Ze zmarszczonymi brwiami spoglądał na swoje lewe przedramię. Czarne linie szczelnie oplatały miejsce jego Czarnego Znaku, bardziej niż w pozostałych miejscach. Nie wiedział czemu to wróżyło, ale stał się niewidoczny, jakby zamalowany. Blokował wszystkie swoje emocje dotyczące tego faktu. Nie chciał czuć radości, jeśli ta miałaby być później rozwiana. Nadzieja często raniła bardzo głęboko. Tak samo nie pragnął odczuwać teraz lęku o to, jak zareaguje Voldemort na jego nowe znamię.
Westchnął lekko. Musiał złożyć raport z ostatnich wydarzeń swoim Panom. Nie chciał z tym zbyt długo czekać, więc gdy tylko się obudził, postanowił działać od razu. Zacznie od listu do Voldemorta. Nie dostał wezwania, więc nie mógł się z nim skontaktować w inny sposób. Później wybierze się do Dumbledore`a, który niecierpliwi się na Grimmuald Place. Na wspomnienie o dyrektorze poczuł niechęć. Cała ta sprawa z Potterem, zniszczyła prawie całkowicie szacunek Severusa do tego człowieka.
Zakładał ubrania czując dziwną lekkość swojego ciała. Żadnych spiętych mięśni, rozdrażnienia, przemęczenia, czy bólu. Zdążył już wyleczyć zadrapania na plecach, które zrobił Potter. Czyżby te uczucia były zasługą dobrego seksu? To mógł być pierwszy pozytywny aspekt jego świeżego małżeństwa. Dalej w kolejności będą to zapewne pyszne posiłki i pozytywna opinia społeczeństwa. Więcej dowie się dopiero z czasem.
Był przyjemnie rześki. Mógłby się nawet do tego przyzwyczaić.
Nie pisał zbyt długiego listu. Starał się raczej podać tylko najważniejsze informacje, czyli, że znalazł Pottera, wyleczył i poślubił. Resztę powie osobiście, kiedy zostanie wezwany. Krótko i zwięźle. Gdyby to nie był list do Czarnego Pana, to dodałby jeszcze jakąś ironiczną i mało pochlebną uwagę, ale z Voldemortem to nie przejdzie. Dlatego jedynie podpisał się i podał przesyłkę swojej sowie.
Niemal automatycznie skierował się do kuchni. Nie czuł głodu, ale nie wiedział też jak długo zatrzyma go dyrektor, więc postanowił, że przed wyjściem zje choć jedną, małą kanapkę. Przechodząc obok salonu, kątem oka wyłapał niewielki ruch. Spojrzał w kierunku jego ulubionego fotela i spostrzegł, że jest on zajęty. Siedział na nim czarnowłosy nastolatek, który zawzięcie czytał jakąś książkę. Chyba nawet nie zauważył, że jest obserwowany.
Potter wyglądał lepiej niż wcześniej. Na jego twarz wróciły kolory, skóra nie była już tak poszarzała i nie widać było na niej aż tak wielu siniaków. Sprawiał wrażenie zdrowszego. Widocznie więź zrobiła swoje i mógł znów cieszyć się pełnią sił.
Mężczyzna zmarszczył brwi, ponieważ kiedy chciał skupić się, żeby sprawdzić magię chłopaka, zauważył jak krąży ona wokół nich. Trudność mu sprawiło odróżnienie jego własnej mocy od tej Pottera. Były wymieszane, złączone, a wyostrzając wzrok można było zobaczyć nawet cienką nić pomiędzy nimi. Czyli to miał na myśli mówiąc, że oddaje mu we władanie swą magie. Jeśli faktycznie była już jego, mógłby odciąć chłopakowi do niej dostęp. Interesujące. I było jej naprawdę dużo. Zastanawiał się, jak bardzo zwiększy to jego wytrzymałość w rzucaniu serii zaklęć.
Nastolatek był potężny. Ciekawiło go czy ten zdaje sobie sprawę z tego ile ma możliwości. Przez większość życia był raczej ograniczany i jego siłę znać może jedynie Voldemort, który miał okazję z nim walczyć na poważnie. Aż miał ochotę na mały pojedynek między nimi. Po doszkoleniu trochę Pottera, takie walki mogły być nawet miłym i orzeźwiającym spędzaniem czasu. To jednak musi zostawić na przyszłość. Teraz musiał iść do Dumbledore`a.
- Widzę, że się rozgościłeś, Harry. – specjalnie zaakcentował jego imię. Tak jak poinformował go wcześniej, nie chciał aby jego małżonek zwracał się do niego jak do obcej osoby. I było to obustronne. Nie wiedział jednak jak długo zajmie mu odzwyczajenie się od wołania do niego po nazwisku.
- Och! Cześć. Um… - podskoczył, po czym zaciął się zaskoczony jego obecnością. – Przepraszam, ja… - chłopak chyba był zawstydzony, ponieważ na policzkach pojawiły mu się jasne rumieńce. Nie krępowała go nagość, ale zajmowanie jego fotela, już tak? – Przeszkadza ci to? Nie mieliśmy okazji porozmawiać o… o mieszkaniu razem. Jeśli to jakiś problem, przeniosę się czytać gdzieś indziej. – mówił szybko. Potter najwyraźniej źle zinterpretował jego słowa.
- Nie wygłupiaj się, durny bachorze. – nie mógł sobie darować chłodnego tonu. – Rób co chcesz, aby przynajmniej w granicach rozsądku. – zaznaczył. – Jestem po prostu ciekaw, co cię tak pochłonęło, że nawet mnie nie zauważyłeś?
- No cóż, dzięki. – uśmiechnął się do niego wdzięcznie. – Czytam dokładniej na temat przysięgi, którą wypowiedziałem. Jestem ciekaw jej skutków i tych symboli na naszych rękach. Dotychczas wiedziałem jedynie, że jest tą najsilniejszą i najbardziej odpowiednią w moim przypadku. Resztę staram się doczytać teraz. – wyjaśnił znów sadowiąc się wygodnie na fotelu.
- To dobrze, opowiesz mi później o tym. – sam chciał wiedzieć o tym więcej, bo na razie jego zasób informacji wołał o pomstę do nieba. I najwyraźniej chłopaka również. Lekko go przerażało to, że wpakował się w to małżeństwo praktycznie nie posiadając żadnych wartościowych informacji. Nigdy dotąd mu się nie zdarzyło tak postąpić. - Wybieram się na spotkanie Zakonu. Mam może przekazać od ciebie jakąś specjalną wiadomość dla dyrektora? – zapytał ironicznie.
- Hm. – wymruczał zastanawiając się, a błysk w jego oczach świadczył o satysfakcji. – Chyba tylko życzenia udanych wakacji.
Severus aż zaśmiał się lekko. To było takie niewinne, a jednocześnie tak bardzo wredne. Chłopak być może zaprzepaścił wszystkie największe plany Dumbledore`a poprzez małżeństwo z nim, Severusem. Przez najbliższy okres czasu starzec będzie miał niezłe urwanie głowy. Dodać do tego jeszcze świadomość jaki zgotował nastolatkowi los z jego krewnymi, wredne artykuły w Proroku i zwiastujące rozprawy sądowe, można śmiało powiedzieć, że jego wakacje nie będą udane. To było cudowne.
- Z przyjemnością. – oświadczył z wrednym uśmieszkiem. Następnie odwrócił się o poszedł do kuchni po wcześniej wspomnianą kanapkę.
Po małym posiłku, wyszedł zadowolony ze swojego skromnego mieszkania. Dom znajdował się na mugolskich obrzeżach Londynu. Nie korzystał z niego zbyt często, raczej tylko w przypadkach gdy miał ochotę zniknąć przed całym światem. Nikt nie wiedział, że ma tu swoje małe gniazdko, oprócz jego chrześniaka, dlatego była to dla nich na razie najlepsza kryjówka. Skuteczna, ale niezbyt ją lubił. Sprawiało mu trudność przebywanie w niej przez dłuższy okres czasu, ponieważ znajdowały się tu różne mugolskie urządzenia, których zastosowania nie znał. Ale Potterowi to chyba nie przeszkadzało, ponieważ zrobił im nawet obiad. Bez magii. Severusa nie powinno to dziwić, patrząc na jego dzieciństwo, ale i tak był zaskoczony efektami.
Będąc poza wzrokiem niemagicznych, aportował się niedaleko Kwatery Zakonu Feniksa. Idąc do mieszkania pod numerem dwunastym, planował swoją rozmowę z dyrektorem. Z mściwą satysfakcją uświadomił sobie, że to on jest mężem Pottera, a nie ta jasnowłosa poczwara, którą przyprowadził ostatnio Stary Trzmiel. Utrze im dzisiaj nosa.
Będąc już w środku, usłyszał pierwsze fragmenty rozmowy kilku osób. To znaczyło, że trwa akurat spotkanie, na co uśmiechnął się wrednie. Miał szczęście. Wszedł zamaszyście do kuchni czym przerwał ich pogawędki. Wszystkie głowy zwróciły się na niego podczas gdy siadał przy stole. Dumbledore spojrzał na niego ucieszony.
- Witaj, Severusie! Cieszę się, że przyszedłeś, właśnie mieliśmy omawiać… - urwał patrząc na niego nagle szeroko otwartymi oczami, w których czaiło się niedowierzanie. – Ty chyba nie… - wymamrotał oszołomiony, a później przybrał na twarz chłodną maskę. – Co to ma znaczyć, Severusie? – na jego twarzy nie było śladu po dobrodusznym i wesołym staruszku.
- Dzień dobry, Albusie. Przepraszam za spóźnienie, ale byłem dość… zajęty. – ironiczny uśmiech nie schodził z jego twarzy. Najwidoczniej dyrektor zauważył zmiany w jego magii, co mu się nad wyraz nie spodobało. Jaka szkoda. – Jak idą poszukiwania? – zapytał udając szczere zainteresowanie.
- Nie kpij ze mnie, chłopcze. – powiedział niezwykle zimno, na co zadrżeli wszyscy znajdujący się w pomieszczeniu, oprócz Snape`a. Służba u Czarnego Pana nauczyła go nie reagować na takie zmiany nastroju, choć w duchu był zdziwiony na ton starca. Nigdy wcześniej go u niego nie słyszał. – Widzę co zrobiłeś. Zlekceważyłeś mój rozkaz, dlaczego?
- Nie powiedziałbym tak tego. Raczej… - nie dokończył, ponieważ przerwało mu mocne uderzenie w stół.
- Nie mydl mi tu oczu, Severusie! Mów gdzie jest Harry, może da się to jakoś jeszcze odkręcić. – rozkazał stanowczo, ale mistrz eliksirów miał ochotę zaśmiać mu się w twarz.
- Chłopak odpoczywa, nie męcz go bardziej.
- Chwila! Wiadomo gdzie jest Harry? – dało się usłyszeć zdezorientowany głos pani Weasley. – Znalazłeś go, Severusie? – zapytała z nadzieją.
- Wiem gdzie jest, ale to nie ja go znalazłem. – odpowiedział jej uprzejmie, ignorując na chwilę Dumbledore`a.
- Ale jak to? – dopytała, a cały Zakon przyglądał mu się z zainteresowaniem.
- Potter sam mnie znalazł. – skrzywił się na oburzony dźwięk, który wydał starzec. – Nie wiem co sobie myślałeś umieszczając chłopaka u tych wstrętnych mugoli, Albusie. Ale dzięki ich wychowaniu stał się niezwykle zręczny. Podszedł mnie od tyłu, kiedy najmniej się tego spodziewałem. Gdyby nie to, że chłopak sam mi się ujawnił, szukalibyśmy go zapewne do końca wakacji.– wyznał i nie mijał się za bardzo z prawdą.
- Niemożliwe! Harry nie jest…
- Jaki? …Silny, zwinny, podstępny? – przerwał dyrektorowi, nie chcąc słuchać jak się wykręca. – Może i nie należy do najbystrzejszych, co jest tylko i wyłącznie twoją winą, ale nie lekceważ go. Nie zasłużył na to. – sam nawet nie wiedział dlaczego broni chłopaka, ale był zły na Albusa i nie hamował się ze słowami.
- To nie tłumaczy, dlaczego go poślubiłeś. – oświadczył wściekły Dumbledore.
- Słucham?! – wydarła się oburzona Amelia Verges. – Ten staruch miałby być mężem Pottera?! – aż zrobiła się czerwona ze złości.
- Nie złamałem żadnego z twoich rozkazów, Albusie. – oświadczył ignorując wkurzającą kobietę.
- Miałeś go tu przyprowadzić, ale wolałeś działać na własną rękę. – mówił z naganą w głosie. - Proponowałem ci wcześniej ślub z Harry, jednak broniłeś się przed tym rękami i nogami. Ciekaw jestem co się zmieniło, bo nie uwierzę, że zaproponowałeś mu małżeństwo z miłości. – zironizował, co w jego ustach brzmiało dość groteskowo.
- A kto powiedział, że to ja mu coś zaproponowałem? – uniósł brew. – Potter sam wyszedł z inicjatywą.
- Ha! Śmieszny żart! Poczekaj, bo ktoś w to uwierzy, Śmierciożerco! – wydarła się Verges. Została jednak zignorowana ponownie.
- Co w takim razie sprawiło, że się zgodziłeś? – dopytywał Dumbledore.
- Zapytał.
- Co? – uśmiechnął się krzywo na niezrozumiałe spojrzenie, które skierował na niego starzec.
- Powiedział, że uszanuje to, jeśli mu odmówię. Biorąc pod uwagę naszą relacje, nie byłby zdziwiony słysząc sprzeciw. Jednak miał nadzieję, że szczere intencje i zaufanie jakim mnie obdarzył, wystarczą. Po prostu się mnie zapytał. – wyjaśnił napawając się zmieszaniem starego Trzmiela.
- Cały Harry. – wymruczała chichocząca Tonks.
- Nie zmienia to faktu, że to nie ty miałeś go poślubić. Zawiodłem się na tobie. – kręcił głową udając smutny ton. – Chcę abyś mi go przyprowadził, spróbuję jeszcze naprawić tą sytuację.
- Myślisz, że ci na to pozwolę, Albusie? – najeżył się niemal od razu. Trochę go zastanawiało czemu jakoś nie potrafi przywołać tych wszystkich złych myśli i emocji na temat nastolatka. Bronił go instynktownie. Będzie później musiał temu poświęci trochę więcej czasu. Na chwilę obecną wiedział, że chłopak był jego. – Potter przyjdzie do ciebie tylko jeśli sam tego zechce, do niczego go nie zmuszę. Poza tym i tak nie mógłbyś nic zdziałać. – uśmiechnął się zadowolony z siebie. – Zawarliśmy małżeństwo czysto-magiczne.
Nic nie robił sobie z gwałtownych i zszokowanych wdechów, tak samo jak i wytrzeszczonych na niego oczu. Wpatrywał się z wyzwaniem w dyrektora, dopóki nie rozproszył go trzask na drugim końcu stołu. Obejrzał się mimowolnie wyczuwając zagrożenie. Okazało się, że to Lupin ułamał kawałek blatu pod wpływem gniewu.
- To dlatego nim tak pachniesz. – wywarczał drżąc. Oczy miał złote i paznokcie lekko wydłużone. Nie wróżyło to niczemu dobremu, musiał jakoś wybrnąć z tej sytuacji, jeśli nie chciał być rozszarpany przez wilkołaka.
- Nie zrobiłem nic wbrew jego woli, Lupin.
- On ma tylko szesnaście lat. – tym razem ton jego głosu bardziej przypominał wycie zranionego zwierzęcia.
- Wiem o tym. – przyznał wzdrygając się, gdy Remus wstał. Został jednak zatrzymany przez różowowłosą aurorkę.
- Uspokój się Lunatyku. Nie powinieneś tak gwałtownie reagować, kiedy nie rozmawiałeś jeszcze z Harrym. Nie wiesz nawet co on o tym myśli. – zaoponowała.
- Właśnie. Zachowajmy spokój. – pani Weasley potwierdziła jej słowa. – Najważniejsze, że się znalazł. Moje biedna dziecko! Musiał się ukrywać przez tak długi czas. Na pewno znów zmizerniał! – rozpłakała się. – Musisz go jak najszybciej przyprowadzić do mnie na obiad, Severusie. Dopilnuję, żeby wrócił do siebie. Oczywiście ty też jesteś zaproszony. – oznajmiła pełna nowej energii.
- Dziękuję za zaproszenie, przekażę mu. Ale proszę się nie martwić, nie jest już z nim aż tak źle. – uspokoił ją. - I jak się okazuję, jest całkiem zdolnym kucharzem. – zaśmiał się lekko wbrew sobie.
Cholera.
- Co masz na myśli mówiąc „źle"? – zapytał wilkołak już spokojniej. Jego głos wrócił do normalności, ale oczy wciąż miał złote. Oddychał szybko i drżąco.– Te artykuły były prawdziwe? Ci mugole… - tu znów warczał. - …bili go?
- Nic mi jeszcze na ten temat nie powiedział, ale ślady wskazywały na brutalne traktowanie. – nie chciał podpaść Lupinowi, więc wolał skierować jego gniew na wybryki Dumbledore`a. Zdziwił się trochę, że starzec przestał się odzywać. To nie było normalne, więc Severus zwiększył czujność. – Jego skóra była prawie w całości obsypana siniakami i ranami.
- Zabiję! – o dziwo to nie wilkołak zareagował tym razem, a spokojny dotychczas Arthur Weasley. Z resztą nie tylko on wyglądał jakby miał zaraz rozszarpać każdego, kto skrzywdził nastolatka. Większość osób zgromadzonych na spotkaniu miała podobne, gniewne miny. Złość aż błyszczała w ich oczach.
- Już wystarczająco namieszałeś dzieciakowi w życiu, Albusie. – z uśmiechem na usta przyglądał się jak niezadowolenie tych ludzi przemyka tym razem na dyrektora. Przypomnieli sobie, dlaczego nastolatek w ogóle wylądował w tamtym domu. – Pozwól, że tym razem zadba o niego ktoś inny. – powiedział, po czy wstał. Miał dość tej atmosfery, nie ważne jak dużo przyjemności sprawiało mu wkurzanie Dumbledore`a. Nie pasował do tego towarzystwa. Wydawało mu się też, że powiedział im już zbyt wiele.
- Czyli ty? Przecież ty nienawidzisz chłopca. – zaoponował dyrektor. - Zostałeś jego mężem dla jakiegoś błahego powodu. Skąd mam mieć pewność, że w swojej złości nie skrzywdzisz go bardziej niż jego krewni.
- Słucham? – gniew zapłoną w Snapie. Jak on śmiał insynuować coś takiego? – Miałbym podnieś na niego rękę? Chyba sobie ze mnie kpisz, Albusie. Przecież to wciąż dzieciak.
- Nie przeszkadzało ci to jednak kiedy go pieprzyłeś. – wysyczał.
O nie, tego już mu nie podaruje. Machnął różdżką, aż posypały się z niej iskry, a ciało dyrektora poleciało z zawrotną prędkością na ścianę. Dźwięk uderzenia był ogłuszający, ponieważ nikt nie śmiał się nawet odezwać, widząc Severusa w akcji. Wszyscy wpatrywali się w nich w osłupieniu. Sam mistrz eliksirów był zaskoczony, ale on raczej zadziwiony był siłą jego zaklęcia. Magia wokół niego buzowała razem z jego gniewem. Było to całkiem przyjemne.
- Jestem kim jestem, dyrektorze. Do świętych nie należę. Ale nigdy nie skrzywdziłbym dziecka. Na pewno nie umyślnie. – odpowiedział, kiedy pomyślał o swoim niewłaściwym zachowaniu wobec Pottera. - A to, że go „pieprzyłem", jak to łagodnie ująłeś, nie jest twoją sprawą. Nie zrobiłem nic wbrew jego woli. – powtórzył sycząc głosem tak zimnym jak jeszcze nigdy w życiu. – Nie mam ci nic więcej do powiedzenia, do widzenia. – skierował się do wyjścia. Nie zaszedł jednak daleko, bo drzwi od kuchni zamknęły się pod wpływem zaklęcia Dumbledore`a.
- Nigdzie nie pójdziesz! Twoje zachowanie jest karygodne. Sprzeciwiłeś się moim rozkazom i podniosłeś na mnie różdżkę. To niewybaczalne, musisz ponieść konsekwencje i zostać ukarany. – oświadczył poważnie. Jednak jego autorytet już nie działał na Severusa.
- I co zrobisz? Rzucisz na mnie Cruciatusa jak Voldemort? – zironizował. Widział jak ich widownia wzdryga się na to imię. Sam nie wiedział dlaczego go użył, zazwyczaj mówił o nim Czarny Pan, nigdy inaczej. To musiał być jakiś wpływ Pottera. Innego wytłumaczenia nie było. Cholera. To wszystko stało się nagle takie pogmatwane. – Daruj sobie, Albusie, nic nie możesz mi zrobić. – odblokował z powrotem drzwi. Czarowanie wydawało się teraz takie łatwe.
- Nie. Zgłoszę to do ministerstwa, unieważnią małżeństwo, a ciebie skażą za wykorzystanie seksualnie ucznia. – słyszał jak pani Weasley wciąga gwałtownie oddech, a reszta patrzy osłupiała na dyrektora.
- Chyba nie mówisz poważnie, Albusie. – oburzył się Remus. Wyglądał już normalnie. Severus dziękował w duchu za spokój i opanowanie jego rówieśnika. Podejrzewał, że słowa Tonks naprawdę do niego przemówiły. Jednak znaczyło to, że będzie musiał przygotować spotkanie jego męża z wilkołakiem. – Przecież magiczne małżeństwa nie powstają z gwałtu. Nawet jeśli mi się to nie podoba, Harry nie mógł być bierny w tym wszystkim. Takie postępowanie jest okrutne z twojej strony.
- Właśnie! – poparła go Tonks, a także kilka innych osób. – Snape jest nawet spoko i wierzę, że nasz Harry miał powody by go uwieść. Całkiem skutecznie zdaje się. – wyszczerzyła się zadowolona, a Lupin popatrzył na nią dziwnym wzrokiem.
- Em... – Molly Weasley chrząknęła znacząco czerwieniąc się odrobinę. – Zgadzam się, że ta kara jest zbyt surowa. Severus na pewno nie miał złych intencji, więc powinieneś być dla niego bardziej wyrozumiały, Albusie. – powiedziała miło.
- Nie ważne. – mistrz eliksirów uciął ich protesty, nawet jeśli doceniał każde słowo. – Niech robi co chce. Nie obchodzi mnie to. Żegnam. – tym razem już nic go nie zatrzymywało, ale ostatecznie odwrócił się jeszcze w progu i powiedział z satysfakcją. – Byłbym zapomniał. Harry kazał ci życzyć udanych wakacji, dyrektorze. – po czym wyszedł zadowolony w akompaniamencie oburzonego krzyku Dumbledore`a i tej zdziry Verges, pomruków aprobaty od Lupina i Weasleyów oraz głośnego śmiechu różowowłosej Auror.
Czy mógł to spotkanie zaliczyć do udanych? Po części tak. Na pewno był zadowolony z wkurzenia tej przeklętej baby, Amelii Verges. Och, jak on jej nie znosi, choć znał ją od dwóch dni. Poza tym, usatysfakcjonowany był też reakcją starego Trzmiela. Zasłużył sobie na to. Mimo to Severus czuł lekki smutek na postępowanie dyrektora. Był jego mentorem, uratował go, choć przy okazji wymusił na nim posłuszeństwo, ale to było więcej niż wtedy oczekiwał. Pokładał w nim swoje nadzieje, był niemal jak ojciec, a okazało się, że było to oszustwo. Maska, którą nakładał, aby moc kontrolować ludzi. Snape czuł się zraniony. Chował jednak te emocje. Wróci do nich kiedyś, ale najpierw musiał poznać więcej faktów i zająć się Potterem. Zobowiązał się mu pomóc, więc na tym teraz się skupi. Był też ciekaw jakie to tajemnice skrywa ten dzieciak. Odkładając na bok wspomnienia ze spotkania, wrócił do mieszkania.
Pierwsze na co zwrócił uwagę, był zapach. No tak, była pora kolacji. Skierował swoje kroki do kuchni. Jakie było jego zaskoczenie gdy zauważył, że na blatach leżą sterty jedzenia. Owoce, warzywa, mięso, przyprawy, słodycze. Potter był najwyraźniej na zakupach, a Severus nawet nie wiedział gdzie tu w pobliżu jest sklep. Chłopak rozpakowywał wszystko do szafek, a brudny talerz leżał w zlewie. Kiedy tylko go zobaczył wyszczerzył się.
- Hej, dobrze że jesteś. Lodówka nie działa, a musze gdzieś schować wędliny. Nie wiem też czy mogę używać magii, nigdzie nic nie znalazłem na ten temat. Bycie człowiekiem zamężnym niweluje namiar? – zapytał ciekawy.
- Nie, musisz czekać do pełnoletniości, jak wszyscy. – poinformował go sucho, rzucając zaklęcie konserwujące na produkty.
- Szkoda. – wydukał zasmucony. – No nic, zaraz zrobię ci coś do jedzenia, musisz być głodny. – schował ostatnie pudełka ciastek, po czym sięgnął po patelnie. – Jak było na spotkaniu?
- Całkiem interesująco. – odpowiedział, choć nie był pewien co skłoniło go do tej pogawędki. Dziwnie mu było rozmawiać z chłopakiem tak swobodnie. - Były łamane stoły, latające ciała, wściekłe kobiety i rozjuszone dropsy. – chłopak aż rozdziawił usta na jego opis. Prychnął. – Zamknij buzie, Potter.
- Um.. Przepraszam. – zmieszał się trochę. – Zaskoczyłeś mnie po prostu. Nie sądziłem, że mogło być aż tak źle. – po tym otworzył szerzej oczy nagle czymś wystraszony. – Nie jesteś ranny, prawda?
- Nie, skąd ci to w ogóle przyszło do głowy? – uniósł brew w zapytaniu.
- Powiedziałeś, że były latające ciała. – wydukał.
- Tak, były. Ale to ja atakowałem. – przyznał. – Twoja magia znacznie wzmocniła moje zaklęcie, co mnie nieco zaskoczyło. Mam nadzieję, że dowiedziałeś się czegoś co by to wytłumaczyło, bo to nie jest normalne. Magiczne małżeństwo pozwala na wyczuwanie magii partnera, jego stanu zdrowia, ale nie podnosi w takim stopniu siły czarodzieja. Jest się bardziej wytrzymałym i co najwyżej można rzucać podwójne zaklęcia w parach.
- Naprawdę? – chłopakowi zaświeciły się z podekscytowania oczy. – Mogę wspólnie z tobą czarować?
- Tak, ale nie odpowiedziałeś mi na pytanie. Czy te twoje księgi wyjaśniały, dlaczego przejąłem twoje siły? – lekko się zirytował, ale i tak był zaskoczony swoim dotychczasowym spokojem.
- Nie wiem czy to o to chodzi, ale wydaje mi się, że to sprawka mojego dziedzictwa. – zaczął krzątając się przy kuchence. – Jak już ci mówiłem, moje umiejętności dotyczą leczniczej magii, ale nie takiej zwykłej. Dowiedziałem się, że mogę rzucać normalnie zaklęcia jak magomedycy, ale moje będą bardziej skuteczne, dlatego, że do ich użycia, nie będę używał swojej magii. Moi przodkowie od momentu ukończenia szesnastu lat, potrafią korzystać z magii znajdującej się w otoczeniu.
- Przecież do tego potrzebne są runy. – zauważył.
- Nie wiem nic na ten temat. W księdze pisało, że potrzebuję więzi, aby zakotwiczyć moją magię. W momencie, w którym absorbuję magię z otoczenia, pozbywam się własnej. Działa to na zasadzie wymiany, ale aby później ona do mnie wróciła, musi mieć dodatkowy pojemnik połączony ze mną, czyli ciebie. Nie umiem na razie tego kontrolować, ale wydaje mi się, że posiadasz część mojej magii właśnie jako łącznik, tak by mogła między nami swobodnie przepływać. –wyjaśnił.
- Okej, to brzmi logicznie. Co jeszcze się dowiedziałeś? – zapytał kiedy dostał swój posiłek : smażone jajka z boczkiem i pomidorem. Pachniało wyśmienicie, więc wziął się za jedzenie słuchając głosu nastolatka.
- Wiem już dlaczego byłem tak osłabiony. Bez więzi, moja magia uciekała w niebyt, kiedy nieświadomie absorbowałem siły z otoczenia. Nie wracała do mnie i mogło się nawet zdarzyć, że znikłaby całkowicie, a ja stałbym się charłakiem. W dodatku używałem jej nieświadomie, nosząc na sobie Glamour, przez co jej zasoby jeszcze bardziej się umniejszały. Odbywało się to z czasem coraz szybciej, więc mój organizm łapał choroby nieprzygotowany na takie zmiany.– westchnął lekko stawiając przed nim kubek z herbatą i siadając po przeciwnej stronie stołu. – Hm… Co więcej? Miałem możliwość nawiązać więź braterską albo rodzicielską, ale są one słabsze. Z czasem mogą się poluzować, a przez to mógłbym wrócić do punktu wyjścia. Tak czy siak, musiałbym się chajtnąć nie dłużej, jak za cztery lata.
- To wystarczająco by znaleźć sobie partnera lub partnerkę. Nie musiałeś pchać się w małżeństwo tak od razu. – zaznaczył.
- Gdyby nie działania Ministra to i owszem, mógłbym rozegrać to inaczej. Mimo to i tak jestem zadowolony. Nie związałbym się z kimś komu nie ufam, a nie chciałem też nikogo z moich znajomych. Mówiłem już, oni wszyscy są dziecinni, nie pasuję do nich. Potrzebuję kogoś ze zbliżonym doświadczeniem do mojego i to ty byłeś moją jedyną opcją. Podejrzewam, że w przyszłych latach, znów wybrałbym ciebie, Severusie. – uśmiechnął się do niego psotnie, na co Snape zmrużył oczy.
- Jestem wzruszony, Potter. – powiedział ironicznie. Kiedy skończył jeść, podniósł się i wyczyścił zaklęciem talerze i całą kuchnię. Nie lubił bałaganu. Potem przeszli się z chłopakiem do salonu. On siadł na swoim fotelu, a nastolatek tym razem zajął kanapę. Sączył powoli herbatę, dalej wypytując Harry`ego.
- A te znaki na ramieniu, co znaczą?
- Em… Tak właściwie to nic szczególnego. Są dowodem na to, że więź nawiązała się prawidłowo. Wspominali też coś o tym, że zmienią swoją formę w przypadku złamania przysięgi małżeńskiej. Ale pojawiło się na ten temat tylko parę zdań. Ogólnie rzecz biorąc, zawarliśmy magiczne małżeństwo na własną rękę, bez wiedzy odpowiednich służb i dokumentów, dlatego te znaki pojawiły się jako takie potwierdzenie. Znikną kiedy podpiszemy kilka papierów w Gringottcie.
- W banku? – zapytał nie mało zdziwiony. – Co niby mają wspólnego gobliny z naszym małżeństwem?
- Nie wiem. – chłopak jęknął głośno. – Nie możesz oczekiwać, że dowiem się wszystkiego od razu. Informacji jest bardzo dużo. Naprawdę trudno jest to wszystko ogarnąć.
-No dobra, Potter. Poczekam, ale nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę. – powiedział, choć wolałby wiedzieć w co się wpakował tu i teraz. – Najważniejsze, że znamię zniknie. Martwiło mnie to, że zakrywa mój Mroczny Znak. Podpiszemy dokumenty w ciągu najbliższych dni. – postanowił już trochę spokojniejszy. Skoro wszystko było w porządku, mógł się zrelaksować. Może poczytałby coś nowego o eliksirach.
- Severusie… - wymruczał nagle spięty chłopak. Jego głos był ostrożny i nie zwiastował niczego dobrego.
- Coś przemilczałeś. – wywnioskował. Zmrużył oczy podejrzliwy. – Mów.
- On zniknie. – na jego pytające spojrzenie, chłopak poruszył się zdenerwowany. – Twój znak, Mroczny Znak zniknie.
- Co? – powiedział trochę zły i oszołomiony.
- Myślałem, że wiesz. Przysięga mówiła o tym. Moje dziedzictwo oczyściło twoje ciało, wolę i duszę. Dosłownie. – chłopak wykręcał sobie palce przyglądając się jego reakcji.
- Ciało bez skazy… - wymamrotał przypominając sobie fragment wypowiedzi Harry`ego. Przerażony spoglądał na swoje przedramię. Czy to znaczyło, że nie będzie czuć już bólu? Skończą się te wszystkie wezwania i tortury? Nie będzie musiał już więcej klękać przed tym potworem? Nie będzie musiał mu służyć…
To wydawało się zbyt piękne. I jakby nieosiągalne dla niego.
- Sądziłem, że się ucieszysz. Jesteś teraz wolny, jego symbol zniknął.
- No właśnie, Potter. Symbol zniknął, ale to był tylko znak. Voldemort wciąż żyje i będzie mógł mnie teraz oskarżyć o brak lojalności. – wysyczał nagle wściekły. – Napisałem mu, że czekam na wezwanie, a teraz nawet go nie poczuję. Niby jak mam się teraz z nim spotkać? Cholera! – wstał gwałtownie.
Tego było po prostu za dużo. Zbyt wiele wydarzeń, emocji, słów. Myśli kotłowały mu się w umyśle, odbierając zdrowy rozsądek. Czy tak miał wyglądać początek jego szaleństwa? Zostanie ukarany za coś nad czym nie miał kontroli. Ale kogo to obchodzi? Nie obejdzie się bez bólu. Mógł sobie wyobrazić wężową twarz wykrzywioną w gniewie, podczas gdy on będzie się wił pod Cruciatusem, albo kilkoma. To było bardziej wspomnienie, ale tym razem będzie ono po stokroć gorsze.
Nic go nie uratuje przed gniewem jego Pana. Mógłby napisać kolejny list, tłumaczyć się, że o niczym nie wiedział, ale czy to cokolwiek da? Stało się i już. Jego Mroczny Znak zniknie, a drugiego raczej nie da sobie nałożyć. Nawet gdyby Voldemort okazał się skory znów go oznaczyć. Będzie cierpiał, ale pozostanie tym razem „wolny". Przecież od ponad szesnastu lat marzył o gładkim i czystym ramieniu. Nie wpakuję się w to kolejny raz.
Wysilał każdą część swojej podświadomości do wymyślenia sposobu na chociaż umniejszenie kary. Przede wszystkim nie może zezłościć Czarnego Pana, jeśli to w ogóle możliwe. Bo jak inaczej zareagowałby na wieść, że Mrocznego Znaku można się pozbyć, jak nie gniewem? To nie było normalne. Voldemort zadbał o to by zwolnienie z jego służby było możliwe jedynie poprzez śmierć. A nawet wtedy tatuaż nie znikał.
Nie miał ochoty na kolejne przysięgi. Najwyraźniej ma do nich pecha, patrząc na dzisiejszy dzień. Los znów by sobie z niego zakpił i musiałby się borykać z następnymi problemami, a biorąc pod uwagę przebiegłość Czarnego Pana byłoby to coś okropnego. Zadrżał na tą myśl. Jego życie było przeklęte.
Nie mógł pohamować też tej radości, która go ogarnęła. To okropne piętno zniknie z jego ciała i nie będzie mu już każdego dnia przypominać, jak głupi kiedyś był. Miał możliwość wreszcie być sobą, bez tych ostrożnych ruchów, szpiegowskich masek. Jego serce biło radośnie na myśl o tej wolności. Jednak to uczucie mieszało się też z gniewem.
- Jeśli mógłbym coś… - Potter zaczął mówić do niego przepraszającym tonem, ale Severus nie pozwolił mu dokończyć. Nie chciał od niego na razie niczego.
- Zamilcz! – wysyczał groźnie. – Nie życzę sobie, abyś cokolwiek robił. To wszystko przez ciebie, więc nawet się na ten temat nie odzywaj. Dość już znisz… - przerwał przestraszony własnych słów.
Cholera! Był zły, ale na widok tego zranionego, zielonego spojrzenia, coś skręcało mu się w żołądku. Dzieciak nie chciał źle, ale nie zmieniało to faktu, że stało się to, co się stało. A jego słowa mogą tylko pogorszyć sprawę. Nie zamierzał się na nim wyżywać, ale też nie umiał opanować swoich emocji, dlatego postanowił jak najszybciej wyjść. Nie może teraz przebywać z chłopakiem w jednym pomieszczeniu.
Ostatni raz spojrzał na niego groźnie, po czym zamaszystym ruchem odwrócił się i skierował swoje kroki do sypialni. Potrzebował ciszy, no i zimnego prysznica. Może woda ukoi jego szalejące uczucia. Nie lubił gdy coś niszczyło jego zalążki stabilizacji. Przyzwyczaił się już do ciągłej czujności na wezwania. Nawet tych w środku nocy, dlatego zwykł spać bardzo lekko. Myśl, że dłużej nie będzie musiał tego robić, była z jednej strony rozluźniająca, a z drugiej przyprawiała go o zimne dreszcze.
Wszystko ma swoje konsekwencje, dlatego nie pocieszała go myśl o spokojnej nocy. Trzasnął mocno drzwiami, a powstały huk, zapewne usłyszeli nawet jego sąsiedzi. Po tym nastąpiła cisza. Nawet jego ciężki oddech wydawał się tonąć w tej atmosferze.
Pięknie. A więc tak wyglądały małżeńskie kłótnie… Może jeszcze czeka go seks na zgodę? Nie, tego już by nie wytrzymał. Był zbyt rozchwiany i mógłby skrzywdzić chłopaka, nawet jeśli myśl o wspólnej nocy była przyjemna. Koniecznie muszą zwolnić i wszystko przemyśleć. Minął dopiero jeden pieprzony dzień, a ma wrażenie jakby cała sytuacja rozwijała się tygodniami.
Ma męża do cholery! To była pierwsza myśl, z która musi się na początek oswoić. Dopiero później pomyśli o Mrocznym Znaku, swojej służbie u Voldemorta i Dumbledore`a. Później dokładniej przeanalizuje swoje emocje i zachowanie, a także granice jego sił magicznych. Z jękiem frustracji naszykował sobie piżamę i poszedł pod prysznic. Od tego wszystkiego dostanie migreny. Miał jednak nadzieję, że medyk Harry, uleczy go fachowo. Uśmiechnął się ironicznie. To było coś, co przerażało go najbardziej. Uzdrowiciel i Potter w jednym zdaniu.
Świat magii czeka zagłada.
