Szare ściany wydawały się bardziej zimne i ponure niż zwykle. Tym razem nie były już przyjemne, nie koiły jego zszarganych nerwów. Wręcz przeciwnie, dusił się w nich. Jego ukochane laboratorium, które dotychczas było niezawodne, teraz powodowało u niego odrazę.

Wychodząc z mieszkania miał nadzieję, że uwarzenie jakiegoś wyjątkowo trudnego eliksiru pomoże mu odsunąć te wszystkie niepokojące emocje. Dotychczas to skutkowało. Oddawał się przyjemności z tworzenia mikstur tak bardzo, że nic innego na świecie się nie liczyło. Po spotkaniach u Voldemorta, herbatkach u Dumbledora, czy nawet po lekcjach z gryfonami, zawsze odnajdował spokój w laboratorium.

Tym razem się to nie udało. Nie było to spowodowane gniewem, czy uczuciem niesprawiedliwości. To było bardziej skomplikowane, ponieważ po raz pierwszy w życiu nie umiał sklasyfikować swoich emocji. Nie potrafił nazwać tego, co trzymało go teraz za serce.

Nie był jakoś szczególnie zły. Można też powiedzieć, że pogodził się z tym, że jego najbliższe spotkanie z Czarnym Panem będzie bolesne. Nie żeby coś, ale zazwyczaj takie było. Nie szykowało się nic nowego. Poruszył go jedynie fakt, że wiedział, że to się stanie i znał powód, albo raczej powody.

Mimo to, nie obwiniał już chłopaka. Był pewien, że nie chciał źle, po prostu byłoby lepiej jakby wcześniej to z nim przedyskutował. Ale i Severus nie był bez winy. Powinien był dokładniej się o wszystko chłopaka wypytać. Jednak działo się to tak szybko. Wczorajszy dzień był najbardziej pokręconym dniem w jego życiu. Zdobył męża, który był jego utrapieniem i pozbył się znaku od Mrocznego Pana. Teraz brzmi to lekko, ale dotychczas nic nigdy nim aż tak nie wstrząsnęło.

Uspokoiła się też jego radość z posiadania czystego ramienia. Fakt, marzył o tym od około dwudziestu lat i nie mogło to być tak ulotne, ale postanowił, że pozwoli się jej opanować dopiero jak stanie się to prawdą. Jak na razie wciąż miał cierniowe linie owinięte wokół całego ramienia, co skutecznie go uspokajało.

I tak suma summarum, nie był zły ani radosny, ale miał w sobie jakąś nienazwaną emocję, która nie pozwalała mu nawet spojrzeć na Pottera. Wiedział, że czeka ich kolejna rozmowa, chłopak będzie chciał przeprosić lub coś w tym stylu, ale Severus nie chciał tego słuchać. Musiał wyjść i spędzenie dnia w swoim ukochanym laboratorium wydawało się dobrym pomysłem.

Jednak nie mógł nic poradzić na to, że wciąż gdzieś uciekał myślami, a gdy odzyskiwał zdrowy rozsądek, nie pamiętał co go tak rozproszyło. Męczył się tak do około szesnastej, gdy postanowił dać sobie spokój. Jak nie pomagały eliksiry, to znaczyło, że jest źle i potrzebował po prostu alkoholu.

Nie przepadał za upijaniem się. Robił to tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy nie dawał sobie rady emocjonalnie. Upewniał się też wtedy przede wszystkim, że nie jest sam. Potrzebował aby ktoś go pilnował, ponieważ jak niczego innego bał się, że stanie się wtedy jak własny ojciec, który bił go po tym jak sam się upił. W takich chwilach zwracał się do Lucjusza. Mężczyzna znał go już na tyle, by wiedzieć jak zareagować na podobne sytuacje.

Dlatego właśnie udał się do Malfoy Manor z butelką dobrego whisky w ręce. Nie zastał jednak gospodarza w domu. Według słów Narcyzy jest teraz na spotkaniu z ich Panem, na którym, notabene, i on powinien się znaleźć. Nie zraziło go to jednak i zamierzał na niego poczekać. Mógłby też ten czas wykorzystać na rozmowę z Draco. Poza kilkoma wizytami w jego gabinecie w Hogwarcie w czasie roku szkolnego, rozmawiali dość mało i nagle miał ochotę to nadrobić. Dlatego gdy tylko dowiedział się, że ten jest w ogrodzie, pożegnał się z kobietą i udał się do chrześniaka.

Zastał go czytającego jakąś książkę na jednej z ławek w cieniu drzew. Siedział do niego tyłem, więc chłopak nie zauważył, że Severus do niego zmierza. Mężczyzna poczuł się lżej, gdy tylko go zobaczył. Nigdy dotąd nie myślał o posiadaniu własnych dzieci, ale wyobrażał sobie, że to właśnie tak czułby się gdyby je miał. Byłby dumny, zadowolony i spełniony. Może nie był idealnym ojcem chrzestnym, ale i tak uważał, że ma dobry kontakt z nastolatkiem. Jak na niego oczywiście.

- Ciekawi mnie, co jest aż tak bardzo zajmujące, że nie zauważyłeś jak ktoś zachodzi cię od tyłu, Draco? Powinieneś być bardziej czujny, w tych czasach wszystkiego można się spodziewać. – zaczął swoim niskim i lekko karcącym głosem.

Chłopak oczywiści drgnął zaskoczony jak tylko go usłyszał. Na jego twarzy na początku pokazało się zdumienie, później radość i małe poczucie winy, po czym przybrał zwyczajową dla Malfoyów obojętną maskę. Po chwili też wstał aby się z nim należycie przywitać.

- To numerologia wuju, dobrze wiesz, że to mój ulubiony przedmiot. – odpowiedział kulturalnie, a później najzwyczajniej w świecie podszedł do niego i go przytulił. – Cieszę się, że cię widzę. Dawno mnie nie odwiedzałeś. – albo mu się wydawało, albo był tym faktem urażony. Oczywiście oddał uścisk nastolatkowi, choć dziwnie się czuł mając świadomość, że od niedawna posiada męża w jego wieku. Szybko jednak odegnał te myśli, nie po to tu przyszedł.

- Wybacz, ale byłem ostatnio dość zajęty. Jako rekompensatę mogę ci zaoferować partyjkę szachów i może jakieś wino do tego. Co powiesz? – zapytał z uśmiechem, ale nie takim złośliwym. Chyba tylko w obecności tego chłopaka mógł się szczerze uśmiechać, tak jak to miał w zwyczaju gdy był jeszcze nastolatkiem.

- Bardzo chętnie. – wyszczerzył się do niego całkowicie porzucając swoją maskę. Mogli sobie na to tutaj pozwolić. – Chodźmy w takim razie do mojego pokoju.

- Jak mijają ci wakacje, Draco? – zapytał po drodze.

- Całkiem znośnie, choć oprócz nauki i kilku spotkań ze ślizgonami, nie robię za wiele. Można powiedzieć, że nawet zaczynam się powoli nudzić. – przyznał lekko się krzywiąc. – Mimo że to taki wielki dom, mało jest tu atrakcji dla jednej osoby. W takich chwilach przydałoby mi się rodzeństwo, albo przynajmniej chrześniak. – przeklęty bachor odważył się do niego mrugnąć, po czym uśmiechnął się szelmowsko. O nie, nie daruje mu tego.

- Tak? Ciekaw jestem jakbyś zareagował, jakbym ci faktycznie takiego przyniósł. – Severus przywdział na twarz rozmarzony uśmiech. – Może to faktycznie nie taki zły pomysł. – wymruczał. Całkowicie pomijał fakt, że w jego obecnej sytuacji jest to niemożliwe. Draco oczywiście zaczął się wesoło śmiać, ale gdy zobaczył, że mężczyzna nie wydaje się nawet odrobinę rozbawiony, stracił trochę rezon.

- Em… Nie mówisz poważnie, prawda? – zapytał trochę z rezerwą. Znajdowali się już przed drzwiami do jego pokoju, które mężczyzna postanowił samemu otworzyć, ponieważ chłopak był zbyt zajęty obserwowaniem go uważnie.

- Mam swoje lata, Draco. Bachora do pilnowania możesz się spodziewać w każdej chwili. – tym razem nie powstrzymywał swojego klasycznego, ironicznego uśmieszku.

- Ta, nie doczekałem się przez szesnaście lat, więc teraz miałoby się coś zmienić? – zauważył podnosząc brew w między czasie rozkładając szachy.

- Oczywiście, ale skoro mi nie wierzysz, to będę miał jeszcze większy ubaw, gdy ci go przyprowadzę. Czy jesteś aby na pewno na to gotowy? – zapytał, po czym wezwał jedną ze skrzatek, aby przyniosła im jakiś dobry trunek.

- Widzę, że się dobrze bawisz, Sev. – odpowiedział z ironią. – Ale już prędzej to ja podrzucę ci dzieciaka do pilnowania.

- Nie ukrywam, to bardzo prawdopodobne. – potwierdził już bez drwiny. – A jeśli już jesteśmy przy tym temacie, to jak ci się układa z Astorią? – zapytał ciekawy, wykonując pierwszy ruch pionkiem. Nigdy nie był dobry w tej grze, ale nastolatek ją lubił, więc był gotów się dla niego poświęcić.

- Całkiem dobrze. – odpowiedział krótko, po czym zamilkł wnikliwie przypatrując się planszy do gry. Nie dziwiłoby to go, gdyby było na co popatrzeć, ale dopiero zaczęli starcie i nie potrzeba było tak dużego skupienia. Oznaczało to, że coś było nie tak.

- Czyli spełnia wszystkie warunki dla odpowiedniej narzeczonej? – dopytał.

- Oczywiście. Jest ładna, mądra i kulturalna, a swoją delikatnością i wdziękiem potrafi oczarować każdego. Rodzice naprawdę się postarali wybierając ją dla mnie. – odpowiedział z wciąż opuszczoną głową. Brzmiało to na trochę wymuszone, albo raczej jakby powiedziane od niechcenia. I jeśli by się nad tym zastanowić, od początku jak spotkał chrześniaka, jego ton wydawał się z każdą chwilą mniej entuzjastyczny, a bardziej rzeczowy.

-Ale? – coś ewidentnie męczyło chłopaka.

- Nie ma żadnego „ale", wujku. Nie wiem co ci chodzi. – dalej próbował go zbyć.

- Znam cię nie od dziś, Draco. Coś jest na rzeczy i nie ukryjesz tego przede mną. – powiedział, lecz nastolatek wciąż nie podniósł wzroku. – Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać to okej, ale więcej razy nie zapytam. – ostrzegł.

- Wiem. – przyznał cicho. Severus więcej się nie odzywał. Jego chrześniak albo podejmie nowy temat rozmowy, albo wyrzuci z siebie to co go dręczy. Wystarczyło tylko poczekać. Nie trwało to też zbyt długo, bo zaledwie dwie minuty, kiedy z głośnym westchnięciem zaczął mówić.

- Od czasu inicjacji jestem jakiś nieswój. Brakuje mi energii i zaangażowania do nawet najdrobniejszych czynności. Niby się uczę, ale czasami po prostu uciekam gdzieś myślami jedynie przesuwając wzrokiem przez tekst. Jem normalnie posiłki, ale nie czuję przyjemności z ich smaku. Śpię tak jak zawsze, ale nie czuję się wypoczęty. Spędzam czas z przyjaciółmi, chociaż mam ochotę się po prostu położyć i wgapiać w przestrzeń. Żartuje z nimi, ale nie czuję nawet odrobiny rozbawienia. Spotykam się z piękną dziewczyną, a nie umiem wykrzesać z siebie choć małego podniecenia na jej widok.– wylewał z siebie każde słowo z coraz większym zobojętnieniem. – Gram z tobą w szachy, ale nie wiem nawet czy moje ruchy pionkami mają jakikolwiek sens.

- Bo nie mają. Skoczek nie porusza się po przekątnej, a goniec prostopadle. – zauważył rozsądnie i nerwowo. To co mówił chłopak było niepokojące i wywoływało u Severusa bladość. Czyli dobrze sądził, że coś jest nie tak.

- Boję się, wuju. Czy uważasz, że jestem chory? Czy to może być to słynne szaleństwo Blacków? – zapytał po czym podniósł po raz pierwszy wzrok, który okazał się pusty.

Powiedział to tak płaczliwym tonem, że Snape dałby sobie rękę uciąć, że chłopak płacze, ale w jego oczach nie było nawet widać zaszklenia. Czoło i brwi nie marszczyły się z rozpaczy, a warga nie drgała od tłumionego szlochu. Cała twarz raczej prezentowała się mistrzowsko obojętnie, jakby nie było w niej życia. Jakby była martwa.

Był to chyba najbardziej przerażający widok w życiu Mistrza Eliksirów. Jego ukochany chrześniak wyglądał jak śmierć. Że też wcześniej tego nie zauważył. Nie pomyślał nawet o tym by odwiedzić go po jego inicjacji u Czarnego Pana. Był pewien, że Draco cierpiał samotnie nie mówiąc nic nikomu. Jego duma nie pozwalała mu przyznać się do słabości. Ale mimo to Snape powinien był choć sprawdzić jak się czuje.

Zmienił zdanie, był fatalnym ojcem chrzestnym.

- Nie wydaje mi się, aby to było to. Nie spotkałem się jeszcze z takim przypadkiem szaleństwa. Musi być jakaś inna przyczyna twojego stanu. – odpowiedział poważnie, po czym odsunął od nich zawadzające tylko szachy. Wziął dłonie chłopaka i gładził je powolnym, uspokajającym tempem. – Od kiedy czujesz te wszystkie symptomy?

- Od dwóch tygodni. Może dłużej. – przyznał. – Trudno jest mi określić, ponieważ przez pewien czas czułem jedynie ból mojej lewej ręki. Po przyjęciu Znaku nie mogłem nią poruszać przez trzy dni. Dopiero jak mi się polepszyło zauważyłem inne niepokojące rzeczy.

- Cholera, powinieneś był komuś to powiedzieć. Powinieneś mi powiedzieć. Dałbym ci jakąś maść łagodzącą ból. Moglibyśmy też wiedzieć co powoduje u ciebie ten rodzaj zobojętnienia. – zauważył z mocą. Był tak pochłonięty działaniami dla Zakonu, że zaniedbał kogoś dla niego tak ważnego.

- Nie chciałem cię martwić i sam przecież powiedziałeś, że byłeś ostatnio dość zajęty. Zawracałbym ci tylko głowę. Sądziłem, że sobie poradzę.

- Rzuciłbym to wszystko, gdybym wiedział, że mnie potrzebujesz, Draco. – powiedział szczerze. Może nie łączyły ich więzy krwi, ale czasami lubił myśleć o chłopaku, jak o jego własnym synu. Co z tego, że kolor włosów kompletnie się nie zgadzał. Ważne było to, że po części go wychował. Nie bał się ukazywać wobec niego emocji. – Jak na dziedzica Malfoyów, bywasz czasami niezwykle głupi.

- Jak możesz tak mówić, wuju? Za te haniebne słowa powinienem wtrącić cię do naszego lochu. – przez maleńką chwile widział w tych błękitnych oczach przebłysk rozbawienia, ale był on niepokojąco krótki. Dodało to jednak trochę więcej nadziei Severusowi. Skoro w takiej chwili dzieciak zdobył się na przeciwdziałanie chorej obojętności, to można było z tym walczyć, wyleczyć. Potrzebował tylko bodźca. I trochę eliksirów oczywiście.

- Skoro tak, to powinienem się tam znajdować od wielu lat, bachorze. – odpowiedział z małym ironicznym uśmieszkiem. Po chwili jednak znów patrzył na chrześniaka z troską. – Obiecuję, że ci pomogę. Znajdę sposób, byś znów poczuł się normalnie. Musisz tylko mi na to pozwolić, współpracować ze mną. Mów mi o wszystkim co cię dręczy, wysyłaj listy o tym co robiłeś, cokolwiek co mogłoby naprowadzić mnie na jakiś dodatkowy trop. Każdy szczegół może być znaczący. Czy dasz radę to zrobić? – zapytał z wielką powagą.

- Postaram się. – dzieciak przełknął głośno ślinę. – Nie wiem co to da, ale zrobię co każesz. Ufam ci, Sev. – mężczyzna nie mógł się na to nie uśmiechnąć. Czuł obezwładniające ciepło na słowa chrześniaka. To było tak inne od słów Pottera, mimo że znaczenie było to samo. Z Draco po prostu od wielu lat dzielił głębokie, ojcowskie emocje.

- To dobrze, cieszę się. – po czym wstał i pociągnął nastolatka do kolejnego uścisku.

Nie trwali jednak tak długo, ponieważ ich spokój przerwało pojawienie się skrzata.

- Panie Snape, paniczu Draco. Psotek przeprasza, że przeszkadza, ale Pan wrócił. Pani prosi o pomoc Pana Snape`a. Pan źle się czuje. – powiedziało stworzenia w bardzo szybkim tempie.

- Eh. Dobrze, powiedz Narcyzie, że zaraz przyjdę. No już, znikaj. – rozkazał zimnym głosem, nie chcąc patrzeć jak skrzat kłania mu się wdzięcznie. Uważał, że było to całkowicie niepotrzebne. – Słuchaj Draco, potrzebuję od ciebie próbkę krwi do badań. Wiem, że to niewłaściwe z mojej strony, prosić cię o coś takiego, zrozumiem jeśli mi odmówisz. Ale byłbym spokojniejszy wiedząc, że to nie tam znajduje się przyczyna twojego stanu.

- Spokojnie wuju. Wierzę, że nie użyjesz jej do jakichś niecnych rytuałów, jeśli o to się martwisz. Po prostu ją weź. – odpowiedział z małym uśmiechem.

- Dobrze, dziękuje. – ponieważ czekali na niego Narcyza z Lucjuszem, wziął się od razu do pracy. Wyjął małą fiolkę i po paru ruchach różdżką, napełniła się czerwoną cieczą. – Mam przy sobie tylko jeden eliksir regenerujący, ale sądzę, że tobie bardziej się przyda niż twojemu ojcu, więc go wypij. – wyjął tym razem pełną fiolkę z szaty. - Jutro postaram ci się dostarczyć ich więcej. Może nawet znajdę coś, co ci pomoże.

- Jestem ci naprawdę wdzięczny, Severusie. – przyznał, a jego oczy rozbłysły jakby miał się popłakać ze szczęścia. Mężczyzna stwierdził, że to dobrze. Każda taka reakcja była mile widziana, a jak zauważył im więcej czasu spędzał z chłopakiem, tym częściej się pojawiały. Będzie musiał jak najszybciej go odwiedzić.

- Odwdzięczysz mi się, kiedy przyprowadzę ci bachora do pilnowania. – odpowiedział nawiązując do ich poprzedniej rozmowy. I tak jak się spodziewał twarz nastolatka rozjaśniła się. – Muszę już iść, ale pamiętaj o tym co ci mówiłem. Mów mi o wszystkim co robisz, co odczuwasz i czy są jakieś kolejne zmiany. Pisz listy, albo nawet przyjdź do mnie. W te wakacje mieszkam w moim mugolskim mieszkaniu. A jeśli nie tam, to znajdziesz mnie w moim laboratorium w Snape Manor.

- Okej, ale czemu mieszkasz akurat tam? Myślałem, że nie lubisz tego domu. – zapytał naprawdę ciekawy. Severus nie byłby ślizgonem, gdyby nie wykorzystał tej informacji do zszokowania chrześniaka. Najpierw podszedł do drzwi i je otworzył, a później odwrócił się do niego i powiedział przed wyjściem.

- Aktualnie ukrywam tam mojego młodego męża. – na dowód podniósł lewą dłoń, gdzie złote nici oplatały jego palec serdeczny. Po tym wyszedł ze śmiechem, ponieważ zdumiona mina chłopaka była naprawdę zabawna i szczera.

Szybko jednak wrócił do rzeczywistości. To wszystko co powiedział mu Draco, było bardzo niepokojące. Zaczął chorować po inicjacji, wiec jedną z przyczyn jest Mroczny Znak. Ale niewiele mu to daje ponieważ, nie spotkał się jeszcze z podobną reakcją na znamię. Bardzo często po inicjacjach przychodzili do niego nowi Śmierciożercy prosząc o pomoc. W jego gabinecie, zarówno w dworze Voldemorta jak i swoim własnym, miał tony maści łagodzących ból. Nigdy jednak ktoś do niego nie przyszedł z całkiem odmiennymi problemami.

To było zastanawiające. Coś jeszcze musiało być na rzeczy i Severus miał nadzieję, że odpowiedź znajdzie z próbce krwi dzieciaka. Bardzo się cieszył, że chłopak pozwolił mu na pobranie jej. W czarodziejskim świecie bardzo ceniono sobie krew i nawet w celach leczniczych była ona z oporem oddawana. Nie leczyli się jak mugole, mieszanie krwi było wręcz zabronione. Od uzupełniania niedoboru czerwonej cieczy mieli eliksiry. Krew czarodzieja była magiczna i odpowiednio użyta, potrafiła być niebezpieczna.

Na rozwiązanie tej zagadki zapewne poświęci resztę swoich wakacji, ale nie żałował. To było coś co musiał i chciał zrobić. Dobro jego chrześniaka było w jego rękach i zrobi wszystko by znaleźć lekarstwo. Przez tą sytuację nawet zapomniał o wydarzeniach z wczorajszego dnia. Mógł trochę odetchnąć z ulgą.

Z nowym zapałem kierował się do salonu. Podejrzewał, że to tam będzie na niego czekać Narcyza. I nie mylił się. Kobieta stała na środku pomieszczenia nerwowo pocierając o siebie rękami. Gdy tylko go zobaczyła, odwróciła się i poszła w kierunku sypialni gospodarzy. Nie odzywała się ani słowem, co było trochę dla niego niezręczne. Być może Lucjusz został ukarany zamiast niego, w końcu to Severus nie pojawił się na spotkaniu, a był jego dobrym przyjacielem. No nic, zaraz wszystkiego się dowie.

Jednak jak zobaczył rannego mężczyznę, mógł na wejściu powiedzieć, że nie jest tak źle. Co prawda w kilku miejscach krwawił, ale niezbyt obficie. Dało się też zauważyć nienaturalne drżenie ciała, co znaczyło, że został potraktowany kilkukrotnie klątwą Cruciatus. Wszystko dało się naprawić eliksirami i Severus nie wiedział o co tyle szumu. Nie był tu potrzebny, ale jednak został wezwany.

- Ty! – wysyczał Lucjusz. – Coś ty zrobił naszemu Panu? – zapytał wściekły. Snape tylko zmarszczył brwi, tego to się nie spodziewał. Czyżby zniknięcie jego znaku dało o sobie znać też Lordowi?

- Co masz na myśli? – dopytał dla pewności.

- Jest wściekły, bardzo. Wciąż tylko syczy w wężomowie, wyklina cię gorzej jak Pottera, a tylu Crucio to chyba jeszcze nigdy nie rzucił na jednym spotkaniu. Śmiem twierdzić też, że kilka osób wyląduje na oddziale w Św. Mungo. – wysapał drżąc na całym ciele.

- Nie brzmisz jakby ci było ich szkoda. – zauważył z ironicznym uśmieszkiem.

- Nie zmieniaj tematu. Mów co takiego zrobiłeś. – odpowiedział poważnie.

- Wczoraj wysłałem mu list, że wykonałem zadanie i złożę raport jak tylko zechce mnie do siebie wezwać. Jest zły, bo się nie pojawiłem. – zastanawiał się czy powiedzieć przyjacielowi o swoim czystym ramieniu. Nie chciał tego rozgłaszać, wywołałoby to burzę w szeregach ich Pana. Dobrze zdawał sobie sprawę, że jest wielu popleczników, którzy pragnął pozbyć się tego tatuażu. Powiedzenie im, że jemu się udało, mogło się skończyć tragicznie.

- No i czemu tego nie zrobiłeś? – prawie wykrzyczał. Uspokoił się jednak trochę, gdy wypił eliksiry przyniesione przez Narcyzę. – Wisisz mi kilka butelek dobrego alkoholu, Severusie. Za te wszystkie klątwy, którymi przez ciebie oberwałem. – zaznaczył patrząc na niego zmrużonymi ze złości oczami.

- Jedną już ci mogę dać. – po czym wyciągnął z szaty przyniesioną przez siebie butelkę whisky. Czyli na coś się jednak przydała, nawet jeśli po rozmowie z chrześniakiem, nie miał już ochoty na picie.

- Przygotowałeś się. To znaczy, że wiedziałeś co się stanie, a nawet nie pomyślałeś aby mnie ostrzec? - albo mu się wydawało, albo mężczyzna jest urażony jego ignorancją.

- Nie dramatyzuj, Lucjuszu. Mam poważniejsze problemy na głowie, niż twoje fochy, więc uspokój się, proszę. W ogóle gdzie się podziała twoja arystokratyczna maska obojętności? Nie widziałem jej jeszcze odkąd tu wszedłem. – zapytał zaczepnie.

- Nie drażnij mnie, Severusie. Dostałem rozkaz przyprowadzenia cię na następne spotkanie choćby siłą, więc jeśli nie przestaniesz, potraktuję cię czymś naprawdę paskudnym. – powiedział groźnie.

- Jeśli wciąż będziesz się tak krzywił, to już ci tak zostanie, przyjacielu. – zaśmiał się na wściekły warkot, który wydobył się z gardła blondyna. – I po co te nerwy? Ja jedynie dbam o twoje dobro, Lucjuszu.

- Jak tylko dostanę swoją różdżkę w rękę, to obiecuję, że pożałujesz tych słów.

- Czy informowanie swojego potencjalnego przeciwnika o braku swojej broni, nie jest aby lekkomyślne? Zawiodłeś mnie, przyjacielu. Nigdy bym się po tobie tego nie spodziewał. Poza tym, jesteś pewien, że chcesz ze mną walczyć? Od czasu Hogwartu nie udało ci się wygrać ani razu. – uśmiechnął się wrednie. Jak on lubił te słowne przepychanki.

- Jesteś dziś wyjątkowo zadziorny, Severusie. – zignorował jego docinki. – Bardzo chętnie posłucham co to spowodowało.

- A skąd pomysł, że ci powiem? – skrzyżował obronnie ramiona. Nie za bardzo chciał rozpoczynać tę rozmowę, ponieważ jak zacznie ,to nie był pewien ile dokładnie wygada. Lucjusz miał to do siebie, że umiał z niego wyciągać informacje.

- Nie przychodzisz do mnie z alkoholem bez powodu. Podejrzewam, że chciałeś się ze mną napić i pogadać. A nie ukrywam, że w tym przypadku zrobię to bardzo chętnie. – tym razem to on uśmiechał się ironicznie.

- Być może taki miałem zamiar. – przyznał trochę niechętnie. Blondyn za dobrze go znał.

- W takim razie spróbujmy tego co dziś przyniosłeś. – powiedział, a potem rozkazał skrzatowi przynieść im szklanki.

- Niestety nie będę mógł wypić za dużo. Mam jeszcze dzisiaj coś do zrobienia. – przypomniał sobie o sytuacji z Draco. Chciał przygotować wszystko co było mu potrzebne do analizy krwi. Jeśli zrobi to jeszcze dziś wieczorem, to jutro z samego rana będzie miał pierwsze dane.

- Nie wygłupiaj się Severusie. Jest już późno, a za pół godziny będzie podawana kolacja. Zjesz z nami, jeśli już tu jesteś. Co jest tak ważnego, że chcesz tak szybko uciec z tej przyjacielskiej wizyty?

- Moje badania? – uniósł brew prowokująco.

- Ranisz mnie. – teatralnie złapał się za serce. Naprawdę, gdyby nie znał Lucjusza od wielu lat, nie uwierzyłby, że ten potrafi się tak zachowywać. Czasami był gorszy od Draco. – No to zamieniam się w słuch. Wspominałeś, że wykonałeś zadanie od Czarnego Pana. Muszę przyznać, że szybki jesteś. – uśmiechnął się wrednie.

- Dziwi mnie to, że jesteś z tego powodu zawiedziony. Liczyłeś pewnie, że będę się musiał dłużej męczyć, co? – odgryzł się popijając whisky.

- Oczywiście. Patrząc na działania naszego Pana, Potter wydawał się niezwykle nieuchwytny. Teraz kiedy nagle pada rozkaz, abyś go poślubił, ty usidlasz go w zaledwie cztery dni. Ciekawi mnie jak to zrobiłeś. I poproszę wersję z najdrobniejszymi szczegółami. – powiedział zadziornie.

- Nie licz na to. – odpowiedział sucho.

Mimo to, opowiedział o tym, co działo się przez ostatnie dni. Omijał oczywiście wszystko co wiązało się z tajemniczym dziedzictwem chłopaka i ich pierwszym stosunkiem. Nie omieszkał jednak wspomnieć o szalonych planach Dumbledore`a, tej całej Amelii Verges i innych przygodach. Pominął też to, że jego Znak zniknie, ale pokazał Lucjuszowi jego ramię owinięte czarnymi znakami. Wyjaśnił, że przez nie, nie czuje wezwań ich Pana.

Dobrze było też wyrzucić z siebie to wszystko. Czuł się lżejszy i dziękował w myślach przyjacielowi za wysłuchanie, nawet jeśli później zechce wykorzystać te informacje przeciw niemu. Po prostu miał to teraz głęboko gdzieś. Za dużo się ostatnio męczył z szalejącymi emocjami, żeby zwrócić na to uwagę. Cieszył się na każdą możliwą formę ulgi.

Był też już w jakimś stopniu gotowy na rozmowę z Potterem. Kiedy wypowiadał to wszystko co się wydarzyło na głos, uświadamiał sobie, że nie jest to aż takie straszne. Po prostu nagromadziło się tego tak dużo, że niektóre emocje go przytłoczyły i dał im sobą zawładnąć. Musiał przeprosić nastolatka, choć zrobi to niechętnie. Nie przywykł do tego. Zazwyczaj to on jest tym rozsądnym i to jego ludzie przepraszali za swoje błędne opinie i działania.

Kiedy Lucjusz zapytał się go w jakim stanie znalazł chłopaka, Severus się skrzywił. Odpowiedział oczywiście, ale przypomniał sobie też, że zostawił Harry`ego samego z wciąż niezagojonymi ranami. To było nieodpowiedzialne, szczególnie, że chciał zapewnić mu jako taki komfort w swoim domu. Zapewne sam nawet nie pomyślał o tym by grzebać mu w rzeczach. Miał nauczkę po ostatniej takiej sytuacji. Ale znaczyło to, że męczył się od rana. Powinien mu jakoś zasugerować, że jednak może czuć się u niego swobodnie, przynajmniej w granicach rozsądku. Musiał jak najszybciej wrócić i coś z tym zrobić.

Jednak w pewnym momencie blondyn zasugerował mu zemstę za działania dyrektora. Jako mąż Pottera miał pełne prawo wszcząć postępowanie karne za tak jawne zaniedbanie. I było to takie kuszące. Lucjusz zaproponował mu też pomoc, bo nie ukrywał, że nie lubił starca. Snape nie byłby sobą gdyby tego nie rozważył. Uważał jednak, że zajmie się tym jak tylko uporządkuje wszystkie swoje sprawy.

Potrzebował trochę czasu na oswojenie się, rozmowę z nastolatkiem i obgadanie z nim podstaw według których będą żyć. Dochodziły do tego też badania nad chorobą Draco. Musiał poinformować swojego męża, że ten może się kiedyś pojawić u nich w mieszkaniu. Powinien też zapytać co Potter myśli na temat Dumbledore`a i tego, czy chce się na nim odegrać za to wszystko. To było ważne, ponieważ nie chciał robić nic przeciw woli chłopaka, a jest on głównym poszkodowanym.

Tak jak mówił, nie wypił dużo. Lucjusz uszanował to co powiedział na temat jego badań. Pozwolił sobie na dwie szklaneczki alkoholu i postanowił, że tyle mu wystarczy. Oczywiście przesiedział u niego w rezydencji dopóki nie zaczęło się ściemniać. Tak jak planował udał się jeszcze do swojego rodzinnego domu i przygotował laboratorium na następny dzień. Dopiero po tym pozwolił sobie wrócić do mieszkania.

Było już ciemno i nie zdziwił się, że w środku nie świeciły się żadne światła. Podejrzewał, że chłopak już śpi. Z takimi myślami skierował się prosto do sypialni, ale zaskoczony stwierdził, że nastolatka tam nie ma. Nie słyszał szumu lecącej wody, więc w łazience też go nie było. Zaglądał do kuchni i do salonu, ale tam również było pusto. Już miał zacząć poszukiwania, gdy usłyszał cichy jęk w kącie.

To co zobaczył sprawiło, że zaklął. Dzieciak leżał na gołej podłodze, z małą poduszką pod głową i przykryty kocem. Był wciąż w ubraniu, a obok leżała książka, co znaczyło że zasnął podczas czytania. Miał spore cienie pod oczami i wyglądał dość blado, jakby nie spał od dłuższego czasu.

Samo to, że go tam znalazł oznaczało, że coś jest nie tak. Ludzie nie spędzają czasu w kątach. Świadczyło to jedynie o tym, że wychowanie u tych wstrętnych mugoli wyryło się w jego młodym umyśle na stałe. Psychiczne rany musiały być dość głębokie. Widok, który miał przed oczami był niepokojący.

I że też on musiał sobie z tym radzić.

Podszedł do chłopaka w celu przeniesienia go do sypialni. Nie zamierzał pozwolić mu tu spać, choć coś mu mówiło, że i poprzednią noc mógł tu spędzić. A on nawet o tym nie wiedział, bo postanowił go zignorować. Wydawało się to teraz takie głupie i dziecinne. Czuł się z tym źle.

Kiedy tylko dotknął ramienia Harry`ego, poczuł jak ten się wzdryga. Przez jego ciało przeszedł mocny dreszcz i jęk bólu. Coś było nie tak. W obawie, że swoim dotykiem skrzywdzi bardziej nastolatka, wyciągnął różdżkę i uniósł go w górę za pomocą zaklęcia.

Kiedy odwrócił się by przejść z nim do sypialni, zaskoczony stwierdził, że spędzanie czasu w takim miejscu nie było jednak takie głupie. Miejsce było bardzo przemyślane strategicznie. Było stąd widać każdą część salonu, nikt by się nie ukrył przed jego spojrzeniem. Nie było możliwości też, aby ktoś zaszedł go od tyłu, a przy drobnej posturze chłopaka był też prawie niewidoczny. Idealne miejsce do szpiegostwa.

Severus był pod wrażeniem, ale nie pozwoliło mu to przerwać swoich czynności. Szybko przeniósł Harry`ego na swoje, a raczej już ich łóżko, po czym rzucił na niego zaklęcie skanujące. Co dziwne nie pokazało niczego niepokojącego, tylko ogólne przemęczenie. Czy ten ból mógł pochodzić od Voldemorta, wciąż ma wizję? Jednak blizna nie była zaczerwieniona jak to zwykle bywał przy takich sytuacjach.

- Wuju nie… - wymamrotał przez sen, na co Severusa przeszedł zimny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. – Przestań… - Czyli dręczyły go koszmary, albo raczej wspomnienia.

Ale czy powinny one być na tyle intensywne, by czuł ból przy jakimkolwiek dotyku. Musiało to być coś strasznego. Dlatego mężczyzna postanowił go jakoś uspokoić. Nie był uczuciowy i nie zamierzał dzieciaka przytulać, czy coś. Miał za to cały składzik eliksirów do wykorzystania. Szybko przyniósł eliksir uspokajający i bezsennego snu. Po podaniu, reakcję było widać niemal od razu. Rysy twarzy chłopaka się rozluźniły, a oddech stał się bardziej równomierny.

Teraz wystarczyło przebrać chłopaka w piżamę i nasmarować jego rany leczniczą maścią. Rozejrzał się po sypialni za jego rzeczami i zaskoczony stwierdził, że nigdzie nie było widać jego kufra. Lekko oszołomiony też zauważył, że nastolatek ma na sobie wczorajsze ubrania. Czy to znaczyło, że przyprowadzając tu Pottera zapomniał wziąć też jego kufra? I kiedy przeszukał swoje wspomnienia, faktycznie uświadomił sobie, że o nim zapomniał. Ale w takim razie skąd brał te swoje księgi? I czemu nic mu nie powiedział?

Choć na ostatnie pytanie nie musiał sobie odpowiadać. Nie było go przecież przez cały dzień, a wczoraj też nie zdążyli poruszyć tematu wspólnego mieszkania, zanim nie postanowił uciec od rozmowy. Im częściej o tym myślał, tym więcej własnych błędów zauważał. Sam był sobie winny. Cała ta sytuacja to było jedno długie pasmo jego porażek. Będzie musiał się z samego rana wybrać po rzeczy Pottera. Dziś już było za późno, a skoro przeleżały tam tyle czasu, to i parę godzin więcej nic nie zmieni.

Kręcił na to wszystko głową, po czym rozebrał chłopaka do bokserek i tak po prostu zostawił. Sięgnął po maść swojej roboty i przekręcając nastolatka na bok zauważył, że rozcięcia na plecach, nawet te największe, były zasklepione. Nie powinno odbywać się to tak szybko, ale biorąc pod uwagę, że to był Potter, to wszystko mogło być możliwe. Wciąż jednak rany były świeże i należało je posmarować, ponieważ odznaczały się lekką czerwienią. Były po prostu podrażnione.

Kiedy już miał pewność, że zrobił wszystko co należało, przykrył chłopaka kołdrą i udał się pod prysznic. Był zmęczony i brudny. Wciąż miał na sobie zapach kilku składników do eliksirów i dziwił się, że Lucjusz nie zwrócił mu na to uwagi. Wrzucił swoje ubrania do kosza na pranie zawiedziony, że jego ulubiona szata nie będzie do jutra wyczyszczona. Nie miał tu skrzatów niestety.

Po długim prysznicu, w końcu mógł się położyć. Nie pocieszała go myśl, że będzie musiał dzielić łóżko z Harrym, ale po tym jak go dziś ignorował, nie zamierzał narzekać. Był mu chociaż winny porządny wypoczynek. Do tego czekała ich długa i poważna rozmowa. Westchnął głęboko po czym owinął się wokół młodego ciała.

Chłopak był przyjemnie ciepły.