- Oszalałeś Potter. – wymamrotał kiedy tylko odzyskał zdolność mówienia. Nie był jednak w stanie powiedzieć nic więcej. Po raz pierwszy w życiu, mógł powiedzieć, że został całkowicie zmiażdżony. Nic nie było w stanie przygotować go na taki obrót spraw. – Oszalałeś.
- Nie nazwałbym tego szaleństwem. Raczej przemyślaną decyzją, co w sumie w moim wykonaniu, jest szalone. – powiedział z uśmiechem.
- Zdecydowanie oszalałeś. – powtarzał wciąż w szoku.
- Czy mógłby się pan uspokoić? Czuję się trochę niezręcznie, kiedy tak się pan powtarza. – przyznał lekko się czerwieniąc.
- Uspokoić… Niby jak, głupi bachorze? Właśnie poprosiłeś mnie o rękę. – zauważył.
- To prawda. I wypadałoby, żeby pan odpowiedział. A nazywanie mnie szaleńcem, na pewno panu w tym nie pomoże. – zachichotał zdenerwowany. To jakby otrzeźwiło Severusa.
- Żartujesz sobie, prawda? To jakiś twój idiotyczny kawał? Może próbujesz naśladować bliźniaków Weasley. Nie ze mną te numery Potter. – nagle warknął gniewnie. Nie ukrywał, że nie lubi żadnych podobnych wybryków. Ten szczególnie mu się nie podobał.
Co prawda miał zostać mężem chłopaka, ale to był rozkaz, którego nie mógł podważyć. Jego chęci, ani uczucia się nie liczyły. Teraz jednak, gdy Potter prosi o rękę jego, wydawało się to takie… inne. Tak jakby jego zdanie miało tu być decydujące. Nastolatek pozwolił mu wybrać i to chyba nim najbardziej wstrząsnęło. Liczył się z jego zdaniem. Pominął już fakt, że wyglądało to trochę śmiesznie, gdy szesnastolatek oświadcza się dwadzieścia lat starszemu mężczyźnie. Przecież z tego wyniknie skandal.
- Nie jestem swoim ojcem. Mimo, że jestem młody, nie lubię wrednych kawałów w równym stopniu co pan. – zaprzeczył z powagą.
- Nie uwierzę w to. Zbyt wiele razy widziałem jak pomagasz tym rudym diabłom.
- Ale jest różnica między drobnym psikusem z cukierkiem, a znęcaniem się nad kimś psychicznie. – kręcił głową jakby chciał odgonić własne, przykre wspomnienia. – Od pana odpowiedzi, będzie zależeć moje życie. Nie jestem na tyle głupi, by robić z tego żart.
- Ale dlaczego ja, Potter? Jestem facetem do cholery! Nie będziesz w stanie założyć ze mną rodziny. – nie mógł pojąć tego jak Złoty Chłopiec mógł wybrać jego, Śmierciożercę.
- Nie mam nic przeciwko adopcji. – wzruszył ramionami. – Poza tym mam szesnaście lat, nie śpieszno mi do posiadania dzieci.
- No właśnie, jesteś jeszcze dzieckiem. Między nami jest dwadzieścia lat różnicy. – próbował dalej przemówić chłopakowi do rozsądku. – Na pewno byłbyś w stanie znaleźć sobie kogoś w podobnym wieku.
- Proszę nie nazywać mnie dzieckiem. – zaprotestował. – Mogę zgodzić się na każde inne miano, ale nie to. Od dawna nie myślałem o sobie w ten sposób. To co przeżyłem, nie pozwala mi na to. – powiedział z lekką nutą żalu. – Podobnie myślę o swoich znajomych. Żadne z nich nie ma, nawet w maleńkim stopniu, podobnych doświadczeń co ja. Oni wszyscy wydają mi się tacy… dziecinni.
- Nadal sądzę, że powinieneś znaleźć sobie kogoś młodszego.
- Ale nie chcę. Wybrałem pana, profesorze. Mógłby być pan nawet starszy i nie zmieniłbym zdania. Potrzebuję kogoś, kto mnie zrozumie, kto będzie miał swój własny bagaż doświadczeń. Kogoś, kto będzie równie zagrożony jak ja, byśmy mogli bronić się nawzajem. – chłopak patrzył na Severusa znacząco. Mężczyzna już miał się odzywać, jednak Harry mu nie pozwolił. – I nie chcę słyszeć nic na temat bycia Śmierciożercą. Każdy z nas popełnił w życiu jakieś błędy. Ja jednak wiem, że mimo wszystko, jest pan dobrym człowiekiem.
- Niby co ci każe tak myśleć? – wysyczał z ironią, na co chłopak zachichotał radośnie.
- Ponieważ zamiast wykorzystać sytuację, martwi się pan o mnie. – zauważył.
- Kolejny raz dzisiaj, śmiem twierdzić, że masz urojenia, bachorze. – drażnił się.
- Ale to prawda! – kontynuował rozbawiony nastolatek. – Równie dobrze, mógłby pan postawić mi jakieś warunki, które zmuszony byłbym spełnić. Jeśli chcę odzyskać pełnie sił i kontrolę nad magią, jest pan moją ostatnią nadzieją. Mógł pan to wykorzystać, a jednak stara się pan mnie przekonać, że mogę znaleźć sobie kogoś lepszego.
- Bo możesz! Jesteś Harry Przeklęty Potter, Chłopiec, Który Przeżył, Wybraniec, bożyszcze nastolatków! – wykrzyczał wściekle.
- Bożyszcze? – chłopak uniósł w zdziwieniu brew, a potem uśmiechnął się zadziornie. – Nie wiedziałem, że ma pan o mnie takie zdanie. Co jeszcze pan o mnie myśli?
- Szlaban, Potter!
- Chętnie. Jeśli tylko, to pan będzie go nadzorował. – albo mu się wydawało, albo brzmiało to na bardzo, ale to bardzo jednoznaczny podtekst. Sugerował to ton w jakim chłopak wypowiedział to zdanie. Jego wszystkie mięśnie w ciele drgnęły. Najbardziej te znajdujące w okolicach bioder.
- Gdybyś tylko chciał, mógłbyś mieć każdego. – powiedział tym razem cicho.
- Ale nie chcę! – tym razem to nastolatek tracił opanowanie. – Ufam tylko panu, profesorze. Jeśli się pan nie zgodzi, wolę już zostać warzywem, niż wrócić w łaski Dumbledore`a!
- Severus.
- Co? – chłopak zapytał skołowany.
- Nie życzę sobie, by mój mąż zwracał się do mnie jak do obcego. Mam na imię Severus. – powiedział z lekką ironią.
- Severus… - wymamrotał, zanim zrozumiał co mężczyzna powiedział. Gdy to nastąpiło, jego oczy rozszerzyły się z nadzieją. – To znaczy, że się zgadzasz?
- A czy nie to powiedziałem? Dotychczas myślałem, że mówimy w tym samym języku. Czyżbym aż tak bardzo się pomylił? – nie mógł się powstrzymać od tego przytyku.
- Nie, jak zawsze masz rację. – chłopak roześmiał się radośnie, po czym pełen emocji rzucił się na niego przytulając mocno. – Tak bardzo ci dziękuje. – Severus miał wrażenie, że głos chłopaka w ostatnim słowie załamał się, jakby za chwile miał zacząć płakać. A nie chciał mieć tu teraz beczącego nastolatka. Poklepał więc go po plecach, chcąc zasygnalizować, że już wystarczy.
- No już, Potter. Nie rycz. – po chwili chłopak siedział przed nim skruszony, ale wciąż zadowolony. W oczach miał radosne błyski niczym dyrektor, gdy widział psikusy Huncwotów. Zadrżał na tą myśl. Musiał się jej jak najszybciej pozbyć. Nie było to trudne, ponieważ miał przed sobą ciekawszy widok. Rozanielony, młody chłopak patrzył na niego, niczym pies na świeżą kość. Nie mógł zaprzeczyć, było to osobliwe zjawisko i całkiem przyjemne. Nikt wcześniej na niego tak nie patrzył.
- Przepraszam, profes… znaczy, Severusie. – niemal od razu się poprawił. Dziwnie brzmiało jego imię w tych drobnych ustach. Bardzo delikatnie i trochę zmysłowo.
Ciężko było mu pojąć, co ten chłopak z nim robił. Wystarczyła jedna rozmowa, by tak zmienić jego myśli o Złotym Chłopcu. Nic nie mógł jednak poradzić na to, że zaczął mięknąć na widok tych zielonych oczu. Świeciły się niczym w gorączce. Zmarszczył czoło przypominając sobie, że chłopak mówił o jego wciąż pogarszającym się stanie. Przyjrzał mu się uważniej i z zaskoczeniem stwierdził, że na młodym ciele zaczyna pojawiać się pot. Zaalarmowany dotknął jego czoła, po czym rozszerzył swoje oczy. Nastolatek był rozpalony.
- Masz gorączkę i to niemałą. – poinformował go.
- Ach, czyli to dlatego boli mnie głowa. W sumie mogłem się tego spodziewać. Mama napisała mi, że im dłużej będę czekać, tym większe prawdopodobieństwo, że zachoruję. – Severus zauważył teraz, że i głos chłopaka wydawał się mieć inny ton. Taki jakby zmęczony.
- Musisz jak najszybciej zażyć jakieś leki. Jak bardzo boli cię głowa? Mam przy sobie tylko jeden przydatny eliksir. – sięgnął do kieszeni po fiolkę.
- Na razie znośnie, ale nie pogardzę jeśli zechcesz mi go dać. – westchnął lekko, a jego dłonie zaczęły drgać. Snape podejrzewał, że chłopak próbuje bagatelizować swój stan.
- Pij. – podstawił mi fiolkę pod same usta. – Muszę cię stąd zabrać. W swoim domu mam wszystkie potrzebne eliksiry. Tam będziesz mógł trochę odpocząć. – poinformował go. Chwilę później widząc rozluźnienie na twarzy nastolatka, domyślił się, że lek zaczął działać. – Podnieś się. Teleportuję nas od razu. – złapał Pottera za ramiona i już miał ich przenieść, gdy ten zaprotestował.
- Poczekaj! Upewnij się najpierw, że nie masz przy sobie nic, co miałoby w sobie magię Dumbledora. – powiadomił go stanowczo.
- Niby dlaczego? – zapytał, ale i tak sięgnął do szaty, aby wyciągnąć świstoklik do Kwatery Zakonu.
- Pozbądź się go. – powiedział, gdy tylko go zobaczył. – Mógł umieścić na nim dodatkowe zaklęcia, wyczuwające moją magię. Zdarzyło się już tak kilka razy, gdy dał mi coś w prezencie. Potrafił w ten sposób kontrolować to gdzie jestem i co robię. Powinienem pomyśleć o tym na samym początku. Bardzo możliwe, że dyrektor wie już gdzie się znajduje i kogoś tu wysłał.
- W takim razie, śpieszmy się. – zdecydował i kierując różdżkę na trzymany przez siebie przedmiot powiedział. – Evanesco.
Kiedy pozbył się problemu, mógł w końcu zabrać stąd Pottera. Po teleportacji wylądowali na tyłach jego domu. Chwilę później poczuł jak ciało przez niego trzymane, przelewa mu się w ramionach. Nastolatek zemdlał. To było niepokojące. Wziął go szybko na ręce i skierował się do wejścia.
Przez chwilę zastanawiał się, gdzie położyć chłopca. Pierwszą myślą była kanapa w salonie, ale miałby wtedy daleko do składziku z eliksirami, a chciał w miarę możliwości szybko działać, gdyby coś było nie tak z Potterem. Później przypomniał sobie, że zgodził się zostać jego mężem, więc koniec końców, umieścił go w swoim łóżku.
To brzmiało tak surrealistycznie. „Mąż Chłopca, Który Przeżył."
Kręcił jedynie na to głową i skierował się do pomieszczenia obok. Na tackę nałożył kilkanaście buteleczek różnych eliksirów i maści. Jeśli już miał zająć się chłopakiem, zamierzał zrobić to porządnie i pozbyć się nie tylko gorączki, ale też i tych wszystkich siniaków i zranień.
Odkładając przygotowane leki na szafkę nocną, znów chciał przyjrzeć się jego obrażeniom. Ostrożnie ściągnął mu koszulę i spodnie, pozostawiając jednak bieliznę. Tamte rejony woli poznawać w innej sytuacji. Blady nastolatek wydawał się drobniejszy niż zwykle, gdy tak leżał w jego ciemnej pościeli. Był tak młody, a jednocześnie tak bardzo skrzywdzony przez życie.
Wziął pierwszy eliksir i masując mu gardło, pomógł go przełknąć. Miał nadzieję, że gorączka szybko minie. Później podał mu jeszcze kilka leków i przystąpił do dokładnego nasmarowania jego ciała maścią na siniaki. Z fascynacją przesuwał swoje duże dłonie po delikatnej skórze nastolatka. To wkrótce miał być jego mąż. Niedługo to ciało miało należeć tylko do niego. Nie wiedział czym sobie na niego zasłużył, ale nie wykłócał się. Powoli przyzwyczajał się do tych myśli.
Jego jedyne obawy pojawiały się, gdy przypominał sobie jak bardzo Potter jest młody. Ma dopiero szesnaście lat. Możliwe nawet, że nigdy wcześniej nie uprawiał seksu. Mógł być jego pierwszym. I nawet jeśli ta myśl była w jakiś sposób satysfakcjonująca, to bał się, że wszystko zepsuje. Przede wszystkim tę nić porozumienia, którą nawiązali podczas ich długiej rozmowy. Nie przyzna tego na głos, ale bardziej mu odpowiadała ta dojrzała wersja Pottera.
Znaczy Harry`ego.
Skoro on zażyczył sobie, by mówiono do niego po imieniu, to i on powinien się do tego zastosować i przestać nazywać chłopaka po nazwisku. Podejrzewał, że długo mu to zajmie, ale spróbuje. Niektóre nawyki ciężko było z siebie wyplenić, ale Severus miał w zwyczaju realizować wszystko co sobie postanowi. Dlatego i to mu się uda.
Jego dłonie wciąż znajdowały się na młodym ciele, gdy Potter postanowił się obudzić. Nieważne jak bardzo było to dla Snape`a miłe uczucie, szybko zabrał swoje ręce w obawie przed reakcją chłopaka. Nie chciał być osądzony o molestowanie, nawet jeśli robił to swojemu przyszłemu mężowi. Ale jak się okazało, Harry zaskoczył go i w tej kwestii.
- Nie przestawaj. – wymruczał zaspany. – To takie przyjemne. – wtedy spojrzał na niego tymi swoimi zielonymi oczami. Widać w nich było wdzięczność i radość. A skoro chłopakowi się podobało, nie oponował więcej. Znów chwycił jego lewą nogę i kontynuował masaż na łydce. – Mmm. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby tak wyglądała nasza każda gra wstępna. – poinformował go jak gdyby nigdy nic.
Tylko wieloletnie doświadczenie powstrzymało go przed zastygnięciem w miejscu. Jako szpieg nie mógł pokazać po sobie zaskoczenia. W środku jednak jego serce zaczęło bić o wiele szybciej. Sprawił Potterowi… Harry`emu przyjemność, która była godna gry wstępnej. Mimowolnie spojrzał na bokserki chłopaka i głos uwiązł mu w gardle, gdy zobaczył oznaki początkowego podniecenia.
Cholera. Złotemu Chłopcu naprawdę sprawiało to przyjemność. Mimowolnie zacisnął mocniej palce na nodze nastolatka, na co ten jęknął. Tego było po prostu za dużo jak na jeden dzień. Musiał to szybko przerwać. Ostatni raz przesunął łagodnie ręką po skórze Pottera, po czym postanowił się odezwać.
- Jak się czujesz? – spytał cicho.
- Dobrze. – powiedział z uśmiechem. – Jeśli mam być szczery, to nie byłem tak rozluźniony od bardzo, bardzo dawna. A eliksiry zadziałały jak zawsze poprawnie. Obecnie nic mnie nie boli.
- To dobrze. – odpowiedział zwięźle. – Poleż jeszcze trochę, a ja pójdę kupić coś do jedzenia. Dochodzi południe. – już wstawał, gdy dzieciak go zatrzymał.
- Poczekaj. Może ja coś ugotuję. Po tych wszystkich lekach, które mi podałeś, czuję się naprawdę dobrze. Za to ty wyglądasz na zmęczonego. – zaznaczył wstając z łóżka i rozglądając się za swoim ubraniem. Co dziwniejsze wcale się przed nim nie krępował. Ze spokojem paradował przed nim prawie nagi. Severus uświadomił sobie, że jest zawiedziony, że ten się nawet nie zarumienił. Pragnął go właśnie takiego zobaczyć.
- Faktycznie wstałem dziś bardzo wcześnie. – przyznał chcąc zmienić tor swoich myśli. – Mam jednak pewne obawy przed wpuszczeniem cię do kuchni. Biorąc pod uwagę twoje wyczyny na moich lekcjach, może ona nie przetrwać. – powiedział z ironicznym uśmieszkiem.
- Bardzo śmieszne, profesorze. Może i laboratorium eliksirów to twoje królestwo, ale w kuchni, rządzę ja. – uśmiechnął się szelmowsko kończąc się ubierać.
- Uwierzę jak spróbuje. – zironizował. Może rzeczywiście powinien chwilę odpocząć. Powoli zaczynał odczuwać skutki zbyt krótkiego snu. Chyba zaryzykuje i ten pierwszy raz zaufa jego słowom. – Niech będzie, skoro tak nalegasz.
- Super. – ucieszony skierował się do wyjścia. - Powinienem wyrobić się w godzinę, może półtorej. To zależy co znajdę w twojej lodówce. Obudzę cię, jak wszystko będzie gotowe. – powiedział po czym zniknął za drzwiami.
Snape został w pomieszczeniu sam. Westchnął głośno kręcąc głową położył się na łóżku w ubraniach. Nie miał ochoty ich ściągać. Najwyżej wygładzi je później zaklęciem. Potter słusznie zauważył, że jest zmęczony. Kiedy dotarło do niego, że spokojnie może się zdrzemnąć, jego oczy nagle stały się cięższe. Umysł też już był wyczerpany. Tego dnia wydarzyło się tak wiele, że od tych wszystkich myśli, niedługo dostanie migreny.
Teraz jednak nie miał ochoty niczego analizować. Zamierzał skorzystać z chwili dla siebie. Może gdy się obudzi, jego umysł będzie bardziej przejrzysty. Aktualnie miał wrażenie, jakby za bardzo się otworzył przed chłopakiem. Robił się jakiś taki łagodny, a przecież jeszcze tydzień temu szczerze go nie znosił. To było zastanawiające.
Będzie musiał to później przemyśleć. Na razie pozwolił, by ogarnął go sen.
*.*.*.*.*.*.*.*.*
Obudziło go delikatne potrząsanie za ramię. Kiedy otworzył oczy, zauważył że pochyla się nad nim rozanielony chłopak. Nawet on odczuwał bijące od niego samozadowolenie. Podejrzewał, że to znaczyło iż Potterowi udało się przygotować coś jadalnego. Nie mógł powstrzymać ironicznego uśmieszku na tą radość nastolatka.
- Czyżby moja kuchnia jednak nie została zrównana z ziemią? – zapytał zaczepnie.
- Nie, choć mało brakowało. – podłapał. – Mam nadzieję, że porządnie wypocząłeś. Bo będziesz potrzebował pełni swoich językowych umiejętności, by skrytykować jakoś moje danie. – podniósł dumnie głowę.
- Czyżbyś aż tak nisko mnie cenił? – podniósł się do siadu, przez co znajdował się z Potterem twarzą w twarz.
- Albo ty mnie.
Mierzyli się wzrokiem. Żaden z nich nie chciał odpuścić. Spierali się o coś tak przyziemnego, ale Severusowi i tak sprawiło to przyjemność. Dotąd nie sądził, że nastolatek mógłby z nim w ten sposób rozmawiać. Chłopak wydawał się rozumieć jego chłodne i ironiczne żarty, niekiedy samemu je stosując. Nie były one tak uszczypliwe jak jego, ale to już zawsze coś. Był pod wrażeniem i stwierdził, że chyba to polubi.
- Chętnie się przekonam. – powiedział cicho. Wstali z łóżka wciąż się w siebie wpatrując. Nie wiedział jak długo by to ciągnęli, gdyby Potter nagle nie uśmiechnął się rozbawiony. Później niespodziewanie stanął obok niego i wziął go pod ramię.
- To idziemy. – i ruszyli, choć Severus z lekkim oszołomieniem. Nie był przyzwyczajony do częstego dotykania, a nastolatek najwyraźniej lubił bliskość drugiej osoby. Będzie musiał się do tego przyzwyczaić, albo porozmawia z chłopakiem o pewnych ograniczeniach. To nie powinno dziać się tak szybko.
Będąc już na korytarzu Snape poczuł pierwsze nuty aromatycznego zapachu. Jego wrażliwy nos wychwycił kilka ziół i jakby… grzyby. Ale skąd dzieciak miałby wytrzasnąć grzyby? Może coś mu się przewidziało, ale to mało prawdopodobne. Jako Mistrz Eliksirów ma bardzo dobry węch i potrafi rozpoznać naprawdę wiele składników po samym zapachu.
Wchodząc do kuchni, stwierdził, że chyba bardzo się pomylił, jeśli chodzi o zdolności kulinarne nastolatka. Pachniało wspaniale. Nie wyczuł nic co by podrażniało jego nos. Od tego wszystkiego stał się bardzo głodny. Aż ciągnęło go by pochylić się nad garnkami i skosztować choć odrobinę. Chłopak jednak prowadził go do stołu.
- Usiądź, zaraz podam obiad. Nie nakładałem od razu, bo nie chciałem żeby wystygło, a czarować też nie mogę. Musisz mi to wybaczyć.
- Myślę, że jakoś dam radę. – przyznał sadowiąc się na jednym z krzeseł. – Zgaduję, że gotować nauczyłeś się u krewnych.
- Tak. To chyba jedyna dobra rzecz, którą wyniosłem z tamtego domu. – odpowiedział jakby z lekkim smutkiem. – Lubię gotować. Nawet po tym wszystkim co się wydarzyło. Wujostwo nigdy tego nie przyznało, ale ja wiedziałem, że doceniają moje posiłki. Jeśli coś im naprawdę posmakowało, potrafili zapomnieć o karze dla mnie.
- Mówisz o tym tak spokojnie. Co się z tobą stało, Potter? Spodziewałem się raczej krzyków i lamentów o tym, jak to ci było źle. Za to ten twój uśmiech jest niepokojący. – zaznaczył trochę zdziwiony i zaniepokojony. Ta reakcja nie była normalna jak na szesnastoletniego, skrzywdzonego chłopaka.
- Cóż… Można powiedzieć, że zaakceptowałem to, jaki teraz jestem. Oczywiście, czuję smutek i gorycz za każdym razem , kiedy wspominam moje dzieciństwo, ale wiem też, że nie zmienię przeszłości. – odpowiadał kończąc nakładać posiłek.
- I tyle? Żadnej chęci zemsty, zrewanżowania się tym samym? – zapytał z kpiącym uśmieszkiem. – No tak, Złoty Chłopiec zawsze pozostanie Jasny aż do bólu.
- Naprawdę pan w to wierzy? Czyż nie byłem zmorą, pańskiego życia, profeso… Severusie. – poprawił się szybko. Usłyszał jedynie prychnięcie, po czym kontynuował. – To oczywiste, że pragnę zemsty. To, że uciekłem nie znaczy, że przy następnym spotkaniu nie potraktuję wuja Vernona gorzej jak Bellatrix.
No tak. Kobieta zabiła mu ojca chrzestnego. Może i nie lubił Blacka, ale dla chłopaka był ważny. Całkowicie też zapomniał, że może to w jakiś sposób dręczyć nastolatka. Strata rodziny nie jest łatwa. Ale tyle się teraz dzieje, że zapomniał o tak ważnym aspekcie.
-Smacznego. – talerz pełen jedzenia rozproszył jego myśli. Mając gorący posiłek tuż pod nosem, z jeszcze większą przyjemnością zaciągał się jego zapachem. Ciekawiło go czy smakuje równie niesamowicie. Miał nawet taką nadzieję, wtedy miałby pewność, że spędzenie reszty życia z Chłopcem, Który Przeżył, nie byłoby takie złe.
Wziął sztućce w dłonie i ostatni raz spojrzał na Pottera. Chłopak nie zaczął nawet swojej porcji, tylko przyglądał mu się uważnie. Zapewne czeka na opinię. Ciekawy spojrzał na to co przygotował mu Złoty Chłopiec. Prawidłowo rozpoznał wcześniej zapach grzybów. Na talerzu znajdowała się roladka mięsna w panierce. Po rozkrojeniu zauważył, że przekładana jest serem i szpinakiem. Do tego ziemniaki polane sosem grzybowym i surówka z marchwi, pora i jabłka. Interesujące.
Nie pytał skąd to wszystko wziął, tylko postanowił spróbować. Przeżuwał powoli spoglądając chłopakowi w oczy. Potter ewidentnie się denerwował. Zapewne nie podobało mu się jego milczenie, ale Severus nie wiedział po prostu co powiedzieć. Tak jak nastolatek przewidywał, potrzebował pełni swoich umiejętności, żeby skrytykować to danie. Ale chyba i to nie wystarczy. Smak był idealny. Gdy zobaczył jak Harremu drżą dłonie, postanowił się nad nim ulitować.
- Kiedyś mnie zabijesz, Potter. – stwierdził z westchnieniem.
- Co, aż tak źle? Cholera, to pewnie te grzyby. Przesadziłem, prawda? – chłopak nagle zaczął się trząść zawiedziony. Marszczył czoło i pocierał o siebie dłońmi. Nie był z siebie zadowolony. – Jeśli ci nie smakuje to nie jedz. Przepraszam, myślałem…
- Przymknij się dzieciaku. – przerwał mu dalszą plątaninę słów. – Nie powiedziałem, że mi nie smakuje. Miałem na myśli, że… że będą z ciebie ludzie. – powiedział z lekkim zawahaniem. Nie przywykł do dawania komplementów, ale bachor zasłużył. Obiad był wyborny.
- Naprawdę? – zapytał, ale chyba nie oczekiwał odpowiedzi, ponieważ kontynuował niemal od razu. – To dobrze. Nie strasz mnie tak więcej, Severusie. – po czym odetchnął z ulgą i wziął się za swój posiłek.
Zjedli posiłek w ciszy, ciesząc się jego smakiem. Dla Snape`a było to osobliwe uczucie. Wyglądało to trochę jak rodzinny obiad. Nie wiedział jakie ma w związku z tym uczucia. Jednak znów pojawiła się myśl, że to wszystko dzieję się za szybko. Nie tak powinno być. Nie tak chciał…
- Dziwne, prawda? – z zamyślenia wyrwał go głos nastolatka. – Dwie osoby, które niedawno nie potrafiły zamienić ze sobą więcej niż dwa słowa, i to niezbyt uprzejme, siedzą teraz, jedząc kulturalnie razem obiad.
- Do czego dążysz? – zapytał ciekawy.
- Chciałbym cię przeprosić. – Severus aż uniósł brwi w zdziwieniu. – Wiem, że to dzieję się zbyt szybko. Sam też to widzę, ale nie mam innego wyjścia, jeśli chcę żyć normalnie. – głos chłopaka był nasiąknięty odrobiną goryczy. Czyli jemu też się to nie podobało. – Muszę przyznać, że ten dzień był pełen niespodzianek. Jestem zaskoczony tym, jak przyjemnie mi się z tobą rozmawia. Wręcz żałuję, że nie wiedziałem o tym wcześniej. Może wtedy…
- … nie zostałbym twoim mężem. – zakończył za niego z ironią.
- Nie. Raczej nie patrzyłbyś na mnie tak, jakbyś miał to zrobić z przymusu. – odpowiedział poważnie i z odrobiną smutku.
- Chyba nie oczekiwałeś, że zrobię to z miłości, Potter. – wysyczał z jadem. Głupi bachor. Jakby coś takiego było w ogóle możliwe. Jeden wspólnie spędzony dzień niczego nie zmieni.
- Wiem, ale muszę nawiązać z kimś więź. Sytuacja wymaga, żeby to było akurat małżeństwo, ale nie takie na papierze, tylko czysto magiczne. – wstał ze swojego miejsca i stanął tuż naprzeciw niego. - Musisz mnie chcieć Severusie. Mojego ciała i magii. – powiedział z naciskiem, a mężczyznę przeszedł dreszcz. Nigdy nie rzucał słów na wiatr, więc wiedział na co się pisze, zgadzając się na propozycję Pottera. Trudniej jednak będzie z wykonaniem.
- Wiesz, że wtedy już nie będzie odwrotu. Nie będziesz mógł mieć nikogo poza mną, nawet jeśli umrę. – powiadomił go dla pewności.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Dokonałem już swojego wyboru. Ufam ci Severusie i zrobię wszystko byś i ty zaufał mnie. – chłopak sięgnął po jego dłoń i pociągnął za sobą w kierunku sypialni.
To miał być ten moment. Ostatnia szansa na wycofanie się. Miał okazję porzucić swój honor i wyjść, dalej prowadząc swoje marne życie. Bez odpowiedzialności za żadnego nastolatka. Bez obowiązku dzielenia się z kimś swoim życiem. Bez możliwości zagłębienia się w tym młodym ciele. Mógł spędzić kolejne lata samotnie, ale i z poczuciem winy.
Potter go potrzebował. Nie wyjaśnił mu dokładnie co się stanie, jeśli nie nawiąże z kimś więzi. Wspomniał tylko, że jego stan się będzie pogarszał. Ale do jakiego stopnia? Czy mógłby nawet… zginąć? To była niepokojąca możliwość. Nastolatek wciąż pozostawał Chłopcem, Który Przeżył. Nadzieją tego świata. Nie wyobrażał sobie nawet, jaki zamęt by zapanował na wieść o jego śmierci.
On musiał żyć. Dlatego wszedł razem z nim do sypialni. Mimo to dalej targały nim wątpliwości. Czy to aby na pewno on musiał tu być. Rozumiał, że zaufanie jest ważne, ale nie tylko na tym opiera się związek małżeński. Nie miał oporów też do seksu z chłopakiem. Kto mógłby zrezygnować z tak młodego ciała. W dodatku to był Złoty Chłopiec.
Martwiło go raczej to, że sam też pragnął poczuć się… chciany. Nie tylko z powodu zaufania, jakim obdarzył go Potter. Ale też tym czysto fizycznym. Jednak on już miał swoje trzydzieści sześć lat. Skóra już nie była tak jędrna i gładka jak kiedyś. Nie był też równie zwinny i giętki. Ciało miał skażone Mrocznym Znakiem i wieloma bliznami. Twarzy również nie miał przystojnej. Szczególnie gdy jego nos był wielki i krzywy.
Nie uwierzy, że nastolatek chciałby kogoś takiego jak on.
- Nie myśl tyle. Czegokolwiek się boisz, przestań. – zaznaczył poważnie Potter. – Możesz też powiedzieć mi co cię gnębi, abym mógł ci to wyperswadować. – powiadomił go po czym sięgnął dłonią do pierwszego guzika jego czarnej koszuli. No tak, Severus wciąż miał na sobie mugolskie ubrania. W pierwszym odruchu chciał odtrącić rękę nastolatka, ale się powstrzymał. Wiedział po co tu przyszedł.
- Denerwuje mnie twój spokój. – wywarczał nagle. – Zachowujesz się jakby to małżeństwo było czymś oczywistym, czymś… prostym.
- Nie prawda. – od razu zaprzeczył. Był już przy jego ostatnim guziku, gdy spojrzał mu stanowczo w oczy. Kotłowało się w nich wiele emocji, od strachu, poprzez ciekawość, a kończąc na zdecydowaniu. – Panuję nad sobą tylko dlatego, że nie chcę abyś uznał mnie za dziecko. Nie jestem nim. To małżeństwo należy do najważniejszych decyzji w moim życiu. Oczywiście, że mam kilka obaw. Ale nie dotyczą one ciebie jako mojego wybranka. Tego jestem akurat pewien.
Chwilę później jego koszula wylądował na ziemi, ukazując w pełni jego nagą klatkę piersiową. Instynktownie obrócił swoją rękę tak, aby jego Mroczny Znak nie był widoczny. Nastolatek jednak to zauważył i złapał jego nadgarstek podsuwając go bliżej siebie. Przekręcił go odpowiednio i ze skupieniem przesuwał palce po tatuażu. Jego dotyk był bardzo delikatny.
- Gdybym nie znał jego zastosowania, powiedziałbym, że jest piękny. – wyszeptał, a Snape wciągnął gwałtownie powietrze. Ta skaza na jego ciele miałaby być piękna? Niedorzeczność. Jakby czytając w jego myślach, chłopak kontynuował. – Sam w sobie nie jest zły. Raczej ten, kto go kontroluje, powinien nosić takie miano.
Snape mógł śmiało powiedzieć, że Potter jest szalony. Drugiego takiego nastolatka nie ma w całej Magicznej Anglii. Ma w sobie zbyt wiele sprzeczności, aby zrozumieć tok jego myślenia. Ale zadziwiające jest to, że wie co powiedzieć, aby serce Severusa przyspieszyło swój rytm. Nigdy nie sądził, że usłyszy coś takiego. Ale jednocześnie marzył o tym, by spotkać kogoś, komu nie będzie ten symbol przeszkadzał. Jak się okazuje, Potter uważa jego Mroczny Znak za piękny! Na Merlina, co za dzień!
- Zawsze uważałem, że jesteś idiotą Potter. Największym jakiego spotkałem, zaraz po Blacku. – nie mógł się powstrzymać, a teraz żałował. Mimo, że chłopak się lekko uśmiechnął, to spojrzenie się zamgliło na wspomnienie jego zmarłego chrzestnego. Nie powinien był tego mówić. Nie w takim momencie.
- Wiem. Będziesz mi musiał wbić trochę rozumu do głowy. – przyznał posłusznie. Potem zrobił krok w tył, ciągnąc go za sobą bliżej łóżka. Severus dopiero teraz spostrzegł, że i chłopak ma nagą klatkę piersiową. Nie zauważył tego jak ją ściągnął. Musiał mniej odpływać myślami, bo inaczej przegapi cały ich stosunek.
-Wciąż uważam, że jestem dla ciebie za stary. – przyznał, gdy znaleźli się przy samej krawędzi łóżka. Z każdą chwilą był bardziej świadomy tego co ma nastąpić i chciał wreszcie dotknąć chłopaka. Powstrzymywała go jedynie, jego świadomość, że może później odczuwać wyrzuty sumienia, jeśli zrobi coś przeciwko woli Pottera. Bał się, że jego ciało może go obrzydzać.
- To tylko wiek. – powiedział wodząc dłonią po jego skórze na piersi. – Cokolwiek byś o sobie nie myślał, twoje ciało wciąż jest młode. – chłopak był niewiele niższy od Severusa, przez co gdy ten przybliżył się do niego, jego oddech owiewał szyję mężczyzny tuż pod uchem. Wywołało to potężne dreszcze na ciele starszego. Serce mu przyspieszyło, a dłonie zadrżały. – Ja też mam blizny, wiem jak to jest się ich brzydzić. Jednak dla mnie twoje są… seksowne i drapieżne. – wyszeptał mu przy uchu po czym polizał jego płatek.
Dla Snape`a było to jak uderzenie. Złapał młode ciało za biodra i popchnął lekko na łóżko. Kładąc się na nim ostrożnie, poczuł twardość pod materiałem spodni nastolatka. Miał ochotę jęknąć. Miał tylko jeszcze jedno pytanie.
- Czy będę twoim pierwszym? – wysyczał tuż przy ustach Pottera. Jeszcze chwila i przestanie się kompletnie powstrzymywać. Chłopak kiwnął głową.
- I ostatnim. Wykorzystaj to. – odpowiedział z chytrym uśmieszkiem.
- O to się nie martw. – wymruczał, po czym złożył na ustach Harry`ego pierwszy pocałunek.
