Dłonie drżały mu lekko podczas przygotowywania śniadania. Denerwował się, ponieważ nie był pewny jak się czuje Severus. Czy przemyślał sobie już wszystko i zgodzi się z nim porozmawiać? Harry`ego dręczyło poczucie winy. Chyba powinien był omówić warunki przysięgi przed jej wypowiedzeniem. Tylko, że nie mógł wiedzieć jak mężczyzna zareaguje, nie tak naprawdę.

Zdawał sobie sprawę jakie to brzemię być naznaczonym przez tego okrutnego człowieka. Sam miał bliznę na czole, której nienawidził. Dawała o sobie znać każdego dnia, nawet poprzez lekkie swędzenie. Przypominała o tym kim jest i jaką rolę musi spełnić. Dlatego sądził, że mistrz eliksirów ucieszy się na wieść, że Znak zniknie. On sam byłby bardzo szczęśliwy, gdyby miał taką możliwość. Nie spodziewał się jednak złości.

Po części natomiast rozumiał uczucia Severusa. Ten cały gniew narodził się ze strachu. Faktycznie, nastolatek nie pomyślał o tym, jakie konsekwencje wywoła usunięcie tatuażu. Jego jedyne myśli w tamtym momencie krążyły wokół tego, że skoro ma możliwość podarować komuś taki dar, nie może zrezygnować. Teraz jednak mężczyzna może cierpieć z powodu konsekwencji, co bardzo Harry`ego dręczyło. Nigdy nie pragnął przyczynić się do czyjejś krzywdy.

Wiedział też, że ten strach był spowodowany zmianami. Snape był bardzo podobny do chłopaka. Pragnął stabilizacji w życiu. Świadomość, że Znak był nie do usunięcia pozwoliła mężczyźnie pogodzić się z jego okrutnym losem. Wyznaczył w swoim życiu pewne wartości i ich się trzymał. Miał swoje przyzwyczajenia i zwyczaje. Walczył o wszystko co nie związane było z marzeniem posiadania czystego ramienia.

Teraz jednak pewność siebie mężczyzny została zachwiana. Utracił coś, co mogło tłumaczyć jego działania. Już nie będzie mógł powiedzieć, że jest zbrukany i nie zasługuje na szczęście. Co prawda wciąż posiadał wspomnienia, które nie były kolorowe, ale to nie było to samo. Mroczny Znak był dowodem, świadectwem, że należy do Śmierciożerców. Do ludzi okrutnych, mających krew na rękach, sługusów bez własnej woli podległych Voldemortowi. Takie osoby nie mogły pragnąć nic oprócz uwagi ich Pana. Dlatego wszystko co osiągali w życiu było drugorzędne, nawet ich rodziny.

Severus mógł zacząć żyć na nowo.

To wszystko powodował jeden symbol, co było trochę irracjonalne. Jednak kto nie miał nigdy styczności z Czarnym Panem, nie zrozumie tego. Harry natomiast wiedział o tym wszystkim doskonale. Nie mógł w pełni cieszyć się życiem, kiedy wisiało nad nim zagrożenie ze strony Voldemorta. Groźba śmierci krążyła wciąż wokół niego, gdziekolwiek by się nie znajdował. Nawet w Hogwarcie.

Wymagano od niego walki, poświęcenia się dla innych. Ograniczano mu własną wolę, narzucano cele i marzenia. Bo nie oszukujmy się, gdyby nigdy nie dowiedział się, że Voldemort zabił jego rodziców, to czy pragnąłby zadośćuczynienia? Walczyłby na równi z innymi? W jakimś stopniu chciałby pokoju dla czarodziejskiego świata, ale czy to pragnienie przysłoniłoby mu jego inne cele w życiu? Czy pchałby się na pierwszy ogień w tej wojnie?

Raczej nie. Harry nienawidził tej uwagi, która go otaczała. Gdyby mógł, pozostałby w cieniu wiodąc spokojne życie i zakładając rodzinę. Wydawało się to jednak takie abstrakcyjne. Był już przyzwyczajony, że na pierwszym miejscu powinien myśleć o innych, dopiero później o sobie. Gdyby ktoś chciał zabronić mu walki, zapierałby się rękami i nogami. Dlatego gdyby miało się to wszystko zmienić, byłby skołowany i wściekły.

Harry podejrzewał, że tak właśnie czuł się jego mąż. Oszołomiony. Rozumiał, że mężczyzna potrzebuje czasu na pogodzenie się z sytuacją, ale też tak bardzo chciał z nim porozmawiać. Chciał przeprosić za to, że zachwiał jego życiem. Miał świadomość, że to jego wina i nie miał pretensji o słowa Severusa. Bolało trochę, ale zdawał sobie sprawę, że zasłużył.

Po raz pierwszy to małżeństwo nie wydawało się takim dobrym pomysłem. Nie chciał skrzywdzić Snape`a, ale jak widać stało się. Przejmował się tylko swoimi problemami, nie myślał o tym, jaką burzę wywoła w życiu mężczyzny. Kolejny raz popełnił ten sam błąd. Podobnie było z Syriuszem. Wyruszył z pomocą do Ministerstwa, nie bacząc na konsekwencje, przez co stracił ojca chrzestnego.

Tym razem z przerażeniem oczekiwał dalszych wydarzeń. Coś na pewno znów utraci, tylko zagadką było co to może być. Gorzej byłoby tylko, jeśli to Severus byłby tym poszkodowanym. Już i tak zniszczył światopogląd mężczyzny, a myśl że może być gorzej, odbierała mu oddech. To nie tak miało być.

Po wczorajszej kłótni siedział w salonie do późnej nocy i rozmyślał. Chciał jakoś zadośćuczynić Snape`owi, ale miał świadomość, że nie powinien się więcej wtrącać. Jego mąż słusznie zauważył, że dość już zrobił, nie w jego interesie było to naprawiać. Severus musiał sam się zmierzyć z konsekwencjami. Dlatego zaciskał pięści i starał się uciszyć wszelkie chęci pomocy.

Nie śmiał nawet zakłócać spokoju swojego męża, dlatego noc spędził na kanapie. I choć w porównaniu z jego łóżkiem u wujostwa lub materacem w mugolskiej szkole, była o wiele wygodniejsza, to nie mógł zasnąć. Bez końca przekręcał się z boku na bok, wstawał na krótkie spacery. Próbował nawet spać na dywanie. Jego każdą próbę zaśnięcia niwelowały te wszystkie sprzeczne uczucia. Był na siebie zły, dręczyły go wyrzuty sumienia, a przy tym jednocześnie w sercu kotłowała mu się radość. Wciąż pamiętał, że z pomocą tego małżeństwa, będzie mógł się wyrwać z sideł dyrektora.

To nie były jedyne czynniki wpływające na jego szalejące emocje. Było ich znacznie więcej. W końcu był już tak przytłuczony tym wszystkim, że zasnął z wyczerpania. Ale to nie był regenerujący sen. Nie do końca zagojone rany, drażniąco szczypały. Bolały go mięśnie, jakby spał na kamieniach. Głowa mu pulsowała w rytm bicia serca, a oczy piekły niemiłosiernie. Jego rozluźnienie z poprzedniego dnia, zniknęło całkowicie. Czuł się gorzej nawet niż przed zawiązaniem więzi.

Mimo wszystko jednak, stał w kuchni i przyrządzał im śniadanie. Nie wiedział nawet czy mężczyzna zechce z nim zjeść, ale na wszelki wypadek robił porcję również dla niego. Może podczas jedzenia zdoła go przeprosić. Niestety nadzieje Harry`ego szybko się rozwiały.

Kiedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi do sypialni Severusa, napiął bolące mięśnie w oczekiwaniu. Jednak nie miał okazji nawet spojrzeć na męża, ponieważ ten chwilę później trzasnął drugimi drzwiami. Tym razem wyjściowymi.

Czyli nici ze wspólnego śniadania.

Harry zagryzł wargę zawiedziony. Już z mniejszym entuzjazmem i bardziej ociężale dokończył gotowanie. Nie chciał już bardziej zagłębiać się we własne emocje. Był smutny, ale wiedział też, że nie może z tego powodu siedzieć i nic nie robić. Takim zachowanie przede wszystkim zraziłby do siebie Severusa. Mężczyzna nie lubił lenistwa. Dlatego Harry zamierzał dalej czytać księgi od mamy.

Pamiętał swoje zaskoczenie i wzruszenie na widok listu od rodzicielki. Jeszcze zanim go przeczytał miał ochotę płakać. Niby kobieta urodziła go, ale była też dla niego obcą osobą, nie pamiętał jej. Oprócz skąpych wzmianek od nauczycieli na jej temat, nie wiedział nic konkretnego. Była jak inni dorośli z jego otoczenia. Mimo to nazywanie jej „mamą" było niezwykle odpowiednie. Ucieszył się więc, że będzie mógł chociażby poznać jej charakter pisma.

Kiedy przeczytał pierwszy raz treść listu, kompletnie nic nie rozumiał. Zdania w ogóle się nie kleiły, a całość była jakaś dziwna. W tamtej chwili obawiał się, że to po prostu czyjś kawał. Miał ochotę się rozpłakać. Ktoś napisał mu jakiś bełkot i podpisał się jako Lili Potter. Był rozdarty. Nienawidził podobnych sytuacji. Jak można być tak bezdusznym i naśmiewać się z czyjegoś cierpienia? W złości zmiął list i rzucił na drugi koniec pomieszczenia. Coś boleśnie ściskało go za serce.

Później jednak wiadomość rozbłysła delikatnym światłem, jak drobne Lumos na końcu różdżki. Zafascynowany Harry ponownie po nią sięgnął. Zauważył wtedy, że jeden z brzegów pergaminu jest ubrudzony. I to czymś ciemno czerwonym, jak krew. Mimowolnie spojrzał na swoją dłoń i spostrzegł płytkie, ale długie rozcięcie, które ciągnęło się przez trzy jego palce. Nawet nie poczuł kiedy to się stało i jak. Ciekawy zmów zaczął czytać.

To co tam zobaczył było tak różne od poprzedniej wersji listu, że przez chwilę siedział oszołomiony. Okazuje się, że jego mama zaczarowała treść tak, aby tylko Harry jako jej syn, mógł ją odczytać. To było fascynujące i nastolatek bardzo chciał się dowiedzieć jak to zrobić, ale to innym razem.

Czytając już pierwszy akapit, pozwolił sobie na płacz. Łzy płynęły mu strumieniami po policzkach, ale nie przejmował się tym za bardzo. Swoją uwagę zwracał wyłącznie na słowa Lili.

[…] Trochę dziwne mam odczucia kiedy to piszę, ponieważ z jednej strony widzę cię, gdy masz zaledwie trochę ponad roczek, a z drugiej wiem, że właśnie obchodzisz szesnaste urodziny. Jeśli już o tym mowa, wszystkiego najlepszego, skarbie. Żałuje, że nie ma mnie teraz przy tobie. Jednak mam nadzieję, że dobrze sobie radzisz. Zawsze byłeś silnym i dzielny dzieckiem, więc i teraz taki musisz być. […].

Tak dobrze było móc przeczytać te słowa. Po tych okropnych wydarzeniach w Ministerstwie, wakacjach u Dyrsleyów, ucieczce i problemach z magią, wystarczyło kilka takich zdań, aby poczuł się lżej. Czuł się taki słaby przez ostatnie dni. Był zmęczony, ranny, rozchwiany emocjonalnie. Nie potrafił wykrzesać z siebie zbyt wiele energii i determinacji. Było mu ciężko, ale to właśnie słowa jego rodzicielki mu pomogły. Skoro ona twierdziła, że jest silny i dzielny, to czy tak nie było naprawdę? Przecież to była jego mama, musiała mieć rację.

[…] Na wstępie, chciałabym cię przeprosić, że dostajesz ode mnie tę wiadomość tak późno. Jeśli mam być szczera, to o parę lat za późno. Nic już jednak nie mogę z tym zrobić. To co chcę ci przekazać w tym liście, jest ściśle tajne. Sama nie zdradziłam tego sekretu nawet Jamesowi. Jest to po prostu tajemnica rodzinna. Nie żebym nie uważała go za rodzinę, jest moim mężem i kocham go, już na zawsze pozostanie w moim sercu. Dowodem na to jesteś na przykład ty, kochanie. Mam na myśli raczej rodzinne więzy krwi.

Najprościej mówiąc, nie jestem mugolaczką. […].

Kolejne fragmenty listu były już bardziej niepokojące. Obawiał się tego, co jego mama chciała mu zdradzić. W końcu, co mogło być na tyle ważne, by ukrywać to nawet przed jego ojcem? Zwiastowało to nowe kłopoty, na co Harry miał ochotę jęknąć załamany. Nienawidził swojego pecha. I jeszcze ten fragment o pochodzeniu Lili. Jeśli nie była mugolaczką, to kim?

[…] Tak naprawdę nie nazywam się Evans, jest to moje adopcyjne nazwisko. Pochodzę z czarodziejskiego rodu, z którego pierwszy odnotowany członek nazywał się Hathorne. Z niewiadomych dla mnie powodów, ród ten posiada zawsze tylko jednego magicznego dziedzica, przez co na przestrzeni lat zaginął mieszając się w innych rodzinach. […].

Mimo tych informacji, Harry dalej nie znał prawdziwego nazwiska swojej mamy. Nie słyszał też nigdy o nazwisku, bądź imieniu choć podobnym, jak Hathorne. A Harry chciał wiedzieć, kim on sam tak naprawdę jest. Cała ta tajemnica przyprawiała go o gęsią skórkę.

List był bardzo długi i zawierał w sobie mnóstwo informacji. Szesnastolatek miał problemy z przyswojeniem tego wszystkiego. Nie pomagała mu jego obecna sytuacja. Skupił się więc na tylko kilku fragmentach, które uważał za najważniejsze dla niego w tamtej chwili. Pozostałe części będzie analizował innym razem.

[…]Dziedzictwo, które było noszone w tej linii krwi, nie było kiedyś tajemnicą. Zawsze mówiono o nim z szacunkiem. Zmieniło się to jednak, gdy pewien obcy mężczyzna próbował przywłaszczyć sobie nasz dar, dla własnych, egoistycznych korzyści. Konsekwencje były potworne i dotknęły świat czarodziejów na tyle mocno, że postanowiono ukryć nasze istnienie. […].

Harry zadrżał na tą część listu. Miał niemiłe wrażenie, że będzie to okropna historia. Bo co takiego miałoby się stać, aby wymazać przed światem ich pochodzenie? Miał niemiłe skojarzenia, jakoby skutki tych wydarzeń były proporcjonalne do dzisiejszych czasów, gdzie nad ich społeczeństwem wisi groźba panowania, przez bezwzględnego Czarnego Pana.

[…] W tamtym czasie, dziedzictwo Hathorne`a nosił bardzo potężny czarodziej. Dzierżył moc, o jakiej marzą najwięksi czarodzieje. Mówiło się o nim, że był władcą wszystkich istot magicznych, a nawet porównywano go do boga. Za sprawą naszej linii krwi, potrafił przedłużyć komuś życie, wyleczyć ze śmiertelnej choroby, przywrócić duszę do ciała. Był wspaniałym medykiem i jest obecnie ikoną magicznego świata. Mam nadzieję, że wiesz już o kim mówię. Jeśli nie to polecam zajrzeć do kilku ksiąg historycznych, które również dostałeś. […].

Gdyby podczas czytania listu, Harry coś pił lub jadł, na pewno by to wypluł. To znaczy, że był potomkiem… Nie, to na pewno jakiś żart. Wszyscy znali tego czarodzieja, uważany jest za najpotężniejszą osobę w historii Magicznej Anglii, jeśli nawet i nie świata. Świadomość, że Harry miałby być jego… Nie, niemożliwe. Po prostu nie.

W tamtym momencie znów pomyślał, że ten list to podróbka. Próbował kolejny raz ubrudzić go swoją krwią, tym razem świadomie. Mimo wszystko jednak nic się nie działo. Treść pozostawała taka sama, a on z coraz szybciej bijącym sercem czytał kolejne fragmenty, na chwilę ignorując wzmiankę o możliwym pokrewieństwie z Merlinem.

[…]Niezwykła umiejętność jednak przyciągała też i do niego nieszczęścia. […].

Tę część doskonale rozumiał. Ludzie potrafią zrobić naprawę okropne rzeczy z zazdrości. Im większą posiadasz moc, tym łatwiej znaleźć wrogów. Jednak wciąż był lekko skołowany tym, że niezwykłość Merlina pochodziła od ich dziedzictwa. Tego to się nie spodziewał. Przecież minęły wieki, przez tyle lat na pewno pojawił się ktoś, kto również posiadał te umiejętności. Takiego czegoś nie da się trzymać w tajemnicy. To po prostu niewykonalne. Nie wyobrażał sobie też, jak posiadając takie umiejętności można je ukrywać i nie pomóc w ten sposób milionom ludzi?

[…] Jednym z praw magii jest to, że każdy czar ma swoje konsekwencje i pewne warunki, Harry. Zwłaszcza dla naszego rodu. Będziesz mógł o nich poczytać w księgach, które ci przesłałam. Zawierają zarówno wiedzę teoretyczną, jak i są to też prywatne dzienniki niektórych z naszych przodków. […]

Odpowiedziała jakby czytała mu w myślach. Czyli posiadanie tych umiejętności nie było takie kolorowe, jak mu się wydawało. Skrzywił się lekko. Jego życie kolejny raz się komplikowało. A całkiem niedawno mówił sobie, że więcej nie wpakuję się w żadne kłopoty, aby sytuacja z Syriuszem się nie powtórzyła. Najwyraźniej jego nadzieje były płonne.

[…] W obawie o podobne sytuacje jak ta w przeszłości, wymazano naszą linie krwi z czarodziejskiej historii. Nasze istnienie jest objęte wielką tajemnicą. Dlatego uważaj na siebie, synku. Jesteś wyjątkowy. […].

Cholera. Cholera, cholera, cholera… Nie tego chciał. Czy tak wiele wymaga od losu, aby być normalnym nastolatkiem? Jak zwykle wszystko dzieje się na przekór wszystkiemu czego pragnie. Jest poszukiwany przez niemal pół magicznej Anglii, z powodu jakichś wymysłów ministra. I choć cieszył się, że nie wróci więcej do Dursleyów, to nie podobało mu się to, że jego życie zostało opisane w gazetach.

Był przerażony czytając te wszystkie artykuły. Nie chciał aby ktokolwiek wiedział jakie życie prowadził u swojego wujostwa. To były jego osobiste doświadczenia i to on powinien decydować o tym, kto ma prawo je poznać. Był wściekły na Knota za te wszystkie działania. Przysporzyły mu jedynie problemów. Będzie musiał teraz też uciekać przed Dumbledore`m.

Mimo wychowania wśród mugoli, nie był aż tak bardzo głupi, jak niektórzy uważają. Wiedział, że jedynym sposobem na uniknięcie niechcianej adopcji było znalezienie lepszej osoby do roli opiekuna lub małżeństwo. Biorąc pod uwagę to, że przygarnąć go chciał sam minister, małe było prawdopodobieństwo, że zdoła znaleźć kogoś „lepszego" na jego miejsce. A kiedy teraz, kiedy całe magiczne społeczeństwo wiedziało, że to Knot odkrył jego tragedię rodzinną, Harry był stracony. Pozostało mu jedynie związać się z kimś na stałe.

Podejrzewał, że w ten sposób Dumbledore zechce go przy sobie zatrzymać. Narzuci mu kogoś do poślubienia i dalej będzie mógł nim sterować, niczym marionetką. Harry był świadomy też, że jeśli chce związać się z kimś na własnych warunkach, musi to być osoba, która będzie umiała się sprzeciwić dyrektorowi. To już znacząco zmniejszało krąg potencjalnych partnerów. W dodatku ta osoba musiała być też przeciwna działaniom Voldemorta.

Mógł na palcach jednej dłoni wymienić takie osoby. Był w beznadziejnej sytuacji, ponieważ nie ufał prawie wszystkim. A nie powierzy komuś swojego życia, jeśli nie upewni się, że jego partner będzie miał wobec niego pozytywne intencje. Woli już uciekać całe życie, niż skazać się na jeszcze gorszy los.

[…] Moim obowiązkiem jest przekazać ci, co wiąże się z posiadaniem naszej linii krwi. Przede wszystkim potrzebujesz stworzyć więź z czarodziejem lub czarodziejką. Może to być więź braterska, rodzicielska, albo małżeńska. Najsilniejsza jest z nich ta ostatnia i to ona jest tą ostateczną. […].

Cóż za ironia. Że też dostał ten list akurat w takim momencie jego życia. To było jak dopełnienie jego rozmyślań. Gdzieś tam w głowie miał nadzieję, że cała ta farsa z przymusowym małżeństwem była ulotna, że mimo wszystko nie jest to ostateczne. Tak po tej wiadomości od mamy, wszelkie wątpliwości znikły. To musiało się stać, szczególnie, że Lili twierdziła, że bez tego nie będzie mógł żyć.

[…] Pieczę nad magią, zazwyczaj sprawuje rodzic z dziedzictwem krwi. Dzięki temu ma się pewność, że dopóki dziecko nie zwiąże się z kimś więzią małżeńską, nie musi się o nic obawiać. W twoim przypadku, tak jak i w moim, linia krwi objawi się w szesnaste urodziny, kiedy nie będziesz posiadał więzi rodzicielskiej. Dlatego będziesz musiał działać szybko. Im dłużej będziesz zwlekać, tym gorzej dla ciebie. Proszę więc, nie czekaj. Ja sama źle wspominam ten czas, a nawiązałam więź z Alicją Longbottom, zaledwie dwa dni po swoich urodzinach. […].

W tamtej chwili uświadomił sobie jak bardzo brakuje mu wsparcia kogoś dorosłego. Już nawet nie mówił o rodzicach. Dawno pogodził się z ich brakiem. Żal mu raczej było tego, że nie znalazł się nikt, kto chciałby się nim opiekować tak naprawdę. Syriusz miał dobre chęci, ale faktem pozostało to, że był zbiegiem, przez co nawet nie mógł wyjść z domu. Nie mógł być kimś odpowiedzialnym za drugiego człowieka. Dobrym wyborem mógłby być też Remus, ale mężczyzna miał swoje i tak trudne już życie. Obarczenie go opieką nad problematycznym nastolatkiem mogłoby go zniszczyć. Bo nie ukrywajmy, Harry sprowadza problemy jak nikt inny. To byłoby za wiele dla cierpiącego na likantropię człowieka. No i nikt nie pozwoliłby mu zostać pod opieką wilkołaka.

O czymkolwiek by nie pomyślał, jakich argumentów nie szukał, zawsze wracał myślami do Snape`a. Za każdym razem starał się przywoływać go w swoich propozycjach jako ostatniego, ale mimo to, był najlepszą dla Harry`ego możliwością. Obawiał się tylko tego, jakie życie by prowadził z tym człowiekiem. Na pewno nie cierpiałby fizycznie. Mistrz Eliksirów był honorowy i oprócz słownych utarczek nie zdobyłby się na atak siłowy. To było choć małe pocieszenie.

Czasem od bólu fizycznego, bardziej dolegliwy był ten psychiczny. I to jego Harry najbardziej się obawiał. Nie mieli przecież z Mistrzem Eliksirów dobrych stosunków. Można powiedzieć, że w ich relacji dominuje raczej wzajemna niechęć. Harry naprawdę myślał na ten temat bardzo długo, ale za każdym razem stwierdzał, że chciałby sprawdzić co wyniknie z jego wyboru.

Pewien niepokój czuł też z powodu tego, że magiczne małżeństwo wymagało aktu seksualnego. Oprócz jednego, nieudanego pocałunku z Cho, nie miał żadnych doświadczeń w tym temacie. Miał obawy czy podoła akurat temu warunkowi, ponieważ nie do końca wiedział jak powinien wyglądać seks dwóch mężczyzn. Podobno było to trochę bolesne i nastolatek zastanawiał się czasem, czy to nie zakłóci jego planu. W końcu istniała taka możliwość, że pod wpływem bólu się zawaha, na co nie mógł sobie pozwolić. Próbował więc trochę się dotykać i fantazjować o Mistrzu Eliksirów. Pomagało mu to, że mężczyzna był na swój sposób atrakcyjny.

Ucieczka w nieskończoność też nie była dobrym rozwiązaniem. Chyba nie zdobyłby się na porzucenie szkoły dla własnego widzi mi się. A dopóki nie ukończyłby siedemnastu lat, musiałby unikać Dumbledore`a i Ministra, jeśli nie chciałby skończyć pod ich kuratelą. Choć miał nadzieję, że po tej całej akcji z fatalną opieką nad Chłopcem, Który Przeżył, starzec straci choćby stołek dyrektora Hogwartu. To byłoby sprawiedliwe.

Harry nie chciał uchodzić też za tchórza, był Gryfonem i powinien z podniesioną głową stawić czoła sytuacji. Co prawda, tiara przydziału chciała go umieścić w Slytherinie i miał kilka swoich ślizgońskich nawyków, ale mieszkanie w wieży przez pięć lat, wpoiło mu też sporo zachować typowych dla domu lwa. Między innymi parcie do przodu wbrew przeciwnościom losu, nawet jeśli wewnątrz drży się z przerażenia. Nigdy jakoś szczególnie też nie brał do siebie tego, że Snape nazywał to zachowanie głupotą, bo było w tym całkiem sporo prawdy.

Wiedział, że nie może długo przebywać w ukryciu i godzinami wręcz modlił się do Melina, by sprowadził na jego drogę Mistrza Eliksirów. Chciał się zmierzyć z własnymi demonami, przeprosić mężczyznę i zaproponować mu małżeństwo. Do ostatniej chwili miał obawy i męczyło go jego ciągle przyspieszone bicie serca. Nie był tak zdenerwowany nawet kiedy stał naprzeciw bazyliszka, wilkołaka lub smoka. I faktycznie Severus Snape był groźniejszy niż wszystkie te stworzenia.

[…] Wszystko co powinieneś wiedzieć na temat dziedzictwa jest zawarte w księgach. Wraz z nimi przesyłam ci też prezent urodzinowy. Magiczny kuferek, który pozwoli ci w nim ukryć wszystko, co tylko jest dla ciebie ważne. Stworzyłam go z myślą o naszej linii krwi. Bez niego schowanie setek naszych ksiąg było problematyczne. Bardzo nie lubiłam tych chwil, gdy nie mogłam pójść do rodowej skrytki w Gringottcie, a potrzebowałam szybko jakiejś ważnej książki. Pracowałam więc nad tym kuferkiem bardzo długo. Ma on na sobie też zaklęcie zmniejszająco-zwiększające, więc nie obawiaj się o jego wątpliwą pojemność. Działa tylko w naszej rodzinie. Aby cię rozpoznał, musisz za pierwszym razem upuścić na niego kilka kropli swojej krwi. Jest magiczny, więc jeśli pomyślisz o czymś czego chcesz się dowiedzieć, odpowiednia księga sama się pokaże, bez zbędnego grzebania i straty czasu. Najlepiej noś go zawsze przy sobie. Przy stuknięciu w niego dwukrotnie różdżką, zmieni się w breloczek, np. do bransoletki lub naszyjnika. Jeśli nie licząc ciebie, jest to moje największe i najwspanialsze dzieło. Mam nadzieję, że ci się spodoba. […].

I faktycznie, kuferek był piękny oraz całkowicie urzekł nastolatka. Nawet na chwilę zapomniał o tych wszystkich niepokojących wiadomościach. Wpatrywał się z fascynacją w srebrny przedmiot i gładził jego fakturę dłońmi. Był niewielki i jeśli nie byłby magiczny, żadna książka by się do niego nie zmieściła. Gdyby nie misterne zdobienia, mógłby powiedzieć, że to pudełko na różdżkę. Wąskie, płaskie, ale podłużne. Księgi zapewne wsuwa się do niego pionowo, ale dla pewności będzie musiał to później wypróbować.

Taki prezent od zmarłej matki, to było coś wyjątkowego. Zamierzał strzec go jak oka w głowie. Choć nawet najpiękniejsza rzecz na świecie, nie przebije tego listu. Pełne miłości słowa od jego rodzicielki były czymś wspaniałym, czego nie dało się kupić. Mimo tych wszystkich niepokojących wieści na temat dziedzictwa, był też wdzięczny, że dzięki temu mógł dostać tą wiadomość. Na zawsze już zapamięta słowa na temat miłości jego rodziców do niego.

[…] Bądź grzeczny, nie rozrabiaj, a przynajmniej nie tak jak Huncwoci. Zdrowo się odżywiaj i ucz się pilnie. Nigdy nie wiadomo jaka wiedza przyda ci się w życiu. Zdobywaj wiernych ci przyjaciół i zakochaj się szczęśliwie. Jesteś już prawie dorosły, więc nie mogę ci niczego zabronić, ale uważaj co robisz. Nie chce zostać tak szybko babcią, ale i tak będę się cieszyć na wnuka/wnuczkę.

Kocham cię, skarbie. Oboje z tatą cię kochamy i życzymy ci szczęścia. Wierzę, że ze wszystkim sobie poradzisz. Bądź dzielny i wytrwały. […].

Czy to dziwne, że czytając ten fragment płakał jak mały chłopiec? Szloch odbierał mu oddech, ale mimo to uśmiechał się wdzięcznie do tekstu. Jak nigdy dotąd tęsknił za nimi. Pragnął usłyszeć to od nich na żywo, przytulić w podziękowaniu. Ogarniał go niewyobrażalny smutek i złość na ten okrutny los. Dlaczego to jego rodzina musiała cierpieć? I choć nie życzył tego losu nikomu na tym świecie, to gdzieś tam w umyśle pojawiła się myśl, że to ktoś inny powinien być na jego miejscu.

Nie chciał tego czuć. To było złe i niepokojące. Życzenie komuś takiego losu, wydawało mu się haniebne i okrutne. Cokolwiek by nie próbował zrobić nie dało się zmienić przeszłości, dowiedział się tego na swoim trzecim roku. Należało się pogodzić ze swoim losem i starać się go poprawić. A Harry nie zamierzał się biernie przyglądać. Miał okazję zawalczyć o swoją wolność, a że przyczynić się do tego może wredny Mistrz Eliksirów, to już inna sprawa.

W tamtym momencie myślał głównie o tym, aby wyrwać się z sideł Dumbledore`a. Miał już dość tych jego wszystkich sztucznych uśmieszków, dobrotliwego tonu oraz naszpikowanych eliksirami słodyczy i herbaty. Dyrektor nie był tym za kogo się podawał i choć zdarzało się, że robił coś naprawdę dobrego dla społeczeństwa czarodziejów, to jego intencje były całkowicie odrażające. Przynajmniej wobec Pottera. Odkąd jego magia stała się rozchwiana, nie był w stanie przebywać w pobliżu siwego starca. Coś za każdym razem go od niego odpychało, czuł się przy nim niedobrze.

Mężczyzna czegoś od niego chciał. Niestety zauważył to dość późno. Hodowano go niczym zwierze, aby później móc go wykorzystać. I Harry podejrzewał, że tu nawet nie chodziło o Voldemorta. To miało być coś osobistego. Nastolatek nigdy nie wiedział skąd brały się jego przeczucia i domysły, ale przekonał się o ich słuszności, gdy jego mama je potwierdziła.

[…] Ps. Byłabym zapomniała. Strzeż się Albusa Dumbledore`a. Pod żadnym pozorem mu nie ufaj. Mam podejrzenia, że wie o naszych umiejętnościach i nie ma wobec ciebie dobrych intencji. Bądź ostrożny. […].

To musiało o czymś świadczyć i Harry zamierzał się słuchać tych słów. Będzie za wszelką cenę unikał dyrektora. Nawet się do niego nie zbliży. Nie wiedział jeszcze jak tego dokona, ale coś wymyśli.

Najważniejsze jednak w tamtym momencie było dla niego zrozumienie czym jest jego dziedzictwo i nawiązanie z kimś więzi. Dlatego odrzucił wszystko inne i postanowił zacząć czytać księgi. Na początek dotykając prezentu od mamy zażyczył sobie czegoś o samym małżeństwie, bo to była podstawa. Oczarowany przyglądał się wtedy jak jego kuferek się rozjaśnia, a tuż przed nim materializują się dwie księgi. To było fascynujące i oszołomiony podziwiał zdolności jego mamy w zaklęciach. Ciekawiło go czy taki sam efekt będzie jak schowa w nich na przykład zapasową różdżkę. To by było dobre zabezpieczenie na przyszłość.

Ze zmarszczonym czołem czytał różnego rodzaju przysięgi i starał się wybrać odpowiednią dla niego. Nie mogła przede wszystkim wymagać uczucia miłości. To nie wchodziło w grę. Znalezienie takiej gdzie mógłby wciąż posiadać własną wolę, nie było łatwe. Zadziwiało go to, że większość takich przysiąg małżeńskich wyglądała bardziej jak ślubowanie swojemu Panu przez uniżonego sługę. To nie było to, o czym myślał dotychczas na temat czarodziejskich małżeństw.

Dodatkowo, każda z formułek zawierała oddanie swojego ciała. Jak później doczytał, był to taki wymóg, jeśli nie posiadało się wcześniej rodzicielskiej lub siostrzanej więzi. Nie rozumiał tego trochę, ale nie sprzeciwiał się też za bardzo.

Dowiedział się też, że jego małżeństwo musi zostać zawarte za pomocą magii, a nie dokumentów. Oznacza to, że główną rolę będzie odgrywać w tym ich magia i intencje. Jeśli przysięga nie byłaby szczera, nic by się nie wydarzyło. Nic nie było w stanie jej też przerwać. Nawet po śmierci jednego z małżonków, więź wciąż była aktywna, przez co żyjący partner nie mógłby się z nikim więcej związać na stałe. W jego przypadku, brak męża spowoduje, że nie będzie mógł używać dziedzictwa.

W sumie niewiele zdążył się dowiedzieć zanim ogarnęło go potworne zmęczenie. Był lekko zaniepokojony, ponieważ wcześniej nie czuł się aż tak źle. Co prawda był osłabiony i ranny, ale tym razem stało się to bardziej nasilone. Dochodził do tego też ból głowy i rozkojarzenie. Nie mógł się za bardzo skupić na tym co czytał i robił. Dlatego też nie przemyślał za bardzo całej tej sytuacji z przysięgą.

Gdy pierwszy raz odczytał, że mógłby za pomocą swojego dziedzictwa ofiarować swojemu mężowi „nowe życie", był bardzo zadowolony. Był to wyjątkowy dar i prawie każdy stosował ten fragment ślubów. Po prostu taka okazja zdarzała się raz na pokolenie, więc grzechem byłoby jej nie wykorzystać. Nie rozumiał w pełni przekazu, jakie te słowa ze sobą niosą, ale miał przynajmniej nadzieję, że jego domysły są słuszne.

I jak się okazuje, były nawet za bardzo. Kiedy Mistrz Eliksirów zniknął na cały dzień, Harry zdążył się sporo dowiedzieć. Sformułowanie „ciało pozostanie bez skazy" niwelowało wszelkie magiczne blizny i uroki. Teraźniejsze i przyszłe. Czyli krótko mówiąc, Severus oprócz czystego ramienia i braku kilku znamion, będzie odporny też na różnego rodzaju klątwy, które wywoływały trwałe zmiany na ciele. Niczym naturalna tarcza na niektóre zaklęcia.

Podobna sytuacja miała się z duszą i wolą. Jeśli mężczyzna składał w przeszłości jakieś przysięgi, na przykład te wieczyste, będą one nieważne. Tak samo jest z jego rolą jako sługa Czarnego i Jasnego Pana. Nie mogą go już do niczego zmusić. Jeśli Voldemort zechce ukarać Severusa lub zachęcić go do współpracy siłą, wbrew jego woli, jego magia obróci się przeciw niemu.

Musi to jak najszybciej przekazać mężowi, aby go uspokoić. To była bardzo znacząca wiadomość, która może zmniejszyć jego obawy o własny los. Pamiętał jak bardzo był przejęty swoją przyszłą karą. Sam nastolatek był nawet gotów udać się na spotkanie Śmierciożerców, aby przyjąć na siebie gniew Voldemorta, choć to byłaby głupota z jego strony. Był przez tego człowieka ścigany i udanie się prosto w jego łapy, oznaczałoby szybką śmierć. Mimo to w ostateczności tak właśnie by postąpił.

Snape był również odporny na klątwy zmieniające jego wolę i światopogląd. Na przykład Imperius, Confundus, czy różnego rodzaju uroki narzucające mu zachowanie inne od jego własnego. Fantastyczna mieszanka, która według Harry`ego mogła sprawić, że Mistrz Eliksirów będzie niezwykle potężny, jeśli tylko zechce to wykorzystać. Czyż to nie wydawało się odpowiednią zapłatą za tę chwilę załamania, której doświadczył jego mąż?

Harry miał nadzieję, że to czego się dowiedział sprawi, że Severus się uspokoi. Czekał na niego cały dzień, aby mu to przekazać, ale do późnego wieczora nie zobaczył mężczyzny. W całym tym zdenerwowaniu nawet nie zjadł obiadu ani kolacji. A biorąc pod uwagę swoje zmęczenie po tylu godzinach czytania, nieprzespaną noc i kotłujące się emocje, i tak długo wytrzymywał przytomny.

Padł akurat parę minut zanim mężczyzna wrócił.