie zmuszony spędzić na poszukiwaniach resztę wakacji.

W ponurym nastroju szedł więc na kolejne zebranie Zakonu Feniksa. Uważał, że Dumbledore powinien przestać ciągle ich zwoływać, bo tym jedynie rozprasza ich poszukiwania. Stary Trzmiel jednak zawsze miał gdzieś jego zdanie, więc się nie odzywał. Mając już dość tego dnia, skierował swoje kroki jak zawsze prosto do kuchni, gdzie odbywał się zlot Miłośników Dropsów.

Rozglądając się po pomieszczeniu, zauważył, że wśród osób siedzących przy stole, jedna jest mu nieznajoma. Kobieta o włosach w kolorze jasnego blond, które przypominały trochę te należące do Malfoy`ów. Była średniego wzrostu i dość szczupła. W jej wyglądzie dużą uwagę przykuwały pokaźne piersi i usta. Dla większości facetów zapewne wyglądałaby pociągająco, jednak według niego, była po prostu sztuczną lalą.

Ciekawiło go, co taka osoba jak ona, robi na tym spotkaniu. Nie wydawała się jakoś szczególnie uzdolniona magicznie. Choć jej aura była dziwna. Ostatni raz taką wyczuwał, dwa lata temu podczas wizyty uczennic z Beauxbatons. Podejrzewał, że posiada ona geny Wili, tak jak niektóre z tamtych dziewczyn. To nie wróżyło niczego dobrego.

Usiadł, czekając, aż w końcu spotkanie się zacznie i dowie się czegoś więcej. Atmosfera w pomieszczeniu wciąż była gęsta po ostatnich rewelacjach związanych z działaniami Dumbledore`a. Było lepiej, ale nie wszyscy zdążyli ochłonąć i pogodzić się z losem Chłopca, Który Przeżył.

- Witam wszystkich. – powiedział Albus z małym uśmiechem. – Cieszę się, że mogę was dziś wszystkich widzieć. Zacznijmy może od tego, czy któreś z was natrafiło na jakiś ślad Harry`ego? – zapytał.

Po kolei wszyscy zdawali raporty z terenów, które sprawdzili. Nikt jednak nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Po prostu nic nie znaleźli, ale nikt nie chciał się przyznać do porażki. On sam natrafił na pojedyncze tropy, ale jakoś nie miał ochoty informować o tym dyrektora. Jeśli jednak znajdzie chłopaka, dopilnuje aby był z dala od tego manipulującego starca. Dlatego kiedy przyszła jego kolej, zaprzeczył czemukolwiek. Powiedział wszystkim, że sprawdza mugolski Londyn, ale i tam nie było żadnych wskazówek.

Severus zdawał sobie też sprawę, że powinien poinformować dyrektora o tym, że zmienił zdanie co do małżeństwa z Potterem. Dotychczas zwlekał tylko dlatego, że wydawało się jakby Dumbledore porzucił ten pomysł. Tego dnia postanowił powiedzieć mu o jego decyzji. Nie sądził jednak, że zostanie ubiegnięty.

- W związku z tym, że Severus tak zapalczywie bronił się przed moją ostatnią propozycją, postanowiłem dogłębniej przemyśleć tę sprawę. Doszedłem do wniosku, że może mieć trochę racji. – mówił głosem poważnym i trochę smutnym. Snape zauważył, że znów bawi się w te swoje gierki. – Nie powinienem łączyć go z kimś, do kogo żywi jedynie negatywne uczucia. – przyznał pokornie. – Dlatego zwróciłem się o pomoc do mojej starej znajomej, która zaoferowała mi pewien układ.

- Co masz na myśli, Albusie? Kim jest ta kobieta? – zapytała Molly Weasley. Od razu można było zauważyć, że nie polubiła nowego członka zgromadzenia.

- To Amelia Verges, wnuczka mojej przyjaciółki. Jej rodzina jest znana i szanowana w Magicznej Francji. Są jednak neutralni. Zgodzili się opowiedzieć po Jasnej stronie, w zamian za członkostwo w Zakonie Feniksa oraz zaaranżowanie małżeństwa z Harrym Potterem. Ten układ może wzmocnić nasze szeregi w znaczny sposób, dlatego się zgodziłem. – powiadomił ich radosnym głosem.

- Miło mi jest was wszystkich poznać. Dziękuję, że mnie tak ciepło przyjęliście. – odezwała się po raz pierwszy omawiana kobieta, a jej głos niósł się lekkim echem po pomieszczeniu hipnotyzując znajdujących się tam mężczyzn. Snape niemal od razu wzmocnił swoje bariery oklumencyjne. Męskie grono od razu uśmiechnęło się do niej przymilnie, a pozostałe kobiety patrzyły na nią wrogo. W ten sposób na pewno nie zyska ich sympatii.

- Wszyscy się cieszymy, że jesteś tu z nami, Amelio. – powiedział Dumbledore, a jego oczy świeciły z chorej satysfakcji. Przeklęty manipulator. Może i odmówił jego pierwszej propozycji, nie znaczy to jednak, że pozwoli się teraz wymienić. Nie teraz, kiedy pogodził się z tą decyzją i zapragnął szczerze pomóc chłopakowi.

Nie odzywał się jednak. Przybrał za to na twarzy wyraz triumfu, podkoloryzowany uśmieszkiem pełnym ironii. Niech starzec myśli, że to sprawia mu przyjemność. Kiedy tylko stąd wyjdzie, wznowi poszukiwania nastolatka z jeszcze większą zawziętością. Znajdzie go pierwszy.

- Zwołałem was głównie po to, by rozdać wam świstokliki. Jak dobrze wiecie, większość Magicznej Anglii szuka właśnie Harry`ego. Znalezienie go przez Jasną stronę jako pierwszą, jest priorytetowe, dlatego nie możemy zwlekać. Gdy ktokolwiek z was go znajdzie, niech przybędzie z nim tu, do Kwatery, za pomocą świstoklika. Natychmiast. Każda minuta się liczy. Będziemy tu z Amelią na was czekać. Gdy tylko chłopiec się tutaj znajdzie, zawrzemy małżeństwo. – powiedział stanowczo.

I jak to zawsze bywa z rozkazami od Jasnego Pana, nikt się nie spierał. Mimo że całkiem niedawno wszyscy byli do niego wrogo nastawieni, teraz zachowywali się jak posłuszne baranki. Severus miał ochotę prychnąć na to z pogardą. Powstrzymał się jednak i dla niepoznaki wziął świstoklik, a potem wyszedł zamaszyście jak to miał w zwyczaju.

Nie podobało mu się to co wyczyniał Dumbledore. Z każdą chwilą jego lojalność się rozkruszała. Coś w tym wszystkim bardzo mu nie pasowało, tylko nie wiedział jeszcze czym to jest. Musiał zebrać więcej informacji. Ale to po drodze. Teraz musi wracać do poszukiwań.

Poprzedniego dnia, kiedy szukał poszlak w Little Whinging, natrafił na coś interesującego. Szedł wtedy ścieżką przez miejscowy park, gdy coś błysnęło w krzakach. Jakiś przedmiot odbijał promienie słońca. Kiedy zbliżył się, zobaczył, że leży tam kawałek jakiegoś srebrnego papierka po batoniku. Niby nic nieznaczącego, ale tuż obok, parę centymetrów dalej zobaczył porzucone okulary. Okrągłe, mimo że zniszczone oprawki, nie dawały wątpliwości do kogo należały.

To był dowód, że chłopak tu był. Pytanie tylko jak dawno temu. Wziął przedmiot ze sobą, by w razie czego oddać go właścicielowi. W końcu nie był pewien czy ten porzucił je tu celowo, czy raczej je zgubił. A dzieciak był ślepy jak kret, więc wolał mu je oddać, w razie gdyby ich potrzebował.

Skupił się wtedy na dokładnym śledzeniu okolicy, ale więcej nic nie znalazł. Musiał więc poszerzyć okręg poszukiwań. Niewiele zdążył sprawdzić zanim się ściemniło. Dziś jednak, od kiedy tylko opuścił Grimmuald Place, wznowił swoje zadanie. Był na tym tak skupiony, że przegapił obiad. Ale nie przejmował się tym zbytnio. Chłopak musiał być niedaleko.

Tym razem przy jakimś dziwnym placu znalazł zegarek. Ten również był zniszczony, ale skądś, nie wiedział skąd, był pewien, że również należy do Pottera. Zastanawiał się co chłopak robił w takim miejscu. Na kostce były wyrysowane kolorowe linie. Półokręgi, a po środku nich stały słupy, na których zawieszone były poziome obręcze z siatkami. Kompletnie nie widział dla nich zastosowania, ale podejrzewał, że służą do grania w jeden z tych dziwnych, mugolskich sportów.

Był blisko. Czuł to, ale też nie mógł skupić się na tym, gdzie powinien iść dalej. Powoli zapadał zmrok, a jego ciało domagało się pożywienia i odpoczynku. Obiecał sobie jednak, że tu wróci jak tylko pojawią się pierwsze promienie słońca. Przyszykował się mentalnie na małą ilość snu. Inaczej jednak nie potrafił. Musiał znaleźć chłopaka i pomóc mu się ukryć. Przynajmniej dopóki nie wymyślą innego rozwiązania niż to małżeństwo z tą francuską paniusią. Nie wiedzieć czemu, za każdym razem jak ją wspominał, czuł irracjonalną złość.

Nie rozwodził się jednak nad tymi uczuciami. Skierował się do swojego mieszkania, by nabrać sił i jutro znów pojawić się w pobliżu ostatniego znaleziska. Nie wiedział nawet skąd u niego tyle zapału. Chciał dobrze dla nastolatka, ale jego uczucia wciąż się nie zmieniły. Nie lubił go i był gotów sądzić, że nigdy to się nie zmieni. Dlatego ta nagła troska była zadziwiająca.

Ale nie protestował. Jeśli coś chciało, aby z taką zawziętością szukał Pottera, podda się temu. W końcu w czarodziejskim świecie nic nie dzieje się bez przyczyny.

*.*.*.*.*.*.*.*.*

Obudził się parę minut po czwartej. Zawsze uważał, że jako szpieg musi być ciągle w gotowości. Dlatego myślał, że skoro zawsze poświęca na sen jak najmniej czasu, to będzie mógł spokojnie teraz wstać. Pomylił się i to bardzo. Powieki ciążyły mu niemiłosiernie domagając się większej ilości snu. Ale wiedział, że znalezienie Pottera jest kluczowe. Gdyby chodziło o wszystko inne, pozwoliłby sobie spać dalej.

Dzieciak będzie musiał mu to wynagrodzić. Nie miał jeszcze pomysłu jak miałby to zrobić, ale coś wymyśli. Już jego w tym głowa. W życiu się dla nikogo chyba tak nie poświęcał.

W końcu gdy zwlekł się z łóżka, przyszykował sobie tony jedzenia, jako prowiant na cały dzień. Tym razem nie będzie głodował. Schował wszystko do specjalnego kuferka na posiłki i zmniejszył go po czym schował w szacie. O takiej godzinie nie był w stanie nic przełknąć. Poza oczywiście kawą. Albo dzbankiem kawy.

Miał nadzieję, że nie wygląda jak śmierć, choć z całą pewnością tak się właśnie czuł. Może jednak pobudka o takiej porze, nie była zbyt dobrym pomysłem. Zaczął się obawiać, że w swoim lekkim zamroczeniu przegapi istotne ślady. Miał ochotę przyłożyć sobie z liścia na takie reakcje jego ciała. Musiał się ogarnąć. Przygotował sobie na drogę kolejną, dużą porcję czarnego napoju.

Skoro już się zmusił do działania, nie zamierzał rezygnować. Teleportował się w pobliżu miejsca, w którym wczoraj znalazł pęknięty zegarek. Tak jak się spodziewał okolica była pusta. Każdy normalny człowiek o takiej godzinie wciąż głęboko śpi. On też by mógł. Przeklęty Potter.

Wiedział jednak, że wyzywanie chłopaka nic mu nie da. To on postanowił go znaleźć i sam sobie był winien. Rozpoczął swoje poszukiwania kiedy tylko poczuł zbawienny wpływ kawy. Coś mu podpowiadało, że jest już blisko. Dlatego dzisiejszego dnia śledził otoczenie znacznie wolniej i dokładniej.

Była godzina siódma rano, gdy zauważył, że mugole powoli pojawiają się na ulicach. Takie chodzenie i obserwowanie dokładnie okolicy, nie mogło dobrze wyglądać w ich oczach, dlatego postanowił się ukryć przed ich spojrzeniem. Schował się za jakimś budynkiem i usiadł na niewielkich schodkach. Mógł przy okazji coś zjeść.

Spokojnie przeżuwał posiłek, pozwalając sobie rozmyślać o Potterze. Jakby z opóźnieniem przypomniał sobie treść artykułu, a dokładniej fragment mówiący, że chłopak uciekł na skutek brutalnego pobicia. To mu uświadomiło, że nastolatek może być ranny, a on nie ma przy sobie żadnych eliksirów poza przeciwbólowym, przeciwkrwotocznym, uspokajającym i veritaserum. Nie był to satysfakcjonujący zestaw jak na Mistrza Eliksirów.

Pluł sobie w brodę za taką nieuwagę. Te całe poszukiwania tak go pochłonęły, że zapomniał o swoich podstawowych zasadach. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach, zachować chłodny umysł. Kręcił głową na to wszystko. Jak znajdzie chłopaka i doprowadzi go do porządku, zrobi sobie przerwę. Może skorzystałby z pozostałej części wakacji.

Takie rozmyślania przerwało mu dźgnięcie w plecy. Tego dotyku z niczym by nie pomylił. Ktoś właśnie przykładał mu, w miejsce poniżej karku, końcówkę różdżki. Zadziwiające, ponieważ dopiero co karcił się za nieuwagę, a teraz dał się tak podejść. Ten dzień to po prostu skandal.

- Kto znalazł się we Wrzeszczącej Chacie pod koniec mojego trzeciego roku? Podaj pseudonimy wszystkich zwierząt. – usłyszał cichy i poważny głos Chłopca, Który Przeżył.

- Lunatyk, Łapa i Glizdogon. – odpowiedział posłusznie, chcąc mieć to przesłuchanie z głowy. Kiedy jednak różdżka dalej nie została zabrana, wywarczał wściekle. – Nawet jeśli przez pięć ostatnich lat, twój mózg nie dał rady tego zarejestrować, to informuję cię teraz, Potter. Nie. Jestem. Nietoperzem. – tym razem efekt był natychmiastowy. Chłopak zabrał magiczny przedmiot i zachichotał lekko.

- Przepraszam profesorze, musiałem się upewnić. – powiadomił go nastolatek. – Cieszę się, że pana widzę. Miałem wręcz nadzieję, że to pan mnie jako pierwszy znajdzie.

Po tych słowach chłopak stanął naprzeciwko niego i dopiero teraz Snape mógł mu się przyjrzeć w pełni. To co zobaczył niemal zniszczyło jego maskę obojętności. Potter nie wyglądał jak… Potter.

Po pierwsze, miał na sobie dopasowane ubrania. Czarne spodnie delikatnie opinały jego łydki i uda, podkreślając mięśnie wyrobione podczas gry w quidditcha. Niemal żałował, że chłopak nie stoi do niego tyłem, wtedy mógłby podziwiać też inne widoki. Zdziwił się lekko kiedy zobaczył, że Potter nosi ślizgońskie kolory. Ale nie mógł zaprzeczać, że z zielonej koszuli wygląda całkiem, całkiem.

Niewysoki, ale też i nie przesadnie niski. Wąskie biodra i lekko szerokie ramiona. Opalona skóra i delikatne mięśnie. Ciało jak marzenie. Kuszące.

Jednak największe zmiany ukazywały się od szyi w górę. Wybraniec jednak pozbył się tamtych wstrętnych okularów. Teraz miał inne, delikatniejsze. Prostokątne szkła w cienkiej oprawie dodawały mu poważnego wyrazu. Jego oczy wydawały się mieć w nich jeszcze głębszy kolor. Wyglądały nieziemsko. Włosy zostały przycięte i ułożone fachowo. Ktoś bardzo się postarał dodatkowo je rozjaśniając. Fryzura odsłaniała mu całkowicie czoło, na którym zauważył jakiś rozsmarowany specyfik. Kamuflował on jego bliznę.

Całość wyglądała po prostu… dobrze. Bardzo dobrze.

- Już wiem dlaczego nikt cię dotychczas nie znalazł. – wymruczał mimowolnie. Ale cóż mógł poradzić, był pod sporym wrażeniem. To nie był ten sam rozkapryszony chłopak. Severus miał nadzieję, że i charakter przeszedł równie wielką metamorfozę.

- Musiałem jakoś sobie radzić. – odpowiedział w lekkim rozbawieniem w głosie. – Jednak o tym później profesorze, nie możemy tu zbyt długo zostać. Chce pan zobaczyć gdzie się ukrywałem, czy raczej sam pan zaproponuje jakieś przyjemne miejsce do rozmowy? – zapytał uprzejmie.

- Nie obawiasz się, że zabiorę cię prosto do Dumbledore`a? – mężczyzna naprawdę był ciekaw, dlaczego chłopak chciałby akurat z nim porozmawiać, ale wszystko po kolei. Na razie próbował ogarnąć to, że nastolatek nie krzyczał, ani się nie awanturował. Liczył raczej, że ten będzie uciekał lub coś w ten deseń.

- Wbrew temu co pan o mnie sądzi, umiem czytać. Widziałem artykuł i zauważyłem też to, jak pan na mnie patrzy. Doceniam to, ale proszę przestać. Wciąż jestem tym samym, impertynenckim bachorem. – powiedział z ironicznym uśmieszkiem.

- Coś ci się chyba uroiło w tej gryfońskiej czaszce, wypełnionej próżnią. Według mnie, nic się nie zmieniłeś. – upewnił się, że mówi z jego dawną, zwyczajową pogardą w głosie.

- Ach, jak ja za tym tęskniłem. – zaśmiał się szczerze. – To idziemy, profesorze?

- Prowadź. – postanowił, że zobaczy na własne oczy, jak radził sobie Złoty Chłopiec przez ostatnie tygodnie.

Jak się okazuje nie musieli iść daleko. Potter wszedł do budynku obok i machnięciem ręki zachęcił go, do podążania za sobą. Kiedy rozglądał się po korytarzach i pomieszczeniach wewnątrz mugolskiej budowli, stwierdził, że wyglądem przypomina mu trochę szkołę. Czyżby chłopak wykorzystał fakt, że trwa okres wakacyjny? Dość pomysłowe. I skuteczne, jeśli dotąd nikt go tu nie szukał.

Gdy przechodzili przez jakąś wielką salę, Severus znów zauważył wymalowane linie na podłodze. Tym razem oprócz dziwnej konstrukcji na słupach, znajdowały się też tam dość duże prostokątne ramy z siatką. Kolejny raz zastanawiał się nad ich zastosowaniem. Mugole byli dziwni.

Nastolatek poprowadził ich do niewielkiego pomieszczenia, gdzie porozkładane były inne dziwne elementy i mnóstwo piłek w różnych kolorach. Ich celem jednak był stos materaców, który stanowił dla Pottera chyba łóżko. Tak przynajmniej przypuszczał, widząc stojący obok kufer.

- Witam profesora w moich skromnych progach. – ukłonił się teatralnie.

- Przestań pajacować, Potter. Tylko ty mogłeś wpaść na tak idiotyczny pomysł by zamieszkać w mugolskiej szkole. – tym razem nie powstrzymywał się przed kręceniem głową.

- Warunki może nie są zbyt luksusowe, ale mnie wystarczają. – nastolatek wzruszył ramionami. Usiadł na jednym końcu materaca i oparł się plecami o ścianę. – Niech pan też przyzna profesorze, że jest to fenomenalna kryjówka.

- W twoich snach, głupi bachorze. – odpowiedział, choć zgadzał się z jego słowami.

Rozglądał się po pomieszczeniu chcąc znaleźć coś do siedzenia, co nie jest skrawkiem brudnej podłogi lub materacem Złotego Chłopca. Nic jednak takiego nie dostrzegł, po czym zdecydował się usiąść obok zmory jego życia. To musiał być ciekawy widok. Postrach Hogwartu siedzi sobie na niebieskim materacu w składziku na sprzęt sportowy, w mugolskiej szkole, a towarzyszy mu Chłopiec, Który Przeżył. Po prostu świetnie.

- Zgaduję, że nie obejdzie się bez dokładniejszych tłumaczeń, prawda? – bardziej stwierdził niż zapytał.

- Pięć punktów dla Gryfindoru, Potter. – nie mógł sobie darować tego przytyku.

- Nie sądziłem, że nastąpi taki dzień, w którym da mi pan jakieś punkty, profesorze. Nawet te wyimaginowane. – powiedział śmiejąc się lekko. Severus zauważył, że chłopak ma naprawdę dobry humor i nie rozmawia im się, aż tak źle. Przynajmniej na razie.

- Nie przyzwyczajaj się.

- Nie śmiałbym. – pokiwał głową. – To co najpierw chciałby pan wiedzieć?

- Zastanawia mnie na przykład twój aktualny wygląd. – wymruczał cicho przyglądając się młodemu mężczyźnie. Co najdziwniejsze, zauważył że chłopka się zaczerwienił.

- Cóż, każdy potrzebuje czasem zmian. Ja dawno powinien już to zrobić. – przyznał zawstydzony, jakby popełnił jakąś zbrodnie.

- Nie mówię o ciuchach, bachorze. Choć z tym, że tego potrzebowałeś to się zgodzę. Mam na myśli raczej twoje zdrowie. Znaleźli w twoim domu ślady po brutalnym pobiciu i znęcaniu się, a ty wyglądasz jakbyś od paru tygodni wypoczywał na plaży. Coś się tu nie zgadza i ja chcę wiedzieć co. – powiedział groźnie.

- Em… Nie wiem za bardzo jak to wytłumaczyć, ale to wina mojej magii. Podejrzewam, że mam na sobie Glamour, choć nie mam pewności. Nie mogę czarować, a przy tym sprawdzić co się stało. – powiadomił go, z zamyśleniem spoglądając na swoje dłonie.

- Nałożyłeś na siebie zaklęcie, nawet o tym nie wiedząc? Bez użycia różdżki? – podniósł ironicznie brew.

- Tak mi się wydaje. Zawsze może pan to sprawdzić za mnie i się przekonać. – poinformował go poważnie. – Od paru miesięcy czuje jak moja magia staję się coraz bardziej rozchwiana. Ciężko mi ją kontrolować. Nie jest dla mnie zaskoczeniem to, że kiedy tego bardzo chciałem, zadziałała samoistnie.

- Założę się, że znów się wpakowałeś w coś niebezpiecznego. – westchnął zirytowany.

- To kłopoty mnie same znajdują. Jakbym miał wybierać, wolałbym być normalny. Tym razem to coś innego.

- Zaraz do tego wrócimy. – przyglądał mu się podejrzliwie. – Teraz sprawdźmy, co takiego nawyczyniała twoja magia. Finite. – wypowiedział zaklęcie.

Po chwili przyglądał się jak skóra chłopaka szarzeje, albo raczej pokazują się wszystkie, niewygojone do końca, siniaki. Na twarzy natomiast pojawiła się niezdrowa bladość. Oczy chłopaka straciły poprzedni blask, a cienie wyraźnie się pod nimi odznaczały, pokazując marny stan nastolatka. Usta miał sine i popękane. Obawiał się co zobaczy pod ubraniem.

- Zdejmij koszule, Potter. – mówił spokojnie, choć w środku trząsł się od tłumionej złości, na tych parszywych mugoli.

Na szczęście chłopak nie protestował. Posłusznie wykonał jego polecenie. Oczom Severusa ukazał się okropny widok. Plecy nastolatka były w fatalnym stanie. Nie leczone rany, które zapewne zostały zadane skórzanym pasem, jarzyły się niepokojącym kolorem czerwieni. Oby tylko nie pojawiło się zakażenie, choć po takim okresie czasu nic nie było pewne. Skóra naznaczona była wieloma bliznami. Starszymi i tymi zasklepionymi całkiem niedawno.

To było takie… paskudne. Miał na myśli raczej samo to jak był traktowany, a nie same blizny. Brakowało mu po prostu innych słów. Dzieciństwo chłopaka musiało być okropne. I mimo, że szalał od emocji, postanowił być profesjonalny i podejść do tego chłodno.

- Te rany nie wyglądają za ciekawie. Potrzebujesz opieki medycznej, albo przynajmniej odpowiednich eliksirów i maści. W dodatku jesteś wycieńczony, nie możesz tu dużej przebywać. – powiadomił go obojętnym głosem.

- Wiem i nie zamierzam. Dlatego też tak się ucieszyłem, że pana spotkałem. Potrzebuje pomocy. – powiedział, gdy założył z powrotem koszulę i odwrócił się do Severusa.

- I to ja mam ci jej udzielić? – starał się po sobie nie pokazać, że od początku miał taki zamiar. Ciekaw był co ma na myśli Złoty Chłopiec. – Myślisz, że się zgodzę po tym co zrobiłeś? – zapytał przypominając sobie jak jeszcze niedawno chłopak naruszył jego prywatność. Nie był tak do końca na niego zły za ten czyn. Raczej winił siebie, że tego nie przewidział i nie zabezpieczył się odpowiednio. Jednak ten nie musiał o tym wiedzieć.

- Wiem, że jest pan na mnie zły, nie cofnę tego co się stało. – w zdenerwowaniu przygryzał wargę, która dotychczas i tak była w złym stanie. – Ale chciałbym pana przeprosić. To było bardzo niegrzeczne z mojej strony, nie powinienem był tego robić. Jednak nie żałuje tego czego się dowiedziałem. – przyznał, patrząc mu prosto w oczy. – To jak traktował pana mój ojciec, było okropne. Wstydzę się za niego.

Gdyby usłyszał te słowa jeszcze tydzień temu, sprawiłyby mu ogromną satysfakcję. Syn jego wroga, przychodzi do niego powiedzieć mu, że wstydzi się za ojca. Coś pięknego. Idealna zemsta. Wszystko jednak się zmieniło. Uświadomił sobie jakim był idiotą, osądzając dzieciaka za czyny swojego rodzica. Teraz jednak te słowa wydawały mu się nieodpowiednie. Chłopak nigdy nie powinien mówić tak o swojej rodzinie.

- Daruj sobie, Potter. Niczego to nie zmieni, więc uznaj tę sprawę za zamkniętą. – miał nadzieję, że ten zrozumie przekaz. Nigdy nie był zbyt uczuciowy i wylewny. Nie potrafił inaczej rozmawiać, więc jeśli Złoty Chłopiec obrazi się na niego za takie słowa, niech się wypcha.

- Dziękuje. – jego obawy widocznie się nie sprawdziły, ponieważ nastolatek uśmiechał się do niego wdzięcznie. Nigdy nie zrozumie tego dzieciaka.

- Czego ode mnie oczekujesz, bachorze? – postanowił wrócić do sedna sprawy. Miał dość tej ckliwej sytuacji.

- Czytałem gazety. Wiem co chce zrobić Knot i mam też podejrzenia co chce zrobić Dumbledore, by mnie przy sobie zatrzymać. – mówił tak, jakby nie wiedział od czego powinien zacząć.

- Znalazł ci niezłą lalunie na żonę. – przekazał mu z wrednym uśmiechem.

- Cholera. – wymsknęło mu się zaraz po tym, jak się skrzywił z obrzydzenia. A to ciekawe. – Nie mogę do niego wrócić. Pod żadnym pozorem. – takiej powagi i stanowczości się Severus po nim nie spodziewał.

- Czego dyrektor tak bardzo od ciebie chce? Bo zaczynam wątpić w to, że interesuje go tylko zwycięstwo Jasnej Strony. – postanowił trochę pokazać swoją ciekawość. Szczególnie kiedy chłopak zbladł.

- Chodzi mu o umiejętności, które są dziedziczne w mojej rodzinie.

- Nie przypominam sobie, by Potterowie posiadali jakieś zdolności. No chyba, że dziedziczną można nazwać głupotę. – zauważył.

- Bo nie mają. – chłopak zaśmiał się dźwięcznie. – To moja mama była wyjątkową czarownicą. Tak naprawdę nie była mugolaczką.

- Bredzisz Potter. – nie uwierzył chłopakowi.

- Ale to prawda. Była pana przyjaciółką, czy nie zauważył pan, że wygląda inaczej niż reszta jej rodziny? – Severus z konsternacją patrzył na chłopaka. Nie wiedział skąd ten ma takie informacje, ani do czego zmierza, jednak pokiwał głową w potwierdzeniu. – Lili była adoptowana. Pochodziła z silnego rodu, o którym wieki temu zapomniano.

- Co masz na myśli? I skąd to wszystko wiesz? – tym razem nie mógł powstrzymać ciekawości.

- Napisała do mnie list. – chłopak uśmiechnął się tęsknie. – Dostałem go wczoraj na szesnaste urodziny. Razem z dziedzictwem.

- Coś mi mówi, że to grubsza sprawa. – podsumował swoje myśli.

- Tak. – wyrwał mu się z ust chichot, ale wydawał się trochę histeryczny. – Nawet nie zdaje sobie pan sprawy jak bardzo.

- Więc może powiesz mi Potter, co takiego interesującego potrafisz? – wrócił jego ironiczny ton.

- Przepraszam profesorze, ale ja… - chłopak widocznie się nad czymś wahał. – Czuje, że mogę panu zaufać, ale to jest jeszcze tak świeże. Dowiedziałem się o tym wczoraj, a mama powiedziała, że to jest wielka tajemnica i nie wiedział o tym nawet James. Po prostu…

- To jeszcze nie ten moment. – podpowiedział mu Snape. Był lekko zawiedziony, że będzie musiał poczekać na tę informację. W duchu też był podekscytowany, że nastolatek chciał mu zdradzić sekret, o którym nie wiedział nawet jego ojciec. W jakiś niewyjaśniony dla niego sposób, czuł się wyróżniony. – Nie dramatyzuj, tylko powiedz mi czego ode mnie oczekujesz? – powtórzył swoje pytanie.

- Muszę nawiązać z kimś więź. – powiedział po czym wstał i zaczął krążyć nerwowo po pomieszczeniu.

- Po co niby ci więź, Potter. Czy ma to związek z tym co napisała ci Lili? – ciekawiło go czym jeszcze zostanie zaskoczony.

- Tak. Jak już mówiłem, od jakiegoś czasu moja magia jest niestabilna. Potrzebowała więzi, aby dziedzictwo mogło się poprawnie ujawnić i żebym odzyskał kontrolę nad swoją magią. – dzieciak trochę niekontrolowanie gestykulował rękami.

- Co masz na myśli, mówiąc poprawnie? – zaniepokoił się.

- Czuję się coraz gorzej. Od wczoraj mój stan się pogarsza. Po części dlatego właśnie wyglądam tak fatalnie. Muszę się spieszyć, bo będzie znacznie gorzej. – zatrzymał się tuż przed nim.

- Jak mo… - chciał coś powiedzieć, ale Potter stanowczo mu przerwał.

- Muszę to po prostu powiedzieć. – po czym uklęknął przy nim. – Severusie Snape, czy zostaniesz moim mężem?